Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Co robić gdy mąż chce odejść

martaj - 2011-07-18, 10:39
Temat postu: Co robić gdy mąż chce odejść
Jestem 2 lata po ślubie. Razem z mężem od 7. Mam 26 lat on też. Nie mamy dzieci. Tydzień temu oświadczył mi, że jest nieszczęśliwy, że mnie nie kocha, że chce się rozwieść. Cały świat zawalił mi się na głowę. Zupełnie nie wiem co robić. Nie jem, nie śpię, biorę tabletki uspokajające, żeby jakoś się trzymać. Nie wiem jak do niego dotrzeć, bo się uparł i nie zmienia zdania. Tym bardziej dziwna sytuacja, że wcześniej nie mieliśmy jakiś większych kryzysów. Ot normalne małżeństwo. Raz lepiej raz gorzej... Wiem , że może to moja wina, jestem chyba zbyt... jak to określić... nadpobudliwa, zbyt narzucam swoje zdanie. Mąż jest człowiekiem zamkniętym i ciężko coś z niego wydusić. Bez wcześniejszych oznak po prostu zaatakował. To jakby mi ktoś nóż w serce wbił. Wiem, że go kocham. I wiem, że chcę ratować ten związek, ale nie wiem czy starczy mi sił. Już czuję się wyczerpana. Nie wiem czy się wyprowadzić czy mieszkać z nim. On powiedział, że nie nadaje się do związków, że go ograniczam, że chce być wolny. Nie wiem czy wchodzi w grę in a kobieta. Myślę, że nie przynajmniej na razie. Ale czuję, że dużo winni są jego koledzy z pracy, którzy są kawalerami, są wolni i śmieją się z niego, że zakupy za mną nosi. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. Boję się co będzie dalej. Nie chcę zostać sama, chcę być matką. Co robić jeśli już dojdzie do rozwodu? Jak dalej żyć? Jestem wierząca i nie uznaję rozwodów, ale czy mam potem całe życie być sama i zrezygnować z bycia matką? Nie wiem tyle jest uczuć we mnie, że nie wiem co mam robić. Miotam się z kąta w kąt, nie mogę pracować. Zwyczajnie paraliżuje mnie lęk. Zaproponowałam mu, że zaczniemy od nowa, że na nowo odkryjemy naszą miłość, którą gdzieś zagubiliśmy oboje i ją zaniedbaliśmy. On cały czas powtarza, że zdania nie zmieni, że na wszytsko jest już za późno. Jego rodzice i moi też to strasznie przeżywają. Ale on tak jakby nic sobie z tego nie robił. Dla nich jest inny, pokorny, oczy spuszczone. Gdy zostajemy sami zmienia oblicze, jest ironiczny, złośliwy. Mam wrażenie, że bawi go to wszystko. Myślę, że nie dorósł do roli męża. Jak sam twierdzi nie chce obowiązków, których jak na razie i tak nie ma za wiele. Ja chcę się zmienić, wszytsko zrobię by ratować to małżeństwo tylko nie wiem jak jego do tego nakłonić, żeby mi pozwolił. Nie chcę błagać o miłość, ale wiem że mogę się do tego posunąć. jest to dla mnie strasznie upokarzające. Nie wiem co robić.
Danka 9 - 2011-07-18, 12:39

Witaj na forum.
Też parę lat temu (3 zdaje się), mąż moj zaproponował rozwód.
Poczułam paraliżujący lęk, i świat legł w gruzach.
Nie zatrzymywałam męża ani nie namawiałam do pozostania, lecz by dał nam szansę, od razu pobiegłam pogadac z mądrym księdzem i wyspowiadać się.
Zaczęlam szukać w sobie, co mogło być nie tak w relacji i zaczęłam to z pomocą psychologa a potem warsztatu 12 kroków naprawiać.
Jest nadal trudno, ale ja już jestem inną osobą, mąż rozwodu nie przeprowadził.

Polecam Ci lekturę forum, na początek Dobsona, Pulikowskiego.
Spowiedz i regularny kontakt z P Jezusem w Eucharystii....daje siłę

Cytat:
Ja chcę się zmienić, wszytsko zrobię by ratować to małżeństwo tylko nie wiem jak jego do tego nakłonić, żeby mi pozwolił. Nie chcę błagać o miłość, ale wiem że mogę się do tego posunąć

Co do tej pory robiłas?
a jak masz ochote blagac to ugryź sie lepiej w język i pisz nam tutaj...nic tak nie zniechęca drugiej strony jak jęczenie i błaganie...brr

męza nie nakłaniaj, a bądź taką fajną kobietą, żoną od ktorej za nic nie chce się odchodzić...choc wiadomo ze nie jest to gwarancja!

Z Panem Bogiem może się udać :),

martaj - 2011-07-19, 05:59

Ale tak ciężko się powstrzymać od tego proszenia, pytania dlaczego... Nie wiem co się dzieje z moim mężęm, nie za takiego człowieka wyszłam. Teraz przechodzi jakiś krys czy coś nie wiem. OśźOświadczył, że podoba mu się taka wolność. Ma zamiar zrobić sobie tatuaż, późno wraca do domu, wraca pod wpływem alkoholu, choć on nigdy alkoholu nie lubił. Nie wiem czy mam to przeczekać, czy odejść. Boję się co będzie dalej jak dalej żyć bez niego... Msama nie wiem co lepsze życie z takim Pawłem czy życie bez niego. Ale ja nie chcę być do końca życia sama. Chcę mieć dzieci. Nie wiem jak długo wytrzymam w takim stresie pod jednym dachem z nim. Czekam na jego powrót, słucham docinków itd. Twierdzi że to nie moja wina, że on się zmienił. Moim zdaniem oszalał. I jestem prawie pewna, że to wpływ kolegów, z ktrymi pracuje. Oni są wolni, balują, a on musi wracać do żony... A co w tym wszystkim najlepsze śpi ze mną w jednym łóżku. Po prostu on wie i ma to poczucie, że ma do czego wrócić i nie boi się niczego. Jak mam mu pokazać, że ma dużo do stracenia? Bo jak na razie ja cierpię a on ma to w nosie, bo jest wolny. Obrączki też już nie nosi...

[ Dodano: 2011-07-19, 07:21 ]
Nie takiego go pokochałam. Tego człowieka nie poznaję... Nie wiem skąd to sie wzięło. Myślałam, że będziemy dobrym małżeństwem jak jego rodzice, którzy po prostu mogą być przykładem dla każdego. To jest dla mnie ogromny szok. Widzę wiele swojej winy w tym wszystkim. W zasadzie on to poczucie winy wzbudza. ?Jak można walczyć skoro on mówi, że nie kocha? On wie,że ma do czego wracać... Choć w sumie tak naprawdę nie odszedł bo mieszkamy razem. To dla mnie takie ciężkie. Użalam sie nad sobą wiem... ale nie wiem jak inaczej ma się zachować. Chcę mu pokazać, że jestem silna, ale czasem się łamię i zaczynam znów zadawać pytania. Ale czekanie i patrzenie jak niszczy nas, naszą miłość nie jest łatwe. Nie potrafię być tak pokorna.

alinakalina - 2011-07-21, 14:57

Witaj!
Ja miałam podobną sytuację ze swoim mężem. Któregoś dnia zaczął się wycofywać. Coraz częściej mówił że to wszystko nie ma sensu, padało z jego ust coraz częściej słowo "rozwód" "jak ci się nie podoba to wracaj do swojej matki" itp. To było dla mnie bardzo bolesne. Trwałam tak jeszcze ok 3 lat, aż w końcu nie wytrzymałam tego psychicznie. Odeszłam w stan separacji- to był sprawdzian dla mojego męża- nie zdał go. Jesteśmy od 3 miesięcy po rozwodzie. Ja jestem sama, on z inną. Będzie sprawa na sądzie biskupim.
Pozdrawiam i życzę jak najlepiej i proszę pamiętaj, że to dwie strony muszą chcieć dobrze- samemu niczego nie da się na siłę ciągnąć.

landis85 - 2011-07-21, 15:16

samemu mozna zmienic siebie i dac przyklad mezowi
zlo dobrem zwyciezaj
polecam poradnie malzenska, psycholog, rekolekcje

martaj - 2011-07-22, 06:13

Właśnie w tym problem, że on nie chce słuchać w ogóle o jakiejś poradni itd. Ja sama walczę, ale widzę że on walczy też sam ze sobą. Powiedział mi, że mnie bardzo przeprasza, że muszę przez to przechodzić, ale on inaczej nie potrafi. Ja po prostu nie wierzę w to, że on mnie nie kocha. Nie da się przesatć kogoś z dnia na dzień. Może on się boi wycofać ze swojej decyzji, tym bardziej, że nasi rodzice już o tym wiedzą. Walczę cały czas i wierzę mocno, że się nam uda. Ale boję się, że jak on się uparł to boi się zmienić zdania... Nie wiem czy mam sie wyprowadzić? Boję się, że to już wszytskie drzwi za mną zamknie...Tak bardzo go kocham...
landis85 - 2011-07-22, 08:03

to poradnia i rekolekcje dla Ciebie, ja tez jezdze sama i bardzo mi pomagaja :)
Danka 9 - 2011-07-22, 08:07

Witaj. Walczyć nie ma co, jak czytasz forum to na pewno nie raz to czytasz.
Na wojnie sa pprzegrani i pokonani, a wygrac mozecie oboje. :-)

Nie ogladaj sie na męża, dzialaj sama, jak pisze Ci landis....poranie, formacja duchowa.
Co męzowi nie pasuje? Gdzie jest problem miedzy Wami....

A mąż, moze potrzebuje pobyc chwile sam?

co do separacji pisze o niej alinakalina wazne sa intencje czy oddalamy sie by odpoczac i nabrac sil bo bycie razem niszczy nas w jakis sposob.....dbamy wtedy o siebie by miec silę aby pomoc malzonkowi stanac na nogi, postawic granice czy po to aby cos pokazac, ukarac malzonka, wystawic na probę, zawsze jest ryzykojego dalszego oddalenia, ale to ryzyko jest tez gdy mieszka sie razem.
Uwazam ze separacje warto dobrze przemodlic i przegadac z kims mądrym, ksiedzem, terapeutą, przyjaciolmi.

Nie sadze by u Was byla juz taka potrzeba martoj.
Wiele osob mowi o rozwodzie...od slow do czynow daleka droga jeszcze.
Dbajo siebie, przyjaciele, moze jakis wyjazd, odpoczynek, hobby, no i Pan Bog oczywiscie, sakramenty.
Moze Pan Bog upomina sie o twoj powrot do Niego?
Z modlitwą.

martaj - 2011-07-22, 08:46

Właśnie w tym problem, że nie wiem w czym problem...:) on nie chce nic konkretnie powiedzieć po prostu mówi że mnie przestał kochać a jednocześnie daje tak sprzeczne sygnały... Nie wiem po prostu miotam się po domu. Separacja czy rozwód na razie to dla mnie brzmi jak wyrok ostateczny. Ciężki orzech do zgryzienia. Wszyscy mówią, że na to potrzeba czasu... Ja to rozumiem ale ten czas mnie zabije wewnętrzenie. Jak mam patrzeć że on nie wraca do domu, że niby jest u kolegi, że patrzy na mnie jak na powietrze. To taka próba sił. Jednocześnie chcę mu pokazać, że go bardzo kocham i że ma do kogo i czego wracać. Może rzeczywiście on potrzebuje czasu. Ja też w sumie. Ale paraliżuje mnie strach przed przyszłością, która jawi się jako samotna bez dzieci, bez męża. A ja tak tegop pragnę. Pragnę być z nim i z nim mieć dzieci.
Anna Teresa - 2011-07-23, 18:48

Witaj Marto na pewno nie jest łatwo z tego co piszesz, ale mieszkacie jeszcze razem , tak więc nie jest tak źle i wszytko można naprawić pomimo tych problemów. Kiedy mąż zdjął obrączkę? po tym gdy Ci powiedział, że Cie nie kocha? czy przed tymi słowami? Wiesz jak czytałam to wszytko to na pewno jest w jakimś stopniu wina kolegów, znajomych, ale pomyślałam też że może Twój mąż poznał inna kobietę. Nie mówię tego, żeby Cie bardziej dobić , tylko po to że ja bym mu się bardziej przyglądnęła ,kto ma na niego taki wpływ, że się tak zmienił z dnia na dzień o 180stopni i nie jest już tym samym człowiekiem!Na pewno bym go nie błagała o nic, bo nic na siłę nie wskurasz wg mnie. On sam musi pewne sprawy przemyśleć czego chce.
martaj - 2011-07-24, 11:14

Zdjął obroczke po tym jak mi to powiedział. Mieszkamy razem to fakt, ale dla mnie to zaczyna sie robić bardzo trudne i uciążliwe. Próbuję mu pokazać, że mi na nim zależy. Jestem taką żoną jak z obrazka, taką jaka mnie zawsze kochał. I wydawało mi się, że jest już nieźle. Przynajmniej zaczął do mnie normalnie mówić, nawet obiad razem zjedliśmy. Myślalam, że zaczyna zastanaiwać się nad swoją decyzją. A tu nagle znowu cios prosto w serce. Powiedział, że ten czas jaki mi teraz daje (czyli chyba to, że jest dla mnie miły i że daje mi sygnały, że jednak w jakis sposob mu na mnie zależy) są tylko po to, żebym pogodzial się z myślą o rozwodzie... Super nie? nie rozumiem jak może być taki podły. Bo to juz według mnie jest podlość. A ja karmię sie takimi resztkami milości, ale nie potrafię inaczej. Jestem tak sparaliżowana strachem, że nie potrafię racjonalnie mysleć.
Druga kobieta? też o tym myślalam, ale raczej jakiś bardziej powazny związek z inna nie wchodzi w gre. Nie dawał sygnałów takich. wracał na czas do domu, nie było nieprzewidzianych spotkań, telefonów. W zasadzie ta jego decyzja o rozstaniu była nagla, dlatego może to tak boli, bo nie mialam szans na zadna obrone, na żadną reakcję... Nie wiem ile eszcze wytrzymam z nim pod jednym dachem. Nie chcę zyc zludzeniami... ale kocham go i chcę o niego walczyć. Nie wiem co ma robic dalej. Jestem w takim dołku psychicznym, że ledwo mam siłę wstac z łózka..

kinga2 - 2011-07-24, 20:35

martaj napisał/a:
Nie wiem co ma robic dalej. Jestem w takim dołku psychicznym, że ledwo mam siłę wstac z łózka..

WItaj, ciut wyluzuj, bo to oznaki depresyjne, choć częste w podobnych sytuacjach. Postaraj się jednak, aby się nie rozwijały, bo depresja to bardzo wyniszczająca choroba. :-(
Wiem,że to nie jest proste, ale daj parę w gwizdek jakimś zajęciem, aktywność fizyczna, wrzeszcz ile sił w płucach, upiecz chleb, ale najpierw sama wyrób ciasto. Wyrzuć złą emocję, a potem oddaj to wszystko Jezusowi, aby leczył. W tym czasie zamiast stac na baczność przed mężem i zbierać ochłapy jego dobrej woli zacznij trening swojego wnetrza. Wyrzuć brudy grzechu w konfesjonale, wymyj się w modlitwie i na Eucharystii, idź po radę na Adorację, a w domciu czytaj Dobsona, obejrzyj Ognioodpornego, czytaj inne wątki i szukaj świadectw uzdrowienia małżeństw. Jak masz mozliwość to skorzystaj ze wsparcia poradni małżeńskiej lub psychologa -teraz wakacje więc może być kłopot, ale kto szuka... :-D

Bella - 2011-07-25, 11:01

U mnie było tak samo, tylko że ja byłam w ciąży. Dla mnie też to był koniec świata, potem mijały miesiące mąż w końcu wrócił, byłam szczęśliwa, potem wyszło na jaw ze ma kochanke i w sumie od ponad pół roku staram sie trwać i walczyć. Nie poddawaj sie kochana, moja historia na razie nie ma szczęsliwego zakończenia ale dzięki forum i tym cudownym ludziom którzy zawsze potrafią wesprzeć dobrym słowem lub zbesztać i sprowadzić do pionu jakoś trwam.
Mój mąż mnie nagle przestał kochać, wyprowadził sie i nie chciał nawet słyszec o próbach ratowania. Pomogło jak dałam mu troche oddychnąć ode mnie, troche spokoju, czasu na przemyślenia. Daj mężowi swobode niech zobaczy co moze stracić, pozwól mu zatęsknić. Ja za bardzo sie mojemu narzucałam - ale widze to dopiero teraz, wtedy myślałam ze to jedyne wyjście

martaj - 2011-07-25, 11:09

Ja mam świadomość że mu się narzucam... I potem wyrzucam sobie, że jestem głupia, że co ja robię, ale kiedy go wiedzę nie potrafię się powstrzymać... Jestem niecierpliwa i to mnie gubi. W teorii wiem jak postępować, gorzej z praktyką. A kiedy on ma dla mnie jakieś cieplejsze słowo, gest cieszę się jak dziecko. Tylko niestety potem kolejny cios nożem w serce od niego dostaję i to boli jeszcze bardziej.
Danka 9 - 2011-07-25, 11:16

Jak cie czytam to przypomina mi sie moje uzaleznienie od meza.
Moze i u Ciebie tak jest?
Ale mozna z tego wyjsc, nie odbedzie sie bez profesjonalnej pomocy.

za kingą
Cytat:
Jak masz mozliwość to skorzystaj ze wsparcia poradni małżeńskiej lub psychologa -teraz wakacje więc może być kłopot, ale kto szuka... :-D


no i masz nasze wsparcie tutaj :-) Pogody Ducha

martaj - 2011-07-25, 12:33

Jestem uzależniona zgadzam się z tym. Chyba narzucałam mu się z moją miłością. Ale też widzę, że nieraz go dołowałam, krytykowałam niepotrzebnie... Masz rację Danusiu potrzebuję pomocy, bo sama nie ogarniam tego wszystkiego.

[ Dodano: 2011-07-26, 07:18 ]
wczoraj miałam dużo czasu na przemyślenia... Już wiem że ja bardzo nawaliłam w tym związku. Widzę swoją winę, to że żyliśmy obok siebie a nie razem, moje narzekanie, krytykowanie, każde zajęte własnymi sprawami. Widzę też że nie dbaliśmy o naszą miłość. I ja i on. Ale żeby tak nagle przestał mnie kochać. Robiłam wszytsko by go odzyskać, a on wczoraj wyśmiał moje próby. Powiedział, że to i tak nic nie zmieni, że mnie nie kocha i na nowo nie zamierza pokochać. Że to już koniec i że on chce być wolny. Że niedojrzał do małżeństwa. w ogóle że to dopiero początek tego na co go stać i co pokaże. Zupełnie oszalał. Sam nie wie co robi. Powiedział, że dziś idzie do adwokata i że składa pozew o rozwód. I powiedział coś w co nie chce mi się wierzyć, ale może... że jest gejem. Tylko nie wiem czy żartował czy mówił poważnie. Chyba przegrałam tą walkę... Jego nie obchodzi co się ze mną stanie. On wręcz wyśmiewa mnie w tych rozmowach. Ma wszytsko gdzieś - mnie, rodziców, całą resztę rodziny. Chyba przegrałam walkę i swoje życie. Nie sądziłam, że mnie to spotka. Nie z tym człowiekiem jakim jest, jakim był mój mąż.

[ Dodano: 2011-07-26, 10:17 ]
Tak ciężko uwierzyć, że życie jeszcze kiedyś będzie miało sens... że będę szczęśliwa, że ułożę sobie życie. Nie wiem jak mam do niego mówić, żeby chociaż zachciał posłuchać. On mnie olewa totalnie. Nić dla niego się nie liczy, żadne wartości...przysięga? trudno złamał, mówi, że on pójdzie do piekła nie ja. Czuję jak usuwa mi się grunt pod nogami, nie mam siły żeby żyć, żeby oddychać, żeby wstać z łożka. Ale muszę chodzić do pracy i to do tego dość odpowiedzialnej. Teraz będę tylko czekać na ten pozew... aż się boję pomyśleć. Dlaczego to na mnie trafiło, dlaczego to właśnie mnie tak los doświadczył? Co ja takiego zrobiłam, żeby mnie tak karać. Nie chcę żyć, nie mam po co... Nikt w życiu mnie tak nie upokorzył. To tak boli, że aż fizycznie. Mam ochotę zniknąć z tego świata...

Bella - 2011-07-26, 09:58

Nie wiem co Ci napisać, czytam i jakbym słyszała sama siebie.
Uwierz ze to nie koniec świata. Ale pamiętaj że przed tobą jeszcze dużo wzlotów i upadków. Módl sie za Wasze małżeństwo, moze to pomoze opamiętać się mężowi. I pamiętaj ze jesteś dobrym, wartościowym człowiekiem. Dasz sobie ze wszystkim rade, mimo ze teraz myslisz inaczej. Ja po pół roku nadal mam chwile zwątpienia, płacze w poduszke i nie wiem co ze soba począć, ale trzeba wierzyć w to ze wszystko co zostało nam zesłane ma sens. ja trzymam sie tej myśli jak koła ratunkowego, czasem tone ale jak na razie udaje mi sie wracac na powierzchnie.
Nie znamy sie ale wiem że dasz sobie rade. Nie mysl o sobie źle to tylko popsuje Ci humor a w niczym nie pomoze. Pokaż mężowi ze jesteś dzielna, samodzielna ze dasz sobie rade mimo wszystko - na większość facetów to działa. Mi ktos kiedys poradził że mam czekać nieczekając. Staram sie tego trzymać i pomaga. Skup sie na sobie, a męża powierz Bogu i wierz że sie opamięta i wróci na dobrą droge

martaj - 2011-07-26, 10:43

dziękuję... ale tak trudno w to wierzyć, że będzie dobrze... Że moje życie ma sens. Gdybym choć była matką, to wszystko wyglądałoby inaczej, a tak dla kogo mam żyć?
Bella - 2011-07-26, 13:19

Dla Boga, dla siebie, dla rodziny, przyjaciół. Pomyśl ile jeszcze w zyciu mozesz zrobić, co osiągnąc. Mi czasem tez trudno w to uwierzyć ale powtarzam to sobie co rano, spróbuj.
diola - 2011-07-26, 15:10

Martaj,
jak czytam o zachowaniu Twojego męża - to jakbym swojego widziała 2,3 miesiace temu...Też nie chce o niczym rozmawiać, mówi, że nie kocha, że nie pokocha, że już nie bedzie ze mną szczęśliwy. Chodzi zadowolony, oczywiscie był adwokat - bardzo szybko, już jestesmy po pierwszej sprawie, przed nami mediacje.

Zastanów się czy nie chodzi o kogoś trzeciego - kobieta czy mężczyzna jak pisałaś ostatnio - mój mąż na początku też nie chciał się do tego przyznać, rodzicom opowiadał bajki, że będzie sam...Denerwowało mnie to bardzo, bo kto odchodzi ot tak od żony i maleńkiego dziecka, by zostać sam. I deklaruje, ze codziennie do dziecka będzie przyjeżdzać...Niemożliwe. I potem się przyznał -że jest "koleżanka" - to było najpierw, teraz już planuje z nią życie, tyle, ze trochę będzie sam, bo ona jest mężatką póki co...

Trochę dziwne, by mąż odchodził tak sobie, bo mu się znudziło czy przestało podobać. Moze jest ktoś trzeci i tu tkwi problem.

I słuchaj Belli, musimy się trzymać, mi ciężko to przychodzi na razie, trudno dalej w to uwierzyć, ze zostaje z dzieckiem sama. Ale wiem, ze muszę dać radę.
Też jestem niecierpliwa jak Ty, jak czytam Twoje posty, to jakbym siebie widziała...

martaj - 2011-07-27, 14:09

Nie wiem już sama. Nie przeżyję tej drugiej jeśli taka jest... Wczoraj rozmawiałam z jego matką. W sumie mam jej poparcie itd ale czuję, że jego rodzina mimo wszytsko oskarża mnie o tą sytuację. Wiem, że nie mam najłatwiejszego chrakteru i jakie błędy popełniłam... Wiem i wstydzę się tego strasznie, ale żeby od razu rozwód? Tak bez żadnego ostrzeżenia? Zamist rozmowy co jest nie tak, co mu nie pasuje itd? Niby powiedział matce, że to przez moje zachowanie, że nie może już ze mną wytrzymać. Nie widzę już szans na pogodzenie, bo jego nie rusza płacz, łzy, moja obojętność, nic. Nie wiem z której strony teraz zacząc, co robić i czy mam się wyprowadzić? mieszkamy u jego rodziców. Mamy swoje piętro, które razem remontowaliśmy, razem szła kasa... I co mam to wszytsko tak zostawić, on będzie żył wygodnie na tym wszytskim co między innymi mój tato robił w tym domu, a ja mam mieszkać kątem u rodziców na pudłach, bo nawet szafy tam dla siebie nie mam wolnej? nie wiem co robić...
Anna Teresa - 2011-07-27, 19:02

Martusiu nie wyprowadzaj się, nadal jesteś jego żoną i nie ma co się przenosić według mnie, nikt Cię przecież nie wygania, a to , że Twój mąż tak postępuje to już inna historia, mi się nadal wydaję że on kogoś ma,albo jest w czymś innym problem, bo nie mówi się komuś z dnia na dzień ,,JUŻ CIĘ NIE KOCHAM" tak ooo bez konkretnego powodu, może daj mu troszkę luzu, nie narzucaj się mu, niech on sobie pomyśli sam nad wszystkim. Wiesz ja miałam depresje, no i dalej coś tam z niej zostało, też tak sobie myślałam PO CO MAM ŻYĆ? DLA KOGO? DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO? A NIE KOGOŚ INNEGO? ciężkie jest życie, jak to mówią po ślubie ludzie się zmieniają i jest to prawda!jestem z Tobą choć się nie znamy osobiście

[ Dodano: 2011-07-27, 20:13 ]
Mam dla Ciebie jeszcze coś, do mnie te słowa przemawiają,nie wiem czy Tobie coś one dadzą

,,WYDAWAŁO MI SIĘ...
A MOŻE DZIAŁO SIĘ TO NAPRAWDĘ ...
ŻE WIDZIAŁAM ANIOŁA...
A MOŻE TO BYŁ ZWYKŁY CZŁOWIEK...
POWIEDZIAŁ, ŻE NA WSZYSTKO W ŻYCIU JEST MIEJSCE I CZAS.
A POTEM ZNIKNĄŁ?"

martaj - 2011-07-28, 06:22

Przeczytałam miłość wymaga stanowczości Dobsona i wyprowadzam się. Postanowiłam już. To dla mnie cholernie trudne ale tak będzie lepiej. Może zatęskni... On już postanowił więc moje siedzenie tam i latanie do okna co chwilę i patrzenie czy wrócił czy nie, czy się odezwie i takie w sumie żebranie o jego miłość nic nie da. Przynosi wręcz odwrotny skutek. To strasznie ciężkie dla mnie, ale tak będzie lepiej. Nawet dla mojego zdrowia psychicznego. Choć nie wiem co lepsze. Kocham go, ale na siłę go nie zatrzymam. Najgorsze przede mną, to oczekiwanie, tęsknota... Ale muszę być silna.
Nirwanna - 2011-07-28, 07:12

Martaj, tylko pamiętaj, że to się wiąże z konsekwencjami. Piszesz, że "może zatęskni". Tak samo bierz pod uwagę że "może nie zatęskni, a wręcz będzie z tego powodu szczęśliwy". A Twoja postawa wtedy nie powinna zmierzać, tak jak teraz - do wystawania w oknie i patrzenia na telefon, a nuż zadzwoni. Dużo roztropności Ci życzę
martaj - 2011-07-28, 08:42

Wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudne, ale mieszkać razem z nim też nie ma sensu skoro on podjął taką decyzję o rozstaniu. Wie, że go kocham i nie chcę rozwodu, ale na siłę go nie zatrzymam. To ciężka decyzja wiem i liczę się z konsekwencjami. Tak jak rozważam konsekwencje pozostania tam. Nie jest to łatwe bo mieszkamy z jego rodzicami. z JEGO nie z moimi a zawsze będę mieć więcej wsparcia ze swojej rodziny niż z jego.
Może nie zatęskni, ale będąc ze mną pod jednym dachem tym bardziej.

[ Dodano: 2011-07-28, 13:56 ]
Klamka zapadła... Jutro się wyprowadzam. Zakomunikowałam mu to. A jutro też mam imieniny super nie? Fajne święto będę mieć. Mimo wszystko czuję niejaką ulgę. Najważniejsze żeby się przy nim nie rozkleić. Nie mam nic do stracenia. Skoro on nie wraca do domu a ja mam nie spać po nocach to jaki w tym sens.

Anna Teresa - 2011-07-28, 19:22

Skoro już tak zadecydowałaś, to Twoja decyzja i Twoje życie, hmmm na pewno będziesz nadal myśleć o nim,o tym wszystkim, a takie czekanie ,,zabija" po części według mnie,
jagaanek - 2011-07-28, 21:44

martaj napisał/a:
Wiem, że to będzie dla mnie bardzo trudne, ale mieszkać razem z nim też nie ma sensu skoro on podjął taką decyzję o rozstaniu. Wie, że go kocham i nie chcę rozwodu, ale na siłę go nie zatrzymam. To ciężka decyzja wiem i liczę się z konsekwencjami. Tak jak rozważam konsekwencje pozostania tam. Nie jest to łatwe bo mieszkamy z jego rodzicami. z JEGO nie z moimi a zawsze będę mieć więcej wsparcia ze swojej rodziny niż z jego.
Może nie zatęskni, ale będąc ze mną pod jednym dachem tym bardziej.

[ Dodano: 2011-07-28, 13:56 ]
Klamka zapadła... Jutro się wyprowadzam. Zakomunikowałam mu to. A jutro też mam imieniny super nie? Fajne święto będę mieć. Mimo wszystko czuję niejaką ulgę. Najważniejsze żeby się przy nim nie rozkleić. Nie mam nic do stracenia. Skoro on nie wraca do domu a ja mam nie spać po nocach to jaki w tym sens.

Cześć. Z okazji Twoich jutrzejszych imienin życzę Ci szczęścia i dużo radości z nim czy bez niego. Moja propozycja. Umów się jutro ze znajomymi z okazji swoich imienin i baw się na całego. I nie myśl o złych rzeczach. Pozdrawiam.

Anna Teresa - 2011-07-28, 22:10

popieram powyższą wypowiedź, najlepszego :) i spot się z znajomymi
martaj - 2011-07-29, 06:14

Dziękuję za życzenia:) naprawdę muszę się rozerwać jutro jadę z przyjaciółką na duże zakupy..

[ Dodano: 2011-07-29, 13:03 ]
Dopadły mnie wątpliwości... Nie wiem co z tą wyprowadzką. Może po prostu powiem że daję mu czas, czy tylko powiedzieć że się wyprowadzam, że go kocham i że na rozwód się nie zgadzam i to jego decyzja czy mam wrócić czy nie... nie wiem już sama poradźcie

Anna Teresa - 2011-07-29, 16:48

ja bym się nie wyprowadzała, a jeśli już to bym mu powiedziała, że daje mu czas (określiła bym ile czy tydzień czy miesiąc) do przemyślenia tego wszystkiego co dalej, może po prostu oboje potrzebujecie czasu, ale myślę, że Twój mąż bardziej go potrzebuje
Asia z podlasia - 2011-07-29, 18:38

Marto, Marto ...
Wszystkiego dobrego z okazji twoich imienin, dużo siły i mimo wszystko pogody ducha !

Ja Ci radzę, abyś jeszcze wstrzymała się z wyprowadzką, na to zawsze ewentualnie będziesz miała czas. Po prostu spakuj trochę rzeczy i wyjedź do rodziców na kilka dni, na tydzień. W tym czasie zajmij się intensywnie sobą, idź do dobrej spowiedzi, pogadaj z Jezusem na adoracji, zadbaj o swój stan ducha , a także i ciała. Odżywiaj się regularnie,może weź urlop i jedź na rekolekcje, dużo jest teraz organizowanych latem.
Nawiąż bardzo bliską więź z Najlepszym Lekarzem Duszy - Jezusem- On jeszcze nikogo nie zostawił bez pomocy, nikogo nie odrzucił, nie zdradził....a każdego bardzo kocha....

martaj - 2011-08-01, 06:47

Wyprowadziłam się... Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wróciłam do rodziców... To tak strasznie boli, wyłam z bólu... Powiedziałam mu, że to że się wyprowadzam nie znaczy że zgadzam się na rozówd, czy że odchodzę. Daje nam czas, mi i jemu na zastanowienie, na przemyślenie. Powiedział, że bardzo mu ten czas jest potrzebny. Następnego dnia napisał mi wiadomośc, że pusto beze mnie w domu, że nie wie czy tęskni za mną czy za hałasem, który mi towarzyszył... Cieszyłam się jak dziecko, wręcz skakałam z radości, kiedy to odczytałam. Ale po głębszym zastanowieniu to nie wiem czy mam się z czego cieszyć. Może to znowu jego chwyt, żeby mnie bardziej zranić... Teraz mąz idzie na urlop 2 tygodnie. Mieliśmy go spoędzić razem... Oświaqdczył mi, że nie będzie go w domu, bo wyjeżdża, gdzie, z kim nie ma pojęcia... I to mi nie daje spokoju. Będę umierać z niepewności. Cały czas powstrzymuję się, żeby do niego nie zadzwonić, napisać. Chcę wierzyć, że będzie dobrze, ale po prostu boję się kolejny raz mieć nadzieję. Nie wiem jak to będzie gdy on naprawdę zdecyduje, że to koniec, złoży pozew o rozwód. Przecież ja umrę...
Mirakulum - 2011-08-01, 14:15

martaj napisał/a:
bo wyjeżdża, gdzie, z kim nie ma pojęcia... I to mi nie daje spokoju. Będę umierać z niepewności. Cały czas powstrzymuję się, żeby do niego nie zadzwonić, napisać


A może i ty pojedziesz na wakacje ????

7 sierpnia sycharki spotykają się na wakacjach w Ustroniu :mrgreen:

chyba są jeszcze miejsca na polu namiotowym

Pogody Ducha

Anna Teresa - 2011-08-01, 18:32

A może i dobrze jak Twoim mężem tak wstrząśnie raz a dobrze i może w końcu przejrzy na oczy co może stracić, niech sobie dobrze przemyśli sprawę
monikabg - 2011-08-01, 19:34

martaj, trzymaj sie musisz być silna...Gdzieś tu na forum przeczytałam taki tekst i chyba to bedzie moje motto życiowe:" everything will be okay in the end, if it's not okay, it's not the end" :-)
martaj - 2011-08-02, 06:12

Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść. Jeśli wróci — był zawsze Twój, jeśli nie — nigdy nim nie był.

Cieżko w to wierzyć i mieć nadzieję. W jednej chwili wierzę, że będzie OK w drugiej nie wierzę w nic tylko czuję ten ból. Tsk bardzo mi go brakuje...

[ Dodano: 2011-08-02, 12:21 ]
Rozmawiałam z nim dzisiaj... Oświadczył, że dziś idzie na "popijawę"... A w sobotę kiedy mi pisał ze pusto beze mnie był pijany... Wszelka nadzieja umarła. Zdania nie zmieni jak twierdzi, a tylko skłania się coraz bardziej do ostatecznego rozstania. I co może teraz mi ktoś napisze, że będzie dobrze, że Bóg mnie kocha itd. Nieprawda nic nie jest dobrze, i nikt mnie kocha. Jestem sama i nikt nie może mi pomóc. Moje życie legło w gruzach a ja wcale nie chcę żyć. Po co? Bez niego nie potrafię. Za późno to doceniłam

[ Dodano: 2011-08-02, 12:22 ]
Jeśli będzie trzeba będę błagać. Skoro nic innego nie działa. Litość jest zła? Nieważne jeśli to go skłoni do zostania ze mną to będzie dobra... Byle by nie odchodził... Nie przeżyję tego po prostu nie dam rady

Mirakulum - 2011-08-02, 12:59

martaj napisał/a:
Bez niego nie potrafię.


Mąż bożek - tak to wygląda , przeżyłam to samo.

Wiesz mi, dasz rade żyć bez niego i to szczęśliwie.

Gdy Bóg będzie na pierwszym miejscu na pewno się uda .

Jak to zrobić ???

zacząć od małego kroczku ,

mi pomogła

- spowiedź generalna
- Eucharystia
- wspólnota
- rekolekcje
- skypowa grupa modlitewna
zapraszam , wpisz w skypa Mirakulum

:mrgreen:

Pogody Ducha

monikabg - 2011-08-02, 13:24

martaj, uwierz mi ja tez przeszłam przez te fazy i zyję i chce mi sie żyć owszem nie jest to pełnia szcęscia ale juz dzis umiem dziękować Bogu za to cierpienie bo zbliżyłam się znowu do niego bo mnie pociesz bo tylko w cierpieniu człoiwiek sie doskonali i przemienia.Jeszcze 2 tyg, temu nie wierzyłam w to co sie dzieje w moim zyciu teraz jestem wszystkiego świadoma.W modlitwie szukam ukojenia a na tym forum wsparcia i dobrych rad.
Nie błagaj go to spowoduje odwrotną reakcję i agresję z jego strony jak zreszta czytasz tu na forum.Kiedy ja prosiłam mojego męza by dał nam szansę zapewniałam o moich uczuciach to własnie robił sie okrutny i bezwzględny wobec mnie .Teraz jest lepij kiedy nie poruszam tego tematu.Jest milszy.Zrobiłaś co mogłaś teraz módl sie o jego przemianę i czekaj sama sie przemieniaj.Wiem że jest Ci trudno ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych on nas kocha i nie zrobi nic co mogłoby nam zaszkodzić..Tylko spróbuj zaufac..

Anna Teresa - 2011-08-02, 21:16

czasami musi poboleć takie życie. Kiedyś ktoś mi powiedział tak : ,,nie ma że boli, ma boleć", i tak jest, mnie też serce boli i żyje choć różne miałam myśli
martaj - 2011-08-03, 07:33

Musi boleć... Tylko jaki to ma cel. Jak można pozbierać się po ciosie jaki zadała osoba którą kocha się najbardziej na świecie i której się ufało z całych sił, najbardziej się na nią liczyło. Nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego i nie sądzę, żebym kiedykolwiek przeszła. Nie przestanę go kochać ot tak, jak za dotknięciem magicznej różdżki... Nie wiem dlaczego on mi to robi? Chce wolności czy chce zapić problemy i zagłuszyć wyrzuty sumienia? od poniedziałku mam urlop tylko co ja będę robić? Zostawił mnie bez pieniędzy, bez jakichkolwiek oszczędności, bo włożyliśmy wszystko w remont, który nie został dokończony. Zresztą nie mam ochoty jechać nigdzie sama. Czuję taka pustkę i ból. ?Nie wierzę, że to kiedyś minie. Nie mam po co żyć bez niego. Nie chcę nawet...
Anna Teresa - 2011-08-03, 21:00

Martuś myślę, że mąż nie przestał Cie kochać, nie wiem czemu Cię tak rani. A to , że pije to inna sprawa, picie jest dobre do czasu, pijesz nie myślisz o kłopotach, potem i tak one wrócą! Wyrzutów sumienia nie zagłuszysz według mnie, może na chwilę , ale i tak prędzej czy później się one pojawią. Skoro nie masz kasy to może spotkaj się z bliskimi osobami, pogadaj, oderwij się troszkę z tego domu, bo takie siedzenie jeszcze bardziej dołuje według mnie, zrób te rzeczy na które zawsze brakowało Ci czasu, zadbaj o siebie psychicznie, weź rower pojedź gdzieś, poczytaj książkę wieczorkiem jeśli lubisz czytać:)
mare1966 - 2011-08-03, 23:26

Martaj .
Widzę , że odpisały Ci same kobiety .
Nie wiem , słusznie czy nie , ale wtrącę swoje trzy grosze , jako mężczyzna ,
taki w średnim wieku ( czyli z innej epoki ) .
Po pierwsze jesteś bardzo młoda i przestań pisać , że nie masz po co żyć ,
bo obrażasz Boga i własną inteligencję .
Nie urodziłaś się po to , żeby zostać zabawką dla jakiegoś chłopczyka .
Miałaś 19 lat , pewnie Twój pierwszy , wymarzony książę .
...... i żyli długo i szczęśliwie
Oczywiście nie żartuję sobie z tego . Tak ma prawie każdy , bo takim mitem karmi nas
współczesny "postępowy" świat .
Tych mitów jest oczywiście wiele : dopasowanie seksualne , jakaś tam wolność , antykoncepcja ,
używanie życia , kariera zawodowa itp. bzdury .
Jesteście produktami mediów - telewizji i internetu .
Z mężem żyjesz 2 lata , a co "robiliście" wcześniej przez 5 lat ?
Zakładam , że głównie chodzili na imprezy .
Mieszkaliście razem przed ślubem ?
( i nie o mieszkanie mi tu chodzi )
Chłopczykowi dobrze było , ale się znudziło .
Ślub go tylko ograniczył , jego beztroskie , niedojrzałe , egoistyczne "życie" .
Sama piszesz , że on się bawi .
Bo jest dzieckiem ( spuszcza wzrok przed rodzicami ) .
Ty jesteś kobietą , chcesz być matką .
Jedno dziecko już masz , męża .
Myślę ,że oboje mylicie zakochanie z miłościa .
Czym dla Ciebie jest miłość ?
Zakładam ,że Wy się tak naprawdę nie znacie ( jest skryty ) .
Brak bliskości duchowej , wspólnego świata wartości itp.
rozmów .
Bardzo Ci współczuję i wspieram .
Czas obudzić tego dzieciaka .
Może masz w rodzinie jakiegoś dojrzałego mężczyznę
który by z nim "poważnie pogadał " .

Być może przesadziłem , a może nie ?
Poszło .

Anna Teresa - 2011-08-04, 00:00

Dobrze, że w końcu jakiś facet tu napisał, w końcu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :)
martaj - 2011-08-04, 06:54

Otóż zdziwię Cię Mare. Nie mieszkaliśmy razem przed ślubem i nie chodziliśmy na imprezy (choć to też się zdarzało). Poznaliśmy się na PIELGRZYMCE do Częstochowy, na której potem byliśmy jako para jeszcze raz. Poza tym w wakacje też pracowaliśmy za granicą żeby zarobić na nasze wspólne życie. Ja nie mylę miłości z zakochaniem. Zakochanie to już dawno mi przeszło. Może on myli i najwyraźniej nie wie co to jest miłość. Nie był to mój wymarzony książę. Nie przeczę, że to był mój pierwszy tak ważny związek, ale uważam że dojrzałam do bycia żoną i matką. Po prostu nasze wizje małżeństwa chyba trochę odbiegają od siebie. On jest rzeczywiście dzieckiem o które dbałam. On zarzuca mi, że za dużo wymagałam. Ha ha śmieszne! Dla niego za duże wymagania to to, że musiał składać swoje ciuchy do szafy i od czasu do czasu przygotwać coś na obiad (czyli obrać ziemnaki lub ugpotować ryż). Poza tym nie wolno mu było zwrócić uwagi na nic. Ja pracuję, kończyłam studia i jeszcze na szkolenia wiecznie jeździłam z pracy i musiałm mieć na wszystko czas. Mój mąż to facet bez ambicji i celów na zycie. Twierdzi że denrwuje go to, że ja wybiegam w przyszłość i robię plany na 10 lat wprzód. To chyba normalne nie? Nie rozumiem go i tyle. Że tak można łatwo zdecydować się na zranienie kogoś z kim było się 7 lat i tyle przeżyło. Widzę te błędy które popełniłam, ale to nie jest powód do niszczenia małżeństwa. To da się naprawić ale trzeba chęci obu stron, a on nie chce robić nic, bo się uparł. I jeszcze jest wściekły, że odzina wie. PARANOJA! Myślał, że wyprowadzę się, to nikt nie zauważy? Że tak wszyscy przejdą do porządku dziennego nad tym?
Dojrzałym mężczyzną wydawał mi się jego ojciec, niby była rozmowa, ale żadnego skutku. Mój mąz sam musiałby być mężczyzną, żeby to zrozumieć. Teraz czuję taką wściekłość, że.... Zostałam z niczym po prostu, bez domu, bez pieniędfzy, oszczędności. On będfzie żył w luksusie na który pracowaliśmy oboje, a ja żyję na pudłach u rodziców. Ale i tak nie mogę przestać go kochać. Martwię się o niego bardzo, bo on nie zdaje sobie sprawy z tego co robi. I myślę Mare, że dobrze znam mojego męża, a przynajmniej tak mi się wydawało.
No i co mam robić?

[ Dodano: 2011-08-04, 08:29 ]
Tak czytm jeszcze raz to co napisał Mare i w sumie w dużej części przyznaję mu rację. Ślub ograniczył mojego męża, przerwał jego beztroskie życie bez obowiązków. A na tym polu najczęściej były nieporozumienia. Tym bardziej, że dzieci nie mieliśmy więc jakie obowiązki on miał. Wczoraj powiedział mi, że go denerwowało, że mu sprawdzam czasem telefon (a miałam powody do braku zaufania, bo parę miesięcy po śubie znalazałm smsy do innej dziewiczyny treści conajmniej niewłaściwej) i że czepiałam się jak pije piwo. Aha i że kiedys powiedziałam, że mogłam inaczej ułożyć sobie życie (rzeczywiście tak powiedziałam w jakiejś kłótni, ale to było w złości i potem wszystko sobie wyjaśniliśmy)P. On teraz łapie mnie za słowa które kiedyś powiedziałam itd. i zwala na mnie, że sama jestem sobie winna, że stracił cierpliwość i że mojego charakteru nie da się zmienić. MOJEGO! a co z jego charkterem. To ja musiałm przepraszać zawsze, ja przyznawać się do błędu, a on nie zrobił nic żeby było lepiej. To co miałam siedzieć cicho i nic go nie krytykować, nic nie wymagać? Od siebie dużo wymagam więc od innych też. Jestem ambitna i nie dam sobie wmówić, że to moja wina wyłącznie. Może rzeczywiście lepiej sie rozstać i znaleść inny sposób na życie z innym człowiekiem. Najbardziej żałuję, że nie mamy dzieci. Boję się przyszłości, samotnośco. Wiem, że dla wszystkich to śmieszne, że mam 26 lat itd i całe życie przed sobą, ale ja czuję, że moje życie właśnie się skończyło. Nie będę z nim poruszać tematu rozwodu. Niech sam zacznie, ale twierdzi że zdania nie zmieni i myślę, że nie zmieni rzeczywiście.

mare1966 - 2011-08-04, 09:53

Martaj .
No to PLUS dla Ciebie .
Przyjrzyj się waszym rodzinom . Kto "rządzi" u Ciebie ( jaki model , podział obowiązków , podejmowanie decyzji , stopień bliskości małżomków , hierarchia wartości , religijność , obowiązki dzieci itp. ) .
I podobnie , jak to wygląda u niego w rodzinie .
Prawdopodobnie w obu rodzinach "rządzą" kobiety .
UWAGA : Poczytaj Pulikowskiego na temat roli kobiety i mężczyzny w małżeństwie
........ i zgódź się ( dobrowolnie i świadomie ) na taki model rodziny .
Rządzić znaczy SŁUŻYĆ w jego koncepcji ( koncepcji BOGA ! ) .
Posłuchaj kazań o roli Józefa i Maryji księdza Piotra .
Nie buntuj się od razu , spróbuj zrozumieć , stać Cię na to .
Taka rola kobiety to nie uległość , ale mądrość i szczęście dla obojga .
Boży model rodziny - to nie jakieś przestarzałe wymysły , samcze dominacje itd.
Rolą faceta jest być "pastarzem" rodziny , nadawać kierunek , ochraniać , opiekować się .
On za to chciałby SZACUNKU i usłyszeć jaki to jest mądry i że bez niego
to Ty byś sobie rady nie dała . Mądra kobieta trochę poudaje , że tak niby jest . ;-)
Problem jest taki , że nie ma kto do tej roli facetów przygotować .
Normalnie byłby to jego ojciec , ale zazwyczaj on sam w domu " nic nie znaczy " .
Samotna matka tym bardziej nie jest wstanie wychować syna na mężczyznę ,
i stąd mężczyzn coraz mniej ( a rozwodów coraz więcej ) .
Tacy chłopcy zmieniają tylko matki . Teraz ma 2 matki ( często walczą o swoje "dziecko" ) .
Ty możesz oczywiście przejąć przywództwo w waszej rodzinie .
Praktycznie jesteś do tego zdolna i odpowiedzialna ( planujesz itd. ) , potrafisz , ale
......... to Cię męczy ( a jeszcze nie macie dzieci ! ) .
Bo to nie twoja rola , a jego niestety .
Twoją jest KARIERA matki i o tą karierę zabiegaj !
Wtedy poczujesz się naprawdę szczęśliwa .

Martaj , nie znamy nawet siebie , a co dopiero drugiego człowieka .
Spróbuj na spokojnie odkryć swoje gorsze cechy charakteru ( czasem drobiazgi niby ) .
Matro .
Zawsze taka kolejność :
1. Bóg
2. mąż
3. dzieci ( jak już będą )

Więcej wiary .

Anna Teresa - 2011-08-04, 10:54

Marto zgodzę się z Markiem z tymi słowami:


,,Martaj , nie znamy nawet siebie , a co dopiero drugiego człowieka .
Spróbuj na spokojnie odkryć swoje gorsze cechy charakteru ( czasem drobiazgi niby ) .
Matro .
Zawsze taka kolejność :
1. Bóg
2. mąż
3. dzieci ( jak już będą )"


A jak patrzy na to rodzina męża? co mówią rodzice? jego mama nie wtrącała się w Wasze małżeństwo? On chyba nie poważny jak myślał, że ta sprawa szybko rozejdzie się po kościach i Ty sobie ,,nagle znikniesz" z jego życia , bo on chce być wolny, czy coś innego, wyszaleć się z kolegami, wypić piwo i pogadać o głupotach! Tak na prawdę to powinien Ci dać coś kasy, w końcu jesteście małżeństwem. Co masz żyć na łasce rodziców? A jak by nie oni? to co zęby w parapet? bo mąż ma to w d...?i myśli teraz TYLKO O SOBIE?ŻEBY MU BYŁO DOBRZE?!
PS. choć powiem Ci szczerze , że mój też mi kasy nie dawał jak się rozstaliśmy , do dziś ani złotówki nie widziałam od niego, z resztą zawsze ja jakoś kasę swoją miałam, bo nie lubię być uzależniona od kogoś od pieniędzy.Ale jak byliśmy razem to kupowaliśmy wspólnie i w miarę dobrze było.Ale to już tak na marginesie.

martaj - 2011-08-04, 11:57

Pracuję jestem dobrze wykształcona to mam trochę kasy swojej. Ale całe oszczędności włożyliśmy w ten dom, który nie jest już mój. Ale nie ważne, z kasą dam sobie radę. To nie jest najważniejsze. Mare dajesz super rady. Musi to mój mąz przeczytać może coś do niego dotrze. Otóż jeśli chodzi o moją rodzinę to u mnie mama trzyma ją w kupie, bo tato niestety piję i w zasadzie nie jest dobrze. Ale jego rodzina jest modelowa. Rodzice się kochają, ojciec pożądny, bardzo wierzący, więc myślałam, że będzie dobrze i w moim małżeństwie. Ale fakt rządzi matka, ojciec jest bierny i u mnie było to samo. Ja musiałam planować, naprowadzać go na decyzje, że niby sam na to wpadł. Ale można prosić raz drugi, trzeci, a za 10 się wybucha nie? Święta nie jestem. Jestem apodyktyczna nie zaprzeczę, ale to chyba nie powód żeby się rozwodzić. Jego rodzice nigdy nie wtrącali się w nasze małżeństwo, ani moi też, także uzależnienie od mamusi odpada. Jego rodzina wie o wszytskim. Jego mama powiedziała o wszytskim całej reszcie, zresztą chyba nie da się ukryc skoro sie wyprowadziłam. On chyba czuje się osaczony. Dlatego nie chcę, aby ktoś na niego naciskał. Niech sam podejmie decyzję. Ale jnestem niecierpliwa więc musze trzymać telefon na wodzy. Wczoraj wpadałm po prostu dop niego. Powiedziałam , że tęsknie za nim i chciałam go zobaczyć, poczuc jego zapach...
Za mało rozmowy w naszym życiu było i za mało chęci rozwiązywania problemów z jego strony. Można zapomnieć to co złe, zwłaszcza, że u nas nic złego bardzo się nie działo. nie zdradzaliśmy się, nie oszukiwaliśmy... Słowa można zapomnieć. i można się zmienić nie?

Dziś mija 7 lat od kiedy pierwszy raz się poznaliśmy na pielgrzymce... czy tak ma sie skończyć moja historia, która tak pięknie się zaczęła. Nawet ślub wzięliśmy w rocznicę slubu jego rodziców. Myślałam, że to dobry znak, że oni są tak szczęśliwi więc i my będziemy.

Dzięki wam za rady i proszę o jeszcze:) to naprawdę pomaga sobie uświadomić wiele rzeczy.

[ Dodano: 2011-08-04, 14:29 ]
Czy w ogóle jest szansa na szczęście z kimś innym? Czy da się przestać kogoś kochać i budować zycie z inną osobą?
Nie można 7 lat życia przekreślić w jeden dzień...
Jak go przekonać do naprawy, jakich argumentów użyć może mi coś poradzicie.,

mare1966 - 2011-08-04, 21:45

Marto .
Staraj się jak najwięcej przeczytać , posłuchać :
forum , książki , kazania księdza Piotra , audycje dla małżonków ( na stronie Radia Maryja ) .
W wątku o zdrowym egoiźmie napisałem trochę ( nie moje ) o POKORZE .
Jesteś mądra zatem szczególnie warto przeczytać . ;-)
Koniecznie przeczytaj książki Jacka Pulikowskiego "Warto być ojcem" ( Ty też , bo tytuł trochę mylący )
i " Warto naprawić małżeństwo" .
Podrzuć jakoś mężowi ( na urodziny , może jego ojciec ? lepiej , raczej nie Ty )
Tego , że piszesz na forum raczej chyba bym mu nie pokazywał .
Gdzieś czytałem , że w 90% to że mąż pije
to wina żony , oczywiście zazwyczaj nieuświadomiona .
( kontrowersyjne , ale sporo prawdy w tym jest ) .
Przy okazji Marto trochę zrozumiesz tatę , nie urodził się z butelką .
Czy małżeństwo rodziców twojego męża jest takie modelowe ?
Śmiem wątpić . Chłopina porządny i wierzący to się jakoś trzyma . :mrgreen:
Marto uwierz . Mężczyzna potrzebuje SZACUNKU od żony i od dzieci .
Jeżeli żona go nie szanuje , to i dzieci .
On wtedy oddaje "ster" i idzie na kanapę , pije , szuka sobie takiej niezaradnej
kobietki bo wtedy JEST DO CZEGOŚ POTRZEBNY .
Kobiety przejmują "władzę" od 100 lat i tym gorzej dla nich .
Jesteście lepiej wykształcone , pracujecie , prowadzicie samochody , dzieci macie z in vitro .Facet to przeżytek , relikt minionej epoki .
Pamiętasz Seksmisję , co śpiewała Danuta Rin ( Gdzie ci mężczyźni ? ) itd.
Małżeństwa "partnerskie" to też nie najlepszy pomysł .
Przecież widać gołym okiem ,że RÓŻNIMY SIĘ zewnętrznie i wewnętrznie .
Stworzył ich mężczyzną i kobietą .
Do różnych ról .
Bog był zadowolony ze swego stworzenia , po co to zmieniać ?
Wejdź do kanału i naprawiaj auto , a mąż niech kupuje w sklepie zasłony .
Widzisz to ?
Mało rozmowy . Skrytość to niestety wada .
Moja żona po 20 latach się odezwała .......... że chce rozwodu .
Też powodu nie widzę , i uparta .
Poczytaj o komunikacji ( słownej i niewerbalnej ) .
Mylisz się co do słów . Można wybaczyć , ale nie zapomnieć .
Słowa bardzo ranią , ból niemal fizyczny .
Na szczęście trzeba sobie pracować ciągle .
Wysłuchaj sobie tego " Język miłości rodzinnej " audycja z 2009.08.25 Radio Maryja .

Marto na razie odpuść sobie wyjścia awaryjne .
Zawalcz o wasze małżeństwo .
Chcesz sobie wyrzucać przez 50 lat , że odpuściłaś sobie ?
Najważniejsze pytanie .
Co by go trzymało przy Tobie ?
- miłość ( rozumiana jako akt woli , chcę być dla ciebie darem , dawać )
- wiara ( nierozerwalność małżeństwa )
- dzieci ( może lepiej , że jeszcze nie macie ?
czasem kobiety celowo robią sobie dziecko , żeby został ,
ale to chyba kiepski pomysł )
Myślę , że wiarę i miłość można rozbudzić , wymodlić , wypracować nawet .
Gdzieś słyszałem , że to Bóg kojarzy nas w pary .
Akurat na tym forum , to może wywołać uśmiech , ale .......

martaj - 2011-08-05, 06:39

Widzisz mój mąz nigdy nie pił. Teraz też w zasadzie po prostu chce odreagować z kolegami. Nie odpuszczam sobie małżeństwa, w żadnym wypadku i walczę z całych sił. Mam te dwie książki o których mówisz. Proponowałm mężowi, a nawet Warto być ojcem czytał. Poza tym nie chce rozmawiać, nie chce naprawiać. Twierdzi, że to nic nie da, że ja się nie zmienię, że on mnie nie pokocha na nowo. A nie wierzę, że jestem mu obojętna, bo do tej pory w miarę jakoś małżeńswo funkcjonowało, a przynajmniej miłości w nim nie brakło. Wiedzę, że on też cierpi i chyba boi się wycofać ze swojej decyzji. Może jako tako pojęty honor mu nie pozwala. Nie wiem co mam robić już. Każde wyjście jest złe. Warto by z kims porozmawiał z jakimś mądrym mężczyzną, ale nie wiem kogo mogę mu polecić.

[ Dodano: 2011-08-05, 07:42 ]
Miotam się strasznie, sama nie wiem co ze soba zrobić. Myślę cały czas czy jest w domu, gdzie jest, z kim, czy wrócił... W sumie wyprowadziłam się do rodziców by trochę odetchnął. Ale zawsze mogę tam wrócić. W sumie to też mój dom. Nie poddam się, nie pozwolę, by nasze małżeństwo tak nagle sie rozpadło. Tylko po prostu gdyby on chciał rozmowy, a nie powtarzał w kółko jedno i to samo..

Satine - 2011-08-05, 08:22

martaj napisał/a:
Czy w ogóle jest szansa na szczęście z kimś innym?


Ale że jak?
Zdradzając męża sakramentalnego (bo tym będzie związek z kimś innym) chcesz osiągnąć szczęście?
Przysięgając w kościele nie obiecywaliśmy wierności, miłości i tego, że nie opuścimy aż do śmierci POD WARUNKIEM, że ta druga osoba też tak będzie postępować.

Przysięgamy - MIMO, że ta druga osoba może nie spełnić swojej obietnicy. To jest jej sumienie, jej sprawa. Przed Bogiem odpowiadamy za SWOJĄ przysięgę, a nie za wspólną czy za przysięgę współmałżonka.
Nikt też nas nie zwalnia z jej, jeśli nastąpią wyjątkowe okoliczności.
Małżeństwo przerywa jedynie śmierć.
No i może być ewentualnie nieważnie zawarte, ale to znaczy, że w ogóle tego małżeństwa nie było...

Ale jeśli zakłada się taką możliwość - że jeśli "miłość się skończy", można będzie związać się z kimś innym - po co było brać ślub kościelny? ;)

Rozważania o nowym partnerze, ewentualnym, samo myślenie, czy to możliwe - w niczym Ci nie pomogą. Wręcz przeciwnie. Porzuć to myślenie, bo nie pochodzi od Boga.

martaj napisał/a:
Miotam się strasznie, sama nie wiem co ze soba zrobić. Myślę cały czas czy jest w domu, gdzie jest, z kim, czy wrócił... W sumie wyprowadziłam się do rodziców by trochę odetchnął. Ale zawsze mogę tam wrócić. W sumie to też mój dom.


To widać, że się miotasz. Podejmujesz decyzje pod wpływem emocji, a te jak wiadomo są zmienne. W dodatku nie myślisz o sobie, swoim dobru, tylko o tym, jak tu przekonać męża, żeby było warto naprawiać. Grozisz wyprowadzką - mąż nic, wyprowadzasz się - mąż nic, teraz znowu chcesz wracać - i znowu nadzieja, że może to zadziała, a jak nie zadziała, to obmyślisz nowy plan....

Wyprowadziłaś się, by odetchnął, a jednocześnie kilka postów wyżej piszesz z oburzeniem, że mąż mieszka sobie w luksusach, a Ty na pudłach u rodziców.
Podejmujesz decyzje nieprzemyślane, bez zgody z samą sobą, obliczone na konkretny efekt - mąż ma przejrzeć na oczy, zrozumieć, chcieć naprawiać itd.

Nie tędy droga.

Jedyną osobą, która ma tutaj odetchnąć, jesteś Ty sama.
Twoje zadania na dziś, to uniezależnić się emocjonalnie od męża, nie uzależniać swoich decyzji, nastrojów od zachowania męża. Uznać, że ma on wolną wolę i robić swoje. Wyciszać się, wzmacniać duchowo, zaprzyjaźnić się z Jezusem, w którym zawsze znajdziesz oparcie. Być żoną - bez względu na to, co mąż zdecyduje, zrobi, powie.

Piszę o wyciszeniu emocji - bo każda decyzja, jaką teraz podejmiesz, będzie nosiła miano tymczasowej, pochopnej, nieprzemyślanej. Możesz żałować wielu rzeczy, możesz niepotrzebnie się ranić itd.

Spokój i wyciszenie jest potrzebne, byś usłyszała samą siebie, czego chcesz, co jest dla Ciebie dobre i co jest zgodne z naukami Chrystusa.

Bo już - lecisz na fali emocji... Już rozważania, czy z kimś innym można się związać - naprzemiennie z miotaniem się, co tu zrobić, by zatrzymać męża.

Ty się zatrzymaj i nie pędź.

martaj napisał/a:
Tylko po prostu gdyby on chciał rozmowy, a nie powtarzał w kółko jedno i to samo..


Czemu piszesz, że "tylko"?
Chciałabyś, by mąż przejawiał cechy kobiece, których nie ma. To nie jest drobiazg. ;)

Mężczyźni nie rozmawiają, nie lubią, nie umieją, nie chcą.
Tak samo wyłączają się często, kiedy słyszą, jak kobieta gada, gada, gada....
Wolą działać, ale często w razie problemów niestety uciekają do swoich tzw. jaskiń (uciekają w pracę, w samotność, w gry, w nałogi) lub w ich mniemaniu jest to właśnie rozwiązanie ich problemów.

Wymagasz od niego rzeczy niemożliwych - by analizował swoje uczucia, rozmawiał, dyskutował. On tego nie potrafi, tak już jest skonstruowany - jak i pozostali mężczyźni (pewnie z niewieloma wyjątkami).

martaj napisał/a:
To da się naprawić ale trzeba chęci obu stron,


Masz rację. Trzeba chęci obu stron. Chęci, a nie przymusu.
Ty chcesz teraz naprawiać, a on nie. Co Ci pozostaje w związku z tym?

Czekać, aż on sam do tego dojrzeje i sam o tej naprawie zdecyduje.
Aż on sam zacznie chcieć.

A Tobie nie pozostaje nic innego, jak żyć, najlepiej, najpełniej jak się da.
Uwierz mi - do życia w pełni nie jest nam potrzebny inny człowiek.

Pozdrawiam.

martaj - 2011-08-05, 08:53

Masz racje Satine muszę się wyciszyć. Jestem bardzo emocjonalną osobą i dlatego tak na to wszytsko reaguję. Wszyscy mi powtarzają, że musze się od niego uniezależnic psychicznie i emocjoinalnie. Wiem, tak powinno być. Ale wiem też że potrzeba mi na to dużo czasu, bo nie potrafię tak po prostu zapomnieć że go kocham i przestać czuć. Emocje są złymi doradcami. Ale czasami ciężko się nimi nie kierować. Nie myślę o związku z innym, ale po prostu to chyba normalne, że myśli się czasami co by było gdyby... Przysięgałam mojemu mężowi przed Bogiem i dla mnie to jest święte. Muszę odetchnąć, tylko na razie nie potrafię. Potrzeba czasu wiem, spadku emocji, ale to tak strasznie trudne. Kiedy wydaje mi się, że już mam plan, że dam radę, to znowu coś mi go przypomni.. piosenka, zdjęcie, cokolwiek i juz się załamuję. Nie śpię dobrze w nocy, bo budzę się co jakiś czas i sprawdzam czy go przy mnie nie ma. Może to nie jest koniec świata, ale dla mnie jest osobisty koniec świata i porażka. Wielka porażka. i pytania dlaczego ja? co ja takiego złego w życiu zrobiłam, że na mnie trafiło. na nasze w zasadzie dobre małżeństwo?

[ Dodano: 2011-08-05, 10:45 ]
Myślę jeszcze, że może mojego męża przeraziła jego decyzja i konsekwencje z nią związane... Może boi się wycofać. Skoro rodzina już wie, to może czuje się osaczony. Nie wiem muszę czekać ale to strasznie trudne. :cry: :cry: :cry:
Cokolwiek nie robię to myślę o nim.

mare1966 - 2011-08-05, 11:00

Marto .
Myślę raczej , że boi się wycofać z tej decyzji , bo nie chce żyć tak jak do tej pory .
Jego ocena waszego małżeństwa jest prawdopodobnie inna niż Twoja .
Przecież konsekwencje sprowadzi dopiero rozwód , a nie wiedza o zamiarze o nim rodziny .
To ten brak rozmowy , komunikacji , jego skrytość .
Marto , wasze małżeństwo niestety nie było chyba takie dobre .
Sama to wyczuwasz ( piszesz : w zaszadzie , w miarę jakoś itp. )
Honorowo to zachowujesz się Ty , walcząc .
Honorowa ucieczka ? ( męża )
Cytat:
Poza tym nie chce rozmawiać, nie chce naprawiać. Twierdzi, że to nic nie da, że ja się nie zmienię, że on mnie nie pokocha na nowo.

Cytat:
Warto by z kims porozmawiał z jakimś mądrym mężczyzną, ale nie wiem kogo mogę mu polecić.

Dokładnie tak samo mówi moja żona i też szukałem jakiejś "mądrej" kobiety i też jest skryta .
Nie zaskoczyło cię , że to Ty masz się zmienić według niego ???
Przecież cały czas myślałaś , że to on powinien się zmienić .

Nagle zostałaś wrzucona na głęboką wodę , a pływać nie umiesz .
Co robisz ? Jak każdy , zaczynasz machać czym popadnie .
Satine , stoi na brzegu i radzi - uspokój się .
Dobrze radzi .
Tyle , że to chyba niemożliwe do zastosowania , wbrew instynktowi .
Myślę ,że dopiero jak się wykończymy tym machaniem , zmęczymy na amen ,
dopiero wtedy się uspokoimy , z konieczności , z braku sił i pomysłów ,
i wtedy coś może z tego będzie .

Cytat:
Może to nie jest koniec świata, ale dla mnie jest osobisty koniec świata i porażka. Wielka porażka.

To "męskie myślenie" - wielka porażka . Ja dokładnie tak to widzę u siebie .
Widzę jednak jeden plus - chyba ( z pokorą to mówię ) zbliżyłem się nieco do Boga .
Tu masz odpowiedź - DLACZEGO ?
Może też dlatego , że do rozwodu nie dojdzie i to tylko "lekcja' od Boga .
Lekcja - jak stworzyć ( tworzyć każdego dnia ) lepsze małżeństwo .
Ciesz się , że w 3 lata po ślubie i bez dzieci .
Wszystko jeszcze PRZED Tobą .
Przy założeniu , że Bóg chce naszego dobra i jest mądrzejszy
i spuszcza na nas takie "kary" ( bo właśnie nas lubi szczególnie )
może trzeba ZAUFAĆ , POMIMO .

martaj - 2011-08-05, 11:09

Lubi mówisz?... hm.... ja raczej widzę, że nie bardzo Bóg mnie lubi. Nie umiem na razie wierzyc i ufać pomimo. Ale będę się starać.
Wyjeżdżam na tydzien do znajmonych. Myślę, że może tam nabiorę dystansu.
No masz rację nasze małżeństwo nie było dobre, bo jeżeli byłoby dobre to nie byłoby takiej sytuacji.
Ale wierzę, że wszystko można naprawić,a nie od razu rozwód. Nawet nie spróbował..

[ Dodano: 2011-08-05, 13:05 ]
im dłużej nad tym myślę tym bardziej się boję... Boję się, że jeśli on znajdzie sobie kogoś to ja tego nie przeżyję... że nie ułoży nam się, choć cały czas mam nadzieję.
Jak mam pokonać chęć aby do niego dzwonić, pisać... nie zarzucać go pytaniami...
jak to naprawić...
wiele pytań bez odpowiedzi, pozostaje mi czekać.
nawet modlić się nie potrafię, klęczę i tylko jedno mi przychodzi do głowy - dlazego ja? Boże pomóz mi, spraw żeby on zmienił zdanie...

Jarek321 - 2011-08-05, 12:44

martaj napisał/a:
Lubi mówisz?... hm.... ja raczej widzę, że nie bardzo Bóg mnie lubi.


Oj, lubi, lubi....
Bo pokazuje, że On jest gdzie indziej niż Ty myślisz, że jest. A więc odkrywa siebie przed Tobą :-D

martaj - 2011-08-05, 13:10

Odkrywa się w dość specyficzny sposób.
Każe mnie za grzechy chyba.

Antonina15 - 2011-08-05, 13:16

Oj Martaj, bo zaraz przyjde i pgrożę Ci paluchem:) Nie każe Cie Pan Bóg za grzechy, bo Cie kocha. Kto kocha-nie sprawia bólu. On chce Ci przez te cierpienia coś powiedzieć. Wycisz sie ,...... słuchaj, ..........a zobaczysz,że przyjdzie jeszcze taki czas,że podziękujesz MU za ten kryzys. Ja tak mam:) A po ludzku wcale, a wcale nie jest lepiej ;-)
Buziaki

martaj - 2011-08-05, 13:27

Jak można dziękować za taki ból? Za takie zło? Po prostu nie rozumiem tego... :cry:
kinga2 - 2011-08-05, 13:39

martaj napisał/a:
Odkrywa się w dość specyficzny sposób.
Każe mnie za grzechy chyba....
Jak można dziękować za taki ból? Za takie zło? Po prostu nie rozumiem tego...


(32) On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?
(33) Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia?
(34) Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?
(35) Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?
(36) Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź.
(37) Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował.
(38) I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce,
(39) ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

(List do Rzymian 8:32-39, Biblia Tysiąclecia)

(8) Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
(9) W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
(10) W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
(1 List Jana 4:8-10, Biblia Tysiąclecia)

(20) Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa! (21) Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej!

(List do Efezjan 5:20-21, Biblia Tysiąclecia)

(16) Zawsze się radujcie,
(17) nieustannie się módlcie!
(18) W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.
(19) Ducha nie gaście,

(1 List do Tesaloniczan 5:16-19, Biblia Tysiąclecia)

Antonina15 - 2011-08-05, 13:56

Jak można dziękować za taki ból? Za takie zło? Po prostu nie rozumiem tego...
Dlatego....wycisz sie....... i słuchaj.......:) ;-)
Nadal przesylam buziole:)

martaj - 2011-08-05, 13:59

zazdroszczę wam takiej wiary...
nie jestem w stanie na razie tak ufać, że to co mnie spotkało ma jakiś cel, ale będę się starać
dziś I piatek miesiąca, zamierzam iśc do spowiedzi

[ Dodano: 2011-08-05, 15:00 ]
może mi to w jakis sposób pomoże...

Antonina15 - 2011-08-05, 14:02

Pewnie,że pomoże!
"Zabieram " Cie na moja dzisiejszą mszę o uzdrowienie, tylko mi się nie wyrywaj! :-P

martaj - 2011-08-05, 15:36

nie będę się wyrywać...
Antonina15 - 2011-08-06, 01:57

I jak Ci tam z Panem BOgiem i ze mna było? :mrgreen:
Dobranoc:)

martaj - 2011-08-06, 08:45

nic nie pomaga...
nic nie czuję oprócz bólu, strachu, i ogromnego smutku..
i poczucia że moje życie właśnie się zawaliło...

mare1966 - 2011-08-06, 11:21

Marto .

Przestań już biadolić i weź się w garść .
Przestań już o tym myśleć , choć na chwilę , potem dłuższą chwilę .
Wyjdż koniecznie z domu .
Zobacz , nic się nie zawaliło .
To tylko TWOJE CZARNE MYŚLI .
( ludzie gorzej mają , wiesz o tym )
Słońce świeci , lato mamy .
Idź się poopalać ( nie wiem po co kobiety to robią :->
) Spójrz w niebo , przyjrzyj się chmurom . Porozglądaj się dookoła .
Przyjrzyj się ludziom , bez pośpiechu , uśmiechnij się do kogoś .
Idź na basen , do kina , na rower , pojedź w góry , nad jezioro , idź na plażę , na zakupy ostatecznie nawet .
Co z tym twoim wyjazdem ze znajomymi ?
U spowiedzi byłaś , czy tylko deklarowałaś ?
Byłaś na pielgrzymce kiedyś , jedź i TERAZ ( sierpień mamy , może Częstochowa , tylko nie 15 raczej ) .

Marta , jak chcesz to się zamieńmy ! :->
Marta , WSTAWAJ :!: .

martaj - 2011-08-06, 11:37

no wiem wiem biadolę.
Wczoraj byli u mnie znajmoi chociaż na chwilę zapomniałam.
teraz mam tydzień urlopu więc wyjeżdżam przynajmniej nie będzie mnie kusiło, żeby do niego jechać, rozmawiać, płaszczyć się.
sami wiecie że każdy musi to przeżyć na własny sposób...
mój jest na razie za mało dopracowany:)
Mare niestety opalać się niecierpię więc dziś wzięłam się za sprzątanie i gotowanie:)
a poza tym czytam, czytam i jeszcze raz czytam.
szkoda że niestety niektórych myśli nie da się zagłuszyć.

[ Dodano: 2011-08-06, 19:50 ]
skusiło mnie i zadzwoniłam do niego...
zapytałam co słychać itd.
odpowiedzi zimne jak lód...
brak nadziei, brak szacunku, brak miłości,'
obcy, zimny, nieczuły facet...
To nie jest MÓJ Mąż!!! oddajcie mi go!
jestem panikara i emocjonalnie rozchwiana i wszytsko przeżywam 10 razy bardziej niż inni, wiem..
ale nikt mi nie wmówi że będzie dobrze, że czas leczy rany...
nie wierzę w to, jak może uleczyć kogoś z miłości, pozwolić mu na nowo ułożyć życie...
żałuję, że poznałam tego człowieka 7 lat temu,
żałuję, że nie da się cofnąć czasu, że nie da się cofnąć wykrzyczanych słów,
że nie można zajrzeć w przyszłośc albo do czyjeś głowy i poprzestawiać myśli,
żałuję, że mam serce i to wsztsko czuję,,,

[ Dodano: 2011-08-06, 19:51 ]
żałuję, że nie umiem być silna i wierzyć,,,

[ Dodano: 2011-08-07, 08:28 ]
znowu nieprzespana noc...
a jeśli sny to o nim...
czy to kiedyś przestani boleć..

[ Dodano: 2011-08-07, 09:14 ]
Jak go namówć na terapię małżeńską?
on powtarza cały czas jdno i to samo nie i nie i nie kocham cię, nie chce z tobą być, bo nie...
a ja po prostu nie wierzę, ze nasz związek, który w smie trwa 7 lat tak po prostu się skończy, bez walki, bez rozmowy...
teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam wyprowadzając sie..

[ Dodano: 2011-08-07, 21:33 ]
Rozmawiałam ze znajomymi. Od razu humior lepszy:)
Jutro wyjeżdżam na zasłużony urlop
i wiecie co?
jakos dam bez niego radę, jestem więcej warta od niego i na pewno mam więcej możliwości
jestem dobrze wykształcona i na pewno dam sobie lepiej radę w życiu niż on, a w tej dziurze i w pracy marnej tkwiłam dla niego, bo on nie chciał nic więcej
ale dam radę! i tak będę trzymać z Bożą pomocą się uda.
A on prędzej czy później zacznie żałować, bo ma dużo do stracenia MNIE!
muszę w końcu docenić siebie.
Bo nikt mi już nie wmówi że jestem mało warta! NIKT!
jestem dużo warta! Więcej niż on!

[ Dodano: 2011-08-11, 20:46 ]
Nie jest mi łatwo...
nie wiem juz jak zapomniec o tym wszytskim i zaczać życie na nowo
on nie daje żadnych nadziei
skad brac siłę?

Anna Teresa - 2011-08-11, 20:22

Wiesz co Marto ja bym go na razie zostawiła w spokoju, skoro on tak cały czas nie , nie , nie. Nie odzywałabym się nic, aż by go coś może w końcu ruszyło! nie rób nic na siłę, skoro on ma tylko jedno słowo NIE. To niech siedzi sobie z tym ,,swoim nie" i może coś przemyśli?!daj mu czas
Norbert1 - 2011-08-11, 20:42

martaj napisał/a:
A on prędzej czy później zacznie żałować, bo ma dużo do stracenia MNIE!
muszę w końcu docenić siebie.
Bo nikt mi już nie wmówi że jestem mało warta! NIKT!
jestem dużo warta! Więcej niż on!



hmmm martaj nieraz warto wykrzyczeć wszystko z serca....by juz rytmika biło...

polecam słowa tej piosenki bo akurat do chwili jaką pewnie czujesz sa super


http://www.tekstowo.pl/pi...n_the_deep.html

pozdrawiam

mare1966 - 2011-08-11, 22:33

Marto .
Prowadzisz z sobą dialog , pełen emocji , chyba nie do końca dobrych .
Cytat:
nieczuły facet
- uważaj , bo znienawidzisz wszystkich mężczyzn ,
a nienawiść obraca się przeciwko nam samym
Cytat:
MÓJ Mąż .
- jest , niedoskonały ( jak ja i Ty ) i nie Twój tylko Boga
Cytat:
wszytsko przeżywam 10 razy bardziej niż inni, wiem..
- pycha się kłania Martusiu
Cytat:
ale nikt mi nie wmówi że będzie dobrze, że czas leczy rany...
nie wierzę w to, jak może uleczyć kogoś z miłości, pozwolić mu na nowo ułożyć życie...

rany ( nasze grzechy ) leczy Bóg , tylko trzeba do niego iść jak do lekarza
wyleczyć można "miłość" ( nie z miłości )
ułożyć siebie ( to i życie się ułoży )
Cytat:
że nie można zajrzeć w przyszłośc
- i bardzo dobrze, uwierz i niech Ci nie wpadnie do głowy wróżka itp. Bardzo niebezpieczne !
Cytat:
żałuję, że mam serce i to wsztsko czuję,,,
- zasuwaj do spowiedzi :->
( żałujesz , że jesteś ? , chyba ciężki grzech przeciw samemu Bogu , który Cię stworzył ? )
Cytat:
jakos dam bez niego radę, jestem więcej warta od niego i na pewno mam więcej możliwości
jestem dobrze wykształcona i na pewno dam sobie lepiej radę w życiu niż on, a w tej dziurze i w pracy marnej tkwiłam dla niego, bo on nie chciał nic więcej
- pyszka i chciwość :->
Cytat:
jestem dużo warta! Więcej niż on!
- Jesteś BARDZO dużo warta , dla Boga przede wszystkim .
.................. i On też jest BARDZO dużo wart ( jak każde JEGO indywidualne , niepowtarzalne stworzenie ) Marto , nie więcej .
Cytat:
nie wiem juz jak zapomniec o tym wszytskim i zaczać życie na nowo
on nie daje żadnych nadziei
skad brac siłę?
- nowe życie z Bogiem , nadzieję wiarę i miłość daje Duch Święty ,
siłę z jedzenia chleba , Bożego :->

......... i może w końcu powie TAK ? ( moja żona też nie , nie , NIE !!!!!!!!!!!!! )
Marto , po dwóch nieprzespanych nocach ....... już śpi się na stojąco .
Śpij w nocy , myśl w dzień .

Poczytaj DOKŁADNIE i PRZEMYŚL - 7 grzechów głównych .
( podpadam pod wszystkie jak dobrze poszukać , ależ się zdziwiłem :shock: :oops: :cry: )
Grzechy niszczą NAS ( naszą miłość do Boga , innych i siebie ) . :oops:

Norbert1 - 2011-08-12, 07:24

mare1966 napisał/a:
......... i może w końcu powie TAK ? ( moja żona też nie , nie , NIE !!!!!!!!!!!!! )


Tak sobie myslę ...czym jest to

NIE

....moze czemus służy?,cos akcentuje?,na coś pragnie zwrócić uwage?,jest wynikiem czegos?,jest odczuciem na skutek czegoś?....

wołanie NIE

włąśnie-co ono oznacza???

hmmmm.........a moze warto usłyszeć je ,uszanowac,zrozumiec je........

i po głębszym przemysleniu usuwac skutki jakie może doprowadziły do tego
NIE

po co Bóg dopuszcza w innych ustach to NIE???

na cos chce zwrócić uwagę??


:-D :-D

Nirwanna - 2011-08-12, 10:07

mare1966 napisał/a:
Marto .
Prowadzisz z sobą dialog , pełen emocji , chyba nie do końca dobrych .


Marku, kobiety tak mają. Jak coś przeżywają, to muszą to powypowiadać, wszem i wobec, i na wszystkie strony. Może to być dialog ze sobą, może być na forum. To normalne.
Poza tym - emocje nigdy nie są ani dobre, ani złe. Po prostu są. Są do przeżycia (takie nasze zadanie m.in. - dobrze przeżyć emocje!), stanowią również informację. Dobre lub złe może być właśnie przeżywanie emocji, to co z nimi robimy, same emocje są neutralne moralnie. Ja widzę, że martaj przeżywa to co ją spotkało - normalnie. Nie czyni destrukcji ani sobie ani otoczeniu, choć boli ją ta sytuacja potwornie. Wielu z nas czuło się podobnie, i konia z rzędem temu, kto odbudowując zdeptane poczucie własnej wartości będzie jeszcze oglądał każdą swoją myśl, czy aby pychą nie grzeszy. Nie ten etap. To o czym mówisz, Marku, to etap kolejny, kiedy emocje zostaną wyciszone, poczucie wartości choć w części odbudowane; człowiek po przeżyciu tej potwornej huśtawki emocjonalnej będzie w stanie wznieść się na wyższy poziom duchowości i relacji z Bogiem. Ale dopóki przeżywa tę huśtawkę - to przeżywa, musi ją przeżyć, a popędzanie nie służy dobremu przeżyciu tej sytuacji.

martaj - 2011-08-12, 11:33

Nirwana ma rację. Kobiety tak maj a jak tu się wypiszę to przynajmniej lepiej na duszy mi sie robi. Każdy musi przejść to wszytsko na swoja nutę. Jeśli moja jest taka to trudno.
Nie rozumiem czemu oskarża się mnie o pychę? Mare to pytanie do Ciebie?
Jeśli pych jest docenienie siebie o czym każdy mi tutaj pisał to sorry, ale czegoś nie rozumiem.
Łatwo mi nie jest i huśtawkę mam straszna i wiem że im dalej w to brnę to wcale nie jest lepiej

Norbert1 - 2011-08-12, 12:31

martaj napisał/a:
Jeśli pych jest docenienie siebie o czym każdy mi tutaj pisał to sorry, ale czegoś nie rozumiem.
Łatwo mi nie jest i huśtawkę mam straszna i wiem że im dalej w to brnę to wcale nie jest lepiej

martaj spoko :mrgreen: :mrgreen:

ja tez nie widze tu żadnej pychy......jeno naturalność i pewną zgodnośc z tym co napisała nirwana

Nirwanna napisał/a:
a widzę, że martaj przeżywa to co ją spotkało - normalnie. Nie czyni destrukcji ani sobie ani otoczeniu, choć boli ją ta sytuacja potwornie.


Nirwanna napisał/a:
a popędzanie nie służy dobremu przeżyciu tej sytuacji.


pewno ...kiedys było takie powiedzenie ...pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł....

ale bardziej stosowne tu na forum

KIEDY CZŁEK SIE SPIESZY-TO SIE :evil: CIESZY

pozdrawiam

diola - 2011-08-12, 12:40

Martaj,

gdy czytam Twoje wpisy to jakbym siebie czytała...
Tak już chyba musi być - raz mi lepiej raz gorzej. Totalna sinusoida.

Ostatnio zajmując się córeczką mówiłam do niej, że będzie mieć fajną mamusię i dobrze nam będzie razem żyło... Po czym wystarczy, że popatrzę na figurkę z wakacji i chce mi się płakać.
Nie da się zapomnieć, przekreślić wszystkiego z dnia na dzień. Tym bardziej, gdy tak bardzo się kochało i wierzyło drugiemu człowiekowi. Boję się, że nie będę już potrafiła zaufać. Nikt mnie tak nie zranił...

I mówię sobie, że On jest draniem, że zniszczył wszystko co było piękne, zranił mnie, rodziców, córkę. I to On powinien o mnie walczyć.

Po czym przypominam sobie te dobre chwile, te sprzed kilku miesięcy i znów dołek.

To o czym pisze mare pewnie i prawda, ale ja też się nad wieloma rzeczami nie zastanawiam jeszcze. Najważniejsze przeżyć spokojnie, jak się da z uśmiechem kolejny dzień - dla mnie i dla córki.

Może to wszystko ma jakiś cel? Też go nie widzę jeszcze. Jestem blizej Boga to pewne, ale czy mogło o to chodzic kosztem rodziny, dziecka? Nie sądze.

Satine - 2011-08-12, 15:15

martaj napisał/a:
Nie rozumiem czemu oskarża się mnie o pychę? Mare to pytanie do Ciebie?
Jeśli pych jest docenienie siebie o czym każdy mi tutaj pisał to sorry, ale czegoś nie rozumiem.


Myślę, że Mare chodziło o to:


martaj napisał/a:
jestem więcej warta od niego i na pewno mam więcej możliwości

Bo nikt mi już nie wmówi że jestem mało warta! NIKT!
jestem dużo warta! Więcej niż on!



Czy docenianie siebie ma polegać na deprecjonowaniu innych? ;)
Lepsza od niego, więcej warta - a niby czemu? Bóg kocha nas wszystkich tak samo, nawet jeśli grzeszymy, błądzimy, jesteśmy od Niego daleko.

Chyba nie o takie docenianie siebie chodziło.

Masz się czuć wspaniała i warta - bez względu na to, jaki jest Twój mąż. I bez oceniania jego osoby - to jest właśnie pycha.

Pozdrawiam! :)

martaj - 2011-08-12, 15:55

Diola zgadzam się z tobą może Bóg ma w tym jakiś cel, na pewno ma, ale dlaczego kosztem rodziny mojej, jego, mnie.
Widzę jak mój mąz sie miota i to jest okrutne z jego strony, że daje mi nadzieję, a potem sprawia ból i nie daje szans na nic. Ja chwytam się tych najmniejszych przejawów miłości jak tonący brzytwy. Dręczę siebie ale nie da sie powiedzieć stop i żyć jakby nigdy nic dalej. Tak jak Diola jestem silna jednego dnia, a drugiego znowu cos mi o nim przypomina... Zdjęcie, piosenka nawet PIN w telefonie, bo to data naszego poznania... A co dzień przejeżdżam w drodze do pracy koło naszego domu, w którym tyle moich rzeczy jeszcze zostało.
Czy umniejszam jego wartość? Może mam do tego prawo za to co mi zrobił. Ale mimo wszytsko go kocham... i mam nadzieję, że wróci do mnie
Wiem, że jeszcze dużo bólu przede mną... że sala sądowa i pranie brudów. To jest bolesne

Satine - 2011-08-12, 17:37

martaj napisał/a:
Czy umniejszam jego wartość? Może mam do tego prawo za to co mi zrobił.


No raczej nie masz prawa. Bo co on Ci takiego zrobił? Największą jego przewiną jest to, że TERAZ aktualnie Ciebie TAKIEJ nie chce. Ale czy myślisz, że Bóg stworzył go po to, by żył dla Ciebie i spełniał Twoje oczekiwania? Nikt się nie urodził po to, by uzupełniać życie drugiego człowieka. To bez sensu.

Nikt nie ma prawa umniejszać wartości drugiego człowieka. To Boga zadanie, na Sądzie Ostatecznym zdecyduje, kto ile jest wart. Teraz trzeba patrzeć na siebie i na swoje czyny, ot choćby praca nad sobą, by się nie wywyższać nad innych. A jeśli ktoś twierdzi, że on nie ma nic sobie do zarzucenia.... no cóż. Żal mi go.

Dzisiaj jesteśmy tacy, a kto wie, co jutro pokaże i do jakich rzeczy będziemy zdolni.

Pokora w życiu naprawdę stawia nas na dobrym torze - pozwala nabrać dystansu do zachowań innych ludzi i pomaga pozbyć się swoich przypadłości.

Marto, przeczytaj swój pierwszy post. Napisałaś, że nie wyobrażasz sobie życia bez męża. Czy Bóg nie po to dał Ci kryzys, byś się ocknęła i zaczęła żyć dla siebie samej?
Byś odkryła swoją wartość = nie w tym, jaką jesteś żoną i czy w ogóle jesteś żoną i jakiego masz męża - ale sama dla siebie?

Wiem, na to wszystko potrzebujesz czasu - jednak myślę, że zaczynając od deprecjonowania męża w Twoich oczach i stawiania się w roli ofiary, której ktoś urwał przewód z tlenem do oddychania, stoisz w miejscu. Upadasz i miotasz się, zmieniasz zdanie - doliny i pagórki - - a wiesz czemu?

Bo ciągle za mało ufasz Panu Bogu. Za dużo chcesz sama - a sama nie dasz rady, to jest ponad Twoje siły, możliwości i nawet prawa - bo nie możesz kierować życiem drugiego człowieka.

Opuść ręce i daj się prowadzić Bogu. Niech on zajmie głównie Twoje myśli, a nie gorączka zachowań związanych z mężem. Odpuść to "bluszczenie się", a oddaj prawo do bycia na ołtarzu Panu Bogu, a zobaczysz, że wszystko zacznie się klarować. Może czasem niekoniecznie tak jak chcesz w tej chwili, bo tylko Pan wie, co Ci jest teraz potrzebne, ale zobaczysz, że wszystko się poukłada w całość.

Na teraz - odbluszczowić się od męża i budować swoją wartość - BEZ WZGLĘDU na to, jaki on jest i bez rozważań, kto w Waszym małżeństwie jest więcej wart.

Norbert1 - 2011-08-12, 18:00

Satin a może ????

.....nie do wszystkich tą samą miarą.......

no cóż................

martaj na forum jest od 18 lipca...........(drobinka)

każdy ma czas na nerwy...zal..złośc....żałobę..powstanie z upadku...budowanie...wkońcu mocna wiarę i Boga

podtrzymuje zatem co napisała nirwana.....czas...czas...
na wszystko przyjdzie czas........

czy może to miec i martaj???


p.s
a tak na marginesie nawet w programie szkolnym (wszak tak napietym)

robi sie ustepstwa............ :-o :-o


co do pychy???

hmmmm
o co chodziło...czy nie chodziło mare....
niech sam siebe zapyta czemu akurat - tak w oczach wyastrza mu sie ta pycha????

i tak bedzie najprościej


pozdrawiam

martaj - 2011-08-12, 19:30

tak potrzebuję czasu i pokory której mi bardzo brakuje
Emocje graja u mnie główną rolę, głównie też dzięki mężowi, który raz dae nadzieję a zaraz ją odbiera..
za mało ufam fakt, ale na razie nie dojrzałam do tego żeby opuścić ręce i się poddać woli Boga
Chciałabym, probuję ale upadam i mi to nie wychodzi. Ale się staram. Jestem tylko człowiekiem a nie świętą która nikogo nie potępia, nikogo nie ocenia itd. Ciekawe czy ktoś z obecnych na tym forum osób tak od razu przyjął wolę Boga i powiedział OK trudno tak miało być. Chyba naturą człowieka jest to że walczy z każdą przeciwnością tak jak mu się w tej chwili wydaje właściwe. Ja się miotam wiem i chcę ufać ale na razie nie potrafie. Bardzo bym chciała byc silna wiarą. Potrzeba mi czasu, a jednoześnie mam świadomość, że on tak szybko ucieka mi przez palce, że tak bardzo próbuję łapać ochłapy jego miłości, każde słowo, gest i łapać te chwile szczęścia.
Muszę się odbluszzyć jak napisała Satine. Może do tego dojrzeję za jakiś czas. Mam wzloty i upadki. Wczoraj znów był gorszy dzień. Najgorzej jest zasypiać w pustym łóżku i w takim się budzić z poczuciem, że znowu musisz wstać, znowu stawić czoła światu i temu co cię czeka. Mam depresję, zdaję sobie z tego sprawę coraz bardziej. I tylko chowam się po kątach, wychodzę na spacery, bo nie chcę już mamy dołować, która wstaje w nocy i sprawdza czy jeszcze żyję, czy nic głupiego nie zorobiłam. I jest mi źle z tym, że ona na to wszystko patrzy i cierpi.
Co do tej pychy to wcale nie jestem pyszna. To że powolutku zaczynam doceniać też swoje walory to jeszcze nie jest pycha. Bo po tym wszytskim to ja zostałam wdeptana w ziemie i moje poczucie wartości też. Może zacznę je odbudowywać, to nie jest pycha.
Bóg nie dał nam nikog na wyłączność. Ale jeśli w taki sposób mnie wzywa do siebie to troche tego nie rozumiem. Jakosmnie to nie przekonuje. Chciałam być żoną, matką, a teraz co mi zostało?

Satine - 2011-08-12, 21:47

martaj napisał/a:
Ciekawe czy ktoś z obecnych na tym forum osób tak od razu przyjął wolę Boga i powiedział OK trudno tak miało być. Chyba naturą człowieka jest to że walczy z każdą przeciwnością tak jak mu się w tej chwili wydaje właściwe. Ja się miotam wiem i chcę ufać ale na razie nie potrafie. Bardzo bym chciała byc silna wiarą. Potrzeba mi czasu, a jednoześnie mam świadomość, że on tak szybko ucieka mi przez palce, że tak bardzo próbuję łapać ochłapy jego miłości, każde słowo, gest i łapać te chwile szczęścia.


Wiem, Martuś, wiem.

I wiem też, że moje słowa niczego nie przyspieszą.

Ale wiesz jak ja to widzę?

Stawiam się w roli kogoś, kto przeszedł taką drogę jak Ty i podobnie jak Ty miał kogoś, kto stopował mnie, kiedy rozpędzałam się w złości na męża. I dzisiaj dziękuję za to tej osobie, bo bez tego, kto wie, czy wyszłabym z kryzysu.

To jest jak jazda na rowerze. Kiedy dziecko uczy się jazdy na rowerku dwukołowym, czasami za szybko jedzie i może skończyć się upadkiem. Dobrze jest, kiedy obok stoi ktoś, kto w porę złapie i przytrzyma.

Od tego przytrzymywania dziecko nie nauczy się na rowerze, na to ma swój czas, rytm itd. Ale też i nie porani się NIEPOTRZEBNIE i będzie miał mniej siniaków.

Oczywiście, że czas jest Ci potrzebny, ale stopuj się w takich właśnie "jazdach bez trzymanki", gdzie już za chwilę będziesz widziała oczami wyobraźni męża wijącego się u Twoich stóp, błagającego o miłość, a siebie silną i pewną siebie. Bo mąż będzie nikim, a Ty kimś. Bo mąż jest ten zły/podły/wredny, a Ty biedna, poszkodowana, ale szlachetna i tak dalej w tej deseń.

Spokojnie, wsiądź na rowerek i jeszcze raz. Skup się na jeździe, nie rozglądaj się na boki, na innych rowerzystów.

A co do pychy - nie jest nią odbudowywanie własnej wartości. Masz rację.

Ale jest nią na pewno budowanie jej kosztem innych - to znaczy, stawiając się na ich tle z dopiskiem: jestem lepszy/lepsza, więcej warty/więcej warta. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Jesteś wiele warta, bo czujesz, żyjesz, przeżywasz i.... bo jesteś dzieckiem Bożym. Skoro Istota tak doskonała kocha Cię bezwarunkowo - to jak może być inaczej? :mrgreen:

martaj napisał/a:
Bóg nie dał nam nikog na wyłączność. Ale jeśli w taki sposób mnie wzywa do siebie to troche tego nie rozumiem. Jakosmnie to nie przekonuje.


Na tym polega Twój problem. Najtrudniej jak widzę jest Ci zaakceptować to, że coś nie jest po Twojej myśli i nie jest to zależne od Ciebie.

Czy jesteś jedynaczką? Albo na przykład jedyną córką? Możliwe, że jest to wynik takiego, a nie innego wychowania - poczucie, że coś Ci się należy z góry, bo dotychczas rodzice (może ojciec, starszy brat) spełniali Twoje życzenia lub traktowali Cię, jak królewnę. To też trzeba wykorzenić, bo niestety - dorosłe życie pokazuje nam zupełnie coś innego.

NIC nam się nie należy z góry.
NIKT nie jest nam dany na wyłączność do zarządzania nimi i spełniania naszych zachcianek, oczekiwań, naszych pragnień, planów.
Odpowiadamy za SWOJE przysięgi, swoje obietnice, swoje plany, które zależą tylko od nas, od nikogo innego.
Reszta już od nas nie zależy i przychodzi czas, kiedy człowiek po dorosłemu musi się po prostu z tym pogodzić. Najczęściej uczymy się tego właśnie w przykrych sytuacjach. A skoro tak się dzieje - trzeba nauczyć się z tym żyć.

[ Dodano: 2011-08-12, 22:48 ]
martaj napisał/a:
Emocje graja u mnie główną rolę, głównie też dzięki mężowi, który raz dae nadzieję a zaraz ją odbiera..


A to dlatego, że nadzieję pokładasz w mężu.

W Kim Innym powinnaś ją pokładać. Wtedy nigdy Ci jej nie zabraknie. :-D

martaj - 2011-08-13, 08:48

nie jestem jedynaczką. Mam dwoje rodzeństwa i nikt mnie nie traktował jak królewnę. W zasadzie wiele rzeczy nie przychodziło mi łatwo. Wiem że mi tu pomagacie i wielkie dzięki za to, dzięki wielu slowom dalam na wstrzymanie.
Nie czuje sie lepsza od męża, ale inna, czasami może nawet gorsza. I często wyrzucam sobie, że to wszytsko dzieje sie przeze mnie. Gdybym czuła się tak bardzo lepsza od niego to przestałabym walczyć o nasze malżeństwo.
za bardzo polegam na sobie, na swoich emocjach. Ale kiedy wydaje mi się, że juz zaczyna byc lepiej znów dowiaduję się że on cos zrobił, gdzieś był itd..
Zastanawiam sie co by było gdyby i to mnie gubi. Podejmuję decyzję a zaraz zastanawiam się czy dobrze zrobilam i czy nie powinnam się z niej wycofac.

Norbert1 - 2011-08-13, 13:13

martaj napisał/a:
Nie czuje sie lepsza od męża, ale inna, czasami może nawet gorsza. I często wyrzucam sobie, że to wszytsko dzieje sie przeze mnie. Gdybym czuła się tak bardzo lepsza od niego to przestałabym walczyć o nasze malżeństwo.


dośc ciekawy artykuł- "Pycha"

(fajnie wyjasnione)

http://ruda_parafianin.re.../grzechy/01.htm


i jeszcze to

http://sanktuarium.miedzy...telnia;%20id3=1

martaj - 2011-08-13, 17:44

Dziś mój mż spotkał przypadkiem nasz wspóln przyjaciółkę która wie o tym co sie dzieje i rozmawiali.
Powiedział że to dla niego też trudny czas. Że boi sie reakcji mojej rodziny, mojej mamy, która nie chce go znać za to co zrobił (choć wcale tak mu nie powiedziała). Że to wszytsko za daleko zaszło, żeby tak to cofnać. Ale że nie podjł decyzji i że nie wie co zrobić tak naprawdę ale na razie dobrze mu samemu.
A mi napisał że mógłby się spotykać ze mna ale nie być cały czas. Czyli w zasadzie wychodzi na to że potrzebuje dziewczyny a nie zony...
no jak nic niedojrzałość jego sie kłania

Anna Teresa - 2011-08-14, 23:56

Marto On chyba sam nie wie co chce? niby chce być z Tobą , ale nie non stop tylko na chwilę , tak jak było w narzeczeństwie! Dobrze mu samemu, ale do czasu, za jakiś czas przejrzy na oczy, tak myślę, tylko kiedy się przebudzi to jest dobre pytanie??? żeby nie za późno! On chyba myślał, że wszystko się rozejdzie po kościach, a tak nie jest i nie będzie! Jemu chyba potrzebny jakiś DOBRY WSTRZĄS to może się ocknie, co robi!
martaj - 2011-08-19, 11:46

Wiecie co jest najgorsze? Ten smutek, który mnie ogarnął... Już nawet nie umiem się śmiać... Nie chce mi się z domu wychodzić, żeby mnie ktokolwiek widział. Z ledwością wstaję z łóżka do pracy...
A on się bawi i chyba jest szczęśliwy... Jak można się tak nie liczyć z drugim człowiekiem, którego się kochało, z którym tyle się przeżyło i badź co bądź chciało być do końca życia... Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, że on jest taki podły, taki egoistyczny. To ja bedę musiała zmienić całe swoje życie, uciec stąd gdzie jestem i szukać innego życia gdzie indziej jak najdalej stąd. Żeby zapomnieć i żeby nie czuć tego bólu, tego wstydu. To tak strasznie boli. I ciągle nie wiem jak człowiek którego znałam tyle lat mógł się zmienić tak nagle... w takiego ,potwora bez serca

Pollyanna - 2011-08-19, 12:56

Martaj, nie dawaj sie temu smutkowi, dasz rade, jestes dzielna, nie pograzaj sie w tej rozpaczy, bo to do niczego dobrego dla Ciebie nie doprowadzi. Skup sie na sobie, jakby Twojego meza nie bylo, zrobilas co moglas i odpusc. Bardzo Ci wspolczuje, ale wez sie w garsc, tysiace kobiet musi sobie z podobnymi problemami dawac rade. Staraj sie nawet na sile angazowac mysli w cos innego, sport, spotkania z rodzina, znajmomi, nie siedz sama i nie mysl. DASZ RADE i wyjdziesz z tego silniejsza! Bedzie dobrze cokolwiek to znaczy. Tylko prosze nie pograzaj sie w rozpaczy, bo nic tym nie zmienisz a tylko niszczysz siebie. Jak ogarniaja Cie czarne mysli pomysl, ze nie masz na to co sie dzieje wplywu, cokolwiek bys nie zrobila, on sam albo zrozumie, albo nie. Wez sie w garsc. Zycie dopiero przed Toba i szczescie tez. Czasami trzeba siegnac dna zeby sie z niego odbic, Ty juz teraz sie bedziesz odbijac. Glowa do gory i staraj sie usmiechac, mimo wszystko.
martaj - 2011-08-19, 13:23

Ja staram sie o tym nie myśleć. I siedzę dłużej w pracy, albo przychodzę wcześniej robię wszytsko za innych byleby mieć zajęcie. Ale najgorzej jest wieczorami albo w wolne dni... Od 2,5 roku nie usypiałam sama. Ta samotność jest strasznie trudna. A tym bardziej, że wiem że on jest tak blisko mnie. Powstrzymuję się, żeby do niego nie jechać i po prostu nie wtulić się w niego. Może to z czasem przejdzie, ale na razie nie przechodzi. I nie wyobrażam sobie, żeby przy jego boku mógł usypiać ktoś inny niż ja..
animka123 - 2011-08-19, 15:04

Przeczytałam cały tekst z zapartym tchem. powiem jedno jestem w szoku. Twoja historia to tak jak by ktoś opisał moje życie. W tej chwili mieszkamy jeszcze razem chociaz on chce bym sie wyprowadziła. Z początku chciałam mu pomóc wyprowadzić sie znowu pokazać że postawił na swoim a ja pokornie sie godzę. Ale w tym wszystkim to nie ja jestem ważna oni nie on tylko nasze 7 letnie dziecko które potrzebuje rodziny a ja mam mu to zabrać? Nie potrafię mu tego zrobić zaczyna od września szkołę a ja mam go zabrać od kolegów od wszystkiego co kocha bo tata ma kaprys bycia sam. Dziecko żal będzie miało tylko do mnie nawet po latach powie mi mamo to ty odeszłąś nie tata to ty jesteś winna. Nie chcę tego! Powiedziałam że jeśli jemu jest źle to niech odejdzie jego wybór. Może potrzebuje czasu by zrozumieć. Czas zobaczy. Ale to strasznie boli.
kinga2 - 2011-08-19, 21:28

martaj napisał/a:
I siedzę dłużej w pracy, albo przychodzę wcześniej robię wszytsko za innych byleby mieć zajęcie.

Rozumiem,że szukasz wypełniacza, ale w ten sposób możesz tylko wpaść z deszczu pod rynnę. :-/ Przywyczajając wspólpracowników w pracy do wyręczania się Tobą możesz doprowadzić nawet do utraty pracy przez siebie, gdy będziesz chciała wrócić do normalnej pracy i podziału obowiązków. Bezpieczniej będzie rozwijać jakieś hobby, które zajmie czas i myśli dopóki się z samotnością nie uporasz po ludzku.

martaj - 2011-08-20, 06:59

Animka nie wyprowadzaj się. Tym bardziej jeśli macie wspólne mieszkanie i dziecko. Ja się wyprowadziłam bo mieszkalismy u jego rodziców i nie mamy dzieci, które na to patrza. Gdybym mogła to ja bym go spakowała i niech on robi co chce skoro to jego decyja o rozstaniu. Zosta tam gdzie jesteś. Dlaczego to ty masz się wyprowadzać? Tylko dlatego że on tego chce? Mój mnie nie wyganiał, ale swoim zachowaniem to zrobił. Zreszta ja mam inna sytuację. To nie był mój dom na własność. A u moich rodziców mam przynajmniej większe wsparcie. Chociaz zastanawiam sie czy tam nie wrócic. Żeby np sd nie miał pretekstu że zyjemy w separacji. Ale nie wiem czy chcę znowu sie meczyć i latac do okna. Choć maz twierdzi że nikt mnie nie wyganiał i ze mgę wrócić. Gdyby jego rofdzice byli trochę bardziej ogarnięci i nie chodzili koło niego jak koło jajka to sami by go wywalili. Oni nawet już przestali pytać co robi, gdzie jest i gdzie wychodzi. On czuje się teraz bezkarny pod ich dachem. Wiem ze go nie zatrzymaja ale przynajmniej powinni dawać mu do zorzumienia, że robi źle balujac z kolegami i wracajac po nocach. A dwa trzy razy powiedzieli na samym poczatku że robi źle i niby sa za mna ale tak naprawde teraz daja mu cisze przyzwolenie na to co robi. Wiem że on jest dorosły i tak zrobi co chce, ale oni nawet słowa nie powiedza. A powinni powiedziec chłopie masz zone co robisz, gdzie idziesz. A tak naprawde tam zostały dwa lata mojego zycia, oszczędnosci włożone w ten dom . Mieszkam sobie u moich rodzców. Przynajmniej mam gdzie. Ale gdy naprawdę dojdzie do rozwodu to ja będę musiała wyprowadzic sie na stałe nawet do innego miasta. Bo mieszkam w małej miejscowości i nie wytrzymam gdy będę go spotykac na każdym kroku i będe co dzien w drodze do pracy mijać dom, w którym on miesdzka. Zreszta tylko on mnie ty trzymał to dla niego zrezygnowałam z planów o wiekszym mieście.
Satine - 2011-08-20, 10:55

Martaj, przypominasz mi bardzo Alibęę, taką jedną forumowiczkę....

Nie gniewaj się, ale nie widzę w Twoich postach miłości do męża.

Widzę rozgoryczenie z powodów finansowych, próby ustawiania dorosłego człowieka, teściów, co powinni, czego nie powinni, rodzący się gniew na męża, rozważania już okołorozwodowe, urażoną ambicję i silne uzależnienie od męża, podporządkowanie siebie innemu człowiekowi i brak pracy nad sobą.

Żadnej refleksji - dlaczego to się stało, jaki jest Twój udział w kryzysie (bo zawsze udział w kryzysie jest obojga małżonków), żadnego wyciszenia.

Jest takie powiedzenie:

Objawem obłędu jest oczekiwanie odmiennych efektów,
przy niezmienionych działaniach.

Jakim cudem mąż miałby znowu zmienić zdanie? Tak na pstryknięcie palcem?

Myślisz, że jego rozważania na temat tego, co się stało biegną torem Twoich myśli i wściekasz się, że on nie dochodzi do tych samych wniosków, co Ty - stąd frustracja.

Jaką on może mieć motywację, by coś się zmieniło? Tak po ludzku?
Tylko obrona Sakramentu?
A Ty sama wiesz, czym jest Sakrament Małżeństwa?
Co to jest wolna wola - dana nam przez Boga?
Jaką rolę pełni Bóg w Twoim życiu?

Znasz Pieśń nad Pieśniami?

Miłość cierpliwa jest...
Nie unosi się pychą...
nie jest bezwstydna,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Kochasz w ten sposób męża?
Jeśli nie, to może warto nauczyć się takiej miłości, bo po co w takim razie tak "walczyć" uparcie o to, by teraz do Ciebie wrócił?

Być może Bóg dał Ci teraz zadanie - nauczyć się kochać prawdziwie.

Byś była Ezer Kenegdo Twojego męża i aby on nauczył się kochać prawdziwie, od Ciebie nauczył.

Alibea też nie dała się zatrzymać. Fukała, obruszała się, zakładała nowe wątki i cóż. Nastąpił rozwód - z winy obojga! - i nadal jest niezadowolona - przynajmniej była, kiedy ostatnio pisała....

Korzystaj z doświadczeń ludzi na tym forum i przynajmniej SPRÓBUJ uniknąć kilku błędów....

Pozdrawiam.

martaj - 2011-08-20, 12:12

Otóż widzę w tym wszystkim co ja zrobiłam źle. Przeprosiłam go za wszytsko i poprosiłam o drugą sznse dla nas. Ja wiele mogę przebaczyć, zapomnieć. Nie jestem święta i wcale o tym nie zapominam. Nie chcę by on myślał jak ja. Po prostu chcę żeby on w ogóle zaczął się zastanawiać nad swoim postępowaniem. Może to nie jest miłość nie mnie to oceniac. Dla każdego miłość znaczy co innego. Czuje rozgoryczenie to chyba normalne. Jak mam nie myślec o rozwodzie skoro on cały czas o nim mówi. Co mam zamknąć uszy, opuścic ręcę i udawać że nie słyszę słowa rozwód? Wina jest nasza moja i jego. Tylko że ja chcę pracować nad tym związkiem proponowałm mu wiele rozwiązań teraz jego ruch. Jest dorosły owszem i nie zmuszę go do niczego.
ciekawe czy nikt nie czuje rozgoryczenia po takim czymś. Dla mnie to jest normalne. Urażona ambicja owszem, też. To wszytsko składa się na całośc. A gdybym go nie kochała to nie chciałabym ratować małżeństwa. Po prostu szukam rozwiązań. I tyle.
Nie zamierzam siedziec z założonymi rękami i spokojnie patzreć jak wali się cały mój świat.

animka123 - 2011-08-20, 12:53

Tak masz rację. Zbyt długo dusiłam w sobie to wszystko powiedziałam o tym problemie jego rodzicom. Dla wszystkich jest to szok bo wydawalismy sie zgodnym kochajacym małżeństwem. Miałam opór powiedzieć komukolwiek by nikt nie czyuł do niego pogardy za to co robi. mieszkamy z jego rodzicami ale powiedzieli ze nie mam prawa mysleć ze mogłabym sie od nich wyprowadzic. 8 lat budowałam rodzine o którą dbałam dlaczego mam z tego rezygnować. Dla jego rodziców jest jednoznaczne ze musi chodzić o 3 osobe. Widzieli po mnie ze nie jestem ostatnio soba ale bali sie zapytać o cokolwiek. Twierdzą ze mam ich poparcie ale i z tym różnie bywa bo to przecież ich syn. Stwierdzili że jak chce odejść to niech odejdzie on twierdzą ze zrozumie szybko co robi bo w gruncie rzeczy jest bardzo uczuciowym człowiekiem a jego teraźniejsze postepowanie daje sygnał ze ktoś musi nim sterować. musze nauczyc sie obojetności pokazac ze mi nie zalezy choc to bardzo trudne jak sie kocha ale musze walczyć sama z soba żeby nie pokazać dziecku ze coś jest nie tak i skupić uwage właśnie na nim.
pozdrawiam

Satine - 2011-08-20, 12:57

Marta - to TYLKO mąż na razie nie chce być z Tobą.

To jest zawalenie się świata?

A jakich słów użyjesz, jeśli okaże się, że np. chorujesz na śmiertelną chorobę, albo zachoruje Twoje dziecko lub ktoś bliski?

Używasz wielkich słów do sytuacji, które nie są godne takich określeń i to jest dla Ciebie sygnał, że jest coś nie tak.

Nie rozumiesz, że jeśli bycie z mężem, to Twój cały świat, to jest to coś nie halo?

To jedno...

A drugie...

Wymagasz od męża, by się zaczął zastanawiać nad swoim postępowaniem.

A Ty się nad swoim zastanawiasz?

Wymagamy od małżonków miłości biblijnej.

Mają kochać i być z nami pomimo wszystko, wybaczać nam nasze przewiny i nasze błędy, mają nie pamiętać złego, mają odrzucić swoje chcenia i swoje oczekiwania, mają chcieć ratować, mają chcieć się naprawiać, bo...

no właśnie.

Dlaczego?

Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć im taką samą miłością, jakiej oczekujemy od nich?


Czy Ty chcesz, by mąż wrócił do Ciebie fizycznie, czy duchowo?

Czym jest dla Ciebie miłość. Byciem razem?

Może spróbuj na spokojnie pomyśleć - czym jest dla Ciebie miłość do drugiej osoby.

Rodzice mają mu nagadać, by był grzeczny.
On też ma zrozumieć.

Czyli, aby było Ci dobrze, INNNI mają coś zrobić, zmienić się itd.

Żądasz rzeczy niemożliwych.

Chcesz pracować nad związkiem, ale tego związku na razie nie ma - do pracy nad związkiem potrzebne są dwie osoby.

Chcesz czarować, manipulować, przekonywać, szantażować, wpływać, zmieniać czyjeś zdanie?

Mówisz, że gdybyś kochała, to nie chciałabyś ratować małżeństwa.

Ale ja nie widzę tu ratowania małżeństwa, tylko ratowanie Twoich marzeń, oczekiwań i chciejstw. Być może mąż nigdy nie spełni Twoich oczekiwań - co wtedy? Jesteś na to gotowa?

Jak zatem widzisz swoje dalsze życie, masz jakiś plan, jak być żoną sakramentalną bez męża u boku?

Czym jest Sakrament Małżeństwa dla Ciebie?

Czy był okazją do ubrania białej sukni - czy POSTAWĄ trwania w miłości właśnie tej...

...CIERPLIWEJ
bez gniewu
bez pychy
bez pamiętania złego

Przestań na chwilę pisać o mężu - napisz o sobie. Jak Ty to wszystko widzisz.

animka123 - 2011-08-20, 12:57

W moim przypadku nie słysze słowa rozwód tylko rozstanie na jakiś czas...ale do czego to prowadzi mysli że ja będe czekac? Tak jak ty błagałam prosiłam bysmy dla dziecka i dla siebie ratowali to co tracimy. Teraz wiem ze nie można w ten sposób nie tędy droga nie chodzi o upokarzanie czy coś w tym rodzaju ale takie rozmowy z mojej strony nabierały odwrotne skutki a mi później było z tym źle. Kocham więc poczekam..czas leczy rany i pozwala patrzeć na niektóre sprawy inaczej.
Mirela - 2011-08-20, 13:29

Cytat:
Może to nie jest miłość nie mnie to oceniac. Dla każdego miłość znaczy co innego. Czuje rozgoryczenie to

Sredecznie Cię witam martaj !
Pan Bóg uczy nas patrzenia z miłością na siebie...Forma tego patrzenia nie mieści się w ramach oceny, wręcz przeciwnie...polega na odkrywaniu najlepszego "potencjału " jaki ma człowiek w sobie , z pod gruzów które GO ( TEN "potecjał " DOBRO )zawaliły.
Myśłę ,że to jest coś co jest do odkrycia przez Ciebie , patrząc na siebie i męża...

A dla Ciebie co oznacza MIŁOŚĆ martaj?

Jeśli będziesz karmić się goryczą będziesz rozgoryczona...
Jeśli będziesz karmić się Miłością będziesz szczęśliwa...
Człowiek w swojej naturze przeżywa i to co dobre i to co złe , to jest normalne . Jednak skrajność pojawia się w momencie kiedy przeżywanie trudnego doświadczenia dokonuje się bez miłości dla siebie samego i bliźniego, która jest wynikiem braku umiłowania całym sercem , duszą, umysłem Boga.
Są też sytuacje w naszym życiu które dzieją się nie wiadomo dlaczego...i nie wiadomo jak...są w naszej podświadomości...zupełnie trudno nam zrozumieć co się dzieje i nie trzeba się tutaj obwiniać ,że coś robi się złego...to jest nasza historia życia i to jaki wpływ ma na to co dzieje się z nami teraz.
POLECAM książkę Ewy Woydyłło "Poprawka z matury".
Streszczenie:"Ewa Woydyłło namawia do uważnej samoobserwacji i kontroli własnego życia . Analizuje urazy z dzieciństwa, problemy Dorosłych Dzieci Alkoholików. Pisze o roli wdzięczności i pamięci , która może byc zła i dobra. W opowieściach czytelników zwaraca uwagę na to ,co odegrało zasadniczą rolę w odmianie złego losu."

Pozdrawiam serdecznie:)
Pogody ducha , radości , uśmiechu POMIMO:) TRUDNYCH DOSWIADCZEŃ , oraz PAGNIENIA rozdawania uśmiechu ludziom wokół siebie.
Niech Pan Błogosławi Tobie i Twoim bliskim:)

Nirwanna - 2011-08-20, 15:01

Satine napisał/a:
Marta - to TYLKO mąż na razie nie chce być z Tobą.

To jest zawalenie się świata?


To jest zawalenie się świata, to są gruzy, na których trzeba od nowa swój świat odbudować. Dobrze, jeśli człowiek ma dobry fundament do obudowywania, solidne oparcie w Bogu - jest mu wtedy łatwiej. Jeśli nie - musi ten fundament od nowa zbudować, bo bez tego fundamentu nie zbuduje nic.

Martaj budowała ten świat wspólnie z mężem przez dwa lata, ja - kilkanaście. Przeszłam to, odbudowałam swój świat (wciąż to robię), bez obecności męża w moim życiu, teraz w zasadzie jest on obecny wyłącznie w modlitwie. Znam to o czym pisze martaj - chęć ucieczki gdzieś daleko, byle ludzie nie patrzyli, nie pytali; rozgoryczenie, że nici z planów tych bliższych i tych dalszych, zwłaszcza tych dotyczących wspólnego zestarzenia się. A są plany których snuć się nie chciało - gdzie ja będę mieszkać, chociażby. Jeśli się budowało coś ze świadomością, że z mojej strony celem jest aby przetrwało do śmierci, a to się wali - to rozgoryczenie się czuje, rozczarowanie, gniew, a jakże. To jest normalne. To jest ten etap.

Satine napisał/a:
Czym jest Sakrament Małżeństwa dla Ciebie?

Czy był okazją do ubrania białej sukni - czy POSTAWĄ trwania w miłości właśnie tej...

...CIERPLIWEJ
bez gniewu
bez pychy
bez pamiętania złego


Wszyscy się tego uczymy na bieżąco. Ale nie wymagajmy, aby przedszkolak zdawał jutro maturę ;-)
Pozdrawiam gorąco i pamiętam w modlitwie! :-D

Mirela - 2011-08-20, 17:23

Nirwano
Z wielką uwagą przeczytałam Twój post , bardzo dziękuje za niego.
Rozumiem tę empatię. :)
Nie przeżywam konkretnie takiego opuszczenia przez męża. Moje jest inne. Jednak każde opuszczenie , pozostawienie, brak jedności w małżeństwie , brak wspólnych palnów itp. może budzić poczucie niesprawiedliwosci ,złość, napięcie, cierpienie, żal, bunt...można wymieniac tego wiele...kiedyś usłyszałam takie zdanie i ono powaliło mnie..." Mirela , ja nie oczekuję zbyt wiele...jednak chciałabym mieć to szczęście żeby wypić z mężem zwyczajnie herbatę, tak wiesz...jak maż i żona."Czasem zdarzaja się takie dni i one będa się pojawiać ...jakby by to było...albo inne...wtedy jest trudniej i myślę ,że nie wcale łatwiej niz na początku...inaczej...
Może Twój post pozostawiłabym bez echa...:) przeżywamy podobne stany...możliwe. Jednak mam przekonanie ,że chodzi w tym wszystkim o to , by nie tylko pozwolić przeżywać te emocje , ale również wskazać jak je przeżywać żeby były konstruktywne. Mało tego...zdarza się,że z powodu źle przeżywanych właśnie tych trudnych emocji wpada człowiek w poczucie winy,ze jest zły, ze jest niechrześcijański, że jest nieludzki i inne głupie rzeczy...które odbierają człowiekowi WARTOŚĆ , a jednocześnie kierują człowieka w złą stronę. Zetknęłam się z książką z PDF zaproponowaną przez naszą moderatorke Agnieszkę z Krakowa dotyczącą DDA. Pięknie wypowiada się tam kapłan na temat chrześcijańskiego uświadamiania ( akurat wśród młodzieży akademickiej, bo takie miał doświadczenie) ,że można inaczej ,że można przeżywać coś trudnego z Bogiem, szanując siebie i bliskich. Często powielamy schematy przeżywania trudnych emocji z domu...a nie każdy dom był wzorem do naśladowania. I piekne jest właśnie to by nakierować ( nie wnikam teraz w formę i sposób,który jest tutaj bardzo ważny) na Boże przeżywanie i doświadczanie jednocześnie całego siebie z Bogiem i z trudnościami jakie nas spotykają.
Oczywiście każdy ma swój czas na poznawanie i doswiadczenie siebie z Bogiem,i budowanie nowego świata, i nikt tego czasu tutaj nikomu nie odbierze. Właśnie to uwielbiam bardzo w Bogu ,że życia mi braknie by poznać siebie doświadczając go z Bogiem.Czasem odnosze przekonanie z dnia na dzień ,że świat się zmienia...mój własny...więc nie utwierdzam go , bo wydaje mi się , że te ciągłe przeróbki, bo przecież sie zmieniam i ciągle doświadczam czegoś nowego mogły by mnie wyczerpać...Okazuje się ,że pewna jest Tylko Boża Miłość...a mój świat i świat ludzi doświadczanych trudnościami mógłby mieścić się w tej Bożej Miłości...to byłby najlepszy dom...:)

Pozdrawiam serdecznie :)
Niech Pan Błogosławi Tobie i Twoim bliskim:)

Nirwanna - 2011-08-20, 17:44

Mirelko, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości :-)
Pozdrawiam gorąco, z Panem Bogiem!

martaj - 2011-08-20, 21:46

Satine!
Dla mnie ta sytuacja jest zawaleniem się świata. Jest to moja osobista tragedia. Wiem sa gorsze rzeczy na świecie, ale dla mnie to teraz wysuwa się w moim życiu na prowadzenie.

" Satine napisała Używasz wielkich słów do sytuacji, które nie są godne takich określeń i to jest dla Ciebie sygnał, że jest coś nie tak."\Jakich wielkich słów?A co jest tego godne tych wielkich słów? Przeporaszam że w ogóle piszę... Ale chyba to forum trudnych małżest nie? To o czym mam pisać? Co tu jest tego godne.
Satine wmawiasz mi że ja robie to wszytsko żeby mi było dobrze. Oj nie, nie mi... nam mnie i jemu. I od nikogo nieczego nie żadam. Jedynie proszę.
A na czym według ciebie polega ratowanie małżestwa, skoro to co ja robię to jedynie jakieś ratowanie moich marzen, mrzonek...Według ciebie przysięga w kościele to moje marzenie i chciejstwo? I to że przysięgałam, że budowałam z tym człowiekiem przez 7 lat plany, przyszłość to jest mrzonka i że tylko to chcę ratować?
mój slub nie był okazja do ubrania sukni. Nie jestem jakimś kopciuszkiem który czekał na swojego księcia z bajki... To była prezmyślana decyzja przynajmniej z mojej strony. Chciałam żyć zgodnie z wiara z człowiekiem którego pokochałam.
Czym jest dla mnie miłość? Tego nie da się opisać słowami jest zaprzeczeniem egozimu, jest odpowiedzialnościa za siebie i druga osobę. I że mimo wszytsko jest się w stanie poświęcic siebie dla kogoś innego, dbajac o jej potrzeby a nie swoje. Miłościa jest to że dajesz komuś lepsza porcje obiadu, że wstajesz o 4 rano, żeby zrobić śniadanie drugiej osobie, że najpierw myślisz to niej a nie o sobie. Moge wymieniac długo. Dla mnie to jest miłość.
I nie widze swojego życia na bycie żona sakramentalna bez męża. Po prostu nie widzę. Nie chce dopuścic takiej myśli do siebie.
A według ciebie co mam robic nic? Przyjac los takim jaki jest i powiedzieć OK niech rozwija się samo.
I wierz mi zastanawiam sie nad soba. Dzien po dniu, minuta po minucie

agawa75 - 2011-08-20, 22:18

Dawno mnie tu nie było, a właściwie byłam, czytałam , tylko nie pisałam, po pierwsze , że nieraz myślałam, że nic mądrego nie napiszę, po drugie sama walczyłam o swoje małżeństwo. Tak w skrócie, nadal jestem żoną, ostanio w kwietniu przeżyliśmy wojnę, myślałam ,że to już ostatnia niestety zakończona porażką!! Już nie miałam sił walczyć, płakać, wierzyć, że coś się uda. Któregoś dnia już u kresu sił, powiedziałam Boże daj mi siłę żyć, bez niego, dla dzieci. Poszłam do pokoju dziecinnego i zobaczyłam te dwie bezbronne istoty, dla których byłam najważniejsza, na drugi dzień przeprowadziłam mega długą rozmowę z bratem, pierwszy raz powiedziałam swoim bliskim, że moje małżeństwo ma się ku końcowi, ta romowa taaaaaaak dużo mi dała. Mój brat, człowiek strasznie pobożny pomógł mi spojrzeć na nasz związek oczami mężczyzny!! Nie chcę nikogo urazić, ale mężczyźni inaczej czują, inaczej rozumieją,inaczej odbierają pewne syganały. Dlatego dziś mogę podpowiedzieć Animko nie wyprowadzaj się!! To my kobiety wyobrażamy sobie , że mężowie będą tęsknić i żałować, pewnie niektórzy tak, ale druga część szybko przyzwyczai się do tego, że są sami, bez obowiązków, wolni. Poza tym im dłużej trwa rozłąka tym gorzej dla związku. Walczcie, ale nie wyprowadzajcie się. Ja w kwietniu przez parę dni zastanawiałam się jak sobie dam radę sama z dziećmi, bez Niego, a potem po prostu powiedziałam ok, skoro tak ma być to dam radę, wszystko sobie poukładałam, powiedziałam mężowi, że jeśli chce czasu to mu dam, ale nie wierzę ,że chce zostawić swoje dzieci, które kocha, powiedziałam , że trochę się pogubił, ale my go kochamy i jeśli trzeba będzie poczekamy, jeśli jednak przekreślił już nas całkowicie muszę o tym wiedzieć!! Mężczyźni nie powinni się domyślać, co chcemy im powiedzieć, im trzeba jasno czarno na białym określić............ Dziś walczymy, by nasze małżeństwo było udane
elzd1 - 2011-08-20, 22:19

Nie podoba mi się co napisałaś, Satine, kopiesz leżącego, a to nie jest dobre.
Ja pamiętam swoje stany gdy mąż odszedł, jeszcze nie trafiłam na wspólnotę, pamiętam co przeżywałam, co myślałam, jak bardzo mi było źle. Dla mnie, jak dla wielu w podobnej sytuacji to był koniec świata i wiem ze spotkań z innymi ludźmi, z rozmów, że każdy, kto przeżył rozstanie, czuł podobnie, trwało to krócej albo dłużej, ale był ból, rozpacz, strach, gniew, bunt, rozgoryczenie. Owszem, za jakiś czas to przechodzi, ale każdy ma prawo do takich uczuć. I nie wolno nikomu mówić, że jego przeżycia są złe czy niewłaściwe, można człowieka wspierać, a nie dobijać, bo jak mamy jeszcze dołożyć, to lepiej zamilknąć. I nie nam oceniać że ktoś przeżywa za bardzo albo za słabo, za długo, za krótko. Najlepiej jak będziemy się dzielić swoimi własnymi doświadczeniami.
I z doświadczenia wiem, że znajdujemy drogę do Boga, bo On jest najlepszym lekarstwem na wszelkie nasze bunty, rozżalenie i bóle. Właściwie to nie my znajdujemy, to On nas prowadzi do siebie.
Mirelka ładnie napisała "Mało tego...zdarza się,że z powodu źle przeżywanych właśnie tych trudnych emocji wpada człowiek w poczucie winy,ze jest zły, ze jest niechrześcijański, że jest nieludzki i inne głupie rzeczy...które odbierają człowiekowi WARTOŚĆ , a jednocześnie kierują człowieka w złą stronę."
Więc pozwólmy przeżywać po swojemu, a nie według tego co nam się z boku wydaje że wiemy.

Norbert1 - 2011-08-20, 23:32

elzd1 napisał/a:
Nie podoba mi się co napisałaś, Satine, kopiesz leżącego, a to nie jest dobre.


Elzd to w zasadzie nie jest kopanie....tylko moim zdaniem złe podejście...

forum gości sie pewnymi naleciałościami, schematami...mitami..ramkami.
To takie wypracowane szablony ..na jakich sie jedzie odkąd pamiętam...

zatem w powielonej sytuacji
....jest szablon jest i martaj -zatem buch do srodka...

i extra że jest RAMECZKA

ale nikt nie pomysli że kazdy człek jest inny...kazdy chce innego czasu...kazdy szuka czegos innego .....

i głównie chodzi o to że schemacik nie do wszsytkich pasuje........

pisalem już wczesniej ...

"nawet w programie szkolnym sa wyjątki".......

..........pozostało bez echa..... :-/ :-/

no cóz oczekując od innych by szybko sie uczyli..warto nieraz poświecic przykładem i pokazac samemu jak szybko sie uczę......

i tyle w temacie

[ Dodano: 2011-08-21, 00:46 ]
martaj napisał/a:
Czym jest dla mnie miłość? Tego nie da się opisać słowami jest zaprzeczeniem egozimu, jest odpowiedzialnościa za siebie i druga osobę. I że mimo wszytsko jest się w stanie poświęcic siebie dla kogoś innego, dbajac o jej potrzeby a nie swoje. Miłościa jest to że dajesz komuś lepsza porcje obiadu, że wstajesz o 4 rano, żeby zrobić śniadanie drugiej osobie, że najpierw myślisz to niej a nie o sobie. Moge wymieniac długo. Dla mnie to jest miłość.

martaj i jak najbardziej jest to zdrowe spojrzenie..na związek dwojga ludzi...

Jest jedna istotna sprawa!
tam gdzie zbyt wiele mnie jest to już
EGOIZM....
dlatego może najbardziej wymagającym trzeba byc od siebie...by to równoważyć

pozdrawiam i miłego juz nowego dnia :-> :->

Satine - 2011-08-21, 12:04

Mirelko..... dziękuję. W bardziej przyjazny pewnie i milszy sposób napisałaś to, o co mi chodziło.

Jak widzisz, Marta nawet nie zareagowała, zajęła się odpisywaniem na mój post, który może szybciej do niej dotarł.

Elzd, dziękuję Ci także za Twój post, Nirwanno, pozdrawiam!

Opiszę na spokojnie, jak ja to widzę - co nie oznacza oczywiście, że tak jest, nie mam monopolu na prawdę.

Od razu zastrzegam - Marto - nie obruszaj się i nie gniewaj, bo nie po to to wszystko piszę, by Cię dobić czy zranić. Jestem po prostu może bardziej dosadna, niż inni, ale uwierz, że nie mam w tym jakiegoś mrocznego celu. Nieustannie co wieczór wszystkie Sycharki są wspominane w mojej modlitwie i Ty też! Nie mam w stosunku do Ciebie żadnych negatywnych emocji - tak samo rozmawiałabym z siostrą czy przyjaciółką.
Cały czas opisuję zachowanie. Nie Ciebie, jako osobę. Pamiętaj o tym.

Większość ludzi myśli, że jego sprawa jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju itd.
I poniekąd tak jest, bo każdy z nas jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Na swój indywidualny sposób przeżywa porażki i sukcesy.

Ale niestety – prawda jest taka, że sprawy są o wiele prostsze, niż nam się wydaje.

A schemat (od razu zaznaczam, że i ja w takim byłam, wcale nie czuję się lepsza czy inna!) zazwyczaj jest taki.

Jest sobie małżeństwo. Zazwyczaj zawarte bez refleksji żadnej, czym jest Sakrament.
Ot, biała suknia, wesele i śliczne obrączki.
I miłość na dobre, bo przecież złego nie będzie.
Bóg gdzieś daleko.
Codzienność, zwyczajna i ludzka nieumiejętność rezygnacji ze swoich zazwyczaj wygórowanych oczekiwań od ludzi, losu itd.
Nałogi.
Brak czasu.
Oddalenie się od siebie, najpierw emocjonalne, potem fizyczne i bach, jest kryzys.

Zazwyczaj osoba bardziej niezależna emocjonalnie od drugiej przerywa stagnację.
Jeśli jest dojrzała – idzie po poradę do spowiednika, psychologa, psychiatry, rozmawia z druga stroną. Rzadkość!!

Jeśli niedojrzała – najczęściej tak jest – brnie w nałogi, alkohol, narkotyki, hazard, przemoc, kolejne związki.

Natomiast ta druga strona – jako ta bardziej uzależniona od partnera – najpierw najczęściej lekceważy pierwsze symptomy, a kiedy następuje rozmowa o rozstaniu, szuka ratunku, zazwyczaj kompletnie nie widząc swojej roli w kryzysie.

Ot – od człowieka idealnego odchodzi mąż/żona. Dziwne, prawda?
Jacy głupi są ci małżonkowie.

I dalej następuje niesamowity zwrot w akcji.
Osoba chcąca naprawić małżeństwo chwyta się różnych sposobów.
Najpierw upokarzanie się przed mężem/żoną, błaga, prosi, przeprasza.
Dostrzega swój błąd, a ZAZWYCZAJ TEŻ MA DOBRZE za uszami.
Powołuje się na święty sakrament, o którym jakoś dotąd… na co dzień – nie pamiętała.
Bo ani do kościoła się nie chodziło, a nawet jeśli się chodziło, to w domu już życiem pokazywało się dokładnie, gdzie się ma nauki Jezusa. Przeobrażając się w jej zdaniem idealnego człowieka, oczekuje, że druga strona to dostrzeże, zmieni zdanie.
To czasem następuje, a czasem nie, zazwyczaj wtedy, jeśli widać gołym okiem, że zmiany są powierzchowne. Wtedy następuje złość, złośliwość, zgorzknienie.

Nawet jeśli małżeństwo starało się czynnie uczestniczyć w życiu Kościoła, na co dzień jakoś zapominało o wzajemnym szacunku i miłości.

Typowy mąż polegiwał na kanapie, całkowicie lekceważąc żonę. Nie pomagał w domu, i lekceważąc codzienną harówkę żony w domu, dziwił się, że ta nie ma ochoty przeistaczać się w wampa chcącego pobaraszkować z własnym mężem.
Typowa żona warczy, narzeka, krytykuje, przestaje dbać o siebie, przelewa cała uwagę z męża na dziecko, separuje się fizycznie i dziwi się, że mąż ucieka od niej.

Oboje zazwyczaj biorą ślub ze swoimi wyobrażeniami, niż z realnymi osobami.
Oboje zazwyczaj pochodzą z różnych domów, przez co inaczej wyobrażają sobie rolę męża/zony w domu i inaczej te role w swoim małżeństwie wypełniają.

I tak dalej i tak dalej.



Schemat, prawda? Jakże częsty.

Oczywiście – na pewno są wyjątki. Są jednostki psychopatyczne, socjopatyczne, które po prostu mają tak zatwardziałe dusze, że ciężko się przebić do nich jakimkolwiek gestem miłości...

Powiecie – ja tak nie mam, ja byłam inna, inny.

No może szczegóły są inne.

Ale w tym konkretnym przypadku, co można zarzucić mężowi Marty, poza tym, że chce od niej odejść? Przeczytajcie pierwszy post.


Skąd wiecie, jaka Marta była na co dzień w pożyciu?

Tacy wszyscy my tutaj na forum jesteśmy idealni, wspaniali. Nawet na tyle wspaniali, że łaskawie dostrzegamy swoje błędy, a nawet za nie przeprosiliśmy, oczekując teraz, że druga strona to odpowiednio doceni i odwdzięczy się powrotem do nas. Najlepiej na kolanach.

Sama postawa Marty, pełna pychy i gniewu bardziej, niż smutku, obwiniania wszystkich naokoło, z mężem i teściami włącznie wskazuje, że z Martusi niezłe ziółko było (jest).

Ogromnym błędem jest wzmacnianie jej w tej roszczeniowej postawie, tłumacząc to jej „bólem”. To jest brak pokory, a nie ból.
Ból to ja widziałam w wypowiedziach Danki, Nirwanny, ból czytam u Pestki.

Wy widzicie ból, ja widzę urażoną ambicję.

Może nie jestem tak chrześcijańska i katolicka jak Wy, że nie potrafię widzieć wszędzie dobrej woli.

Może rzeczywiście Marta była cudowną żoną bez wad, a ten łachudra, który jej zdaniem jest mniej wart od niej, nie chce z nią być bez powodu, bo jest zły po prostu?

Mówicie, że to etap taki? Skąd to wiecie?
Może Marta taka po prostu jest. Złośliwa, rozkapryszona, niepokorna, wywyższająca się. I żaden to etap, a jedynie zwyczajne okazanie cech swojego charakteru?

Nie nam to oceniać. Bo ani nie jesteśmy w ich małżeństwie, ani nie znamy sprawy z obu stron. I możemy reagować na to, co czytamy na forum.

Ja reaguję po swojemu, Wy reagujcie po swojemu.
Każdy sam wybierze sobie, co mu bardziej w duszy gra, a życie pokaże, jak to się zakończy.

A już wzmacnianie kogoś, by trwał w takiej postawie, jak Marta – jest wedlug mnie niedopuszczalne.

Życie pokazuje, że wygrywają te osoby, które szybciej ukorzą się przed samym sobą – że tak, byłam zbyt pyszna, zbyt daleko od Boga, zbyt uwieszona na mężu, biorę się za siebie.
Jaki ten mój mąż jest - to jest – ale sama mam też dużo do zrobienia na własnym polu.

I biorą się i pracują.

I najczęściej wygrywają. Nawet jeśli nie małżeństwo – to siebie, swoje życie, swoją osobowość. Szlachetniejszą, dojrzalszą.

Tam gdzie padają słowa żony: „ja jestem więcej warta od niego” – nie ma mowy o miłości do męża.
Przykro mi.
I jeśli ten mąż nie chce być z Martą – widocznie czuje to bardziej, niż ja.

Skoro Marta nie kocha – co chce ratować?

Pytam ją o to.

Pozory, że jest to małżeństwo?

Nie lepiej stanąć w prawdzie – i zapytać siebie: jaka jest ta MOJA miłość?

Elzd, pisałaś o kopaniu leżącego.
Według mnie Marta wcale nie leży. Ona stoi mocno na dwóch nogach i mówi, że leży. A to jest subtelna różnica.

Piszecie: Tak, Marta ma prawo pisać o mężu, że jest mniej warty od niej, pisać, że teściowie nieudani, że mąż podły, że to i tamto. Ma prawo czuć, że świat się jej zawalił, bo mąż odszedł (póki co, to Marta się wyprowadziła, chociaż nie musiała, zresztą obliczając swój manipulacyjny ruch na efekt przebudzenia u męża, który nie nastąpił). Och, no ma prawo, nikt jej tego prawa nie odbiera.

Spoko.

Ale czy analogicznie mąż Marty nie ma prawa też do błądzenia, myślenia o Marcie w taki sposób, w jaki czuje? Zna ją lepiej, niż Wy.

Czy skoro my dajemy sobie prawo do przeżywania nieprawidłowych reakcji, to czego w końcu chcemy od tych naszych małżonków? Też mają do tego prawo!


Czy nie lepiej wskazywać Marcie analogii jej zachowania i że wcale nie jest lepsze od męża – nawet jeśli Wy uważacie, ze jest naturalne?

Ja też uważam, że jest naturalne.

Ale złe i błędne.

I tyle.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, Marto, ściskam Cię i pozostaję w modlitwie.

mallgos - 2011-08-21, 13:08

Doskonale rozumiem rozterki autorki postu, doskonale tez rozumiem słowa przytoczone przez pozostałych forumowiczów. Ja niestety doskonale wiem, że popełniałam grzech nie doceniania tego co mam, co Bóg mi ofiarował i dopiero kiedy to straciłam zauważyłam jaką miało wartość. My z moim mężem jesteśmy od lat dzieciństwa, u mnie też z pewnością nastąpił efekt uzaleznienia od męża, strach co będzie dalej, jak sobie poradzę i frustracje, bo faktycznie nie dochodzi do tych samych wniosków co ja - to przykre, ale prawdziwe. Rozpoczęłam rok temu walkę o moje małżeństwo, ale też walkę ze swoimi słabościami, wadami. Walka na dwa fronty jest bardzo trudna, jakieś drobne sukcesy w tym zakresie są już widoczne. Zmiany a propos mnie następują bardzo powoli, ale następują - każdego dnia uczę się pokory, walcze z depresją i lenistwem, które ona we mnie wyzwala.
Troszkę to jest tak, że ja chyba dopiero odkrywam moją miłość do męża, że ona jest i jest prawdziwa, nie potrafię jej jemu pokazać, wciąż jeszcze moję chciałabym jest silniejsze. A, że chciałabym zobaczyć jego miłość to chyba naturalne.
Wszystko to co dostaję od losu od miesięcy to plony ziarek, które ja również siałam przez lata. Żałuję bardzo mocno, bardzo.
proszę Boga by mi wybaczył, by pomóg mi samej sobie wybaczyć i bym wytrwała w drodze do wybaczenia męża.
W związku są dwie osoby i obie mają swój udział w kryzysie, ja niestety tak naprawdę widzę winę tylko w sobie i to poczucie winy zatruwa mnie i wszystko dookoła.
Brakuje kogoś z kim można porozmawiać, kto wsparłby mnie psychicznie, pozostaje mi jedynie rozmowa z Bogiem.

nałóg - 2011-08-21, 13:38

Martaj........podpisuję sie pod postami Satine. z głaskania po główce,z użalania sie nad Tobą nic nowego się nie zdarzy.W realu masz pewnie "głaskaczy",choć i tu na forum jak widać tez są.
Satine pisze dość ostro,pisze prawdę i wg mnie dobrze Cię "rozgryza".Ty sama nawet pewnie o tym nie wiesz,nie zdajesz sobie sprawy z tego że jesteś w znacznym stopniu bardzo zbliżona do postrzegania przez Satine.

Wszelkie zmiany w małżeństwie ,podczas ostrej fazy kryzysu najlepiej zacząć od siebie.
Bo za kryzys małżeńskie odpowiadają obie strony........za zdradę zawsze zdradzacz.

Spojrzyj w siebie................. w swój udziłał w kryzysie.
Piszesz że kochasz............. kogo?? męża?siebie?czy wyobrażenia i chciestwa??
Zacznij od siebie......

Pogody Ducha

Norbert1 - 2011-08-21, 13:47

Satine napisał/a:
Czy nie lepiej wskazywać Marcie analogii jej zachowania i że wcale nie jest lepsze od męża – nawet jeśli Wy uważacie, ze jest naturalne?

Ja też uważam, że jest naturalne.

Ale złe i błędne.

Może i lepiej..a może i nie
nie nam o tym decydowac....
a jeżeli nawet już to chodzi o forme i odpowiedni czas....

dośc fajnie napisała to nirwana :przedszkolak nie przystapi do matury(a ja dodam chocby nie wiem jak zdolne to dziecko było)

bo są pewne ograniczniki czasowe....

i takowe były
choćby sprzeciw Marty na pierwsze twoje wypowiedzi satine....

a co to znaczyło???

nie dociera to do niej...nie chce narazie tego slyszeć....

i w tym miejscu trzeba było sie wycofać....czego było brak....

ale jak sama zauważyłas człowiek uczy sie cale życie....i oby wyciągał wnioski z włąsnych błędów....a juz cudem jest przyznanie sie do nich

heeeee czemu nieraz tak trudno???

schematy sa nieraz zbyt mocno zakodowane.....i nie da sie w szybkim tempie zmienic swej zakorzenionej natury.........


Satine napisał/a:
Opiszę na spokojnie, jak ja to widzę - co nie oznacza oczywiście, że tak jest, nie mam monopolu na prawdę.


brakowało własnie tego ja...
ja tak to czuje...
ja tak to widze...
ja tak myślę......

mnie nauczył program 12 k że JA....wcale nie jest przejawem pychy(o czym często można poczytać na forum)

.....a jedynie podkreslaniem wałsnego odczucia ..punktu widzenia....mojej myśli...
mego prywatnego spojrzenia


Jakie oczywiście moga byc i błędne........
na spotkaniach zawsze było mówione ..mów o sobie..używaj pierwszej osoby...


Brak prywatnej formy w wypowiedziach (własnie tego ja-włąsnych odczuć i uczuć)....stawia wypowiedż nieraz jako ocene..czasami narzucenie swego...niekiedy krytykę

i powstaje bunt....a za nim idąca obrona lub riposta

i każdy ma prawo odbierać to jak czuje...jak to widzi...
ważne by tylko to zaznaczał


i tyle w temacie

[ Dodano: 2011-08-21, 14:56 ]
:mrgreen: :mrgreen:
heee no ta wsparcie logistyczne.....dobre..dobre

mallgos - 2011-08-21, 14:05

Norbert1 napisał/a:
Brak prywatnej formy w wypowiedziach (własnie tego ja-włąsnych odczuć i uczuć)....stawia wypowiedż nieraz jako ocene..czasami narzucenie swego...niekiedy krytykę

i powstaje bunt....a za nim idąca obrona lub riposta

i każdy ma prawo odbierać to jak czuje...jak to widzi...
ważne by tylko to zaznaczał


Muszę przyznac, że to co napisałeś daje do myślenia. Mówienie ja czuję, ja uważam. Zwykle rozmowy w kryzysie przebiegają "bo ty to, bo ty tamto", albo "chciałabym to .."
to daje poczucie ciągłej krytyki i próby rządzenia, a przecież nikt nikogo świadomie nie chce zranić. Jesteśmy tylko ludźmi i odbieramy słowa tak a nie inaczej, a w kryzysie przejaskrawiamy często znaczenie małych słów, prowokując tym samym pojawienie się wielkich, które już cięzko zapomnieć.
Prawdą jest, że człowiek uczy się całe życie, prawdą jest też, że najtrudniej zauważyć i zmienić coś w sobie.
Wciąż wierzę, że prawdą jest, iż sakramentalne małżeństwo jest świętością.

Norbert1 - 2011-08-21, 14:14

mallgos napisał/a:
a w kryzysie przejaskrawiamy często znaczenie małych słów, prowokując tym samym pojawienie się wielkich, które już cięzko zapomnieć.
Prawdą jest, że człowiek uczy się całe życie, prawdą jest też, że najtrudniej zauważyć i zmienić coś w sobie.


heee alez oczywiscie czy we włąsnym ..małżeństwie ....czy teżna forum...trzeba wykazać sie ogromna empatią....
taką mega czułościa na uczucia innych........

i aby to potrafić trza wyrzec sie wpierw swego

....nieraz i mentorstwa....... :-D :-D

czyli tego złego Ja.

...typu ja wiem lepiej
...ja wiem co dla ciebie jest dobre.
...ja wiem bo znam to dokładnie
...ja wiem bo mi to pomogło......

to Ja- jest wąłsnie pychą......

pozdrawiam

mallgos - 2011-08-21, 14:33

Norbert1 napisał/a:
to Ja- jest wąłsnie pychą......

to prawda, jest pychą i wiem po sobie jak ciężko tej pychy się pozbyć. W pewnym momencie wpadłam w sidła własnego ja, ja wiem lepiej co dobre, ja wiem lepiej co zrobić by uratować swoje małżeństwo.
Dziś wiem jak trudno pozbyć się tego ja, ale trzeba z tym walczyć.

animka123 - 2011-08-21, 19:43

Agawo75. tak masz racje odsunełam juz od siebie pomysł wyprowadzki robienia z siebie ofiary...nie tedy droga. Zrozumiałam ze z chwila wyprowadzki przekreślam szanse na swoje małżeństwo. Mąż oswiadczył mi wczoraj po próbach zmuszajacych do rozmowy ze skoro ja sie nie wyprowadze to zrobi to on. OK jego wola na siłę go nie zatrzymam nie mam takiego zamiaru. A czy u Ciebie doszło do wyprowadzki jakie mąż miał powody by odejść?? Powiedział mi również że nie jest ze mną szczęsliwy i mnie nie kocha , mówił to nie pewny siebie z lękiem jak ja to odbiorę że płacze bo to jego wina. CZy tak zachowuje sie facet który pozuca ? Wydaje mi sie że powinien mi swoją decyzje wykrzyczeć w twarz byc pewien tego co robi a on najwyraźniej tego nie czyje. Odsunął sie od całej rodziny z nikim nie cvhce rozmawiać. Od pewnego czasu włączył do swoich interesów (sklepy z odzieżą) inną kobietę twierdzi że to tylko interesy a mnie po 8 latach odsunął od wszystkiego mówiąc że sie nie nadaje. Jego rodzina patrząc na to twierdzi że to jej zasługa że ma na niego taki wpływ ze każe mu to robić a on jest rozdarty dlatego mówi ze nie kocha że nie jest szczęśliwy. Manipuluje min. Oczywiscie pozwole mu sie wyprowadzić nie będe robic żadnych scen to dziecko jest dla mnie najważniejssze. On zdaje sobie z tego sprawę że w chwili wyprowadzki traci całą rodzine mówi ze sie cieszy ze uwolni suie od rodziców. Ale czy tak naprawdę jest czy naprawdę tak czuje?? KAżdy zdrowo myślacy człowiek potrzebuje bliskości rodziny. Nie wiem ale wydaje mi sie że mojego małżeństwa już nie uratuję... :-(
martaj - 2011-08-21, 20:24

Satine napisała:
Może Marta taka po prostu jest. Złośliwa, rozkapryszona, niepokorna, wywyższająca się. I żaden to etap, a jedynie zwyczajne okazanie cech swojego charakteru?

Tak taka jestem Więc nie ma czego tu szukać. Moja wina. A mój ból to tylko urażona duma. Nie cierpię. Cierpi moja głupia duma, bo moja zabawa w małżestwo się skonczyła.

Nie byłam idealna i nigdy nie będę. I widocznie nie wiem co to miłość. Dzięki za uświadomienie.

[ Dodano: 2011-08-21, 21:26 ]
pokorna też nie jestem... dlatego tak piszę

Jarek321 - 2011-08-21, 20:27

Marta - no, sorry, ale uciekasz w pretensjonalność...

Kota się głaszcze, a z człowiekiem się rozmawia, zdaje się, że jesteś tym drugim ;-)

martaj - 2011-08-21, 20:27

mój ból jest taki a nie inny...
może dla was niezrozumiały

[ Dodano: 2011-08-21, 21:28 ]
Nie uciekam w pretensjonalność...
Nie chcę głaskania.

[ Dodano: 2011-08-21, 21:30 ]
I nigdy nie napisałam że nie widzę swojej roli w kryzysie.
Przeczytajcie dokładnie.

[ Dodano: 2011-08-21, 21:32 ]
I nigdy też nie twierdziłam że jestem idealna. A shcemat czy do mnie pasuje? W jakiejś części tak. Jak do każdego małżenstwa.

Nirwanna - 2011-08-21, 20:43

Satine, bardzo cenię Twoje posty. Potrafisz bardzo precyzyjnie, celnie przedstawić sytuację. Pod wieloma Twoimi stwierdzeniami bym się podpisała, często myślę podobnie. Pozdrawiam! :-)
Tutaj, w przypadku Marty, też z wieloma rzeczami też bym się zgodziła, z pewnym zastrzeżeniem. Myślę że warto to podkreślić. Niezależnie od tego, jaka Marta jest (złośliwa, pyszna, wywyższająca się - być może, nie wiemy tego) - to nie oznacza, że nie jest godna miłości. To nie oznacza, że taką osobę można ot tak opuścić, i powiedzieć na sali sądowej że chce się rozwód, bo niezgodność charakterów wszak nastąpiła. Wszyscy wiemy, jak się dzieje. Wiemy że jest to nagminne. Wiemy że dotyczy to wielu małżeństw, też niesakramentalnych. Ale jeśli chodzi o małżeństwa sakramentalne - naszą postawą, tym co mówimy i robimy - nie legitymizujmy tego!
Mąż Marty ma swoje przyczyny, stwierdził w swojej wolności, że ma prawo odejść. I jak zechce - to odejdzie. Pytanie - czy jest to dobre? To, że dał sobie to prawo?
Czy naprawdę złośliwość i wywyższanie się żony daje mężowi prawo do rozwodu?

Norbert1 - 2011-08-21, 21:32

Jarek321 napisał/a:
Kota się głaszcze, a z człowiekiem się rozmawia, zdaje się, że jesteś tym drugim

heee Jarek człek potrzebuje i jednego i drugiego
zatem nieraz trzeba sobie dac czas na głaskanie i czas na pogadanie
i to jest jak najbardziej ZDROWE....

i nie ma się co wstydzić że człek tak ma


pozdrawiam :-o :-o

Jarek321 - 2011-08-21, 22:10

Marta - zapraszam na skypa - można pogadać, bo otwarte forum ma swoje ograniczenia. Do mnie: <jantarsychar> czy do Mirakulum <mirakulum>. Jesteśmy od około 21.30 codziennie.

:-)

agawa75 - 2011-08-21, 22:39

Animko mąż wyprowadził się nawet dwa razy, mieszkamy w domu dwurodzinnym, gdzie jedną część zajmują moi rodzice, więc nie bardzo jak miałam ja się wyprowadzić, choć i tak na pewno bym tego nie zrobiła. Kiedy się wyprowadzał po raz drugi , choć nigdy nie powiedziałam mu, że ma się wynieść, powiedziałam mu , pełna żalu, bólu że ok ma prawo tak zrobić, ale że to tu jest jego dom i nie chodzi o budynek ale o to, że dom ma tam gdzie rodzinę. Dlaczego się wyprowadził??? Hmmmm, może dlatego że nie mieliśmy naprawde poważnych problemów, nie docenialiśmy, nie potrafiliśmy się cieszyć tym co mamy?? Zdrowe dzieci, mąż dobrą pracę, pomoc i wsparcie rodziców. Były kłótnie, jak w każdym związku, ale tydzień wcześniej były zapewnienia o wielkiej miłości do nas a za tydzień pakował torbę. Ja byłam zmęczona opieką nad dziećmi, prowadzeniem domu , chciałam aby więcej mi pomagał, on chciał więcej swobody, realizować się w swoim hobby, pracował więc miał prawo dużo więcej wypoczywać niż ja, która tylko siedziałam w domu z dziećmi, były potem kłótnie o finanse, był alkohol, agresja, no i wyprowadzka. Myślę, że ludzie zbyt szybko i za często mówią a właściwie straszą się słowem rozwód, nie można o tym nawet pomyśleć a co dopiero rzucać na wiatr, gdy się o tym naprawdę poważnie nie myśli. Kiedy mąż się wyprowadził, było strasznie, wcześniej ukrywałam problemy przed najbliższymi , płakałam, nie spałam, nie jadłam, myślałam o bardzo złych rzeczach, ale w końcu przyszło opamiętanie, rodzina się dowiedziała, przyjaciele również, od razu zaoferowali pomoc i zaczęłam spokojnie, powoli zastanawiać się jak to będzie wyglądać bez męża. Oczywiście na myśl, że dzieciaki tak bardzo go kochają a będą wychowywać się bez niego, serce chciało mi wyskoczyć z bólu, poukładałam sobie wszystko, chciałam dzwonić, prosić by wrócił, ale dziś jestem pewna Pan Bóg dał mi siłę i spokój. Kiedy po paru dniach wrócił po jakieś rzeczy, nie krzyczałam, nie wypominałam , zapytałam tylko spokojnie, jak dalej chce żyć?? Powiedział, że mnie nie kocha,że to był błąd, że się ze mną ożenił, że jest nieszczęśliwy, że ze mną nikt nie wytrzyma. Parę razy już to słyszałam, wcześniej po takich słowach z mojej strony był atak a od niego kolejne bardzo bolące słowa, ale nie tym razem. Wysłuchałam w spokoju, łzy napływały do oczu, ale wytrzymałam, powiedziałam prawdę, że nie chciałam zamienić jego życia w takie nieszczęście, że wychodząc za niego miałam na celu dawać mu szczęście, że nie dam mu rozwodu, bo Bóg czegoś takiego nie uznaje, że przykro mi, że tak bardzo mnie nienawidzi, bo ja nadal go kocham, że dzieci bardzo go kochają i nie zasłużyły sobie na to , by nie było taty obok i tyle. Po dwóch dniach wrócił, o nic nie pytałam. Minęło jeszcze sporo dni, zanim usiedliśmy i porozmawialiśmy. O tym np że jak był tak strasznie na mnie wkurzony a ja na jego obelgi reagowałam kłótnią to jeszcze bardziej w nim narastała złość i tylko myślał co jeszcze mi powiedzieć, zeby zabolało, a faktycznie tak nie czuł nie myślał. O tym, że potrzebuje więcej czasu na odpoczynek,że chciałby żebym zaakceptowała jego hobby, o tym, że ja też jestem zmęczona i po prostu nieraz padam, czekam aż sam się domyśli , żeby mi pomóc, a dziś już wiem warto otwarcie powiedzieć , poprosić. Kłócimy się nadal. Ale kiedy już zaczyna mówić rzeczy których ja nie bardzo nie chce słuchać, nie krzyczę, nie zamykam drzwi tylko wycofuję się do drugiego pokoju, najczęściej po paru godzinach sam przychodzi, przeprasza, przytula. Zaplanowałam sobie tak dzień, że po pracy ma czas na odpoczynek , na poczytanie gazety, o dziwo te dwie godziny przeinaczają mojego męża, po tym czasie przychodzi proponuje wspólny spacer z dzieciakami, albo po prostu sam je zabiera gdzieś, żebym ja mogła sobie odpocząć. Tak mało naprawdę potrzeba było, nie walczyć ciągle JA i ja , spojrzeć na tą drugą osobę, którą się przecież tak bardzo kocha. Zrozumiałam, ze mężczyźnie nie mają poczucia czasu, skoro mówi że przyjedzie za godzinkę, wiem że na bank to będzie dwie może nawet dwie i pół, już nie wkurzam się o te drobiazgi. I jest dużo lepiej, wiem że z Bożą pomocą będzie jeszcze lepiej i tego Tobie też życzę. Mówi, że nie kocha, bo chce Cię zranić, spróbuj się wycofać, nie podtrzymywać kłótni, zapytać po pracy jak mu minął dzień. Wszystko się może jeszcze ułożyć, wierzę w to i trzymam kciuki.
Satine - 2011-08-21, 23:02

Agawa, przepiękne świadectwo, dziękuję. :)
agawa75 - 2011-08-21, 23:08

Satine mocne słowa!! Myślę, że ja w takim schemacie byłam, mam nadzieję, że mogę napisać w czasie przeszłym. Zbyt często myślałam o sobie, o tym co mnie się należy, nie dostrzegałam tych dobrych cech męża. Zabrakło słowa dziękuję w naszym codziennym życiu, teraz to nadrabiam.
Martaj tylko Ty najlepiej wiesz jakie było Twoje małżeństwo!! Rozumiem Cię, że piszesz, że nie zasłużyłaś sobie na takie traktowanie, że masz tyle żalu i złych emocji do męża. Ale ja w Twoich postach widzę jednak i to, że chcesz walczyć o swoje małżeństwo. Że zauważasz swoją winę, bo tak naprawdę bardzo rzadko leży ona tylko po jednej stronie. Nie wiem jak wygląda sytuacja między Wami teraz, ale może warto tak bez żadnych wyrzutów, bez kłótni zapytać czego oczekuje ta druga strona?? Jakiego życia chce?? Chce mieć więcej wolności, czas na wypad z kumplami może warto na to się zgodzić?? Pamiętam, ze po pierwszej wyprowadzce męża byłam wściekła, zła na niego, nie widziałam w nim człowieka, którego kochałam tylko jakiegoś potwora i tak pewnie bym go wtedy tu przedstawiła, dopiero po drugiej wyprowadce i bardzo konkretnej rozmowie zrozumiałam, że to nie tylko on przyjmował twarz potwora. Wiem, jesteś zła, rozdrażniona, porzucona, cały świat Ci się wali a tu jeszcze zamiast słów podpory dostajesz takie słowa, ale nikt na pewno nie chce Cię obrazić. Nie popieram wyprowadzki, może warto wrócić?? W końcu to Wasz wspólny dom. Nie rozpamietuj, nie użalaj się , popatrz w przyszłość co można zmienić, zrobić by było lepiej. Trzymaj się , pozdrawiam.

lena - 2011-08-22, 00:03

Witam po krótkiej przerwie....wczasy :)

Nie sądze,aby ktokolwiek z nas piszacych/odpisujacych świadomie działał na szkode drugiego człowieka.
Wszyscy przeżyliśmy swoje piekło,swoj "koniec świata",był żal,smutek,gniew,złość,nawet złorzeczenie....emocja goniła emocje.
Tak....to sa emocje,często nas samych przyprawiajace o zdumienie....jak mogłam/łem tak mówić?
To trzeba przeżyć,wykrzyczec,wypłakać....
Mysle,ze kazdy z nas tak miał zanim.......wszedł w kolejny etap,zrobił kolejny krok.
Martaj dopiero "zaczyna"......w kołko pisze to samo,nie przyswaja jeszcze "uwag" tych po kryzysie.
Dla nas "po kryzysie" bywa to denerwujace...to po pierwsze....po drugie...pamiętamy co przeżywaliśmy,wiemy juz co było złe,niepotrzebne i chcielibyśmy ochronić innych,ukrucić ich cierpienia,zniwelować smutek....
Fajno jesli ktos słucha,trybi w mig,bierze do serca i bierze się za siebie......radocha obu stron.
Niestety ....czasem trzeba odpuścić..trudno...taki tok.

Sama miałam takiego "anioł struża",nie zawsze fajnego,często denerwującego,"kopiącego leżącego" jak to określamy....dziś jestem wdzięczna,choć i tak twierdzę ,że to i owo mogło być przekazane inaczej.
Wychodzi na to ,ze jednak mimo utwierdzenia w swojej słabości byłam silna,przełknełam,przebolałam i wyszłam na prostą.

Satin....mysle,ze to tez taki "anioł stróż",swoje przeszła, bardzo chce pomóc,ale nie zawsze jest zrozumiana.
Osobiscie rozumię i w wiekszości zgadzam się,jednak.........mam zastrzezenia co do formy przekazu.

Brak prywatnej formy w wypowiedziach (własnie tego ja-włąsnych odczuć i uczuć)....stawia wypowiedż nieraz jako ocene..czasami narzucenie swego...niekiedy krytykę

Norbert właściwie okreslił.

Martaj.....zwróciłam uwagę na kilka Twoich wypowiedzi...

Nie zamierzam siedziec z założonymi rękami i spokojnie patzreć jak wali się cały mój świat.

A na czym według ciebie polega ratowanie małżestwa, skoro to co ja robię to jedynie jakieś ratowanie moich marzen, mrzonek...

A według ciebie co mam robic nic? Przyjac los takim jaki jest i powiedzieć OK niech rozwija się samo.


to tylko część....

Martaj....nie denerwuj sie,ale.....według mnie niewiele robisz.....to tez starała Ci sie przekazać Satin.
Wyprowadziłaś sie i tyle.Wiem musiałaś.....dla lepszego samopoczucia...ok.
Po za tym?.....nic.
Jestes emocjonalną bombą,mówisz cos,potem zaprzeczasz,denerwujesz sie kiedy ktos zwraca na to uwage.
Martaj..... najpierw musisz zrobić porządek ze sobą, nie dla meża ,ale dla siebie samej.
Myslałaś o pomocy psychologicznej?

Po za tym....co z Bogiem?
Padały juz pytania,ale nie odniosłas się.
Uwierz...to nie czyjaś ciekawość ,ale POMOC!...dla Ciebie.

Najpierw musisz pomóc samej sobie,musisz "wyzdrowieć" zanim będziesz w stanie pomóc innemu(mężowi), dalej....małżeństwu.

Weź się za siebie dziewczyno.....od tego zacznij.

Norbert1 - 2011-08-22, 07:35

lena napisał/a:
Satin....mysle,ze to tez taki "anioł stróż",swoje przeszła, bardzo chce pomóc,ale nie zawsze jest zrozumiana.


heeee jasne i alez owszem ..
na takie postrzeżenie satine(by nie było że mam jakies muchy w nosie)

Ja sam zawdzieczam satine pewna sytuacje tu z forum

....za ten hamulec jaki mi właczyła....
:mrgreen: :mrgreen:

tak kiedy już pozbierałem co własne(w dumie) i spoczywałem na laurach(swego sukcesu)

..i odezwał się włąsny żal i echo smutku.....

jej słowa choc twarde,sztywne- przywróciły mnie napowrót do rzeczywistości...

że ani to czas na fanfary na swój temat....ani to wielkie dokonanie
tylko cos co winno byc normalnościa od dawna
i wskazanie drogi poprzez oczekiwanie a nie wymaganie

i za to stokrotne dzieki satine :-D :-D :-D

co do martaj????

w każdym calu widac było celnośc słów........i dzięki Bogu-mimo buntu usłyszała je (i to wspaniałe)

a pomogło w tym tez i forum -ta jego specyfika jaka nieraz powstaje

łatwiej jej było w grupie tych co głaszczą usłyszeć słowa tych co pragną stawiac do pionu..........

bo w zyciu jak w przyrodzie

WAZNA JEST RÓWNOWAGA


pozdrawiam

martaj - 2011-08-22, 07:46

Witm! Przepraszam , że się uniosłam, ale może czasem prawda boli. Ale to nie jest tak, że ja nic nie robię. Wyprowadziłam się nie po to, żeby zaszantażować męża, ale po to żeby dać mu trochę tej wolności której tak potrzebował. To też nie było tak, że ja go ograniczałam itd. Miał swoje hobby, które ja akceptowałam.
Wczoraj rozmawialliśmy. Tak spokojnie. On nadal chce rozwodu. Ale wczoraj powiedział też coś innego, zaczął mówić o separacaji. I że robi to dla mnie, bo on nie chce nikogo ranić, że nie nadaje się na ojca, na męża (dzieci na razie nie mamy). WIdzę że on się miota bardzo. Że w zasadzie sam nie jest przekonany do tego wszystkiego co robi. To nie tak Lena, że ja nic nie zrobiłam poza wyprowadzką. Wydaje mi się, że zrobiłam sporo.
Wiem, że w naszym małżeństwie za mało było rozmowy, za mało Boga, za mało zrozumienia dla drugiej osoby. Ale nie tylko z mojej strony. Po prostu brakło nam cierpliwości. Te problemy były takie jak Agawa mówi, za dobrze nam w zyciu było i nie potrafiliśmy tego docenic. Za mało zrozumienia, że kobieta i mężczyzna mają inne widzenie świata. Rozmawiałam z nim i przeprosiłam, bo wiedzę jakie wielkie zło mu wyrządziłam. Ale on mi też. Chce to ratować. on chciał odpocząc ode mnie więc dałam mu tą przestrzeń i wyprowadziłam się.
Wczoraj oświadczył, że być może dostanie pracę daleko stąd. Wtedy wydaje mi się, że to już naprawdę będzie koniec. Tu w tych postach przemawiały przeze mnie wielkie emocje. Nie chciałam mu tego mówić więc wypisywałam się w tej złości, żalu, czasami wcale tak nie myśląc. Czasami jest tak, że najpierw robię potem myślę.
Widzę, że potrzeba nam czasu. Mówiłam mu, że moje miejsce jest przy nim i chce z nim zamieszkać znowu. Ale on powtarza tak jak wcześniej już mówił, że jeśli ja wrócę, to on sie wyprowadzi. Mówił, że zawsze będzie powtarzał że miał śliczną, mądrą żonę. MIAŁ!
On wie, że ja się nie zgodzę na rozwód. Że chcę być z nim i razem możemy skasowac wszystko i zacząć od nowa. Wreszcie on zaczął rozmawiać ze mną normalnie. Wiem, że za mało go doceniałam jako mężczyznę, że nasze wymagania od zycia trochę się różniły. Ale moja złość często wynikała z tego, że też czułam się niedoceniona. Nie jestem cierpliwa co wszyscy już zdążyliście poznać. Ale walczyłam z tym, bo wiedziałam co jest złe we mnie. Ale on też nie pomagał mi w tym. Wiele gorzkich słów od niego słyszałam. Rozwód to nie jest droga do szczęścia ani mojego ani jego. A on usilnie wmawia mi, że robi to dla mnie, abym miała lepsze życie i kogś lepszego od niego znalazła.
A co do Boga. To modlę się nieustannie, żeby pomógł mi odnaleźć drogę do Siebie i abym bardziej mu zaufała. Aby pomógł mojemu mężowi i mi. Aby pozwolił naprawić to co złe i zbudować lepsze małżeństwo. Ale czasem trudno ufać i zawierzyć się całkowicie. Chyba jeszcze do tego niedojrzałam. Bardzo tego pragnę i czuje ulgę, gdy siedz sobie w pustym kościele i modlę się do Boga. Ale przychodzą też chwile zwiątpienia, kiedy te złe uczucia przeze mnie przemawiają. Nie czuje się wcale lepsza od męża. Czuję się gorsza, czuję że to ja zawiodłam. Ale boli też że on jest bierny, że poddał sie od razu i od razu powiedział rozwód.
Boję się, że jeśli on naprawdę wyjedzie do pracy tak daleko to już nie będzie czego ratować. Jestem gotowa na wielkie kompromisy i na odbudowę naszego małżeństwa.
I cierpię naprawdę. Może po prostu nie umiem ubrać tego w odpowiednie słowa. Dziękuję za posty, który przywracają do pionu.
A teraz widzę, że to co on robi to też forma buntu i szukania swojej drogi. Powiedział, że może tego potrzebował, żeby dorosnąć, żeby być samodzielnym... Tylko szkoda, że trzeba było z jego strony takich kroków, żeby pralke nauczyć się włączać. Na tym według niego polega też ta samodzielność...
Ja go naprawdę kocham. Czuję się za niego odpowiedzialna, za to co się stało też. Za późno doceniłam to co mam. O wiele za późno.

[ Dodano: 2011-08-22, 08:49 ]
Tylko co ja mam teraz zrobić? Czekać na jego ruch? Nie wiem... Już chyba powiedziałammu wszystko co mogłam.

[ Dodano: 2011-08-22, 08:50 ]
On chyba też zapędził się za bardzo w tym wszystkim. I boi się wycofać. Nie wiem czy dobrze odczytuje jego emocje. Jak myślicie wprowadzić się tam z powrotem? Ale jak wrócę to on ucieknie... Tak jak wtedy...

Norbert1 - 2011-08-22, 07:54

agawa75 napisał/a:
Zabrakło słowa dziękuję w naszym codziennym życiu, teraz to nadrabiam.


tak agawo to bardzo madre słowa....najczęściej włąsnie brak tych słów dziękuje..przepraszm...i dalej

jak pomóc..co u ciebie..jak sie czujesz.......itd..itp


a zbyt łatwo zastepują je inne
...
masz..musisz....dlaczego...daj mi spokój..zajmij się sobą ..nie interesuje mnie..twoja wina itd..itp

a czemu tak???
dałas i tu odpowiedż

agawa75 napisał/a:
nie walczyć ciągle JA i ja , spojrzeć na tą drugą osobę, którą się przecież tak bardzo kocha.


pozdrawiam

martaj - 2011-08-22, 08:45

Racja nie walczyć o ciągłe Ja.
Tylko doceniac drugą osobę. W moim małżeństwie też tego zbrakło. Z obu stron doceniania sie nawzajem. Za zwykły obiad, za wbicie gwoździa w scianę... Za rzadko to było mówione sobie nawzajem.

[ Dodano: 2011-08-22, 09:54 ]
Dlaczego ludzie którzy sie kochaja tak sie ranią...
Chyba są zbyt pewni że wszytsko trwa wiecznie i że juz zawsze będą razem, że tak do końca życia...
Widzę po sobie że to duzy błąd. Takie niedocenienie tego co się ma. Człowiek ma naturę, że cały czas chce więcej i więcej...

nałóg - 2011-08-22, 09:36

martaj napisał/a:
Ale walczyłam z tym

i kto tę "walkę" wygrał???
martaj napisał/a:
Ale moja złość często wynikała z tego, że też czułam się niedoceniona.

A co to znaczy wg Ciebie??to docenianie??jak ono miałoby -wg Ciebie - wyglądać??
martaj napisał/a:
I cierpię naprawdę.

Marto........tego chyba nikt nie kwestionuje.Bo cierpisz.Gdybyś nie cierpiała to byc to odpuściłą i poszłą szukać szcześcia w ramionach innego faceta.
Inną sprawą jest co powoduje to cierpienie.
martaj napisał/a:
Czuję się za niego odpowiedzialna, za to co się stało też. Za późno doceniłam to co mam. O wiele za późno.


Marto........... najpierw to czuj się odpowiedzialan za siebie.Za swój udział w tym kryzysie.
I nigdy nie jest za póżno by rozpącząć trud pracy aby ratować Wasze małżeństwo.
Dobrze że już widzisz to co tracisz............. co miałaś.....
martaj napisał/a:
Tylko co ja mam teraz zrobić? Czekać na jego ruch? Nie wiem... Już chyba powiedziałammu wszystko co mogłam.

Marto.........kończą sie wakacje............rozpoczynają się we wrześniu weekendy małżeńskie ( www.malzenskiedrogi.pl www.spotkaniamalzenskie.pl ).
Są poradnie rodzinne,małżnskie...są mediatorzy przy poradniach.
Nie jest za póżno.
Tylko nie rozpatruj tego co sobie zafundowaliście w kategoriach WALKI.
Bo przegracie oboje tę walkę.Już "kusy" się o to postara byście oboje przegrali.

Sugeruję Wam obojgu ksiązkę -poradnik Jacka Pulikowskeigo "Warto naprawiać małżeństwo" ............dla męża.........ale i dla Ciebie "Warto byc ojcem".
Oczywiście jako kanon lektury dla małżonków to Dobson i "Miłość wymaga stanowczości".

Marto............... do komunikacji,do dobrego dialogu małżńskiego potrzebne są dwie ścieżki:
-ścieżka szczerości (czuję bo potrzebuję)
-ścieżka empati ( czujesz bo podrzebujesz)

Często w dobrej wierze w dialogu,w komunikacji małżonkowie wobec siebie stosują nieuświadomioną przemoc emocjonalną.

martaj napisał/a:
On chyba też zapędził się za bardzo w tym wszystkim.

Pewnie masz rację.Oboje sie poraniliście...........a teraz wstyd się przyznać do swoich ran .........ale i do swoich raniących zachowań.Facetom jest jeszcze trudniej jak kobietom.
martaj napisał/a:
Nie wiem czy dobrze odczytuje jego emocje

Marta.....najlepiej zapytać mówiąc np tak: czuję ,że masz trudność z przebaczenim mi za moje słowa,ale i sobie za swoje słowa do mnie.
Możesz zapewnić go o swojej dobrej woli i determinacji w wyjściu z tej ostrej fazy kryzysu.

Pogody Ducha
martaj napisał/a:
Jak myślicie wprowadzić się tam z powrotem? Ale jak wrócę to on ucieknie... Tak jak wtedy...

A może jednak najpierw rozmowy.................. przygotowanie gruntu............ zapewnienie o dobrej woli.......i danie czasu Czasowi.

O najważniejsze...............zaproś do tej Waszej dziś trudnej realcji Ducha Św. powierzając mu siebie,męża,Waszą komunikację,dialog,...........ten trud obecny......zranienia......... i owoce tej pracy.
NIE WALCZ.............A PRACUJ.

Pogody Ducha

martaj - 2011-08-22, 09:45

Znaczy może źle używam słowa walka... Ale chodzi mi o ratowanie małżeństwa. Książki polecane przez ciebie czytałam. Podsuwałam je mężowi, ale on nie chce czytać. Nie zgodził się też na terapię żadną. Mówi, że nie jest chory. Że nie warto naprawiać, bo to nic nie da. Poraniliśmy się masz rację. I ja wiele mu w spokoju tłumaczę, mówię, że obydwoje nie pracowaliśmy nad tym związkiem, ale nie jest za późno. Że można sobie wybaczyć złe słowa. Ja jestem gotowa mu wybaczyć. Chyba już to zrobiłam. Czuje sie odpowiedzialna również za siebie.
Chyba problem też jest w tym, że on nie chce poczytać tych książek, nie chce z nikim rozmawiać, nie chce iść do spowiedzi ze mną, do kościoła.
Jutro się z nim umówiłam. Mamy iść na normalny spacer, spotkać się normalnie. Chyba zacznę metodą małych kroków. Wczoraj powiedział że traktuje mnie jak przyjaciela... Na przyjaźni też wiele można zbudować prawda? To juz chyba dużo.
Tylko teraz obawiam się, że jeżeli dostanie pracę (miejsce około 200 km oda nszego zamieszkania) to to wszytsko przekreśli.
Wczoraj zapytał czy jeśli dostałby tam pracę przenisołabym się tam. Odpowiedziałam że tek... Ale zaraz wszysto odwołał. Mówił,że jeśli tu zostanie to zastanowi sie nad tym czy możemy spróbować jeszcze raz, a jeżeli tam dostanie ta pracę, to nie ma już dla nas szans.

[ Dodano: 2011-08-22, 10:47 ]
Dużym postępem w naszych relacjach jest to, że zaczął ze mną rozmawiać. Że już nie wyżywa się na mnie i nie krzyczy. A zaczyna sie troche otwierać. Powoli bo powoli. Tylko że raz daje mi nadzieje, a zaraz potem to odwołuje. Taka huśtawka też nie jest dla mnie dobra.

Norbert1 - 2011-08-22, 09:49

martaj napisał/a:
Dlaczego ludzie którzy sie kochaja tak sie ranią...
Chyba są zbyt pewni że wszytsko trwa wiecznie i że juz zawsze będą razem, że tak do końca życia...


hee pewnie marto .....ta pewnośc siebie.....
niekiedy DUMA...brak spojrzenia z perspektywy ...zbyt wielka pewnosć siebie...
i jak jest???

kochamy i sznujemy co utracimy.......

do Boga lecimy na kolna ...gdy brak juz innych odwodów.......

papierosa rzucamy...gdy stajemy przed diagnozą...........

o szkodliwości alkoholu dowiadujemy się jak nie można nawet wychylic już lampki wina....

mądrosci życia ,ksiązki-znamy-czytamy po fakcie.........

I jaki wówczas człek mądry :mrgreen: :mrgreen:
..tyle wiedzący..tyle czujacy..tak bardzo rozumiejący ,taki radzący wszystkim...uczący innych

itd..itp


i super !!!! choc nieraz trza stanąć przed lustrem spojrzeć i zwyczajnie powiedzieć

WARTO BYŁO GAMONIU???
zmarnowałeś czas ....ale czy aby nadal nie marnujesz???

pozdrawiam

[ Dodano: 2011-08-22, 11:04 ]
martaj napisał/a:
Znaczy może źle używam słowa walka

a moze i dobrze????a moz e i zle???

..żle ..lub nie

przecież

TO TYLKO SŁOWO.....

to ze Kowalskiemu sie kojarzy...nie znaczy by Nowakowi
tak samo sie kojarzyło

Marto wazny jest SENS -działań

i mało istotnym jest
czy nazwie sie to:

-walka
-ratowanie
-praca

pozdrawiam

nałóg - 2011-08-22, 10:07

Marto
martaj napisał/a:
Znaczy może źle używam słowa walka...
wg mnie tak.
Kryzys małżeński jako walkę można porównać do ringu bokserskiego.
Ktos na ringu musi zostac pokonany,musi zejśc z neigo przegrany...............nawet po dobrej walce,słusznej walce.
"kusy" podsyca taką walkę.Bo walcząc możesz zadawać ciosy,ból,otrzymywac ciosy i ból.................
Ranić siebie nawzajem.I tym bardziej pogłębiać kryzys.
W małżeństwie lepiej wcale na ten ring nie wchodzić.............co nie znaczy że nie będzie zwarć,utarczek,mimowolnie zadanych zranień..................
Ale droga szczerości i empati jest zdecydowanie efektywniejsza i nie powoduje takich zranień.
martaj napisał/a:
Chyba problem też jest w tym, że on nie chce poczytać tych książek, nie chce z nikim rozmawiać, nie chce iść do spowiedzi ze mną, do kościoła.


Co do książek.............. daj jako prezent................i zostaw..........
Co do weekendu małżńskiego(rekolekcji małżeńskich)....zaproponuj.............. daj materiały...........i nie zmuszaj do natychcmiastowej deklaracji czy decyzji..................a nawet zasugeruj pewien czas i dystans...........potem podrzucisz jakieś nowe materiały.................. daj czas Czasowi.
To musi byc jego decyzja.Ale on musi mieć trochę czasu by zobaczyć że warto.
Do spowiedzi niech pójdzie sam..................nie z Tobą.Ty daj przykład -możesz go pinformować o tym....ale nie ciągnij na siłę.
martaj napisał/a:
Jutro się z nim umówiłam. Mamy iść na normalny spacer, spotkać się normalnie

Super..........ale jak można Ci coś zsugerować..................niech ten spacer będzie bez rozmów o Was.........o kryzysie............. niech będzie taki jak..................w narzeczeństwie.Może ukoronowaneim kawa w kawiarni................czy seans w kinie.......... poprostu randka.
Wytrzymaj bez gadania o Was................ o kłótniach.............o kryzysie.
Zanim cos powiesz..........rób PAUZĘ aby mówić tak by to nie raniło.Jak mąż powie coś przykrego to poprostu spojrzyj mu z miłością w oczy i poproś by tak nie mówił .............bo to Cię boli .
Gesty............ pogłaskanie po plecach......po ręku............ uśmiech-nawet jak smutny-ale uśmiech.
Że manipulacja????
Nie.To poprostu strategia na początek poprawy relacji pomiędzy Wami.

A przed spotkaniem i na to spotkanie zaproś Ducha Św. by Wam towarzyszył i wspierał.
martaj napisał/a:
Chyba zacznę metodą małych kroków

Tak.......ale swoich kroków Marto.Kroków do wnętrza siebie.Krokó do rozpoznania swojego udziału w kryzysie.
Jak Ty się zaczniesz zmieniać,zacznie się zmiać też i Twoje otoczenie...........a już na pewno zmieni się Twoje widzenie tego otoczenia.

Marto..................daj czas Czasowi.
Nie naprawiesz skutecznie w tydzień czy dwa tego co psuliście w kilka lat.
martaj napisał/a:
Wczoraj powiedział że traktuje mnie jak przyjaciela... Na przyjaźni też wiele można zbudować prawda?


Marta???a co czujesz do męża??? Czy Ty wiesz czym jest miłość???
Bez zaprzyjaznienia się w małżenstwie nie ma dobrego dialogu.

Pogody Ducha

martaj - 2011-08-22, 10:23

Wiem czym jest miłość. I ja od dawna wiem że my się przyjaźnimi. Na tym zbudowalam swoej uczucie do niego. I własnie zamierzam jutro spędzić taki dzien z nim bez gadania o tym co między nami złe. Daję mu takie sygnały, głaszczę po ręku, przytulam się jak sie widzimy. A on juz tego nie odrzuca. Może nie oddaje mi tych gestów, ale przynajmniej już nie mówi nie dotykaj mnie.
Teraz naprawdę jedynie boję się, że jeżeli on wyjedzie to to wszytsko na marne.
Ksiązki tak kiedyś zostawiłam to zaczął krzyczeć że nie chce ich widziueć. Napisałam list... Użyłam w nich słów Pulikowskiego. Ale widzę, że artukuły, listy i calą resztę materiałów wrzucił do szuflady mojej. A co do spowiedzi nie chciałam żeby szedł ze mną. Jedynie mu powiedziałam może pójdziesz do spowiedzi pomoże ci. Powiedział że to jego sprawa. Ale może sam do tego dojrzeje za jakis czas.

nałóg - 2011-08-22, 10:26

martaj napisał/a:
Dużym postępem w naszych relacjach jest to, że zaczął ze mną rozmawiać.

Bez rozmowy nie ma szansy na porozumienie.
martaj napisał/a:
Że już nie wyżywa się na mnie i nie krzyczy

A czy czasami nie było tak ,że oboje na siebie krzyczeliście???
Ty nie krzyczysz.................. Twój mąż nie ma "paliwa" do krzyku............
martaj napisał/a:
A zaczyna sie troche otwierać

Pewnie jest to Twoją zasługą-może mimowolną- bo zachowujesz spokój,nie płaczesz,nie krzyczysz,nie wymawiasz,nie wypominasz.
martaj napisał/a:
Tylko że raz daje mi nadzieje, a zaraz potem to odwołuje.

A nie lepiej abyś dziś zajeła sie sobą? swoim wyglądem?na ten wspólny spacer masz wyglądać jak urzekająca z najlepszego okresu narzeczeństwa.....................
Marto.........chcesz naprawić Wasze małżeństwo............... to super............ale tez jest to trudne.Bo małżenstwo jako związek dwojga różnych ludzi(płci i postaw,wzorców i archetypów) jest trudne.Bo to konfrontacja siebie z tą drugą osobą,osbowością jej nawykami i Twoimi nawykami.
Bo czasami trudno jest kochać mimo wszystko a nie dlatego że .....

Bo w głowie masz wdrukowany system operacyjny z wirusem własnego "MNIE"(sie należy) a mąż ma swój wirus.
Jak chcesz naprawić Wasze małżnstwo........to rób to bez oczekiwania na druga strone...........a nawet mimo niego.
I nie oczekuj wdzięczności.
Bo jemu przysięgałaś..........na dobre i na złe............ w zdrowiu i w chorobie( a kryzys małżnski jest chorobą małżeństwa i rodziny).
Przysięgłaś bezwarunkowo.
Marto.........nie można karać odrzuceniem za odrzucenie..............brakiem miłości za brak miłości...............
Miłość małżeńska jest miłością ........MIMO WSZYSTKO

Marto...............pamiętaj..........módl sie o jasność umysłu......... o miłość w Waszym małżenstwie...........a nie o natychmiastowe usunięcie kryzysu.
Kryzys ma dwojakie znaczenie dla mądrych ludzi................. pozwala wyjśc z niego bardziej dojrzłym.

Pogody Ducha

[ Dodano: 2011-08-22, 11:29 ]
Marta??a w jaki rejonie Polski mieszkacie??? może łatwiej będzie Wam cos podsunąć

martaj - 2011-08-22, 10:33

Jesteśmy z okolic Kielc. I własnie treaz jak się z nim spotykam to właśnie staram się ładnie wyglądac, być miła.
Ja właśnie też mu mówię, że przysięgaliśmy sobie na dobre i na złe. A jeżli teraz własnie nadeszło to złe, to musimy o przezwyciężyć.

Norbert1 - 2011-08-22, 10:34

martaj napisał/a:
Chyba zacznę metodą małych kroków.

Marto ostanio wciąz jest puszczana w radio taka piosenka.....
a w niej słowa......

cieszmy się z małych rzeczy -bo w nich wyryty wzór na szczęscie jest.

analogicznie zupe można jesc mała łyżeczką (choć trudno) ale da sie ja jeść
prawda??

martaj napisał/a:
Na przyjaźni też wiele można zbudować prawda? To juz chyba dużo.


a wspomnij od czego zaczeło sie kiedys uczucie..czy nie od przyjazni???

-pierwsze chwile
-pierwsze słowa
-wspólne zainteresowania
-dialog bez ograniczeń

martaj napisał/a:
Dużym postępem w naszych relacjach jest to, że zaczął ze mną rozmawiać. Że już nie wyżywa się na mnie i nie krzyczy.

Marto bo najczęściej jest tak że spokój ..wywołuje spokój...
podniesiony głos wzmaga ..podniesiony głos
..obwinianie daje ripostę

co mozesz???

spójrz w siebie ..jak twoje zachowanie wpływa na męża,i jak wpływają one na ciebie...

martaj napisał/a:
A zaczyna sie troche otwierać. Powoli bo powoli. Tylko że raz daje mi nadzieje, a zaraz potem to odwołuje. Taka huśtawka też nie jest dla mnie dobra.


hustawka??? no tak -zawsze jest tam gdzie człek ZAGUBIONY......

analogicznie :
wygląda to tak

i chce i boje sie

jedna wazna dewiza zawsze wymagajmy więcej tylko od siebie
pozdrawiam

[ Dodano: 2011-08-22, 11:46 ]
martaj napisał/a:
Ja właśnie też mu mówię, że przysięgaliśmy sobie na dobre i na złe.

Marto wypowiadana przysiega to jedno....a życie z wartoscia włąśiwą w sercu tej przysiegi to drugie


małzeństwo nie moze byc niewolnictwem.........a wiara ograniczeniem..

prawdziwym jest tylko ten jaki zaświadczy swą prawdziwością.......wobec wolnej woli drugiego

(nie wiem czy rozumiesz??)

martaj - 2011-08-22, 10:47

Napisałam wcześniej, że właśnie na przyjaźni sie oparło uczucie do meża. Wcześniej nie reagowałam krzykiem. W rozmowach z nim byłam wyjątkowo spokojna, dopiero potem się rozklejałam. Chyba moje słowa go uderzyły, że mnie rani, że nie tędy droga, że trochę szacunku mi się należy po tylu latach. I widział mój bół, że cierpię. I wtedy zaczął normalnie rozmawiać.

[ Dodano: 2011-08-22, 11:48 ]
No rozumiem o co ci chodzi. Wiem, że przysięga sama w sobie jest tylko słowami, ale jakże ważnymi. Chcę mu tylko przypomnieć, że dwa lata temu w to wierzył. I ja też. I ja wierzę nadal.

Satine - 2011-08-22, 11:03

Marto - mniej słów, więcej działań. Mężczyzna nie słucha, buntuje się przeciwko słowom, bo to nie jest jego materia.

Na ten czas - Twoje słowa, przypominania, przekonywania o przysiędze, obietnicy, dotrzymywaniu słowa - to są wszystko emocjonalne kajdanki - tak teraz to widzi Twój mąż i instynktownie będzie się chciał z nich wyswobodzić. Taka natura ludzka. Nikt nie lubi przymusów, konieczności - Ty też nie lubisz.

Teraz na przykład masz przymus pogodzenia się z tym, że mąż rozważa odejście od Ciebie, a nie możesz się z tym pogodzić i wierzgasz jak kózka.

Mniej gadania, mniej słów - a więcej czynów, gestów miłości.

Gestem miłości będzie właśnie tutaj.... milczenie.


A tak nawiasem mówiąc - na zdrowy ludzki rozum.

Jak wolisz? By mąż stłamszony w sobie i przymuszony do "dotrzymania słowa" został przy Tobie, oddalając się wewnętrznie?

Czy aby SAM doszedł do wniosku, że tego chce?


Nie panikuj.

Wyjedzie - zawsze może wrócić.
W tak ważnych sprawach jak małżeństwo - myślisz, że jeśli będzie chciał wrócić, będzie go powstrzymywał wstyd i obawa przed tym, że za późno, by się wycofać?

Jeśli będzie chciał wrócić - wróci i znajdzie do Ciebie drogę, nawet z odległości 200 km.


W trzech postach już napisałaś o swojej obawie, że wyjedzie, że jak wyjedzie, to koniec.

Można być setki kilometrów od siebie oddalonym i być bliżej z człowiekiem, niż czasami będąc w jednym pokoju.

I Marto - taka uwaga dla Ciebie do przemyślenia - w Twojej próbie "przyprowadzenia męża do porządku" jest dużo z tej Marty, od której zapewne ucieka mąż. Od tej Marty, która pouczała, krytykowała, rozkazywała, tłamsiła, może czasem wyśmiewała, ośmieszała (wybierz w duchu sama, co z tych słów się zgadza). Zmienił się teraz tylko cel i rodzaj "nakazu". Dawniej to było noszenie za Tobą zakupów, teraz przysięga małżeńska.

On WIE, czym to jest i co powinien zrobić.

Daj mu czas, by CHCIAŁ to zrobić. Bez przymusu, poczucia winy, wyrzutów sumienia i Twojego przypominającego wzroku.

Powodzenia!

Norbert1 - 2011-08-22, 11:06

martaj napisał/a:
No rozumiem o co ci chodzi. Wiem, że przysięga sama w sobie jest tylko słowami, ale jakże ważnymi. Chcę mu tylko przypomnieć, że dwa lata temu w to wierzył. I ja też. I ja wierzę nadal.


nie chodziło mi o to że to tylko słowa..a jedynie o to że ty odnlazłas w tej chwili(swego kryzysu)włąsiwy sens-czyli prawdziwośc składanych słów....

wolna wola człowieka ..to to że ktos drugi ma szanse też sam do nich dojśc(do tego sensu i prawdziwości słów)

dla tych co juz wiedzą pozostaje (narazie)postawa spokoju..i budująca się miłoscia świadcząca każdego dnia -że te słowa sa dla mnie istotne i wązne...

nawiązuje do tego co między innymi pisała satine.........

sakrament i wiara nie moze byc oredziem i wymuszaniem........

dlatego chocby moje wspomnienie o niewolnictwie

i zgoda pzrypomniec warto...i tak go zostawić

niech zrobi z tym sam..co będzie chciał

pozdrawiam i miłego dnia

martaj - 2011-08-22, 11:20

Ok postaram się. Przestanę o tym z nim mówić. Może to cos da.

[ Dodano: 2011-08-22, 12:30 ]
A co do tego wyjazdu to tak boje się. Bo wiem, że to dużo zmieni. Że już nie będę mogła się z nim tak często widywać i wciągnie go inne zycie. Beze mnie.

Norbert1 - 2011-08-22, 11:40

Cytat:
A co do tego wyjazdu to tak boje się. Bo wiem, że to dużo zmieni. Że już nie będę mogła się z nim tak często widywać i wciągnie go inne zycie. Beze mnie.

Marto nasze lęki sa tylko naszymi lękami.....
i warto to wiedzieć...i nie koniecznie z pokryciem w życiu

pozdrawiam

martaj - 2011-08-22, 11:44

No miejmy nadzieję, że ten lęk jest bez pokrycia... Bardzo bym tego chciała.
mare1966 - 2011-08-22, 21:22

Takie moje luźne zapytania ( luźne , tj. nie związane koniecznie z sytuacją Marty ;
nie czuję się bowiem powołany do wyrokowania jak ma lub nie postępować Marta , brak mi wiedzy i mądrości bym mógł z pełną ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ coś proponować ).

Cytat:
Mężczyzna nie słucha, buntuje się przeciwko słowom, bo to nie jest jego materia.

Satine , skąd takie stwierdzenie , jakieś dowody , żródło , to własne spostrzeżenie ?

Cytat:
Na ten czas - Twoje słowa, przypominania, przekonywania o przysiędze, obietnicy, dotrzymywaniu słowa - to są wszystko emocjonalne kajdanki - tak teraz to widzi Twój mąż i instynktownie będzie się chciał z nich wyswobodzić. Taka natura ludzka. Nikt nie lubi przymusów, konieczności - Ty też nie lubisz.

Czyli trochę tak - nie mów mu teraz PRAWDY ( wszak przysięgał w wolnej woli ) ,
może kiedyś sam do niej dotrze . Teraz ta PRAWDA godzi w jego wolną wolę i burzy jego spokój wewnętrzny .


Oczywiście niezmiernie istotne jest jak ową prawdę przekażemy ( spokojnie i z miłością czy z wyrzutami ) .

Cytat:
Gestem miłości będzie właśnie tutaj.... milczenie.

Czy nie odczyta tego gestu jako obojętności i zgody Marty na rozwód ?

Cytat:
Jak wolisz? By mąż stłamszony w sobie i przymuszony do "dotrzymania słowa" został przy Tobie, oddalając się wewnętrznie?

A może jednak lepiej aby został przy Tobie ( ZMIENIONEJ )
choć początkowo stłamszony i przymuszony ,
stopniowo "SAM" ( będąc jednak z Tobą , czyli nie sam ) doszedł do dobrowolnego chcenia ?
Czy aby SAM doszedł do wniosku, że tego chce musi się oddalić czy nawet rozwieść ?
Pytanie ? Niby skąd pewność , że wogóle dotrze i KIEDY dotrze , po rozwodzie , za 5 lat ?
Czy w oddalenie pokusy nie będą większe , a połączenie mniej prawdopodobne ???


Cytat:
sakrament i wiara nie moze byc oredziem i wymuszaniem........

Czy przypominanie jest wymuszaniem ?
Zawierając małżeństwo zrobił to z wolnej woli , dobrowolnie związał się przysięgą , również wobec Marty . Jego złamanie przysięgi ( prawo do "nowej" wolnej woli ) wpływa zasadniczo na całe życie drugiej osoby , młodej dodatkowo .
Dlaczego księża nie mogą odchodzić od kapłaństwa ?
Nie mogą powołać się na wolną wolę , na potrzebny im czas życia z dala od Kościoła , w spokoju , może nawet z kobietą . Jak zrozumieje - powróci do kapłaństwa .
Jakie jest w tej sprawie stanowisko Kościoła ?
Czy nie ma tu analogii do kryzysu w małżeństwie i odejścia jednego z małżonków ?

Czy wolna wola to przywilej czy raczej zadanie ?
Czy wolna wola jest DANA czy raczej ZADANA ?
Czy wolną wolą można usprawiedliwić wszystko ?

Satine - 2011-08-22, 21:36

Mare, chcesz teoretyzować?

Tu nie chodzi o teorie, co powinno być czym i dlaczego.

mare1966 napisał/a:
Dlaczego księża nie mogą odchodzić od kapłaństwa ?
Nie mogą powołać się na wolną wolę , na potrzebny im czas życia z dala od Kościoła , w spokoju , może nawet z kobietą . Jak zrozumieje - powróci do kapłaństwa .
Jakie jest w tej sprawie stanowisko Kościoła ?
Czy nie ma tu analogii do kryzysu w małżeństwie i odejścia jednego z małżonków ?


Jak można tu widzieć analogię, skoro porównujesz osoby świeckie, najczęściej mające nikłą wiedzę o religii, Bogu, sakramentach, po szkolnych religiach, często po ślubie w kościele, w którym są pierwszy raz po roku czy dwóch - do ludzi, którzy jednak trochę lepiej znają Boga, są bardziej świadomi swojej wiary, powinności, której ślubowali itd.

Myślisz, że gdyby ślub kościelny poprzedzało pięć lat studiów teologicznych, pobyt w klasztorze, seminarium duchownym, święcenia i lata codziennej modlitwy w skupieniu, ludzie tak samo pochopnie szafowaliby słowem rozwód itd.? A i tak to nie pomaga, księża też czasem odchodzą z kapłaństwa.

Lubisz teoretyzować, dyskutować - tak dla samej dyskusji - ale jaki to ma cel?

Jeśli mężowi Marty trzeba teraz cały czas przypominać, czym jest sakrament, bo on tego nie wie - to chyba należałoby rozważyć możliwość przebadania ich sakramentu w Sądzie Biskupim. ;)

Skoro nie wiedział, co robi... Nie wie, czym jest Sakrament, przysięga...

mare1966 napisał/a:
Czyli trochę tak - nie mów mu teraz PRAWDY ( wszak przysięgał w wolnej woli ) ,
może kiedyś sam do niej dotrze . Teraz ta PRAWDA godzi w jego wolną wolę i burzy jego spokój wewnętrzny .


Widziałabym w tym sens, gdyby miał zdiagnozowane schorzenie stwierdzające upośledzoną pamięć długotrwałą. ;) Raczej zakładam, że to inteligentny, zdrowy psychicznie mężczyzna.

Norbert1 - 2011-08-22, 22:08

mare1966 napisał/a:
Takie moje luźne zapytania ( luźne

Cytat:
sakrament i wiara nie moze byc oredziem i wymuszaniem........

Czy przypominanie jest wymuszaniem ?


No to na luzie także odpowiem :mrgreen: :mrgreen:
czemu oredzie i wymuszanie???

To proste mare i czym szybciej sie pojmie tym lepiej i wówczas może i człek zrozumie co to wolna wola.....
i co to takiego wolnośc drugiego człowieka.....

stając piknie ubranym przed kapłanem w obecności Boga i mówiąc uroczyste TAK....

slubujemy MIŁOŚĆ....WIERNOŚĆ ...oraz ŻE NIE OPUSZCZE AZ DO SMIERCI....

i zaczynamy idylle...leca latka...coraz dalej..coraz bardziej w głab....

i co???

ano 1: MIŁOŚC...za przeproszeniem najczęściej mamy gdzies (cztery litery)...e co tam że żona/mąz...ja wiem swoje..niech nie marudzi..czego znowu chce.....po co słuchac -rozmawiać.......moje sprawy są istotne


2:WIERNOŚC-i z tym nieraz na bakier bo jeżeli nawet juz nie będe wkładka w jakims łozu..to co tam inne/inni lepsi ,fajniejsi,lepiej sie gada,ale rozumieja,ale wyglądaja

a to co w domu?? no przecież jest zatem nie ucieknie...siedzi gdzie siedzi....

i tak se działamy ,działamy az wkońcu KRYZYS mamy..........

oj dopiero łapie nerw..jak to??? jakim prawem???kto zezwolił???

jest Bóg..Ja jestem...jest przysięga.....jest małżeństwo......

no to dopiero mamy oredzie...wiara i sakrament...
i wywijamy tym orędziem przed innymi oczami

a nasze słowa lub mysli(poparte czynami)

i zostaje ostatni składnik jakiemu nawet my jesteśmy wierni

NIE OPUSZCZE AŻ DO ŚMIERCI............

i co??? no przeciez ty musisz tak samo żono/męzu
nie masz prawa rezygnować...........była mowa az do śmierci

zatem wymuszamy??? czy nie???

i koncząc to

odpowiem krótko forma jaka proponuje satine (jak dobzre to czytam)
to
odpuśc ..zaryzykuj...pozwól komus zadecydowac...dokonac wyboru..

bez przymusu..wypominek...bez stawiania pod ścianę.....
niech sam odnajdzie prawde sakramentu



a w tym czasie ucz sie ..wzmacniaj....pracuj nad emocjami...wykluczaj własne wady ....zrzum drugiego

a może??


Ktos od nowa cie zobaczy..ktos znów zechce byc razem....
masz szansę -i wówczas wygrałes ze złem............

a jak nie wyjdzie los postawi cie samemu sobie....tez masz szanse wygrać nowego...wspanialszego człowieka

echhh tak łatwo sie mówi mężu..żono chce twego dobra...chcę twego spokoju...chcę szczęścia dla ciebie............

dam ci ale zostań niewolnikiem wbrew własnej woli.........

heeeeeeeeee

pozdrawiam

agawa75 - 2011-08-22, 23:08

Martaj w bardzo podobny sposób przechodziłam to co teraz Ty jakiś czas temu. Człowiek już sobie poukładał w główce, że kłótnie, krzyk oddawanie gorzkiego słowa nie pomaga w takich sytuacjach, że dużo lepsze efekty przynosi cisza, zastanowienie sie, nie naleganie, nie przypominanie i nie wypominanie pewnych sytuacji, ale to jak przy zdawaniu prawo jazdy. Masz regułki wykute, testy przerobione, nic nie jest w stanie Cię zagiąć a wyjeżdżasz na drogę i popełniasz jeden z najprostszych błędów. Zagadzam się z Satine, daj sobie , daj Wam i Waszej miłości troche czasu, to chyba też z nałogiem się zgadzam, nie zastanawiaj się co będzie gdy wyjedzie, nikt nie wie co przyniesie czas, przecież sam mąż zapytał czy przeprowadziłabyś się. Wiem, że na tym spacerze musisz się pilnować, ale nie tylko na spacerze, taki spokój, takie reagowaniem spokojem na zaczepki, na złe słowa muszą już zaistnieć w codziennym życiu. Kiedy ja zaczęłam dialog z mężem , zapytałam co złego robiłam, w jakich sytuacjach byłam dla niego nie fair, konkretnie, nie doczytywanie się między wierszami, to można przerabiać przy omawianiu wiersza w szkole , ale nie w małżeństwie, kiedy zaczął przytaczać mi sytuacje z życia to w pierwszym momencie chciałam zaprzeczyć, powiedzieć to nieprawda, żle to odebrałeś, a ty w tym momencie zrobiłeś to i to, ale ugryzłam się w język, potem na spokojnie zaczęłam analizować fakt po fakcie i o dziwo , doszło do mnie, że w pewnych sytuacjach faktycznie mógł poczuć się źle, stłamszony, niepotrzebny, nie kochany. Mężczyźni myślą inaczej, odbierają inaczej i to jest niestety udowodnione, mam parę przykładów, ale są tak samo chłonni na komplementy, na docenienie , na pochwały. Za czasów randek chwaliłyśmy naszych mężów przyszłych w najdrobniejszych sprawach, byłyśmy zawsze po ich stronie, czuli się dobrze obok nas a potem życie zweryfikowało pewne zachowania i miłe słówka, drobne gesty poszły na bok, poczuli się odrzuceni a to już pierwszy krok nad przepaścią. Na szczęście można jeszcze zawrócić. U nas też zaczęło się od spokojnych rozmów. o jasnym powiedzeniu sobie , co bolało, czego pragniemy , dziś kiedy pada słowo, które boli nie odbijam go jak dawniej, mówię, przykro że tak uważasz, smutno mi z tego powodu, ale tak jak wcześniej zostało już napisane, krzyk pobudza krzyk, kłótnia kłótnię. Nie rozmawiajcie jutro o tym co będzie, nie mów, że On przysięgał, że On miał Cię kochać, powiedz oczywiście nie jutro ale kiedyś, ze Ty przysięgałaś i będziesz go kochać zawsze, że Ty tęsknisz, że kochasz, mów o swoich uczuciach o sobie. Wierzę, że uda Wam się wszystko poskładać. że uda Wam się na nowo zauroczyć, a co do piosenek to polecam piosenkę CZerwonego Tulipana - Zeby się sobą zauroczyć. Fragment tej piosenki mówi " A potem sam się znajdzie powód,
By zwątpić czy to się opłaca.Znajdziemy powód by odchodzić I sto powodów żeby wracać." A na koniec jeszcze odniosę się do dość często podejmowanego tutaj aspektu walki, to chyba też zależy jak pojmujemy tą walkę?? Walczyć o, czy walczyć z???Bo jeżeli walczyć i wykorzystywać w niej drugą osobę to nie bardzo, ale jeśli walczyć ze swoimi słabościami, walczyć ze swoimi złymi nawykami?? Czy w takim znaczeniu walka też jest czymś złym??Pozdrawiam i mocno trzymam kciuki za spacer, ten i następne.

mare1966 - 2011-08-22, 23:29

Satine , czy stawianie pytań jest złe ?
Czy grzechem jest szukać odpowiedzi , prawdy ?
Praktyka jest pochodną teorii .
Marta , ja i wiele innych osób - jeden problem : jedno chce , drugie nie .
Jedynie z odpowiedzialności napisałem "teoretycznie" ( nie łącząc z konkretną Martą ) .

Kapłaństwo - Małżeństwo .
Ja analogie widzę . To i to sakrament , nieodwołalny .
Czy Bóg nie zdawał sobie sprawy , że 98% par nie ma właściwej świadomości tego sakramentu ?
( i żenadają się do Sadu Biskupiego ? )
Czy te 3 słowa tak trudno pojąć : miłość ( tu najwięcej kłopotów ) , ale wierność i " aż do śmierci " ? Tak , trudniej wytrwać , oczywiście , ale po to jest właśnie sakrament , TAJEMNICA .

Norbert , oczywiście nie o taki "luz" mi chodziło ( napisałem w nawiasie o jaki )
..... ale odpisałeś dowcipnie . Te 3 punkty dobre
tyle ,że zakładają "działanie z premedytacją" ( w pełni świadome i dobrowolne ) a takie to nigdy nie jest , a to zasadnicza różnica .
Cytat:
i koncząc to

odpowiem krótko forma jaka proponuje satine (jak dobzre to czytam)
to
odpuśc ..zaryzykuj...pozwól komus zadecydowac...dokonac wyboru..

Dla mnie i chyba dla Marty też
mąż dokonał JUŻ wyboru składając przysięgę przed ołtarzem .

Teraz to może tylko pozostać jej wierny lub ją złamać , a nie "dokonywać wyboru " .

Cytat:
echhh tak łatwo sie mówi mężu..żono chce twego dobra...chcę twego spokoju...chcę szczęścia dla ciebie............

dam ci ale zostań niewolnikiem wbrew własnej woli.........

Nie przesadzasz z tym niewolnictwem i gloryfikowaniem wolności ?
Czym dla Ciebie jest ta wolność ?
Róbta co chceta ?
Czym jest wolność bez odpowiedzialności ?

Satine - 2011-08-23, 00:11

mare1966 napisał/a:
Marta , ja i wiele innych osób - jeden problem : jedno chce , drugie nie .


No właśnie.

Co z Twojej teorii może się przydać, by ten problem rozwiązać?

Dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że NAWET BÓG nie łamie niczyjej wolnej woli.

"Pozwala" ludziom zabijać, kraść, ranić się.
"Pozwala" ludziom brać śluby bez osiągania dojrzałości emocjonalnej.
"Pozwala" zdradzać.

Daje prawa, przykazania, ale i.... wolną wolę. Robisz, człowieku to, co uważasz za stosowne. Konsekwencje znasz. Twój wolny wybór.

Ty natomiast usiłujesz zmusić kogoś, by czuł, tak jak Ty.
Nawet w stosunku do małoletnich dzieci masz ograniczone pole do popisu.
A na postępki dorosłych dzieci czasem możesz patrzeć już tylko z bólem serca i wstydem.

Każdy ma swoją wolę, swoje wybory i swoje sumienie - a także swoją karę, jaka ich będzie czekała.

Ty odpowiadasz za swoje wybory. I tylko za swoje.

I powtarzam - sugerujesz, że mąż Marty, Twoja żona są jest jakimiś ćwierćmózgami, którzy nie odróżniają dobra od zła, nie znają przykazań, w dniu ślubu byli naćpani, nie wiedzieli, co przysięgają, a definicji "przysięga" szukają w książce kucharskiej?

Nie. I żona Twoja i mąż Marty doskonale to wiedzą - przynajmniej w teorii. Tak jak Ty wiesz, jak należy żyć dobrze, a popełniasz błędy (no chyba, że nie popełniasz :-P ).

Wiedzą.

Ale na ten moment, na tę chwilę - nie chcą być z takim mężem i z taką żoną.
Nawet za cenę potępienia, grzechu, krzywdy.
Z tego, co wiem, oboje nie mają "nowych partnerów", zatem nie chcą tylko życia z Wami.

Na ten moment, co nie znaczy, że to nie może się zmienić.

Ale na pewno nie przez gderanie, przypominanie, święte oburzenie, powoływanie się na Sakrament, w którego ważność samemu się powątpiewało (Mare, to do Ciebie), na zapomnienie o 20 latach małżenstwa bez słów: "kocham cię żono" (Mare, to do Ciebie) itd itd.

Mare, a jak Ty ratujesz swoje małżeństwo?

Milczysz, czy przekonujesz?

I jakie masz efekty? Może tym się podziel.

Teoria teorią, lepiej na praktycznych przykładach poznawać doświadczenia innych.

Pozdrawiam.

[ Dodano: 2011-08-23, 01:23 ]
mare1966 napisał/a:
Teraz to może tylko pozostać jej wierny lub ją złamać , a nie "dokonywać wyboru " .


Właśnie podałeś definicję dokonania wyboru.

Pozostać wiernym, czy złamać.

Gdyby wybory wszystkich były zawsze te dobre, słuszne i szlachetne, nie byłoby zła.

Nie byłoby potrzeby tworzenia tego forum.

Takich ułomnych - bo popełniających błędy - ludzi stworzył Bóg.

Chcesz naprawiać jego dzieło? To naprawiaj siebie. A za żonę się módl. Innej możliwości nie ma.

No możesz jeszcze przypominać, pouczać, podstawiać przed oczy nagrania ze ślubu, zaświadczenie o przysiędze.

Żona i tak zawsze będzie miała wybór.

I Ty masz wybór - zaakceptować to - lub nie i się buntować - co czynisz. Też masz wolną wolę. :)

Pozdrawiam.

róża - 2011-08-23, 07:34

Satine napisała:
Cytat:
Gestem miłości będzie właśnie tutaj.... milczenie.

Milczenie między dwojgiem jest dobre, kiedy wszystko wyjaśnione, wypowiedziane... Milczenie ma być dla drugiej strony czytelne, ma oznaczać to, co oznacza, czyli zwykle ... cierpienie. Inaczej odbiór może być mylny. Łatwo odczytać je jako obojętność.
Milczenie bierze się z wewnętrznej potrzeby... Nie sposób nakazać go komuś...

nałóg - 2011-08-23, 07:43

Mare??? a czym wg Ciebie jest małżeństwo? czym jest miłość? czym jest przysięga małżeńska?
Czy w imie miłości,w imię sakramentu małżenstwa,w imię przysięgi małżeńskiej masz prawo do zniewalania drugiej osoby?
Czy miłość to nie jest wolność??? a może miłość i małżeństwo to realizacja własnych potrzeb,pragnień,oczekiwań???
Czy miłość to nie pragnienie czyjegoś szczęścia?A czy w imię miłości można kogoś ubezwłasnowalniać?? osaczać? zniewalać?
mare1966 napisał/a:
Czym jest wolność bez odpowiedzialności ?

Czyjej wolności??? Twojej?czy Twojej żony?dzieci??


Niestety................. bardzo często miłość,sakrament małżeństwa jest utożsamiany z zaspokajaniem własnych potrzeb i pragnień,wyobrażeń i ma niewiele z miłości.
Miłość jest wynaturzana żądzami,huciami,wyobrażeniami,pragnieniami.........a miłość to wolność.
Wolność wyboru postawy.

Pogody Ducha

Norbert1 - 2011-08-23, 07:59

Mare naprawde niewiele zostaje do dodania do tego co napisała satine

ale w drobnym detalu postaram sie na pare spraw -dorzucic i swoje ja
mare1966 napisał/a:
Marta , ja i wiele innych osób - jeden problem : jedno chce , drugie nie .


jasne że jedno tak ..a drugie nie -ale pozostaje jeszcze zrozumienie tego co mówi drugie i dlaczego NIE...oraz po ludzku uszanowanie tego...

co do ewentualanego moje chce to się zwie chyba CHCIEJSTWO..zatem jedno co moge trzymac je na wodzy(czyli moje chcę)
mare1966 napisał/a:
Te 3 punkty dobre
tyle ,że zakładają "działanie z premedytacją" ( w pełni świadome i dobrowolne ) a takie to nigdy nie jest , a to zasadnicza różnica .

teraz to mare przywaliłes heeee :mrgreen: :mrgreen:

jaka premedytacja???
szukasz w tym socjopatycznego lub psychopatycznego podejścia do zycia???
znęcania sie i suma- sumaru czegoś co po ludzku zwie sie PRZEMOC(w pełnej świadomości)???

badz od strony wiary cos co zwiemy ZNIEWOLENIE???

Nie mare to w punktach błedy jakie popełniamy najczęściej nieświadomie,pewnie mozna powiedziec nie z włąsnej winy....(oki)
heee ale czy można???

a ile razy byc moze słyszało sie z ust innych :jak jest żle...
co z tym zostało zrobione???

wiesz mare sami potrafimy sie goscic wolną wolą...a nia mogło byc "a niech ktoś gada -ja wiem swoje"
a teraz trudno nam przejąć konsenkwencje i odpowiedzialnosć za swoja częśc...

a co prostrze??? przeżucic na innych (swój ciężar)
i postawic do raportu bo SAKRAMENT

mare1966 napisał/a:
Teraz to może tylko pozostać jej wierny lub ją złamać , a nie "dokonywać wyboru " .


nie zrozumiałes mare złamanie przysięgi lyb nie nie jest w gestji oceny przez ciebie,mnie ,martę

za to rozlicza Bóg(a ty włazisz w jego miejsce)

dokonac wyboru??? to decyzja o miłosci czy ktos jest zdolny pokochać..czy nie

a na to składają sie WARUNKI-wiele ich
analogicznie zmusisz kogoś do miłości???

mare1966 napisał/a:
Nie przesadzasz z tym niewolnictwem i gloryfikowaniem wolności ?
Czym dla Ciebie jest ta wolność ?
Róbta co chceta ?
Czym jest wolność bez odpowiedzialności ?


czym jest wolnośc??
mare swój start do budowania małżeństwa i naprawy jego winienes chyba rozpocząc od odpowiedzi na to pytanie........


swoboda każdego człowieka,nieprzymuszona kwestja podejmowania decyzji,możliwością dokonywania wyborów(złych i dobrych),zrozumieniem i poszanowaniem czasu- i wiele innych


zatem kończąc mą skrobaninę

będzie tak

Cytat:
Czym jest wolność bez odpowiedzialności ?



Mój schemat związku zwie sie DOBROWOLNY WYBÓR........

a moze byc i drugi zwie się OBOWIĄZEK

(dokonuje wyboru)


Ja skupiam sie na nadzieji że ktoś dostrzeże znaczenie sakramentu,odpowiedzialności i sławetnego TAK...........

ale i moge rozliczasz za brak wenetrznej zgody i odpowiedzialności do tego sławetnego TAK jakie się kiedys powiedziało..........

(dokonuje wyboru)

Ja staram się pomóc komuś w ciezkich chwilach być moze zwanych zagubieniem

ale i moge przybić kolejny gwóżdż do krzyża na jaki kogoś miałem szansę wpakować....

(dokonuje wyboru)


to chyba tyle

pozdrawiam

[ Dodano: 2011-08-23, 09:19 ]
mare1966 napisał/a:
Róbta co chceta ?

heeee to oczywiście będzie żarcik (abys sie nie uraził)

zawsze można jak mawiają młodzi-"nastukać"
Owsiaka za wprowadzenie tego pojęcia.... :mrgreen: :mrgreen:
moze da ulgę???

mare1966 - 2011-08-23, 09:36

Wiele tego , więc na początek odniosę się tylko do kilku spraw .

Moim zdaniem , to nie Bóg "pozwala"
tylko tzw. świat a tak naprawdę to INNI ludzie .

Cytat:
Ty odpowiadasz za swoje wybory. I tylko za swoje.

I tu chyba przyczyna naszych "sporów" .
Bo moim zdaniem , po to właśnie jest małżeństwo , żeby się wzajemnie wspierać ,
napominać , a w razie potrzeby czynnie podnosić małżonka , nie pozwolić mu zbłądzić
i szukać jak odejdzie ,
a nie zasłaniać się jego wolną wolą .
Uważam , że OSOBIŚCIE odpowiadam za losy małżeństwa , za żonę i jej wybory ,
za warunki w których dorastają "Boże" dzieci , za ich rozwój wszelaki .
Rodzina to pięcio osobowa wycieczka , ze mną jako przewodnikiem .
Naszym celem jest dotarcie do Domu Ojca , zbawienie .
I to głównie ja odpowiadam za całość , w szczególności zaś za żonę .
Dzieci bowiem , w pewnym momencie spotykają swoje "połówki"
i idą już z nimi , ale za początkowy etap drogi odpowiadam ja i żona .
Jezus posłał apostołów po dwóch , podobnie w małżeństwie , po dwoje .

Satine . Ja sugeruję , że moja żona jest zagubiona i nie wie co robi , nie ma świadomości
tego jak to wpłynie na dzieci , brak jej obecnie zdolności rozróżniania dobra i zła ,
jest w stanie emocjonalnego zaślepienia aktywnym poszukiwaniem "prawdziwej miłości" ,
oddaliła się od Boga ( dobrze chyba nigdy nie było , ale teraz jest gorzej - wnioskuję po jej słowach ) . Być może , że podobnie jast z mężem Marty .
Sugeruję , że w tym akurat momencie to ja i Marta STOIMY ( pomimo wszystko )
a moja żona i jej mąż LEŻĄ
i to my mamy AKTYWNIE im pomóc
a nie czekać aż się sami podniosą .
Oczywiście - otwarte pozostaje pytanie JAK TO ZROBIĆ ?
Nie znam odpowiedzi .
Było napominanie , była cisza .
( w moim przypadku bardzo trudne , bo przecież normalnie mieszkamy razem )
Teraz jest głównie już modlitwa , trochę napominania i trochę ciszy .
Na razie - efektu brak , u żony constans .

Satine , być może żona dopnie swego .
Ja nigdy tego jej wyboru nie zaakceptuję .
Pewnie będę musiał pogodzić się z konsekwencjami jakie wynikną z tego jej wyboru .
Pogodzić to nieodpowiednie słowo - PRZYJĄĆ .
Czy wytrwam w WIERNOŚCI ?
Byłbym człowiekiem wielkiej pychy gdybym odpowiedział , że tak .
Piotr zdradził Jezusa 3 razy w ciągu jednej nocy .

Wydaje mi się , że również Marta strasznie boi się konsekwencji rozwodu .
Jeszcze dobrze nie zaczęła a już koniec TEJ małżeńskiej DROGI?
( na razie pewnie wręcz niemożliwe jest odszukanie innej )
Samotność przez 50 lat ???
Jest w najlepszym wieku do zostania mątką i pewnie ma ogromną tego potrzebę .
Wcześniej pisała , że to dla niej KONIEC ŚWIATA .
Doskonale to rozumiem , bo dla mnie w pewnym sensie też , kompletna klęska .
Na szczęście pozostaje jeszcze BÓG .
Jestem pewien , że przetrwać można tylko przy jego pomocy ,
i to nawet będąc jeszcze tu na Ziemi szczęśliwym , tak po ludzku .

Bez Boga co pozostaje ? Samotność ( niewykonalne ) , drugi związek ,
wyrzuty sumienia , wątpliwości , wina , strach , NIEPEWNOŚĆ i tak przez 50 lat ?
Nieuleczalna choroba - 2 lata powiedzmy , może ciernienie fizyczne , ale co możemy zrobić ?
Oczywiście , że jedno i drugie to ogromna tragedia ,
ale ja nie dziwię się Marcie , że tak to widzi .

Marto . Pamiętaj . Cokolwiek się będzie działo .
Tylko z Bogiem .

Myślę , że jednak Wam się ułoży .
( wtedy pilnuj już tych relacji - z Bogiem i mężem )





Nałóg i Norbert1 - odpowiem trochę później .

Danka 9 - 2011-08-23, 10:08

Marta kibicuję Wam.

Widac postępy!

U mnie tez maz nie chciał czytać i nie chciał terapii, zaczełam od siebie.
Polecam jakas forme pomocy na zywo dla Ciebie, wartszaty, rekolekcje, spotkania ogniska sychar, terapia, 12 krokow jak masz mozliwosc
oczywiscie nie na raz ;-)

Adoracja i Różaniec, regularna Spowiedz.

niebawem w pazdzierniku będą sycharowskie rekolekcje.

.

róża - 2011-08-23, 11:18

Norbert napisał:
Cytat:
złamanie przysięgi lyb nie nie jest w gestji oceny przez ciebie,mnie ,martę

za to rozlicza Bóg(a ty włazisz w jego miejsce)


Wolność, owszem jest nam zadana, czasem - już dana...
Jednak trudno nazwać wolnym wyborem - wybór grzechu ciężkiego [któż chciałby sam siebie skazać (potencjalnie) na piekło?] , zbyt pięknie, medialnie to brzmi... Tam gdzie wybór wielkiego zła, tam wolności nie ma, tam zniewolenie, często skrzętnie skrywane przed oczami innych; tam z pewnością nie Boga na pierwszym miejscu w życiu.
Wolny wybór, tam gdzie człowiek wyzwolony.
Trzeba nam nauczyć się poprawnej oceny czynów (to nie jest wchodzenie w kompetencje Boga), nie po to, aby oceniać człowieka, ale po to, aby naprowadzać go stopniowo, umiejętnie - na właściwe tory, a także samemu nauczyć się szybkiego rozpoznawania zagrożeń, pokus i odpędzania zła (od siebie) w porę.
Pomoc drugiemu, zwłaszcza małżonkowi, to nasza powinność, to jeden z elementów miłości...
Złamanie przysięgi mażeńskiej , czyli zdrada - jest zdradą i nie należy ubierać jej w kolorowe papierki, zakrywając tym samym ogrom zła, jaki ze sobą niesie. Zdrada jest podłym, okrutnym czynem wymierzonym we w spółmałżonka, w dzieci. Ten czyn należy ocenić, potępić - najpierw zdradzonemu, potem (czasem nigdy) zdradzającemu.
Gdzie jest granica "wolności" drugiego człowieka? Gdzie jest granica poza którą drugi człowiek może, a nawet ma obowiązek wtargnąć ( w tę pseudowolność), aby ktoś nie poczynił sobie nieodwracalnych szkód na duszy, ciele?
Czy stojący na moście, gotowy do skoku, to ciągle człowiek wolny, który może wybierać? Kto uszanowałby jego wolność w tym momencie? Tak bywa z każdym grzechem - niepoczytalność duchowa... Nieumiejętnych należy mądrze, z sercem pouczać.
Wolność w małżeństwie jest czym innym niż wolność osoby samotnej. To inna wolność - to wolność we dwoje.
Zgadzam się z Mare, nigdy bierne przyzwolenie dla czynionego sobie i innym zła - w małżeństwie i w życiu w ogóle... Jak to robić? To dopiero sztuka... ... ...

Czy częste używanie słowa "wolność" w kontekście trudnego małżeństwa, nie oznacza tak naprawdę: bezradność, bezsilność?
Do wolności, takiej prawdziwej dochodzimy bardzo długo i zawsze z Chrystusem. To On nas do niej wyswobodził/może wyswobodzić. O takiej wolności mówmy...
Wolność w pojęciu współczesnego świata to ...pycha.

Norbert1 - 2011-08-23, 11:19

mare1966 napisał/a:
I tu chyba przyczyna naszych "sporów" .
Bo moim zdaniem , po to właśnie jest małżeństwo , żeby się wzajemnie wspierać ,
napominać , a w razie potrzeby czynnie podnosić małżonka , nie pozwolić mu zbłądzić
i szukać jak odejdzie ,
a nie zasłaniać się jego wolną wolą .


mare w zasadzie nie da się napisac zbyt wiele ...jeno moze taki kawał....

wychodzi Maliniak z kościoła i podchodzi do niego sasiad,zaczynaja rozmowe i nagle sasiad mówi Panie Maliniak Pan to kochasz to swoją zonę pewnie???

o tak bardzo jak Bóg pzrykazał-ostatnio kupiłem jej nawet obrożę wykładna diamentami i smycz z 24 k złota....

Panie Maliniak smycz?? obrożę???

przeciez żona to człowiek....

Panie człowiek człowiekiem ale niech zna rękę przewodnika na zycie........


i tyle w temacie

[ Dodano: 2011-08-23, 12:26 ]
róża napisał/a:
Zgadzam się z Mare, nigdy bierne przyzwolenie dla czynionego sobie i innym zła - w małżeństwie i w życiu w ogóle... Jak to robić? To dopiero sztuka... ... ...

Różo nie chce polemizowac jak w temacie zdrowy egoizm...to o czym piszesz niech głównie zada sobie jako pytanie........ten kto do tego dostępuje.....

na ile w tym dobro..a na ile zabezpieczenia włąsnego zadka i chciejstw pod szyldami
MANIPULACJA

sorry ja widze to tak ...pomagam..wskazuje...stoje z boku

Ale nie wymuszam ...bo szanuję decyzje innego .....
zreszta co tu gadać o wyższych sparwach ...za mali jestesmy na to

ja stoje tu na ziemi i wiem jedno

miłośc wyżebrana..nakzana...wymuszona...wczesniej czy pózniej znów odejdzie

i w kawale napisanym powyżej tez jest pojeta wolność...inna..wypaczona..chora

i tyle na dziś

martaj - 2011-08-23, 11:28

Na razie odniosę się jedynie do części wypowiedzi reszta wieczorem:)
Co do odpowiedzilaności to Mare ma racje co do mojej sytuacji to Ja czuję sie odpowiedzilana za to co sie stało z moim małżeństwem. Coraz bardziej to do mnie dociera i moja ogromna ogromna wina. Wychowałam się w rodzinie gdzie kobieta rządziła, krytykowała... Chyba mnie dopadło to samo. Tylko że ja starałam się to przezwyciężać, z różnym skutkiem. Nie chcę już tu wyciągać co zrobił a czego nie mój mąż. Obwiniam sie, że być może to ja go zniszczyłam jako człowieka.
Boję się dzisiejszego spotkania strasznie, ale wiążę też z nim wielkie nadzieje...
Nie twierdzę, że jest ułomny i nie wiedział co robi 2 lata temu przysięgając przed Bogiem. Nie wywieram presji też, nie mówię przysięgałeś więc teraz dochowaj przysięgi. Delikatnie powiedziałam, że przysięgaliśmy przed Bogiem na dobre i złe i jeżeli nadszedł zły czas może warto go przetrzymać. Uważam, że uzmysłowienie czasami drugiej osobie i delikatne przypomnienie tych słów nie jest złem. Nie grożę mu piekłem itd. Ale powiedziałam, że mam mężą jeednego na całe życie, a przed Bogiem nie liczy się głupi paier z urzędu.
Co do tego że boję się samotności. To tak boję się strasznie. Nie wiem ile będę żyć, ale spędzić resztę życia samotnie? Niewyobrażalne. I bardzo chcę być matką. Planowaliśmy, nasze:) zajście w ciążę w grudniu... I tym bardziej ta samotność będzie dla mnie trudna, jeżeli mój mąż ułoży sobie życie z kims innym... Odganiam te myśli od siebie, ale to nie jest proste tak w zupełności sie ich pozbyć.
On powtarza że robi to dla mojego dobra, żebym miała lepsze zycie z kims innym. Odpowiedziałam, że nie chcę innego zycia, chcę jego...
Trzymajcie kciuki za dzisiejszy dzień.

[ Dodano: 2011-08-23, 12:31 ]
Małżonek jest odpowiedzilany za drugiego małżonka, takie jest moje zdanie. Więc nie mogę go zmuszać tez do zostania ze mna, ale nie moge również nie wskazać mu że popełnia grzech biorąc rozwod, a mnie skazuje na samotne życie lub równiez życie w grzechu.

[ Dodano: 2011-08-23, 12:32 ]
Nie chcę żebrać o miłość. Chcę być z nim, ale na odległość też mu nie pokażę, że się zmieniłam itd. Więc może czasem trochę litosci też jest dobre... Nie wiem

[ Dodano: 2011-08-23, 12:35 ]
A tak w ogóle to na każdym kursie przedmałżeńskim narzeczeni powinni dostawać taką "instrukcję obsługi" mężczyzny i kobiety :-D bo bez tego ani rusz szkoda że tak rzadko trafia się na ludzi ktorzy wskażą odpowiedni kierunek działania małżeństwa...a ile problemów mniej byłoby na świecie

Norbert1 - 2011-08-23, 12:04

róża napisał/a:
Pomoc drugiemu, zwłaszcza małżonkowi, to nasza powinność, to jeden z elementów miłości...

rózo albo my sie nie rozumiemy....albo jakas nadinterpretacja...

Ja dokładnie wiem jak to winno wyglądać...a teraz zatem oceń sama........
postawa i działania

człowiek czytego serca,faktycznie pragnący podniesienia z upadku blizniego

mawia....chcę ci pomóc,jak mam ci dopomóc,wesprzyj sie na moim ramieniu,rozumiem cię że tak czujesz..........


człowiek używajacy drugiego tylko dla włąsnych potrzeb mimo przeciez tego samego celu...(odsunąć od grzechu,wskazac drogę)

mysli i mówi inaczej
musisz,to obowiązek,to powinnośc,to należy do ciebie,tak trzeba,nie da się inaczej jak


czujesz różo różnicę?????

i to różo (czyli róznicę)bardzo łątwo da sie odczuć
codziennie ,każdego dnia czują i widza to bliscy...czuja i widza to dalecy

czyli ????

..kto..co serwuje na tacy

heeee cech własnych nie da sie poskrywac ...zawsze wylizie natura człowieka

ta parwdziwa

mawiają dzika ;-) ;-)


pozdrawiam :-D :-D :-D

róża - 2011-08-23, 12:07

Norbert napisał:

Cytat:
miłośc wyżebrana..nakzana...wymuszona...wczesniej czy pózniej znów odejdzie


Miłość wyżebrana, wymuszona to nie miłość, ale (tutaj obrzydliwa) litość. Godność...

Miłość rodzi się i wzrasta w wolności serca. Miłość jest przeciwieństwem niewolnictwa.

Martaj napisała:

Cytat:
nie mogę go zmuszać tez do zostania ze mna, ale nie moge również nie wskazać mu że popełnia grzech biorąc rozwod, a mnie skazuje na samotne życie lub równiez życie w grzechu.


Dokładnie tak.
To jest dalekowzroczność - przyjaciółka mądrej miłości :-) .
Cytat:
człowiek czytego serca,faktycznie pragnący podniesienia z upadku blizniego

mawia....chcę ci pomóc,jak mam ci dopomóc,wesprzyj sie na moim ramieniu,rozumiem cię że tak czujesz..........


Bliźniego można podnieśc z upadku tylko miłością. Podnieść go przede wszystkim przez wzgląd na jego dobro, dopiero później gdzieś - także moje... Miłość to jest to mocne ramię, na którym można oprzeć się. Inaczej, jak piszesz Norbert - własne chciejstwa z JA w centrum..

zamkniety086 - 2011-08-23, 12:38

Jak wiele jest tu osób z podobnymi problemami..

martaj napisał/a:
A tak w ogóle to na każdym kursie przedmałżeńskim narzeczeni powinni dostawać taką "instrukcję obsługi" mężczyzny i kobiety bo bez tego ani rusz szkoda że tak rzadko trafia się na ludzi ktorzy wskażą odpowiedni kierunek działania małżeństwa...a ile problemów mniej byłoby na świecie


pewnie wtedy nie mielibysmy problemow, ale tez czy znowu kazdy by tak sluchal i sie do tego stosował.. każdy ma swój rozum.. straszne jest to, że wielu ludzi z bardzo krotkim stażem małżeńskim przeżywa takie załamania...chyba wszystko idzie z czasem.. ktos sie powiedzmy męczy w związku (tutaj w małżeństwie) zamiast postawic na ta miłość która jednak kiedys te osoby połąćzyła, powalczyc.. zatrzymac sie popatrzyc z boku co jest nie tak.. to łatwiej jest powiedzieć : już nie kocham.. odchodze, chce rozwodu...

martaj napisał/a:
On powtarza że robi to dla mojego dobra, żebym miała lepsze zycie z kims innym.


Jakie to dobro.. czy ja bede sie dobrze czuł jak bede wiedział, że żona układa sobie życie z kim innym?!

Ciężko jest myśleć racjonalnie w takich momentach..

martaj - 2011-08-23, 13:08

Wiesz może i niektórzy by się nie chcieli stosowac do tych rad, ale może jednak niektórym by to dało do zrozumienia duzo.
Masz rację jakie to szczęście rozwód? Też powiedziałam mężwoi, że on jest moim szczęściem i że ja nie zamierzam szukać kogoś innego. Bo to jemu przysięgałam i on w oczach Boga będzie zawsze moim mężem a ja jego zoną..
I nie wyobrażam sobie zycia przy boku innego mężczyzny.

Satine - 2011-08-23, 13:21

mare1966 napisał/a:

Było napominanie , była cisza .
( w moim przypadku bardzo trudne , bo przecież normalnie mieszkamy razem )
Teraz jest głównie już modlitwa , trochę napominania i trochę ciszy .
Na razie - efektu brak , u żony constans .



U żony constans, bo i u Ciebie constans.

Jakkolwiek będziesz sobie to tłumaczył. A jeszcze ciekawe, w jakiej formie te napominania...

mare1966 napisał/a:

Uważam , że OSOBIŚCIE odpowiadam za losy małżeństwa , za żonę i jej wybory ,
za warunki w których dorastają "Boże" dzieci , za ich rozwój wszelaki .
Rodzina to pięcio osobowa wycieczka , ze mną jako przewodnikiem .
Naszym celem jest dotarcie do Domu Ojca , zbawienie .
I to głównie ja odpowiadam za całość , w szczególności zaś za żonę .
Dzieci bowiem , w pewnym momencie spotykają swoje "połówki"
i idą już z nimi , ale za początkowy etap drogi odpowiadam ja i żona .
Jezus posłał apostołów po dwóch , podobnie w małżeństwie , po dwoje .



Wszystko to pięknie brzmi, wspaniale, że doszedłeś do takiego sposobu myślenia TERAZ.

A co z tymi dwudziestoma latami małżeństwa, które jest za Wami?
Łatwo Ci odkreślić to, co było - grubą kreską i teraz z poziomu neofity grozić żonie palcem.
Bo TERAZ to Ty już wiesz, czym jest małżeństwo, odpowiedzialność i miłość małżeńska.

A potem piszesz...

mare1966 napisał/a:

Satine , być może żona dopnie swego .
Ja nigdy tego jej wyboru nie zaakceptuję .
Pewnie będę musiał pogodzić się z konsekwencjami jakie wynikną z tego jej wyboru .
Pogodzić to nieodpowiednie słowo - PRZYJĄĆ .
Czy wytrwam w WIERNOŚCI ?
Byłbym człowiekiem wielkiej pychy gdybym odpowiedział , że tak .
Piotr zdradził Jezusa 3 razy w ciągu jednej nocy .

Wydaje mi się , że również Marta strasznie boi się konsekwencji rozwodu .
Jeszcze dobrze nie zaczęła a już koniec TEJ małżeńskiej DROGI?
( na razie pewnie wręcz niemożliwe jest odszukanie innej )
Samotność przez 50 lat ???
Jest w najlepszym wieku do zostania mątką i pewnie ma ogromną tego potrzebę .
Wcześniej pisała , że to dla niej KONIEC ŚWIATA .
Doskonale to rozumiem , bo dla mnie w pewnym sensie też , kompletna klęska .


I widać pięknie, jak na tacy sedno sprawy.

Twoja obawa o TWOJE życie, TWOJĄ samotność, nawet już rozważasz, że nie wiadomo, czy dochowasz wierności, wszak jesteś tylko Mare, a nawet Piotr się zaparł Jezusa.


Oj, Mare, Mare...


Piszesz:

mare1966 napisał/a:
Na szczęście pozostaje jeszcze BÓG.


Jakoś słabo wierzysz w to, co może Bóg, skoro wchodzisz w Jego rolę.
Bóg jako rezerwa.


A co do wolnej woli... Piszesz, że ludziom na czynienie zła pozwala świat.
Ale jaki świat, co mają inni ludzie do tego, co się odbywa w sumieniu, w myślach, w ciszy zabójcy, zdradzacza, złodzieja?

Właśnie usiłuję Ci wytłumaczyć, że NAWET BÓG nie stawia sie w roli napominacza, przed każdorazowym złym uczynkiem w myślach człowieka - A MA TAKĄ MOŻLIWOŚĆ, bo jest wszechmocny.
Może ukazać się czlowiekowi, może wysłać Anioła, Marię, wizję - tak?
Czemu zatem tego nie robi?

Myślę, że błędnie widzisz swoją rolę, jako właśnie takie posłannictwo Boga, w odwodzeniu żony od popełnienia grzechu, a przynajmniej nie taką formę obrałeś.

Jest jeden i jedyny sposób, by prawdziwie przekonać innego człowieka do słuszności wyznawanych przez nas poglądów.

PRZYKŁAD.

Jesteś gotowy, by przykładem, swoim życiem pokazać, że potrafisz wytrwać w przysiędze małżenskiej, pomimo wszystko?

Bo oczekujesz tego od żony teraz.
Ona ma być wierna przysiędze, pomimo, że ma teraz męża takiego, jakiego ma.
Przez dwadzieścia lat nie powiedział jej, że ją kocha.
Wziął ślub z nią, uznając ją za niedoskonałą formę, która będzie naprawiał i ustawiał pod kątem swoich oczekiwań (ja tylko Cię cytuję)
Teraz osacza i napomina, nie bacząc, że w jej oczach jest po prostu NIEWIARYGODNY.
Sam wszak mówi, że nie wie, czy wytrwa w wierności.
Mimo, że nie jest zagubiony, wie doskonale, jaka jest rola męża w rodzinie.
A mimo to sam nie jest pewien, usprawiedliwiając się tym, że nawet święci zaparli się Chrystusa.


Pokaż życiem, że potrafisz postępować tak, jak oczekujesz tego od żony.
To jest jedyny sposób, jaki możesz zrobić - nie naruszając wolności żony, a jednocześnie jasno i wyraźnie pokazując, jak TY rozumiesz przysięgę małżeńską, co akceptujesz, a co nie.

[ Dodano: 2011-08-23, 14:38 ]
martaj napisał/a:
Bo to jemu przysięgałam i on w oczach Boga będzie zawsze moim mężem a ja jego zoną..



Zawsze.

Czyli nawet w przypadku, gdyby po dwóch latach mąż zechciał odejść.


Mało osób o tym myśli w dniu ślubu, wierząc, że zawsze będzie cudownie.
I szkoda - bo biorąc ślub kościelny, właśnie to się przysięga.
Może gdyby małżonkom by to jasno uświadamiano na rozmowie przedślubnej z księdzem, wiele par by się zastanowiło nad krokiem, poczekało - czy są na to gotowi.

Że będę wierny mężowi, żonie, nawet jeśli on tej wierności nie dochowa.
Będę kochać - nawet jeśli mąż, żona nie będzie chciał tej mojej miłości.

To się przysięga w kościele w dniu ślubu.

Jeśli ktoś nie był tego świadomy - no cóż. Niestety ludzie bardzo powierzchownie wszystko traktują, zwłaszcza wiarę, sakramenty - bardzo użytkowo. Aby to mnie służyły te sakramenty, a co tam (moje) konsekwencje przysięgi.

Oczywiście ja sama taka byłam, powierzchowna. Też w dniu ślubu o tym nie myślałam.
Teraz jednak wiem, że na tym to polega i to jest mój wybór, godzę się na to, co przysięgałam.

I wcale nie jestem pewna miłości męża. Wręcz przeciwnie - pobyt na tym forum, setki poznanych tu historii wielu małżeństw, nauczyły mnie, że nie ma co opierać się na innym człowieku - bo zawsze może zawieść, nawet po 20 latach małżeństwa. Ogromną siłę daje mi wiara, w to, że jeśli skrzywdzi mnie człowiek, oparcie znajdę w Bogu.

zamkniety086 - 2011-08-23, 13:47

martaj napisał/a:
Bo to jemu przysięgałam i on w oczach Boga będzie zawsze moim mężem a ja jego zoną..


Niestety ale te słowa raczej nie robią wrażenia na osobie chcącej odejść.. bo ona w tym momencie nie kieruje się słowami Boga czy nauką kościoła.. rozwód to jest pójście na łatwizne.. a łatwizna to nie sprawa Boga uwierz... niestety całe życie jest tak zbudowane, że ciężką pracą dochodzi się do wielu rzeczy, tak samo jest w szkole, w pracy i w małżeństwie.. a nawet jak sie ma to przysłowiowe 'szczęście' to i tak w pewnym momencie coś Cie może zaskoczyć..

martaj napisał/a:
I nie wyobrażam sobie zycia przy boku innego mężczyzny.


W tej sytuacji to naprawde ciezko sobie wyobrazic cokolwiek.. :(

Wytrwalości w codzienności..

martaj - 2011-08-23, 13:48

Racja Satine człowiek jest zawodny i mało kto zdaje sobie sprawę o tym w dniu przysięgi małżeńskiej. Wierzymy, że na zawsze, że nas ominie kryzys, że jakos będzie, bo taka miłośc piękna...
Ale cóż każdy popełnia błędy. Mało kto z nas jest uświadomiony co to jest miłość, jak dbać o małżeństwo. Szkoda, że dopiero musi zostać wylany kubeł zimnej wody nam na głowę tak jak mnie w postaci rozwodu (do ktorego mam nadzieję jednak nie dojdzie), żeby się ocknąć.
I ciężko tak bezgranicznie ufać i wierzyć. Zadroszczę innym takiej wiary.

Satine - 2011-08-23, 14:05

Marto, przeczytaj:

https://sites.google.com/site/sycharorg/jezutysietymzajmij


Cytat:
Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.
A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.
Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej moje potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego.
Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

Norbert1 - 2011-08-23, 14:25

Satine napisał/a:
Może gdyby małżonkom by to jasno uświadamiano na rozmowie przedślubnej z księdzem, wiele par by się zastanowiło nad krokiem, poczekało - czy są na to gotowi.

heeee satine to co napisałaś przywiało me wspomnienie....
bedąc na rozmowie przedslubnej u proboszcza w parafii przyszłej żony

....spojrzał na mnie i trzy razy spytał czy bez względu na wszystko gotów jestes synu???....

brzmiało mi to wówczas jakims dziwnym akcentem.. :shock: :shock:

..wypowiedziałem pewnie że tak....

i kto przypuszczał że powiem prawdę :-o :-o :-o

sorry martaj ..za tą wspominkę prywaty w temacie

Satine napisał/a:
Będę kochać - nawet jeśli mąż, żona nie będzie chciał tej mojej miłości.

cięzki orzech do zgryzienia szczególnie dla tych mniej cierpliwych..dla nastawionych na brać...brać........

a jak nie dają tooooooooo

dwa dni temu miałem taką rozmowe z najstarszym synem,jak nieraz cięzka jest miłość męska do kobiety,że wyznacza ja czasami cierpienie

...przysłuchiwała się temu zona i powiedziała .........
ciężka jest szczególnie gdy nie jest odwzajemniana

spytała
co można zrobić w tej sytuacji???.........ano nauczyc się z tym zyć


widzisz mare...potrafisz z czyms takim zyć ???

bo jezeli nie to prosta rada

stan chłopie w prawdzie o sobie
i moze zakończ już głoszenie tez.....

i udawadnianie że wielbłąd nie jest garbaty

tyle w temacie

mare1966 - 2011-08-23, 18:51

Wybaczcie , że nie będzie tak precyzyjnie , ale .......... SKASOWAŁEM sobie całą odpowiedź

pisać , nie pisać ?
Uważam , że warto , by czytają te nasze "osobiste historie" ludzie
tak jak My potrzebujący .
Zatem dla przestrogi , nauki , pokrzepienia .
Czasem kosztem własnym ( spieramy się ........... i czasem ranimy ) .

Satine napisała :
Cytat:
I wcale nie jestem pewna miłości męża.

Teraz rozumiem Twoje wielokrotne pretensje do mnie o "zbrodnię"
- nigdy nie mówiłem jej , że ją kocham .
Tak , przyznaję , moja wina .
Miesiąc temu dokopaliście mi dostatecznie boleśnie
( w moim odczuciu zbyt niesprawiedliwie ) .
Moja miłość , była , nie była itd.
Jestem winny ,zawaliłem ............. ciągle się obwiniałem ( bardzo mi pomagaliście w tym , niektórzy )

................. aż w końcu CAŁKOWICIE PRZYPADKOWO ( jakieś zdanie mnie naprowadziło )
coś mnie zapytało : Mare , a co z milością do ciebie ???????
Kurcze , rzeczywiście !
Nigdy o tym w zasadzie nie mówiłem , nie rozmyślałem , NIE SŁYSZAŁEM .
Tak się do tego przyzwyczaiłem , że ......... zapomniałem .
Może nie jestem godzien ?
Może nie mam prawa do miłości ?
Może .
Nie miałem też prawa do szacunku żony i wielu innych rzeczy .
"Biedna niekochana ( ? ) kobieta i ten despota Mare . "
Przez 20 lat tak cierpiała , począwszy od pierwszego dnia .
Dlaczego milczała ? A milczała . Czy coś robiła ?
Teraz chce rozwodu , ale przecież ma prawo do wolności .
Tak , do flirtów ( conajmniej ) , do "prawdziwej milości" .
Dla niej mnie już nie ma , nie istnieję .
Jestem tylko przeszkodą , którą trzeba pokonać .
Życie czeka , przygoda .


Satine .
Ja od żony oczekuję wierności i życia RAZEM w małżeństwie .
Ty ode mnie oczekujesz wierności i życia w SAMOTNOŚCI .
-------- to nie jest to samo

Cytat:
mare1966 napisał/a:

Było napominanie , była cisza .
( w moim przypadku bardzo trudne , bo przecież normalnie mieszkamy razem )
Teraz jest głównie już modlitwa , trochę napominania i trochę ciszy .
Na razie - efektu brak , u żony constans .

---------- wytłuściłaś to co Tobie pasowało , trochę chyba nie fair ?


Norbert napisał :
Cytat:
widzisz mare...potrafisz z czyms takim zyć ???

bo jezeli nie to prosta rada

stan chłopie w prawdzie o sobie
i moze zakończ już głoszenie tez.....

i udawadnianie że wielbłąd nie jest garbaty

tyle w temacie


Nie Norbert , nie potrafię tak jak Ty .
Puki co zresztą jeszcze się nie stało , więć nie muszę .
I robię co mogę abym nie musiał .

Nie potrafię stanąć w prawdzie TAK JAK TY .
Nie tak doskonale ............. ja pewnie dopiero przed Bogiem .
Ja tylko się nieudolnie staram .

Satine - 2011-08-23, 19:00

mare1966 napisał/a:
Teraz rozumiem Twoje wielokrotne pretensje do mnie o "zbrodnię"
- nigdy nie mówiłem jej , że ją kocham .


Nic nie rozumiesz.

Mąż wielokrotnie zapewniał i wciąż zapewnia mnie o miłości. Jest w tej chwili bez zarzutu, jest wspaniały i bardzo go kocham.

Nie jestem pewna - w sensie
- że nie wiem, czy będzie to trwało wiecznie
- że muszę także się starać dbać o tę moją miłość do męża
- że trzeba pielęgnować każde, nawet najdrobniejsze gesty miłości
- że nic nie jest dane nam na zawsze - zwłaszcza, jeśli to coś pochodzi od drugiego człowieka.

mare1966 napisał/a:
---------- wytłuściłaś to co Tobie pasowało , trochę chyba nie fair ?



Wytłuściłam to, co trzeba. Zacytowałam całą wypowiedź. Nie pasuje Ci, że "przyłapano" Cię na czymś i się denerwujesz. ;)

mare1966 napisał/a:
Ja od żony oczekuję wierności i życia RAZEM w małżeństwie .
Ty ode mnie oczekujesz wierności i życia w SAMOTNOŚCI .


Ja niczego od Ciebie nie oczekuję. Nie znam Cię, nie mam w stosunku do Ciebie żadnych emocji.

To Bóg oczekuje od Ciebie wierności w złożonej 20 lat temu przysiędze.
Oj wiem, że Ci się to nie podoba.
Wierność tak, pod warunkiem, że w małżeństwie.
Jak w samotności, to nie ma mowy o wierności.

Może porozmawiaj z osobą duchowną na temat Twoich rozterek, dowiedz się, co przysięgałeś i czy jesteś w stanie przysięgi dotrzymać.

Postawa żony, męża - niestety nie zwalnia NAS z przysięgi. Jeśli ktoś tego nie rozumie - to nie powinien przyjmować sakramentu, a już tym bardziej powoływać się na niego "pouczając" małżonka, jak ma żyć - no taka jest prawda.

[ Dodano: 2011-08-23, 20:09 ]
mare1966 napisał/a:
"Biedna niekochana ( ? ) kobieta i ten despota Mare . "
Przez 20 lat tak cierpiała , począwszy od pierwszego dnia .
Dlaczego milczała ? A milczała . Czy coś robiła ?



No cóż. Piękny dowód miłości. Mąż nie kochał od początku, wziął ją jako "materiał" na żonę, z zamiarem zmiany jej w swój ideał. Przez 20 lat nie zaprosił ją na kolacje przy świecach (tak mówiłeś), nie okazywał miłości, nie mówił. A może wręcz dzielił się z nią swoimi wątpliwościami - że nie kochał, że tak naprawdę mu nie pasowała (dzieliłeś się?). A jeśli już nawet zaprosił na tę kolację, kiedy powiedziała mu, że odchodzi, "wyobrażał sobie", że jest piękna, wspaniała, że jakoś "znieść" tę kolację.

Przez 20 lat siedziała cicho (no może tu popełniła błąd w komunikacji), wychowując dzieci, dochowując wierności, być może cierpiąc w milczeniu. Mąż tymczasem rozważał sens przykazania boskiego "nie pożądaj żony bliźniego swego", przyznając się niefrasobliwie, że i owszem! On pożąda i co w tym złego??

Dla mnie to jest ogromny dowód miłości Twojej żony.

A to, co się dzieje z żoną, to wynik takiego, a nie innego życia, jakie miała...
Czasami człowiek nie ma sił, by dalej żyć, jak żył...

Według mnie nie Ty jesteś ofiarą w tym kryzysie.

Oczywiście nie pochwalam chęci żony do rozwodu, żeby nie było. Po prostu samo dostrzeżenie swojego udziału w kryzysie, to mało. A nawet uderzanie się w piersi - to mało.
jeszcze trzeba zadośćuczynić i poczekać na przebaczenie. Poczekać - a nie wymuszać.

Danka 9 - 2011-08-23, 19:16

Marto, dzis mialas spotkanie na ktorym Ci zalezało...

Pamietaj ze wszystko wymaga czasu i to co teraz mowi małzonek to nie koniec swiata, sprobuj złapać do tego dystans....
Pan Bog uczy nas wiernosci i cierpliwosci

piszesz
Cytat:
Nie chcę żebrać o miłość. Chcę być z nim, ale na odległość też mu nie pokażę, że się zmieniłam itd. Więc może czasem trochę litosci też jest dobre... Nie wiem

Moze trzeba jeszcze czasu by zmany okrzeply w Tobie i czy rzeczywiscie juz jestes gotowa na powrot męża?
Daj Wam troche czasu......i umacniaj w sobie wiarę

mare 1966, moze zalozysz swoj watek? bedzie przejrzysciej...

Z Bogiem kochani.

martaj - 2011-08-23, 19:20

Jestem po spotkaniu z mężem..
Było super. Wynajęliśmy kajak i po prostu wypłynęlismy na jezioro i tak dwie godziny siedzielismy na środku jeziora:) i rozmaiwialismy o zwykłych rzeczach o pracy, o psach, kotach i innych pierdołach:) Nie odrzucał moich gestów gdy wzięłam go za reke, kiedy przytuliłam. Sam moze nie wykonywał takich gestów, ale moich nie odrzucał. To już postęp bo do tej pory mówił przestan Marta, nie dotykaj mnie.
Potem pojechaliśmy do naszego domu i zwyczajnie zjedliśmy kanapki i siedliśmy na łóżku.
Powiedziałam mu tylko tyle, że jesteś wspaniałym mężczyzna i to, że powiedziałes, że nie nadajesz się na ojca i męża to nieprawda. Uważam że jesteś wspaniałym mężem i kiedys będziesz cudownym ojcem. Kocham Ciebie i nasze życie. Żałuję, że za rzadko Ci to mówiłam. Ale zawsze byłam dumna, że jesteś moim mężem. I nie chcę abys szukał pracy gdzie indziej, bo tu jest nasz dom, a moje miejsce jest przy Tobie.
On nie mówił nic. Wreszcie nie słyszalam słowa rozwód:)
Nie jest to dużo, ale może jakaś nadzieja jest.
Będę się za to gorco modlić.
Mamy sie spotkać w czwartek.

Danka 9 - 2011-08-23, 19:24

Marta, pięknie :-) :-)
Satine - 2011-08-23, 19:36

Marta!

Chwała Panu :mrgreen:

mare1966 - 2011-08-23, 19:54

Cytat:
Powiedziałam mu tylko tyle, że jesteś wspaniałym mężczyzna i to, że powiedziałes, że nie nadajesz się na ojca i męża to nieprawda. Uważam że jesteś wspaniałym mężem i kiedys będziesz cudownym ojcem. Kocham Ciebie i nasze życie. Żałuję, że za rzadko Ci to mówiłam. Ale zawsze byłam dumna, że jesteś moim mężem. I nie chcę abys szukał pracy gdzie indziej, bo tu jest nasz dom, a moje miejsce jest przy Tobie.

Marta , mnie by uszczęśliwiło już jedno zdanie .
Nie dziwię się , że nic nie mówił .
Nie mógł ( wydobyć głosu ;-) ) .
Tak trzymaj , ale spokojnie i bez euforii .

róża - 2011-08-23, 19:58

Cytat:
Nie jest to dużo, ale może jakaś nadzieja jest.

Z pewnością JEST. Martaj, tak trzymaj :-D
Dużo spokoju Ci życzę. On porządkuje uczucia, zmienia na lepsze serce nasze i ludzi żyjących obok nas.

mare1966 - 2011-08-23, 20:12

[b]Satine .[/b]
Cytat:
Dla mnie to jest ogromny dowód miłości Twojej żony.


Szkoda , że nigdy tej miłości nie poczułem , nie dostrzegłem .
Na moje pytanie , czy kiedykolwiek mnie kochała ........ milczenie .

Czy kobiety ukrywają swoją milość , czy moja żona ją ukrywała przede mną ?
W jakim celu , zresztą to NIEMOŻLIWE !

Nie ciągnijmy już "mojego" wątku w wątku Marty .

lena - 2011-08-23, 23:58

Szkoda , że nigdy tej miłości nie poczułem , nie dostrzegłem .
Na moje pytanie , czy kiedykolwiek mnie kochała ........ milczenie .

Czy kobiety ukrywają swoją milość , czy moja żona ją ukrywała przede mną ?
W jakim celu , zresztą to NIEMOŻLIWE !


Mare.....a te dwadziescia lat razem?
Myślisz,ze była z Tobą bo?....bo co właśnie?
Dla dzieci tylko?.....
Nie przyszło Ci do głowy ,ze kochała,czekała....na gest,na słowo....
Moze podobnie jak Ty....nie poczuła,nie dostrzegła....i....................sie zamknęła,odgrodziła murem,by nie czuć więcej bólu niekochania.

W swoim mniemaniu moze i starałes sie...w jej nie.
Typowe,bo różne nasze oczekiwania.

Ty...miałeś watpliwosci co do kochania Jej,Ona....hm...moze kochała i bała się wyznania,żeby nie wymuszac na Tobie tego samego?.....Kocham Cie...ja Ciebie tez....na tej zasadzie....???

Pytasz...czy kobiety ukrywaja swoją miłość?
Analogicznie....czy mężczyźni ukrywaja swoją miłość?
Myślę,że jak wyzej....odgradzaja sie,zamykaja,żeby nie cierpieć,ale w sercu wciąż kochają.
Ranią siebie i współmałżonka,zadają cierpienie i sami cierpią.....

Ps.
Mare....ciągne w tym, wątku,bo swój już dawno opuściłeś,a Martaj.....może wybaczy i weźmie też z tego pisania coś dla siebie.

Martaj....jezioro,kajak,luźna rozmowa.....no po prostu pięknie!!!
Prawdziwa randka :-D

Nie jest to dużo, ale może jakaś nadzieja jest

Kochana......to BARDZO DUŻO :-D
Gratuluję Ci spokoju i opanowania.
Oby więcej takich pieknych chwil.
Pomalutku....do celu.

Danka 9 - 2011-08-24, 06:06

Mare jeśli nie masz nic przeciwko przerzucam dygresje dotyczące Ciebie do osobnego wątku.

Norbert, usuwam wypowiedz jako niezgodną z zasadami, to ocena
i sporo ładunku emocjonalnego do mare własnie .[quoteb..między wierszam, cytujac Twoje słowa
[/quote]
Przypominam, ze staramy się pisać," ja uważam, w mojej ocenie"...nie wyrokujemy, to nie buduje naszej wspolnoty. Pamiętajmy o tych zasadach.

Norbert1 - 2011-08-24, 08:59

Danka 9 napisał/a:
Norbert, przenoszę do technicznego Twoją wypowiedz jako niezgodną z zasadami, to ocena
i sporo ładunku emocjonalnego do mare własnie .[

No cóż kolejna niesprawiedliwa ocena :-/ :-/

ale przyjmuję do wiadomości by

WILK BYŁ SYTY I OWCA CAŁA :mrgreen: :mrgreen:

pozdrawiam

[ Dodano: 2011-08-24, 10:01 ]
lena napisał/a:
Mare.....a te dwadziescia lat razem?
Myślisz,ze była z Tobą bo?....bo co właśnie?
Dla dzieci tylko?.....
Nie przyszło Ci do głowy ,ze kochała,czekała....na gest,na słowo....
Moze podobnie jak Ty....nie poczuła,nie dostrzegła....i....................sie zamknęła,odgrodziła murem,by nie czuć więcej bólu niekochania.

W swoim mniemaniu moze i starałes sie...w jej nie.
Typowe,bo różne nasze oczekiwania.

Ty...miałeś watpliwosci co do kochania Jej,Ona....hm...moze kochała i bała się wyznania,żeby nie wymuszac na Tobie tego samego?.....Kocham Cie...ja Ciebie tez....na tej zasadzie....???

Pytasz...czy kobiety ukrywaja swoją miłość?
Analogicznie....czy mężczyźni ukrywaja swoją miłość?
Myślę,że jak wyzej....odgradzaja sie,zamykaja,żeby nie cierpieć,ale w sercu wciąż kochają.
Ranią siebie i współmałżonka,zadają cierpienie i sami cierpią.....


Leno bardzo to trafne i jakże znajome..echhh

Danka 9 - 2011-08-24, 09:19

Cytat:
Mare jeśli nie masz nic przeciwko przerzucam dygresje dotyczące Ciebie do osobnego wątku.


Stwierdzam, ze technicznie jest to nie do zrobienia gdyz wypowiedzi przeplatają się, niech tak zostanie, jak bedziesz chciał załozysz własny. :-)

Norbert słyszę, ze czujesz sie niesprawiedliwie potraktowany, cenię wiele Twoich wypowiedzi, ale wobec takiej jak ta uzanałam za konieczne zareagować.
Ciesze sie ze przyjąłeś bez urazy. Pozdrawiam.

kinga2 - 2011-08-24, 15:38

martaj super, niech Wam Bóg błogosławi samym dobrem na dalszą drogę. :mrgreen:
nałóg - 2011-08-24, 20:51

Marta.............. co siejesz........to masz szansę zebrać.
Porozumienie ,dialog to ścieżka szczerości i empati
Czujesz.....bo potrzebujsz(Ty)

Pytaj siebie co czujesz i czego potrzebujesz......bez ograniczania i narzucania innym

Czujesz ............ bo potrzebujesz?? (maż)
Pytaj mąża.......... mów mu co widzisz,jakie uczucia i czy w związku nz tymi uczuciami jakie ma potrzeby..............

To ścieżka empati............

A kolejne spotkanie niech tez będzie "randką"

Pogody Ducha

PS.Nie zapomnij na kolejne spotkanie zaprosić Ducha Św. do towarzystwa.......jako przyzwoitkę i suflera

martaj - 2011-08-26, 08:48

Wiem, zaproszę...
Ale znowu ogarnia mnie smutek. Wiem też że potrzeba na wszyst czasu i że nie mogę oczekiwać, że on zmieni zdanie po jednym spotkaniu. Ale jego słowa wtrącane między wierszam, że już NAS nie ma bolą strasznie. On stara się mnie wykończyć chyba, żebym dała spokój.
Mówiłam, że koleżanki wychodzą i mnie zaprosiły na taki wypad, a on na to idź poznasz sobie kogoś nowego... Widzicie? On chyba czeka aż ja mu dam pretekst do tego rozstania. On wychodzi sam i kto wie co tam robi. Nie rozumiem tego wszystkiego. Czy można oszukiwac kogoś przez taki czas, że się kocha? Jak można postawic całe swoje życie na jednej szali i tak po prostu odejść, zdjąć obrączkę i zero zasad? Nie rozumiem tego. Cierpliwie czekam i nie reaguję na zaczepki. Ale ten smutek, ta niepewność i ten żal jest straszny. Martwię się o niego. Nie wiem czy to próba sił z jego strony, czy może chce mi dać nauczkę... On chyba polubił życie beze mnie. I słowa nie kocham Cię to jak nóż w serce. Chciałabym zniknąć i nic juz nie czuć. Zapomnieć choć na chwile. Kiedy mam takie zwątpienie mówię sobie dość, Boże pomóż. Czasem pomaga. Ale czasem niestety nie.
Najgorszy jest też taki paraliżujący strach, że to koniec naprawdę. Że moje życie jest na zakręcie z ktorego nie widać w ogóle co dalej.

Krzysztof123 - 2011-08-26, 09:08

Cześć martaj
W moim życiu jest podobnie jak u Ciebie nawet dosłownie biorąc tak samo.
Ja nawet juz zacząłem się kontrolować uzywając takich słów by nie sprowokować odpowiedzi, żebym sobie kogoś znalazł. Często tez słyszę że mam sie wyprowadzić jeżeli coś z jej strony mi nie odpowiada albo mam ją taką zaakceptować - ironiczną i kpiącą ze nie. Już nie raz słyszałem, że mam iść na podryw bo pewnie potrzebuję seksu - ona właśnie potrzebuje więc szuka odpowiedniego partnera. Szuka też miłości i bycia szczęśliwym - wszystko kwitując, że nie ze mną nie odemnie i nas już nie ma a jak chcę czułości to mam jechać do mamy albo przytulić się do koleżanki.
Odkrywam uczucia które mi zabrano w modlitwie. Nawet jej skamieniałe serce zauważyło, że po przyjeździe z kapliczki jestem inny - spokojniejszy. Polecam Ci zatem spokój i ciszę właśnie w pojednaniu z Panem Bogiem. To pierwszy krok - pozbędziesz się bólu a potem poprzez Twoją zmianę trzymając Boga za rekę on zapragnie też Ją trzymać. Pamiętaj o tym i nawet nie miej ku temu żadnych wątpliwości że Pan Bóg przed ołtarzem, też nam obiecał że będzie wśród nas do końca naszych dni "Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci" wtedy nie wiedziałaś, że życie w związku małżeńskim będzie takie trudne ale właśnie ta pomoc - nieograniczona i nieogarnięta Boża pomoc przyniesie Ci ulgę na początek by zasklepić Twoje rany a potem naprawi to zło które w jakichś dziwnych okolicznościach dostało się między Was. Bądź cierpliwa

róża - 2011-08-26, 10:18

Krzyśku, włos jeży mi się na głowie, kiedy czytam słowa żony skierowane do Ciebie. Ile czasu już trwasz w tej swoistej przemocy psychicznej? Co zamierzasz? Trwać dalej? A Twoja godność - godność mężczyzny.......... Gdzie jest?
Jeśli ją zachowasz będziesz potrafił żyć bez żony. Małżeńswa bronić, ale ...nie za wszelką cenę!
Czytając Twoje wcześniejsze posty myślałam, że chodzi tu o zwykłą zazdrość... Tymczasem tu chodzi o ...przemoc. Nie masz możliwości wyprowadzki?

martaj - 2011-08-26, 10:26

U mnie ten kryzys trwa dość krótko, ale bola już słowa znajdź sobie kogoś innego, itd. Tak jakbym była pierwszą lepszą, która potrzebuje jedynie miłości fizycznej. Ja mówię wtedy ale ja nie szukam kogoś innego, bo mam już męża jednego na całe życie. On też szuka zaczepki tak jakby, bo pyta gdzie byłaś, co robiłaś, jak weekend, pewnie niejeden cię podrywal itd.. nawet podszywał się na gg pod jakiegoś chłopaka i proponował mi spotkanie. Chyba naprawdę chce mnie sprowokować i szuka tylko haka na mnie.
A mi naprawdę nie w głowie inne romanse co tak usilnie on mi proponuje.

zamkniety086 - 2011-08-26, 11:52

Prowokowanie i mogloby sie wydawac tylko czekanie az kogos sobie znajde i dam jej wkoncu spokoj..teraz to juz slow nawet nie ma...

Krzysiu jak ja Cie dobrze rozumiem.. czytam i tak jakbym to recytowal na pamiec :(

Marta trzymaj sie i ufaj..

Krzysztof123 napisał/a:
Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci

Mirakulum - 2011-08-26, 12:59

Te ich - poznaj kogoś , znajdź sobie innego - są po to by łatwiej mogli usprawiedliwić swoje postępowanie, ma zmniejszyć im ich wyrzuty sumienia

Ja po prostu mężowi nie ułatwiam sprawy, nazywam grzech grzechem , kiedy trzeźwy rozmawiam , gdy pijany nie dyskutuje.

Ktoś kto sam poszukuje czegoś na boku lub ma kochankę , nie może uwierzyć że można inaczej żyć .
A żeby być przy tym szczęśliwym to zupełnie im się nie mieści w głowie , ale jakoś oni sami na szczęśliwych nie wyglądają i nie są .
Słysze to często nie tylko od mojego męża .

Polecam w tym temacie książkę J. Eldredga " Podróż pragnień" i "Święty romans" :mrgreen:


"....jeżeli ze wszystkich praktycznych względów uwierzyliśmy, że życie doczesne to nasza jedyna szansa, jeśli tylko tyle możemy się spodziewać - będziemy żyć jako zdesperowani , pełni roszczeń i w efekcie zrozpaczeni ludzie. (...)

Wszelkie nasze uzależnienia i depresje , furia wrząca tuż pod powierzchnia naszej chrześcijańskiej fasady oraz martwota cechująca życie tylu z nas , maja wspólny korzeń : sądzimy że tylko na tyle możemy liczyć .(...)

to oczywiste że czujemy się zawiedzeni - zostaliśmy stworzeni do czegoś znacznie większego
Tęsknota za niebem szepce do nas z każdego rozczarowania i krzyczy w każdym cierpieniu.
W sercu każdego mężczyzny , kobiety i dziecka kryje się nieugaszona tęsknota za bliskością , pięknem i przygodą. (..)
Przez cale życie każdy z nas żyje w nieustannym dręczącym poczuciu , że nie do końca pasuje i przynależy . (...)

Nasze serce zostało stworzone do wielkiego romansu , bowiem odzwierciedla Autora tej opowieści , wielkie Serce Wszechrzeczy. (.....)

Zostaliśmy stworzeni dla chwały , dla czułej uwagi , jaka Trójca Święta otacza sie nawzajem - i nie możemy bez tego żyć. (...)

Ewangelia powiada , że my , którzy jesteśmy umiłowani przez Boga , wywołaliśmy kryzys w skali kosmosu . Mówi , że zostaliśmy wykradzeni naszej Prawdziwej Miłości, Bogu, i że zainicjował On największą kampanie wojenną w dziejach świata aby nas odzyskać.(...)

Pod osłona nocy przekradł się do obozu wroga inkognito , On , Przedwieczny , w przebraniu Nowonarodzonego. Bóg zaryzykował wszystko by nas wybawić .


Fragmenty z książki J Eldreedge B. Curtis :ŚWIĘTY ROMANS"


Każdy z nas chce być szczęśliwy , i często pokrętnymi drogami szukamy go , nasi współmałżonkowie też . Ja dwa lata temu znalazłam swoje 100%, swoje szczęście , Jezusa.
Patrze ze smutkiem jak mąż i inni błądzą po manowcach.
Ja czekam , kocham , modlę się i zmieniam się i mam nadzieję , że mąż kiedyś się obudzi ze swojego " tańca śmierci".

Pogody Ducha i miłej lektury :mrgreen:

martaj - 2011-08-26, 13:16

Ja również wierzę, że on obudzi się z tego koszmarnego stanu. On a ja razem z nim.
Czas wcale nie leczy moich ran. Wręcz to wszystko staje się gorsze do zrozumienia, do ogarnięcia. I ten paniczny strach, którego nie umiem przezwyciężyc. Strach przed życiem bez niego, przezd sala rozpraw

zamkniety086 - 2011-08-26, 14:12

Ci ktorzy patrza bardziej w dol niz w górę nie mogą uwierzyc i ogarnąć tego ze ten strach który w nas siedzi nie jest od Boga,to jest strach przed strata,nie umiemy sobie wyobrazic zycia bez niej/jego nie mozemy sie odciac..tak latwo jest powiedziec odchodze bo nie pasujemy..a ja powiem nie..bo Bóg zeslal mnie moze wlasnie po to zeby uchronić Cie przed tym grzechem...
agawa75 - 2011-08-26, 16:52

Martaj dużo siły i cierpliwości Ci życzę!! Mam nadzieję, że wyjdziecie z tego kryzysu bardzo szybko, tylko ja sama nie wiem jak to jest już po kryzysie?? Ja to co Ty teraz przeżywasz przeszłam rok temu, byłam już spokojna, wszystko sobie ułożyłam a wczoraj jak jakiś piorun uderzył, zaczęło się banalnie od kłótni, bo moja mama coś tam powiedziała mojemu mężowi, że zwróciła mu uwagę, to nie było żadnej kłótni, coś powiedziane w żartach, owszem nie bronie mamy, może nie powinna się w ogóle oddzywać, ja już się tego nauczyłam, że mojemu mężowi nikt nie ma prawa zwrócić uwagi, skoro nigdy tego nie robili rodzice to fakt faktem kto ma prawo?? Całą złość, agresję wyładował wieczorem na mnie, uciekłam przed jego słowami, powtarzałam nie daj się sprowokować, a jednak jestem słaba bo dałam, podjęłam kłótnie, kiedy widziałam że strasznie się to skończy, ze łzami poszłam do drugiego pokoju. Dziś na spokojnie spróbowałam rozmawiać, powiedziałam, że porozmawiam z mamą, żeby nawet w żartach nic do niego nie mówiła, co może go zaboleć, w odpowiedzi usłyszałam, żebym się nie bała , że on się nie wyprowadzi bo jest tu dla dzieci i dużo kasy włożył w nasze mieszkanie :shock: Powiedziałam, że mimo iż tyle słów gorzkich usłyszałam, chce żeby wiedział, że nadal go kocham. Zaproponował, żebyśmy żyli , że przecież oboje kochamy dzieci, żebyśmy starali się nie kłócić, nie ubliżać sobie , szanować jak inną osobę spotkaną na drodze. Powiedziałam, że przecież wszystko zaczeliśmy budować na nowo rok temu i było ok i dalej tak będzie, mąż na to że nie było dobrze, że było sztucznie, nieprawdziwie i że nie wie czy jeszcze coś czuje do mnie. Dziś jestem bez sił, ale wiem że jutro się podniosę. Tylko wydawało mi się, że jesteśmy już bardziej po. a może po już nigdy nie jest tak dobrze jak przed??Oddaję się Bogu, On wie najlepiej co ma się wydarzyć w moim życiu. Żyć i udawać, że się jest szczęśliwym, bo nie można być szczęśliwym kiedy kocha się a samemu się tą miłość utraciło.Martaj Tobie życzę dużo szczęśliwszego zakończenia kryzysu.
Norbert1 - 2011-08-26, 21:55

agawa75 napisał/a:
Żyć i udawać, że się jest szczęśliwym, bo nie można być szczęśliwym kiedy kocha się a samemu się tą miłość utraciło

heeeeeee agawa a czy przypadkiem jak człowiek kocha to nie jest szczęśliwy???
nie tryska z niego radość???

a jeżeli brak tego szczęścia
to kocha???? czy to tylko pochodna miłości
zwana przywiązeniem??

czym zatem jest miłośc platoniczna??? albo taka bez odwzajemnienia???

miłościa?? ...czy......... cierpieniem???

agawa75 napisał/a:
Powiedziałam, że przecież wszystko zaczeliśmy budować na nowo rok temu i było ok i dalej tak będzie,


agawa a czym poparta była ta budowla??
terapią??? nauka komunikacji??? przerobieniem błędów???
wyszukaniem tym co dzieli i co łączy???

czy tylko proste wasze NAPRAWIAMY??

martaj napisał/a:
Ja również wierzę, że on obudzi się z tego koszmarnego stanu. On a ja razem z nim.


martaj ogarnij temat,naucz sie w nim zyc i radzić -a reszta potem....

bo jak dla mnie to narazie jak ulał pasuja słowa tej dziecinnej piosenki.......

......."stary niedzwiedz mocno spi (i powtórka),my sie go bojimy w koło obchodzimy..jak sie zbudzi to nas zjeeeeeeeeee"...

sorry ale tak mi akurat przyszło do głowy......

zamkniety086 napisał/a:
tak latwo jest powiedziec odchodze bo nie pasujemy..a ja powiem nie..bo Bóg zeslal mnie moze wlasnie po to zeby uchronić Cie przed tym grzechem...

echh zamkniety a dla ciebie mam słowa piosenki w zasadzie refren tej piosenki
w linku włacz tłumaczenie i poczytaj i tak miej

http://www.tekstowo.pl/pi...erful_life.html


zreszta Hurts to moja ulubiona kapela -zatem polecam wszsytkie ich kawałki :mrgreen: :mrgreen:


pozdrawiam

Danka 9 - 2011-08-27, 07:01

Mirka, piekny ten fragment, ktory przytoczyłaś. :-) Swięty romans, niesamowite. Jeszcze raz przeczytam.

Jak czytam Was i a szczegolnie te slowa, "nie ma nas", znajdz soebie kogos innego.

Znam to dobrze i tez przerabiałam, potem odkryłam ze u nas to była przemoc psychiczna, dokuczanie sobie wzajemne i wcale nie jestem bez winy.

To mi podpada pod nękanie..takie slowa, jasne ze byc moze po to by wyrazic swoją niemoc i bezradnosc...a moze po to by dokuczyć swiadomie.
Co jest na dnie serca..tego nie wiemy i ufam ze zawsze tam jest tesknota malzonka za dobrem, pieknem, za byciem kochanym.

Nekaniu mówię stop, sorry ale jak ktos na randce mi mowi znajdz kogos innego, przerwalabym randkę, lub spokojnie wyjasnila ze nie zamierzam ale ze rani mnie taki mowienie....jesli ktos nie jest przemocowy..zakuma...jesli jest..bedize pewno dalej dopiekał...i tu wyrazne stop....nie chce być raniona...nawet w imię miłości.

Marta masz prawo do szacunku dla siebie, swoich uczuc...i tego męża mozesz nauczyć.
POd warunkiem ze nie bedziesz sie czuła od niego zalezna, gdy zaryzykujesz nawet pozostanie samej przez jakiś czas. To dodaje odwagi, wolnosci dziecka Bożego.
Bo przecież sama nie bedziesz nigdy!

Cytat:
Ja również wierzę, że on obudzi się z tego koszmarnego stanu. On a ja razem z nim.

Obawiam sie ze raczej odwrotnie, on ma szanse sie obudzić jesli Ty najpierw sie obudzisz!
Pewno ze fajniej by było, jakby ktoś nas pociągnął za sobą, ale od tego jest Pan Bog i przyjaciele, zagubiony w tej chwili mąz nie zrobi tego ( poki co).

Pogody Ducha Marta. Udanych randek z Duchem sw.

Mirela - 2011-08-27, 11:03

Danka 9 napisał/a:


Znam to dobrze i tez przerabiałam, potem odkryłam ze u nas to była przemoc psychiczna, dokuczanie sobie wzajemne i wcale nie jestem bez winy.

To mi podpada pod nękanie..takie slowa, jasne ze byc moze po to by wyrazic swoją niemoc i bezradnosc...a moze po to by dowalic swiadomie.
Co jest na dnie serca..tego nie wiemy i ufam ze zawsze tam jest tesknota malzonka za dobrem, pieknem, za byciem kochanym.

Nekaniu mówię stop, sorry ale jak ktos na randce mi mowi znajdz kogos innego, przerwalabym randkę, lub spokojnie wyjasnila ze nie zamierzam ale ze rani mnie taki mowienie....jesli ktos nie jest przemocowy..zakuma...jesli jest..bedize pewno dalej dopiekał...i tu wyrazne stop....nie chce być raniona...nawet w imię miłości.
.

Pozwoliłam sobie Danko na małe rozważanie w tym miejscu.
Nie wiem jak u Ciebie z doświadczeniem...ale u mnie z doświadczenia wiem ,że przypisywałam mężowi moje odczucia...i skutki były dramatyczne... Wobec tego dobrze jest w takich sytuacjach myśleć o tym ,że ktoś może przeżywać , doświadczać inaczej niż ja...i tak jak piszesz, "myć moze", "podpada mi " , ale najważniejsze ,że pojawia się myślenie dlaczego tak? ( "a może po to..."). Tak jest to wazny komunikat "znajdź sobie kogoś innego" I powiem ,że taki komunikat nie musi usłyszec tylko zdradzany, taki komunikat pojawic może się z początkiem kryzysu...Jest to oczywiscie komumikat który mówi o bezradności wobec tego co się zdarzyło, braku umiejetności radzenia sobie z emocjami, lękiem przed konsekwencją, w momencie wyrzutów sumienia....itd.mozna powiedzieć ,że osoba mówiąca jest cierpiąca, czuje się niekochana i bardzo często taka osoba rani innych nie potrafiąc na ten moment inaczej.
Taki schemat krzywdziciel staje się ofiarą , ofiara krzywdzicielem i dzieje sie to wymiennie...kółko "zamknięte", to jest to o czym wspominasz Danko"dokuczanie sobie wzajemne'. Nie zmienia to jednak faktu ,że ktoś cierpi. Wspomniałam o przyczynie takich komunikatów nie bez powodu, ponieważ ich świadomość może przełamac takie zamknięte kółko, szczególnie poszukiwanie dojrzałej miłości , czyli takiej jak ks.Marek Dziewiecki wspomina "to jak Cie kocham zalezy od Ciebie". Czyli nie można trwać biernie, ale miłością zło zwyciężać...Oczywiście trudne to...bo sami uczymy sie miłowania , a odkrycie ,że też wchodzimy w postawy krzywdzicieli są często nowym i trudnym doświadczeniem, ale paradoksalnie może uczyc pokory...

Pozdrawiam serdecznie;)

zamkniety086 - 2011-08-27, 11:30

Mirela napisał/a:
Taki schemat krzywdziciel staje się ofiarą , ofiara krzywdzicielem i dzieje sie to wymiennie...


Dlaczego tak sie dzieje?? ostatnia sytuacja z mojego życia 'małżeńskiego' spowodowana taką wymianą ról spowodowala, że nastala niesamowita cisza a w powietrzu czuć tylko ból i rozpacz..

Niestety czasem człowiek pod wpływem wielu czynników (zazdrości, używek..) zrobi coś co zmienia całkowicie sytuacje i powoli nie ma już czego ratować..

Mirela napisał/a:
a odkrycie ,że też wchodzimy w postawy krzywdzicieli są często nowym i trudnym doświadczeniem


uczy i to bardzo..

róża - 2011-08-27, 11:41

Mirela napisała:
Cytat:
Taki schemat krzywdziciel staje się ofiarą , ofiara krzywdzicielem i dzieje sie to wymiennie...kółko "zamknięte", to jest to o czym wspominasz Danko"dokuczanie sobie wzajemne'. Nie zmienia to jednak faktu ,że ktoś cierpi. Wspomniałam o przyczynie takich komunikatów nie bez powodu, ponieważ ich świadomość może przełamac takie zamknięte kółko,


My świetnie uświadamiamy sobie słowa, sytuacje, które nas samych ranią...
Trzeba jednak zadać sobie trud rozpoznania: jak ja ranię :?: Czym? Czasem to ranienie zawoalowane, czasem zwykła bezmyślność - brak refleksji... Jak odbiera moje słowa, działanie ten człowiek obok? On może czuć inaczej, mocniej...Czasem, w swojej wrażliwości, braku poczucia własnej wartości - nawet nie zaprotestuje... Usunie się.
W naszej naturze leży odpowiadać złem na zło. To święci zło dobrem zwyciężali, a my - raczej łatwo i chętnie wciągamy się w machinę zła.
Bywa, że ofiara staje się katem i wcale nie chce przyzanać się do tego przed sobą. Bezwzględne wymaganie poprawności od innych, surowe karcenie za jej brak... A tak naprawdę - zemsta za swoje krzywdy. Brak miłości za osobiste doświadczenie (trwałe lub okresowe) jej braku.
Warto poddawać wnikliwej analizie swoje ...motywacje...
Pytać:
- czujesz się kochany przeze mnie, rozumiany? A może czujesz się krzywdzony? Czym Cię ranię? Jakie moje słowa, gesty bolą Ciebie?
Bywa, że wskutek szczerych odpowiedzi - poznajemy siebie prawdziwymi. I to jest bardzo wartościowa wiedza :-)

Mirela - 2011-08-27, 14:17

Cytat:
W naszej naturze leży odpowiadać złem na zło. To święci zło dobrem zwyciężali, a my - raczej łatwo i chętnie wciągamy się w machinę zła.


Serdecznie witam!
Sprawiałś mi wiele radości tym postem...dziękuję , za kazde dobro:)
Radość wypłynęła z mojego wew. buntu :)
Już wyjaśniam.
Zły bardzo by chciał żeby ludzie tak myśleli, nawet byli o tym przekonani...bo przeciez takie myślenie mogłoby co niektórym odebrać nadzieję...
Całą moja nadzieja jest BÓG, całym moim szcześciem jest Bóg, nie ma innego...Trudno jest mi opisać ,że nawet z oddechem można doświadczyć naturę pierwotną człowieka , jego byt. Jestem najszczęślliwsza na świecie żyjąc w przekonaniu,że jestem Bozym stworzeniem i moja natura jest stworzona na obraz i podobieństwo Boże. Nie zniosłabym innej myśli, nie zniosłabym doswiadczenia ,że jestem córka złego , a tak nie jest . Moja natura jest Boska! I ta jest PRAWDZIWA.
Pieknie ujmuje to Ks. Marek Dziewiecki
http://www.opoka.org.pl/b...adv2009_05.html

"Często słyszę twierdzenie, że Bóg stworzył nas wszystkich, czyli także przestępców, osoby uzależnione czy ludzi o nie-Bożej orientacji seksualnej. Tymczasem Bóg stwarza człowieka nas na swój obraz, czyli na podobieństwo Tego, który kocha - mądrze i wiernie. Jeśli ktoś z nas okazuje się mało podobny do Boga, to nie jest to wola Stwórcy. To efekt naszych, ludzkich słabości. To konsekwencja naszych grzechów i zaniedbań. To efekt walki z rodziną i z zasadami Dekalogu. Bóg wie, że każdy z nas może wypaczyć piękno człowieczeństwa, które otrzymał. Wie, że inni ludzie mogą uczynić nas gorszymi niż Bóg nas stworzył i wymarzył. Właśnie dlatego Bóg dosłownie wychodzi z siebie i przychodzi do nas w ludzkiej naturze, by chronić w nas Boże człowieczeństwo, gdyż żadne inne człowieczeństwo niż Boże nie jest prawdziwe. Troskę Boga o to, by człowiek był Bożym człowiekiem, nazywamy powołaniem. Bóg powołuje, bo kocha. Powołuje, czyli każdemu podpowiada niepowtarzalną, najlepszą dla tego właśnie człowieka drogę życia i rozwoju.

Nikt z nas nie jest powołany do tego, by naśladować ludzi, choćby to byli szlachetni rodzice czy wielcy święci. Od świętych możemy się wiele nauczyć, ale jesteśmy powołani do tego, by naśladować Jezusa. Im bardziej dorastam do świętości, tym bardziej jestem podobny do Jezusa, a tym mniej jestem podobny do innych świętych, bo staję się świętym na mój niepowtarzalny sposób. Najwięksi święci są do siebie tak niepodobni! Jakże różny jest św. Piotr od św. Jana czy św. Pawła! Jak bardzo różni się Matka Teresa od Siostry Faustyny. Jakże niepodobny jest św. Jan od Krzyża do św. Jana Bosco czy do ks. Jerzego Popiełuszki!

Naszym pierwszym powołaniem jest przyjęcie daru człowieczeństwa w wersji oryginalnej, czyli Bożej,"
Myślę sobie ,że to nie o naturę Ci chodziło , co raczej o skłonności, ale dziękuje za wzbudzenie we mnie wdzięczności do Boga.

zamknięty
Witam Cię równiez
napisałeś
Cytat:
Niestety czasem człowiek pod wpływem wielu czynników (zazdrości, używek..) zrobi coś co zmienia całkowicie sytuacje i powoli nie ma już czego ratować..

Jeśli miałabym przypatrywac się temu bez Boga i Jego mocy ...to zapewne , po ludzku czasem nie ma juz czego...myślenie Boga jest inne...
A z drugiej strony jeśli jest cierpiacy człowiek to i Chrystus jest cierpiący...Nie po to umierał Bóg na Krzyżu żeby człowiek szedł na zatracenie. Nie po to umierał Chrystus żeby człowiek tracił nadzieję...
Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych...
Myślę sobie ,że nie ma sytuacji dla nas w zyciutakiej w której nie ma Boga, mam nawet takie przekonanie...i musze przyznać ,ze niezależnie co się się zdarzy i jak los się potoczy ,mamy Ojca i w nim szczęście...i zycie...
Może sytuacja nie zmienić się według naszych wyobrażeń ...zamknięty jest w Tobie Bóg i On pragnie byś umiłował Boga, który mieszka w Tobie.
http://www.youtube.com/wa...feature=related

Wiary, nadziei i miłosci zyczę
Wszystkiego dobrego;)

róża - 2011-08-27, 19:44

Cytat:
Myślę sobie ,że to nie o naturę Ci chodziło , co raczej o skłonności,

O naturę - grzeszną. Taką otrzymaliśmy w spadku po pierwszych rodzicach. :-)
Cytat:


Skłonności upadłej natury

Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech.
Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu.
Rz 7, 14-25
Mirelko, bardzo lubię czytać Twoje posty... Twoje słowa to sama dobroć, miłość i pokora.
Miłej niedzieli :-D

Mirela - 2011-08-27, 20:36

róża napisał/a:
Cytat:
Myślę sobie ,że to nie o naturę Ci chodziło , co raczej o skłonności,

O naturę - grzeszną. Taką otrzymaliśmy w spadku po pierwszych rodzicach. :-)
Cytat:


Skłonności upadłej natury

Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech.
Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu.
Rz 7, 14-25
Mirelko, bardzo lubię czytać Twoje posty... Twoje słowa to sama dobroć, miłość i pokora.
Miłej niedzieli :-D


Cudownie ...
Tak też rozumiem...doświadczam również każdego dnia...ale to co z czym się zmagamy jest przeciwne naturze pierwotnej...Tak rozumiem Różo co chciałaś powiedziec, dobrze ,że ten tekst sie tutaj znalazł...Bardzo wiele to wyjaśnia...większość dnia byłam rozradowana ,że pomimo grzechu pierworodnego nie umarło we mnie to co Boże za sprawa Chrystusa.
Temat jest trudny , ale jakże owocny...i jakże potrzebny, przypomina nam do czego jesteśmy powołani
dziękuję Ci Różo :)

ps. Różo ...nawet nazwa tej natury brzmi upadła

lena - 2011-08-27, 22:31

Potwierdzam....CUDOWNE
Jakże dobrze by było ,gdyby w odpowiednim czasie dotrzeć do tego tekstu....przeczytać....
Myśle,że każdy,mądry,dojrzały człowiek nie przeszedłby obojętnie.....zwyczajnie nie sposób.

martaj - 2011-08-28, 13:47

Nie wiem kto jest u mnie ofiara a kto katem. W zasadzie to wychodzi na to, że na razie maż mnie dręczy a nie ja jego. Ale może to wynik naszego wcześniejszego zycia. Ale w tym co robi okazuje zupełny btak uczuć, jakiegokolwiek żalu że to co miedzy nami sie koczy.Tak z dnia na dzien zadecydował koniec o cześc. Rób sobie dalej ze swoim zyciem co chcesz mnie to nie obchodzi. Bedzie ci napewno dobrze beze mnie. Znajdziesz lepszego...
O nawet razu skruchy żadnej nie wykazał, jakiegoś żalu, za to co robi. Wyrzucił mnie ze swojego zycia z dnia na dzien. A ja staram sie te rozrzucone klocki zebrac w całość, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafie tego ogarać wszystkiego czasami.
To wszytsko piękne co tu piszecie, że czas, że cierpliwość, że wiara i ufność, ale człowiek po prostu czasem więcej nie może i tak po ludzku nie ma siły tej fizycznbej i psychicznej. Myślalam że niedługo cqałej rodzinie powiem że będziemy mieć dziecko a tym czasem chyba będę mówiła że niestety rozwodzimy się.
Wierzę cały czas, że to da się ratować, da się naprawić. Ale gdy przychodza chwile zwatpienia nachodza mnie myśli co dalej z moim zycciem. Mam 26 lat a czuje ze nic dobrego mnie juz nie czeka. Ze ominie mnie macierzystwo i szczęście, że będę musiala kiedyś stawic czoła temu, że mój maż byc może te dzieci bedzie miał z kims innym. Bo nie wierze że jeslui odejdzie ode mnie pozostanie sam. Nie chce wybiegac w przyszłość ale atk niestety mimowolnie się dzieje.

mare1966 - 2011-08-28, 21:20

Marto , to Cię nie pocieszy , ale da trochę .........
ZROZUMIENIA , współczucia , wesprze w poczuciu osamotnienia , beznadziei .
Nie cierpisz SAMA , smutek dzielony zda się może mniejszy ?
Cytat:
Nie wiem kto jest u mnie ofiara a kto katem. W zasadzie to wychodzi na to, że na razie maż mnie dręczy a nie ja jego. Ale może to wynik naszego wcześniejszego zycia. Ale w tym co robi okazuje zupełny btak uczuć, jakiegokolwiek żalu że to co miedzy nami sie koczy.Tak z dnia na dzien zadecydował koniec o cześc. Rób sobie dalej ze swoim zyciem co chcesz mnie to nie obchodzi. Bedzie ci napewno dobrze beze mnie. Znajdziesz lepszego...
O nawet razu skruchy żadnej nie wykazał, jakiegoś żalu, za to co robi. Wyrzucił mnie ze swojego zycia z dnia na dzien. A ja staram sie te rozrzucone klocki zebrac w całość, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafie tego ogarać wszystkiego czasami.

........... dokładnie jak u mnie ( z tą jedyną różnicą , że
dla mnie nie ma nawet "pozytywnego scenariusza" )
.... zastanawiające to wszystko

dalej :
Cytat:
To wszytsko piękne co tu piszecie, że czas, że cierpliwość, że wiara i ufność, ale człowiek po prostu czasem więcej nie może i tak po ludzku nie ma siły tej fizycznbej i psychicznej. Myślalam że niedługo cqałej rodzinie powiem że będziemy mieć dziecko a tym czasem chyba będę mówiła że niestety rozwodzimy się.
Wierzę cały czas, że to da się ratować, da się naprawić. Ale gdy przychodza chwile zwatpienia nachodza mnie myśli co dalej z moim zycciem. Mam 26 lat a czuje ze nic dobrego mnie juz nie czeka. Ze ominie mnie macierzystwo i szczęście, że będę musiala kiedyś stawic czoła temu, że mój maż byc może te dzieci bedzie miał z kims innym. Bo nie wierze że jeslui odejdzie ode mnie pozostanie sam. Nie chce wybiegac w przyszłość ale atk niestety mimowolnie się dzieje.

- dzieci już mam ......... a właściwie miałem ( kopiują zachowanie i słowa żony )
i pewnie będą miały wkrótce jakiegoś nowego tatusia ( ewentualnie wujka )

Marto . Jak DROGA długa trzeba ją podzielić na etapy .
Sprubujmy na razie WYTRWAĆ do rozwodu ( będzie czy nie ) .
Na razie tyle .
"Co Dalej" - trzeba to teraz zostawić , bo nie damy rady .
Róbmy swoje , raz lepiej , raz gorzej .
Róbmy to i dla siebie .
Powiesz sobie - nie odpuściłam , zrobiłam wszystko .
A nóż się uda ?
Życie w poczuciu , że czegoś nie zrobiliśmy , poddaliśmy się
......... może być
jeszcze trudniejsze .

Norbert1 - 2011-08-28, 22:31

mare1966 napisał/a:
dokładnie jak u mnie ( z tą jedyną różnicą , że
dla mnie nie ma nawet "pozytywnego scenariusza" )
.... zastanawiające to wszystko

ano zastanawiające-a szczególnie co doprowadziło do az tak drastycznego scenariusza......

na tyle lat wspólnego małżeństwa..............

i chyba
nad tym trzeba sie głównie skupić.....by może cos zmienić????

heeeeeeeee

a swoja droga mare w zawrotnym tempie wszedłes w postawę OFIARY......

...no tak :idea: :idea: -przecież tak trudno jest przyjąc własne konsenkwencje

mare1966 napisał/a:
a właściwie miałem ( kopiują zachowanie i słowa żony )


dzieci też sa już zdrajcami????...szkoda słów.........
wiesz mare idziesz jakąś dziwną ścieżką..sprawdzałes dokładnie aby to Boska????

napisał/a:
Nie wiem kto jest u mnie ofiara a kto katem. W zasadzie to wychodzi na to, że na razie maż mnie dręczy a nie ja jego. Ale może to wynik naszego wcześniejszego zycia


Marto nie czas na myślenie kto kat a kto ofiara....tylko czas na weryfikacje własnie tego wcześniejszego życia....i odszukanie w tym własnego udziału w dokładaniu się do kryzysu,dalej zmiana tego i ewentualnie budowa w oparciu o nowe.........

taka mala zasada otoczenie ma szansę się zmienic..jak zmieni sie nasze nastawienie do otoczenia....

ale jak będziemy w starej naszej wersji siedzieć i nasiłe przystosowywac otoczenie do naszych zachcianek (jakie były dawniej)
otoczenie będzie zwiewać ...bo ono juz nie chce tych starych schematów


pozdrawiam

martaj - 2011-08-29, 08:21

Przez ta sytuację wiele zrozumiałam. Wiem już co robiłam nie tak, co raniło mojego męża. Zresztą ja juz dawno starałam się zmienić. Bo wiem, że czasem słowa powiedziane pochopnie rania. Ale jeżeli z tej drugiej strony nie ma się w wsparcia i żadnego jak to powiedzieć... hm docenienia starań to czasem po prostu już się traci motywacje.
Nie oczekuję od świata że się zmieni na moje żądanie. Ale co to teraz da że ja się zmienię, że rozumię, że się staram skoro i tak nie ma kto teraz tego docenić. Bo mój mąż nawet nie chce o tym slyszeć, że da się wszytsko naprawić.
Ja wierzę, mam nadzieję, ale już tak po ludzku nie mam siły. Bo co bym nie zrobiła to jest źle i ciosy z jego strony. Te spotkania według niego to były po to, żebym się z nim w zgdzie rozstała. Mówi wszytsko z uśmiechem na ustach i z szyderstwem. Że mnie nie kocha, że chce zgody i rozwodu.
Że śmiechem!!! I śmieje się gdy mówię, że mnie to boli.

Satine - 2011-08-29, 08:38

martaj napisał/a:
Ale co to teraz da że ja się zmienię, że rozumię, że się staram skoro i tak nie ma kto teraz tego docenić.


No to cóż to za zmiana, skoro jest robiona "pod kogoś"?

Tymczasówka, prowizorka. Cokolwiek by po tym powstało, padnie prędzej, czy później.

martaj napisał/a:
Bo co bym nie zrobiła to jest źle i ciosy z jego strony. Te spotkania według niego to były po to, żebym się z nim w zgdzie rozstała. Mówi wszytsko z uśmiechem na ustach i z szyderstwem. Że mnie nie kocha, że chce zgody i rozwodu.
Że śmiechem!!! I śmieje się gdy mówię, że mnie to boli.


Nie mieszkacie razem, więc CO ROBISZ, że dostajesz te ciosy?
Jakim cudem cały czas słyszysz, że Cię nie kocha, że chce rozwodu?

Dzwonisz, wypytujesz, nalegasz na spotkania, chcesz rozmawiać, doprowadzasz do rozmów?
Czy sam dzwoni czy przychodzi i mówi: nie kocham cię, chcę rozwodu.

Jak to jest?

Norbert1 - 2011-08-29, 08:41

martaj napisał/a:
Bo wiem, że czasem słowa powiedziane pochopnie rania.

heee marto siniak zadany ciosem schodzi po tygodniu..może paru.
da porównania

Cios zadany słowem siedzi dośc długo w sercu i umysle.
I pisze to nie po to że nalezy wspierać ciosy..siniaki..czy zadawanie ran...
tylko po to by wskazać rożnicę......

Skoro cos weszło-trzeba spokojnie czekac az wyjdzie :lol: :lol:
martaj napisał/a:
Ale jeżeli z tej drugiej strony nie ma się w wsparcia i żadnego jak to powiedzieć... hm docenienia starań to czasem po prostu już się traci motywacje.

a potrafisz to zrobić bez patrzenia co druga strona???
takie dla siebie..wiesz
wóz..albo przewóz ???
martaj napisał/a:
Nie oczekuję od świata że się zmieni na moje żądanie.

Marto..Marto alez oczekujesz,nawet zerkasz na ten świat
-czy już widzi mnie inną
-czy zechce dołączyc do innej Marty
-czy cos w sobie przemieni ten świat.......

no cóz wiadomo każdy by chciał :mrgreen: :mrgreen:
ale po swojemu prawda???
takie cos :
no dobra Boże zgadzam się zmieniaj moje zycie-tylko czekaj mam tu taka kartke a na niej w punktach co bym chciał....poczytaj ,uszanuj i dopiero działaj

nie wygląda to tak???

martaj napisał/a:
tak nie ma kto teraz tego docenić

Marto jak parcujesz na docenienie tegoi co robisz lub chcesz zrobić.
Istnieje możliwośc że nikt tego nigdy nie doceni....

co zatem będzie????
uznasz ze wykonałas tak czy siak kawał dobrej roboty-pomimo???
czy stwierdzisz stracony czas-ale głupio myslałam???
martaj napisał/a:
Mówi wszytsko z uśmiechem na ustach i z szyderstwem. Że mnie nie kocha, że chce zgody i rozwodu.
Że śmiechem!!! I śmieje się gdy mówię, że mnie to boli.

echhh mówi i smieje sie bo:
-wie że to boli
-wie że to działa

co zatem mozna??
spróbuj by tak nie bolało i tak nie działało
i zobacz co dalej będzie........... :->

pozdrawiam /miłego dnia/

martaj - 2011-08-29, 09:46

Zmiana nie jest robiona pod kogoś, ale dla kogoś. Co że niby taka udawana? Raczej nie. To nie jest prowizorka. Przynajmniej dla mnie.
A ja nie muszę nic robić, żeby dostawac od niego ciosy. Samo mu chyba przychodzi.

Norbert1 - 2011-08-29, 09:57

martaj napisał/a:
Zmiana nie jest robiona pod kogoś, ale dla kogoś

A jaka to różnica???
szczególnie gdy ktos nie chce od nas zmiany-bądż inaczej
narazie nie jest mu potrzebna....

efekt tego??? brak widoków i następuje zniechęcenie w działaniach.
martaj napisał/a:
A ja nie muszę nic robić, żeby dostawac od niego ciosy. Samo mu chyba przychodzi.

nie zrozumiałaś tego Marto ......

Ciebie boli..a on wie że boli....
Ja pisze jedynie
zrób tak by cie nie bolało i daj do myślenia drugiej stronie co i dlaczego się zmieniło

:mrgreen: :mrgreen:

martaj - 2011-08-29, 10:15

Oj tylko jak to zrobić żeby mnie nie bolało...Serca z kamienia nie mam. A z upływem czasu chyba jeszcze bardziej mnie boli.
Nie zniechęcam się. Ale też trwam na razie w takim zawieszeniu. Cierpliwość nie jest moją zaletą niestety, ale czekam. Tylko coraz gorzej ze mną. Jestem w rozsypce i wcale nie umiem sobie dać z tym rady. Nic nie pomaga

nałóg - 2011-08-29, 16:55

martaj napisał/a:
Zmiana nie jest robiona pod kogoś, ale dla kogoś.

Dla kogo?????
Czy dla siebie???
Czy dla kogoś innego???

Jak dla kogoś innego................... to szczęścia z tego w sobie nie znajdziesz.Bo szczęście jest w Tobie.
A jak dla kogoś innego.............to wiedz że ktoś inny jest kimś innym.........inaczej czuje,żyje.

Nie osiągniesz szczęścia opierając fundamen t szczęścia na kims innym.................ani na rodzicach........ani na mężu..........ani na dzieciach.......ani na innych lludziach.
Szczeście jest w Tobie.W Bogu w Tobie.

Dokąd tego nie zrozumiesz .......będziesz cierpieć.
I dobrze...........bo wtedy szybciej -poprzez ból -masz sznasę to zrozumieć

Pogody Ducha

Danka 9 - 2011-08-29, 17:31

Marto witaj, przykro mi ze spotkania z mezem nie daly Ci nadziei.

Jesl Cie meczy mowieniem o rozwodzie, zostaw te rozmowy....to jego decyzja....Ty masz swoje poglady i juz. :-)

Cytat:
Jestem w rozsypce i wcale nie umiem sobie dać z tym rady. Nic nie pomaga


A czego probujesz? Moze trzeba cos zmienic, skoro nie pomaga, a najlepiej nie sama..samemu ciezko sie podniesc
z Bogiem i ludzmi da radę. :-)

martaj - 2011-08-31, 06:16

Jego decyzja ale mój ból...
Nie umiem tak pogodzić się z tym. Myślę o tym nawet mimo woli. I choc staram się tego unikać to jednak te myśli wracają.
Po prostu nie umiem sobie wyobrazić życia bez niego...

Norbert1 - 2011-08-31, 07:50

martaj napisał/a:
Po prostu nie umiem sobie wyobrazić życia bez niego...

noooo to smutna rzeczywistośc.
Martaj jedyne co mi sie jawi to chyba to że jeżeli juz go nie będzie -będziesz musiała chyba umrzeć...tak??
bo nie umiem tego inaczej odczytać....
martaj wiesz na czym bazuja współmałżonkowie???

na uczuciu-a na bazie jego nabieraja pewności siebie,takiej prostej
nigdzie nie pójdzie,nigdzie nie odejdzie,nic nie zrobi
bo wiem jak mocno związany/związana jest ze mną.

i taka jest prawda......

a moze zacznij okazywać to z innej strony........poprzez gesty,słowa,działania

typu

zalezy mi na tym by byc razem,ale jak zdecydujesz inaczej-naucze się zyc sama.
I powoly zacznij badac to w sobie że jako jednostka tez masz szanse żyć,rozwijać się,cieszyć,prosperować

pozdrawiam i miłego dnia

monikabg - 2011-08-31, 08:09

Marto
Cytat:
Nie wiem kto jest u mnie ofiara a kto katem. W zasadzie to wychodzi na to, że na razie maż mnie dręczy a nie ja jego. Ale może to wynik naszego wcześniejszego zycia
pozwól,że zacytuje fragment ksiazki która równiez polecam do przeczytania bo mam nadzieje ,że Dobsona już czytałaś?.."trzeba porzucić pozycje "ofiary", z jakiej widzi sie i interpretuje zdarzenie; trzeba zadac sobie sprawę z tego ze ten kto był katem wczesniej sam stał sie ofiarą a zadanie rany zostało prawdopodobnie spowodowane inna rana.Nie ma ofiar i katów, sa tylko ludzie-zranieni i osamotnieni, którzy staja sie niezdolni do opuszczenia koła własnych uczuć a ich złość rodzi cierpienie".(Trudna miłość-jak pokonać kryzys) i proponuje jeszcze jedna pozycję ja ja mam w wersji audio "Przestań sie martwić i zacznij zyć"-rewelacja..
A co do tego że mąż Cie rani z usmiechem na twarzy mój tez tak robił ale odkad przestałam za nim wydzwaniać i mówić jak go kocham i jak tęsknie przestał a teraz gdy sie spotykamy jest miły i nie rani..czase jest bardzo zabawnie( po lekturze Dobsona napisałam list i postawiłam ultimatum nie wydzwaniam nie sms-uje).Dałam mu termin na 25 września kiedy mija nam wspólne 7 lat i ma mi sie okreslić czy idzie w prawo czy w lewo..bo jak na rezie wyprowadził sie ale nie pozabierał swoich rzeczy z domu..Pozdrawiam trzymaj sie.

róża - 2011-08-31, 08:14

Cytat:
Jestem w rozsypce i wcale nie umiem sobie dać z tym rady.

Martaj, to zupełnie zrozumiałe... Zaledwie 3 lata stażu - nie zdążyliście jeszcze nacieszyć się sobą, a tu już mowa o rozstaniu. Jesteś młodą kobietą... Byłoby dziwne gdybyś napisała "mąż odchodzi, ale nie martwię się tym; poradzę sobie; poczekam cierpliwie na niego". Tego nawet ja, stara mężatka :-) - nie potrafiłabym. I dobrze...
Więc, wszystko w porządku z Twoim przeżywaniem obecnej sytuacji. To normalne, że jest ból , lęk przed samotnością. Niestety, musisz to wszystko przejść, najlepiej z kimś - życzliwym, rozumiejącym... Może to będzie psychoterapeuta, może przyjaciółka. Ktokolwiek by to nie był potrzeba tu także - Jezusa. Zwłaszcza teraz, kiedy cierpienie przygniata. ON jest w takich sytuacjach blisko i czeka, aby pomóc Ci nieść Twój krzyż. Razem... Polecam Adorację.
Jeszcze nie wszystko stracone... Nie wiem co kryje się za chęcią odejścia. To niekoniecznie tak, że mąż chce być wolny. Rozmawiajcie ze sobą, dlaczego??? Jeszcze jest możliwość zmiany planów, ale potrzeba szczerości (!) ze strony męża.
Podobno na tyle jesteśmy "chorzy" na ile w nas nieodkrytych tajemnic. Jakie tajemnice nosi w sobie małżonek??? Jak pomóc mu w ich ujawnieniu?

martaj - 2011-09-01, 08:43

[/quote]Jeszcze nie wszystko stracone... Nie wiem co kryje się za chęcią odejścia. To niekoniecznie tak, że mąż chce być wolny. Rozmawiajcie ze sobą, dlaczego??? Jeszcze jest możliwość zmiany planów, ale potrzeba szczerości (!) ze strony męża.
Podobno na tyle jesteśmy "chorzy" na ile w nas nieodkrytych tajemnic. Jakie tajemnice nosi w sobie małżonek??? Jak pomóc mu w ich ujawnieniu?[/quote]

Właśnie jakie tajemnice. Popadam w paranoję... Cały czas mam myśli że może on jednak kogoś ma, że mnie zdradził i jak bym wtedy postąpiła? Czy nadal mogłabym z nim być? Potrzeba szczerości z jego strony, której nie ma. Mówi tylko nie kocham, nie chce... ale dlaczego z jakich powodów juz nie. Ze mną jest coraz gorzej. Muszę iść do psychologa. Pomaga mi dużo rodzina. Ale wiem, że przede wszystkim to ja sama muszę się z tym uporać. Pomaga modlitwa, ale nie zawsze. Chyba dużo czasu minie zanim się pogodzę z jego odejściem. Powoli moja nadzieja że będziemy razem umiera. Tak szybko to się dzieje. 7 lat razem w tym 2,5 po ślubie a tak szybko się rozpadło. Tak prosto. Bez zadnego przepraszam, żałuję... Tak po prostu wyjdź z moejgo życia i nie wracaj. Tylko daj rozwód i rozstańmy się w zgodzie.
Czuję się okropnie. Brzydka, głupia, nikomu niepotrzebna, bez żadnego poczucia wartości. A gdy pomyślę, że kiedyś w jego życiu pojawi się inna kobieta, o ile już się nie pojawiła to... szkoda gadać.

róża - 2011-09-01, 09:54

Cytat:
Czuję się okropnie. Brzydka, głupia, nikomu niepotrzebna, bez żadnego poczucia wartości.

Stop, stop!
Tak się czujesz, bo mąż mówi, że nie kocha?
Wartość budowana na tym, co myślą, mówią o nas inni to pseudowartość. Chodzi o coś głębszego, trwałego - odkrycie własnej godności: godności Człowieka, Kobiety.
Inni myślą o nas różnie, zależnie od okoliczności, sytuacji w jakiej sami się znaleźli etc. To doprawdy musi być huśtawka wewnątrz: 'ktoś mi dziś powiedział obraźliwe słowo, ktoś źle spojrzał - jestem do niczego, 'ktos dziś mnie pochwalił, ba wręcz zachwycił się mną - ależ jestem cudem świata". Ani jedno, ani drugie...
Marto, właśnie "dlaczego??" Być może odpowiedź otrzymasz niebawem. Łatwiej byłoby Ci pewnie, gdybyś wiedziała...
To super, że masz wsparcie w rodzinie.

http://www.youtube.com/watch?v=wzsUFqZUxeo

martaj - 2011-09-01, 10:32

Nie oczekuję od niego żeby się mną zachwycał, ale kiedy najbliższa na świecie osoba mówi po 2 latach małżeństwa żegnaj, to jednak trochę dołuje i przychodzą myśli, że może top moja wina, że może jestem za mało atrakcyjna, mądra, wrazliwa. Nie wiem o co chodzi. Boję się prawdy ale jednocześnie chcę ją znać. Wiem, że da się żyć po rozstaniu. Mam tu przykład wielu osób stąd, ale ja na razie umiem sobie tego wyobrazić. Nie przestanę go kochać z dnia na dzień. Nie zapomnę o tym, że niedługo planowaliśmy dziecko, a teraz zostanę sama. Co noc kiedy sama usypiam to nadchodzą najgorsze myśli. Budzę się w nocy kilka razy, nie mogę spać, bo mam koszmary...
Rano się budzę też bez niego... Strasznie to dla mnie ciężkie.

[ Dodano: 2011-09-01, 13:23 ]
Czy w ogóle jest to możliwe żeby zapomnieć kiedyś o tym co nas spotkało złego? żeby przestać kochać?

kinga2 - 2011-09-02, 01:13

martaj napisał/a:
Czuję się okropnie. Brzydka, głupia, nikomu niepotrzebna, bez żadnego poczucia wartości.


(1) Na łożu mym nocą szukałam umiłowanego mej duszy, szukałam go, lecz nie znalazłam. (2) Wstanę, po mieście chodzić będę, wśród ulic i placów, szukać będę ukochanego mej duszy. Szukałam go, lecz nie znalazłam. (3) Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto. Czyście widzieli miłego duszy mej? (4) Zaledwie ich minęłam, znalazłam umiłowanego mej duszy, pochwyciłam go i nie puszczę, aż go wprowadzę do domu mej matki, do komnaty mej rodzicielki.
(Pieśń nad pieśniami 3:1-4, Biblia Tysiąclecia)
1) O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jakże piękna! Oczy twe jak gołębice za twoją zasłoną. Włosy twe jak stado kóz falujące na górach Gileadu. (2) Zęby twe jak stado owiec strzyżonych, gdy wychodzą z kąpieli: każda z nich ma bliźniaczą, nie brak żadnej. (3) Jak wstążeczka purpury wargi twe i usta twe pełne wdzięku. Jak okrawek granatu skroń twoja za twoją zasłoną. (4) Szyja twoja jak wieża Dawida, warownie zbudowana; tysiąc tarcz na niej zawieszono, wszystką broń walecznych. (5) Piersi twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli, co pasą się pośród lilii. (6) Nim wiatr wieczorny powieje i znikną cienie, pójdę ku górze mirry, ku pagórkowi kadzidła. (7) Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy. (8) Z Libanu przyjdź, oblubienico, z Libanu przyjdź i zbliż się! Zstąp ze szczytu Amany, z wierzchołka Seniru i Hermonu, z jaskiń lwów, z gór lampartów. (9) Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce jednym spojrzeniem twych oczu, jednym paciorkiem twych naszyjników. (10) Jak piękna jest miłość twoja, siostro ma, oblubienico, o ileż słodsza jest miłość twoja od wina, a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy! (11) Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico, miód i mleko pod twoim językiem, a zapach twoich szat jak woń Libanu. (12) Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym. (13) Pędy twe - granatów gaj, z owocem wybornym kwiaty henny i nardu: (14) nard i szafran, wonna trzcina i cynamon, i wszelkie drzewa żywiczne, mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy. (15) [Tyś] źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych spływających z Libanu. (16) Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa, wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności! Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce!
(Pieśń nad pieśniami 4:1-16, Biblia Tysiąclecia)

Przeczytaj całość. :-D

Cytat:
Czy w ogóle jest to możliwe żeby zapomnieć kiedyś o tym co nas spotkało złego? żeby przestać kochać?


(4) Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; (5) nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; (6) nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. (7) Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. (8) Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. (9) Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.

(1 list do Koryntian 13:4-9, Biblia Tysiąclecia)

marek1111 - 2011-09-02, 01:27
Temat postu: Mysle ze nie odejdzie
to kobiety wywoluja ta burde z rozwodami w 75%. A nawet jesli mial taki zamiar to zawsze mozna z nim porozmawiac a z kobieta to sie nawet rozmawiac nie da
Mirela - 2011-09-02, 07:38

Serdecznie Cię witam!
Przeczytałam Twoje posty, jest ich niewiele...Jednak zaczęłam się zastanawiać....kiedy ostatnio wyrażałeś się o kobietach z miłością....szczególnie o swojej żonie ...Nie musisz tutaj odpowiadać, bo nie chodzi mi o odpowiedź...tylko o zastanowienie sie nad tym ,że zmaga sie u Ciebie poczucie krzywdy na którym zły może zbudować bardzo łatwo dom... Polecam modlitwę...

martaj - 2011-09-03, 11:24

Marek chyba sobie żartujesz? Kobiety wywołują burdę z rozwodami?
A dlaczego mężczyźni częściej piją, znęcają się nad rodzinami, zdradzają? Nie pomyślałeś o tym? W głównej mierze kobiety bardziej cierpię i więcej wybaczają.
A skoro niby z nami nie da się rozmawiać to spróbuj z moim mężem pogadać to wtedy ocenimy kto więcej jest w stanie zrozumieć i kto w większej mierze podejmuje przemyślane decyzje.
Ubawiłeś mnie tym stwierdzeniem... ha ha

nałóg - 2011-09-03, 13:17

marek1111 napisał/a:
to kobiety wywoluja ta burde z rozwodami w 75%. A nawet jesli mial taki zamiar to zawsze mozna z nim porozmawiac a z kobieta to sie nawet rozmawiac nie da

Marek............... nie ma takiego sukińsyństwa kótrego by "zdradzacz" nie uzasadnił i nie zracjonalizował.Do tego jeszcze manipulacja poczuciem winy i krzywdy...... zamiany jedno w drugie.
I niestety............... faceci są w tym lepsi jak ogromna większość kobiet.

Ale jest też i druga strona zdrady................. bardzo rzadko sie zdarza by facet zdradzał fizycznie z facetem a kobieta z kobietą.
Najcześciej drugą stroną zdrady jest płeć przeciwna...... często mająca świadmość że dokonuje zdrady.

Natomiast jest inna zdrada- i ta jest częściej- emocjonalna.
Zdrada czasu,stołu i portfela.

I w tym faceci też mają jakby przewagę nad kobietami.

Pogody Ducha

martaj - 2011-09-05, 15:43

Chyba odpuszczam już...
daję mu wolną rękę. Niech robi co chce. Na siłe go nie zatrzymam. Otwieram ta "klatkę..."
Kocham go i chce aby to małżeństwo przetrwało. Ale niestety do tanga trzeba dwojga,..
Ja już nie mam siły. Zrobiłam wszystko co mogłam zrobić. Teraz wszystko w rękach Boga.

Nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę o nim, zapomnę jak bardzo mnie skrzywdził i czy kiedys przestanę czuć ten ból...

Danka 9 - 2011-09-05, 16:37

Witaj...Pan Bog czeka na nasze opuszczenie rąk i powiedzenie bądź wola Twoja.

Cytat:
Teraz wszystko w rękach Boga
. a ja przewrotnie dodam ze i w Twoich

Buduj na nowo siebie, naprawiaj z Boza pomocą co wymaga naprawienia w Tobie...
Pan Bog przez ludzi wskaże co i jak. :-)
czasami trudnymi drogami prowadzi nas do Siebie.

Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie. sw Ignacy Loyola

na męza nie masz wplywu, na to by być blizej Boga...tak!

martaj - 2011-09-05, 18:32

najciężej chyba powiedzieć bądź wola twoja...
ale teraz mówię BĄDŹ WOLA TWOJA!
ja po ludzku już nie wiem co robić...
teraz muszę się zająć sobą bo bardzo źle ze mną,,

[ Dodano: 2011-09-05, 19:33 ]
najbardziej boję się rozwodu...
i tego że on kogoś znajdzie sobie...

Danka 9 - 2011-09-05, 20:03

Marta, wazne ze wiesz czego chcesz
Cytat:

teraz muszę się zająć sobą bo bardzo źle ze mną,,

a jakie masz pomysły, sposoby? Trzymaj sie Pana Boga!

martaj - 2011-09-09, 07:37

no mam parę pomysłów na siebie ale na razie to tylko plany w razie gdyby jednak małżeństwo się rozpadło. Na razie kiedy tylko mogę staram się wyjeżdżać do znajomych na weekend, nie siedzieć w domu i myśleć o nim. Szukam zajęcia. Ale najgorsze są wieczory kiedy usypiam bez niego, kiedy rano mijam nasz wspólny dom i wiedzę jego auto itd...
I kedy on mi pisze że ładnioe wyglądałam dzisiaj kiedy mnie spotkał przypadkiem, kiedy widzę jego zainteresowanie mną i moimi sprawami..
i zastanawiam się potem dlaczego on mi to robi. Raz krzyczy że to koniec i traktuje mnie jak smiecia, żeby za dwa dni prawić mi komplementy i sprawiać wrażenie że si e martwi o mnie i interesuje moim życiem. Tak naprawdę powinnam starać się zapomnieć o nim i mieć dośc po tym co mi zrobił. Powiedział że jeżeli ja będę mieszkać w domu razem z nim to on tam nie wróci. Więc cóż musiałam zostawić wszytsko i mieszkać u rodziców. A po 7 latach samodzielności to strasznie trudne.
Staram się nie pisać do niego, nie dzwonic. Na razie z różnym skutkiem...
Chcę zapomnieć i żyć na nowo. Tego chce. I chcę być szczęśliwa

monikabg - 2011-09-09, 09:52

Bardzo się cieszę że zmieniłaś podejście...Jeden potrzebuje na tę decyzję wiecej czasu inny mniej...Ale droga która zmierzasz jest dobra..Zyczę wytrwałości i powodzenia..
martaj - 2011-09-09, 13:56

Dzisiaj mija 2 miesiące odkąd powiedział mi że nie chce ze mną być...
cale dwa miesiące a czuję jakby to były lata bez niego..

[ Dodano: 2011-09-09, 15:01 ]
i aż sie boję pomyślec ile jeszcze przede mną...

rzaba - 2011-09-09, 14:42

Marto... przeczytalam Twoj post, kolejna smutna historia, ten sama schemat, taka samo zachowujacy sie facet... ciesze sie ze zaczelas wychodzic do ludzi, szukac soobie zajecia... wiem, jak to jest jak w domu cisza i pustka... moj maz zostawil mnie w sumie 4 lata temu, ale dokladnie pamiatam jak to bylo, pe pierwsze dni, tygodnie, miesiace... potem czlowiek sie przyzwyczaja, juz tak nie teskni i nie czeka, po prostu zyje, choc nigdy nie zapomni co sie stalo, jak to sie stalo, .. z dnia na dzien jednak dni nie wygladaja juz tak szaro i ponuro... dzis zyje, moze nie do konca tak jak powinnam, ale potrafie wstac i usmiechac sie rano, widze sens w zyciu, mam chcec wstac z lozka, isc do pracy i nie placze juz w kacie jak ndawniej... czas, czas, czas... mam nadzije ze i Ty staniesz na nogi, a moze Twoja historia zakonczy sie duzo szczesliwiej niz moja, czego zycze Ci z calego serca...
martaj - 2011-09-09, 17:27

Dzięki rzaba...
też mam nadzieję że moja historia dobrze się skończy ale na razie to tak boli, że nie wiem czy to kiedyś minie, czy przestanę mysleć o nim, śnić, zastanawiać się co robi, gdzie jest...

Danka 9 - 2011-09-09, 19:21

Cytat:
zastanawiam się potem dlaczego on mi to robi. Raz krzyczy że to koniec i traktuje mnie jak smiecia, żeby za dwa dni prawić mi komplementy i sprawiać wrażenie że si e martwi o mnie i interesuje moim życiem


To funduje Ci troche huśtawkę emocjonalną, zastanawia mne takie zachowanie Twojego meza
Moze sam nie wie czego chce, a moze celowo tak sie zachowuje.
Tego nie wiemy.

Ciekawe czy jak nie bedziesz sie z nim kontaktować, sam nie nawiąże kontaktu?
Jesli tak, to przypomina mi to cykl przemocy, ktory wielokrotnie byl tu omawiany...wybuch, a potem miodowy czas, gdy osoba stosujaca przemoc ( slowną też),
stara sie udobruchac partnera, by utrzymac zwiazek z nim.
Mąz mowiac o rozwodzie moze straszy Cię tylko.

Nie swiadczy to o złych intencjach meza, ale o mechaniźmie ktory ma głeboko wdrukowany w siebie ( byc moze), a takze o tym ze jest bardzo pogubiony i na te chwilę pewno łatwiej mu myslec o zyciu bez Ciebie.

Polecam wsparcie psychologa, moze spotkanie w osrodku sychar blisko Twojego miasta...a takze rekolekcje jesienne na Gorze sw Anny! :-)

Pogody Ducha

Norbert1 - 2011-09-09, 22:13

Danka 9 napisał/a:
Jesli tak, to przypomina mi to cykl przemocy, ktory wielokrotnie byl tu omawiany...wybuch, a potem miodowy czas, gdy osoba stosujaca przemoc ( slowną też),
stara sie udobruchac partnera, by utrzymac zwiazek z nim.
Mąz mowiac o rozwodzie moze straszy Cię tylko.

Danko...Danko.........ech

czasami trzeba otworzyc okno i spojrzec przez nie na zewnątrz i zobaczyć że za nim jest także inny świat niz tylko PRZEMOC.........

bo stojąc tylko przed oknem i bojąc sie go otworzyć ...tak naprawdę drepcze w miejscu i zamykam sie tylko w swoim świecie........


Marto

Cytat:
zastanawiam się potem dlaczego on mi to robi. Raz krzyczy że to koniec i traktuje mnie jak smiecia, żeby za dwa dni prawić mi komplementy i sprawiać wrażenie że si e martwi o mnie i interesuje moim życiem


czasami facetów jest trudno zrozumiec ..zreszta tak samo jak i kobiety....czemu z jednej strony odtrącaja..a z drugiej nieśmiło lgną do uczucia..........

strach??? poplątanie wszystkiego??? brak zdecydowania????zagalopowanie się??? trudności w wyrażaniu uczuć???problemy z okresleniem siebie???

pewno to wszystko sa jakies tam składniki takich a nie innych zachowań
.........ale najczęściej w tym wszystkim brak zwykłego dialogu..typu ja bym chciał...ja bym chciała ...
ja tak o nas myslałem..ja tak myslałam............

każde ginie i wysycha bo nie potrafi wyrazic i okreslic prawdziwie siebie


pozdrawiam :-D :-D

dośc fajne słowa znanej piosenki(z prawej strony tłumaczenie)
polecam

http://www.tekstowo.pl/pi...ere_forte_.html

lena - 2011-09-09, 22:59

To funduje Ci troche huśtawkę emocjonalną, zastanawia mne takie zachowanie Twojego meza
Moze sam nie wie czego chce, a moze celowo tak sie zachowuje.
Tego nie wiemy.

Fakt ...niewiemy.
Moze byc różnie....jego zagubienie, bezradność,nieumiejetność nawiazania "własciwego"kontaktu(mimo checi np), celowe działanie.....przemoc.
Tak...może byc i przemoc....nieuświadomiona,ale to zawsze przemoc i przed takową nalezy sie bronić/chronić.
Facet ewidentnie ma problem,ale on jego i sam musi się z nim uporać.

Martaj.....Ty równiez masz problem...inny nieco......
Odkad Cie czytam,piszesz niezmiennie tak samo.
Czy Ty korzystasz z jakiejś fachowej pomocy?
Jak nie to szoruj,ale to juz!.

Danka 9 - 2011-09-10, 07:57

Kochani, Marto, daleka jestem od stawiania diagnoz, bo nie jestem fachowcem.
To tylko maja intuicja, która często mnie dobrze prowadzi.
Zatem dziele sie swoimi obserwacjami, jak i ze mną kiedys ktoś sie podzielił....i jestem za to bardzo wdzięczna.
Bo długo u mnie nie było diagnozy "przemoc", a wiedza o tym bardzo mi sie przydałą i pomogła wyjść z trudności.
Uczę sie stawiać granice, mówić stop gdy dzieje się źle.
nawet nie zdajemy sobie sprawy ile wokól nas jest zachowan okołoprzemocowych, przemocowych....wiele ich na forum też.


Marto
Cytat:
Raz krzyczy że to koniec i traktuje mnie jak smiecia


Mozesz podjąc decyzję, czy pozwolisz na siebie krzyczec i żle traktować.
Nie musisz na to pozwalać, zaslugujesz na wiele dobrych rzeczy...
A mąz byc moze niebawem "podłapie" ze nie ma zgody na dokuczanie
Dasz mu szansę w ten sposob.

Cytat:

każde ginie i wysycha bo nie potrafi wyrazic i okreslic prawdziwie siebie

zgdadzam sie za Norbertem, kazdy z nas wyraza sie tak jak sie nauczył w domu, na swoj sposob....

Pozdrawiam, z Panem Bogiem :-)

lena - 2011-09-10, 10:34

Danus...chyba źle mnie zrozumiałas.
Całkowicie zgadzam sie z tym co piszesz i podoba mi się.... sposób w jaki piszesz.
Własne zdanie,odczucia,doswiadczenia......zawsze poprzedzone czasownikiem ....myśle,wydaje mi sie....i to wszystko z duża dozą kobiecej empatii.
Danus jest ok :-) :-) :-)
Pozdrawiam cieplutko :-)

rzaba - 2011-09-10, 10:42

Marto.. nadejda dni, kiedy zaswieci slonce... wiem, ze trudno w to uwierzyc, wiem, ze teraz jest zle i beznadziejnie, ale nadejda dni, ze bedziesz sie jeszcze usmiechac... ja tez nie myslalam, ze bede w stabnie kiedykowiek z radoscia otworzyc oczy, myslec o tym jak chcialabym spedzic milo dzien, co zrobic, gdzie pojechac na wakacje itd.. czas... na pocztake, bol. lezy, rozgoryzcenia, zale, niemowliswosc poradzenia soebie w tym wszystkim... ale od tego wlasnie jest to foerrum, przyjeciele, rodzina, znajomi... to ich pomoc jest bardzo wazna... choc czasem nawet soebie z tego sprawy nie zdejemy.. potem dlaje czas... czlowiek, z czasem coaraz mniej rozmysla, trawi, przerabia, drapie... uodparnia sie troche, potem juz nie boli az tak bardzo.. owsztem, nie przestanie bolec nigdy, ale nie czyc juz tak wielkiego bolu... wiele osob na tym forrum z tego wyszlo, wiee soebie poradzilo, tzn na tyle by samodzielnie funkcjonowac, zyc , nie zamartiwac sie w kolko i plakac kazdego dnia. nauczylo sie cieszyc kolejnym dniem i tym co w naszym zycu sie dzije.znajdz soebie zajecie, staraj sie nie zmaykac w soebie i w domu, wychodz do ludzi, staraj sie nie byc sama.. to wszystkoe co moge poradzic, aby jakos przebrac okres, gdye jest tak cholernie ciezko.
Danka 9 - 2011-09-10, 12:56

Lena, jest ok, wiem ze mnie rozumiesz, dziękuję, pisałam w liczbie mnogiej, tak ogólnie.... :-)
Norbert1 - 2011-09-10, 12:59

Danka 9 napisał/a:
nawet nie zdajemy sobie sprawy ile wokól nas jest zachowan okołoprzemocowych, przemocowych....wiele ich na forum też.


heeeeeeee

wiem Danko i na dobra sprawę kazdy z nas jak spojrzy głebiej w siebie może stwierdzic że ma takie zachowania ....że są to złe nawyki..nader dziwne zachowania......nerwowośc..wzburzenie itd..itp

ale jak sie chce można o tym usłyszec..można to zrozumiec co jest we mnie ...i wkońcu można usuwac przyczyny.........

To jest do załatwienia ,z tym człowiek da radę sie uporać :mrgreen: :mrgreen:

gorzej jak staje sie to chorobą.. :-( .......choroba jaka niszczy bliskich...niszczy rodzinę....i niszczy wszystko co było piekne .........

Danko.....mój tekst o oknie i otworzeniu go......
był niejako rada że nie nalezy sie zamykac w świecie ..jaki ma szanse okreslać tylko przemoc..zyc w nim i powoli umierać czasami trzeba otworzyc to okno by zobaczyc więcej przełamac strach..wstyd...i dojrzec innych żyjacych ludzi....to czasami jest wyprawa..cięzka wyprawa bo trzeba wiele samemu w sobie zwalczyć..zmienić..podjąc decyzję...ale ta wyprawa ma szanse otworzyc nowy rozdział zycia..........

wiem że weszłąś kiedys w ten cykl w ta wyprawę....uwierzyłas i dlatego zaczełaś żyć


powodzenia Danko...i miłych wielu dni

pozdrawiam

Danka 9 - 2011-09-10, 21:22

Norbert, pozdrawiam, nawzajem. :-D
martaj - 2011-09-11, 09:39

czy ja korzystam z fachowej pomocy? nie na razie jakos nie mam ochoty na psychologów itd. ale mam przyjaciół którzy mi pomagaja. I wiem że ja tez mam problem. Może i piszę to samo ale na razie minęło 2 miesiące nie zmienie sie dnia na dzień i nie jestem w stanie na razie uodpornic sie na to wszystko. To trudna sytuacja ale wiem juz że może to było potrzebne żebym uświadomila sobie pare rzeczy. na przykład to że za bardzo zagubiłam siebie w tym wszystkim , że zatraciłam siebie swoje marzenia dla niego. Zatraciłam gdzieś odwage i taka stagnacja mnie ogarnęła. W sumie jestem mloda mam czas. Teraz wiem że to małżeństwo wyszło za wcześnie. On do tego nie dojrzal. Może ja też nie..
Jeśli mamy byc razem to prędzej czy póxniej znowu bedziemy.
Dam sobie radę bez niego. Muszę. Nie ma innej opcji..
Może czas leczy rany. No cóż będę sie musiała o tym przekonać. I być cierpliwa, a to niestety nigdy nie było moja mocna stroną.

fraszka33 - 2011-09-11, 11:33

hej
Ja tez pisalam ze nie mam ochoty na pychologa ale jak zaczelo tak bardzo bolec to wkoncu poszlam:) To była jedna z lepszych decyzji.
Przyjaciele pomagaja ale nie do konca sa obiektywni:)
Pewnie ze od razu sie nie zmienisz, wszystko przyjdzie z czasem:)
Ja na poczatku bylam przestraszona myszka ktora bez męza nic nie potrafila zrobic.... a teraz wszystko sama:) Nic juz nie stanowi problemu:)
Pozdrawiam:)

lena - 2011-09-11, 12:46

Martaj...przyjaciele wesprą...fachowiec postawi na nogi.
Absolutnie nie chodzi o natychmiastowa zmiane Twojego pisania,bo mnie to wcale nie wadzi,ale o zmianę myslenia,postepowania i co "najwazniejsze".....ukrócenie Twego cierpienia.
Nie stanie się to od razu,ale ......stojąc w miejscu odbierasz sobie tę szanse...przedłuzasz....

Spróbuj bo naprawde warto.
Pozdrawiam :-)

martaj - 2011-09-12, 12:03

Mąż dorabia sobie ideologię do swojego zachowania, że to dla mojego dobra, że będę szczęśliwa że ułożę sobie życie tak jak chce. Że czeka mnie lepsze życie. A on nie potrafi być z kimś kogo nie kocha i że jego uczucia się wypaliły. Że chce być sam zawsze już całe życie. I że nie jest i nie będzie szczęśliwy..
szlachetny taki że szok. Zgrywa się teraz na biednego pokrzywdzonego księcia. I jaką on mi przysługę w życiu robi tym swoim postępowaniem, że to niby dla mnie. On jest tak cyniczny, zimny i bez serca że po prostu szok. Robi wszystkoz zimna krwią, z uśmiechem na ustach.
Mam nadzieję że czeka mnie lepsze życie bez niego. I mam nadzieję że jeszcze będę mogął kiedykolwiek zufać innej osobie po tym wszystkim. A jemu ten cyniczny uśmieszek zniknie z twarzy kiedy ocknie się i ruszy go sumienie, którego na razie nie ma

jeziorko1 - 2011-09-12, 12:38

pokrętna ta jego ideologia niestety... i chyba ją widzisz...
on chce, żebyś żyła tak jak chcesz... a tego, że Ty chcesz właśnie żyć przy jego boku... tego juz on nie chce... cwane ... i jakże.. hmm.. z drugiej strony schematyczne.

wiem, że zapewne to powtórka z rozrywki ale...

Martaj - musisz zrobić COŚ, żeby to co on mówi nie rwało tak Tobą - bo... rana w końcu zrobi się tak wielka, że nie dasz rady być z nim ponownie nawet jeśli on zmieni zdanie.
Kto zaczyna te wasze rozmowy? Ty czy on? jeśli Ty to przestań - znasz już jego zdanie - rozmowa tu nic nie da, tzn rozmowa o Was na dotychczasowych torach nic nie da.
Zacznijcie rozmawiać na inne tematy - nauczcie się rozmawiać na inne tematy. Jeśli on mówi, że nie kocha, to takimi rozmowami nic nie zdziałasz - nie pokocha Cię znów. To strasznie boli, nie zaczynaj rozmów w których możesz to ponownie usłyszeć. Po co?
Musisz wrócić do siebie i nie dla niego ale dla siebie (znów powtorka :D). Nie z założeniem, że jak powiem, zrobię tak to on wróci... musisz być w zgodzie ze sobą, szczera, autentyczna, szczęśliwa...

i tu myślę, że przyjaciele już nie pomogą. Przyjaciele przytulą, wysłuchają, poklną, ulżą Ci mieszająć męża z błotem i podkreślając, że jesteś dzielna, że jesteś w trudnej sytuacji.. ale.. nie pomogą znaleźć Ci drogi do zmiany siebie... dlaczego... bo nie jesteśmy w tym kierunku szkoleni - nikt z nas - będąc potencjalnych przyjacielem nie ma takiej wiedzy, nie jest na tyle obiektywny, żeby dobrze pomóc. Bo psycholog nie otrze łez ale zmusi do pracy nad sobą. Wiem, bo sama to przeszłam...

Fakt - do tego trzeba dojrzeć - ja poddałam się po 4 m-cach rozpaczliwej walki.

Nie żałuję -

śledzę Twoj wątek i trzymam kciuki mocno za Ciebie :)

martaj - 2011-09-12, 13:08

Wiesz teraz już nie zaczynam ja tych rozmów, bo nie chcę słuchać tego wszystkiego. Samo jakoś jemu wychodzi. Bardzo chciałabym o czymś innym pogadać, ale my nie ieszkamy razem więc...
cóż nie ma okazji do innych rozmów. On często szuka zaczepki ze mną. Ale w ogóle to jakieś dziwne. Chce mnie kontrolować gdzie jesteś, dlaczego nie w domu, ładnie wyglądasz itd...
pytam się po co? chyba łatwiej by mi było jkaby powiedział koniec i rzeczywiście odszedl a nie takie nadzieje mi dawał, interesował się co robię. A niech odchodzi. Jego życie, jego decyzja. Będzie żałował mam nadzieję. Po prostu jest kłamcą i cynicznym człowiekiem. Do końca mówił że kocha, że tęskni a w ciągu dwóch dni nagle zmienił zdanie i zamienił moje zycie w koszmar.
Wiem że muszę sie wziąć w garść. Potrzeba mi czasu ewidentnie i zmiany otoczenia. Jeżli odejdzie na dobre i dojdzie do rozwodu rzucam pracę i szukam innej w duzym mieście, jak najdalej od niego, od tego środowiska w którym zostałam notabene dla niego. Tyle mu poświęciłam, zrezygnowałam z tylu rzeczy, szans dla niego...
Nie warto...

rzaba - 2011-09-13, 10:00

Marto, wiem jak ciezko.. oj mowil to samo, ze zostawiajac mnie daje mi wiekszemozliwosci i lepsze zycie, ze bede miala kogos kto mnie bedzie kochal szanowal, bardziej od niego, ze on na mnie nie zasluzyl..nie wiem, czy chcial sie tym usprawiedliwioc, wzbudzic poczucie winy, czy tez co innego nie wiem.. ja tlumaczylam, ze kocham, ze chce, ze pomimo... to na niewiele sie zdalo,k ale przynajmiej mamj sumienie czyste, ze probowalam, ze chcialam, ze walczylam, nie zarzuce soebie, ze nie probowalm, ze nie zrobilam wszystkiego co mozna... potem, potem mijal czas i powoli zacezlam stawac na nogi, zyc dla siebie, realizowac swoje marzenia, wyjezdzac, robic to na co mam ochote, ogladac film, poczytac ksieakze, sprzedac czas tak jak lubie, a nie pod niego, nie dostowsowujac sie do nieg... tak wczesniej cale moje zycie bylo dla niego, pod niego, bo dla mnie kazda chwila z nim byla najwazniejsza, bylo mi szkoda kazdej jednej minuty dla siebie, bo przeciez moim bozkiem byl on... udalo mi sie z tego podnioesc, udalo mi sie przetrwac ten koszmar i sporo zroumiec.. a dzis.. dzis on nie wiem, czy jest szczesliwy, wiem, ze pokrecil swojej zycie, wiem tez ze nie wiele sie zmienil w pewnych kwestiach, dlaej jest on jego, pasje, jego hobby, a kobieta, z ktora jest tez jest na szarym koncu.. dbaj o siebie, wychodz do przyjaciol, znajomych, ronb to co lubisz, co chcesz, to czego nie robilas wczesniej, sprobuj sie spelnic jako kobieta.
Danka 9 - 2011-09-14, 20:23

Marto, widac duzo w Tobie złosci na męza, rozumiem to dobrze.

Cytat:
On często szuka zaczepki ze mną. Ale w ogóle to jakieś dziwne. Chce mnie kontrolować gdzie jesteś, dlaczego nie w domu, ładnie wyglądasz itd...
pytam się po co?

to jest zastanawiające i pokazuje ze nie jestes mu obojetna.

Chcesz zaczac zycie od nowa...zyczę Ci dobrego zycia z Panem Bogiem...i kto wie moze mąż dołączy?
Trzeba wierzyć i działąc :-)

mare1966 - 2011-09-14, 20:52

Cytat:
sprobuj sie spelnic jako kobieta


Nie jestem kobietą , ale wydaje mi się , że kobieta
spełnia się jako
żona i matka .
Do tego została chyba stworzona ?
......... Adam się nudził :->

Cytat:
wychodz do przyjaciol, znajomych, ronb to co lubisz, co chcesz, to czego nie robilas wczesniej

To może doraźnie trochę pomóc , ale sprawy nie załatwi .
Taka "ucieczka" ( zwłaszcza jakby miała się przeciągać na całe lata )
chyba nie była by dobra .

martaj - 2011-09-15, 09:25

Po tym jak mój mąż stwierdził że jestem formalnie tylko jego żoną i ma w nosie to co będę dalej robić sumienie go ruszyło nie wiem jak to nazwać i napisał mi że mnie przeprasza i że wie że zniszczył CUDOWNę małżeństwo! tak napisał cudowne! i że często myśli o mnie ale tak będzie lepiej dla mnie.
I że tyle mieliśmy palnów wspólnych ale wszytsko przepadło. Nigdy nie zapomni czasu spędzonego ze mną, tych chwil. I żebym sobie ułożyła nowe lepsze zycie jakiego chciałam zawsze. Bo on nie może mi nic dać i że nie pasuje do mnie i mojej rodziny.
I co ja mam zrobić?
On się usporawiedliwia. Ja już nie zniosę tego. Niech da mi spokój. Bo ja nie dam rady jeżli on tak będzie pisał, a potem będzie robił coś odwrotnego.

Nirwanna - 2011-09-15, 13:47

mare1966 napisał/a:
Nie jestem kobietą , ale wydaje mi się , że kobieta
spełnia się jako
żona i matka .
Do tego została chyba stworzona ?


Wydaje Ci się ;-) Została przede wszystkim stworzona do bycia kobietą :-) Faktem jest, że w naszej cywilizacji proporcjonalnie wielki odsetek kobiet spełnia się jako żona i matka. Ale w żaden sposób nie deprecjonuje to kobiet, które w sposób formalny w ten sposób nie funkcjonują. Bycie matką duchową też jest formą matkowania, mimo że fizycznie kobieta dziecka żadnego nie urodziła. A siostry zakonne? Mało kobiece może?

Bycie kobietą to coś dużo więcej niż bycie żoną i matką, uwierz mi :-)

Danka 9 - 2011-09-15, 20:41

Cytat:
Bycie kobietą to coś dużo więcej niż bycie żoną i matką, uwierz mi :-)


No ba! Podpisuję sie obiema łapkami!

Marto
Cytat:
On się usporawiedliwia. Ja już nie zniosę tego. Niech da mi spokój. Bo ja nie dam rady jeżli on tak będzie pisał, a potem będzie robił coś odwrotnego.


A jak chcesz to wyegzekwować? Podpuszczam do postawienia granic. ;-)
Z modlitwą

martaj - 2011-09-25, 12:22

to co sie stało to moja wina...nie mam już nadziei...
nie mam siły żyć tak dalej ze świadomośxcią że to juz koniec...

mare1966 - 2011-09-25, 22:02

Nirwanno i Danko .
Cytat:
Wydaje Ci się Została przede wszystkim stworzona do bycia kobietą

Czyli kobieta została stworzona do bycia kobietą .
To znaczyć może wiele i .... nic .

Oczywiście , że nie chodziło mi o wyłącznie fizyczne matkowanie .
MATKA Teresa , do zakonnic ( zwłaszcza starszych ) też mówi się matko .
Nayczycielki , pielęgniarki też wypełniają rolę matek .
Ojciec Święty - ile ma dzieci ?
W zakonie - też ojcowie .

Dużo więcej , czyli CO ?
Co takiego może kobieta więcej
niż URODZIĆ CZŁOWIEKA ???
Co takiego może więcej kobieta
niż KSZTAŁTOWAĆ tego człowieka ???
Co więcej może uczynić kobieta dla mężczyzny
niż być mu dobrą , kochającą żoną ???

Praca zawodowa, kariera naukowa - to głupoty
w porównaniu do "kariery" bycia DOBRĄ matką i żoną .

Wiem , że znów narażam się ;-) ,
ale jeżeli wierzę w coś ,
to ...... bez względu na konsekwencje , wypowiadam .

Oczywiście , może myślimy podobnie , tylko Panie "bardziej subtelnie" ,
a ja tak z grubej rury .



................ MATKA Boża ( nie kobieta Boża )
................ OJCZE Nasz ( nie mężczyzno Nasz )

Norbert1 - 2011-09-26, 07:27

mare1966 napisał/a:
Czyli kobieta została stworzona do bycia kobietą .
To znaczyć może wiele i .... nic .

heeee a wiesz mare zgodze się z toba w tej materii :mrgreen: :mrgreen:

Danka 9 napisał/a:
No ba! Podpisuję sie obiema łapkami!

Nirwanna napisał/a:
Została przede wszystkim stworzona do bycia kobietą


zatem została stworzona do bycia kobietą???.....
a reasumując

mężczyzna został stworzony do bycia mężczyzna???......

każde zostalo jednym słowem stworzone tak sobie ???

wg mnie to trochi nie tak :-P :-P

..a gdzie zatem wzór i obraz kobiety i męzczyzny na obraz rozdziny boskiej....
kobieta..mężczyzna i dziecko

Jak będzie wyglądał świat gdy każde sobie rzepke skrobie i tylko dla siebie???

mare1966 napisał/a:
Praca zawodowa, kariera naukowa - to głupoty
w porównaniu do "kariery" bycia DOBRĄ matką i żoną .


mare ma racje nirwano -bo snobizm to moda ....
snobizm to wybór z włąsnej woli lub mimo woli -na skutek czegoś....

ale snobizm ..to snobizm
czyli zatracenie pewnych wartości dla innych wartości
wyłączając oczywiście:
powołanie,misje i cele wyższe- zwane nadrzędne.....

pozdrawiam

Nirwanna - 2011-09-26, 08:05

Norbert1 napisał/a:
Jak będzie wyglądał świat gdy każde sobie rzepke skrobie i tylko dla siebie???

mare1966 napisał/a:
Praca zawodowa, kariera naukowa - to głupoty
w porównaniu do "kariery" bycia DOBRĄ matką i żoną .


mare ma racje nirwano -bo snobizm to moda ....
snobizm to wybór z włąsnej woli lub mimo woli -na skutek czegoś....

ale snobizm ..to snobizm
czyli zatracenie pewnych wartości dla innych wartości


Oj, Oj. Żeście się Panowie trochu zagalopowali ;-)
Odniosłam się do słów mare, iż kobieta została stworzona do bycia żoną i matką. Ja nie jestem matką (w sensie, że żadnego dziecka nie urodziłam), i żoną - tak po ludzku patrząc - też teraz nie jestem. Ale wcale nie czuję się przez to mniej kobieco i mniej kobietą ani mniej "pełnosprawną" kobietą. Chociaż nie zagłębiłam się całkowicie w pracę zawodową, karierę naukową, czy inne "snobizmy". U mnie to zupełnie inne działalności ;-) Bycie kobietą nie oznacza bycia nią dla samej siebie, oczywiście że nie. Ale na pewno nie kończy się to na byciu żoną i matką, i nie stoi w opozycji do kariery zawodowej. To dużo bardziej skomplikowane.
Pozdrawiam :-)

Norbert1 - 2011-09-26, 08:25

Nirwanna napisał/a:
Oj, Oj. Żeście się Panowie trochu zagalopowali

nirwano ano tak se pobrykali :-P :-P

ale spoko- z mojej strony to czyta merytoryka i wiele zrozumienia :lol: :lol:

Nirwanna napisał/a:
Bycie kobietą nie oznacza bycia nią dla samej siebie, oczywiście że nie.


w zasadzie chodziło mi własnie o to co powyżej-i to nazwałem snobizmem....w zasadzie jakąś modą..........

choć z drugiej strony mam pełną świadomośc że nie nalezy głosic haseł -anty
i patrzeć na to jak tylko na coś złego

jeno zastanowić się co moze byc taka przyczyna że coraz więcej kobiet wybiera to bycie dla siebie i tylko ze soba

pozdrawiam

Danka 9 - 2011-09-26, 09:02

Zaraz zaraz, a gdzie wątek Marty!

Marto masz dosyć widać..wspieram modlitwą...i cóż jesli przyjmujesz ze Twoj tez jest udział w kryzysie to najlepiej zabrac sie do odbudowy, przeproszenia, zadoscuczynienia...nawet jak uwazasz ze nie ma sensu, to dla swojego spokoju wewnetrznego, dla Pana Boga

zreszta takie są warunki sakramentu pokuty jesli do niego przystepujesz...pojednac sie z bliźnim i zadoścuczynic

oczyszcza to bardzo serce i pozwala na bycie blisko znów z Bogiem. Pogody Ducha..

-----------------------------------------------------------------------
co do kobiecości, goraco polecam ksiazke "kobieta kapłaństwo serca"
Cytat:
Co takiego może kobieta więcej
niż URODZIĆ CZŁOWIEKA ???
Co takiego może więcej kobieta
niż KSZTAŁTOWAĆ tego człowieka ???cyt.mare


tez odnajduję sie w tych słowach, choć nie jestem fizycznie matką
ale powołaniem wielu kobiet jest też macierzynstwo duchowe, otaczanie opieką, pomocą innych ludzi...
a także promieniowanie swoją kobiecościa na świat :-)
czy to w rodzinie, wsrod przyjaciół, czy w pracy, czy wnoszenie pierwiastka kobiecego do polityki, nauki, wszedzie tam gdzie są kobiety...
macierzynstwo jest wpisane w nature kobiety w roznych , nie koniecznie dosłownych formach :-)

myślę ze analogicznie jest z ojcostwem, bez Pana Boga i matkować i ojcować mądrze, to niemożliwe...

Cytat:
jeno zastanowić się co moze byc taka przyczyna że coraz więcej kobiet wybiera to bycie dla siebie i tylko ze soba

i mężczyzn też, ogólnie ludzie coraz częsciej zyją dla siebie i ze sobą jak piszesz
mysle ze dlatego głownie dlatego, ze Pan Bog nie jest na pierwszym miejscu....i czesto nie z ich winy, ale tak się zycie potoczyło i nie mieli wyboru, kontaktu z mądrymi ludźmi, rodzicami...itp.

Norbert1 - 2011-09-26, 09:23

Danka 9 napisał/a:
Zaraz zaraz, a gdzie wątek Marty!

Jasne że Marta decyduje o tym co i jak w jej wątku :mrgreen: :mrgreen:
choc nieraz prosta pogadanka uwalnia od tego dnia codziennego i wiecznie narastających własnych problemów

zatem takowa odsapka-to dobra rzecz :-P :-P

Danka 9 napisał/a:
ale powołaniem wielu kobiet jest też macierzynstwo duchowe, otaczanie opieką, pomocą innych ludzi...
a także promieniowanie swoją kobiecościa na świat
czy to w rodzinie, wsrod przyjaciół, czy w pracy, czy wnoszenie pierwiastka kobiecego do polityki, nauki, wszedzie tam gdzie są kobiety...
macierzynstwo jest wpisane w nature kobiety w roznych , nie koniecznie dosłownych for

pewnie że nikt tego nie wyklucza zarówno jak rola kobiet tak i rola mężczyzn...

wazne by we wsiem był umiar ,a i chyba to że czasami trudno jest wielu sprawom na raz sprostać....

i zwyczajnie wchodzi: flustracja,wypalenie,efekt przemęczenia itd..itp

jak mawiają cuś..za cuś :mrgreen: :mrgreen:

Danka 9 napisał/a:
ze Pan Bog nie jest na pierwszym miejscu....i czesto nie z ich winy


Danko ale czy tu napewno chodzi o miejsce na jakim jest Bóg????

czy raczej to jakich my sami dokonujemy wyborów

...niekiedy nawet jak nosimy Boga w sercu.....

nie wiem???
ale ja czuję to tak ....Bogu zalezy nie na miejscu -na jakim znajduje w naszym sercu,a prędzej na tym by byc faktycznie w naszym sercu i abyśmy postepowali zgodnie z wiarą i sumieniem o jakim nam mówi

pozdrawiam

Ozeasz - 2011-09-27, 07:14

Norbert napisał

Danko ale czy tu napewno chodzi o miejsce na jakim jest Bóg????

czy raczej to jakich my sami dokonujemy wyborów

...niekiedy nawet jak nosimy Boga w sercu.....

nie wiem???
ale ja czuję to tak ....Bogu zalezy nie na miejscu -na jakim znajduje w naszym sercu,a prędzej na tym by byc faktycznie w naszym sercu i abyśmy postepowali zgodnie z wiarą i sumieniem o jakim nam mówi

pozdrawiam

?????


Norbert pozwolę się z Tobą niezgodzić ,Bóg w Piśmie Św.wielokrotnie i na różne sposoby objawia nam Swoje oczekiwania co do naszych z nim relacji ,i zawsze to On jest najważniejszy i na pierwszym miejscu .Bóg powtarza to często żeby nie było wątpliwości .

Norbert1 - 2011-09-27, 07:56

Ozeasz napisał/a:
Swoje oczekiwania co do naszych z nim relacji ,i zawsze to On jest najważniejszy i na pierwszym miejscu


ozeaszu nie jestem ani teologiem,ani wielka we mnie wiedza

ale ....zgoda co do relacji, zgoda co do najwazniejszy.....

a co do miejsca ????

hmmmm.......... faryzeusze też stawiali na pierwsze miejsce -lecz czy naprawde Go mieli w tym sercu ????

ozeaszu myslę że nie o miejsca tu chodzi ....jeno o prawdziwośc...

pozdrawiam

Ozeasz - 2011-09-27, 11:03

Norbert ,przykład faryzeuszy świadczy o tym że Bóg nie był w ich życiu na pierwszym miejscu ,„groby pobielane,„ mówił Jezus , „plemię żmijowe „mówił Jan Chrzciciel, „kto nie żyje w prawdzie ,nie zna Boga „mówi Jan apostoł .To właśnie o to chodzi w tym wszystkim ,na jakim miejscu jest Bóg w moim życiu ,bo od tego zależy jakich wyborów dokonuje.Sama deklaracja ,że mam Boga w sercu tylko pozostanie teorią, jeśli praktyka tego nie potwierdza lub wskaże moja nieznajomość Bożych oczekiwań oraz poznanie Go w sposób płytki .
Norbert1 - 2011-09-27, 11:45

Nie rozumiemy sie Ozeasz

..faryzeusze tez twierdzili że wiara i Bog sa dla nich najważniejsze....
tu nie chodzi właśnie o deklaracje ...jeno o ta prawdziwośc Boga w sercu....
i nie istotne jak to się deklaruje gdzie i jakie miejsce to jest ..bo ma byc to szczere i uczciwe a także prawdziwe........

czemu o tym pisze???

bo chocby to jakies tam moje przemyslenia po mszy i kazaniu....
i o tym co na nim usłyszałem
nie wazne sa deklaracje z numerkami ..wazna jest prawda we własnym sercu....

a dopiero nad takim parwdziwym i otwartym -bez deklaracji pochyla sie Bóg i zajmie pozycję w sercu jaką zechce zająć

"zaprawde powiadam wam:Celnicy i nierządnice wchodza przed wami do królestwa niebieskiego"............

Mt 21,28-32


i rozważania
http://spotkaniezbogiem.blogspot.com/

pozdrawiam

martaj - 2011-09-27, 17:28

ja również niestety nie jestem matka i być może nigdy nie będzie mi to dane..
tu chyba najbardziej mnie boli. Szczególnie teraz kiedy widzę jak moje koleżanki jedna po drugiej rodzią dzieci, zapraszają do siebie... nie jeżdżę tam , zbyt boli patrzenie na cudze szczęście, przytulanie tych dzieciaków...
nie wiem czy jest sens się jeszcze starać ratować to malżeństwo. Mój mąz widzi to chyba w ten sposob, że spotkamy się wtedy kiedy on chce i najlepiej żebym spełniała wybrane obowiązki jako żona (mam na myśli sprawy łóżkowe). On wie że ma nade mną wladzę, to jest najgorsze. I ja jestem taka głupia że daję sie nabrać na jego czułe słówka, które on zaraz obraca w zart albo udaje że ich nie było...
Napisal mi że wie że zniszczył takie cudowne małżeństwo...
więc ja się pytam skoro było cudowne to po co je niszczył. On się pogubił chyba. Teraz zaczyna jak przewidziałam zwalac na mnie winę. ZOstałam z niczym, bez męża, domu, rzeczy gromadzonych wspólnie a on mi wypomina że przecież samochód mi zostawil, który i tak był mój. Boże jak ja mam dośc tego wszystkiego. Najlepeij żebym znikła wszyscy by byli szczęśliwi.
Teraz wychodzi że to moja wina bo jestem niecierpliwa, nerwowa, że mogłam to, że mogłam tatmto...
tak mnie to wszystko osacza, że ja już nie daję rady. Wcale nie jest lepiej z czasem,. Jest wręcz gorzej.
Wiem że musze zacząć żyć bez niego.
I zdecydowałam że jeśli on wniesie o rozwód ja się zgodzę, ale taki z orzekaniem o winie, jego winie.
Nic nie da że będę stawiać opór. Siła go nie zatrzymam. Chce rozwodu niech ma. Ja też mam prawo by być szczęśliwą i ułożyć sobie życie na nowo.
Skoro to jego wola... ja juz zrobiłam wszystko co mogłam.

Mirakulum - 2011-09-27, 19:33

martaj napisał/a:
I zdecydowałam że jeśli on wniesie o rozwód ja się zgodzę, ale taki z orzekaniem o winie, jego winie.
Nic nie da że będę stawiać opór. Siła go nie zatrzymam. Chce rozwodu niech ma. Ja też mam prawo by być szczęśliwą i ułożyć sobie życie na nowo.
Skoro to jego wola... ja już zrobiłam wszystko co mogłam.


Dobrze to przemyśl.

czy zdajesz sobie sprawę ze skutków , także duchowych ???

Ja jestem po rozwodzie, znam to od podszewki , nie życzę tego nikomu .
Jesteś z Sycharkami 2 miesiące , w pierwszym poście napisałaś , że nie uznajesz rozwodów.

Chętnie porozmawiam z Tobą na skypie lub na pw.



Pogody Ducha , wspomnę w modlitwie

Danka 9 - 2011-09-27, 20:15

Marto, nigdy nie mów nigdy, tego nie wiadomo, a jesteś młodą kobietą.....zstawmy to Panu Bogu, choc ja tez często gdybam na swoja niekorzysc.....ale wiem ze to osłabia...odbiera nadzieję i radość zycia

"wyłowiłam z Twojego pisania
Cytat:
ja juz zrobiłam wszystko co mogłam.

Ok
ale w kontekscie tego co dalej...
Cytat:
On wie że ma nade mną wladzę, to jest najgorsze. I ja jestem taka głupia że daję sie nabrać na jego czułe słówka, które on zaraz obraca w zart albo udaje że ich nie było...

nie brzmi to spójnie...

jak to moze byc ze drugi człowiek , maz ma władzę nad Tobą....tylko Ty sama i Pan Bog moze ją miec
jak mąż ma sie nauczyc Ciebie szanować, jak nie masz siły w sobie, nie okazujesz jej?
czy napewno Marto juz wszystko zrobiłaś i teraz osiąśc na laurach i zgodzic sie na rozód?
owszem, można....ale co dalej?

Pamietam w modlitwie.

EVKA - 2011-09-27, 22:22

Witaj Martaj :)

Śledzę Twój temat od czasu kiedy i u mnie w moim małżeństwie pojawiły sie ogromne problemy ( okolo 3 miesiace juz ) .
Dużo uczę sie od tych wszystkich mądrych ludzi ( nazywam ich naszymi Aniołami :) ).
Wszystko bardzo podobnie i u mnie sie potoczyło.... 9 lat razem, prawie od 3 jestesmy małżeństwem...., Dzięki Ci Boże za Synka którym obdarzyłeś nas 8 m-cy temu.....
I już prawie 3 m-ce odkąd mąż po powrocie z pracy oświadczył mi że mnie nie kocha.
Tu malutkie dzieciątko, stres związany z nowo otwartą firmą męża, pewnie jakis kryzys wielku sredniego (własnie skonczyl 30 lat )....no i ( tak jak podejzewałam ) znajoma- wspolna znajoma, która zaczęłą robic mu ksiegowosc......

Chodzi o to, że nie mam zamiaru Cie jeszcze bardziej dołować czy wzbudzać paranoje....
Bo to co napisze jest tylko z mojego doświadczenia!!!
Jeżeli dzieje sie tak, iż mąż wraca jak zawsze z pracy i oznajmia że nie kocha tak nagle to ....... lepiej być od razu na najgorsze przygotowanym.....
A cała reszta to tylko wymówki, ogłuszanie swojego sumienia-mój też tak gadał!!! Te wszystkie pierdoły że mi samej będzie lepiej, że bez niego bede szczesliwsza itd. .....
W ogóle to oczywiscie wszystko jest moją wina, a on miła tak ze mna zle całe życie..... tylko dlaczego tak długo sie dusił ??????

Tak, jest mi bardzo ciężko!!! Jednak dużo tu czytam, staram sie wdrażać w życie jak najwięcej dobrego, zmieniam siebie ile sie da- chociaż są nerwy czasami.. :(
No i Synek..... dla NIego żyję to On mnie motywuje najbardziej!!!

Jednak chcę Ci powiedzieć : NIE ZWLEKAJ Z TYM PSYCHOLOGIEM!!!!
Poszłam juz w tydzien po jego oswiaczeniu ze mnie nie kocha!!!
Pomógł!! W czwartek mam nastepna wizyte juuuupi :)
Nie zartuje!! Tak ludzie- rodzina, przyjaciele, znajomi...... ale ktos kto jest zupelnie obiektywny tez jest potrzebny!!!
Pomoze Ci sie nie obwiniac za wszystko bo nie jestes wszystkiemu winna i juz przestan tak sie obwiniac!!!!! To Twoj mąż ma problem!!! ( tak jak moj .... )

Tak, dużo sie modle ( z tad ta wielka siła!!! ) Eucharystia :)
Ale na " Miłość potrzebuje stanowczosci" Dobsona mówię "moja 2ga biblia" :):):)
i myślę ze i Ty powinnas ja studiowac codziennie!!!!!!!

Niestety nie jestem psychologiem :( jednak z wypowiedzi mojego powiem Ci jedno :
NIE WAZNE CO CI MĄŻ MÓWI - WRACAJ DO DOMU!!!!!!!!!!!
Po tym jak mąż mi oświadczył o jego uczuciach do mnie... czyli ich braku....
uciekłam- spakowałam Synka i siebie i na prawie 3 tyg wyjechałam do rodziców
Wróciłam- wydaje mi sie ze latwiej było u rodziców bo teraz kiedy on wychodzi to mysle, zawsze zastanawiam sie gdzie jest i co robi.........
zachodze w głowe.........
jak dostaje smsy czy ktos dzwoni i on ucieka z tel dzieje sie ze mna cos zlego straszna zazdrosc............
Jednak jestem w domu....... on wie ze to nasz wspolny dom, wie ze jestem......
nie da sie o tak wymazac wspolmalzona z zycia!!!!
A TY martaj nie mieszkajac z nim ( nie wazne tu jest czego on chce!!! jak chce to niech sie sam wyprowadzi!!! )tak jakby dajesz mu nie tylko wolna reke - i rob co chcesz ale takze dajesz mu na po przyzwolenie i głaszczesz po głóce..... tym bardziej ze :
martaj napisał/a:
Mój mąz widzi to chyba w ten sposob, że spotkamy się wtedy kiedy on chce i najlepiej żebym spełniała wybrane obowiązki jako żona (mam na myśli sprawy łóżkowe). On wie że ma nade mną wladzę, to jest najgorsze.


Też się "poddałam" ale Bogu ...... Jezu ufam Tobie powtarzam kazdego dnia bo ja nic nie zrobi oprocz pracy nad soba!!!!
Jak Oni tam u góry zadecyduja tak będzie .......

Jednak martaj pomóz mężowi Twemu.......... nie dawaj mu wolnej reki na wszystko!!!!
Wracaj do Twojego domu i zajmij sie soba!!!!!

My zyjemy obok siebie..... lecz widze male kroczki do przodu.... bardzo male moge powiedziec w sumie........ sa tez kroki do tyłu niestety .....jednak tu jest tyle madrych ludzi... oni nam tak pomagaja.....korzystaj, uczmy sie ......

DZIĘKUJĘ ZA WASZE MĄDRE WPISY NASI ANIOŁOWIE :)

Głowa do góry :)
POzdrawiam i będę pamietać w modlitwie!!!
xxx

Norbert1 - 2011-09-28, 07:34

martaj napisał/a:
ja również niestety nie jestem matka i być może nigdy nie będzie mi to dane..

Marto a wiesz co to autosugestja i uleganie jej???
czy wiesz jak ważną role odgrywa samo nastawienie człowieka???

pozytywne to 50% sukcesu
negatywne to 50% porażki....

a wybór jest twój...........


martaj napisał/a:
Wiem że musze zacząć żyć bez niego.


masz pełna rację !!!
i nie koniecznie do tego potrzebny jest rozwód, i nie koniecznie trzeba uciekać nieraz na drugi kraniec kraju.....

a jak nauczyć się zyć samoistnie???
-jako odrębna jednostka ...(bez efektu asymilacji)....


nauczą cię pewnie specjaliści-dlatego tak ważne by skorzystać z ich pomocy i wkońcu zadbac o siebie



pozdrawiam

[ Dodano: 2011-09-28, 08:39 ]
Danka 9 napisał/a:
nie brzmi to spójnie...

jak to moze byc ze drugi człowiek , maz ma władzę nad Tobą....


A może Danko...może :mrgreen: :mrgreen:

i jak każden seeeeee pogrzebie w sobie to stwierdzi że to fakt

bo może

martaj - 2011-09-28, 12:34

zdaję sobie sprawę ze skutków rozwodu, ale jeśli ja się nie zgodzę to i tak prędzej czy później sąd go orzeknie...
także chcąc nie chcąc i tak się ze mną rozwiedzie

Mirakulum - 2011-09-28, 16:04

martaj napisał/a:
także chcąc nie chcąc i tak się ze mną rozwiedzie


może i tak , ale sumienie nic Ci nie będzie wyrzucać.


Pogody Ducha

kinga2 - 2011-09-28, 17:40

martaj napisał/a:
także chcąc nie chcąc i tak się ze mną rozwiedzie

To drastyczne, ale dobrze obrazuje takie myślenie, jak Twoje teraz , ma to w sobie coś z różnicy pomiędzy naturalną śmiercią chorego, a eutanazją. Czy nie widzisz jak odbiera się Bogu prawo do decyzji i działania ?

EVKA - 2011-09-28, 22:24

Martaj,
wiesz.....podobnie jak Ty myślałam nie raz nie dwa, jeszcze czasami łapie sie na tych myślach.....
ale tylko czasami....... :)
Uwierz mi, że to co Ci wszyscy doradzają jest szczere i tak musisz zrobić!!!
A więc zadbaj o siebie!!!!
Nie myśl o rozwodzie, bo myślenie tylko Cie dołuje....
Nie ważne to jest teraz....
Pomyśl o sobie........
Widzisz ja z doswiadczenia wiem co piszę!!!!
Od jakiegos czasu tak jak wczesniej pisałam widuje sie z psychologiem i jest super!!!!
Zajęłam się sobą (pomimo malutkiego dzieciątka i codziennych wieczorów w domu.... bo nie moge wyjsc z domu )
A mineły 3 m-ce od czasu gdy mąż mi oświadczył ze mnie nie kocha.....
i jakis 1 m-ac jak znalazlam dowody na zdrade ( oczywiscie domyslalam sie od samego poczatku... )
I dzis juz maly cud ... :D sms ze o nas mysli i ze jest na siebie zły ze zatracilismy to co nas łączyło.....................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiem ze to początek długiej drogi ale .......
Postawa, moja NOWA postawa i moje zmiany i to że pokazuję mu że go nie potrzebuje i sama daję sobie rade wzorowo :) na pewno miały duży wpływ na zmianę jego myslenia ................od skrajnego NIE kocham NIE chce itd...... na myślę o was czesto....... :)
Boję sie............
Ale widzisz musisz i Twojemu mężowi to pokazać, że nie jest Ci potzrbny do szczęścia i że bez niego też masz swoje życie........
On to na pewno doceni...... powoli czas czas czas..... ale idz do przodu na przeciw nowemu dniu w szczęściu i z uśmiechem :)
Tak jest ciężko ale raczej innego wyjścia nie mamy......
Ile można płakac i sie dołowac???????
Uwierz w końcu w siebie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
I wracaj do Waszego domu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Będzie trudno ale......... nikt nie mówił że życie to bajka :) tak????
Nikt też nie mówił ze jest łatwo w małżeństwie!!!!
no :)
Trzymaj sie i bądz dzielna !!!!!!!!!
A różaniec miej zawsze przy sobie :)
Ja spię z moim różańcem odkad mąż sypia osobno......... i noce nie są już takie ciężkie ;)
A w dzień mam mój różaniec zawsze blisko mnie ( najcześćej w kieszeni ) i gdy juz opadam z sił ściskam Go mocno i jest lepiej po chwili !!!!! :) :)
Wiara, nadzieja i MIŁOŚĆ

Danka 9 - 2011-09-29, 12:02

Cytat:
zdaję sobie sprawę ze skutków rozwodu, ale jeśli ja się nie zgodzę to i tak prędzej czy później sąd go orzeknie...
także chcąc nie chcąc i tak się ze mną rozwiedzie


chciałam napisać "Marto nie dziel skory na niedzwiedziu' ;)

masz pozew? nie pisz scenariuszy i nie zamartwiaj sie na zapas.
Po mojemu to Twoj mąż straszy tylko.
Nie trac czasu i energii na rozmyslania a bierz sie za siebie.!!!
Z Panem Bogiem :-)

Danka 9 - 2011-09-29, 12:04

EVKA fajnie piszesz z entuzjazmem i radoscią !!

Cytat:
Też się "poddałam" ale Bogu ...... Jezu ufam Tobie powtarzam kazdego dnia bo ja nic nie zrobi oprocz pracy nad soba!!!!
Jak Oni tam u góry zadecyduja tak będzie .......

Jednak martaj pomóz mężowi Twemu.......... nie dawaj mu wolnej reki na wszystko!!!!


super :-)

martaj - 2011-09-29, 12:17

Macie rację olać to. Bez niego też da się żyć. Pozwu na razie nie ma. Może kiedyś się opamięta. a co tam życie bez niego też może być ok nie?
Jestem taka pesymistka więc może dlatego tak marudzę długo. I czasem jest lepiej czasem są chwile zwątpienia. W sumie całe życie przede mną...
a może mi to rozstanie na dobre wyjdzie i wreszcie zrealizuję wszystko to z czego zrezygnowałam dla niego?

Danka 9 - 2011-09-29, 12:54

Cytat:
Jestem taka pesymistka więc może dlatego tak marudzę długo. I czasem jest lepiej czasem są chwile zwątpienia. W sumie całe życie przede mną...


Nie marudzisz ale dzielisz sie swoimi watpliwosciami...
szukasz wsparcia, a moze pocieszenia, moze pogłaskania po głowie, moze poparcia "tak zgódź sie na rozwód'?

a tu tylko bierz sie za siebie, i takie tam ;-)

Cytat:
a może mi to rozstanie na dobre wyjdzie i wreszcie zrealizuję wszystko to z czego zrezygnowałam dla niego?

mi separacja na zdrowie bardzo wyszła, przezyłam wiele fajnych chwil z przyjaciólmi, nauczylam sie wiele :-D
Pan Bog ma rozne drogi dla kazdego z nas
I na pewno leczy z pesymizmu! Nie jestes pesymistką tylko masz teraz dołek pewno.
Trzymaj się!

martaj - 2011-09-29, 13:02

własnie dostałam sms od niego
jedno pytanie - czy zgodzisz się na rozwód?
nic nie odpowiedziałam bo nie wiem co...

Ife - 2011-09-29, 16:50

Jak to nie wiesz co odpisac??? Kochasz go???To napisz że nie bo Cię kocham i tyle.Pozdrawiam.
Danka 9 - 2011-09-29, 18:55

Marta, wspieram modlitwą, słuchaj swego serca.
Polecam watek Stasia z forum, ktory mial podobny dylemat.

martaj - 2011-09-29, 20:20

widziałam się z nim. Powiedzialam że jeśli chce rozmawiać o rozwodzie to w cztery oczy i że ja nie będę życia przez sms załatwiać. No i mój maż oświadczył że nie wnosi o rozwód bo ja się nie zgadzam...
no i sobie poczeka bo mu powiedziałam że się nie zgadzam i się nie zgodzę. Że przysięgałam raz na całe życie i koniec kropka.
I niech zastanowi się raz a dobrze a nie funduje mi kolejne huśtawki i czułe słówka a potem znowu mówi że nie chce ze mną być.
Mam nadzieję że będę na tyle silna żby to wytrzymać. Umówiłam się z psychologiem już.

Mirakulum - 2011-09-29, 21:09

No i proszę stanowcza miłość i już inaczej :mrgreen:

Pogody Ducha

kinga2 - 2011-09-30, 21:00

martaj napisał/a:
jedno pytanie - czy zgodzisz się na rozwód?


odpowiedź:
(3) Niech miłość i wierność zawsze będą z tobą; przywiąż je sobie na szyi, wypisz na serca tablicach! (4) Wtedy znajdziesz życzliwość i względy zarówno u Boga, jak i ludzi. (5) Całym sercem zaufaj Panu i nie buduj nigdy na własnej mądrości! (6) Staraj się Go dostrzegać na wszystkich swych drogach, bo On sam wyrównuje twe ścieżki.
(Ks. Przysłów 3:3-6, Biblia Warszawsko-Praska)

Biblia ma odpowiedź na każde pytanie. :mrgreen:

Bella - 2011-10-07, 22:41

co tam kochana u Ciebie?
martaj - 2011-10-17, 14:24

tak bardzo go kocham... i tak bardzo za nim tęsknię.. nie ma sekundy żebym o nim nie myślała...
Czy ten ból kiedyś przejdzie?

Danka 9 - 2011-10-17, 18:49

Ból ma szanse minac jesli Ty podejmiesz jakies swiadome duchowe oraz emocjonalne działąnia
sam z siebie...rzadko mija i moze dlugo trwac

Pogody Ducha

martaj - 2011-10-21, 19:04

fakt ból sam nie minie... ale nie minie też tak do końca nigdy... tak myślę. Bo to zawsze gdzieś chyba wśrodku zostaje to poczucie, że się coś zawaliło, że ON gdzieś tam żyje bez Ciebie...
nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale wiem że muszę się tego nauczyć

ProNo - 2011-10-21, 19:58

Hej ! Przejdzie Ci to im szybciej tym lepiej . 26 latek masz i zycie przed Tobą . Czasami coś sie nie udaje Tu wszyscy są tacy co ...... mówiąc delikatnie im nie wyszło !!! Obudź sie i nie czekaj na tego księciunia ! Jak to Nałóg mówi " Pogody Ducha " Pozdrawiam
Karolina12 - 2011-10-21, 20:18

ProNo napisał/a:
Tu wszyscy są tacy co ...... mówiąc delikatnie im nie wyszło !!! Obudź sie i nie czekaj na tego księciunia !


Nie masz racji , są tacy którym wyszło ( mam tu na myśli siebie) podejrzewam że takich jak ja jest więcej....

ProNo - 2011-10-21, 20:45

super ! to trzeba o tym mówić !! Świadectwa sa potrzebne !!! Nie gadanie o nie powiem czym !
Mirela - 2011-10-22, 11:24

martaj napisał/a:
fakt ból sam nie minie... ale nie minie też tak do końca nigdy... tak myślę. Bo to zawsze gdzieś chyba wśrodku zostaje to poczucie, że się coś zawaliło, że ON gdzieś tam żyje bez Ciebie...
nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale wiem że muszę się tego nauczyć


Serdecznie witam:)
Jak sama zuwazyłaś co minie , a co nie minie , co będzie z Toba i Twoim mężem to Twoje wyobrażenie.
Martaj...jestem rozradowana bogactwem duchowym, które jest ukryte w Tobie i czeka do odkrywania przez Ciebie z Chrystusem. I nie ma innej drogi ...NIE MA...Chrystus podkreśla ,że jest DROGĄ ...,zaprasza "przyjdźcie do Mnie wszyscy ktrórzy utrudzeni I obciążeni jesteście, Ja was pokrzepie"...Wystarczy chcieć odwrócić wzrok od....tego co złe i przytłacza...i otworzyć oczy PRZED TYM KTÓRY UZDRAWIA i zostawic Mu to...,bo ten ból nie jest tym co mija...ten ból jest do oddania... No i oczywiście nie tak łatwo...oddawać samemu, tego też nie oczekuje Chrystus ...PRAGNIE RAZEM...
Martaj...w zyciu doświadczyłam bardzo wiele zła, które pozostawia w człowieku blizny. Byłam "przegrana " jak Chrystus na krzyżu...patrząc po ludzku...Nikt za TAKIM przegranym się nie odwraca...nie interesuje...bo człowieka pociąga sukces,powodzenie, brak trudności...i kiedy pojawia się coś niespodziewanego i stajemy się "społecznie przegrani" jak Chrystus , tak bardzo czesto CHCEMY uciec...a uciekając z krzyża ( wyobraź to sobie) do którego przybija cię zycie , sami zadajemy sobie rany...nie można zejść z krzyza SAMEMU...To Chrystus wyzwala...przemienia,ze rany które sa odbiciem Twojego cierpienia zabliźniaja się, goja przez ZMARTWYCHWSTANIE w Chrystusie...są inne mozliwości...typu daj sobie spokój...znajdziesz innego...albo nie był ciebie wart i takie tam ...to ta szeroka droga. Ale Bóg daje nam WSZYSTKO CO ZWIE SIE MIŁOSCIĄ, ta Miłość jest tak potężna ,ze przyjęcie jej sprawia nam ogromny trud...Jedno wiem...z doświadczenia...innej juz nie chcę...zwyczajnie to tak...jak bys stała pod potężną góra i mówiła nie wejdę...nie dam rady( jak Hagar) , a obok jest kolejka linowa...nawet jej nie zauważasz...stoisz i płaczesz...pogrążasz się , wtapiasz się w beznadzieje...wiec wsiądź w te właściwa kolejkę,na szczycie jest cudownie:) tam Pan w Duchu sw. rozlewa miłość, radość,pokój, cierpliwość, wierność, łagodność, opanowanie .
Dzięki temu dziś mogę być z mężem i mogę patrzeć na małe i wielkie cuda, znosząc przy tym trudności...bo i przecież kobieta rodzi w bólach dziecko, cud...i te cuda zwiastują przeciwności...
Nie pozwól odebrać sobie wiary, nadziei , miłości ...to sa najwyzsze dary dane człowiekowi od Boga. I nie myśl i nie lekaj się ,że wierność i miłość to tylko ból i cierpienie...to zwiastun WIELKIEJ RADOŚCI ...Wszystko co najpiękniejsze przed Tobą , wierzę ,że nie pozwolisz sobie tego odebrać :)

Błogosławieństwa Bożego zyczę , UFNOŚCI W BOŻĄ MOC oraz w to ,że TYLKO JEZUS UZDRAWIA.
Pamiętam w modlitwie...
Nie poddawaj sie bólowi...strata czasu...można inaczej...
WIERZE W TWOJE SZCZĘŚCIE KTÓRE MIESZKA W TOBIE
http://www.youtube.com/wa...feature=related

martaj - 2011-10-22, 12:00

Dziękuje za te słowa.
Mam nadzieję że tak jak Mirela będę w stanie być taka ufna i radosna. Wiem że tez dużo zależy ode mnie. Mój stan ducha aktualnie nie jest najlepszy, ale mam nadzieję że to minie. Mam świadomość że muszę się wzić w graść i staram się to robić. Może na razie małymi krokami i czasem mi nie wychodzi... ale myślę że kiedyś będę w stanie powioedzieć że koniec juz tego bólu.
Ja mogę codziennie rano spojrzeć sobie w oczy w lustrze... w wiem że Jego dopadnie kiedyś sumienie, że to co zrobił jest złe. Lekkie łatwe przyjemne życie jakie on prowadzi teraz beze mnie kiedys się skoczy, bo ileż można zyć pustym życiem, bez boga, bez miłości, bez uczuć...
Oby tylko nie zrobił tego za późno.
Jest mi bardzo ciężko, jak większości z nas tutaj, ale wierzę że czeka mnie jeszcze kiedyś wiele dobra i mam nadzieję duża szczęśliwa rodzina pełna dzieci...muszę w to wierzyć nie ma innej opcji

Mirela - 2011-10-22, 12:07

Bardzo mocno całym sercem przytulam Ciebie z Chrystusem

http://www.kryzys.org/pos...de=reply&t=6472

martaj - 2011-10-30, 20:55

ja nie umiem się uodpornić na jego nastroje i opinie...
raz chce rozwieść się ze mną raz chce jeszcze czasu i przemyśleń
pisze że ładnie wyglądałam jak gdzieś mnie tam zobaczył a raz udaje na ulicy że nie zna...i co ja mam robić jak przestać o nim myśleć każdego dnia i nocy...
ja cierpię bardzo a on chodzi po imprezach i mówi że to jego sprawa jak sobie życie ułoży...
nie wiem jak uodpornić się na takie ciosy...po prostu nie wiem...
tak bardzo za nim tęsknię...każdego dnia coraz bardziej czas wcale nie goi ran. przynajmniej moich

aagrafkaa - 2011-10-30, 21:17

Widzę, że dalej walczysz....
Moich ran tez, jak na razie czas nie zagoił.... Mam wrażenie, że stoję cały czas w tym samym miejscu, gdzie Narzeczony mnie zostawił...

martaj - 2011-10-30, 22:01

Walczę... hm... ktoś mi kiedyś tu zarzucił że to złe słowo... i chyba racja nie warto walczyć. Warto naprawiać i ja staram się naprawiać. A walczyć tez walczę sama ze sobą żeby każdego dnia wstać i życ dalej mimo wszytsko.., życ bez niego...choć to na razie strasznie ciężkie. I chyba takie pozostanie. I ten ból kiedy wiem, że on tam szaleje na imprezach a ja zamartwiam się na śmierć. Nie umiem się od tego odciąć, od tego złego myślenia, od myślenia o nim w ogóle. Nie wniósł na razie o rozwód, choć powiedział że to zrobi. I tylko drzwi się za mną zamknęły wiadomośc od niego, że ładnie wyglądałam że miałam ładną sukienkę...
On nie chce ze mną być jak twierdzi ale mówi że bardzo mu się podobam, że jestem mądra itd nie wiem o co mu chodzi i chyba nie staram się już zorzumieć, bo każda moja interpretacja jest zła. Znowu narobię sobie nadziei a potem on mi mówi że nie chce być ze mną. Nawet raz przez cały ten czas kiedy byliśmy razem nie powiedział mi że jest nieszcześliwy jak twietrdzi teraz. Nie dał mi szansy na poprawe błędów, złego zachowania czy tego co mu nie pasowało we mnie. Ale na moje pytanie dlaczego był niedzczęśliwy, co ja złego robiłam odpowiada tak po prostu, ogólnie...to ma byc odpowiedź na ptanie zasadniocze dotyczące naszego małżeństwa. I tak po prostu chce się rowieść. Nienułatwię mu tego. Jeśli bedzie trzeba będę walczyć aby sąd nie dał nam rozwodu. Nie jest mi on do niczego potrzebny. Mam nadziejże, że on kiedys się opamięta. Powiedziałam mu że jestem w stanie mu wybaczyć i chce nadal być z nim i że go kocham i niech on robi z tym co chcve. Zdanie moje zna.

[ Dodano: 2011-11-02, 17:32 ]
Mój mąż napisał mi że potrzebuje jeszcze czasu, żeby przemyśleć to wszytsko...
I we mnie znów budzi się nadzieja, nie wiem czy potrzebnie.
Wiem, że on też bardzo się pogubił. I mam nadzieję że odnajdzie właściwą drogę. Grunt że nie złożył tego pozwu o rozwód.

[ Dodano: 2011-11-02, 17:34 ]
Może on potrzebuje się wyszumieć a potem wróci? Nie wiem już sama. Wiem jedno, że chcę mu wybaczyć i jestem w stanie to zrobić. Bo wiele pytań rodzina znajomi mi zadają czy byłabym w stanie żyć dalej z takim człowiekiem, który tyle zła mi wyrządził. Jestem pewna, że chcę być dalej z mężem mimo tego... na pewno będzie mi ciężko jeśli już będziemy razem, ale przecież go kocham...więc jeśli popracujemy nad tym to myślę, że możemy jedynie wyjść mocniejsi z tego kryzysu. Grunt żeby on podjął decyzję tą właściwą...

Danka 9 - 2011-11-02, 20:43

Marto, jesli mam byc szczera, chyba juz pisalam o tym wczesniej do Ciebie
wydaje mi się, ze to zachowanie męza wymaga postawienia przez Ciebie granic...
albo chce byc mezem albo nie...nie mysl ze namawiam Cie do rozwodu, absolutnie

ale takie prawienie kompelentow na zmiane ze starszeniem rozwodem wyglada mocno nieodpowiedzialnie i Ty nie musisz sie na to godzic
piszesz ze boli.....powiedz stop
nie musisz sie krecic z mezem na tej karuzeli emocji....
poprocuj (z fachowcem najlepiej) nad poczuciem wartosci, znajdz zajecie by nie myslec o mezu
to pomoze mezowi....opowiedziec sie po jednej ze stron....byc moze sie pogniewa...odwroci..na jakis czas, jest ryzyko..moze na dluzej...tego nie wiesz
ale bedziesz spokojniejsza i pewniejsza siebie ze zadbałas o swoj komfort psychiczny
i na zlo ( nekanie) odpowiedziałas STOP

Fachowan pomoc niezbędna...i modlitwa
wspieram modlitwą! :-)

Norbert1 - 2011-11-02, 23:22

martaj napisał/a:
Może on potrzebuje się wyszumieć a potem wróci?

Martaj wyszumieć??? a co to u licha wodospad jest czy co???

A gdzie dorosłośc???,gdzie odpowiedzialność????

czy wiesz co to sa konsenkwencje???

jeżeli nie -to ty juz ponosisz konsenkwencje dziecinady męża...a gdzie zatem jego konsenkwencje???
chyba nie takie.....

żony sterczacej przy drzwiach i czekajacej na dzwonek....

czy wrócił..czy juz wrócił....

martaj otrząsnij sie wkońcu....

Agnieshka - 2011-11-03, 00:25

Martaj,

czytalam Twe posty, po kilka razy...
I wiesz, czytam teraz bardzo ciekawa ksiazke, o ktorej byc moze juz slyszalas ( bo o niej tez pisano na sycharowskim forum, nieco wczesniej) ''Milosc wymaga stanowczosci'' (Love must be tough).
Wiadomo, ze sama ksiazka nie rozwiaze za Ciebie, ani za Twego meza, problemow ale na pewno pomoze Ci zrozumiec siebie sama, swoj stan, emocje z jakimi sie borykasz na codzien...

Piszesz o tym, ze jestes gotowa przebaczyc. OK, rozumiem.
Piszesz ze moze maz ma teraz etap wyszumienia sie etc. Ale Ty liczysz na to, ze sie wyszumi, ze wroci etc i nadal go kochasz.
Piszesz ze jest ciezko, ciezko bez niego.

Zatem tak:
nie chce Ciebie dolowac. Wydaje mi sie jednak, ze kieruje Toba panika, ktora jest nieracjonalna. Ona doprowadza Ciebie do takiego myslenia: oby wrocil, juz nie wazne co robi, niech tylko bedzie, bo ja nie umiem bez niego zyc. Tylko ze Twoj obecny stan emocjonalny prowadzi Ciebie, tak mi sie wydaje, do wnioskow: zgodze sie na jego warunki, byle by tylko byl ze mna.
Marta,
jezeli facetowi pozwolisz na wszystko, na te bujania sie po imprezach, na inne akcje, i nadal bedziesz czekala na niego z sercem pelnym milosci, facet pomysli tak: kurcze, zadnych granic, latwizna, moge robic co chce, i tak bedzie moja potulna, mila etc.
Musisz wymagac, milosc jest wymagajaca, prawdziwa milosc stawia GRANICE!

Polecam tez ksiazki ks. Marka Dziewieckiego.


Serdecznie pozdrawiam, nie poddawaj sie!

martaj - 2011-11-03, 07:27

Wiem że macie rację. To nie jest tak że ja będę z nim bez względu na wszytsko. Wiem, że są granice. Kiedy mówiłam mu że mu wybaczę i wróce do niego to powiedziałam że to nie będzie na zasadzie, że on robi co chce i tak będzie jak dawniej. Że musimy oboje tego chcieć, a przede wszystkim pracować.
I Norbert masz rację on nie jest ani dorosły ani odpowiedzialny. I też racja że kieruje mną panika i to duża. Książkę miłość wymaga stanowczości czytałam kilka razy. Ale chyba nie jestem jeszcze dośc silna, aby zastosować niektore drastyczne środki w niej opisane:) Wiem, że macie rację są jakieś granice. Stawiam mu je ale cóż z tego skoro on ma to w nosie i tak robi co chce.

Danka 9 - 2011-11-03, 16:16

Marta, wiem, lektura ksiazki sama nie zmieni nawykow ktore wyrabialas sobie dlugo ( poblazanie)
albo raczej nie wyrabiałas( stanowczosc)...ja tez sie tego uczyłam, uczę.
Cytat:

Stawiam mu je ale cóż z tego skoro on ma to w nosie i tak robi co chce.

pscholog, terapeuta, trening asertywnosci...pomogliby
tego sie mozna nauczyc jak jezyka obcego...na poczatku dukamy....a potem mozna sie dogadac :mrgreen:

a jak stawiasz?? postawic granice to jedno.....ale caly numer w tym by konsekwentnie je wyegzekwować...skutecznym być !!

Pogody Ducha

martaj - 2011-11-19, 19:57

Witam Kochani!!! Dawno nie pisałam. Ale muszę się Wam pochwalić... Nie wiem czy nie za wcześnie, ale co tam... Wychodzę , a właściwe wychodzimy razem na prostą. Ja i mąż. Zaczynamy na nowo!!! Jestem tak szczęśliwa, że aż się tego szczęścia boję. Od wczoraj uśmiech nie zachodzi z mojej twarzy:)))
Wiem, że wiele wiele pracy przed nami, żeby odbudować to wszystko co między nami było i aby to znowu się nie powtórzyło. Ale jest nadzieja. Wielka nadzieja, która przez te ponad 4 miesiące nie umarła we mnie. Warto wierzyć i Warto ratować jeśli kochamy. Trzeba szukać motywacji, wysilać się , żeby chcieć naprawiać. I nadal wierzę że ja i mąz możemy być jeszcze bardzo szczęśliwi. Wiele we mnie obaw i lęku. Muszę na naowo nauczyć się ufać i na nowo nauczyć żyć. Ale wierzę że damy radę. Dziękuję Wam kochani za pomoc. Bardzo...I proszę o modlitwę...Dziękuje

mare1966 - 2011-11-20, 18:31

Marto .
No , wreszcie coś optymistycznego na tym forum .
Aby się Wam spełniło .
Grunt to świadoma decyzja Was obojga ,
a taki kryzys na początku ,
na pewno pomoże w dalszym życiu ,
żyć bardziej świadomie ,
cieszyć się z każdego dnia ,
bardziej doceniać "normalność " .
Powodzenia !

[ Dodano: 2011-11-20, 18:34 ]
....... i Marto
1.Bóg
2. Mąż
3. DZIECI ( jak będą NIE ZAPOMNIJ O MEŻU - bo znów będzie źle !!!!! ) :->

martaj - 2011-11-21, 19:13

Kolejność zapamiętam:) i mam nadzieję że już pojawią się kiedyś jakieś dzieciaczki bo bardzo bardzo tego pragnę:)
Trzymajcie za mnie, za nas kciuki żeby udało nam się odbudować naszą miłość.

maryniaa - 2011-11-21, 19:23

eetam kciuki( :evil: ) masz moją modlitwę :-D
Ona1974 - 2011-11-22, 17:20

martaj napisał/a:
dziękuję... ale tak trudno w to wierzyć, że będzie dobrze... Że moje życie ma sens. Gdybym choć była matką, to wszystko wyglądałoby inaczej, a tak dla kogo mam żyć?


Ja mam dwoje dzieci, mąz w 09/2011 złozyl pozew - błagałam, ponizałam się, prosiła, wyłam ...nic do dzis nic.. nawet dzieci nie sa powodem dla niego żeby walczyć ... gine z dnia na dzień i troche sie odradzam... trochę .. dzis nawet rozmawiałam z nim w miły, spokojny i rzeczowy sposób .. o dziwo to on sie denerwował nie ja. Więc może faktycznie czekać co zesle los?

[ Dodano: 2011-11-22, 17:30 ]
Jestem tu nowa ale tez walcze nadal mimo, ze brakuje mi sił aby wstac rano do pracy. Przeżyłam juz załamanie nerwowe (dwa tygodnie w łóżku, 6 kg mnie na wadze). Tłumaczyłam wiele razy mężowi i na pytanie czy mnie nie kocha: słyszę chcę rozwodu. Zostawił sobie furtkę i nadal jest ona niedomknięta. A ja głupia czekam i wylewam łzy. A on oznajmia, że jedzie na imprezę i że nie przyjdzie. Ja na to: oczywiście masz prawo. A on kilka dni po rząd popija. Jest Policjantem. I to tez skomplikowało nasz życie. Ile to będzie trwać. Do tego problemy finansowe... czasami mam wrażenie, że powinnam sie rozmyc w nicosci i moze obudzic sie za kilka lat...

martaj - 2011-11-22, 20:40

Też to przeszłam. Ja wypłakiwałam oczy w domu, nie jadałm, ledwo wstawałam do pracy a on imprezy, picie... Myślę, że w ten sposób może oni zagłuszają swoje sumienie, chcą pokazać że są wolni... ale to chyba tylko pozory. Takie życie szybko nudzi i staje się puste. Wytrwałości ci życzę.
martaj - 2011-11-22, 22:34

Będzie lepiej... Musi być... nie ma innej opcji
kinga2 - 2011-11-23, 20:27

martaj napisał/a:
Będzie lepiej... Musi być... nie ma innej opcji

Bogu niech bedą dzięki za takie nastawienie. I bedzie tak , gdy wszystko zatopicie w Bogu i będziecie oddawać Maryi.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group