Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Potrzebuje rozmowy-wsparcia i modlitwy

landis85 - 2009-06-27, 08:46
Temat postu: Potrzebuje rozmowy-wsparcia i modlitwy
Witam wszystkich serdecznie!

mam 24 lata, moj maz 26 jestesmy 3 lata po slubie, wczesniej ponad 4 lata
chodzenia, mamy 2 zaplanowanych dzieci
jak wiele par mielismy swoje wzloty i upadki
jednak teraz stoimi przed widmem rozwodu :( z czego bardzo ubolewam
pod koniec stycznia moj maz w sieci poznal kolezanke-tak na poczatku ja
traktowal, dziewczyna miala 21 lat i pol roczne dziecko
moj maz sie w niej zakochal, co zauwazylam prawie od razu, jednak on do samego
konca sie wypieral, to ona na poczatku kwietnia napisala mi ze moj maz sie w
niej zakochal, przeslala mi wszystkie jego sms-y w ktorych wyznawal jej
milosc, pisal ze kocha ja, mnie juz od dawna nie kocha :( ze lacza ze mna go
tylko dzieci, jezdzil do niej, prosil o spotkania, kupowal prezenty miedzy
innymi bizuterie
ona tego nie chciala przyjac, nie odwzajemniala jego milosci poniewaz kochala
ojca swojego dziecka ktorego obecnie nie bylo w kraju
moj maz po rozmowie stwierdzil ze nie kocha mnie od urodzenia naszej corki
(czyli w sierpniu bedzie rok), nie wierzy juz w Boga, ze nie jest o mnie
zazdrosny, nie musze mowic co czulam, zwlaszcza ze to przypadlo na okres kiedy
z corka lezalam w szpitalu a ja dowiedzialam ze ze on jezdzi do niej :(
nie moglam uwierzyc w to ze tak dlugo mnie nie kocha, wyznawal mi milosc,
calowal, tulil itp
po tym wszystkim prosil o 2 szanse a ja bardzo szybko mu ja dalam...
nadal funkcjonowalismy jako rodzina, z tym ze przestal mi mowic juz kocham
cie, zrobil sie zimny
czulam ze nie jest juz taki sam , ale byly miedzy nami i dobre dni, z rozmowa,
z przytulaniem itp - jak przed tym wszystkim
3 dni temu dowiedzialam sie ze znowu kogos poznal...
mezatka z dzieckiem tez b mloda (20 lat) ta nie kocha swojego meza, wyznala
milosc mojemu
moj maz twierdzi ze jej nie kocha, ale rozmawiali codzinnie do 2 w nocy, ale od 2 dni nie rozmawia , nie wiem ktos urwal ten kontak
znow powialo chlodem miedzy nami
to bardzo odbija sie na mnie i na dzieciach
po czwartkowej rozmowie uslyszalam, ze on chce poszukac prawdziwej milosci, ze
mi jej nigdy nie da, ze nie moze mnie tak trzymac, zasluguje na cos wiecej,
plakal, przepraszal za te stracone dla mnie lata, ale on nic nie poradzi na to
ze mnie nie kocha, ze moglabym go zdradzic a on nie wzruszylby rekoma :(
to tak bardzo boli :(
to nie jest ten sam czlowiek, wczesniej byl kochajacy, to on bardziej zabiegal
o mnie, widzialam ze mnie kocha, czulam to sercem, byl bardzo spokojny, bardzo
wrazliwy, naprawde bardzo
kiedy ja mialam chwile zwatpienia, chcialam odejsc, to pocieszal mnie ze
jeszcze 30 lat razem spedzimy, mielismy jechac na zagraniczna wycieczke,nie
mam odchodzic
teraz mam wrazenie ze czasami nie ma serca, odwrocil sie od rodzicow,od
znajomych ktorzy mowila mu zeby sie opamietal
nie wiem co dalej mam zrobic?
walczyc? ale jak?
czy powiedziec droga wolna, jak ci tego tak brakuje to powiedz dzieciom ze nas
zostawiasz, moj syn ma dopiero 3 lata, on bardzo teskni za tata, ktory ma
swoja firme i bardzo dlugo pracuje, czesto chce zadzwonic do niego powiedziec
ze go kocha i przeslac mu buziaczki, ja nie moge na to patrzec, jest mi tak
smutno i zle, nie chce rozwodu, kocham meza, bylabym sklonna pojsc na terapie,
chodzilam sama, wiem ze jestem zbyt ulegla i mam za niska samoocene, maz nie
chcial isc
na kazda forme pomocy slysze nie, albo dobrze za tydzien i tak mija miesiac...
nie chce rozwodu, bardzo go kocham mojego meza, chcialabym uslyszec od niego
ze sie pogubil, ale ze juz wrocil :)

wiem ze moj udzial w tym wszystkim tez sie, nie wierzylam dostatecznie w meza, czasami glosno myslalam nad sprawami finansowymi , ale odkad zalozyl swoja firme staram sie go chwalic, podtrzymywac , wspierac, chce zeby maz znowu odkryl we mnie ta sama delikatna, czula ale i stanowcza dziewczyne

po przeczytaniu fragmentow polecanej tu ksiazki wiem juz ze powinnam otworzyc mu klatke , poki co dojrzewam do tej decyzji, nie wiem jak mam sie do tego zabrac, co powiedziec?
czekac az maz sam znowu pozna kogos? i wtedy to wykorzystac?
przesyla mi "bledne sygnaly"
raz mowi ze bedzie rozwod bo on tego b chce, za chwile mowi ze pojedziemy na zagraniczna wycieczke (tak planowalismy w tym roku)
staram sie byc silna,jednak ciagle upadam :(
bede wdzieczna za rozmowe

Sislay - 2009-06-27, 09:52

Zacznę od tego, mam 24 lata, moja żona, jesteśmy od 7 lat i od 3 jesteśmy małżeństwem, mielibyśmy 2 dzieci, jedno w tym roku ok.6 grudnia kończyłoby 4 latka, a drugie, około 5 stycznia 2 latka, niestety nie udało się nam donieść ciąży. Teraz moja historia i jak sobie z nią poradziliśmy.
Po stracie 2 dziecka, kompletnie się załamaliśmy wspieraliśmy się jak tylko dało rade. W pewnej chwili to wszystko mnie przerosło, doszło jeszcze wiele różnych spraw. Moja kochana żona mnie wspierała, pomagała, choć widziałem że brakuje jej tchu nie, potrafiłem podołać temu wszystkiemu. Pogubiłem się, zakręciłem, straciłem orientacje co dalej. Jestem planistą, więc dla mnie brak perspektyw, planów to jak armagedon. Co prawda nie szukałem pocieszania w innych ramionach, ale bardzo się oddaliłem, zamknąłem się w sobie przestałem mówić o swoich uczuciach, a moje kocham cie, straciło na wartości, bo nie płynęło z serca. Wiele o tym wszystkim rozmawialiśmy, ja pragnąłem być tym samym ciepłym i kochającym chłopakiem co kiedyś, bardzo tego chciałem ale nie potrafiłem się zmienić, czułem chłód w sercu, miałem wrażenie że już jej nie kocham, ale zawsze gdy patrzyła na mnie wiedziałem że tak nie jest, że ona jest tą jedyną. Bardzo mnie wspierała, chciała być wreszcie szczęśliwa jak kiedyś. Któregoś dnia, gdy wiele spraw się na gromadziło, coś we mnie pękło, nie wytrzymałem, wtuliłem się w nią i rozpłakałem(wiem to nie męskie, ale uważam że szczere), powiedziałem jej o tym wszystkim co czuje, co mnie gryzie, o tym że gdzieś zabłądziłem, ona też się rozpłakała, porozmawialiśmy przez dłuższa chwilę i tak zasnęliśmy, następnego dnia, wszystko zaczęliśmy od nowa, ja poczułem w sercu na stałe to miłe ciepełko. Ona z dnia na dzień czuje że wraca jej mały prywatny raj...

Twój mąż ucieka od Ciebie, nie radzi sobie z czymś, może z rolą ojca, może z rolą męża, coś go przerasta, ale nie chce się przyznać, musisz z niego to wydobyć, co go tak przeraża, może czuje się odstawiony na bok z powodu dzieci, może mu czegoś brakuje, a nie ma odwagi o tym otwarcie mówić, stąd te ucieczki do coraz to nowych miłości, on nie chce Cie opuszczać, ale czuje że tak ucieknie od jakiegoś problemu. Musicie go znaleźć, wtedy się uda wam się uratować małżeństwo. A otwarta klatka, choć tego ni czytałem, to zły pomysł, otwórz wszystkie klatki w zoo i zobaczysz czy każde zwierzę będzie szczęśliwe. Ludzie potrzebują krat by czuć się bezpiecznymi, te kraty daje rodzina, zasady, rozsądek, sumienie, bez nich, bylibyśmy nieszczęśliwi. Porozmawiaj z mężem o tym co go gryzie, co go przerosło, wysłuchaj go ze zrozumieniem. Jeżeli jednak nie będzie chciał mówić, będzie się wykręcał, lub powie że to już koniec, to nie ma co się zmuszać do małżeństwa, wtedy "otwórz klatkę"

miriam - 2009-06-27, 11:00

Sislay napisał/a:
i rozpłakałem(wiem to nie męskie, ale uważam że szczere)

A czy pamiętasz kiedy św. Piotr zapłakał...? Kiedy się nawrócił, jak stanął w prawdzie o sobie, bo otworzył się na Boże Miłosierdzie, którego rzeczywiście doświadczył.

Świadomość własnych słabości, ograniczeń i niedoskonałosci nie ma nic wspólnego z tzw. "niemęskością". Wręcz przeciwnie... autorytet (męskość) buduje ten, kto potrafi przyznawać się do własnych ludzkich słabości, a nie ten kto udaje twardziela.
Tak, szczerość jest tu najważniejsza.
Sislay napisał/a:
Jeżeli jednak nie będzie chciał mówić, będzie się wykręcał, lub powie że to już koniec, to nie ma co się zmuszać do małżeństwa, wtedy "otwórz klatkę"

Nie kazdy potrafi i jest gotów stanąć w prawdzie i przyjąć Boże Miłosierdzie.
Wytrwałość jest kluczem do sukcesu.
Pan Jezus powiedział, ze tylko ten , kto wytrwa do końca będzie zbawiony.
Kto tak, jak Piotr na kolanach powie „Panie, ty wszystko wiesz… Ty wiesz, że Cię kocham”.
Nie ślubowaliśmy pod przymusem, ani pod warunkami, ani dopóki będzie miło i przyjemnie. Nie na tym polega prawdziwa miłość.
Każde małżenstwo przechodzi próby i trudne chwile, a sposobów ich rozwiązania jest bardzo wiele. Choćby po ludzku nie było ich widać. Jednak nie powinno się zniechęcać juz na samym wstępie, ani działać pod wpływem emocji.


Serdecznie pozdrawiam i życzę wiele Bożego błogosławieństwa.
Miriam.

Sislay - 2009-06-27, 17:12

Niestety człowiek bywa głupi, i czasem trzeba kazać mu coś zrobić, nawet w miłości, bo jeżeli da mu się wolną rękę, to zrobi to co mu emocje nakazują, a wtedy będzie działał wbrew sobie, skrzywdzi siebie i innych za jednym zarazem, a takie przetrzymanie go, da mu czas na ochłonięcie i podjęcie rozważnej decyzji.

Co do nie męskości, sobie zażartowałem, uważam że to co płynie z serca jest dobre i nie powinniśmy się tego wstydzić.

Przede wszystkim w każdym małżeństwie potrzeba czasem chwili wyciszenia, wytchnienia, spojrzenia na całą sprawę trzeźwym okiem...

landis85 - 2009-06-28, 11:27

witam serdecznie!
to jestem w kropce, bo myslalam ze tak powinnam zrobic, otworzyc drzwi klatki mezowi

musze napisac ze zauwazylam mala poprawe, nie chce zapeszac :)
po pierwsze
maz nie przesiaduje juz nocami po czatach i nie rozmawia z kolezankami
po drugie
nadal jest z nami, nie wyprowadzil sie, nie mowi juz o rozwodzie
po trzecie
zarzucil mi ze zle go zrozumialam, ze wcale nie jest tak ze np nie lubi spedzac ze mna czasu , widac ze ma jakies plany na przyszlosc zwiazane z nasza rodzina w komplecie

a ja?
ja wczoraj nagadalam mu na temat sepracja, wyjasnilam jak to bedzie wygladac z mojej strony, zeby nie mylal ze to oco on mi narzuci to tak bedzie
spotkalam sie z kolezanka ktora jest juz po rozwodzie i dobrze wie ile mozna dostac na siebie alimentow, ile na dzieci i jak to przebiega
troche sie zmarszczyl ;)
teraz wogole o tym nie wspomina, nie jest sielankowo, rozmawiamy o roznych rzeczach
zartujemy czasami, maz przytula sie w lozku, jednak jest nadal bez wspolzycia
nie wiem czy pisalam raz maz mi powiedzial ze ze mna to zwykly sex a on chce namietnej milosci w lozku, ze chce szukac tej milosci gdzie indziej itp powiedzialam mu ze zle trafil, ze agencja towarzyska jest nieco dalej, a ja nie upadlam jeszcze tak nisko zeby oddawac sie bez milosci i robic jako zaspokajacz
pozniej probowal jeszcze cos odlowac itp, ale zostalo jak zostalo

ale nie jest tak jak powinno, tzn namietnie :(
jest mi bardzo przykto, bo bardzo tego pragne, chcialabym sie do niego przytulic, calowac, trzymac za reke, ale hamuje sie
za to skupiam sie na sobie, wieczor? ide do sasiadki na piwko
zapisalam sie na prawo jazdy, od wtorku zaczynam fitness, a od pazdziernika studia
maz niby sie cieszy, ale widze ze im blizej jestem celu jestem tym bardziej mina mu rzednie , przyzwyczajony do tego ze ja nie mam nic, on tu rzadzi bo ma wszystko traci powoli stery

nadal modle sie do sw Moniki za nawrocenie meza, oraz o swiatelko w naszym malzenstwie

pozdrawiam serdecznie!

Danka 9 - 2009-06-28, 14:50

witaj na forum ludzi poszukujących ;), zmieniających siebie

Duzo na temat postepowania w zdradzie pisze El polecam bardzo jej teksty

piszesz
Cytat:
on chce namietnej milosci w lozku, ze chce szukac tej milosci gdzie indziej itp powiedzialam mu ze zle trafil, ze agencja towarzyska jest nieco dalej, a ja nie upadlam jeszcze tak nisko zeby oddawac sie bez milosci i robic jako zaspokajacz


wyobrazam sobie jak bardzo musialo to cie zabolec i wkurzyc
ale..jakby tak oddzielic emocje i skupic sie na sensie?
czezgo tak naprawde brakuje mezowi, moze odrobiny szalenstwa, nie przewidywalnosci...

moze warto pogadac czy nie da sie w waszym malzenstwie wykrzesac tego? czego Ty potrzebuesz, czego maz potrzebuje
moze znajdziecie jakis zbiór wspólny?

Super, ze teraz zajmujesz sie sobą...nabierzesz pewnosci siebie :), odpoczniesz
pisalas
Cytat:
nie chce rozwodu, kocham meza, bylabym sklonna pojsc na terapie,
chodzilam sama, wiem ze jestem zbyt ulegla i mam za niska samoocene, maz nie
chcial isc


jestem wielka zwolenniczka terapii, moj maz tez nie chce chodzic, chodze sama
bardzo polecam :)
Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-06-28, 18:07

Danka trafilas w sedno
maz dzis wlasnie przyznal sie ze brakuje mu troche szalenstwa
mimo ze ja mam duza ochote na rozne zmiany nawet w lozku to po tym wszystkim nie chce zeby on to odebral ze jestem tak zdesperowana iz postanowilam spelnic kazda jego zachcianke
nie wiem jak to rozegrac, postanowilam poczekac i dac mezowi sie troche postarac o mnie
ale poki co nie widze zadnych checi z jego strony
tzn on chcialby, ale ja do tego potrzebuje czegos wiecej niz jego jedno przytulenie w nadziei ze cos dostanie :-/
pomysle o tym
dziekuje :)

[ Dodano: 2009-07-02, 10:05 ]
witam!
u nas niestety znowu pod gorke
maz znowu zaczal rozmawiac na gg z kolezankami...
kiedy powiedzialam ze to jeszcze bede tolerowac ale spotkan za moimi plecami juz nie to powiedzial mi ze on i tak bedzie sie spotykal, ze nasze dzieci i tak beda mialy dwa domu u niego zawsze beda mialy swoj pokoj itp
ze on nie widzi najmniejszej szansy dla nas, ze nie chce walczyc, nic zmieniac
Danka on niestety nie chce rozmawiac , wczoraj chcialam zaciagnac go do wspolnej kapieli, nie chcial
pozniej ubralam ladna bielizne ale tez nie przyszedl, bo ciagle siedzial na gg :(
takie zebranie o milosc, o uczucie, przytulnie chyba nie ma sensu juz :(
wczoraj napisalam mu list, taki cos a'la z ksiazki Daglasa, o otwarciu klatki, maz plakal
ale w sumie nic nie wyniklo z tego, powiedzial ze nie odejdzie, ale starac on sie nie chce, zmieniac nie chce...
jest mu wygodnie, bo ma obiad, wyprane, dziecmi sie zajme, ma tu swoj internet
a tak jakby sie wyporwadzil musialby placic kredyt za dom w ktorym ja mieszkam, za swoja wynajmowana kawalerke, on nie umie NIC ugotowac, obowiazki domowe, typu pranie, ugotowanie to jest dla niego istna czarna magia

prosze podpowiedzcie mi jak postepowac
mi po glowie chodza dwa warianty
1) spakowac meza i mu podziekowac i :
-liczyc ze opamieta sie w samotnosci, spadna mu klapki i zobaczy raz a dobrze co moze stracic
-poszuka sobie nowej panny, powie ze odetchnal i to bedzie nasze rozstanie
2) udawac ze mnie nie interesuje i tolerowac jego rozmowy, zachecac go do spacerow, rozmow, to dla mnie troche jak zebranie o milosc, zainteresowanie, zmienic troche podejsc, mimo wszystko byc usmiechnieta i udawac ze nie robi na mnie to ze woli gadac z kolezankami, rozbudowac nasze zycie seksualne, chociaz na dzien dzisiejszy nie widze najmniejszej checi ze strony meza, no ale moze to ja powinnam zaczac
kiedy siedzi na gg przyjsc w czyms sexi i zachecic go zeby to ze mna spedzil wieczor a nie z kolezanka na gg?
nie wiem, mam metlik w glowie
prosze pomozcie mi :(

Danka 9 - 2009-07-07, 20:04

landis, przykro mi ze tak sie dzieje

nikt nie ma z nas gotowej recepty
co do bliskosci fizycznej to delikatna sprawa i jesli mąż zdecydowanie Cie unika to nie ma sensu wystawiac sie na odrzucenie, narzucac sie mu, mezczyzni lubia zdobywac

jesli nie chce byc z Toba to nie gotowalabym mu, nie prala itp...sorry
Spokojnie, bez zlosci ale konsekwentnie
nie chcesz byc z nami, nie jestes wierny emocjonalnie, szukasz znajmomosci...
poczytaj prosze forum...watki o konsekwencji w milosci, watek robiki itp

terapia, spowiedniek, ksiadz zajmujacy sie malzenstwami
kombinuj, szukaj

sciskam i pamietam w modlitwie

landis85 - 2009-07-10, 09:56

dziekuje
tak bardzo pomaga mi to forum :)
lubie tu zagladac i czytac
szkoda ze coraz wiecej przybywa osob z podobnymi problemami

chcialam napisac napisac ze u nas troche lepiej , maz jest czuly, poswieca mi swoj wolny czas, poki co czuje sie szczesliwa, mam nadzieje ze tak zostanie
zauwazylam nawet ze ostatnio ponownie zalozyl obraczke :) i krzyzyk (a pisalam wczesniej ze mowil iz przestal wierzyc w Boga) moze sw Monika mi pomogla :)
codzinnie staram modlic sie i odmawiac litanie do niej za mojego meza i nasze malzenstwo

aneta79 - 2009-07-10, 13:31

Polecam Ci modlitwę http://jezuufamtobie-tysi...blogspot.com/Mi ona pomaga jak nic na świecie choć czasem jest trudno!Ja też pomodlę się dzisiaj za Twojego męża i nie trać nadziei:)
Danka 9 - 2009-07-10, 17:46

landis cieszę się z Tobą

nie przestawaj w poszukiwaniach pomocy dla Was dla siebie
Cytat:
maz znowu zaczal rozmawiac na gg z kolezankami...
kiedy powiedzialam ze to jeszcze bede tolerowac


ja bym juz takich wirytualnych flirtow nie akceptowała

Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-09-18, 14:07

witajcie ponownie!!!! czesto zagladam i czytam co u Was sie dzieje

dzis weszlam zeby napisac ze u nas w miare dobrze, maz mowi ze kocha nas, niby sie opamietal, ale...
no wlasnie, moze Wy mi znowu pomozecie, dacie jakas wskazowke, dobra rade jak zwykle? :) wiem ze na Was zawsze moge liczyc

1) najwazniejszy problem, maz po tym wszystkim nie wrocil do Boga (tzn mowi ze jest wierzacy ale nie praktykujacy...) i jest mi z tego powodu bardzo przykro
wczesniej przed naszym kryzysem, innymi kobietami czesto chodzil do kosciola, modlil sie itp
a teraz koscil moglby dla niego nie istniec, modlic tez sie nie zamierza :( :roll:
nie wiem jak mam z tym postepowac, maz w przyszlym roku zostanie chrzestnym, nie wiem jak to sobie wyobraza bo do spowiedzi wogole nie chodzi i powiedzial ze nie ma zamiaru...
czy w niedziele powinnam ubrac dzieci i rozkazac mu isc z nami, czy wogole nie reagowac na jego "nie chce mi sie" i "wole odpoczac" i czekac w nieskonczonosc az sam bedzie gotowy zeby isc
a moze powinnam zostawic mu dzieci (3,5 i rok) i sama isc? :roll:

2)maz nadal korzysta z czatow i gg w celu poznania nowych dziewczyn, zlikwidowal drugi swoj tajemny telefon, ale nadal nocami przesiaduje na czatach, moje prosby choc razem cos obejrzymy, wyjdziemy nie skutkuja
mowi ze tak tylko bajeruje-dokladnie tak to nazywa
ale ja wiem ze z czata prosta linia do gg, pozniej telefon i spotkania
bardzo zle sie z tym czuje i nie wiem jak postepowac
on dobrze wie ze tego nie toleruje, mowi ze moge robic to samo i kolko sie zamyka...

3)nasza biezaca sprawa
maz caly tydzien po pracy i malej pomocy mi przy dzieciach szedl jezdzic samochodem z kolegami, jak wracal kolo polnocy to szedl standardowo na czata...
teraz wymysli sobie ze weekend spedzi bez nas bo jedzie na zlot samochodowy z kolegami, a w nst tygodniu ma 4 dniowe szkolenie
powiedzialam ze absotlutnie nie zgadzam sie na to, ze nie jestem nianka i kucharka w jednym a moim glownym marzeniem nie jest napewno siedzenie wiecznie sama w domu
nie chce tez go ograniczac, ale nie moge godzic sie na wieczne siedzenie w domu sama :(
to sa glowne nasze problemy, poza tym wszystko jest ok

bede wdzieczna za kazda wskazowke

Danka 9 - 2009-09-18, 15:22

landis piszesz
Cytat:
on dobrze wie ze tego nie toleruje, mowi ze moge robic to samo


nie tolerujesz ale jednak tolerujesz...maz dalej to robi, to jak?
Co z tym mozesz zrobic?

Pozdrawiam

kinga2 - 2009-09-18, 17:08

landis85,
Witaj,
rozumiem ,że Twój post jest reakcją na bezsilność, którą odczuwasz. Ponownie zauważasz niepokojące objawy w zachowaniu męża i nie wiesz co zrobić.
Odniosłam wrażenie, jakbyś nie do końca była przekonana o dobrej woli męża w sprawie odbudowania małżeństwa. Widzisz odpowiedzieć Ci to bardzo trudne, bo Ty męża znasz najlepiej, ale Jego zachowanie można odczytać dwojako.
Albo wykazuje nadal jakieś symptomy "choroby", albo nie radzi sobie z sytuacją i ucieka w erzatze.

W 1)
landis85 napisał/a:
najwazniejszy problem, maz po tym wszystkim nie wrocil do Boga (tzn mowi ze jest wierzacy ale nie praktykujacy...) i jest mi z tego powodu bardzo przykro


Gdybyś porozmawiała z kapłanem to powie Ci, że wiara bez uczynków jest martwa, a skoro nie chce chodzić w niedzielę na spotkanie z Bogiem, to masz prawo być zaniepokojona.
Zdanie: wierzę , ale nie praktykuję, to zwykła manipulacja. Nie wiem nawet, czy osoby posługujące się nim same do końca zdaja sobie z tego sprawę.
Zdarza się, że osoby wrażliwe, w sytuacji głębokiego zranienia duchowego ( długotrwałaego grzechu śmiertelnego), nie radzą sobie ze znieczuleniem sumienia i gubią relację osobową do Stwórcy. Takim osobom trudno samym odnowić intymną więź z Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. Dlatego Ty jako małżonka masz prawo i obowiązek modlić się o Jego uzdrowienie duchowe.

Jest takie przyrzeczenie dotyczące zbawienia wypowiedziane przez św. Pawła i Sylasa.
cyt.:"(30) A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: Panowie, co mam czynić, aby się zbawić? (31) Uwierz w Pana Jezusa - odpowiedzieli mu - a zbawisz siebie i swój dom. (32) Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. "

(Dzieje Apost. 16:30-32, Biblia Tysiąclecia)

Wynika z niego, że wierząc w Pana Jezusa doprowadzisz wszystkich swoich domowników do zbawienia, a więc nie możesz pozbawiać dzieci uczestnictwa w niedzielnej Mszy Św., tam jest głoszone Słowo Boże. A Twoje wysiłki pomogą mężowi odnaleźć drogę do Boga. Tak po ludzku, szykując się do Kościoła zachęcaj męża aby poszedł z Wami i nie zrażaj się odmową. Tak samo zapraszaj go do wieczornej wspólnej modlitwy, nie narzucaj się , ale też i nie kryj. Z czasem Jego nastawienie się zmieni. Tylko delikatnie.

W 2)
Posłuchaj tej audycji może znajdziesz w niej jakąś poradę, która Ci pomoże:

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8590
( Tam są pewne spostrzeżenia, o których możesz porozmawiać z mężem. Powiedz mu spokojnie co Cię rani w Jego postępowaniu i że pewne zachowania mogą doprowadzić do nastepnego kryzysu jeśli straci nad nimi kontrolę. Ta audycja jest trudna, ale daje argumenty.)

W 3)

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=1470 ( na teraz)
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5959 ( na przyszłość)

Mam nadzieję, że jakoś to wszystko poukładasz sobie i podejmiesz dobre decyzje. Tylko rozważnie, bez zbędnych emocji.

Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-09-18, 18:15

dziekuje bardzo za odpowiedz, wiedzialam ze na Was ZAWSZE moge liczyc i znajde tu prawdziwe wsparcie

Danka
Danka 9 napisał/a:
nie tolerujesz ale jednak tolerujesz...maz dalej to robi, to jak?
Co z tym mozesz zrobic?

no wlasnie co mam zrobic?
przeciez nie moge zamknac mu laptopa przed nosem, i wygonic do lozka :(
a czasami bardzo bym chciala...

wiecie u nas to jest tak falami, raz jest super dobrze, ze grzechem byloby jakbym powiedziala cos na meza, kazdy wieczor razem , popoludnie z dziecmi
a czasami przychodzi taki spadek-jak teraz i sypie sie na calej linii :(
nie wiem co powinnam zrobic, skoro jasno wyrazilam swoje zdanie, po tylu oszustwach i nowych milosci poznanych na czacie nie mam zaufania do niego i wiem do czego sluzy mu czat...
chce zeby odcial sie od tego i byl jak dawniej :cry:

kinga2kinga2 napisał/a:
rozumiem ,że Twój post jest reakcją na bezsilność, którą odczuwasz. Ponownie zauważasz niepokojące objawy w zachowaniu męża i nie wiesz co zrobić.


nic dodac, nic ujac

odnosnie modlitwy, meza nie ma wieczorami, teraz tradycyjnie tez go nie ma, napewno wroci jak juz dawno bede spac-bo tak jest od tygodnia

co do kosciola, dziekuje za te wazne informacje, moja mama np radzila mi zebym dzieci mu zostawiala, musze przyznac ze jak ide sama z 2 dzieci to prawie zawsze wychodze przed czasem .niestety mlodsza corka (rok) nie wytrzymuje calej mszy
ale moze z czasem jej sie odmieni, syn jest dosyc grzeczny

audycji napewno poslucham, jak dzieci pojda spac

kinga2kinga2 napisał/a:
Zdarza się, że osoby wrażliwe, w sytuacji głębokiego zranienia duchowego ( długotrwałaego grzechu śmiertelnego), nie radzą sobie ze znieczuleniem sumienia i gubią relację osobową do Stwórcy. Takim osobom trudno samym odnowić intymną więź z Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania.


no wlasnie maz przed tym wszystkim byl BARDZO uczuciowy, bardziej ode mnie napewno! a teraz czasami jest zimny jak glaz, bez serca...
dzis np powiedzial mi ze on juz taki zly jest i bedzie i nigdy sie nie zmieni...

okropnie sie z tym czuje, bo czasami nie poznaje go :( raz jest super, jest mily, wrazliwy a za chwile jest okrutny, rodzine ma gdzies , najwazniejsze jego nocne jazdy, zloty samochodowe i czaty

pozdrawiam serdecznie!

a pomyslec ze chcialam juz stopke zmienic na szczesliwa mezatke :-(

kinga2 - 2009-09-18, 19:24

landis85 napisał/a:
no wlasnie maz przed tym wszystkim byl BARDZO uczuciowy, bardziej ode mnie napewno! a teraz czasami jest zimny jak glaz, bez serca...
dzis np powiedzial mi ze on juz taki zly jest i bedzie i nigdy sie nie zmieni...

Witaj,
to co opisujesz to matrix Złego Ducha nie daj się nabrać. Jako prawowita małżonka swoją modlitwą stwarzasz realne zagrożenie dla Złego, nie może ponownie swobodnie zadomowić się w Twoim mężu.
Poproś duchownego o rozmowę i powiedz o swoich spostrzezeniach. Moim zdaniem potrzebna będzie modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne.
W Twoim mężu toczy się walka duchowa i sam może sobie nie poradzić. Będzie potrzebował Twojej pomocy duchowej i modlitwy ludzi dobrej woli. Może jakieś Siostry zakonne?
landis85 napisał/a:
okropnie sie z tym czuje, bo czasami nie poznaje go :( raz jest super, jest mily, wrazliwy a za chwile jest okrutny, rodzine ma gdzies , najwazniejsze jego nocne jazdy, zloty samochodowe i czaty

Ta zmienność nastrojów wiele mówi. Wygląda tak jakby walczył z wewnętrznym złem o miłość wobec Ciebie i dzieci. Może sprubój podczas Jego nieobecności modlić się w Jego intencji. Wiem, że przy dwójce dzieci to jest trudne, ale modlitwa może być myślna lub skorzystaj z tej rady:

cyt."(7) A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? (8) Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. [...]"
(Ew. Łukasza 18:7-8(w), Biblia Tysiąclecia)

Ja jeszcze dodatkowo zapraszałabym do tej modlitwy Aniołów Stróżów małżonka i dzieci przecież należą do rodziny i chętnie Cię wesprą.

Słonko zanim poprawi się w 100% jeszcze nie raz trafisz na wyboje. Trzeba powoli je omijać.
Po kryzysie zdrowieją obie strony, tyle że każda potrzebuje innej drogi. Jeden jedzie polną drogą , drugi gna autostradą. Cały kłopot, żeby biegły obok siebie zbliżając się nieustannie, aż do połączenia w jedną!
Z Panem Bogiem

w.z. - 2009-09-19, 07:27

landis85 napisał/a:

przeciez nie moge zamknac mu laptopa przed nosem


Wiesz gdybym zachowywał się jak Twój mąż to mój laptop wyleciałby prze okno na ulicę ;).

landis85 - 2009-09-19, 08:41

kingo dziekuje jeszcze raz, bardzo podbudowuje mnie to co piszesz
rozmawialam juz z ksiedzem na nasz temat, polecil mi lekture sw Moniki,ktora bardzo mi pomogla, staram sie odmawiac codziennie nowenne i litanie do niej
dziekuje za cenne wskazowki :)

w.z
czasami wydaje mi sie ze jestem za malo stanowcza :roll:

jeszcze raz wszustkim dziekuje za cenne rady!

[ Dodano: 2009-09-20, 10:53 ]
niestety u nas z dnia na dzien jest coraz gorzej :(
waham sie przed spakowaniem meza i wystawienia mu walizek za drzwi

po calotygodniowej nocnej jezdzie naiwnie liczylam ze moze choc jeden wieczor spedzimy razem, a maz po powrocie ze zlotu samochodowego (wczoraj zamiast w pracy byl na zlocie) poszedl od razu na czat wogole nie zwracajac uwagi na mnie
wkoncu nie wytzrymalam, ubralam sie i wyszlam z domu, maz nawet nie zapytal sie gdzie ide i o ktorej wroce, wogole obojetna chyba bylam mu po calej linii...
poszlam do mamy, weszlam na czat, wiem jaki nick ma moj maz, bo uzywa tego samego od miesiecy...
zaczelam rozmowe, dowiedzialam sie ze moj maz jest jedna noga w sprawie rozwodowej, ze zaluje ze sie ozenil, ze mnie nie kocha, ze zakochal sie w innej itp
rece mi opadly, stary scenariusz powrocil...
nie wytrzymalam, chcialam spakowac go jak bedzie dzisiaj na zlocie (tak tak naiwna i glupia landis pozwolila mu jechac na caloweekendowy zlot bez rodziny z kolegami-kawalerami, o naiwnosci)
ale wczoraj juz po powrocie mu wszystko powiedzialam, maz nawet nie przestal na chwile stukac w klawiature
3 noc spedzil w salonie
dzis rano na spokojnie powiedzialam mu jasno i wyraznie ze po jego drugiej "przyjaciolce od spotkan" nie zycze sobie kolejnej i co? nie minal miesiac (ona byla w sierpniu) a tu maz znowu szuka kolejnych wrazen
Boze powiedzcie mi jak na niego wplynac, ja mowie ze nie bede tolerowac itp a on mowi ze rozumie (nie ze przestanie to robic) a mysli napewno ze skonczy sie na gadaniu i za tydzien znowu bedzie mogl to robic
znowu akcje z ukrywaniem telefonu gdzie sie da zeby byl tyko poza zasiegiem mojego wzroku, strzalki i sms-y co 2 minuty :-/
mam dosyc, chyba wyczerpuje sie psychicznie przez co cierpia tez dzieci
jak pojechal napisalam mu ze podejme decyzje co dalej, bo nie bede znosic kolejnych cierpien
widze ze mezowi na mnie wogole nie zalezy, ma gdzies to kiedy wyjde z kim wyjde, nie interesuje sie
chociaz w zeszlym tygodniu taki nie byl...
widze po jego oczach, taka dzikosc, jakby to nie byl on

poradzcie mi czy wygonienie go z domu podziala jako kubel zimnej wody, czy to jest jedyne rozwiazanie?
same widzicie ze u nas takie kolezaneczki sa z miesiaca na miesiac, zero skruchy, poprawy...
dodam ze z kazda spotykal sie za moimi plecami a w jednej zakochal sie tak ze zarzadal rozwodu
nie wytrzymuje juz tego, czuje ze to moze byc jedyne rozwiazanie, chyba ze doradzicie mi inne mozliwe rozwiazanie
dziekuje ze moglam to napisac , troche mi lzej

Danka 9 - 2009-09-20, 18:01

landis, dobrze ze rozmawialas z duchownym tym

Wszystko to bardzo bolesne
Sciskam Cie serdecznie, jestes bardzo młodą osobą i juz takie doświadczenia przychodzą, jestes baaardzo dzielna!
Nikt nie doradzi Ci co zrobic, to Twoje zycie i Twoje decyzje.

Jedne kobiety wystawiaja walizki i zarządzaja separacje, inne probuja zyc pod jednym dachem i wplywac na zdrowienie męza..
rozne sa scenariusze i rózne histrorie

Na pewno warto uspokoic emocje..wygadac sie przed kolezankami, Panem Bogiem, wypisać na frorum..to Cie uspokoi

w emocjach najlepiej nie podejmowac jakis waznych decyzji
zorganizowac opieke nad dziecmi abys mogla spedzic troche czasu sama, z przyjaciólmi, przed Najsw. Sakramentem, isc na Msze sw w tygodniu
Na pewno masz jakis pomocnych ludzi wokól

Duzo, duzo modlitwy, oddawaj Panu Bogu i Jego Matce Was...

nie zwracaj uwagi na to co robi mąż, miota nim równo, czasty, smsy...to wszystko ułuda, jego nałóg
traktuj to jak chorobe, wysypke czy inna anginę
omijaj go i szanuj siebie...
ustal jasne zasady co do waszego zycia
potrenuj ( zawsze namawiam zeby isc do profesjonalisty :-) ) bycie stanowczą, bo jak piszesz tego ci brakuje

maz obiecuje i nie dotrzymuje? jak to żądaj wyjaśnień!!!!
Nie radzi sobie z kompem...zamykajcie go na klucz! :!:
maz przeciez starał sie i bylo juz lepiej..
nie toleruj jego zachowan nałogowych..akcja reakcja..krótka piłka...maz przyzwyczail sie ze na wszystko moze sobie pozwolić, badz twarda!!!!
To dla Waszego dobra!
Moze list do meza? Ze go kochasz, zalezy Ci na was....ale....i tu wypunktuj czego oczekujesz...nie za duzo na poczatek proponuje...najwazniejsze rzeczy
i co na to mąz???
Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-09-20, 18:24

dziekuje serdecznie!
dzis przeczytalam znowu ksiazke Dobsona, troche mnie pokrzepila
ale to forum dziala na moja dusze najbardziej-jak plaster miodu
maz liczy ze dzis wyjde na caly wieczor, najlepiej zebym wrocila nad ranem :roll:
ciagle pyta sie mnie czy nigdzie wieczorem sie nie wybieram, bo raz cos tam wspomnialam :-|
moze umowil sie z "przyjaciolka" na rozmowy przez gg?

napisalam list do meza, na wzor Dobsona, ale nie dalam mu jeszcze go, poczekam troche az sie wycisze, bo teraz dzialam zbyt impulsywnie i za gwaltownie a nie o to chodzi...

po krotce jednak przedstawilam mu swoje granice tolerancji, czuje ze maz ma mnie za jakas jedze, a on biedny wiezien :evil: wiec powiedzialam mu ze moze pojdziemy zapytac sie innych malzenstw czy u nich jest podobnie, moze u nich jest podobnie i "przyjaciolki" wystepuja w kazdym malzenstwie i on faktycznie taki bidulek pozbawiony przyjaciolek
nic nie odpowiedzial...
teraz kombinuje wyjscie moje albo jego, byle nie spedzic wieczoru razem...
przykre, bo od poniedzialku nie spedzilismy ani jednego wieczoru :(

[ Dodano: 2009-10-26, 09:12 ]
witam!
dlugo, dlugo nie pisalam, chcialam juz zmienic status na po kryzysie, bylo naprawde DOBRZE
ale od jakiegos czasu znowu dopadlo nas :(
jak radzilyscie zajelam sie soba, poszlam na prawo jazdy, jezdze na studia :)
czuje ze zyje, tylko maz...
z wielkim trudem "pozwala" mi jechac na sydia bo on ma prace i jakbym mu pozowlila to pracowalby nawet w niedziele
codzinnie wraca do domu bardzo pozno bo po 12-13 godz od wyjscia i uniemozliwia mi skutecznie zebym sama mogla gdzies wyjsc,ostatnio probowal mi wmowic ze nie mamy czasu na moje studia bo on ma prace
weekend spedzil sam z dziecmi i stwierdzil ze nst razem sie wyprowadzi albo zwariuje w domu
a ja....czuje ze zyje, mamy nowe kolezanki,wkoncu moge isc z kims na spacer, porozmawiac, czuc sie potrzebna :) wrecz nie moge doczekac sie kolejnego zjazdu :)
maz nadal twierdzi ze razem nigdzie nie pojdziemy i chodzimy osobno....
nie wiem czy to jest jakies wyjscie
ale nie zmusze go i nie chce pokazywac mu jak bardzo zalezy mi zeby raz na rok wyjsc z nim na piwko czy na imprezke a nie z kolezankami...
ale teraz machnelam na to reka i jak chce to wychodze z kolezankami z wielkim bolem mojego meza bo on ciagle ma tyle spraw do zalatwienia jak akurat ja raz na pol roku chce gdzies wyjsc :roll:
nadal sa czaty, smsy, spotkania-mam szpiega i wiem ze wczoraj pisal do jednej dziewczyny ktora robi za kochanke dwom innym facetom (sama sie do tego przyznala bez ogrodek-ona nie ma meza) i umowili sie dzis na spotkanie, ale szczegoly mialby byc przez telefon wiec niczego sie nie dowiem...
nie wiem jak mam podejsc do tego co robi moj maz, udawac ze nie wiem ze sie umowil, zrobic mu awanture wyjsc na zazdrosna zone?
ciezko mi patrzec, czytac to wszystko i stac obojetnie...
ale wiem (sam mi to powiedzial) ze czasami robi wszystko zebym wyrzucila go z domu bo on chce troche wyszalec sie sam...
wielkimi krokami zblizaja sie nasze urodziny (odstep 3 dni) i nasza rocznica (odstep tygodnia) nie wiem jak bedzie....
mam ochote plakac a z drugiej strony wiem ze taka smutna i placzaca nie przyciagne maza do siebie
kolejny nasz problem, nie wspolzyjemy ze soba juz miesiac, powiedzialam jasno ze bez milosci oddawac sie nie bede, a maz nie stara sie nawet zebym myslala inaczej
juz kiedys powiedzial mi jasno i wyraznie ze on umie odroznic sex od milosci a ze mna jest tylko sex...
pozniej mowil ze niby kocha ale teraz znowu ma doliny i nie mowi ze kocha nie zaprzecza kiedy pytalam sie czy nie kocha

ciezkie to zycie, ciezkie mialam urodziny moich dzieci, we wlzach (akurat na pare dni przed urodz syna dowiedzialam sie od tamtej dziewczyny ze maz ja kocha i do niej jezdzil)
urodziny corki tez byly nie za wesole, teraz nasze urodziny
ach zauwazylam ze coraz czesciej mysle na odegraniu sie na mezu, za te upokorzenia, za te wszystkie lzy itp
:-(

[ Dodano: 2009-10-26, 16:51 ]
tak jak przeczuwalam, maz dzis w przerwie miedzy pracami powiedzial ze o 21 "gdzies" musi jechac, ale nie do pracy, raczej pojezdzic - tak powiedzial....
wiec juz wiem ze jedzie na spotkanie z tamta kobieta

kategorycznie zarbonil mi nocowac w weekendy na studiach, powiedzial ze w takim wypadku nie zaplaci mi za nie chyba ze..... dzieci oddam swojej mamie na weekend bo on nie zamierza rezygnowac z imprez weekendowych przez moje studia i noclegi - to sa jego slowa
rece mi opadly, powiedzialam ze nie on bedzie decydowal, ja zniozlam 5 lat jego studiowania i zawsze noclegow to i on zniesie

[ Dodano: 2009-10-28, 08:39 ]
witam znowu!
mimo ze nikt nie odpowiada, mi przynosci ulge pisanie tutaj, mam nadzieje ze nikt nie bedzie mial mi za zle pisanie wywodow tutaj

coraz czesciej mysle nad separacja :(
maz codzinnie siedzi na czatach, wysyla swoje zdjecia dziewczynom z naszej najblizszej okolicy opisujac sie jako przyszly, w niedlugim czasie rozwodnik :(
codziennie czytam i mam ochote spakowac go i spelnic jego zyczenie- za pare dni obchodzimy urodziny oboje w odstepie 3 dni

czuje sie ponizona, wystawiona na posmiewisko, przeciez takie zdjecie mogloby trafic do naszej wspolnej znajome, mojej kolezanki itp

nie mam pomyslu co zrobic , wzielam sie za siebie, nie reaguje na jego nocne wyjazdy i siedzenie po nocach, bo nie chce wyjsc na zazdrosna uwieszona na szyi meza zone

jezdze na studia, chodze na aerobik i tylko mijamy sie z mezem w drzwiach...
wieczorem standardowo ide sama spac, maz idzie ze mna sie polozyc jak ma ku temu jakis cel (stosunek) inaczej nie ma sily zeby sie polozyl ze mna
ehhh
tylko modlitwa do sw Moniki przynosi mi spokoj, inaczej chyba bym go wyrzucila i powiedziala glosno co o nim mysle

ps nie wiem czy pisalam wczesniej, ale maz powiedzial mi wczesniej ze czasami robi wszystko zebym go wyrzucila, doporowadza specjalnie do klotni itp
a ja mam dosyc, czuje ze sprawdza na ile jestem wytrzymala psychicznie :roll:

EL. - 2009-10-28, 09:58

Landis...no ...smutna jest Twoja historia !!

Hm...wydaje mi się, że mimo to, że wiesz już dużo i działasz.....to jednak potrzebujesz pomocy specjalisty . Mysle o terapeutce, a raczej o poradni małżeńskiej, gdzieś przy kościele....rozmowa z osobą - katolikiem , a jednoczesnie specjalista od małżeństw....lub psychologiem.

Wiesz...moim zdaniem, mimo, że duzo wiesz i działasz...to jednak Twoje działanie dające Tobie odetchnąć...nie do końca przeciwstawia sie działaniom męża .

No jak to może się zdarzyć, że mąż żada od Ciebie, żebys nie nocowała na studich, bo Mu to ogranicza weekendowe imprezowanie = zdradzanie Ciebie = zony= matki jego dzieci ?
Bo On to robi....i tak naprawdę, z tego co piszesz, wcale sie z tym nie kryje .....A nie kryje się, bo tak naprawdę Ty mu na to przyzwalasz = bo nie umiesz tu zadziałać .

Landis....wystawianie walizek za drzwi.....jest to jakas metoda....ale myślę, ze w sytuacji z Twoim mężem, to mu tak naprawdę zrobisz przysługę i on tylko na to czeka !
Więc lepiej, nie ta metoda .
Ale konsekwencje - tak !

Tylko , że Ty tego nie potrafisz i nie wiesz jak - dlatego potrzebny jest specjalista.

To co Ty próbujesz w swoim działaniu - nijak sie ma do poczucia przyzwoitości, uczciwosci Twojego męża.

Z tego co piszesz, Twój mąż nie na żarty wpadł w wir ( nałóg !!) podrywow róznych panieniek - czaty, , wyjścia, wyjazdy weekendowe .
Nic tu Twoje prośby, zmiany zachowań, uległość itp....tu brak zdecydowanych dzialań !

Natomiast mąż, rzeczywiście , wyglada mi to na wielka niedojrzalośc, chcęć wyszalenia się, przygód seksualnych itp. Wiesz....współczesny świat na to przyzwala, więc w towarzystwie, to Twój mąz wygląda na "normalnego", za to Ty na "nienormalną ".

Co z tym zrobic ??
Landis....a na co Ty masz wpływ ??
Widzisz przecież, że nie na męża i jego działanie, zachowanie !
Masz wpływ tylko na siebie !!

Co możesz zrobić ?

Odmówisz umowę internetową - to mąż załozy od nowa, wyrzucisz telefon, kupi nowy. Zabronisz wyjść- to wyjdzie ze śmiechem na ustach.....więc widzisz, że to w Twoim wypadku nie tędy droga !

Moim zdaniem...mocna i zdecydowana oraz konsekwentna izolacja od męża- emocjonalna !
Wiesz….skoro mąż teraz nie jest mężem…to kim Ty jesteś ? Masz być dobrym człowiekiem…ale tez nie służacą. Buduj swoja postawę godnej osoby, uczciwej kobiety. Zycie seksualne z mężczyzną, który korzysta z przygodnego seksu z wieloma osobami – hm…zdajesz sobie sprawę z niebezpieczeństwa zarażenia Ciebie i dzieci nie wiadomao czym- może być że czymś bardzo niebezpiecznym, nieuleczalnym i śmiertelnym .
Hm....tu jest sytuacja o tyle niebezpieczna...że to co robi mąż, zabawy, seks przygodny, moga go zaprowadzić na samo dno - choroby weneryczne, HIV, AIDS itp, długi, zaprzepaszczenie wszystkiego i tak naprawdę oddanie sie diabłu !

Musisz byś ostrozna i uważa.
Dbanie o siebie i dzieci, swój rozwój, znajomości, pasje i zaainteresowania !


Potrzebujesz więc Landis naprawdę specjalistycznego wsparcia i terapeuty i księdza !

Męża musisz zdystansować od siebie....ponieważ on zyje w tak potężnym grzechu, że może "zarazić"i wciągnąć Was wszystkich , a Ty powinnas chronić siebie i dzieci od zła, grzechu.
Tym bardziej, że zyjąc w grzechu mąz jest ślepy i głuchy na Ciebie !

Szukaj pomocy, męża zostaw póki co „w spokoju”..czyli tak po ludzku nic teraz nie możesz zrobić, dopóki nie zaczniesz korzystać z pomocy specjalisty......za to otocz męza modlitwą i proś Boga, żeby go uleczył.

Myslę, że jeżeli dasz radę i wytrwasz, to wszystko można jeszcze naprawić, potrzeba tu dużo Twojej determinacji, ochrony, wsparcia specjalistów, modlitwy za siebie, za męża, o odrodzenie małżeństwa, siły i wytrwałości - ale warto !!
Najpierw jednak to Ty musisz być silna , odbudowana i przemieniona poprzez również odbudowaną swoją relacje z Bogiem, poznanie samej siebie, zdobycie siły, cierpliwości, pokory na sytuację itp. Myslę jednak że z pomocą odpowiednich ludzi i Boga , sam Bóg pozwoli Ci na uratowanie tego małżeństwa…ba wesprze Cię i pomoże, czego z całego serca Tobie zyczę !! Pozdrawiam !! EL.

Danka 9 - 2009-10-29, 21:04

landis, pozdrawiam Cie serdecznie
zgadzam sie z tym co napisała El
Cytat:
Moim zdaniem...mocna i zdecydowana oraz konsekwentna izolacja od męża- emocjonalna !

nie dodac nic ująć do tego jej postu
cieszę sie ze studiujesz, ja też jestem na studiach zaocznych :)

Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-10-29, 21:08

dziekuje El za odpowiedz, naprawde obudzilas mnie swoimi slowami i dalas duzo do myslenia

faktycznie dopiero teraz zdaje sobie sprawe z niektorych bledow, moj najwiekszy to chyba taki ze widzac iz maz siedzi na czatach, umawia sie na spotkania (pozniej mial wyjazd sluzbowy 4 dniowy) ja swoim zachowaniem, wiecznie milej, niby mowiacej ze mnie to boli to jednak dzialalam jak zawsze, bylam i do lozka i do sprzatania, gotowania i pilnowania dzieci-jakby nie bylo problemu
tym samym dawalam ciche przyzwolenie mezowi na traktowanie mnie jak wycieraczki

mam nadzieje ze do zdrady fizycznej jeszcze nie doszlo

nie sypiamy ze soba obecnie miesiac i powiedzialam mezowi ze skoro wybral czaty , spotkania i inne uciechy to zrezygnowal ze mnie i ja nie bede przykladna zonka od wszystkiego skoro on nie zachowuje sie jak moj maz
widzialam jak nim telepie, probowal mi dopiec na wszelkie sposoby, dobrze ze wczesniej odmowilam rozaniec i chyba on mnie tak uspokoil, widzial ze nic nie wskoral , do konca wieczoru mial "muchy w nosie"
na nst dzien byl juz milutki i sadzil ze ja jak zwykle polece na to i dalej dam sobie na glowe wejsc i robic za wycieraczke
nie tym razem
jestem mila, nawet bardzo, ale stanowcza
robie obiad, piore itp jak maz wraca do domu to jest pol godz, pozniej wychodzi na silownie jakies inne prace itp , wraca kolo 21, ja cos ogladam i ide spac, jak zwykle sama, bo wiadomo maz musi posiedziec na czacie...
i tak mija nam dzien
jak chce gdzies isc ide sama, zaczynam chodzic na aerobik z sasiadka :)
w weekend beda studia i jakoz zyje bez blagania o jakies wyjscie, wspolny czas, przytulenie,jakis przedsionek milosci...

Katarzyna74 - 2009-10-30, 00:22

EL. napisał/a:
Zycie seksualne z mężczyzną, który korzysta z przygodnego seksu z wieloma osobami – hm…zdajesz sobie sprawę z niebezpieczeństwa zarażenia Ciebie i dzieci nie wiadomao czym- może być że czymś bardzo niebezpiecznym, nieuleczalnym i śmiertelnym .


Grzybica, czy - żółtaczka, bardzo groźna dla zdrowia i chyba bardziej niebezpieczna w tej chwili od HIV, bo i częściej występuje utajona (gros ludzi nie wie nawet, że są nosicielami wirusa) i szybciej wykańcza człowieka (marskość wątroby).

Absolutnie nie pozwalaj na zbliżenia z mężem, dopóki nie zaprzestanie takiego trybu życia i nie przebada się pod tym kątem! Nie ma co gdybać, czy doszło do zdrady fizycznej czy nie. Kochanie, nie możesz ryzykować własnym zdrowiem i życiem.

I tu jest pierwsza granica, którą możesz - a nawet powinnaś egzekwować. Spokojne, ale stanowcze wyjaśnienie powodów (być może on sam sobie nawet nie uświadamia w tym amoku zagrożeń z tego wynikających) i niestety, separacja od łoża. I to w zasadzie radziłabym każdej kobiecie, z którą mąż mógłby mieć, miał lub istnieje podejrzenie, że ma związek fizyczny z inną kobietą.

Tyle teraz się o tym mówi... :(


Pomijam oczywiście inny aspekt - samego zburzenia jedności małżeńskiej i wyłączności w tym względzie. Wiedząc, że mąż podrywa w necie panienki i nawet się z tym nie kryje, nie umiałabym się chyba otworzyć i zbliżyć do niego. I nawet nie dlatego, że uważam, że to uwłacza mojej godności jako kobiety, ale po prostu bym nie chciała. W tych sprawach cena za odrobinę ciepła i uwagi od przykrego i niewiernego męża byłaby za wysoka. :(

Za chwilę idę spać, ale przed snem jeszcze dzisiaj odmówię specjalną modlitwę w Twojej intencji, Landis. Trzymaj się dzielnie!

Z Panem Bogiem.

landis85 - 2009-10-30, 06:32

dziekuje jeszcze raz za zainteresowanie moimi probleme i modlitwa

u mnie chyba chodzi o jakas grubsza sprawe :(
widze po szpiegu w komputerze ze masz szuka sms-ow miloscnych, przynajmniej ja nic nie dostaje

tak bylo juz jak zakochal sie na zaboj w lutym, chcial mnie zostawic itp
teraz znowu, Boze ja chyba nie dam rady 3 raz tego zniesc w ciagu jednego roku

ale faktycznie najwazniejsza jest praca nade mna, nad nami juz nie ma co robic, bo co?
nie zabiore mu telefonu, laptopa, nie zamkne w domu

ewidentwnie kogos ma i kogos kocha, ale to nie jestem ja...

za pare dni nasze urodzinu, kolenje urodziny w naszym domu i beda takie smutne, chociaz ja na codzien udaje sie byc usmiechnieta i wogole, to czasami jak meza nie ma placze i zastanawiam sie za co ja musze to znosic :(
ciezko mi tez widziec co on robi, pisze, a nie moc mu tego powiedziec , udawac ze nie wiem...

Danka co studiujesz? :)

dziekuje jeszcze raz !!!!!!!!

EL. - 2009-10-30, 12:34

Landis....urodziny...czy mąż już przebąkuje o tych urodzinach, stara się, zabiega, przygotowuje ??
Może najpierw porozmawiaj z męzem, jak te urodziny w tym roku będa wyglądały, czy robicie WSPÓLNIE jakies przyjęcie, spotkanie...jak On to widzi, co planuje .
No..żby nie było, że wszystko Ty sama...a mąz pójdzie sobie na kompa i wiszą mu te urodziny i immpreza.
Jeżeli mąz jest urodzinami zainteresowany, to wymyslcie cos wspólnie...pozwól mu wymyslec, zaakceptuj, wspólne plany co do realizacji itp.
Nie daj się wmanerwować, że wszystko Ty sama !!

A jeżeli męzowi wisza te urodziny ...to za wczasu zorganizuj cos dla siebie, żeby nie bylo Ci tego dnia przykro i smutno ! Idż do rodziny, umów sie z przyjaciółmi, zaplanuj mszę św...ten dzień ma być dla Ciebie dobry, miły i przyjemny !!
Od Ciebie zależy Twoje życie !! Ty sama jesteś dyrektorką swojego zycia...no to rządź tak, żzebyś TY była zadowolona !
Zacznij byc nieco egoistyczna...Twoje zycie nalezy do Ciebie , Ty go budujesz i tworzysz tak, żeby to Tobie było dobrze !! Cmooooook !! EL.

Jarek S - 2009-10-30, 13:11

Witaj...
przeczytaj moją historię...ja zachowywałem się podobnie jak Twój mąż...zadziałało na mnie tylko stanowcze działanie...wszelka tolerancja mojej żony mojego złego zachowania prowadziła do tego że pozwalałem sobie na coraz więcej. Przeczytaj może coś dla siebie wyciągniesz: http://www.kryzys.org/arc...399b28b2656293. Pozdrawiam. Trzymaj się !

Agnieszka - 2009-10-30, 15:07

landis85 napisał/a:
jak meza nie ma placze i zastanawiam sie za co ja musze to znosic :(



Landis , Ty nie musisz tego znosić , ba Tobie nie wolno tego znosić ! 3 raz w ciągu roku ?? Ty nie jesteś wycieraczką , dosyć ! Wytycz grancie , twarda miłość , bo godząc się na to współuczestniczysz w Jego grzechu . Dobrze , że zapisałas się na aerobik , zacznij życ swoim życiem , porządkowac siebie . Jeżeli chodzi o choroby , to niestety smutna prawda . Kobiet , któe zaraziły się nieświadomie Hiv czy zółtaczką jest bardzo wiele.

[ Dodano: 2009-10-30, 16:14 ]
Jarek , Twój post jest sprzed dwóch lat ....co teraz u Was ?

Jarek S - 2009-10-30, 15:42

Co u nas?... Nadal trwa sprawa rozwodowa...moja żona mieszka ze swoim "partnerem"...zaczynamy powoli "normalnie" ze sobą rozmawiać...bez perspektyw na powrót żony do mnie... Ale już się pogodziłem z tym...wiele przez ten okres przeszedłem...wierzę że Bóg daje mi to co dla mnie najlepsze, niezależnie czy moja żona do mnie wróci czy też nie...Ufam mu...i dziękuję że dał mi szansę, że otworzył mi oczy...aż ciarki mnie przechodzą na myśl co by się stało gdybym dalej tak postępował....
Agnieszka - 2009-10-30, 15:52

Czyli prawdziwie się chłopie nawróciłeś ....
landis85 - 2009-10-30, 16:46

Jarku dziekuje Ci za przeslanie mi swojego tematu do przeczytania, faktycznie Twoje zachowanie wtedy nie wiele rozni sie od zachowania obecnie mojego meza, juz wiele razy czulam ze ma zal do mnie o to ze "jestem" ze przez to nie moze byc z ta ktora "kocha"
czasami takze wyżywa sie na mnie i dzieciach, tez wiele przykrych rzeczy od niego uslyszalam...
mam nadzieje ze zona sie nawroci oraz zrezygnuje z rozwodu i jeszcze stworzycie pelna rodzine

co do naszych urodzin to chyba mezowi nie zalezy za bardzo
w sumie nigdy nie byl za bardzo zaangazowany w takie przygotowania, bo jego to nie interesowalo , zreszta pomaganie w obowiazkach domowych jest mu obce
ale tak sie przyjelo ze nasze urodziny wyprawiamy razem i wszyscy przychodza, nie wiem czy mowic tesciowej o nas, czy robic dobra mine i udawac kochajace malzenstwo?

czytam to forum, modle sie na rozancu, czuje po tym wielki przyplyw spokoju :)
19 listopada wypada nasza 4 rocznica, napewno pojde na msze, moze zaniose prosbe o odprawienie mszy miedzy innymi za nasze malzenstwo?

nałóg - 2009-10-30, 17:25

Landis.... stawiasz sobie dylemat:"nie wiem czy mowic tesciowej o nas, czy robic dobra mine i udawac kochajace malzenstwo?"

Dziewczyno............ czy Ty siebie kochasz?czy kochasz Wasze dzieci? czy kochasz meża?jak tak ...to czy to jest napewno zdrowa i mądra miłość????
Czy jesteś prawdomówna? czy ukrywanie wobec otoczenia,wobec rodziny,wobec rodziców męza faktów kryzysu,zdradu emocjonalnej czy fizycznej nie jest zakłamywanei rzeczywistości? nie jest okłamywaniem teściowej?rodziny?otoczenia?
Gdzieś wcześniej pisałeś o obawach ,że koleżanka może zobaczyć anonse czy zdjęcia meża w "zalotach" ............ Ty masz sie obawiać??czy ten co uprawia te "zaloty"?
Twarda miłość ..................
Twarda miłość to szacunek dla siebie i innych.Kochanie siebie .....a nie zakłamywanie ,że jest ok....Ty usmiechnięta ,przyzwalająca na czatowanie męża,gotowa do zaspokajania jego huci i żądz.
Landis..... to ,ż ekochasz meża-nawet ta naiwną i nierozsądną miłością- nie daje mu prawa by Ciebie,Wasze dzieci krzywdził.
NIE DAJE MU PRAWA.
A Ty przyzwalając na krzywdzenie pomagasz mu w tym krzywdzeniu.
Moementami -jak czytałem - to mi przypominało to syndrom sztokcholmski.
Utożsamianie się oprawcy z ofiarą poprzez przyzwalanie na to ,że jesteś ofiarą.
Urodziny????? jak on ich nie potrzebuje ??????
Jak masz swoje urodziny to zaproś soebie teściową do kawiarni na kawę,albo do domu pod nieobecność meża................. i powiedz wprost: JESTEŚMY W KRYZYSIE,MĄŻ MNIE EMOCJONALNIE ZDRADZA NA CZATACH.
Nie udawaj że jest ok..........jak nie jest.
On nie zmieni swojego zachowania do czsu ,aż przyjemności z czatowania,przyjemności ze zdradzania beda większo jak ból i straty spowodowane tymi uczynkami.
To jest "popapranie" emocjonalne.Daj mu odczuć konsekwencje.Nie wnosi nic do domu poza własnym byciem-niebyciem??? nie uważa Ciebie za żonę? nie bądż żoną,nie służ mu.
Służąca kosztuje 10 zł/godz. x 300 godz= 3000 zł.Ale służąca nie świadczy usług seksualnych.................bo te są znacznie droższe..........

To straszne jak zdradzana osoba przyzwala na zdradę i cierpi nie dając odczuć konsekwencji.

landis85 - 2009-10-30, 20:04

chyba musze przeczytac ten temat 10x dzinnie rano i 10x wieczorem zeby zrozumiec
czasami to wszystko mnie przytlacza, to trwa juz tak dlugo, dzis jak na zlosc jedna kolezanka stara sie o 2 dziecko, druga swietuje rocznice, wszyscy dookola emanuja szczesciem i miloscia tylko czemu ja na to nie zasluguje?
czemu? :cry:
ale to forum sprawia ze odruch zebrania o uczucie i ponizania sie ustepuje...

nalog nie swiadcze mu zadnych uslug seksulanych od ponad miesiaca, nie robie nic ponad to co powinnam

potrzebowalam silnego kopa

dzieki :)

Katarzyna74 - 2009-10-30, 23:14

landis85 napisał/a:
dzis jak na zlosc jedna kolezanka stara sie o 2 dziecko, druga swietuje rocznice, wszyscy dookola emanuja szczesciem i miloscia tylko czemu ja na to nie zasluguje?


No jak na złość - ale komu na złość? :)

Rozumiem Cię - ja też długi czas nawet nie mogłam słuchać romantycznych piosenek, patrzeć na zakochane pary na spacerach, na śluby moich znajomych itd.

Ale wiesz co? Z czasem nauczyłam się nie porównywać innych małżeństw do mojego. Staram się nie patrzeć na mój związek pod tym kątem.

Kiedyś na wyjeździe integracyjnym z pracy mojego męża, rozpakowywaliśmy się w domkach. W tym samym pokoju, co my - miała spać jeszcze inna para. I widziałam, jak mąż koleżanki rozpakowuje torbę, aby znaleźć ręczniki. Torba perfekcyjnie spakowana, mąż koleżanki wiedział doskonale, co gdzie leży, bo on sam pakował walizkę dla siebie, żony i dwojga dzieci, które przyjechały z nim na to spotkanie. Zazdrościłam wtedy koleżance. Przypomniał mi się mój mąż-dziecko, któremu trzeba było spakować wszystko od szczoteczki do zębów po bieliznę na zmianę, inaczej wszystkiego by zapomniał. A co dopiero, że miałby mnie spakować! Patrzyłam z podziwem na tego dobrze zorganizowanego męża. Jaki był zainteresowany żoną, skoro wiedział, co jej na taki wyjazd jest potrzebne, jaki dbały o szczegóły, aby wszystko zabrać. No podziw.

A w kilka godzin później, kiedy towarzystwo rozochociło się piwkiem przy ognisku, słyszałam, jak poniża ją w towarzystwie, wyśmiewając jej gust, fryzurę i dom rodzinny. Miałam nie iść na to ognisko. Gdybym nie poszła, nie widziałabym akcji "wspaniałego i troskliwego męża" i nadal widziałabym w nim wzór, na który powinien spoglądać mój mąż i się uczyć od niego. ;)

Inna sytuacja. Moja siostra cioteczna, dziesięć lat po ślubie. Jej mąż nosi ją na rękach, Bogusia to, Bogusia tamto. I kuzynka też - czułość, siada mu na kolanach. Jakiś czas temu, kiedy u mnie powstał kryzys, spytałam ją, jak to robi, ze ciągle jest tak maksymalnie zainteresowana mężem. No cóż. Podczas tej rozmowy wyszło, że wcale tak bajkowo nie jest. Owszem, bardzo się kochają, ale np seks mógłby dla Bogusi nie istnieć. Pozwala mężowi na zbliżenia z miłości do niego, sama nie czując potrzeby. Mówiła, że te kilka dni, kiedy dochodzi z mężem do zbliżeń, są dla niej trudne i cieszy się, kiedy mijają.


Co chcę przez to powiedzieć?

Nie ma co porównywać innych sytuacji, innych małżeństw.

My z nimi nie żyjemy, nie mieszkamy na co dzień, nie wiemy, jakie mają problemy.
Porównania nie mają sensu, ponieważ stawianie się w konfrontacji z często pozornie szczęsliwymi i uśmiechniętymi małżeństwami, tylko nas dołuje. A niepotrzebnie!

Właśnie to jest jedna z przyczyn wielu kryzysów - wyobrażenie związku i frustracja z tego powodu, że to wyobrażenie się nie spełnia, bo często jest nie do spełnienia. Głównie z tego względu, że nie można urabiać drugiego człowieka pod kątem naszych wyobrażeń.

I druga wskazówka...

Landis - nikt Ci nie zarzuca tego, że zbliżałaś się do męża, tęskniąc za bliskością i teraz podkreślasz, że już miesiąc nie współżyjesz.

Oczywiście - brawo, że siebie chronisz i że nareszcie podjęłaś taką decyzję, naprawdę dzielna jesteś.

Ale powinnaś przerobić w sobie to, o czym pisze Nałóg. Jak do tej pory mogłaś się na to godzić. Tu jest wskazówka dla Ciebie, że jest w Tobie coś takiego, że jesteś skłonna poświęcić swoją godność (nieświadomie), aby nie zrazić do siebie męża, bądź też otrzymać od niego - pozorną przecież bliskość, czułość. Być może to przenosi się także na inne dziedziny życia, na kontakty z innymi ludźmi - myślę, że warto to sprawdzić, dotrzeć do tego, przerobić.

Wzmacniać miłość do siebie, poczucie godności własnej, zaznaczenie granic i pilnowanie ich - nie jak cerber, ale jako łagodny - acz stanowczy anioł.

Jestem z Tobą myślami, Landis.

Z Panem Bogiem.

landis85 - 2009-11-04, 20:56

witam wszystkich czytajacych to forum i moj temat :)
dziekuje za modlitwe i wsparcie, nie wiem co bym bez Waszej pomocy i oczywiscie Boga zrobila...
napisze co u nas, jest lepiej
maz od 3 dni nie siedzi na czatach, nie wiem czy zerwal kontakt z "kolezanka"
rozaniec pozwolil mi sie wyciszyc, chyba jeszcze nigdy nie bylam tak spokojna i nie wybuchala zloscia zaraz jak teraz

chcialabym zwrocic sie do Was z prosba, za pare dni maz obchodzi urodziny, moze macie pomysl na zyczenia?

i jeszcze jedno mnie trapi
niby z boku wszystko wrocilo do normy, maz mnie przytula, buzi na dowiedzenia ,zaprosil mnie na caly dzien do pewnego miejsca w moje urodziny itp, ale...
ja wczesniej mu powiedzialam ze jezeli miedzy nami beda/sa inne to nie bedzie mial mnie (miedzy innymi chodzilo o wspolzycie) i miedzy nami od ponad miesiaca nie dochodzi do wspolzycia, czyli mam odbierac to tak ze maz nadal kogos ma? myslicie ze daje mi to do zrozumienia? :roll:
pare dni temu powiedzial ze w nasza rocznice moze gdzies pojedziamy, a ja mu odpowiedzialam co chce switowac? sadzilam ze powie ze nasze wspolne lata, milosc
a on odpowiedzial no to ze mieszkamy razemy, jemy razem
troche zrobilo mi sie przykro
slowa kocham nie bylo i nie ma

nie wiem co o tym myslec,narazie czekam, czekam az powie przepraszam, jestes i zawsze bedzie jedyna, kocham cie

EL. - 2009-11-05, 13:50

Landis , chemy rozmatycznych mężów.....a Oni tacy nie są ....i co wtedy ??

Koniec miesiąca miodowego. Koniec trzymania się za ręce i patrzenia sobie w oczy. Dlaczego tak jest......??

Landis, póki co mężą jest z Tobą, mieszka z Tobą, je z Tobą....ciągle jesteście razem ! Ciesz się z tego co masz !

I ja miałam takie zawirowanie niedawno ! Wychodzę, zbieram się ! Mam wrażenie, że gdzie nasza wątpliwość, tam wciska się zły i podszeptuje nam, niepokoi. A my szukamy....bardzo częśto dziury w całym !

Landis może to nasza, babska niedojrzałość, że chciałybyśmy ciągle chodzić za ręcę i patrzeć sobie w oczy jak psy basety, smutno, tęsknie i romantycznie.
A faceci pewnie chcą w domu mieć wesołą, radosną i bezproblemową żonę ! No ale to my mamy ciężkie oresy w naszym życiu chociażby związane z menstruacją, przekwitaniem itp....i m.in. tak to jest.

Patrz radośnie do przodu ! Nie kombinuj, nie szukaj, nie analizuj każdego gestu męża....ciesz się, że jesteście razem i już !! Cmoooook !! EL.

Jarosław - 2009-11-05, 18:45

EL. napisał/a:

Landis może to nasza, babska niedojrzałość, że chciałybyśmy ciągle chodzić za ręcę i patrzeć sobie w oczy jak psy basety, smutno, tęsknie i romantycznie.
.

Oj EL. nie wszystkie zaręczam.
W moim związku to ja chciałem brać za rękę, a żonie to nie pasowało. Podobnie jak obrączka na palcu, którą zdjęła chyba z 7 lat temu. Ale to akurat rozumiałem przytyła tak ze 20 kg i złoty krążek już nie pasował.
Tak więc nie wszystkie z Was to takie romantyczki. (Tak gwoli ścisłości byś nie sądziła, że osobnicy płci brzydkiej to zimne dranie)

EL. - 2009-11-05, 19:25

Ach, to widzisz Jarek, z tego wynika, że człowiek nigdy nie jest zadowolony z tego co ma.....ciągle do czegoś innego tęskni. Ech życie..... Pozdro! EL.
nałóg - 2009-11-05, 19:27

HHhiiiiiii .............. bo u sąsiada trawa zawsze jest zieleńsza.............mąż/żona lepsi................
dzieci lepsze,zdolniejsze

EL. - 2009-11-05, 19:36

I jego ( sąsiada ) kobita jest lepsza , bo ma loki, a ja nie !! I sąsiad lepszy bo jeździ żółtym samochodem, a mój chłop szarym ....ech..... Hhahahah.

Jarek, to żarty oczywiście...ale widzisz, jakie to życie trudne....ale za to jakie ciekawe....no nie mów, że sie nudzisz ?? Pozdro !!EL.

landis85 - 2009-11-06, 06:40

dziekuje ze jestescie :-D
faktycznie chyba za bardzo skupiam sie na uczuciu jakie towarzyszy na poczatku zackohcania
a nie na tym co mam teraz...
piszac rano tamtego posta nie wiedzialam ze maz wieczorem bedzie chcial sie jednak zblizyc, ale ja nie potrafie
nie wiem co jest ze mna nie tak, jak on nie wykazywal checi to ja chcialam i na odwrot
codzinnie niby w zarach mowi cos o innych, jak lecial film o rozwodzie to powiedzial ja tez bede zabieral dzieci na weekend....
czuje sie niepewnie, zachwila moj fundament jednosci z nim, nie czuje nadal zebym byla jedyna-chociaz czatow juz nie ma :)

chodzi mi o to ze maz kiedys powiedzial ze slowo kocham nie bedzie wypowiadal bez podstawienie, mam zal do niego o to ze zakochujac sie to potrafil mowic to innej 100x dziennie, pisal do niej wiersze milosne, a teraz bedac ze mna i niby wszystko jest ok nie mowi ze mnie kocha, nie napisal nigdy wiersza...

nie jestem pewna jego uczucia i wole poczekac co bedzie dalej...-to chyba dobre wyjscie
nie wiem jak reagowac na chec wspolzycia :oops: dla mnie istenieje tylko opcja wspolzycia z milosci, dla niego wiem ze sa inne opcje-kiedys mi o tym powiedzial...
:roll:
pozdrawiam serdecznie

ps chodze nadal na fitness, za 2 godz jade do fryzjera, naprawde czuje sie lepiej majac swoje "odrebne" zycie i nie wiszac na mezu :)
on tez to chyba zauwazyl bo teraz bardziej liczy sie z moim zdaniem-czuje sie tak jakbym odzyskala troche szacunku w jego oczach :)

EL. - 2009-11-06, 13:41

Landis, Twoje życie należy do Ciebie, czy ktoś będzie obok, czy nie . Dyrektorem swojego życia jesteś Ty !!
Jedne osoby sa piękne fizycznie , inne mają piękniejszą duszę.
Faceci lubią te piękne ciała...może dla nich piszą wiersze , ja nie wiem . Może ludzie są niedojrzali, bo jedno chcą ciągle miesiąca miodowego, zauroczenia, a innym nudzi sie żona, mąż i szukają następnych.
Landis, ja się cieszę z tego co mam ! Młoda już tak bardzo nie jestem, ciało - takie jak wiek...nie przeskoczę tego, nie zmienię....tak musi by ć. Cieszę, że za to jestem mądrzejsza, bardziej doświadczona, więcej wiem. Taka mnie chce mąż....cieszę się i ok. Takiej mnie nie chce.....ciała sobie nie zmienię, nie mam wpływu. Decyzje męża będą Jego decyzjami...nie mam wpływu. Umiem cieszyć sie z tego co mam.

Wiem, że takie niby żarciki, że będzie mąż zabierał dzieci....poproś , żeby tak nie żartował, bo to boli.
A jeżeli mąz uzna , że boli, to może też w ten punkt właśnie uderzać. To Ty musisz sobie poradzic z żarcikami męża....A może również wesoło zażartować ??

Życie to niespodzianka i wielke niewiadomo. Nie ma lekarstw na wszystko...ot grypa nas zabija w XXI wieku .
Ustal sobie priorytety swojego życia.....kim chce byc i dla kogo, co chcę, czego nie chcę i realizuj się, bądź konsekwentna i zmieniaj to co możesz zmienić a nie trać energii i sił na to, na co nie masz wpływu. ....i żyj !! EL.

danuta kieczmer - 2009-11-14, 01:32
Temat postu: chcę porady i pomocy jestem w rozterce
mój mąż jest przepracowany i zmęczony prowadzi firmę własną, pobudował zakład, nad zakładem mieszkanie, piękne ale co stego jest puste, zimne, brak w nim miłości. Dzisiaj np. zapytałam sie o pewnej kobiecie z którą utrzymuje kontakt telefoniczny, twierdzi że to jest jego dobra koleżanka (rozmawiałam z nią twierdzi że nie ma z nim romansu). Zacznę jak się poznali otóż pracowała u mojego męża w firmie, ale mój syn ją nakrył, że popija w pracy i mój syn wyrzucił ją z firmy to wydzwaniuała Twierdzi że ja za wszystkie lata jestem winna takiemu małżeństwu. Dzisiaj powiedział mi wprost że nie chce ze mną żyć. Jeszcze jedno kiedyś to nie do pomyślenia żeby w niedziele nie poszedł do kościoła a teraz to nie chce mu się diabeł go opętał, ZNAJOMI TEŻ NIE LUBIĄ GO BO NA WSZYSTKO I WSZYSTKICH TYLKO SWOJĄ RACJĘ PANIE BOŻE POMUSZ MI ABY SIĘ ZMIENIŁ ON KIEDYŚ NIE BYŁ TAKI

[ Dodano: 2009-11-14, 01:34 ]

landis85 - 2009-11-14, 14:26

niestety moj maz po poznaniu i zakochaniu sie w innej tez automatycznie przestal chodzic do kosciola, powiedzial nawet ze dla niego nie istnieje zadne swieto, ze do spowiedzi nigdy nie pojdzie bo nie musi itp
a jeszcze pamietam jak plakal kiedy umarl papiez, jak przypominal mi zebym wieczorem odmowila pacierz...
niestety do kosciola nie pojdzie do teraz, juz niedlugo swieta i znowu bez komunii u mojego meza...

za pare dni jedzie na szkolenie 3 dniowe dosyc daleko, nie wspolzyjemy tak dlugo i czasami chyba sam diabel podsuwa mi najgorsze mysli o tym co maz moze tam robic...

dzis rozmawialam z nim na temat zdrady, powiedzial ze nie wypowie sie na ten temat...
powiedzial jeszcze ze dla niego liczy sie szczescie rodziny, ale jego wlasne szczescie rowniez jest wazne
nie wiem co ma na mysli mowiac wlasne szczescie ,nic mi nie odpowiedzial....

poza tym bez zmian, bez rozmow praktycznie, we wlasne urodziny nie uslyszalam ze mnie kocha :(
dalej chodzimy oddzielnie spac, ale maz nie siedzi na czatach juz,kupil sobie nowa gre i gra od wieczora do nocy...
a ja sama nie robie nic zeby cos zmienic, tzn ide spac po 22 i juz :(

kangoo - 2009-11-14, 14:46

moj maz przestal wierzyc w dniu kiedy dowiedzial sie ze ma raka..przedtem chodzilismy do kosciola kilka razy sie modlilismy razem..wiem ze jest ci ciezko, jak wszystkim tu na tym forum...ale wierz i nawet wierz podwojnie za swojego meza, modl sie o jego nawrocenie, zawierz swoje i jego serce Panu...to dziala!

pozdrawiam
landis85 napisał/a:
niestety moj maz po poznaniu i zakochaniu sie w innej tez automatycznie przestal chodzic do kosciola, powiedzial nawet ze dla niego nie istnieje zadne swieto, ze do spowiedzi nigdy nie pojdzie bo nie musi itp
a jeszcze pamietam jak plakal kiedy umarl papiez, jak przypominal mi zebym wieczorem odmowila pacierz...
niestety do kosciola nie pojdzie do teraz, juz niedlugo swieta i znowu bez komunii u mojego meza...

landis85 - 2009-11-14, 15:50

modle sie za niego i siebie :)
tak sie ciesze ze jest to forum :-D

kangoo - 2009-11-14, 16:02

jestes szczesciara ze w pore dzialasz i masz meza przy sobie....moj nie mieszka ze mna od 5 miesiecy, chce rozwodu, nie wierzy w nas w Boga, nie chce byc ze mna i nie chce probowac...ja za pozno sie obudzilam i zaczelam dzialac...
jest mi bardzo ciezko i czasami czuje ze juz nie moge..a wtedy modle sie ,z Bogiem dam rade..i ty tez...dzialaj!!!pozdrawiam

EL. - 2009-11-14, 18:05

Danuto, jak chcesz cos zmienić w swoim = Waszym życiu, to tę przemianę zacznij od siebie !!

Jest taki schemat :

żona - Jezus - mąż.....
Jeżeli którekolwiek z małżonków zbliży sie do Boga to jednocześnie zbliża się do swojego współmałżonka !

Piszecie, że Wasi mężowie nie chcodzą do kościoła....mój też nie chodzi....ale ja zbliżając sie do Boga przybliżam sie do mojego męża ! Na każdej mszy świętej modlę sie o nawrócenie mojego męża i jestem pewna, że to sie kiedys stanie. Kiedy ?? Wtedy , kiedy Bóg Mu na to pozwoli ! A ja z radością cierpliwie czekam na ten dzień ! Pozdro !! EL.

landis85 - 2009-11-15, 06:21

Kangoo
moj maz jeszcze w tym roku tez chcial rozwodu, mowil ze do naszej czwartej rocznicy (obchodzimy ja w czwartek) chce byc juz po rozwodzie...
wiele przykrych slow uslyszalam, pewnie tez by sie wyprowadzil, ale za bardzo kocha dzieci i dzieci jego....

wydaje mi sie ze bardzo "doradza" mu kolega , czuje ze prowadzi teraz ze mna gre "zobaczymy kto pierwszy przyjdzie do kogo"
wiec zero czulosci, nawet przytulenia, rozmowy tez zero itp
jest mi bardzo ciezko, okropie, bo jestem uwieziona w domu-maz BARDZO dlugo pracuje w swojej firmie, najlepiej jakby pracowal jeszcze w niedziele
dzieki temu forum postanowilam to przerwac
chociaz 2x w tyg ide na fitenss, w weekend jade na studia
na co moj maz "pozwala" z wielkim bolem i zaraz szantazuje, jak ty jedziesz w weekend to zabierz dzieci do mamy bo ja tez chce sie zabawic :-/
nie wiem czmu stal sie taki niedostepny....
powiedzialam mu ze jak ma inne to niech do mnie nie przychodzi i chyba ma inne bo zerwal ze mna wszelki kontakt
mimo ze nie czaruje juz z telefonem, na czatach tez nie siedzi,to mam wrazenie ze chce mnie ukarac za cos....
chce zebym sie zlamala i raz na pare dni nie wytrzymuje i podchodze zeby sie chociaz przytulic na chwilke....
jade zaraz na studia, wiec do pozniej!

kangoo - 2009-11-15, 11:32

jest ciezko...ale tak jak mowisz nie wyprowadzil sie bo kocha dzieci i jest z wami...mozesz widziec co robi jaki sie zachowuje....mowisz ze juz nie czatuje, ze nie wariuje z telefonem..to jest jakis znak...ja niestety nie widze co moj maz robi jak spedza wieczory z kim rozmawia...wiec nie wiem czy ma kogos...wiem ze mial bo odszedl ode mnie mowiac ze kocha inna...
mowisz o "koledze", to prawda srodowisko w ktorym sie obracaja ma wplyw...i ja tez to zauwazylam....
moj maz jest pilotem wojskowym i bardzo czesto wyjezdza na misje po 2 lub 3 miesiace..glownie stacjonuja w emiratach arabskich...tam tez sie poznalismy...i wiem bo widzialam jego kolegow...jak sie zachowuja...kochanki dziewczyny na jedna noc,beztroskie zycie a tu w domu zona i dzieci czekajace...w jego jednosce polowa jest rozwiedzona a druga polowa to beztroscy single...wiec otoczenie sprzyja zlu....moj maz stracil wszystkie wartosci, ktore dotychczas u niego cenilam...
...jedyne co nam zostaje to modlic sie o ich nawrocenie...ze wroca z pomoca Boga...wiec trwaj i wiem ze jest ciezko bo ja sama siedzac w domu ktory sami stworzylismy pelen wspomnien nie raz placze w poduszke a gdy go tylko zobacze to moim pragnieniem jest aby choc na pare sekund mnie przytulil...a wierze ze i oni maja serce i w glebi tylac nas tez przelatuje jakies ciepelko...wiec modlmy sie za naszych mezow i zawierzmy wszysko Bogu,bo w Nim nasza sila i moc.... a gdy czujesz ze juz nie mozesz wtedu powiedz "Jezu Ty sie tym zajmij"

pozdrawiam

landis85 - 2009-11-16, 14:23

witajcie!
kangooo widze ze masz bardzo przykra sytuacje :(
moge tylko przytulic wirtulanie

w mojej rodzinie nie za ciekawie, brak mi uporu, mowie nie a jednak daje soba pomiatac :(
jak to zmienic kochani?
maz postanowil (tak postanowil, bo moje zdanie tu sie nie liczy wg niego) ze pojedzie sobie na szkolenie 3 dniowe, ktore tak naprawde nie jest mu potrzebne, na poprzednim byl miesiac temu-4 dniowym
porobily sie dlugi, teraz maz nie bedzie pracowac prawie 4 dni , powiedzialam ze nie zgadzam sie, wymienilam spokojnie dlaczego, glownie bo mamy tyle do placenia, a maz stwierdzil ze i tak pojedzie....
przyszedl kolejny rachunek tel (sam rachunek, biling maz zastrzegl ze nie przychodzi do domu) za ponad 500 zl jedne, drugi za ponad 200 zl
sobie kupil nowe lampy do samochodu za ponad 300 zl
a za kredyt nie zaplacone ,juz ponad 2 tyg zwkloki (prawie 2 tys)
czuje sie fatalnie, bo oprocz tego ze maz robi co chce, wczoraj uslyszalam od niego pare ciekawych rzeczy
jak wrocilam z uczelni to oczywiscie maz poczul wyjscia i pojezdzenia samochodem, ok mysle sobie, pojechal, wrocil jak juz spalam tradycyjnie, obudzilam sie i mowi ze jestes, tak cicho myslalam ze cie nie ma jeszcze, a on na to a gdzie mam jezdzic na dup.. jest za pozno :shock: , a ja :zdradzasz mnie, maz:no pewnie, odpowiedzialam mu (wszystko bardzo spokojnie bez unoszenia sie) co w takim razie robisz ze mna pod jednym dachem, a maz :mieszkam, na to ja :nie mam zamiaru tolerowac wyjazdow do innych i twoich zdrad, ja nie zdradzam ciebie, a maz:to twoj problem...
poszlam spac do syna pokoju...
jutro maz wyjezdza, nie wiem czy wroci na nasza rocznice
czuje sie taka bezradna i bezsilna, bo co z tego ze cos postanowie jak nie potrafie tego wprowadzic w zycie, nikt sie ze mna nie liczy
to jest nie do pomyslenia zeby gdzie indziej maz do domu przynosil takie rachunki, zastrzegl biling, kupil sobie prezent za ponad 500 zl a zonie na urodziny nawet kwiatka nie dal, zadnego slowa kocham cie, jestes wazna itp
za to do sluchania mam co mam, mowilam mu spokojnie pare dni temu ze nie zycze sobie codziennego sluchania o innych laskach itp, powiedzial ok nie bede juz mowil i co?
przepraszam za ten natlok, nie wiem juz za co sie zabrac poprostu, czuje ze zamiast lepiej jest coraz gorzej i znikad nie ma najmniejszej poprawy :( :cry:

kangoo - 2009-11-16, 15:16

landis85 napisał/a:
obudzilam sie i mowi ze jestes, tak cicho myslalam ze cie nie ma jeszcze, a on na to a gdzie mam jezdzic na dup.. jest za pozno , a ja :zdradzasz mnie, maz:no pewnie, odpowiedzialam mu (wszystko bardzo spokojnie bez unoszenia sie) co w takim razie robisz ze mna pod jednym dachem, a maz :mieszkam, na to ja :nie mam zamiaru tolerowac wyjazdow do innych i twoich zdrad, ja nie zdradzam ciebie, a maz:to twoj problem...

bardzo smutne i raniace slowa..nie mam duzego doswiadczenia i nie umiem radzic...jeszcze nie dawno kontrolowalam meza,jego konto przeszukiwanie jego szuflad i dokumentow...oskarzenia o spotkania z kochanka...szantaz, insynuacje itp...zrozumialam ze prawdy i tak sie nie dowiem jesli mi on nie powie...a potem sie zastanowilam czy chce znac?..ja wiem co chce osiagnac,wiem co chce i to robie...i choc czasem przychodza mi do glowy mysli on jest z nia...to prosze Pana aby zabral ode mnie te mysli,nie chce sie sama kzywdzic jeszcze bardziej...choc jest ciezko...dlatego moze lepiej nie poruszac rozmow o dupach , laskach ...nie pytac gdzie byl z kim...nie kontrolowac...i ja sam wiem jest czasami ciezko...to lepiej zamknac oczy i usta i modlic sie...
mowisz ze kupil sobie prezent, a tobie kwiatka nawet nie dal....
moj maz pojecal sobie na wczasy z kochanka-prawdopodobnie-razem planowalismy nasz urlop...za tydzien mam 30 urodziny , na poczatku roku maz kupil wino z mojego rocznika-kolekcjonuje wina-mial przygotowac mi niespodzianke...
gdyby ktos wtedy mi powiedzial,nie uwiezylabym ...wiec jaka bedzie ta niespodzianka?a sie boje...
musimy byc silne...i wierzyc...Zaufac Panu...tylko to sie liczy
zycze sily Tobie i sobie ;-)

landis85 - 2009-11-19, 08:33

:cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry:

dzis nasza 4ta rocznica a wczoraj maz dal mi "prezent" w postaci przeplakanej i zarwanej nocy...


prosze dajcie mi jakies wsparcie, bo nie jestem w stanie podjac zadnej decyzji...
gorzej juz napewno nie bedzie....
czuje sie taka stlamszona, nie mam sily wyprawic syna do przedszkola, boli mnie kazdy miesien, w zeszlym miesiacu doswiadczylam co to jest nerwobol i dzis chyba kolejny raz mam "okazje"...

wczoraj wieczorem z ciekawosci weszlam na czat, sprawdzic czy maz jeszcze tam przesiaduje
okazalo sie ze tak
zmienil troche swoja nazwe, ale bardzo szybko nawiazalismy kontakt, przeslalm mi swoje zdj, wszystkie informacje sie zgadzaly, no prawie wszystkie
bo siebie przedstawial jako wolnego rozwodnika
pisal ze nie kocha mnie od dnia slubu, jeszcze pol roku temu mowil ze "tylko" od roku....
na moje pytanie jak w takim razie dorobil sie 2 dzieci bo z powietrza sie nie biora (do 2 dziecka namawial mnie maz) nic nie odp
zwierzyl sie ze dzis (tzn wczoraj) mnie zdradzil na wyjezdzie z kolezanka z czatu, ze nie ma wyrzutow i ze bylo super, pisal ze robili to w samochodzie
myslalam ze sie nie podniose :(
napisalam mu na koniec zyczenia w "zycze ci w przeddzien naszej rocznicy...."
zeby wiedzial ze to ze mna pisal
wylaczylam komputer
maz napisala mi po godzinie sms-a ze domyslal sie ze to ja, w co szczerze watpie, bo jak ttzeba byc okrutnym zeby wlasnej zonie dzien przed naszym swietem pisac takie rzeczy?
Boze czy on mnie az tak nienawidzi zeby pisac mi takie rzeczy?
za co musze tak cierpiec?
czuje sie taka zniewolona przez cos, przybita, bez checi na cokolwiek, na podjecie decyzji
maz wlasnie dzis wraca z delegacji, bedzie o 15tej a ja nie wiem jak sie zachowac,nie odpisalam mu wczoraj na sms-y
dzis sie jeszcze nie odezwal
a ja boje sie powiedziec cos za co maz bedzie na mnie zly-rozumiecie mnie? bo ja siebie nie...
chcialabym wykrzyczec mu to wszystko co w przeciagu roku mi zrobil, chcialabym zeby sie wynosil, zeby zmadrzal i sie nawrocil itp
ale wiem ze on wtedy wyprowadzi sie bo stwierdzi ze z taka jedza nie warto zyc

kochani pomozcie, co powiedziec, co zrobic?
wiem ze maz liczy na to ze jak zwykle cos powiem, ale on powie ze nie mam wierzyc temu co pisal i ja znowu uwierze, przytuli 2x i znowu bede ta naiwna zonka
a ja chce skonczyc to raz na zawsze, chce zeby zastanowil sie nad tym co zrobil, co powiedzial, osobiscie jestem w stanie uwierzyc w jego zdrade, poniewaz z telefonem ukrywal sie nie od dzis, rachunki za ponad 600 zl tez o czyms swiadcza, wszystko bez bilingu oczywiscie...wczesniej przesiadywal na wirtulanej agencji towarzyskiej....

:cry: :cry: :cry:

Danka 9 - 2009-11-19, 09:20

landis piszesz
Cytat:
wczoraj wieczorem z ciekawosci weszlam na czat, sprawdzic czy maz jeszcze tam przesiaduje
okazalo sie ze tak

czy Ty nie masz jakis zajęc dobrych dla siebie? Niszczysz siebie takimi pomysłami, takim sprawdzaniem męza!!!
wiesz do czego CIEKAWOSC jest pierwszym stopniem
wspaniałą pożywką dla złego ducha....a Ty go karmisz i karmisz
a potem sie dziwisz, ze placzesz, jestes słaba, boli Cie wszystko

Chcesz zeby sie maz nawrocił, ok...ale czy Ty jestes nawrocona?
Co mówi Ci Pan Bog gdy tak szperasz w necie i prowokujesz męza?
Co na to Twoje sumienie?

Landis, najpierw podejdz do Pana Boga i oczysc swoje serce, zaufaj mu, wycisz się, uspokój
zacznij wierzyc ze jestes wartosciowa kobietą.
No musiałam Ci nagadać, bo sama siebie do tego doprowadzasz..

Na męza nie ogladaj sie na razie...on tkwi po uszzy w swoim świecie
i prawdopodobnie póki co nie masz sił sama by mu pomóc wyjsc z tego

Zadbaj o siebie, odpocznij, zajmij sie dziećmi....teraz Ty i one jestescie wazne

odpępow się od męza...bo wiesz, teraz to tylko piszesz, mąż to, mąż tamto, chiałabym dostać od męża...itp
wiadomo, ze tęsknimy za męzami gdy są daleko emocjonalnie...ale skupiamy sie na swoich potrzebach...nie drecz się

Boisz się męza...boisz się przemocy emocjonalnej...jego powrotu..landis wzmacniaj siebie.. najlepiej do specjalisty się zapisz....bedzie Ci latwiej z czyims stałym wsparciem, duzo łatwiej!!!
Wiem o czym mówię, u mnie w domu też zmagam się z przemocą psychiczną i jest to trudne nie wchodzić w rolę ofiary gdy się nią było wiele lat
Wspieram modlitwą. :-)

landis85 - 2009-11-19, 10:47

dziekuje...
ja tez bardzo chcialabym pojsc do specjalisty, ale jak to zrobic, jak przekonac meza skoro ledwo co moge na studia w weekend jechac?
zapisalam sie na fitness, co z tego skoro nie zawsze moge chodzic na cwiczenia bo przewaznie maz jest dlugo w pracy, po pracy sam leci na silownie, wraca jak spie, czuje ze nie liczy sie z moim zdaniem, on zrobi to co postanowi, a ja moge sobie mowic i blagac
jak mam ten czas wynegocjowac?

to prawda jestem tak zwiazana z mezem emocjonalnie ze praktycznie zyje jego zyciem, jego brak czulosci i milosci sprawdza ze czasami nisko upadam :(
tak bardzo brakuje mi mojego kochajacego dawnego meza :cry:

czuje ze to wszystko mnie przerasta,dzis wieczorem jade do spowiednika , rowniez po porade

[ Dodano: 2009-11-19, 14:24 ]
niestety jestem uziemiona w domu :(
corka dostala wysokiej goraczki 40,2, na 17ta mam umowiona wizyte lekarska
a u spowiednika mialam byc miedzy 17-18, a mam godzine drogi
co zrobic?
bede musiala poczekac chyba
w tym roku lezalam juz z corka w szpitalu 10 dni na to samo co teraz jest chora, boje sie ze znowu bede musiala isc z nia do szpitala :(
prosze pomodlcie sie o zdrowie mojej 1,5 rocznej coreczki

kangoo - 2009-11-19, 15:46

wyobras sobie...2 dni po slubie dowiadujesz sie , ze twoj maz jest chory na raka, nie wiecie ktore to stadium,co bedzie dalej , czy bedzie zyl...jedyna mysl...to blaganie...Panie nie odbieraj mi go...godziny wyczekiwania,szpitale,terapie...modlilam sie dzien i noc...sprawdzajac czy moj maz oddycha...czy jest ze mna...zycie nasze sie zmienilo,oboje nie umielismy sobie z tym poradzic...dusilismy w sobie, zal, strach...zmienilo sie na sze zycie...pojechalismy na wakacje....wrocila milosc, namietnosc...powoli rozkwitalismy...podziekowania Bogu za cud...wracamy z wakacji...maz zamyka sie w sobie...ja nie wiem jak mu pomoc,i pomagam na swoj sposob...kolejne proby zajscia w ciaze...wreszcie diagnoza dla mojego meza...bezplodny....ukryty bol wraca,zal...ja staram sie ratowac sytuacje...maz mnie kocha, jest czuly...gleboko wszystko kryje...wyjezdza na misje 2 miesiace...pelne tesknoty i milosci z mojej strony...bedzie lepiej...Bog nam pomoze...Rocznica slubu...czekam...maz sie zjawia...i mowi:juzcie nie kocham, kocham inna chce rozwodu...pakuje sie i wyprowadza sie...ja laduje w szpitalu,a maz jedzie do kochanki i spedza z nia weekend....
to w skrocie ...wiesz zachowywalam sie dokladnie tak samo....szukanie informacji o tej drugiej...kontrolowanie nawet gdy nie mieszka ze mna...szantaz...dopiera teraz wiem ze przez swoja desperacje i zachowanie jeszcze bardzie go od siebie odsuwalam...a druga zyskiwala...wyrozumiala cierpliwa itp...teraz gdy maz pyta o rozwod...nie krzycze nie obwiniam...i choc placze i on to widzi mowie mu spokojnie ze nie moge zrobic tego gdyz jest to wbrew mojemu uczuciu i wierze...zgadzam sie ze ciekawosc to ...
dlatego najlepiej zagluszyc w sobie te ciekawosc, bo co to da zranimi tylko sami siebie, a prawda i tak wyjdzzie na jaw...
pojednaj sie z Bogiem ,bo to najwazniejsze...a pozniej tylko czekac...ja wiem jest ciezko bo sama nie jestem cierpliwa...
pozdrawiam


zycze zdrowia coreczce

landis85 - 2009-11-22, 21:48

witam!
pisze, poniewaz pomaga mi bardzo pisanie tutaj :)
kangoo dziekuje za zyczenia, w domu nie tylko corka chora, syn takze, wszyscy na dodatkowym antybiotyku

tak krotko co u mnie,zaczne od meza:
z tego co pisze do kolegi jasno wynika ze kogos ma i to jest ktos "staly" , ma dodatkowa karte, o ktorej mnie nigdy nie powiadomil (zreszta to juz 3, z okazji poznania nowej milosci zawsze kupowal karte zaleznie z jakiej sieci miala telefon panna)
nadal robi mi przykrosci mowiac o wyprowadzce, zebym sobie kogos poszukala itp

co u mnie:
nadal mijam sie z mezem, jestem mila, ale stanowcza, zauwazylam ze swoim stanowczym postepowaniem sprawilam ze maz inaczej-lepiej sie do mnie odnosi, mimo ze ciagle jeszcze nie jestem doskonala w tym
jak mowi o wyprowadzce to przynosze mu gazete zeby sobie zobaczyl gdzie mozna cos wynajac, widac byl w malym szoku
powiedzialam ze mi mieszka sie bardzo dobrze cala rodzina, ale skoro jemu jest tak tutaj zle to nikt go w kajdanach nie trzyma
jestem spokojniejsza, czesciej sie usmiecham, placze kiedy meza nie ma

jutro dowiem sie kto to jest, a we wtorek ide do radcy prawnego
biore pod uwage separacje i mieszkanie osobno z mezem , jezeli potwierdzi sie ze kogos ma a na to znowu wyglada....
musze miec tylko jakies zabezpieczenie finansowe, wiedziec na czym stoje
moze zna sie ktos na takich sprawach?

Danka 9 - 2009-11-22, 21:52

landis, zdrówka dla Was i spokoju!
landis85 - 2009-11-23, 13:37

dziekuje Danka :-)

jestem spokojna, czuje ze maz dzis wieczorem zamiast do pracy, pojedzie do niej
napewno sie wyzeluje, ladnie ubierze i weznie swoj sportowy samochod zamiast firmowy - i wez tu powiedz ze niby do pracy jade, wroci pewnie kolo polnocy znowu...
jak wroci czekac beda na niego walizki
widzialam ze na jego konto wplynelo 1.500 zl, obiecal zaplacic za moje studia (1350 zl)
ale powiedzial ze nie ma pieniedzy i beda moze w czwartek - tak zwodzi mnie od 2 miesiecy prawie...
boje sie ze zostane z niczym :(

boje sie jutrzejszego spotkania z radca prawnym

wiem ze na zachowanie meza nie mam wplywu i po prostu stoje obok, jak go nie ma modle sie za nas....

Agnieszka - 2009-11-23, 13:58

landis , radca prawny , pewnie dokładnie Ci wytłumaczy jak to wygląda od strony prawnej . Ważne , żebyś miała dowody świadczące o tym , że mąż dysponuje gotówką , o której Ci nie mówi.

Wspieram Cię , jesteś dzielna !!!

landis85 - 2009-11-23, 17:17

dziekuje

czuje sie zagubiona, dopada mnie zwatpienie czy robie slusznie, chociaz wiem ze trzeba raz a dobrze z tym skonczyc
wybaczanie i moje rozmowy nic nie daly w pozostalych 2 przypadkach
boje sie ze maz jednak po moim wystawieniu jego walizek odejdzie na dobre, ze nie przemysli wszystkiego, tego co moze stracic
boje sie ze nie bede miala zaplacone na studia, ze maz nie da mi pieniedzy na zycie i bede musiala go blagac o wszystko
nie wiem jak sprawa bedzie wygladala z kredytem, ja nie pracuje, w domu 1,5 roczna corka
moja mama pracuje, tesciowa nie zajmie sie wnuczka a u nas brak zlobka...
narazie wszystko widze w czarnych barwach, a mimo wszystko zalezy mi bardzo na pelnej rodzinie....

Boze, Ty sie tym zajmij

ja juz nie mam na nic wplywu

[ Dodano: 2009-11-23, 19:32 ]
juz wiem ze zdradza mnie z dziewczyna ktora miala sesje w ckm'ie
teraz chyba jest u niej, z konta ubylo okragle 1500 zl
:(

[ Dodano: 2009-11-24, 13:25 ]
byl u niej wczoraj, wrocil kolo 3 nad ranem...
nie otworzylam mu drzwi, spal w samochodzie
rano wposcilam go, chcial porozmawiac, klamal do samego konca
dopiero jak pokazalam mu dowody
okazalo sie rowniez, ze kiedy byl na "szkoleniu" to tez byl z nia, znalazlam rachunek z restauracji...
pytal sie czy moja mama wie, co powiedziala, ogolnie czulam mala skruche -pierwszy raz chyba
praktycznie nie rozmawialismy, powiedzialam ze ma sie wyprowadzic
2 godz pozniej wrocil do domu z kolega (ten ktory o wszystkim wiedzial-"przyjaciel rodziny")
a zaraz po tym przyszla moja tesciowa i bardzo dosadne pogonila obu panow
temu koledze powiedziala ze falszywych porzyjaciol nie pottrzebuje, ze jak ma czelnosc patrzec mi i moim dzieciom w oczy oraz przychodzic na nasze urodziny (na ktorych byl 2 tyg temu) kolega zrobil sie czerwony, nic nie powiedzial w 2 sekundy go nie bylo
mezowi tez pare slow do sluchu powiedziala
a ja dodalam ze jezeli ma choc troche szacunku dla mnie, to niech uszanuje to ze ja po tym wszystkim nie chce z nim mieszkac
oczywiscie zalezy mi jeszcze na palnej rodzinie, ale musze pokazac mu ze zerwalam lancuch krzywd

a ja?
jestem bardzo spokojna, wszystko bez podnoszenia glosu, chcialabym zeby do meza dotarlo to co zrobil, ze mu tak szybko nie wybacze tym razem

jezeli macie jakies rady dla mnie to chetnie poslucham, prosze rowniez o modlitwe za moje malzenstwo

[ Dodano: 2009-11-24, 20:09 ]
maz sie jutro wyprowadza
wspomnial cos o mieszkaniu razem ze swija "kolezanka"

Boze tylko Ty wiesz ile wycierpialam :(

pozostaje mi tylko modlitwa za nas

nie rezygnuje z zajec dla siebie, musze zyc , mam dla kogo

Danka 9 - 2009-11-25, 17:06

landis, dobrze ze jestes spokojna, stanowcza
podwyższylas dno mężowi, postawilas warunki, ze nie zgadzasz sie na kochankę

modl sie za meza i staraj wybaczyć, choc teraz na pewno jestes wsciekła i masz prawo
wyrzucaj te zlość z siebie (bylenie ne meza i dzieci) w bezpieczny sposób
Modlę się i pozdrawiam.
Brawa dla teściowej ;-)

landis85 - 2009-11-25, 19:07

dziekuje Danusiu

jutro mam spotkanie ze spowiednikiem, doradca
nie moge sie doczekac tego spotkania, chcialabym zeby maz tez w tym uczestniczyl, ale chodzi mi o osobne rozmowy

pomodlcie sie za nas

[ Dodano: 2009-11-26, 10:31 ]
dzis jestem zla sama na siebie :-?
napisalam do tej kobiety, ze nie ma za grosz wstydu, ze zabiera czas mojemu mezowi ktory powinien ten czas spedzic z dziecmi
odpisala mi ze to ja nie mam wstydu pisac do niej i mam zajac sie dziecmi....
bylam wsciekla na nich, bo dowiedzialam sie ze maz zamowil 3 bilety dla siebie, dla niej i jej dziecka do kina na bajke, a naszych dzieci nie zabiera do kina, poza tym pamietam jak mowil do naszego syna ze wieczorem nie przeczyta mu bajki bo bedzie w pracy a mial byc z nimi wlasnie w kinie...
wrocil o 1 w nocy, mowil ze byl w pracy
a ja czuje ze krece sie w kolko i nie potrafie czegos konkretnego postanowic

kangoo - 2009-11-26, 13:46

kochana
nie szukasz tam gdzie powinnas...wierz mi..bo robilam dokladnie to samo, pisanie do tej drugiej szukanie informacji o niej itp...zostaw...zastanow sie...tak nic nie osiagniesz skrzywdzisz sama siebie...zaufaj Panu...uspokoj serce swoje...jest ciezko wiem...ale szarpania serca nie pomagaja...usiadz ty z dziecmi i poczytaj im...moze biblie dla najmlodszych...zacznij jak dziecko poznawac Boga...
zaufaj Panu ,On ci pomoze...

http://www.szukajacboga.c...st-od-ojca.html

pozdrawiam

EL. - 2009-11-26, 15:00

Landis postanowiłaś sie odseparować, powiedziałaś to na glos....to trzymaj sie tego co mówisz , bo stracisz zbyt wiele ! Konsekwencja !! Mówisz i robisz !! Albo pilnuj tego co mówisz !

Moim zdaniem Ty rzeczywiście potrzebujesz czasu i spokoju !
Jednak może zdarzyc sie tak, że mąż wyjdzie z domu i nigdy juz nie wróci.

Co masz zrobić ?
Masz doradców, masz teściową...rozmawiaj. Pytaj się Boga...On Cię poprowadzi !
Nie ustawaj w modlitwie.
Najpierw Ty....Twój spokój, Twoja równowaga i Twoje życie !! Pozdro !! EL.

Agnieszka - 2009-11-26, 15:14

Landis , masz super teściową , fajnie , że masz wsparcie u Niej - Ty i dzieciaki . To bardzo , bardzo wazne . Powtórzę za Danką - brawo dla teściowej.

Nie wyrzucaj sobie , że zadzwoniłaś do tej kobiety - stało się . Nie zawracaj sobie Nia głowy , w świetle prawa Bożego i cywilnego jest nikim dla Twojego męża .

Zajmij się sobą , emocje będa teraz grały i masz do nich prawo , ale lepiej wypłakac , wykrzyczeć się do przyjaciólki , teściowej , rodziny , czy tu do nas . Wywalaj te emocje , i proszę Cię mów o nich Bogu . Ja w okresie najtrudniejszym dla mnie , włąsnie w wakacje w nocy płakałam Bogu i On przyszed ze Słowami pokrzepienia .

Psycholog , może farmakoterpia . Trzymaj się , my wiemy co czujesz , bo wszyscy przez to przechodziliśmy . Pierwszy etap jest najgorszy , ale on minie . Minie szybciej jak będziesz wspólpracowała z Bogiem . Przytulam Cię wirtualnie , dasz radę !!!

landis85 - 2009-11-26, 15:14

Agnieszka, El-dziekuje

masz racje El moze sie tak zdarzyc, maz wie ze ja sie jeszcze boje, chce poradzic sie
spowiednika dzis-niedlugo do niego jade :)
chce zapytac sie go o mozliwosc uczeszczania do poradni kiedy np bede na studiach
potrzebuje tego dla siebie, czuje ze czasami cos mowie a pozniej ogarnia mnie strach przed samotnoscia, boje sie ze maz moze mie zostawic a ja przeciez go kocham, wtedy maz uderza mnie slowami, nie kocham, bede z druga, chce sprawdzis moja wytrzymalosc, jest zimny jak lod a ja cierpie
musze nauczyc sie byc konsekwentna w tym co mowie

pozdrawiam rowniez

[ Dodano: 2009-11-26, 21:52 ]
jestem :)
bylam u spowiednika, matko jakby mi cos z glowy ciezkiego spadlo :)
zaproponowal msze za nasze malzenstwo, maz nie chcial ani rozmawiac ani pojsc na msze, za to co 2 sekundy wysylal sms-y do swojej Moniki albo rozmawiali przez telefon...
powiedzialam jasno ze swoim zachowaniem doprowadzil do tego kazalam mu sie wyprowadzic
bylam bardzo stanowcza, poszedl dzis ogladac mieszkanie
wrocil, a ja z entuzjazmem pytalam sie go co gdzie jest, cieszylam sie ze takie duze i wogole , napewno mine mialam taka jakbym sama kupila sobie mieszkanie
pierwszy raz widzialam ze maz ma lzy w oczach, moze strach?
moze dotarlo wtedy do niego ze ja nie zartuje i zonka naiwniaczka odeszla bezpowrotnie?
bardzo milo z nim rozmawialam i wogole w pewnym momencie maz zaproponowal wyjazd na pare dni :shock: powiedzialam ze musze sie zastanowic
powiedzial cytuje "chyba za dlugo tam nie pomieszkam, bo ja tutaj mam swoj dom, mysle ze jak przejda mi glupawki to wroce" a ja nic, ani tak ani nie
powtorzyl to jeszcze 2 raz pozniej a ja dalej nic
oczywiscie nie marze o niczym innym niz to zeby sobie wszystko przemyslal, zrozumial co robil i wrocil do czekajacej zony z dziecmi

prosze modlcie sie za nas, jutro ide z mama dac na msze za nas
moze komunia przyjeta przeze mnie wplynela na meza? przez to ze panuje nad sytuacja czuje sie bardziej spokojna, wkoncu robie to o czym mowilam

pomodle sie jeszcze na rozancu o dalszy spokoj dla mnie i wyciszenie mysli
moze jutro tez pojde do komunii? czuje sie po niej taka spokojna

kangoo - 2009-11-26, 22:58

szkoda ze z moim mezem to nie dziala.. :-( .nie moge mu pokazac ze sie zmieniam, ze ucze sie na nowo...jego to juz nie obchodzi...moze znow jestem niecierpliwa?w koncu ta moja zmiana to dopiero tydzien...bylam dzisiaj u katolickiej konsultatorki(nie wiem jak to przetlumaczyc)cos jak sychar???znow dzis wszystko wrocilo...poszlam ze znajomymi na kolacje i jak na zlosc lecialy tam same piosenki o milosci...troche mi smutno...ale ide zaraz pomodlic sie i przytulic do rozanca...

Panie pomoz mi...Ufam Tobie....Ty sie tym zajmi

landis85 - 2009-11-27, 11:01

witaj kangoo!
mi tez bardzo przydalaby sie taka konsultantka katolicka, musze dzis obdzwonic i popytac sie

czytalam o tym ze czujesz sie dziwnie nie myslac o mezu, wiesz ja czasami tez tak mialam i zastanawialam sie czy to dobrze...
ale czulam sie wtedy lepiej, nie analizujac, nie myslac ciagle o nim
codzinnie modle sie, tez na rozancu :)
jestem bardzo zadowolona ze mam Was, ale czuje ze potrzebuje jeszcze kogos
kogos kto mnie poprowadzi, pomoze uniknac gaf itp
wczoraj pierwszy raz od 2 miesiecy maz polozyl sie spac wtedy kiedy ja szlam, przytulil sie, bylo mi tak dobrze, ale boje sie zeby znowu nie popelnic bledu i nie zatoczyc kola naiwnosci :(
wiem ze boi sie troche mieszkac sam itp, moze mysli ze mnie uglaska i zapomne o tym ze mial sie wyprowadzic?
sama nie dam sobie rady

postanowilam sobie ze wyprowadzic sie bedzie musial, pozowole mu wrocic jezeli kontakt z "kolezanka" bedzie calkowicie zerwany, bedzie zalowal i przeprosi nas

ale nie wiem czy slusznie robie

mari - 2009-11-27, 11:08

Koniecznie czytajcie

nie raz, a dziesięć razy, dwadzieścia, tyle ile potrzeba
http://efca.pl/urzekajaca/


•"Tylko Bóg może powiedzieć, kim jesteś. Tylko Bóg może wyrazić odpowiedź, którą chcesz usłyszeć. Dlatego najpierw trzeba mówić o romansie z Nim. To musi przyjść pierwsze. Musi. Naprawdę musi. Adam jest zbyt niepewnym źródłem - Amen!"


•"Nasze związki rzeczywiście są bolesne przez to oczekiwanie jedno od drugiego czegoś, co tylko Bóg może ofiarować."


•"Ewa ma w sobie studnię marzeń bez dna. Jedynie Jezus jest tym niewyczerpanym źródłem, które może ugasić jej pragnienie. Żadne inne źródło, żaden inny związek nie będzie w pełni satysfakcjonujący."


•"Być kobietą nie znaczy być bezradnym stworzeniem, Bóg dał nam zaciekłą gwałtowność, która jest święta i powinna być wykorzystywana na rzecz innych"


•"Szatan wiedział, że aby zniszczyć Adama, musiał najpierw zniszczyć Ewę - jego ezer kenegdo"

kangoo - 2009-11-27, 11:25

landis85 napisał/a:
wczoraj pierwszy raz od 2 miesiecy maz polozyl sie spac wtedy kiedy ja szlam, przytulil sie, bylo mi tak dobrze, ale boje sie zeby znowu nie popelnic bledu i nie zatoczyc kola naiwnosci :(
wiem ze boi sie troche mieszkac sam itp, moze mysli ze mnie uglaska i zapomne o tym ze mial sie wyprowadzic?
sama nie dam sobie rady

postanowilam sobie ze wyprowadzic sie bedzie musial, pozowole mu wrocic jezeli kontakt z "kolezanka" bedzie calkowicie zerwany, bedzie zalowal i przeprosi nas


ciesze sie ze masz w sobie te stanowczosc...widzisz Pan dziala...maz pomalutko "dochodzi "do siebie...zaufaj Panu...
ja dzis mam troche gorszy dzien...bardzo tesknie za mezem...i prosze dzis Pana aby pozwolil mi go zobaczyc...brakuje mi go...w domu jest tak smutno i cicho...ostatni raz widzialam go tydzien temu...tak bardzo prosze Boga..aby dokonywal choc malutkiej zmiany w jego sercu...chyba znow jestem niecierpliwa...ale jak sobie uswiadomilam ze nie mysle o nim tak czesto ,to zaraz wszystkie wspomnienia wrocily...no i mam..kazdy dzien,ofiarowywuje Panu, kazde moje cierpienie i lze za jego nawrocenie...dzs bede miala ciezki dzien, juz to czuje...
Jezu Ufam Ci....nie zostawisz mnie...wiem to

mari - 2009-11-27, 11:31

•"Zaproszenie Jezusa przychodzi do nas wieloma drogami. Czasami przez okoliczności, okazje, które się przed nami otworzyły. Czasami poprzez innych ludzi, którzy zobaczyli w nas coś, czego my sami jeszcze nie widzimy."


•"Odpowiadając na zaproszenie Jezusa, często czujemy, że to najbardziej ryzykowna rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłyśmy."

nałóg - 2009-11-27, 11:46

Landis......... straj sie być uważną,rozważną..............nie podejmuj decyzji w stanie silnego wzburzenia.
Dałas męzowi ultimatum.....ma sie wyprowadzić........... a czy zna Twoje warunki otwarcia klatki???Warunki powrotu do rodziny?do Ciebie?
Jasno i wyrażnie mu je zakomunikowałaś?
Bo otwarcie powinno być na dwie strony...........wyfunięcia ale i możliwość powrotu pod postawionymi warunkami.
Zapewne jesteś też gotowa na to ,że on wyfrunie i............... może nie chcieć wracać.

kangoo - 2009-11-27, 12:05

nałóg napisał/a:
Dałas męzowi ultimatum.....ma sie wyprowadzić........... a czy zna Twoje warunki otwarcia klatki???Warunki powrotu do rodziny?do Ciebie?
Jasno i wyrażnie mu je zakomunikowałaś?
Bo otwarcie powinno być na dwie strony...........wyfunięcia ale i możliwość powrotu pod postawionymi warunkami.
Zapewne jesteś też gotowa na to ,że on wyfrunie i............... może nie chcieć wracać.

nalog
moze ty mi odpowiesz a jak sie ma sprawa,gdy ja nie otwieralam klatki a maz sam wyfrunal?i nie wiem czy wroci?wiem ze to jest trudniejsze bo tutaj ja niczego nie moge zastosowac...maz sam zdecydowal i sam wyszedl z domu 5 miesiecy temu...co ja powinnam zrobic?tu na forum to wiekszosc z nas otwiera te klatke, ja nie mialam mozliwosci wyboru,to on postawil mnie przed faktem dokonanym...co radzicie?

landis85 - 2009-11-27, 12:08

Nalog, tak jasno powiedzialam mezowi, ze jezeli jeszcze zechce byc moim mezem to bedzie mogl ze mna o tym porozmawiac
i on stwierdzil ze dlugo tam nie pomieszka, ze jak przejda mu glupawki to wroci

dziekuje ze ta medrosci, naprawde otwieraja oczy i serce na cos wiecej :)

okazalo sie ze bede musiala wyleciec do anglii na 3-4 dni, maz bardzo chce leciec ze mna
narazie nie powiedzialam ani tak , ani nie, ale moze Bog wlasnie przez taka okazje daje nam mozliwosc naprawy? przyblizenia sie? z dala od domu, kochanki, internetu?
teraz inaczej na to spojrzalam, po przeczytaniu tych zlotych mysli

kangoo po czesci rozumiem jak sie czujesz, bo ja cale 2 miesiace nie zaznalam od meza zadnego przytulenia itp, Ty trwasz w tym 5 miesiecy, podziwiam Cie za wytrwalosc, wierze ze maz w odosobnieniu przemysli wszystko
moz mojej kolezanki wyprowadzil sie na pol roku, stwierdzil ze nie wiem czy kocha zone itp
teraz dziekuje jej za to ze ona czekala i trwala
ksiadz tez mnie pocieszal ze czasami maz wraca po wielu latach, ja wiem ze jezeli maz odejdzie bede czekac

potrzebuje tylko wiedziec ze dobrze robie, jestem jeszcze slaba duchowo :(
wiem, to brzmi jakbym chciala znac na wszystko odpowiedz
chcialabym wiedziec co bedzie jezeli pogodze sie z mezem, pozowle mu zostac a on i tak bedzie utrzymywal kontakt z tamta lub co gorsza nadal do niej jezdzil?
boje sie tego wlasnie, ze zbyt szybko wybacze, a maz nawet nie okaze skruchy a ja mu juz przebacze -rozumie mnie ktos?

[ Dodano: 2009-11-27, 12:11 ]
kangoo moj maz wiele razu mowil sam ze chce odejsc, szukal mieszkania juz od miesiaca przez internet
czy u Was byl ktos trzeci? jakas kobieta jak w naszym przypadku?
ja niby wiem co powinno sie robic, nie dzwonic, nie wypytywac, nie skomlec, zajac sie soba, pozwolic mezowi zatesknic
ale samej ciezko sie dostosowac do tego :roll:

mari - 2009-11-27, 12:17

pytaj, sama siebie pytaj jak śpiewa Janusz Radek ;-) http://www.youtube.com/watch_popup?v=l1kHEOcL7Ow

czytaj, sama, sama czytaj i.... czytaj

•"Upadek Ewy, jej grzech, spowodował zatracenie łagodności i zamknięcie piękna w sobie."


•"Wiemy, że nie jesteśmy tym, czym pragniemy być, tym wszystkim, czego Bóg pragnął dla nas, ale zamiast podejść przez napełnione łaską powietrze i spytać Boga, co On sam o nas myśli (...), z trudem łapiemy oddech, wierząc, że zasługujemy na uduszenie"


•"Wiele z tego co nazywamy naszą osobowością, stanowi mozaikę wybranych przez nas sposobów samoobrony plus nasz plan uszczknięcia choć szczypty miłości, do której zostałyśmy stworzone. Problem w tym, że nasz plan nie ma nic wspólnego z planem Boga."


•"Jako kobiety, mamy tendencję do odczuwania, że wina musi leżeć po mojej stronie. (...) Coś jest zasadniczo źle ze mną . Wiele kobiet odczuwa to w ten sposób. (...) Czujemy również, iż w zasadzie jesteśmy same. I że te dwie rzeczy w jakiś sposób są ze sobą powiązane. Wierzymy, iż nasza samotność ma źródło w tym, że nie jesteśmy takimi kobietami, jakimi powinnyśmy być."


•"Ewa jest ucieleśnieniem piękna Boga i wnosi życie do świata. Zawzięte serce Szatana nie może tego znieść. Atakuje ją ze szczególną nienawiścią. Historia nie pozostawia żadnych wątpliwości."


•"Przesłanie ran twojego serca mówi: "Tak się dzieje z twojego powodu. To jest to na co zasłużyłaś". Wszystko się zmienia, gdy zdajesz sobie sprawę, że jest inaczej - te rzeczy zdarzają się, ponieważ jesteś wspaniała. Zdarzają się, ponieważ stanowisz ogromne zagrożenie dla królestwa ciemności"


•"A więc, miła moja, nadszedł czas na odnowę twojego życia. Ponieważ jest Ktoś większy niż twój wróg. Ktoś, kto odnalazł ciebie na początku czasu. On przychodzi, żeby ukoić twoje złamane serce i odrodzić twoją kobiecą duszę."


•"On zrobi wszystko, co trzeba, by cię ocalić i uwolnić twoje serce!"

kangoo - 2009-11-27, 12:24

droga landis...
tak , byla inna kobieta,poznal ja jak byl na misji i to mu uswiadomilo ze mnie nie kocha bo zakochal sie w niej...i jak odkrylamze ma kogos to nie kryl sie z tym,mowil otwarcie mnie , rodzica swoim i moim, znajomym, przedstawil ja nawet swojemy przyjacielowi,naszemu swiadkowi, ktory nie przepada za mna i uwaza ze malzenstwa sa dla glupich..wiec nie musze mowic ze moj maz zostal utwierdzony w przekonaniuze postepuje dobrze zostawiajac zone...przez 3 miesiace wiem ze byla...ze jezdzili do siebie..ale 1,5 miesiaca temu przyznal sie ze to byla ucieczka i zauroczenie,ktore pomylilo mu sie z zakochaniem...przyznal sie mi i terapeutce...wiec teraz nie wiem czy jest ktos inny...nie zmienia to faktu ze maz nadal nie chce byc ze mna i chce rozwodu...jak mi powiedzial to najlepsze wyjscie z sytuacji...
wiec nie wiem teraz czy jest ktos...napewno walcze z :evil: ktory owladna moim mezem...

landis modlitwa ktora mi pomaga to modlitwa do aniola stroza mojego meza, i modlitwa do meza ktory opuscil malzonke...

nałóg - 2009-11-27, 13:42

Kango......zadajesz pytanie co z otwarciem klatki............twój "ptaszek"wyfrunął mimo formalnie zamkniętej klatki,mimo Twojego sprzeciwu.Ten sprzeciw był tym zamykaniem klatki.Piszesz o uzyskaniu stanu emocjonalnego ,który z opisu ja mogę zdefiniowac jako POGODĘ DUCHA.Tę z Modlitwy o Pogodę Ducha.
Czyli????? uznałas ż enie masz wpływu na meza,ale masz wpływ na siebie....mentalnie otworzyłaś klatkę aby mąż mógł ewentualnie wrócić jak dostatecznie dojrzeje.

Co wiecej mozesz zrobić????? NIC

Pogody Ducha

EL. - 2009-11-27, 14:20

Kangoo, Twój mąz prawdopodobnie uciekł właśnie dlatego , że ta klatka była tak mocno zamknięta i taka ciasna, że zaczął się się dusić.....i uciekł !
Nie musiałaś otwierać....byc może zagłaskałaś kotka....i uciekł.

Teraz Kangoo dobrze byłoby pokazać, że klataj jest otwarta. Czy to potrafisz ?
Czy potrafisz rozmawiac z mężem nie pytając Go za wiele . Nie interesując się Nim nadmiernie, nie kontrolując itp ??

Mówisz, że czasami wcale nie myslisz o mężu.....
Przecież chciałaś, żeby przestało boleć ! A mysli o męzu były bolesne .....więc Bóg działa !
Mąz nie jest Twoim Bogiem, nie musisz ciągle z Nim i o Nim .....

Spokojnie. Żyj. Napełniaj sie radością Boga, MIŁOSCIĄ.....zaczniesz wylewać z siebie....Mąz zauważy wesołą, radosną dziewczynę....ciekawą, interesującą.....zobaczy otwartą klatkę, poczuje , że nie jest juz osaczany....poczuje wolność...zobaczy, że spadł z piedestału.....poczuje, że nie jest już tak bardzo ważny......zaniepokoi sie i .....zacznie tokować.....jak wolny ptak !! Tego Ci życzę z całego serca !! EL.

kangoo - 2009-11-28, 02:52

EL. napisał/a:
Kangoo, Twój mąz prawdopodobnie uciekł właśnie dlatego , że ta klatka była tak mocno zamknięta i taka ciasna, że zaczął się się dusić.....i uciekł !
Nie musiałaś otwierać....byc może zagłaskałaś kotka....i uciekł.

Teraz Kangoo dobrze byłoby pokazać, że klataj jest otwarta. Czy to potrafisz ?
Czy potrafisz rozmawiac z mężem nie pytając Go za wiele . Nie interesując się Nim nadmiernie, nie kontrolując itp ??


El , zgadzam sie z tym ze.. zaglaskalam kotka..to prawda...przez ostatnie 2 lata, staralam sie go wyreczac we wszystkim...tlumaczylamsobie tym co go spotkalo,wiem ze zle zrobilam...
czy potrafie?hmmm...nie wiem ale sie staram...zgodnie z twoimi radami nie kontroluje, nie dzwonie nie pisze...nic...poprostu czekam...i uzdrawiam siebie...a Pan mi pomaga...
Nalog piszesz ze wyfrunal pomimo mojego sprzeciwu...nie bardzo rozumiem...
dziekuje i pozdrawiam

mari - 2009-11-28, 09:37

Kangoo
http://www.youtube.com/watch_popup?v=X88s6aSyeoA

I jeszcze słowa terapeuty:
ojca Jacka Prusaka SJ
- Dlaczego ludzie zdradzają?
- Zależy, o jakich zdradach myślimy. Zdrada zdradzie naprawdę nierówna. U pewnego typu mężczyzn zdrada przejawiająca się w posiadaniu kochanki ma służyć podtrzymaniu stałego związku. W ich psychice króluje niepodzielnie obraz symbiotycznej matki. Gdy kontakt z prawdziwą matką się skończył, szukają oni podobnie opiekuńczej i poświęcającej się osoby. Chcą z nią odczuwać symbiotyczną bliskość na ściśle zdefiniowanych przez siebie warunkach. Z „matką-żoną” jednak nie można uprawiać seksu. Stąd szukają drugiej kobiety. To jest tak zwany „klasyczny trójkąt” małżeński. Inną postacią zdrady jest chroniczny donżuanizm: żadna kobieta nie może dorównać matce, stąd mężczyzna nie ma zamiaru wejść w stałe relacje – kobiety istnieją tylko po to, żeby dostarczać mu gratyfikacji seksualnej. Z drugiej strony zdrada może być przeżywana jako świadoma gra jednego lub obojga małżonków. Wtedy jest to wygodna forma życia, rzekomo dobra dla obu stron. Ale czy taka świadoma gra w zdradę to jest jeszcze małżeństwo?

EL. - 2009-11-28, 12:53

Kangoo, czego nie rozumiesz ?
Uciekł mimo Twojego sprzeciwu i mimo zamkniętej klatki.

To tak jak z psem i kotem też.....zamykasz w klatce, to tak kombinują, żeby wyskoczyć, urwać się....wtedy dopiero szaleństwo jak zerwany ze smyczy.
Otworzysz klatkę, a niech sobie ten pies idzie gdzie chce i kot też....no to nie lezą, siedzą, drepczą za panem/ panią....
Widzisz - odwrotność .
Teraz możesz sobie wołać....ale On = mąż lub pies czy kot mają to w nosie....bo przypuszczają, że jak wrócą to :
1. będzie kara !
2. Zamknął mnie znowu w klatce i wzmocnią straż !!
NIE WRÓCĘ !!

Coś trzeba zrobić, wykombinować, żeby pokazać i jeszcze udowodnić, że ani kary ani klatki juz nie będzie !
I do tego, trzeba to zrobić bez słów !! Pozdro !! EL.

kangoo - 2009-11-28, 13:18

EL. napisał/a:
Coś trzeba zrobić, wykombinować, żeby pokazać i jeszcze udowodnić, że ani kary ani klatki juz nie będzie !
I do tego, trzeba to zrobić bez słów !!


no wlasnie... jak juz mowilam ...nie pisze, nie kontroluje,nie dzwonie....milcze i czekam...a milczac modle sie...nic innego nie moge zrobic jak tylko milczyc, czekac w modlitwie...El on juz wie ze mu wybaczylam...tak z calego serca...powiedzialam mu o tym...i poprosilam go rowniez o wybaczenie...ale jakos specjalnej rozmowy nie bylo...EL co do wyprowadzki...to sie nie wyprowadzam...to on powziol decyzje zostawic mnie, opuscic dom...wiec wydaje mi sie ze powinnien wziasc tez konsekwencje swojego czynu..musi wziasc odpowiedzialnosc...wiem ze to go jeszcze bardziej rozlosci,ale uwazam ze to sluszna decyzji...musimy byc odpowiedzialni i liczyc sie z konsekwencjami naszych czynow...
nie wiem czy dobrze kombinuje...??????

tereska - 2009-11-28, 15:06

kangoo,
jest taka zabawna pioseneczka Mietka Szczęśniaka "Mamma"
:-)

http://www.youtube.com/watch?v=aszGDDakrkQ

Namawiam do radości, mimo wszystko :-)

kangoo - 2009-11-28, 15:22

czy teraz juz wszyscy beda mi to mowic?..ok wiem co zrobilam,wiem juz ze to moja winna..doszlam do tego, nie zrobilam tego specjalnie...bezradnosc i niemoc mnie pchnely..ok...wiec moze starczy juz...dobra zaglaskalam, moja wina,a moze ktos by mi powiedzial dobra zrobilas tak wporzdku, kazdy czlowiek reaguje inaczej...skad wiecie ze wy w mojej sytuacji nie zachowywalibyscie sie podobnie...poza tym to temat landis, jak chcecie mi napisac to piszcie na moj temat...myslalam ze na tym forum ludzie pomagaja sobie, staraja sie zrozumiec(i niektorzy tak robia),niektorzy z was, nie wiem czy sie smieja ze mna o jaka glupa zaglaskala meza on uciekl i ma pretensje...lub tez inne rzeczy...tak sie czuje...WIEM CO ZROBILAM..teraz szukam pomocy...
a i ta piosenka tereska nie odebralam tego jako cos zabawnego...

[ Dodano: 2009-11-28, 15:25 ]
przepraszam jesli kogos urazilam.

tereska - 2009-11-28, 15:29

Przepraszam,
nie było moim zamiarem śmiać się z Ciebie.
O co innego mi chodziło, lecz teraz widzę, że nie jest to dla Ciebie propozycja w porę.

Jak płaszcz zdejmować w dzień mroźny lub ocet wylewać na ług, tak pieśni śpiewać znękanym.
/Księga Przysłów 25,20/

Jeszcze raz przepraszam za niedelikatność.

kangoo - 2009-11-28, 16:16

swiadomosc popelnionych bledow boli...i to bardzo...a niemoznosc naprawienia i zapomnienia jeszcze bardziej...
Nirwanna - 2009-11-28, 16:17

kangoo napisał/a:
myslalam ze na tym forum ludzie pomagaja sobie, staraja sie zrozumiec(i niektorzy tak robia),niektorzy z was, nie wiem czy sie smieja ze mna o jaka glupa zaglaskala meza on uciekl i ma pretensje...lub tez inne rzeczy...tak sie czuje...WIEM CO ZROBILAM..teraz szukam pomocy...


Jeśli Cię to pocieszy, to miałam podobnie. Podobne wnioski - że mąż uciekł od nadopiekuńczej żony, bo tamta trzecia dała mu wreszcie poczucie bycia prawdziwym mężczyzną i bycia wolnym. I też mi się po uszach trochę oberwało, od nałoga zwłaszcza ;-) Najpierw się krzyczy - To niesprawiedliwe! A potem człek duma - że nie ma wszak pigułki na ból, jest ciężka i bolesna praca nad sobą i swoim życiem. Kangoo - jak coś boli, to tam jest choroba, stan zapalny... trzeba wyleczyć. A lekarstwo, czasem gorzkie, jednak leczy :-)

Kangoo - ludzie tu są właśnie po to, żeby pomagać sobie nawzajem, i żeby zrozumieć. Siebie, siebie nawzajem, świat otaczający... I jeszcze - żeby sobie komunikację międzyludzką trenować. Jeśli odczuwasz, że jesteś przez kogoś wyśmiewana, czy obrażana, to personalnie do tej osoby to właśnie mówisz "czuję się wyśmiewana" lub "czuję się traktowana jak głupia". I sobie wyjaśniacie. I najczęściej się okazuje, że ta osoba w ogóle nie miała w zamiarze wyśmiewania czy obrażania, tylko właśnie pomoc. Że źle odczytana intencja? Że niezrozumienie? Toż właśnie po to tu jesteśmy! Żeby sobie gadać! I wyjaśniać! I trenować sławetną komunikację!
Przy rozmowie z mężem, za jakiś czas - będzie jak znalazł :mrgreen:

kangoo - 2009-11-28, 16:23

wiem macie racje, nie chcialam nikogo urazic...poprostu...ostatnio mam ciezkie dni, praca duza odpowiedzialnosc...maz i cala ta sytuacja i swieta za pasem...jest tak juz kolorowo, migaja swiatelka...a ja smutna...zawsze o tej porze roku, planowalam i delektowalam sie zapachem adwentu i swiat...a teraz?jestem sama tu w naszym domu.....on chce zebym sie wyprowadzila...i cala taka jestem w dole...dookola dzieci sie rodza, a my planowalismy w tym roku itp...no i tak mi smutno...
Danka 9 - 2009-11-28, 16:40

kochana kongoo, sciskam Cie w tym dole, odpoczywaj jak najwiecej i dbaj o siebie.
Nie urazilas nikogo!


Dla mnie tez czas Bozego narodzenia jest trudny, narodzil sie Pan nasz, :) powod do radosci, zadumy nad tym cudem.
Ale i czas spotkan z rodzicami i tesciami, ktory wymaga hartu ducha, bo te rodzinne koligacje sa naznaczone trudnoscia i łzami czasem. Male dzieci w rodzinie, smutek, znam to.
Ni edawajmy sie tym emocjom i je mozna tez przezyc w spokoju, pamietajac ze to czas gdy czczcimy Narodzenie naszego Zbawiciela i Przyjaciela, ktory jest z nami ZAWSZE :-D

A ze za pasem to gruba przesada...dopiero adwent sie jutro zaczyna!!!
Jestem przeciwniczka tego pedu za kupowaniem i swiatelkami w listopadzie.Nie dajmy sie zwariować

landis85 - 2009-11-28, 18:01

EL. napisał/a:
To tak jak z psem i kotem też.....zamykasz w klatce, to tak kombinują, żeby wyskoczyć, urwać się....wtedy dopiero szaleństwo jak zerwany ze smyczy.


wlasnie mam to samo, kazalam mezowi sie wyprowadzic i ....
no wlasnie nic, maz sobie dalej mieszka, nic nie robi zeby sobie cos poszukac i sie wyprowadzic wkoncu, zadnego przepraszam tez nie bylo, wiem ze dalej tez ma kontakt z tamta, pewnie jej zlote gory obiecuje...

i badz tu madry teraz, nie chce codzinnie x razy mowic zeby sie wyprowadzil , pytam raz dzinnie czy sobie czegos poszukal, ale bez rezultatow
co innego gdybym widziala ze zaluje tego co zrobil, przeprosil mnie, ale nic z tych rzeczy....

EL. - 2009-11-29, 12:59

Landis, skoro mąz się nie wyprowadza, to znaczy....i tylko tyle.....że cche być z Tobą !!! EL.
landis85 - 2009-11-29, 19:53

El i tu mozesz sie mylic
moze mysli ze pogadalam, przejdzie mi a on dalej bedzie robil to co robil i wroci do domu , do cieplego lozka, na stole obiadek, wyprane, posprzatane, zonie znowu wcisnie kit o pracy do 3 nad ranem....
bo maz dalej podtrzymuje ze mnie nie kocha, na moich oczach pisze pol dnia z ta druga...
pokazuje ze mu nie zalezy
a jak mowie o wyprowadzce to robi plany na co uzbieramy pieniadze, moze wycieczka, chcialbym kupic nowy naroznik do salonu, ogladalem i tu mowi co wiedzial i chcialby kupic

nic nie rozumiem
jedno co wiem, to , to ze nie zerwal z nia kontaktu, wiem to na 1000000%
mowil ze nie grzebalam juz mu dawno w telefonie, a ja mowie po co? wiem ze piszesz ze ja kochasz i cuda obiecujesz, nie zaprzeczyl (niestety)

ale przestalam skupiac sie na nim, jak mowi o odejsciu, bo nie kocha mowie ok, idz tam gdzie Ci lepiej, bez emocji, drazenia glosu itp

widze ze meza cos trapi, widze to po jego zachowaniu ze cos go gryzie

a ja stoje z boku , patrze i czekam

ufam Bogu

w srode chcialabym pojsc do katolickiej poradni malzenskiej, moze uda mi sie pojechac tam :)

Danka 9 - 2009-11-29, 21:11

Landis, miałam sie dzis przy niedzieli nie udzielac na forum ale nie wytrzymałam ;-)

maz najwidoczniej chce mieć ciastko i zjeśc ciastko

i zonę i kochankę

bez specjalnej odpowiedzialnosci za zadną...tak mu wygodnie

zabierz mu poduchę spod pupy....obiecal sie wyprowadzic to trzymaj go za słowo, nie odpuszczaj

a jesli zmienilas zdanie i ma zostać....to zabierz ciepły obiadek, łóżko, pranie..itp, nie zachowuje sie jak mąż..to czemu ma korzystać z przywilejów męża?

Ciepl i zyczliwosc, modlitwa owszem..to jest nadal Twoj kochany mąż...ale reszta po to by oprzytomniał
Tak bym zrobiła...a Ty jaki masz pomysł? Moze w poradni cos podpowiedzą

landis85 - 2009-11-30, 09:50

Danka wyjelas mi to z ust
mysle ze lepiej nie mozna bylo tego okreslic
"maz chce zjesc ciastko i miec ciastko"

chce zeby dotrzymal slowa, chociaz on mowi ze to ja go wyrzucam z domu, ja odpowiadam mu ze sam wybral...

pamietam jak po drugiej jego "przyjaciolce" kazalam mu wybrac albo rodzina, albo ona i sie spakowac
zostal, co nie przeszkodzilo mu w utrzymywaniu dalej kontaktow z nia i po miesiacu poznania obecnej panny....
mysle ze teraz tez sadzi ze pogadam ale mi przejdzie, albo ze w glebi modle sie zeby on zostal
a ja jestem twarda, czuje ze bede bardziej spokojna, bede mogla zajac sie dziecmi i nie myslec ciagle o nim

dzis dzwonie do poradni zeby umowic sie na srode

dziekuje ze jestescie :-)

[ Dodano: 2009-12-01, 08:57 ]
Bezczelsnosc mojego meza nie zna granic jednak
dzis wrocil do domu...przed 3 nad ranem, wjechal z domu o 18tej...
nie wposcilam go, jak wrocil zastal walizki na wycieraczce, jego pokretne tlumaczenie nawet nie zrobily na mnie wrazenia
rozwiercil wiertarka zamek w drzwiach i dostal sie do srodka !
chcial spac ze mnaw naszym lozku, zaczal dobierac sie nawet do mnie, musialam isc spac do pokoju dzieci
rano chcial przytulic, odepchnelam go, zero rozmowy z mojej strony, poza tym ze oznajmilam go ze ta noc byla ostatnia
spakowalam go ze wszystkiego co bylo jego w tym domu, rzeczy, gra,srodki higieniczne, posciele, pare recznikow i nie chce nawet z nim rozmawiac
w srodku cala sie trzese, czulam wieczorem jak wychodzil ze cos sie swieci, bylam niespokojna itp
teraz w srodku cala latam, chociaz staram sie byc spokojna, mowie spokojnie, jeszcze panuje nad wszystkim

boje sie co zrobie kiedy maz nie bedzie chcial sie wyprowadzic
no bo nie ma nic lepszego niz w domu obiadek, zona ktora popilnuje dzieci kiedy pojedzie sie na noc do "kolezanki" , zyc nie umierac...

nałóg - 2009-12-01, 10:02

Landis............. wiesz.........bardzo trudna i bardzo odważna decyzja.
Ryzykujesz............ ale chyba inaczej nie można.Na dziś .

Twój facet jest chyba w amoku jakiegoś nałogu......albo ma Ciebie za skończoną naiwniaczkę.
Usiłuje przesuwać granice.
W nocy rozwiercał wiertarką zamek?
Landis............ to co pisze to nie są rady.
Dzielę się z Tobą tylko swoimi odczuciami.........i tak to odbieraj.

Jako facet ze sprymi przejściami wiem jedno.............. STANOWCZOŚĆ I KONSEKWENCJA pomagają najbardziej w wychodzeniu z "czynnego popaprania"

Co do zachowania spokoju............ zwentyluj emocje na forum,z kims bliskim kto Cie nie będzie pocieszał,kto poprostu wysłucha,a słuchając sluchaniem potwierdzi Twoje uczucia.
Landis............i chyba najwyższy czas skonfrontować meża z jego rodzicami.
Nie wiem................jemu może list z ultimatum?z warunkami jakie powinny być spełnione abys mogła się przekonać o jego zawróceniu z drogi zdrady?z rozwalania małżeństwa?

Landis............ tylko proś Boga o siły,Ducha Św.o jasność umysłu,a Matkę Boską(wybierz którąś sobie....może Nieustającej Pomocy?) o opiekę.I bądż konsekwentna.Na ile dasz radę to oddzielaj czyny od człowieka.
Jak dasz radę to zazanaczaj to podczas rozmowy.
Kochasz człowieka ,ale nie możesz pozwolić na jego "popapranie",na zdradę,na
jego życie w rozkroku.
Bądż spójna.
I zachowaj Pogodę Ducha

Boże,
użycz Landis pogody ducha
aby godzią sie z tym czego nie moze zmienić
odqwagi
aby zmieniała to co zmienić może
i madrości
aby odrózniała jedno od drugiego

Pogody Ducha Landis................. nie jesteś sama ............... jest Bóg,jest forum i życzliwi Ci ludzie

EL. - 2009-12-01, 14:30

Landis, dużo siły i konsekwencj w działaniu !! Mów zdecydowane STOP na niewłaściwe zachowania męża ale tez pamiętaj o mężu każdego dnia w swoich modlitwach . Niech Bóg Mu błogosławi i przemieni Jego serce ! EL.
Danka 9 - 2009-12-01, 17:51

Landis, to i ja swoje trzy grosze

ale miałas noc dziewczyno....ciężką..ta wiertarka jak z horroru ;-) Sciskam Cie serdecznie, nalezy Ci sie teraz relaks jakiś z książką w wannie albo fryzjer :-D

Napisze Ci co myślę, moze cos z tego sie przyda? Nie chodze w w Twoich butach wiec nie cche radzić, troche przystopuje z radami :->


Wiesz, maz wrocił do jego jeszcze badz co badz domu..nie przyjal do wiadomosci Twojej prosby- żądanie ze ma opuścic wasz dom.
Super dla mnie ze postawilas ultimatum.
Ale badz tu mądra i egzekwuj to...nie wiem jak to skutecznie powinno sie zrobic
bo nie bedziesz szarpac sie z mezem w drzwiach , zmieniac zamkow, ktos tu pisał, ze maz wrocił z policją...
jesli sam maz tego nie zrozumie to bedziecie sie tak wlasnie szarpac

mozesz powtarzac mu to i zrobic separacje spania, jedzenia, zycia...finansow, dogadac sie co do tego
bo poki co maz puszcza drugim uchem to co mowisz

wystawienie walizek to dla mnie akt odwagi i determinacji, swiadczy o Twojej odwadze...ale jest tez aktem zlosci i agresji nieco...spakowanie czyichs rzeczy i powiedzenie Ty tu nie mieszkasz...wyrzucenie...
czy maz o tej 3 rano zagrazał Tobie, dzieciom? Mogl przenocowac gdzies na materacu i rano bys z nim pogadała...
Tu granica jest cienka, w przypadku meza agresywnego, czy bijacego rodzine wzywa sie policje, u Ciebie cale szczescie tak nie jest
choc rozumiem ze maz wrocił "pod wpływem"?

Nie krytykuje Twojej decyzji i zachowania...pisze ci jedynie jak ja to widze, jestem przewrazliwiona na punkcie agresji z kazej strony :-|

Mozesz go prosic o wyprowadzke....ale nie mozesz mezowi nakazywac, jest wolnym facetem...chyba ze uzansz ze separacja sadowna..i wtedy sad to reguluje
to ze maz nie szanuje waszego malzenstwa, nie oznacza ze Ty masz sie dac ponosic zlosci i nie szanowac meza...
Poprosic meza o konkretny termin wyprowadzki, pilnowac tego

Mozesz zarzadzic separacje pod jednym dachem z wymaganiami, bez wspolnego zycia, obiadków ;-)
To jest dosc dotkliwe dla drugiej strony ktora do tej pory zyla w rodzinie....juz wczesniej bylo widac ze maż miękł

Dzielna jestes kobieta :-) Powodzenia. Z Panem Bogiem, on Ci podpowie co dalej

landis85 - 2009-12-01, 21:06

dziekuje za to ze jestescie :-)

Danka postawilam mezowi jasno warunki, jezeli nie bedzie go poza domem wiecej niz 4 godziny (obliczylam ze tyle zajelaby mu droga do niej) to nie ma po co tutaj wracac
chcial isc na piwo wczoraj, bylam bardzo ZA, powiedzialam tylko zeby przyprowadzil samochod (no bo jak samochodem na piwo?) nie przeprowadzil, nie bylo go lacznie 8 godzin
musialam wkoncu pokazac ze nie rzucam slow na wiatr i wiecie co? czuje sie wspaniale
maz bardzo plakal jak sie pakowal, tzn ja go juz spakowalam, ale on dopakowal pare rzeczy
jak zegnal sie z synkiem myslalam ze mi serce peknie, ale nie poleciala ani jedna moja lza
moj syn pytal sie czemu idzie mieszkac do innego domu, a maz opowiedzial mu ze nabroil...
synek na to zeby przestal broic i mieszkal z nami
bylo mi naprawde bardzo ciezko i serce plakalo...
ale ja wiem ze inaczej nie moglam, to trwa od lutego, to juz 3 jak nie 4 jego "kolezanka"
niby dalam mu zawsze wybor, ale on wybieral nas obie...
wkoncu musialam cos postanowic, czuje sie z tym lepiej, o wiele lepiej

na koniec powiedzialam mu, ze bedziemy z dziecmi tesknic i ze jak zapragnie byc znowu moim mezem to mozemy porozmawiac
przypomnialam, ze to takze jego wybor (odejscie) ze wczesniej dalam mu wybor, ona albo ja i sam dokonal wyboru, jezdzac do niej ostatnio co 3 dni
ostrzegalam go
nic nie powiedzial

wierze ze bog nami pokieruje, powierzylam mu nasze malzenstwo, bede modlic sie za nas
kocham cie mezu...

[ Dodano: 2009-12-03, 07:26 ]
witam!
pisze co u nas
maz wczoraj po pracy zaraz przyszedl do nas
kupil dla synka pojedyncze lozko a zabral z jego pokoju tapczan do swojego mieszkania
jest dla mnie mily, nawet bardzo
powiedzial ze jest bardzo glodny i jeszcze nic nie zjadl, to zaproponowalam mu obiad (wkoncu zrobil mi zakupy, napalil, naprawil stelaz w naszym lozku)
wiem ze dzis tez przyjdzie do nas zaraz po pracy, on kompletnie nie umie nic ugotowac, czy dobrze robie stawiajac mu obiad?
kiedy lezalam na lozku syna, on przyszedl, polozyl sie za mna, przytulil mnie,chcial czegos wiecej...
pytal jak mi sie spalo bez niego, powiedzialam ze dobrze

nie wiem, czuje sie dziwnie, potrzebuje jakiegos przewodnika

co Wy myslicie o tym?, wiem ze glownym celem jest zblizenie meza do rodziny a nie odpychanie go, ale czy to ma sens, zebym pozwalala mu jesc u nas, zgodzic sie na wspolzycie, a on wieczorem pojdzie spac tam, bierze samochod, moze jezdzi nadal do niej?

jak powinnam zachowac sie kiedy maz przychodzi nas odwiedzic?

Danka 9 - 2009-12-03, 10:08

landis, gratuluje stanwoczosc, podbijam, bo nie wiem co Ci rozsadnie napisać

postawilas granice, maz dostosowal sie do nich....juz teskni za Tobą Czy po to stawialas granice aby je juz nastepnego dnia zmieniac?

Pytasz o radę, to Twoje zycie, pytaj siebie co chcesz osiagnac, po co ta separacja meza...co jest Twoim celem
Sama znasz odpowiedzi.!
Nie mozemy brac odpowiedzialnosci a Twoje decyzje. Nikt nie chodzi w Twoich butach.
Czy wspolny obiad bedzie ok, czy nie, czy czujesz ze to bedzie dobre dla Was...pytaj głowy, rozsadku, nie emocji.
Bywanie u was wcale moze nie wykluczac bywania u kochanki. Sama tak piszesz.
Wiec czy rozsadne jest zapraszac meza do wspolnego łoża?
Chwilowy amok meza, nie jest jeszcze znakiem poprawy i jego wziecia odpowiedzialnosci za siebie...
Chociaz juz pokazuje ze zalezy mu na Was.

nałóg - 2009-12-03, 10:55

Landis................. zadajesz pytania na które bardzo trudno odpowiedzieć w sposób jednoznaczny.

Zdecydowałaś się na postawienie granic,na separcje od łoża i mieszkania,od stołu..........
Ja napiszę o swoich odczuciach,ale to nie są rady, w kontekście jakiś swoich doświadczeń,doswiadczeń innych znanycm mi ludzi.
Przeczytaj,rozwaz i sama musisz podjąć decyzję.

Wyżej sama -wg mnie -bardzo sensownie sobie odpowiedziałaś,wytyczyłaś drogę pisząc:"na koniec powiedzialam mu, ze bedziemy z dziecmi tesknic i ze jak zapragnie byc znowu moim mezem to mozemy porozmawiac
przypomnialam, ze to takze jego wybor (odejscie) ze wczesniej dalam mu wybor, ona albo ja i sam dokonal wyboru, jezdzac do niej ostatnio co 3 dni "
A więc????? czy już jesteś przekonana o nawróceniu sie męża?czy juz on podjął jakiś wysiłek aby spojrzeć w siebie? teraputa? poradnia małżenska przy parafi? zdecydowane zerwanie z panienką?zmiana telefonu? oświadczenie pisemne panience o całkowitym zaprzestaniu kontaktów............... szczere przyznanie sie do winy,postanowienie poprawy...................... no i efekty............... ale na to potrzeba czasu.
Kilka tygodni.....może miesiecy.................. i działania w tym kierunku by "wyprostować" pogibanie.
A sprawy pożycia???? no cóz............. nie masz obaw zarażenia się czymś?nawet najzwyklejszymi grzybami?
Landis............. Ty jesteś kobietą,żoną i matką............ Ty nie jesteś rzeczą do używania.Rzeczy sie używa,człowieka się kocha.
I co to miało być ze strony meża???? uczucie?czy huć????

W kontaktach małżenskich potrzeby jest umiar,wyczucie.czy masz mu stawiać obiad????
Jak trafi na ten obiad to raczej tak.................. ale czy masz mu specjalnie go przygotowywać??????
Nie umie gotować???? Jego problem................. jak sie nawróci z zakłamania to napisałas mu wyżej................ jesteś jego żoną i jego miejsce jest przy Was,ale nie w rozkroku,nie mozna miec ciacha i zjadac ciacho.
Landis.................. a moze zaryzykujesz twardo............rekolekcje dla małżeństw,poradnia małżeńska jako warunek podstawowy?????
Warunek abyś uwierzyła że chce naprawiać.

I informacja: przebaczyć to nie znaczy zapomnieć.
Do przebaczenia sa warunki: wyznanie win,szczere postanowienie poprawy i codzenna praca nad poprawą.
Może co miesięczna spowiedż??np I piątki????? są bardzo fajne............. ten sam spowiednik....................

Kochaj człowieka ,ale informuj tez go że musisz zachowac ostrożność wobec niego.
TWARDA MIŁOŚĆ. Wobec siebie też...........swoich potrzeb........ żądz......

Pogody Ducha

Kari - 2009-12-03, 11:12

Landis, modlę się za Ciebie o światło Ducha św. Zrobiłabym tak jak Ty, myślę, że postąpiłaś tak jak radzi Dobson. Teraz trzeba dużo modlitwy, żeby wiedzieć co dalej, zamów Msze św. za Was, może też wieczyste. Porozmawiaj o tym z kims z rodziny do kogo masz zaufanie, rozeznaj co teściowie na to, może będziesz mogła liczyć na ich wsparcie. I trzeba dać chyba sobie teraz czas, aż pojawią sie naprawdę poważne przesłanki że mąż zamierza się ustatkować i traktować Was uczciwie. A do tego momentu na pewno Stop dla współżycia, w kwestii obiadków też ostrożnie, żeby nie zamienić się w stołówkę, bo nie o to chodzi. Mąż musi wiedzieć, że go bardzo kochasz, ale nie pozwolisz się krzywdzić i czekasz na jego decyzję, chociaż przypomnij mu, że taką decyzję on już podjął zawierając sakrament małżeństwa. Uzmysłów mu, jaką krzywdę robi dziecku. Może warto mężowi napisać taki konkretny list. I bądź silna Bogiem, nie wiadomo jak się to wszystko potoczy, wydaje mi sie,że jest duża szansa, że mąż się opamięta. Może zaproponuj mu rozmowę w poradni katolickiej, lub z katolickim psychologiem. Niech Jezus wypełni Twoje serce Bożym pokojem!
landis85 - 2009-12-03, 11:49

dziekuje za Wasze spojrzenie na to wszystko

nie ukrywam ze wlasnie od wczoraj wieczoru sama stoje w rozkroku, czy dobrze postapilam?
moja mama jest naprawde bardzo wierzaca i praktykujaca osoba rowni z moim tata, uwaza ze zle zrobilam, ze pozwolilam mezowi odejsc...
przeczytala w milujcie sie , ze trzeba sie modlic, bylo tam swiadectwo pewnej rodziny, gdzie zona wszystko znosila modlac sie, a maz robil co chcial i po latach sie nawrocil
mowi ze ja powinnam sie modlic (i chyba tylko tyle)
wiem ze modlitwa na 1 miejscu, ale bardziej kieruje sie tym co mowi Dobson, bo wydaje mi sie to bardziej przemawiajace do mnie
wiem co czekalaby mnie gdybym nie kazala mezowi wybierac, albo nawet gdybym kazala a on i tak przeciez nic nie wybral, chcial miec to i to
gdybym sie tylko modlila ale nic wiecej nie robila,wiem co by bylo
i teraz po rozmowie z nia mam wyrzuty czy jednak dobrze zrobilam? :(
czy jednak zrobilam cos przeciw Bogu?

u nas przy parafii nie ma poradni rodzinnej-wiem bo juz bylam, jest tylko dla nowozencow...
nawet ta pani nie umiala podac zadnej innej poradni do ktorej moglabym ewentualnie jezdzic, sama musialam poszukac w internecie
w bydg diecezji pokierowali mnie do psychoterapeuty, twierdzac ze do poradni sie nie dostane teraz bo maja juz duzo osob i terminy odlegle itp....
jutro pojade sama, potrzebuje utwierdzenia ze robie dobrze, ze nie robie nic przeciw Bogu

na marginesie powiem, ze jestem bardzo spokojna po jego wyprowadzce potrafie skupic sie bardziej na modlitwie, przestalam skupiac sie ciagle na nim, czuje sie ogolnie psychicznie lepiej, nasze malzenstwo powierzylam Bogu

moj maz wynajal sobie prawie 100m mieszkanie, moja mama mowi ze on tam niczego sie nie nauczy, ze ciagle tylko koledzy, sprowadzanie panienek itp
ale w domu bylo inaczej? moze z tym wyjatkiem ze nikgo nie sprowadzal a jezdzil do niej

Duchu Swiety daj mi jasnosc umyslu do tego wszystkiego

dziekuje ze jestescie

mari - 2009-12-03, 12:08

landis85 napisał/a:
teraz po rozmowie z nia mam wyrzuty czy jednak dobrze zrobilam? :(
...czy jednak zrobilam cos przeciw Bogu?

Co mówi mama już wiesz.

A co mówi Tobie Sam Bóg w Twoim sercu ?
Mówi Tobie coś Bóg w Twoim sercu ?

EL. - 2009-12-03, 13:04

Landis zrobiłaś co uważałaś za słuszne. Ostro i zdecydowanie powiedziałaś STOP zachowaniu męża ! Jednocześnie powiedziałaś, że może być z Wami, jak będzie uczciwym męzem i ojcem....Mąz zdecydował....potrzebuje czasu na pozbieranie mysli, na doświadczenia...
A Ty teraz sie módl . Módl sie o siłę dla siebie, módl się o odrodzenie Wszego małzeństwa, módl się za męża, żeby Bóg miał Go w swoich ramionach, ochraniał i prowadził, błogosławił Mu każdego dnia !! EL.

landis85 - 2009-12-03, 13:06

Mari, wydaje mi sie ze mowi, ale moze nie potrafie zrozumiec dokladnie tego???

dzis o 17tej jestem umowiona do diecezjalnej doradczyni zycia rodzinnego, jest to psychoterapeutka
napisze napewno czego sie dowiedzialam

Danka 9 - 2009-12-05, 12:01

landis, jak U Ciebie?
Ja teraz bywam co drugi dzien na Forum :-)

landis85 - 2009-12-06, 17:59

Danusiu, pojechalam tam
i okazalo sie ze ta Pani jest chora i nie bedzie jej caly tydzien
tylko to jest "chore" ze ja w tym samym dniu dzwonilam umowic sie na ta wizyte, powiedzialam ze musze jechac 60 km w 1 strone i ojciec powiedzial ze zostalam zapisana
a na miejscu okazalo sie ze ta pani jest chora :roll:
niczego sie nie wiedzialam. rozwazam przyjazd w czwartek, ale zobacze czy maz bedzie chetny przyjsc do dzieci
bo ostatnio jak tylko wspominam mu ze musze gdzies jechac czy zostaje na noc na studiach to okazauje sie ze o nie ma czasu, albo ze tez gdzies jedzie sie zabawic-tak mowi

w sobote zostalam na noc, bawilam sie 2 klubach, juz prawie zapomnialam jak to jest...
strasznie brakowalo mi meza :( z nim to juz chyba 3 lata sie nigdzie nie bawilam, bo on woli jechac/isc sam , ale jakos dalam rade :)
ogolnie to zyje i mam sie dobrze :)

[ Dodano: 2009-12-06, 19:38 ]
musze tak dlugo czekac zeby porozmawiac z jakims katolickim psychologiem
a wskazowek potrzebuje juz teraz....
moze Wy jak zwykle cos doradzicie od serca?

maz wspomina ze chcialby wrocic, te rozmowy wygladaja tak:
np dzis, pytam sie co planuje w swieta, mowie ze moze oczywiscie przyjsc do nas, mamy dzieci, wiadomo itp, ze zapraszamy
a on mowi ze na swieta chcialby zostac juz w domu. (i tu sie konczy rozmowa z jego strony, nic wiecej nie dodaje) ja wtedy milcze (nie wiem co powiedziec, oczywiscie marze o tym dniu kiedy wroci do domu, ale chce zeby wykazal jakas inicjatywe zmiany, np jakas terapia, zwykle przepraszam) naprawde nie wiem co mam w takiej chwili powiedziec i nie mowie nic

druga sprawa to tesciowa, kontroluje wszystko, dzwoni do mnie, do meza, wypytuje sie o wszystko, plus przychodzenie codzinnie, albo do mnie, albo jak maz jest sam w domu :roll:
musimy tlumaczyc sie ze wszystkiego....
wiem tak bylo zawsze, sama jej pozwolilam, ale nigdy nie mowilam nic bardziej z grzecznosci czy z tolerancji
ale czasami przechodzi sama siebie, np mowiac nam czym mam sie zabezpieczyc i ze po co nam wiecej dzieci...
jestem jej wdzieczna ze mi pomogla w tych trudnych chwilach, ale teraz potrzebujemy czasu dla siebie i tylko dla nas, bez jej codziennego udzialu
czasami czuje sie jak w klatce
jak mnie nie ma np studia to przychodzi do nas, robi porzadek po swojemu, pierze nasza bielizne, nie proszona wogole o to :-/
ehhh musialam sie wygadac

milego wieczoru

EL. - 2009-12-07, 11:52

Landis pani od terapii chora....widocznie tak ma być. Masz jeszcze dla siebie kilka dni...ustaw sobie wszystko co chesz powiedzieć, o co zapytać itp.

Mówisz, że jak prosisz męża, żeby został z dziećmi to On.....
No wiesz !! Ojca dzieci nie prosi się, żeby został, ale raczej grzecznie podaje sie termin ( oczywiście z wyprzedzeniem) i mówi się zdecydowanie - muszę pójść bo mam ważne spotkanie !

Landis, czy Ty męża tak o wszystko prosiłaś ?? Żeby zechciał zostać z własnymi dziećmi , żeby zechciał pomóc przy zakupach itp.....No wiesz....sobie zawdzięczasz takie Jego traktowanie - bo ludzie traktują nas tak, jak sobie na to pozwalamy !!
Więc masz o czym dodatkowo opowiadzieć terapeutce !

Teściowa , fajnie, że jest i wspiera...ale to nie znaczy, że Ty musisz Jej o wszystkim opowiadać, gdzie z kim i za ile ! Nie musisz, nie chcesz , więc tego nie rób !

Landis , moim zdaniem to jest bardzo za szybko, żrby mąz mógł wrócic do Was na stałe. Obwaruj się , postaw warunki !
Np może wrócić, kiedy współnie pójdziecie na terepię- współnie i do końca !!
Może wrrócić, kiedy po równo zaczniecoie dzielic sie oboiązkami domowymi, obowiązkami przy dzieciach, kiedy definitywnie skończy czatowanie , kiedy spać będziecie chodzic razem, kiedy skończą sie Jego samodzielne wypady z domu na imprezy !
Wiesz.....w małżeństwie albo sie jest razem albo nie ma nic !!
Masz sporo sobie do napisania , zanim pójdziesz do terepeutki. Powodzenia !! EL.

landis85 - 2009-12-07, 12:35

El napewno maz tak szybko nie wroci
dzis dowiedzialam sie od sasiadki ze ta jego "przyjaciolka" to byla pol nocy jak ja bylam na studiach
maz sie wypiera, ale moja sasiadka wie jak wyglada ta dziewczyna, jest bardzo charakterystyczna , maz mowi ze to byl kolega z dziewczyna
a sasisdka twierdzi ze ten kolega co mial tu rzekomo byc, przyjechal w nocy tutaj dopiero , czekal przed domem w samochodzie, az ona zejdzie i gdzies razem pojechali
maz nie mogl bo mial 2 dzieci w domu
ehhh czuje zlosc, niechec do wszystkiego, chociaz nie rozczarowanie, czulam ze chce ja tu sprowadzic
bo tak ciagle sie pytal czy napewno zostaje na noc na studiach itp

nie wiem co teraz :roll:

Danka 9 - 2009-12-07, 17:25

Tylko sam Bog wie co bedzie....ale Ty wiesz juz co robic :)


Landis, madra kobieta jestes i super sobie radzisz w tej sytuacji!!
Rozsadnie sobie wszystko ukladasz, a konczysz prosba o radę...
Nie wiesz co zrobic...moze czas byś uwierzyla ze sama znasz odpowiedź?

To co mozemy Ci dac to zwroty jak Cie widzimy, jak widzimy sytuacje...

Kombinuj dziewczyno dalej. ;-) Okazało sie ze jescze nie jest dobrze...nastepne granice masz do ustawienia i pilnowania ich.

Zycie dalo ci odpowiedz na pytanie czy juz przyjac meza, czy nie.
On juz zna warunki, mozesz mu o nich przypomniec..bo pewnie ma sklonnosc do wyrzucania ich z pamięci:)
Jesli zachowanie tesciowej Ci nie pasuje, to tez wiesz co robić, uprzejmie a asertywnie ( moze cos na ten temat do czytania? o asertywnosci?)
Pozdrawiam serdecznie w ten siąpiący wieczór.

landis85 - 2009-12-07, 19:06

dzieki Danka :)

glowa mnie od tego wszystkiego boli :(
zastanawiam sie jak okreslic warunki powrotu meza do domu
wychodzac mowil ze dlugo tam nie pomieszka, ze chce tu wrocic (obawiam sie ze bardziej z niewygody, niz z wyboru rodziny i rezygnacji z "kolezanek")
powiedzialam mu ze zna warunki powrotu do domu i narazie ich nie spelnia.

Che byc pewna ze jego powrot jest kierowany checia zmiany, skruchy za to co nam zrobil.
Ale nie moge tego sprawdzis, on sam nie mowi nic poza tym ze chcialby wrocic

nie wiem sama, bardzo potrzebuje jakiegos doradcy, kogos kto mnie poprowadzi przez to, pomoze uniknac bledow i gaf.

Kari - 2009-12-07, 21:06

Landis, jasno powiedz mężowi, że jak zostaje pilnować dzieci w domu to Ty nie życzysz sobie pod Twoją nieobecność żadnych podejrzanych i nie uzgodnionych wcześniej gości, zwłaszcza koleżanek nocą. Teściowej warto okazać wdzięczność za to, co dobrego dla Ciebie zrobiła, ale jednocześnie jasno sprecyzować (choć delikatnie)czego sobie nie życzysz, mówiąc o swoich uczuciach w tej sprawie. Możesz zapytać ją jakby się czuła, gdybyś Ty przyszła do niej, gdy jej nie ma i cos tam poprzestawiała, albo wyprała jej bieliznę itd. Poproś, żeby pytała co może zrobić, albo proś ją o konkretne sprawy, a wtedy będziesz wdzięczna za pomoc. Ja też miałam podobnie, ale już udało mi się nad tym zapanować, nie ugięłam się chociaż moja teściowa tez długo nie chciała się zmienić. Trzymaj się !
landis85 - 2009-12-07, 21:18

Kari co do tesciowej, to ona doskonale wie ze nie podoba mi sie grzebanie po mojej bieliznie, bo juz nie raz ten temat byl poruszany....
konczylo sie na tym ze tesciowa najpierw byla mega obrazona, pozniej przeprosila i ...dalej robila to samo
juz nie chodzi o bielizne, ona byla obrazona ze jej klucza nie dorobilismy do naszego domu!
jak gdzies wyjezdzamy to normalne bylo u niej to ze ona sobie przychodzila do nas (nie pytajac nas o zdanie) i robila co chciala, ustawiala po swojemu, robila pranie itp
nikt ja o to nie prosil
ona wie ze bardzo nie podoba mi sie zwlaszcza grzebanie po naszej bieliznie i wg mnie celowo to robi..jakby chciala zaznaczyc, bylam tutaj i robilam to na co mialam ochote
jak zwracam jej uwage to jest obrazona, pozniej znowu jest to samo
ja juz nie wiem jak mam jej powiedziec to zeby nie ruszala naszych rzeczy i wogole nie robila niczego o co nie zostanie poproszona
ona odbiera to za atak, jest foch z jej strony, pozniej przeprosi i dalej to samo
to typowa kobieta ktora zyje naszym zyciem i chce rzadzic
mimo ze 4 lata mieszkamy sami to czuje sie jakbym mieszkala z nia za sciana,jestem wdzieczna jej za to wszystko co robi i czasami tlumacze sobie tym ze zwracajac jej uwage wyjde na niewdzieczna i wole przemilczec pare rzeczy
a pozniej miarka sie przelewa, tesciowa pozwala sobie na coraz wiecej i mam dosyc

tak samo bylo z obiade, ja przygotowalam mezowi obiad, tzn mial przyprawic zeberka i wstawic je do piekarnika oraz obrac ziemniaki
napisalam wczesniej do szwagierki zeby uprzedzila swoja mame, zeby nie przychodzila z obiadem, ze moj maz niech sam tez cos zrobi w domu
pisala ze ok, ze ona to rozumie, wkoncu niech moj maz poczuje jak to jest itp
i co?
zaraz jak pojechalam one przybiegly z obiadem dla niego :roll:
ehhh zebralo sie troche tego, moja mama tez nie rozumie mojego zachowania, ze tak pozwalam na wszystko

no wygadalam sie, samotne wieczory tak na mnie dzialaja :)

dobranoc wszystkim.

[ Dodano: 2009-12-08, 09:23 ]
witajcie z rana!
przeczytalam wlasnie na Waszej stronie o godzinie laski, na 10 30 wybieram sie do kosciola z mama :)
napewno w godzinie laski bede modlic sie za siebie i meza

wczoraj dlugo lezalam i nie moglam zasnac, myslalam o tym jak bardzo brakuje mi meza, rowniez fizycznie :oops:
moj maz chyba myslalam o tym samym przed snem, rano jak przyjechal prawie rzucil sie na mnie i chcial zaciagnac do sypialni, ale bylam twarda
nie po tym wszystkim zwlaszcza po sobotnim sprowadzeniu swojej kolezanki do naszego domu pod moja nieobecnosc...
mam nadzieje ze dalam mu do myslenia troche...
niech nie mysli ze obojetnie co zrobi a ja i tak bede na kazde jego zawolanie
chociaz brakuje mi go bardzo :-|

powinnam uczyc sie wieczorami do egzaminu a w glowie co innego
Danusiu a jak Tobie idzie na studiach?

nałóg - 2009-12-08, 10:41

Landis........... jest taka bardzo fajna ksiązka Jacka Pulikowskiego "Warto pokochać teściową".
Ksiązka jest -jak zwykle u Pulikowskiego- o relacjach ,o komunikacji małznskeij,rodzinnej i właśnie z tesciami.
Treść i przesłanie tej ksiażki jest po równo rozdzielona.............. na teściów,na tych co są synowymi/zięciami jak i na pozostała rodzinę.
Bardzo Ci polecam...........a świeta za pasem,choinka........koszt ksiązki około 20 zł............ bardzo dobry prezent pod choinkę dla teściowej.
A dla męża -tegoż samego autora- "Warto być ojcem".
Tobie też sie przyda ta lektura.Obu pozycji.
Naprawde wartościowa.
O granicach,o ich przesuwaniu,przekraczaniu i konsekwencjach ,o relacjach.

Polecam.

Pogody Ducha

[ Dodano: 2009-12-08, 10:51 ]
Landis...........i jeszcze jedno............. z moich doświadczeń wynika ,że powrót na łono rodziny-i to niezależnie czy z ciągu pijackiego,czy narkotykowego,czy owładniętego żadzami ,czy jakiejkolwiek dysfunkcji-powinien byc poprzedzony solidnym postanowieniem poprawy.A w konsekwencji kryzysu małżeńskiego ta poprawa powinna -wg mnie- mieć kierunek ku poradni małżeńskiej,terapi,rekolekcji małżeńskich i solidnej pracy nad naprawą komunikacji.

Lektury,praca nad sobą ,wspólna i indywidualna.
np.12 kroków..............

W innym przypadku-świadectwa na forum- następują nawroty i kolejne zranienia.
Żona/mąż to nie rękawiczki czy spodnie......znudziły sie .............wywalam i biorę inne.
Partner jest człowiekiem........nie rzeczą.
Rzeczy można używać............ człowieka należy kochać i szanować.
Szanuj siebie Landis,stawiaj granice a stawiając je innym stawiaj też sobie................przestrzegaj granic.
Miłść wymaga stanowczości.................... od siebie też.

Pogody Ducha

kangoo - 2009-12-09, 09:09

landis
u siebie na poscie,zostawilam mala recepte,male swiadectwo...jest ciezko,ale przyjmijmy to jako probe....damy rade,bo nie jestesmy sami...pozdrawiam

landis85 - 2009-12-09, 19:37

kangoo jestes bardzo dzielna, podziwiam sile i spokoj!

w piatek jeszcze raz jade do psychoterapeutki, zamowilam 2 ksiazki katolickiego wydawnictwa
wczoraj bylam w kosciele, modlilam sie w godzinie laski
dzis bylam na nowennie, napisalam na karteczce swoja prosbe , byla przeczytana o dziwo jako jedyna , chyba nikt tym razem wiecej prosb nie skladal

jak wrocilam maz pytal sie gdzie bylam, powiedzial ze odbierze mnie w piatek ze studiow, ze cos kombinuje, znalazl futeral do telefonu mojej mamy, zapytal sie o niego, podejrzliwie na mnie patrzyl, stwierdzil ze taki meski i mojej mamy...
na dowiedzenia proby zaciagniecia mnie do lozka, pytal sie czy nie mam ochoty
nie wiedzialam jak odpowiedziec mu stanowczo ale nie zlosliwie , nie chce zeby odebral moja odmowna odpowiedz jako zlosliwosc/kare za to co zrobil (a moze tak powinien to odczuc?)
napisalam mu sms-a ze mam duza ochote, ale jezeli stoja mniedzy nami inne osoby (czyt Monika) trace zainteresowanie, albo jestes moim mezem, albo nie. sam wybrales.
nie wiem czy dobrze mu napisalam, nie ukrywam ze nie bylo to przemyslane do konca.

[ Dodano: 2009-12-09, 19:41 ]
naglog dziekuje za meski rzut okiem :)
cenie sobie Twoje wypowiedzi, zreszta jak kazdych innych osob, ktore pisza :)

zamowilam sobie ksiazke o tesciowej, druga to ksiazka jerzego grzybowskiego.
poza tym zamowilam dwie inne Dobsona na allegro

EL. - 2009-12-10, 11:48

Landis, każda odpowiedź, i każde słowa do współnmałzonka sa dobre, jeżeli nie zaiwierają złościwości, oceny itp. Moim zdaniem dobrze odpowiedziałaś. Pozdro! EL.
landis85 - 2009-12-10, 14:51

dzieki!
od wczoraj czuje w sobie jakas zlosc/bezsilnosc, nie wiem jak to nazwac
ale zle odnosze sie do dzieci, denerwuja mnie :( , dzis wpadl mi w rece rachunek a tam biling rozmow z ta druga
to jakos tez mnie nastroilo negatywnie, nie wiem czemu, jeszcze wczoraj machnelabym reka na pogmatwane zycie mojego meza (w sensie zadnych awantur,zloscliwosci), a teraz nie wiem czuje zal, smutek, zlosc, bezsilnosc.
myslalam ze wczorajsza nowenna jakos mnie nastroi i doda sil, a czuje sie wyprana.
moze to tymczasowy dolek....

kinga2 - 2009-12-10, 15:00

landis85,
Witaj,
taka huśtawka nastrojów wewnętrznych emocji w sytuacji traumy to normalne. Z czasem przejdzie. Ważne jest tylko jak do tego podchodzimy. Na pewno nie wolno przenosić swoich emocji na zewnątrz, na rodzinę, dzieci, otoczenie. To właśnie nasza umiejętność, próba zapanowania nad targającymi nas emocjami świadczy o naszym człowieczeństwie.
Wszystko cokolwiek nas dotyczy powierzajmy Bogu, a On nas ze wszystkiego wyprowadzi. Ja w to wierzę, że się podźwigniesz.
Z Panem Bogiem

landis85 - 2009-12-11, 13:24

Kinga napewno masz racje

juz mi troche lepiej, zwlaszcza po modlitwie :)

ale i tak nie opuscil mnie do konca zly nastroj
wczoraj rachunek z bilingiem i same rozmowy do jego "kolezanki"
dzis przyszedl mandat z miejscowosci z ktorej pochodzi ta kobieta, z data wrzesnia, nie wiem za co nawet, bo same paragrafy :-/
wiem ze 100zl rowne.
ehhh

jednak trzymam sie :)

[ Dodano: 2009-12-11, 13:47 ]
dlaczego tak ciezko dostac sie do poradni rodzinnej????
jestem :-|

dzwonilam do psychoterapeutki diecezjalnej w Bydgoszczy (mieszkam ponad 50 km od bydg ale u nas w miesicie poradnie sa ale dla par przed slubem :-/ )
niestety dzis nie da rady, bo ona na 4 godz przyjmuje 7 osob, ktore sa stalymi "klientami"
moze za tydz ale w czwartek powiedziala
ale ja nie wiem czy bede mogla, dzis jade do bydg bo mam wyklad i pasowalo mi dzis pojsc
nie zalalalam sie zadzwonilam do paru innych poradni, wszedzie albo kolejka, ale poradnia juz nie przyjmuje
tyle nr juz przerobilam i NIC
chyba nie jest mi dana rozmowa z psychologiem :roll:

Danka 9 - 2009-12-11, 15:57

landis, cierpliwosci..ja mialam kiedys identycznie, mimo duzej determinacji, nie udawało sie...
dlugo sie decydowałam a potem jak na złosc ciagle cos stawało na przeszkodzie...
trzymam kciuki, uda się ! :-)

landis85 - 2009-12-12, 15:20

no nigdzie sie wczoraj nie dostalam :roll:

i wiecie co???

w drodze do szkoly pisala do mnie maz, cos w sprawie naszego kredytu, napisalam mu zeby chociaz w tej kwestii byl ze mna szczery (wiem ze zaciagnal maly kredyt,bez mojej wiedzy, zgody), odpisal mi ze jezeli ma byc szczery to wczoraj zerwal z Monika. :shock:
dluzsza chwile nic nie odpisywalam, bo nie wiedzialam co mam napisac
wkoncu napisalam mu cos w stylu" nie wiem co Ci napisac, ale wiedz ze jezeli bedziesz chcial zaczac nowe zycie (w sensie bez klamst, oszustw,zdrad) to mozesz na mnie liczyc"
odpisal ze powoli zaczyna takie zycie
odpisalam ze sie ciesz i to wszystko
w domu zaczal rozmowe na temat wymowienia wynajmu tamtego mieszkania, i troche jestem skolowana
bo przepraszam, czy wybaczysz nie bylo, takze pytania czy moge wrocic.
W duzym szoku powiedzialam ze musze wszystko przemyslec,
stanelo na niczym.
nie wiem teraz czy sama pierwsza zaczac rozmowe i przypomniec mu warunki powrotu do domu? :
zerwanie z tamta-bezwzglednie, terapia rodzinna, jakies rekolekcje dla malzenstw
bo moze moj maz mysli ze slowo zerwalem z tamta wystarczy
i ze dalej bedzie po staremu
a ja chce calkowitej zmiany
mi slowo zerwalem nie wystarczy.
ale moze za duzo wymagam?

co zrobic/powiedziec jak maz znowu poruszy temat powrotu do domu?

nałóg - 2009-12-12, 15:32

Pamiętaj o NAWROTACH.
Bez przepracowania solidnego,bez stanięcia w prawdzie o sobie,bez rozpoznania i uświadmienia sobie konsekwencji "zdradzacz" ma ogromne sznse do nawrotu i rpliki zdrady za jakiś czas.
Jak z alkoholikiem,z nałogiem.Zero kontaktu i solidna praca.Bo za jakiś czas masz szansę przezywać to reeeeeeee

landis85 - 2009-12-12, 17:18

dzieki nalog

potrzebuje jakis wskazowek wlasnie

maz dzis przychodzi sie przytulac, pozwala sobie na coraz wiecej, widze ze brakuje mu "fizycznosci" miedzy nami, mi tez nie ukrywam
ale boje sie zeby znowu za szybko nie przebaczyc, w sumie nawet przebaczeniem tego nazwac nie mozna, bo poprzednio mnie nawet nie przeprosil

dzis odwazylam sie (kiedy tak ciagle sie przytula i wszystko zmierza w strone lozka) powiedziec mu , ze chyba jest mi cos winien
zaznaczylam ze chodzi o rozmowe na temat tego co bylo/zrobil.

ach, niby kazdy by sie cieszyl i wogole, ale ja juz 2x takie cos przezywalam i za kazdym razem wydaje mi sie (innym takze) ze za szybko mu przebaczalam i przechodzilam z tym do porzadku dziennego.
kocham cie, przepraszam, nigdy wiecej i zgoda na terapie - to chcialabym uslyszec.
a dopiero pozniej lozko i mieszkanie razem dalej. nie odwrotnie

a wy jak sadzicie?
moze za duzo wymagam?

[ Dodano: 2009-12-12, 21:54 ]
chcialabym dopisac jeszcze zmiany jakie zaobserwowalam
-pierwsze to wiekszy szacunek, okazalo sie ze jak cos napisze, o cos poprosze itp to mozna od razu odpisac a nie udawac ze sie nie dostalo wiadomosci
-znowu widze ta iskre w oczach, ta radosc co kiedys :)
-przestal zle wypowiadac sie na temat kosciola, ludzi wierzacych itp
-pilnuje sie z przeklinaniem (niby nic, ale dla mnie uzywanie wulgaryzmow i to jeszcze przy dzieciach to :evil: )
-nie jest taki nerwowy, uspokoil sie
-ogolnie widze ze rozpromienial, znowu ma plany, marzenia-zwiazane z nami-rodzina :)

kiedy przychodzi przytulic sie czuje ze to moj maz, ten co kiedys, ten kochajacy.
coraz czesciej zdarza mi sie odwzajemnic przytulenie.
ciagle targaja mna mysli czy to nie za szybko, czy naprawde to juz koniec z tamta ?

cieszy mnie ta zmiana bardzo, nie wiem jak zaczac rozmowe na temat powrotu do domu
chce zeby wiedzial ze wrocic zawsze moze, ale to nie oznacza ze moze robic co chce i zawsze wracac jak mu sie znudzi kolejna panienka
-wiecie o co chodzi ? ;)

moze sama jutro z nim porozmawiam? powiem ze cieszy mnie jego zmiana, ale to nie wszystko zeby moc wrocic
albo poczekam az sam zaproponuje cos?-to wydaje mi sie lepszym rozwiazaniem
nie bede naciskac, poczekam az zechce sam porozmawiac.

potrzebuje Was...

zycze milego wieczoru :-D

Danka 9 - 2009-12-13, 00:50

hej

a
Cytat:
ch, niby kazdy by sie cieszyl i wogole, ale ja juz 2x takie cos przezywalam i za kazdym razem wydaje mi sie (innym takze) ze za szybko mu przebaczalam i przechodzilam z tym do porzadku dziennego.
kocham cie, przepraszam, nigdy wiecej i zgoda na terapie - to chcialabym uslyszec.
a dopiero pozniej lozko i mieszkanie razem dalej. nie odwrotnie
a wy jak sadzicie?
moze za duzo wymagam?


landis, nie za duzo...wiesz, ja wielokrotnie popelnialam ten blad, ze nie stawialam zadnych warunkow męzowi...żałuje teraz tego, moze szybciej by sie cos poprawiło...
wymagaj, wymagaj....to sa zdrowe warunki...powodzenia kochana!

mari - 2009-12-14, 16:14

Katarzyna74 napisał/a:
Grzybica, czy - żółtaczka, bardzo groźna dla zdrowia i chyba bardziej niebezpieczna w tej chwili od HIV, bo i częściej występuje utajona (gros ludzi nie wie nawet, że są nosicielami wirusa) i szybciej wykańcza człowieka (marskość wątroby).

Absolutnie nie pozwalaj na zbliżenia z mężem, dopóki nie zaprzestanie takiego trybu życia i nie przebada się pod tym kątem! Nie ma co gdybać, czy doszło do zdrady fizycznej czy nie. Kochanie, nie możesz ryzykować własnym zdrowiem i życiem.

I tu jest pierwsza granica, którą możesz - a nawet powinnaś egzekwować. Spokojne, ale stanowcze wyjaśnienie powodów (być może on sam sobie nawet nie uświadamia w tym amoku zagrożeń z tego wynikających) i niestety, separacja od łoża. I to w zasadzie radziłabym każdej kobiecie, z którą mąż mógłby mieć, miał lub istnieje podejrzenie, że ma związek fizyczny z inną kobietą.

Tyle teraz się o tym mówi... :(

Pomijam oczywiście inny aspekt - samego zburzenia jedności małżeńskiej i wyłączności w tym względzie. Wiedząc, że mąż podrywa w necie panienki i nawet się z tym nie kryje, nie umiałabym się chyba otworzyć i zbliżyć do niego. I nawet nie dlatego, że uważam, że to uwłacza mojej godności jako kobiety, ale po prostu bym nie chciała. W tych sprawach cena za odrobinę ciepła i uwagi od przykrego i niewiernego męża byłaby za wysoka. :(

Landis,
przeczytaj uważnie!

landis85 - 2009-12-14, 20:21

czytam i mam metlik w glowie :roll:
bo teraz nasze ralacje sa coraz lepsze
maz duzo robi w domu, czesto sie przytula, nie ma miedzy nami w dalszym ciagu milosci fizycznej
czuje ze sie zblizamy do siebie, wiecej rozmawiamy itp

ale w dalszym ciagu nie ma tej rozmowy na ktora czekam...
nie naciskam, czasami tylko cos wspomne

moze blizej swiat maz zdobędzie sie na odwage

nie wiem. ale czuje sie dobrze moc rozmawiac z mezem tak jak kiedys, lubie kiedy mnie przytula itp
z drugiej strony zastanawiam sie czy ide w dobym kierunku?
czy za bardzo nie otwieram sie przed nim?
jestem mila, on zaczal przychodzic do nas na obiad

mowil ze w samotnosci duzo przemyslal, podobno swojemu tacie powiedzial tydzien temu ze popelnil blad i do swiat chce to naprawic.

Danka 9 - 2009-12-14, 22:38

landis, ja ostatnio jestem w bojowym nastroju, wiec bedzie bojowo

Cytat:
ale w dalszym ciagu nie ma tej rozmowy na ktora czekam...
nie naciskam, czasami tylko cos wspomne

moze blizej swiat maz zdobędzie sie na odwage

ale czemu Ty czekasz? az spadnie z nieba?
przeciez mezowi jest jak u Pana Boga za piecem
zadnych trudnych rozmow, domowe ciepło....zadnych warunkow, zyc nie umierać

nie czekaj, postaw jasne warunki...

wkleje ci to co nalog napisał

Cytat:
Landis...........i jeszcze jedno............. z moich doświadczeń wynika ,że powrót na łono rodziny-i to niezależnie czy z ciągu pijackiego,czy narkotykowego,czy owładniętego żadzami ,czy jakiejkolwiek dysfunkcji-powinien byc poprzedzony solidnym postanowieniem poprawy.A w konsekwencji kryzysu małżeńskiego ta poprawa powinna -wg mnie- mieć kierunek ku poradni małżeńskiej,terapi,rekolekcji małżeńskich i solidnej pracy nad naprawą komunikacji.

Lektury,praca nad sobą ,wspólna i indywidualna.
np.12 kroków..............

W innym przypadku-świadectwa na forum- następują nawroty i kolejne zranienia.
Żona/mąż to nie rękawiczki czy spodnie......znudziły sie .............wywalam i biorę inne.
Partner jest człowiekiem........nie rzeczą.
Rzeczy można używać............ człowieka należy kochać i szanować.
Szanuj siebie Landis,stawiaj granice a stawiając je innym stawiaj też sobie................przestrzegaj granic.
Miłść wymaga stanowczości.................... od siebie też.


milo wrocic do tego co bylo rozmow takich codziennych, przytulania, wiem....ale tak jak pisal wyzej nałóg..bez konsekwencji....maz nie wyciagnie wnioskow na przyszlosc..rzeciez przyjelas go po zdradzie, przytuasz, milo jest
to czemu nie powtorzyć?

nie daj sie zwiesc "miodowemu miesiacowi" jakim jest czasem powrot po zdradzie, po odrzuceniu , po rzucie nałogowym....wspolmalzonek skruszony....serce rosnie...ale co dalej..

nie sluchaj emocji....ale rozsadku swojego...bo emocje to sa urzeczone powrotem i ta miłą atmosferą

landis85 - 2009-12-15, 06:40

dziekuje, moze faktycznie zaczynam za bardzo slodzic :roll:

na poczatku stycznia sa rekolekcje 3 dniowe w Bydgoszczy i Licheniu
chcialabym tam pojechac, w czwartek bede w dalszym ciagu uderzac do psychoterapeutki, moze akurat bedzie cos wolnego

nałóg - 2009-12-15, 08:44

Landis............. czy te rekolekcje są dla małżeństw?
Czy to są rekolekcje-spotkania czy wekendy małżeńskie???

Jak tak ,to chyba warto postawić granice,warto je utrzymać ,mimo buzujących "huci" mimo buzujących hormonów.

Landis............ zło kończy się,a dobro zaczyna się już w momencie wyznania zła,w momencie bezwarunkowego stanięcia w prawdzie o sobie.

Ale to musi być stanięcie twarzą w twarz ze sobą,ze swoimi ciemnymi i jasnymi stronami charakteru,z wyznaniem win,z jasnym i wyraznym postanowieniem poprawy i zadoścuczynianiu.
Stanięcie wobec siebie,Boga i drugiego człowieka.
WYZNANIE.
Szczegóły win Tobie nie są potrzebne.........więc nie dopytuj.
Niech wyzna je komuś innemu
Zadośćuczynianiu codziennym polegającym na codziennej pracy nad sobą,nad swoimi słabymi stronami,nad umacnianiem swoich mocnych stron.
Nad naprawą komunikacji małżeńskiej.
Przez obydwoje małżonków.Przez Ciebie tez.

I możliwie najszybciej ,możliwie najdogłębniej na spotkania małżeńskie i jakaś grupa wsparcia dla małżenstw.

www.malzenskiedrogi.pl

Spotkania pod auspicjami Jezuitów

www.spotkaniamalzenskie.pl

A tymi opiekują sie Dominikanie

Landis.............. czas płynie niezależnie od Ciebie,od Twojego męża,od dzieci,rodziny,od nas.Ty,ja,my możemy tylko zarządzać sobą w upływającym czasie............ale nie czasem.

SOBĄ.

Daj czas czasowi,ale nie marnuj swojego czasu w czasie.Bo on jest ograniczony.Twój czas...........nie czas wogóle....................Bóg i wieczoność jest (podobno) ponadczasowa.

Pogody Ducha

Danka 9 - 2009-12-16, 17:00

landis, zyczę Ci wytrwałości, niech Pan Bog bedzie z Tobą
landis85 - 2009-12-16, 17:37

dziekuje wszystkim

nalog - tak rekolekcje sa dla malzenstw :)
chcialabym pojechac, nie wiem jak moj maz, jeszcze mu nic nie proponowalam

dzis mam dobry humor, zrobilam ciasto, przyszedl moj brat w odwiedziny
planowalam isc na nowenne, ale maz jest jeszcze w pracy a z 2 dzieci w taki mroz (u nas jest ok -5) to nie bardzo

jutro za to mam w planach jechac do psychoterapeutki, jeszcze zadzwonie zapytam sie czy juz jest zdrowa i przyjmuje jutro

ewaa - 2009-12-16, 22:19

Witaj Landis.
Cieszę się że się cieszysz z powrotu męża ale...
- nie przeprosił
- nie poprosił o wybaczenie
- nie rozmawiacie o tym co było
- nie rozmawiacie o tym co będzie.
Udajecie że nic się nie stało i w ten sposób on utwierdzi się w przekonaniu że faktycznie nic się nie stało. Powiedzial że z nią zerwal, Ty się cieszysz. Jest super.
Sama w to nie wierzysz.
Skorzystaj może z rady Mari.
Mój mąż robił badanie na HIV co więcej po 6 tygodniach robił je ponownie bo zaraz na początku wirus może się nie ujawnić. Sam to powiedział o powrocie z pierwszego badania.
Co Ci się tak spieszy do tego seksu. Jeśli mąż chce z Tobą być na zawsze - poczeka. Myślisz że udawaniem i radością bo jest miło i seksem go zatrzymasz?
Czego się spodziewasz bez rozmowy? Samo może ułozyć nam się jedzenie w żołądku a nie nasze życie.
Jeśli chcesz być szczęśliwa w małżeństwie nie myśl o chwilowym zadowoleniu na dzisiaj i na święta. Walcz o swoje i nie ustępuj. Fajnie że nie przeklina i ma coś w oczach ale czy to wszystko czego chcesz.
Życzę wszystkiego dobrego.
Ściskam gorąco

landis85 - 2009-12-17, 08:26

mari nie to nie wszystko czego chce
nie ciesze sie pochopnie z rzekomego zerwania mojego meza z ta kolezanka
sexu nie uprawiamy ponad 3 miesiace i tez nie spieszy mi sie do niego
to ze mialam chwilowe cieplejsze uczucie do meza i pozwolilam sie przytulic, nie znaczy ze w mig mu wszystko przebaczylam
on wie jakie sa warunki powrotu do domu
nie rozmawiamy o tym , czekam az sam pierwszy z tym wyjdzie, nadal nie mieszkamy razem
a to ze jestem mila dla niego, no coz a jaka powinnam byc?
jestem mila ale stanowcza, bo nie robie nic wbrew sobie

pozdrawiam serdecznie

Danka 9 - 2009-12-18, 12:26

landis gratuluję Tobie :-D

jestes mila ale stanowcza, czekasz nie czekajac, kawał dobrej roboty!!!

landis85 - 2009-12-18, 13:41

dzieki Danusia!
bylam na zakupach, kupilam sobie kreacje na swieta :)
bylam tez na solarium, uf jaka przyjemnosc, po chodzeniu na takim mrozie :)
jutro czekaja mnie zakupy dla dzieci, nie moge doczekac sie ubierania choinki, koled,moze uda mi sie pojsc na pasterke? :)
zastanawiam sie nad rekolekcjami w Licheniu, tylko nie wiem czy jezeli maz nie bedzie chcial jechac to czy moge jechac sama?

do meza nie dzwonie, nie pisze i to on teraz zaczal do mnie dzwonic wieczorem niby sie o cos zapytac, rano tez zawsze cos napisze
ale nie mialam czasu zeby mu odpisac jeszcze
wczesniej rzucialbym zakupy na chodnik i szybko odpisala, teraz juz tak nie robie, poczeka :)
zyje bardziej dla siebie i czuje sie z tym lepiej
oczywiscie caly czas pamietam o nim.

milego dnia!

Agnieszka - 2009-12-18, 13:53

landis85 napisał/a:
wczesniej rzucialbym zakupy na chodnik i szybko odpisala, teraz juz tak nie robie, poczeka :)


Chwała Panu !

EL. - 2009-12-18, 20:09

Landis, cmoooooooooooooooook !! Pamiętam w modlitwie !! EL.
landis85 - 2009-12-21, 09:52

Witam wszystkich!

U nas male zmiany, niestety nie na lepsze....
a wydawalo sie ze wlasnie maz wychodzi na prosta....
2 dni temu powiedzial mi ze rodzina najwazniejsza, ze chce wrocic, naprawic itp
ze nst dnia chcialby ze mna porozmawiac
przypomnialam tylko warunki powrotu do domu
nst dnia tj wczoraj pojechalismy po ostatnie zakupy
z meza strony zadnej rozmowy o nas, rodzinie nie bylo, ja sie nie pytalam, zero tematu o nas
wieczorem kiedy wracalismy podejchalismy do kotlowni po wegiel, mezowi przy wysiadaniu wypadl telefon
podnioslam go i nie wiem co mnie phcnelo =a moze tak mialo byc... przeczytalam
i dowiedzialam sie ze maz pisze z 2 dziewczynami, jedna byla u niego w mieszkaniu wieczorem, planowali wyjscia, byli razem w pubie itp
podalam tel mezowi kiedy wrocil , powiedzialam ze jednak nie dojrzal do powrotu do domu
z jego strony oczywiscie klamstwa, a pozniej sie przyznal
w nocy dzwonil, ale nie chcialam rozmawiac
ciezko mi znowu....
prawie sie nabralam na ta jego przemiane
chociaz podejrzewalam cos wczesniej...
buziaki!

Danka 9 - 2009-12-21, 10:07

landis, cierpliwości...
to pewnie nie da sie tak hop siup

modlitwa za meza bardzo wazna....

ja tez co jakis czas nabieram sie na to ze mezem juz lepiej ( ze nie pije, nie wychodzi balować, jest milszy)
ale poki nie zabierze sie za jakas konkretna droge pomocy..bedzie sie krecic w koło
takie moje zdanie....
wymagaj od męza, jestes wspaniała kochana kobietą, zaslugujesz na uczciwosc i lojalnośc
Tego chce dla Ciebie Pan Bog

EL. - 2009-12-21, 14:38

Landis, pękł wrzód...pozwól żeby wylał się do końca !
Samo pękni ęcie to tylko bum....a to reszę, wszystko brudne musi się wylać, żeby tez potem mogło sie oczyścić, a rana zablixniła.
Potrzeba czasu.....szkoda, że tyle bólu....ale widocznie tak musi być.
Dużo siły, wytrwałości i konsekwencji w działaniu !! Przytulam !! EL.

landis85 - 2009-12-21, 18:34

dziewczyny ja nie potrafie :(
mam dosyc juz, za duzo osob stanelo miedzy nami zeby moglo byc miedzy nami dobrze...

wiecie co?
dzis moj maz wrocil sobie z pracy i mowi ze kupil sobie lyzwy
niby nic...
ale dobrze wiedzial ze przeczytalam w jego sms-ach jak umawial sie z kolezanka na lyzwy, ktorych nie ma
a teraz ma....
brak slow, pieniedzy na swieta mi nic jeszcze nie dal
sobie wczesniej do samochodu kupil za ponad tys dodatkowa czesc zeby szybciej jezdzic (samochod wyscigowy) o 2 rach za 1200 zl nie wspomne...
a teraz lyzwy
nie moge, wyszlam z domu i nie mam ochoty wracac, jedynie na co mam ochote to powiedziec mu koniec i do widzenia.
oczywiscie zapytany czy dzis wezmie syna na noc, odp ze nie moze bo to i tamto
a napewno dzis lyzwy pojda w ruch

Agnieszka - 2009-12-21, 19:09

landis85 napisał/a:
do meza nie dzwonie, nie pisze i to on teraz zaczal do mnie dzwonic wieczorem niby sie o cos zapytac, rano tez zawsze cos napisze


Odwracasz się , mąz zaczyna iśc za Tobą . Idziesz w Jego stronę , to on się odwraca i idzie na łyżwy . Niech idzie .

On musi być zdeterminownay mocno do zmiany , powinnaś się odseparowac , zrobic ostre cięcie . Bo jak pisze Danka On będzie się kręcił w kółko . Widać , że jest mocno zagubiony ...nowe zabawki , łyżwy , tuningowanie auta , powierzchowne znajomości , w których głaska sie po głowach i żyje iluzją .

Landis , fanja babka z Ciebie , stare jak świat " zajmij się sobą " Innej drogi nie ma . Sciskam.

Danka 9 - 2009-12-21, 19:13

landis sciskam Cie serdecznie
nie daj sie złym myślom

powiedz mezowi ze to cie rani, ze nie chcesz zeby Ci takie rzeczy opowiadał...nie dawaj zgody na to
ze drazni cie gdy opowiada o wydatkach swoich a zaniedbuje WAS

jestes zla na niego, wykorzystaj te energie..i spokojnie powiedz mu co CI NIE PASUJE
nie dus w sobie, nie uciekaj od tego
powiedz prawde mezowi....

podziwiam ze chcialas dzis z nim rozmawiac po wczoraj
Landis, głowa do gory...mow o tym czego Ci potrzeba...jesli nie dostaniesz....podstawowych rzeczy...to jak maz wyobraza sobie powrót???

EL. - 2009-12-22, 09:16

Landis , masz za męża małego i bardzo jeszcze niedojrzałego chłopczyka .
Musi upaść jeszcze kilka razy, porządnie sie potłuc, żeby wreszcie stać sie mężczyzną !!
Trzymaj sie mocno, a Bóg niech Cię prowadzi !
Twój mąż potrzebuje czasu i Twojego wsparcie w modlitwie !! Powodzenia !! EL.

Danka 9 - 2009-12-22, 12:11

protestuję....nie obrazajmy męza landis, jakby się nie zachowywal, to jest wspaniałym, godnym miłosci facetem :!:

To ze nas zlosci jego postawa to inna para kaloszy....
Landis wybrala sobie męża sama.
Jak my wszystcy tutaj.


A ze sie zapętlił, toż dostaje bęcki za to wlaśnie od landis....dla zdrowotności...dla poprawy ;-)

mari - 2009-12-22, 12:58

landis85 napisał/a:
dzis moj maz wrocil sobie z pracy i mowi ze kupil sobie lyzwy

Powiedz, żeby i Tobie kupił, i idźcie razem na te łyżwy.

landis85 - 2009-12-23, 10:57

witajcie ponownie!
dziekuje za Wasza pomoc , bardzo cenie sobie to co piszecie
zauwazylam ze zaczynam znowu skupiac sie bardziej na mezu niz na sobie
poki co konczy sie na mysleniu o mezu, ale jest to juz takie natretne myslenie
powinnam bardziej skoncentrowac sie na dzieciach i sobie

dalej trwam, modle sie, zapytalam sie raz meza co rozumie przez slowo "naprawa"
nic mi nie odpowiedzial

macie racje, on nie dojrzal

nadal klamie, miota sie

dzieki Waszej radzie (zeby na spokojnie powiedziec mezowi) dzis napisalam do niego sms-a (a musze pochwalic sie ze wogole do niego pierwsza nie pisze juz od dawna, dzwonic tez nie pamietam kiedy)
napisalam ze bardzo zabolalo mnie jego zachowanie, kiedy poszedl na lyzwy, ciesze sie ze fajnie bawil sie ze swoja kolezanka, ale szkoda ze nie widzial i slyszal swojego syna pytajacego sie kiedy tata wroci z pracy (tak, tak moj maz zawsze wymiguje sie praca)
dodalam ze bede wdzieczna kiedy bedzie mogl wiecej czasu poswiecac dzieciom wieczorem
i ze przepraszam go ze rano bylam nie mila.

wiecie co? ulzylo mi ogromnie, kiedy napisalam mu co mnie trapi od 2 dni.
nic nie odp. ale ja nie czekam na zadna odpowiedz

czuje ze jeszcze dlugooooo bedziemy mieszkac oddzielnie

zabolalo mnie to kiedy maz powiedzial mi ze jestem wredna (bo nie zaproponowalam mu obiadu)
to bylo w dniu kiedy oznajmil mi ze kupil lyzwy dla siebie i poszedl pojezdzic z kolezanka

wiem ze na wigilie nie przyjdzie ze mna do moich rodzicow.jest mi przykro ale nic nie mowilam. moze zmieni zdanie

mam zalana klawiature w laptopie, a drugiego wzial maz do siebie , wiec korzystam z internetu bedac u mamy ;)
moze tak mialo byc, moze sama jestem za bardzo uzalezniona od inetrnetu


pozdrawiam Was serdecznie!

EL. - 2009-12-23, 12:54

Cmooooooooooooook Landis !
Dużo spokoju, ciszy i wytrwałości!! Dobrych Swiąt !! EL.

landis85 - 2009-12-25, 08:03

Witajcie!
rowniez zycze wszystkim wesolych i pogodnych swiat!!!!

u nas wigilia minela dobrze :)
po cichu liczylam ze maz moze w taki szczegolny dzien bedzie chcial ze mna porozmawiac, wkoncu juz nie raz deklarowal chec rozmowy ale zawsze konczylo sie na checi
ale nie bylo ani rozmowy, ani przepraszam
gwiazdor u mnie byl :) dostalam perfumy :)

mam wrazenie ze maz do domu chce wrocic na zasadzie nie wygody w tamtym mieszkaniu, dla dzieci, albo liczy ze ja pierwsza zatesknie za nim
a kiedys jakby znowu sie zakochal i chcial nas zostawic (odpukac w niemalowane) to powie przeciez nic ci nie obiecywalem, nie przeprosilem cie :roll:
takie mam mysli czasami

ale jestem stanowcza, bede czekac chocby i rok i sama nie zaproponuje mu powrotu do domu

a jak Wam minela wigilia?

kasia - 2009-12-25, 23:49

halo ;-) nie ważne na jakiej zasadzie, Pan Bóg czasem po prostu sprowadza męża z powrotem i jest radość wielka :-D

landis, tego Ci życzę. Pełnej Rodziny, jedności, Miłości, Pan Jezus chce czynić wielkie cuda w naszych sercach i w naszych Rodzinach :->
Jezu malusieńki, leżysz wśród stajenki...

landis85 - 2009-12-28, 11:46

witajcie ponownie!

u nas ogolnie spokoj :-)

z tego co wiem maz w styczen spedzi jeszcze w tamtym mieszkaniu, bylam tam raz, jestem pod wrazeniem, standard o wiele lepszy niz u nas, normalnie apartampent....

moj maz powiedzial ze nie jest jeszcze gotowy do powrotu :arrow: tak sam od siebie to powiedzial

ja rozumiem to tak :arrow: wrocili mlodzi koledzy ok 20,22 lata z pracy z zagranicy, wiec trzeba sie zabawic z nimi
co chwila dowiaduje sie od kogos gdzie moj maz nie byl widziany, w jakim klubie itp

z drugiej strony jestem sama sobie winna, bo maz zaczal u nas jesc posilki, zaczelam mu prac itp
wiem ze maz chce wrocic do domu, ale pewnie jak koledzy wyjada i pokoncza sie imprezy nimi, a nie dlatego ze sobie cos przemyslal
kto nie chcialby tak zyc jak on teraz?
sniadanie, obiad w domu, wyprane w domu
a wieczor i noc z kolegami, wraca o ktorej chce, robi co chce u siebie

czuje sie fatalnie z tym, dzis napisalam mu ze oddaje mu jego rzeczy ktore przyniosl do prania, zeby sobie sam wypral, ze na obiady bede chodzic do mojej mamy, czym dalam do zrozumienia ze u nas w domu nie bedzie gotowane i musi sobie cos kupic

czuje troche zazdrosc, ze maz robi co chce, dobrze sie bawi, zamiast cos przemyslec

hmmm :roll:

nałóg - 2009-12-28, 12:05

No Landis............... i znowu poduszeczka pod tyłeczek mężulkowi-bożkowi?????
Na szczeście w porę przychodzi refleksja.............. oddałaś brudy ,jego brudy..........i słusznie.
Nie można zjeść ciacha i mieć ciacho

landis85 - 2009-12-28, 13:17

potrzebowalam tego uslyszec

tak wlasnie zaczelam robic, uslugiwac mezowi, tylko dlatego ze wspomnial cos o powrocie do domu, kiedys tam

a mialo byc inaczej :roll:

jestem zadowlona bo refleksja przyszla bardzo szybko.

dzis wspomne o rekolekcjach dla malzenstw, ktore sa w styczniu :-D


dzieki nalog :-D

gogol - 2009-12-28, 13:26

landis85
A gdzie chcesz wybrac sie na te spotkania małżeńskie,bo ja jestem po.

landis85 - 2009-12-28, 13:27

gogol to sa rekolekcje
najblizej mam do Lichenia (styczen) i Bydgoszczy (luty)

jak bylo?

gogol - 2009-12-28, 13:34

Wiem ,że rekolekcje ,ja byłam w grudniu z mężem przed świetami.
No cóż moge Ci napisać ,że warto ,bardzo warto.Ja tez jestem w kryzysie,różne cuda sie tam dzieja z małzonkami z każdym z osobna,wiesz dużo by pisac ,efekt jest taki,że świeta spędziłam szczęsliwie.Wiele ludzkich tragedii i miałam takie wrażenie ,że prawie wszyscy wyjeżdżali z jakimiś wskazówkami na poprawe relacji w ich małżeństwie i napewno jest to potzrebne każdemu małżeństwu po latach ,nie koniecznie w kryzysie bo i tacy byli ,którzy byli świadomi iz o małżeństwo trzeba dbać zasze nie tylko kiedy dopada nas kryzys.
Postarajcie sie tam pojechać,to super sprawa,zobaczysz jak Pan będzie w was działał.
POWODZENIA.!!!! :lol:

landis85 - 2009-12-28, 13:37

dziekuje :)

u nas rekolekcje trwaja 2 dni, z noclegiem u Was tez?
ja bardzo bym chciala, ale boje sie czy maz nie zrezygnuje z ostatniej chwili

a do psychologa albo jakiegos terapeuty katolickiego chodzicie razem albo osobno?

[ Dodano: 2009-12-28, 13:38 ]
obawiam sie bardzo ze maz w ostatniej chwili zrezygnuje, poniewaz do koscila nie chodzi juz od bardzo dawna, nawet w swieta nie poszedl
ogolnie slowo kosciol i ksiadz wywoluja alergie czasami u niego :roll:

gogol - 2009-12-28, 13:47

Teraz zaczynam nad tym pracowac,to właśnie kolejny cud ,że mąż zgodził sie na rozmowe z kim kto mógłby nam pomóc.zawsze mawiał,ze ci nadaja sie na leczenia.Widzisz jak Pan działa.
Módl sie codziennie do jego Anioła stróża,gwarantuję,że to pomaga.Ja juz nie miałam siły ,więc powiedziałam do św.Józefa,że nie mam siły walczyć z jego podopiecznym a on jest bezrobotny niech popracuje nad sowim Józefem bo po ludzku to sie już nie da.Efekt był prawie od zaraz ,wierz mi ,byłam niedowiarkiem adzis wiem ,że jak naprawdę uwierzysz to dzieja sie fajne rzeczy ,sytuacje,dzis nie przestaje w modlitwach dziękczynnych i ciagle rozmawiam z satysfakcją z naszymi Aniołami stróżami.Powodzenia

landis85 - 2009-12-28, 13:53

ja zapraszam aniola stroza mojego meza do modlitwy
takze modle sie do sw Jozefa-litania

licze ze maz zgodzi sie na rekolekcje :)

dzis z nim porozmawiam, sdprawdzilam ze sa to 3 dni

czy tam sa jakies indywidualne rozmowy?
jade pierwszy raz i nie wiem czego sie spodziewac

gogol - 2009-12-28, 13:59

tak naprawdę nie zdradze Ci szczegółów bo animatorzy o to prosza i maja rację.
To bardzo mądra super praca dwojga małżonków i tylko razem nie w grupie.
Jestescie młodzi wszystko przed wami uczyń wszystko co w twojej mocy aby tam byc,potem podzielisz sie ze mna wielka radościa zobaczysz.Było tam bardzo wielu młodych tak jak Wy i to było troche smutne ale ważne ,że chcieli walczyc o swoje małżeństwa.Moc modlitwy z wiarą to super sprawa dacie radę.Z Bogiem,czekam na miłe wieści.

landis85 - 2009-12-28, 14:02

napewno dam znac pozniej jak bylo :)

[ Dodano: 2009-12-28, 14:04 ]
i jeszcze jedno pytanko

u nas rekolekcje kosztuja 150 zl
nie wiem tylko czy trzeba wczesniej zarezerwowac gdzies nocleg? na stronie nie doszukalam sie jeszcze inf o tym
jak bylo u Was?

nałóg - 2009-12-28, 16:41

landis.............. zanieś ciało.......a duch przyjdzie za ciałem.
Raczej nie ma indywidalnych rozmów z animatorami..........chyba że ktoś o taką rozmowę poprosi.
Ale cały czas jest indywidualna rozmowa pomiędzy małżonkami,najczęściej pisemna.
I raczej są to rekolekcje z noclegiem aby wyciszyc się i skupić tylko na nich.
Telefony raczej wyłączone
A na tych spotkaniach dzieją się cuda...........często.
Żeby tylko chciało się chcieć.
Pogody Ducha

[ Dodano: 2009-12-28, 16:43 ]
a co do ceny............. za rok,dwa dasz zdecydowanie więcej na mszę dziękczynną......masz przynajmniej taką szansę

gogol - 2009-12-28, 19:18

Tak sa to rekolekcje z noclegiem,myśmy nocowali w domu rekolekcyjnym.Całkowity koszt to około 270 zł.to nie duzo bo 2 noclegi i przez dwa dni wszystkie posiłki.
landis85 - 2009-12-29, 21:19

witam! :-D

dowiedzialam sie ze calkowity koszt to 300 zl
rezerwacje moge zlozyc 4 stycznia

dzis rozmawialam z mezem o tym

zapytalam sie czy bylby chetny pojechac na rekolekcje do Lichenia, 3 dniowe
odp : zwariowalas, taki kawal bede jechal?
no to ja :evil: wyszlam
wrocilam po 5 min, powiedzialam mu zeby sie zastanowil nad moja propozycja, ze jutro zadam mu to pytanie ponownie i jezeli chce odmowic to niech przekaze to w bardziej kulturalny sposob.
maz od razu zaczal sie pytac, ile dni, ile kosztuje itp
powiedzial ze moze jechac.
:-D

jak jechal do siebie dobra atmosfera prysla
zadzwonila tesciowa, darla sie do sluchawki ze wszystko slyszalam
zaczela od slow :
gdzie jestes? dlaczego jeszcze nie mieszkasz z E (ze mna) , co Ty odwalasz, co to ma byc itp itd, na koniec powiedziala, po co klamales ze to E nie chce zebys wrocil
i tu az mna :evil:
kurcze pomiajac fakt ze moja tesciowa dzwoni codziennie do mnie i meza i pyta sie czemu nie mieszkamy jeszcze razem, nie daje sobie przemowic ze to nasza sprawa, ze jej smuszanie nic nie pomoze itp, ale moj maz powiedzial jej ze to niby ja nie chce azeby on wrocil...
no tego za wiele, powiedzialam mu ze nie zycze sobie zeby moja osoba wykrecal sie
ze dobrze wie ze nigdy takiego czegos nie powiedzialam, on mi na to ze to ja wyrzucialam go z domu (musialammu przypomniec ze sam wybral przeciez) i potwierdza sie to o czym od dawna myslalam, ze oczekuje ode mnie az moze ja poprosze go o powrot do domu...
przypomnialam mu ze porozmawiac na ten temat zawsze mozemy

ale widze ze mojemu mezowi sie nie spieszy
widze ze jest mu bardzo wygodnie tam, ma spokoj od dzieci, wieczorem i w nocy robi co chce, rano do dzieci nie musi wstawac, na pytanie naszego syna kiedy wroci do domu, odp mu idz na bajke :roll: , dzis syn pytal sie go czy zostanie na noc powiedzial krtoko "nie" i to wszystko.

ehhh

Nirwanna - 2009-12-30, 11:58

Landis, tak czytając... długa droga przed Tobą i Twym mężem, i kupa roboty... Ale to:
landis85 napisał/a:
wrocilam po 5 min, powiedzialam mu zeby sie zastanowil nad moja propozycja, ze jutro zadam mu to pytanie ponownie i jezeli chce odmowic to niech przekaze to w bardziej kulturalny sposob.

... to wg mnie jest właśnie to, o co chodzi w poprawnej komunikacji. :-) Szacuneczek :mrgreen:
Dasz radę, dziewczyno, trzymaj się! :-D

nałóg - 2009-12-30, 14:10

Landis........ czy Twoja teściowa wie o tym ,że Ty postawiłaś warunki powrotu męża a jej syna na łono rodziny?że te warunki sa po to aby ten powrót miał szanśe być trwałym?
Danka 9 - 2009-12-30, 17:08

landis, pięknie ze rekolekcje :)
baardzo sie cieszę

super sobie radzisz! :-)

landis85 - 2009-12-30, 21:20

hej!
nalog tak tesciowa wie
ale teraz moje warunki nie sa wazne, dla niej wazne jest to zeby moj maz jak najszybciej wrocil do nas, zeby tam nie placil za mieszkanie, bo to duzo kosztuje, ze dziociom potrzeba taty-dlatego ma wrocic moj maz
to ze nie przeprosil, nie obiecal poprawy- to ja nie interesuje....

dzis znowu maly krok do tylu
nie wiem jestem przed @ a wtedy wszystko drazni mnie okropnie :roll: :evil:
do tego dochodzi przeczucie ze maz dalej mnie oszukuje, a ostatnio przeczucie mnie nie zawodzi :-|
denerwuje mnie okropnie to ze wieczorem po godz 19tej juz szybko lecialby do siebie....
normalnie po 19tej pelno sms-ow, telefonow, ciagle tylko slysze , tak za 20 min bede i juz kolega albo po niego przychodzi, albo on sam idzie
nie wazne ze dzieci jeszcze nie spia itp on musi isc

:roll:

Danka 9 - 2009-12-30, 21:37

hej, moze ustalcie ze maz co drugi dzien zostaje dluzej?
np kladzie dzieci, kapie, usypia

bylabys odciazona

landis85 - 2009-12-31, 10:11

Danusiu moj maz bardzo dlugo pracuje i to raczej odpada
chociaz nie wykluczam ze jakby chcial to moglby pol tygodnia dluzej pracowac a drugie pol od 16tej czy 17tej calkowicie poswiecic dzieciom

no wczoraj przeczucie mnie nie zawiodlo
teraz wiem czemu mu sie tak spieszylo po 19tej zeby z domu juz uciec----do baru
ostatnio dzien bez baru, piwa to chyba dla mojego meza dzien stracony....

moj brat widzial go wyzelowanego, elegancko ubranego w barze
a mowil ze kolege musi odwiezc, tego z ktorym tam siedzial w barze
a taki chory, u lekarza byl, po 19tej do domu lecial bo on musi sie polozyc, odpoczac itp itd
wczoraj mnie taka zlosc ogarnela ze mysyalam ze wszystko z siebie wyrzuce , to wszystko co zrobil nam, dzieciom
ale "ograniczylam" sie do napisania sms-a ze obiecal nie klamac, ze teraz wiem gdzie mu sie tak znowu spieszylo (do baru)
oczywiscie rano nadal mam zly humor i nic mnie nie cieszy, dzieci denerwuja
czuje ze trace wiare, ze maz nigdy sie nie zmieni, niedlugo bedzie z wielka laska przyjezdzal do dzieci, ja bede zmuszona siedzec ciagle z dziecmi w domu z racji tego ze mieszkam z nimi sama i maz dlugo pracuje, a jak nie pracuje to zawsze moze powiedziec ze jest w pracy- co czesto juz robil...

chyba pojde do spowiedzi to wszystko wyrzuce, ten zal
mam taki ZAL do meza, do siebie ze nic sie nie uklada

przepraszam ze na nowy rok potrafie tylko marudzic i nudzic
ale dzis nie potrafie inaczej wyrzucic tego z siebie

pozdrawiam, ide robic ciasto "Adama i Ewe" :-)

Anula1 - 2010-01-01, 03:02

Wygląda na to, że twój mąż znalazł sobie pretekst do picia. Mówi, że wyrzuciłaś go z domu... Tylko nie daj sobie wcisnąć kitu, że pije przez ciebie...
A prawda jest taka, że woli bar od dzieci! I o tym powiedziałabym teściowej - wyciągnij mu poduszkę spod tyłka!
Będzie wściekły, to pewne, ale co więcej masz do stracenia?

malizna - 2010-01-01, 12:35

gogol napisał/a:
Teraz zaczynam nad tym pracowac,to właśnie kolejny cud ,że mąż zgodził sie na rozmowe z kim kto mógłby nam pomóc.zawsze mawiał,ze ci nadaja sie na leczenia.Widzisz jak Pan działa.
Módl sie codziennie do jego Anioła stróża,gwarantuję,że to pomaga.Ja juz nie miałam siły ,więc powiedziałam do św.Józefa,że nie mam siły walczyć z jego podopiecznym a on jest bezrobotny niech popracuje nad sowim Józefem bo po ludzku to sie już nie da.Efekt był prawie od zaraz ,wierz mi ,byłam niedowiarkiem adzis wiem ,że jak naprawdę uwierzysz to dzieja sie fajne rzeczy ,sytuacje,dzis nie przestaje w modlitwach dziękczynnych i ciagle rozmawiam z satysfakcją z naszymi Aniołami stróżami.Powodzenia

czytam to co piszecie i z jednej strony podnosi mnie na duchu a z drugiej przytłacza - mój mąż odszedł,nie chciał słyszeć o żadnych rekolekcjach i trwa w tym swoim związku. Byłam sama na jednych i faktycznie wielkie przeżycie ale myślę ,ze jeszcze moja droga daleka = na razie jestem sama i on nie chce wracać.czytając tez ten post natrafiłam na adres dominikanów z rekolekcjami- dla małżeństw niesakramentalnych- jak to jest może warto nie walczyć - rozwieść się bo mnie zostawił i spotkać kogoś i żyć w takim związku - co wy na to..?

kinga2 - 2010-01-01, 13:07

malizna napisał/a:
natrafiłam na adres dominikanów z rekolekcjami- dla małżeństw niesakramentalnych- jak to jest może warto nie walczyć - rozwieść się bo mnie zostawił i spotkać kogoś i żyć w takim związku - co wy na to..?


Widzę,że Zły szarpie Cię dziś koncertowo, więc sprubóję powoli rozwiązać Twój węzełek z problemami.
Skoro trafiłaś na to forum to zapewne zauważyłaś,
że tu ratujemy małżeństwa sakramentalne, a nie rozwalamy, robimy to mając świadomośc samotności, która czasem staje się naszym udziałem do śmierci,
walczymy o sakramentalne związki , a nie propagujemy niesakramentalnych ( bo to tylko związki nie małżeństwa)
odwodzimy ludzi od cudzołóstwa, a nie propagujemy go.
Niesakrametalny związek choćby i monogamiczny zawsze jest cudzołóstwem wobec małzonka sakramentalnego.

Pomagamy sobie jak umiemy i podnosimy na duchu upadających. Tobie też pomożemy jeśli zechcesz.
Rozumiem,że Ci źle, ale proszę nie idź w kierunku takich dyskusji z cytatu i nie wciągaj w nie innych, gdyż jest to niezgodne z zasadami tego forum.

Dla katolika jest to niedopuszczalne i nie będziemy tu zachęcać do innych postaw.

"(9) Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, (10) ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. [...] (12) Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

(1 list do Koryntian 6:9-12, Biblia Tysiąclecia)

Zostawiam Ci ten tekst do przemyślenia i uszy do góry. Chyba nie chcesz Nowego Roku spędzić w minorowym nastroju. :-P

gogol - 2010-01-01, 14:02

Malizna!Witam Cie i rozumie Twój smutek i załamanie.
Wiesz u mnie wcale nie jest różowo ,fakt ,że udało mi się być razem z mężęm na spotkaniach małżeńskich ,to był w jego wydaniu cud.
Ja po rekolekcjach dostałam kopa ,który był mi potrzebny ale tez zdawałam sobie ,że może to długo nie potrwac.Znam swojego męże i jego możliwości biernego trakowania życia,zaczynam sie bac o niego i siebie.Jego obojętnośc brak pomysłu na jakąkolwiek sytuację mnie boli choc nie wiem co z tym zrobic.Tak po ludzku to juz nie mam siły i czasami chęci.
Znowu wróciły moje problemy,typu "czemu znowu ja wyciągam rekę,a on jak zwykle nic BIORCA I TO WSZYSTKO ŻADNEGO GESTU DOBROCI W MOJA STRONE.Jednak nie umiemy rozmawiać,po NOWYM ROKU intensywnie szukam pomocy sami nie damy rady.
Dla mnie Sylwester był okropny napłakałam sie nad tą biernościa męża i gapieniem sie w ten głupi telewizor ,jego ciągłe narzekanie ,że zmęczony ,że nie warto mam już naprawde dość.
Ja jednak sie nie poddaje ,zamówiłam dziś sobie kilka książek Pulikowskiego,siedzę czytam ,modle sie i tak w kółko.A mój mąz wkółko co ty ode mnie chcesz ,co znowu wymyśliłaś.Sorry ja znowu wymiękam.
Ja musze sie do reszty rodziny dostosować a każde moje dbanie o siebie odbierane jest jak egoizm i brak zainteresowania rodzina.
Tak widzisz MALIZNA to nie jest tak ,jedni pisza wszystko inni cos miedzy wierszami,ja jeszcze tak nie umie jak wy .
Jedno wiem napewno musze pozbyć sie wybaczenia sobie błedu młodości co wiąże sie też z wybaczeniem pewnej sytuacji mężowi .Do takiego wniosku doszłam ,musze to skonsultowac ze specjalistą???
Pozdrawiam,cieszę się że trafiłam na to forum ,jest mi lżęj.

kinga2 - 2010-01-01, 14:10

gogol napisał/a:
Dla mnie Sylwester był okropny napłakałam sie nad tą biernościa męża i gapieniem sie w ten głupi telewizor ,jego ciągłe narzekanie ,że zmęczony ,że nie warto mam już naprawde dość.


Proponuję Ci poczytać o depresji u mężczyzn, może szarpiesz się i spalasz, a jemu potrzebna jest terapia. Może zwyczajnie jest chory i nie wiedząć o tym niszczysz się niepotrzebnie.

gogol - 2010-01-01, 14:23

Kinga2Wiele razy o tym myślałam ale to tylko moje pobożne marzenie.On niestety uważa,że nikt nie może mu pomóc ,bo żona czyli ja sie nie zmienia.Widzisz u nas takie zamknięte kółko on na mnie ja na niego a między nami próżnia .Będę szukała pomocy napewno obym tylko trafiła na dobrego terapeute bo jak nie to po moim małżeństwie.
Wiesz boje sie o niego juz dłuższy czas ,ma dopiero 52 lata a w moim odczuciu i obserwacji jego mózg ma około 65.On nie umie sie cieszyc nawet z banalnym sytuacji,ja jestem jego przeciwieństwem.
teraz nasz największy problem to opieka nad jego matką.Poświęcił sie jej bezgranicznie,praktycznie nie ma go w domu,to temat dla mnie bardzo przykry i drażliwy.On nie umie rozmawiac ze swoim rodzeństwem aby wyegzekwoać wspólna opieke nad matka.
Pisałam już kiedys ,że nasz problem główny tego kryzysu to moje żale o nieodciąteta pępowine mego męża od mamy,bardzo poważny problem i wymagający rozwiązania bo inaczej po nas.
Może kiedys więcej i dokładniej ci opisze dzis mi jest trudno bo mam okropnego doła ,że nic w życiu mi sie nie udaje.
Pozdrawiam i dziękuje ,że się do mnie odezwałaś ,bo kiedys napisałąś ,że nic do mnie nie napiszesz bo ja przekręcam a to było nieporozumienie.

kinga2 - 2010-01-01, 15:01

gogol,
;-)
Zajmowanie się czymś uporczywie zwłaszcza, gdy to sprawia przykrość otoczeniu ( co by to nie było), to zawsze daje poważne powody, aby przebadać daną osobę. To co otoczenie bierze za złośliwości lub bezmyslność często jest objawem problemów i powinny kierować nas na drogę terapeutyczną. Sztuką jest tylko ustalić jakiego specjalisty poszukać. Dlatego najlepsi do tego są najbliźsi, choć znerwicowani i zmęczeni mają najlepsze spostrzeżenia..

gogol - 2010-01-01, 15:34

Kinga!
Dobrze to ujełas bo chyba już jestem znerwicowana.
Wszystko mnie denerwuje choć staram sie tego nie okazywac,ale to trudne.Widzisz nawet każdy ruch męża jest dla mnie denerwujący nawet to że się ożywia jak jest ze swoja matka ,która juz niewiele rozumie,bo to alchaimer i to mnie boli ,że ze mna nie ma tematu byle jaka rozmowa daje jakiś impuls.
Ja juz musze wyjść z domu ,żeby nie wybuchnąć.
Wiem ,że ja mam ogromny problem ze soba bo chyba juz są chwile ,że wszyscy mnie denerwuja i nie mam ochoty na jakiekolwiek z nimi kontakty.

Danka 9 - 2010-01-01, 15:45

landis

czytalam to co napisalas, widac ze jestes sfrustrowana zachowaniem męza
piszesz
Cytat:
denerwuje mnie okropnie to ze wieczorem po godz 19tej juz szybko lecialby do siebie....
normalnie po 19tej pelno sms-ow, telefonow, ciagle tylko slysze , tak za 20 min bede i juz kolega albo po niego przychodzi, albo on sam idzie
nie wazne ze dzieci jeszcze nie spia itp on musi isc
stad zrozumialam ze jest w domu u Ciebie gdy dzieci nie spią
stad moja sugestia
Cytat:
hej, moze ustalcie ze maz co drugi dzien zostaje dluzej?
np kladzie dzieci, kapie, usypia

bylabys odciazona
odpowiadasz mi
Cytat:
Danusiu moj maz bardzo dlugo pracuje i to raczej odpada
chociaz nie wykluczam ze jakby chcial to moglby pol tygodnia dluzej pracowac a drugie pol od 16tej czy 17tej calkowicie poswiecic dzieciom


to ja juz zglupialam....jest w domu czy nie ieczoram gdy dzieci ni spią

nie wykluczasz, ze jakby chciał
?
nie za bardzo wierzysz ze by chcial....pewnie nie jest mu to na ręke bo wysilek
ale moze warto te frustracje Twoja przelozyc na wysiłek dogadania sie z mezem?
moze usiasc i zaproponowac mu to?
albo sie zgodzi albo nie....jesli nie to cóż jest to co jest
a jesli zgodzi to miło :-) wtedy tylko zachecac go do tego i uwazac zeby nie wyślizgał sie z obietnicy ( gdyz moze tak sie zdarzyc)

Pozdrawiam noworocznie :-)

mami - 2010-01-02, 13:07

gogol

jeśli nie chcesz znaleźć się w punkcie wyjścia, musisz wspierać motywację do działania, przez przypominanie sobie, dlaczego rozpoczęlaś tę droge...
mieć przed oczami wizję celu i cierpliwie do niego zmierzać....


dlaczego podjęłaś prace nad związkiem?
niektórzy są w stanie rozpocząć zmiany dopiero w momencie gdy spadną na samo dno, i wydarzy się coś dramatycznego...
u ciebie pewnie już ten moment nastał bądź jestes bliska takim odczuciom beznadziejności...
dlatego podjęłaś walkę o swój związek...
dla twojego męża może ten czas jeszcze nie nadszedł... może on potrzebuje innego wydarzenia dramatycznego, by dojrzał do takich przemysleń i motywacji do zmian

fajnie, że nie sabotuje twoich zmian... tylko sie przygląda i....
siedzi cicho w fotelu z pilotem w ręku i jest mu dobrze...
to tobie gogol jest źle w tej sytuacji...
dlatego ty musisz zmieniac to co powoduje w tobie złość, gniew, smutek...
bo druga strona może nie być nawet świadoma twoich odczuć i tego jak wpływa swoim zachowaniem beztroskim
na twoje samopoczucie...tym bardziej, że przez lata nie komunikowaliście sobie swoich potrzeb, tego co was cieszy lub złości...

wydaje mi sie tez iż męzowi chyba tez ta sytuacja nie odpowiada... ale stawiając sie w sytuacji twojego męża
niewiele ma ruchów w stosunku do obowiązków względem matki...
mając takie odczucia sam znalazł sie w pułapce między powinnością bycia mężem a synem...
i trudno w tym konkretnym przypadku mówić dzis, że zona jest ważniejsza...
dziś stara już matka pewnie po 70 wymaga opieki i troski waszej....
problem w tym, iż przez całe poprzednie lata doświadczenia nauczyło cie iż jestes drugą damą twojego mężą, a pierwsza matka... i trudno ci empatycznie przyznac racje mężowi...

gogol przezyłaś w tym mniemaniu tyle lat, ale do dziś mąż jest z toba...
łacząc obowiązki, miłość między zoną a matką...
może gdyby poczuł od ciebie pewną dozę dziś akceptacji tej sytuacji pewnie wiele by w waszych relacjach sie poprawiło...bo na relacje wasze, jego z matką w przeszłości nie macie już wpływu,
ale na terazniejszosc tak

dziś tej relacji poczucia opieki starsza osoba potrzebuje... gogol postaraj sie o zrozumienie i wczucie w sytuacje męża samej... pomysl jak byś reagowała w jego przypadku... co mogłabyś poprawić czego on nie robi... staraj sie podsuwac fajne pomysły pomagające wam zblizyć sie do siebie... a na pewno akceptacji męża relacji z matką na pewno by pomogła w ociepleniu waszych relacji...

i gogol sama terapia to dopiero początek drogi... zmiana zachowań, schematu reagowania na czyjes zachowania jest procesem powolnym... wymaga cwiczenia i świadomości upadków po każdej ze stron... by sie utrawaliły nalezy mieć świadomość systematycznej pracy nad soba, i że trud włożony w prace nad związkiem jest słuszną decyzją, dla dobra ciebie, męża i każdego z rodziny...

gogol potrzeba czasu... pozdrawiam gorąco

gogol - 2010-01-03, 08:59

Mami!
Wiesz bardzo dziękuje Ci za te odpowiedź,piekna i mądra.Widzisz ja to wszystko po tylu latach wiem.Jestem nieszczęśliwa to fakt.Jeżeli chodzi o opieke nad teściową to nie byłby problem gdyby jakoś ten czas co go nie ma w domu wynagrodził swoim zaineresowaniem domem(Cos naprawił).Widzisz ja nie jestem taka wiedźma ,nie chce męża pantoflarza,każdy człowiek powinien miec osobowość.
Mnie jednak bardzo martwi obojętnośc męża wobec wszystkich spraw w rodzinie,nawet nie potrafi rozmawiac z własnymi dziećmi.Wiesz Mami problem cały w tym ,że ja nawet nie potrafie opisać całego postepowania męża bo on jest naprawdę inny,tak mi jest ciężko.
Moje starania wszystko na nic on ma swój świat a ja nic nie potrafie i nie mam pomysłu ,siły i boje się ,że niedługo zabraknie mnie sił.Dla niego wszystkie uciechy tego życia są niepotrzebne(znajomi,zabawy,spacery,jakieś małe szaleństwa)
Nie wiem co myśleć jestem zagubiona!!!
Jedno wiem napewno ,że we mnie jest żal ogromny żal do siebie,widziałam jako młoda dziewczyna ,że on bardzo jest za matką ,za rodzina.Wtedy brałam to jako bardzo dobra monetę,jako jego atut,nie było nikogo kto by otworzył mi oczy ,że to troche nienormalne?
Miło mi się czytało Twój post,podniosłas mnie na duchu chociaz na chwilę.
Widzisz codziennie jak wstaję jestem sama,bo on od 6 jest u mamy wraca o 11.popatrzy w telewizor,wypije kawe zrobioną przeze mnie o 14 przyprowadza mamę na obiad.Siedza lub śpia w fotelach do 17 ,zaprowadza ja do domu i wraca o 21.Tak wyglada mój kontakt z mężem chyba nie ma czego pozazdrościć?Naprwdę jest mi źle.
Pozdrawiam.

Danka 9 - 2010-01-03, 23:20

gogol piszesz
Cytat:
Moje starania wszystko na nic on ma swój świat a ja nic nie potrafie i nie mam pomysłu ,siły i boje się ,że niedługo zabraknie mnie sił

jak to nic nie potraifsz?
a chcialabys duzo...znajomi , spacery itp
to w czym problem zakladasz buty, ubierasz sie cieplutko i na spacer?
Iwesz ja dlugo uczylam sie tego z emozna samej isc na spacer, jestem b towarzyska.
A ze czesto nie ma z kim isc, to nie znaczy ze zrezygnuje ze spacerow ! :-)

Znajomi...moze odswiezyc stare znajmosci ,lub zawrzec nowe?
Gogol trzeba tylko chciec
a nie wiecznie ogladac sie na innych, na męża...tak sie nie da...

Tyle rzeczy mozesz samej zrobic...a maz moze z czasem dolaczy, zarazisz go swoim optymizmem, ciekawoscia swiata....

Mozesz prosic Pana Boga by Ci podsunal pomysł....a najlepiej na poczatek wyjsc z domu..na spacer

Jakos sie samo potem uklada, nagle wpadniesz na kolezanke ktrej dawno nie widzialas :)

Chcesz by to ekscytujace zycie przyszlo samo do Ciebie jako dar....modlitwa daje takie dary ( Pan Bog) ale wyciagnij do niego ręke
Pozdrawiam

gogol - 2010-01-03, 23:39

Oj Danusiu
Wychodze często sama na spacer ale wtedy widze jak ten mój mrukliwy mąz ma mine to juz mi sie wszystkiego odechciewa.
Mój maz to taki mały sadysta na spacer nie chce iśc a na mój spacer patrzy niechętnie.
Wiesz ja jestem tez bardzo towarzyska i wesoła ale pomału to gdzies ginie ,dziwny jest ten mój świat.
Bardzo długo trwały ciche dni z meżem ,wyprowadziłam sie do pokoju,który był pusty po wyprowadzce córki.Urzadziłam sobie go według mojego gustu i dzis usłyszałam od męża ,że nigdy nie wejdzie do niego bo jest mu obcy.
Na początku rozsmieszyło mnie to ale potem powiedziałam mu ,że ja tez mam prawo miec w tym domu swojego.Więc nadal siedzimy w tych swoich pokojach i tak pewnie juz będzie.
razem gdzies tam wychodzimy,dzis byliśmy na spacerze z rodzina najstarszego syna,widzisz niby okey ale to jest bardzo nie okey,duże oddalenie znaleźliśmy tak naprawde kawałek miejsca gdzie jest nam dobrze osobno .To zły znak.Postawa mego meża boli mnie ,że chce pkazac iz on nie mial udziału w tym pokoju to ma go gdzies to co moje to go nie interesuje,ja jednak ide do pokoju w którym on mieszka bo uważam ,że to tez mój pokój.ja nie dokonałam podziału a on tak ,cóż moge o tym sadzic ,żyjemy gdzies obok siebie ????

mami - 2010-01-04, 09:31

gogol twój mąz ma strasznie zaniżone poczucie wartości... czuje sie gorszy, ma świadomość tego, iż w zwiazku jest źle, ale nie potrafi nic zrobić... pewnie dużą rolę odgrywa w tym jego poczucie obowiązku w stosunku do matki...
nawet gdyby chciał cos zmienic, by poprawic wasze relacje czasowe ma związane ręce... nie może ci ofiarowac takiego siebie i czasu jaki dla ciebie byłby satysfakcjonujący... dlatego odsunął sie z zycia waszego...choć to jego pojmowanie sytuacji wpływa na ciebie, bo ty nie masz za złe mu tego, że jest z matką, tylko masz uraz za to jak z toba spedza tą reszte czasu..

dziś trudno już zmienić tesciową, ich stosunki syn/matka na prawidłowe i zdrowe...
ale możesz zmienić gogol twój stosunek to tego...
czujesz, że teściowa ma wazniejsze miejsce w sercu męża, prawda jest zaś taka, że ona go rozumie bardziej od ciebie...
są sobie bliżsi bo rozumieją swój ból, swoje oddalenie, smutek i brak jakichkolwiek zmian na lepsze w sytuacji w jakiej są...
matka pewnie tez czuje, iż jest dla kogoś ciężarem, ktoś musi sie nią opiekowac, zajmowac...
kazdy ma takie odczucia, ale potem by lepiej sie poczuć, nie miec takiego dyskomfortu, pewnie usprawiedliwia sie tym iz sama kiedyś tez poswięcała czas wam, wnukom...
choć nie było to moze robione tak jak ty bys tego chciała i było dla ciebie dobre a bardziej by zaspakajac jej potrzebe pomocy...
dziś jak pisze tego sie juz nie zmieni... można tylko pracowac nad teraźniejszością by przyszłość dla każdego z was była radosna.

piszesz ja jestem energiczna, zywiołowa pełna zycia mąż zas jest domatorem i pustelnikiem... nie zrobisz z wróbla orła... salonowego lwa towarzyskiego bo on ma taki temperament, kiedyś to cie pewnie uwiodło w nim, dzis jest poważna przeszkodą w komunikacji...
warto przewartościowac swoje oczekiwania w stosunku do męża, warto o zrozumienie jego natury by mąz sie choć troche twoją akceptacją go takim jaki jest poczuł i zawyzył swoją samoocene...

gogol problem w ocenie sytuacji, on nie robi tego bo mu na tobie nie zalezy,
zalezy tylko nie potrafi inaczej.... walczy jak sam potrafi, chętnie wziął udział w waszym spotkaniu terapeutycznym, pewnie gdyby widział jakieś inne rozwiązania tej waszej samotni poczyniłby stosowne kroki...ale ich nie widzi...
w tobie zaś gogol jest więcej energii, woli walki o zwiazek a przede wszystkim świadomości, ze trzeba cos z waszym oddaleniem do siebie zrobić... bo twoje samopoczucie jest na tyle złe, że doprowadziło cie do takiej refleksji

chciałabyś spędzac czas inaczej z mężem jak? wprowadź w zycie swoje marzenia o tym, pamiętac jednak musisz i zapewnić mężowi poczucie iż jego obowiązek wzglęm matki nie zostanie pominięty, by nie miał poczucia winy potem znów względem matki....
pragniesz rozmatyzmu, by coś sie działo... dlaczego jak coś robisz czujesz sie wykorzystana... czujesz się nieważna

to znów twoja wartość kuleje, myslisz, że twoje starania sa nieważne dla niego, że ich nie docenia, że sie narzucasz... to twoje myśli powoduja że sama sabotujesz realizacje słusznie powziętych ktoków w kierunku ratowania i wyjścia a kryzysu
uznaj, swoje działania za słuszne, bez względu na to jak sa oceniane przez męża... pewnie gdybys poczuła akceptacje w jego oczach iż to co robisz jest ważne i go cieszy pewnie twoj wigor i chęć działania od razu by podskoczył...
ale niestety nie ma tak łatwo w zyciu....
potrzeba czasu na trwałość tych zmian schematu działania...
na inne postrzeganie siebie, męża bez upartywania w tym co robie musu... niech zacznie byc twoją dewiza zyciową, robie bo pragne szczęścia, opinia czy poklask czy tez aprobata jawnie okazana nie może być powodem działania lub braku takich zachowań...

one musza wypływac z czystej świadomości, iż to co robie robie bez przymusu, z woli bycia razem z mężem w taki spoób w jaki chce...
wiele kobiet ma ten problem. czuje sie niekochana, niezaspokojoną w taki sposób w jaki pragną czują uraz, odsuwają sie
ale gogol przerobiłaś ten etap i wiesz, że takim podejściem do tematu niczego sie nie załatwi... a oddalenie staje sie coraz większe wsród partnerów...

dziś macie fajną już sytuacje, stabilizacje, odchowane dzieci, pewną doze poczucia stałości w zwiazku... o to nie musiscie sie martwić... możecie tylko zacząc walczyć o iskre w zwiazku... o powrót starego uczucia względem siebie..

polecam
Katarzyna Grochola, Andrzej Wiśniewski
ZWIĄZKI I ROZWIĄZKI MIŁOSNE



gogol czytaj dużo na temat komunikacji, na temat wartości człowieka i jego samooceny jak ją podnieść
a sprawe stosunków matki i syna mysle, ze dziś juz możesz sobie odpuscic... to starsza kobieta, wymagająca waszej troskliwej opieki, jak okażesz mężowi zrozumienia w tym temacie będzie ci wdzięczny i odpłaci uczuciem...
musicie sie na nowo zblizyć do siebie, wtedy empatycznie otworzycie sie na własne potrzeby, ze zrozumieniem będziecie patrzec na problemy drugiej strony i rados będzie sprawiac pomoc partnerowi o rozwiązywaniu ich...


pokój jest typowym ksiązkowym brakiem dowartościowania męża,
pokazaniem nie brak akceptacji ciebie, ale tego, iż mąz siebie nie akceptuje, nie widzi sie obok ciebie w tym pokoju, bo nie widzi sie nigdzie... czuje sie gorszy, nieakceptowany...
oczywiście to jego problem. ale możesz zamiast oddalac sie i czuć urazona tym, ze on tak czuje pomóc mu poczuc, iż ten pokój jest dla was... nie dla ciebie, przez ciebie stworzony i nie jest ucieczka od niego... jako tego gorszego

zaproponuj mu stworzenie innego miejsca waszego wspólnego w domu.... który razem będziecie tworzyc...
pomysl czy jakies miejsce mogło by być waszym dziś miejscem, gdzie wspólnie spędzalibyście czas tak jak oboje tego chcecie, jak go by mąż widział urządzony, co by chciał by w nim było, - tak by poczuł waznośc swojej osoby w tworzeniu waszego nowego miejsca, nie tylko stworzonego przez ciebie i przez niego do zaakceptowania...
okaż mu zrozumienie, iż sam może miec zdanie, z którym ty sama będziesz sie liczyc i które bedzie cie cieszyc...



gogol powoli, z czasem nabedzie przekonania i zacznie sie prawidłowa komunikacja, ale to nie skok do głebokiej wody... jedno spotkanie i bedzie ok...dopiero teraz zaczyna sie wasza prawdziwa droga do zmian postrzegania sie nawzajem, ze zrozumieniem swoich zachowań, obowiązków choćby względem matki, bez poczucia winy... ze zrozumieniem temteramentu każdego z was, choć mysle, że on na powrót jak kiedyś cie ujmie, swoim spokojem w w działaniu kiedy ty taka zywiołowa on opanowany...



i jeszcze jedno człowiek, który ma poczucie troski jak twój mąż to solidne fundamenty do bycia z kimś takim... to człowiek nie uciekający od obowiązków... tak jak jego rodzeństwo... myśle ,ze przy kimś takim mozna czuć sie bezpiecznie i miec poczucie iż w razie potrzeby ta opieką tez cie otoczy...
gogol inne spojrzenie, inne zrozumienie postaw człowieka czyni cuda w patrzeniu na niego nie takim jak go widze ja ale jakim on jest naprawde...



pozdrawiam gogol serdecznie

gogol - 2010-01-04, 16:03

Mami Twój post czytałam jednym tchem i az mi jest wstyd ,że taka młoda osoba a tyle potrafi przekazać.
Wiesz to nie jest tak ,że ja go nierozumie ,rozumie doskonale ,bo to ja właśnie czytam ,słucham ,wertuje gdzies tam psychologie aby go ratowac .Nie siebie bo ja sama dałabym sobie świetnie radę,czasami kiedy brakuje mi juz sił to mam chęc sie wyprowadzić ale kiedy widze jego nieporadnośc to mi przechodzi.
Sytuacja z teściowa to nie nowa sprawa ona ciągnie sie latami,to jest mój problem,który we mie tkwi.Jego zakochanie w matce jest chore,żadna z was nie chciałaby tego przeżywac ,jestem pewna.Dzis teściowa nioe jest moim zagrożeniem ,tylko problemem czasowym ,męża nie ma nigdy w domu a boli mnie to że jak przyjdzie to ja pytam go ,czy chce kawe lub cos tam .On ciągle jest taki byle jaki,że ręce mi opadaja i zastanawiam sie jak można nie miec żadnej fali uczuc tylko jednostajna linia bez emocji i uniesień.
Wiesz Mami dzis teściowa nie wie ,że żyje jej rozum i świadomośc nie pracuje ona nie wie co mówi i robi.Traktuje męża jakby nigdy nie miał rodziny i mówi do niego "choc idziemy do domu"Brakuje mi sił jak na nich patrze ,przepraszam ale piszę tak jak czuję.Najgorsze jest to ,że zaczynam wątpić w siebie czy to warto,czasami jestem kłębkiem nerwów a czasami workiem ze szmaty bez życia i emocji,ręće opadaja.
Dziękuje jeszcze raz Mami za ten post ,wiem ,że to długa i powolna droga a mimo to spróbuję,nie moge zmarnować tych 30 lat .
Pozdrawiam gorąco.
Aż mi się nie chce wierzyc ,że taka osoba jak Ty może mieć problemy.?

mami - 2010-01-05, 09:14

nie zawsze to co widzimy jest prawdą... wszystko zależy od interpretacji jaką sami na podstawie danych wywnioskujemy... a zazwyczaj danych mamy za mało, sa niekompletne lub zafałszowane własnym odbiorem np sytuacji...wtedy dochodzi do prawdy naszej która niekoniecznie jest zgodna z prawda drugiej strony...

tak oceniłas mylnie na podstawie danych o mnie jakąs prawde, opinie o mnie... tak wysoce prawdopodobne jest to, iż twoja interpretacja zachowań męża jest błedna...oparta bowiem na niekompletnych danych opartych jedynie na własnych spostrzeżeniach, urazach, które dopiero po skonfrontowaniu z inna osoba mogłaby byc rzetelna co do trafności...na temat np.
-zachowań męża względem ciebie, relacji matka/syn czy tez oceny waszej wspólnej kryzysu..

a prawda własnie jest taka, ze kazdy widzi ją ze swojego punktu widzenia na podstawie danych jakie sam w oparciu o swoją interpretacje wnioskuje i w taki sposób tez odczuwa...
główna przyczyna naszych porażek w ocenie innej osoby, sa tez przekonania iż nasza ocena sytuacji jest prawdziwa, bo przeciez odczuwamy coś i przypisujemy nasze odczucia drugiej osobie...ją obwiniamy za nie lub przenosimy na nia odpowiedzialność...

gogol, piszesz ...

ja właśnie czytam ,słucham ,wertuje gdzies tam psychologie aby go ratowac .Nie siebie bo ja sama dałabym sobie świetnie radę,czasami kiedy brakuje mi juz sił to mam chęc sie wyprowadzić ale kiedy widze jego nieporadnośc to mi przechodzi. ...
w taki sposób stawiasz męża w pozycji dziecka tak jak całe zycie robiła to jego matka....
siebie w pozycji matki, która wie lepiej co mu dolega, jak mu pomóc zabierając mu mozliwość własnego udziału w jego zyciu...

tak jak przedtem matka z która przegrałas w walce o pozycje w zyciu syna tak ty także pragniesz być dla męża nie partnerem a matką, która za niego przerobi jego problemy, braki...

nic dziwnego, iż mąż dzis jest człowiekiem bez ikry, kobiety w jego zyciu nie pozwoliły mu dorosnąc i podejmowac decyzji, które sam uznaje za słuszne i prawidłowe, owszem egzystuje jak dorosły człowiek, ale jego pole działania do podejmowania jakiś kroków ogranicza sie do oceny innych wywołując mase emocji, złości i gniewu, nawet jak sam pragnie coś podjąc wywołuje to w takich ludziach strach przed konsekwencjami, brak wyuczonego w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa,



sprawia dziś iż jest osoba nieporadna, mało zaradną szukająca wsparcia, nie mająca własnego zdania, a samoocena w takiej sytuacji siebie mocno zanizona, poprzez brak możliwości samemu wpływu na własne zycie...

to długa droga, nie ma rodziny ,która idealnie by przygotowała do zycia dzieci, a dzieci dorosłe z zle funkcjonującej rodziny wchodza w swoje własne życie z niezdrowym bagażem doświadczeń, są kompletnie bezradne, a nowa osoba w takim układzie ma role podrzędna.... lub role matkowania i uczenia tej drugiej strony bezradnej zyciowo dojrzałości...
fajnie jak obie strony zdaja sobie sprawe z problemu i zamiast niweczyc wyjście z bezradności pomaga mu samemu dojrzec...gorzej jak na drodze stoja osoby, które same porpzez taki sposób realizują swoje potrzebe matkowania, pomocy i opieki... zazwyczaj wtedy kobieta, zona przegrywa z matką w batalii o prawa do syna czy tez mąż o prawa do zony...
nikt nie pozwala dorosnąc, odsunąć sie i przeciąć ta pepowine...tak by osoba ta w końcu stanęła na własnych nogach i sama mogła być odpowiedzialna za swoje zycie, swoją nową rodzine w układzie zdrowym...



gogol piszesz ....Jego zakochanie w matce jest chore,żadna z was nie chciałaby tego przeżywac ,jestem pewna...

ja, wielu innych osób boryka sie z tym problemem, w lepszy czy gorszy sposób próbuje zając w swoim zwiazku jakąs pozycje....



ale dziś dla ciebie gogol to za późno... bo tak naprawde jak sama piszesz to już nie problem... problem teraz to bezradność męża... pozwól zając sie męzowi soba w taki sposób w jaki dla niego jest dobry, jak sam chce...

nie masz wpływu na męża, na jego chęć zmian... może dlatego iż one odbiegają od tego co on chce... może czas juz na to by w końcu sam zaczął dbac o swoje zycie...

pokazał, iż potrafi zadbac i otoczyc troska bliskich... pozwól mu otoczyc siebie ta troską ale nie w taki spoób w jaki ty widzisz ale w taki jaki on widzi za słuszny...

podniesie to jego możłiwości działania, samoocene siebie jako faceta, z poczuciem odpowiedzialności za swoją rodzine tak samo jak czuje sie odpowiedzialny za chorą matkę i wzorowo je wykonuje...



inna sprawa jest jeszcze, to iz ciągłe przebywanie z chorą osoba, niestety przenosi na niego niezbyt pozytywna aure do nastrojów bycia energicznym, zywiołowym...emocje przenosza sie zarazliwie na druga osobe... matka jego schorowana na pewno nie przysparza mu takich, raczej wywołuje odczucia determinacji, stersu bo zycie z taką osoba, z która właściwie nie można sie kontaktować z zdrowy sposób, bo jest chora...

to tak na marginesie patrząc z boku na sytuacje męża... i nie ma w tym obwiniania ciebie gogol... rozumię twoja sytuacje, cierpienie i ból...ale byś wyszła z tego musisz zobaczyć co czuje mąż, jak jego sytuacja wpływa na niego i jego nastroje, dlaczego tak a nie inaczej może sie zachowywac co na to wpływa....

i na koniec...

stary tekst terapeutyczny - jeśli chcesz coś dostać, to spróbuj najpierw to dać.

pozdrawiam gorąco gogol, powoli ze zrozumieniem zachowań męża, a jak widze za jego aprobata tez wyjścia z tej sytuacji waszej uda wam sie nawiazac ciepłe więzi...

walcz bo warto w drugiej połowie zycia być szczęsliwą, zyć pełnią życia....

landis85 - 2010-01-05, 09:29

witam wszystkich!
nie bede radzic innym w moim temacie, bo sama jeszcze jestam za slaba zeby samej sobie pomoc :(

Danusiu maz wraca do domu kolo 17tej, oczekuje ze w domu bedzie obiad bo wraca zaraz po pracy, przewaznie zostaje 1,5 godz, czasami krocej

nie wiem jak mam sie zachowac w stosunku do niego
poniewaz :
wiem ze chce wrocic, ale chyba slowo przepraszam jest dla niego zbyt ciezkie
poza tym mam wrazenie ze on bardzo chce wrocic ale nie moze, jakby cos go trzymalo, moze sam :evil: , np jedziemy na obiad , w samochodzie super rozmowa, o wszystkim ale nie o nas, atmosfera super, stoimy na czerownych swiatlach, maz chce mnie pocalowac, trzyma za reke i wogole wracaja dawne czasy :), caly dzien jest ok, chodzimy za reke itp
a wieczorem jedzie do siebie, tam okazuje sie ze siedzi na czacie, na gg
mi mowi ze nie ma internetu, a wiem na 100000% ze siedzi
wtedy nie wiem jak mam sie zachowac...
przewaznie rano jestem "niedostepna" czyli nie ma buzi na dowiedzenia itp udaje ze mam pelno obowiazkow zeby tylko z nim nie rozmawiac, chociaz mam ochote powiedziec mu ze wiem ze siedzial po nocach na czacie, ze ma ten internet, ze klamie znowu, chociaz obiecal
ale wiem jak bedzie, maz bedzie sie upieral, za 2-3 dni sie przyzna , ale pomniejszy swoja wine o to ze chcial z kims tak porozmwaic, ze nie spotyka sie itp (a ja wiem jak takie ≠rozmowy ZAWSZE sie konczyly...czat :arrow: gg :arrow: telefon :arrow: spotkanie )
ale podejrzewam ze znowu zacznie robic podchody do mnie, czyli probowac calowac na sile, przytulac, bedzie chcial zaprosic do kina, albo gdzies indziej...
jak mam wtedy reagowac? moze glupie pytanie ale czuje sie jak w kolowrotku...
wiem ze mu ulegne, a on dalej bdzie to robil, a ja bede wierzyla ze moze kiedys skonczy, a moze nie?
ehhh

nałóg - 2010-01-05, 09:52

Landis.............. wiesz co ??? mam wrażenie że Ty stoisz w emocjonalnym rozkroku....szerokim rozkroku.
Twój mąz też.
I obydwoje udajecie że tak jest wygodnie.
Proponuję ćwiczenie:
stań w szerokim rozkroku i zacznij iśc do przodu.........tak z 10 min pochodż w takim rozkroku................wygodnie?????

Więc ???albo wierzysz że mąż nie ma neta i nie gada z nikim,albo nie wierzysz i mu to poprostu powiedz wprost.
Że wiesz iż siedzi po nocach w necie................jak masz dowody to je połóż na stół.

Piszesz ,że mąż przychodzi na obiad a potem idzie do innego mieszkania na noc,a rano przychodzi do Was.......................... cos to nieświerząścią trąci.........................i chyba nawet bardzo wygodne może to być..........dla niego....a jak jeszcze dostanie to czego chce............

landis85 napisał/a:
mi mowi ze nie ma internetu, a wiem na 100000% ze siedzi
wtedy nie wiem jak mam sie zachowac...
przewaznie rano jestem "niedostepna" czyli nie ma buzi na dowiedzenia itp udaje ze mam pelno obowiazkow zeby tylko z nim nie rozmawiac, chociaz mam ochote powiedziec mu ze wiem ze siedzial po nocach na czacie, ze ma ten internet, ze klamie znowu, chociaz obiecal
ale wiem jak bedzie, maz bedzie sie upieral, za 2-3 dni sie przyzna , ale pomniejszy swoja wine o to ze chcial z kims tak porozmwaic, ze nie spotyka sie itp (a ja wiem jak takie ≠rozmowy ZAWSZE sie konczyly...czat gg telefon spotkanie )


A możesz stanąc w prawdzie???? jak wiesz to mu to powiedz,powiedz że jest to przykre ,że aby wyjśc z kryzysu to obie strony musza być dla siebie przezroczyste,kryształowo czyste i grające w otwarte karty.


Po co???? a no po to aby nie było tego o czym piszesz:

landis85 napisał/a:
wiem ze mu ulegne, a on dalej bdzie to robil, a ja bede wierzyla ze moze kiedys skonczy, a moze nie?
ehhh


Landis............... TWARDA MIŁOŚĆ to prawdziwa miłość,to już nie uczucie zakochania,zauroczenia a POSTAWA.
PRZYJAŻŃ.
Postawa wymagająca komunikacji,otwartości ............a nie niedomówień, przypuszczeń,nie wyartykułowanych oczekiwań.
Landis................. stań w prawdzie.O sobie,o mężu,o pragnieniach kobiecej duszy,o proiretetach.
O swoim wybranku,o jego zaletach i wadach.
To Ty go sobie wybrałaś na ojca swoich dzieci.
Ty byłaś zauroczona(pewnie),nie widziałaś jego wad,a jak widziałaś to je racjonalizowałaś,były może nawet zaletami...........................

Polecam Ci ksiażkę Małogorzaty Artymiak "Pomiędzy mężczyzną a kobietą".

Gogol................. Tobie tez.Mimo że jesteś w małżeństwie znacznie dłużej.........

Nirwanna - 2010-01-05, 10:06

Nałogu - a ciut więcej o tej książce? Zagajenie tematu, małe streszczenie? spis treści może? Plisss ;-)
nałóg - 2010-01-05, 10:15

Nirwana...........wedle życzenia,
Fajnie napisana,o relacjach męsko-damskich,o podłożu ,różnicach genetyczno rozwojowych pomiędzy kobietami a mezczyznami.Sposobach komunikowania

•Numer katalogowy: 371093
•ISBN: 978-83-61533-30-6
•liczba stron: 160
•okładka: oprawa broszurowa
•Wydawnictwo: Petrus
•wymiary: 145 x 200 mm
•Rok wydania: 2009

Pomiędzy mężczyzną a kobietą. Sztuka porozumiewania się opis książki:
Książkę tę pisałam z myślą o osobach takich jak te, z którymi - z racji swojej pracy zawodowej i życiowych doświadczeń - zdarzyło mi się spotkać, a które przeżywają trudności w relacjach (zwłaszcza damsko-męskich) i pomimo sporych wysiłków wkładanych w poszukiwanie wartościowych rad i sugestii, nadal mają poczucie braku rozumienia zarówno przyczyn doświadczanych trudności, jak i skutecznych sposobów radzenia sobie z nimi. Utrwalają w sobie przekonanie o byciu skazanymi na niepowodzenia. Często wypowiadają myśli typu: Ja już widocznie taki jestem; Kobiety takie są, nikt ich nie zrozumie; Od mężczyzny nie ma co oczekiwać zrozumienia itp. A to nie prawda...Te myśli pomogły już wielu i wciąż pomagają. Jestem przekonana, że i Tobie, drogi Czytelniku też pomogą.

landis85 - 2010-01-05, 13:28

nalog TAK STOJE W ROZKROKU
ja dobrze o tym wiem, tylko nie potrafie z tego wyjsc
nie potrafie isc do przodu!!!!!!!
nie wiem, nie potrafie i juz
i masz racje, czasami wygodnie nam z tym, ale to chwilowe, pozniej przychodzi opamietanie
i wtedy przychodze tutaj i wolam glosno o pomoc
taka jestem wlasnie, wydawalo mi sie ze tyle ksiazek przeczytalam, ze wiem co i jak i co?
nic
nie potrafie u siebie tego zastosowac

z jednej strony swoje malzenstwo zawierzylam Bogu, wieczorem wiedzac ze on siedzi na czatach a moze i spotka sie z kims mowie Boze Ty sie tym zajmij
i wiem ze powierzajac jemu nasze malzenstwo nie powinnam sama maczac palcami, tzn nie powinnam kontrolowac meza , zdac sie na Pana
wiecie i tak czuje sie troche "lepiej"
poniewaz wczoraj kiedy odkrylam ze siedzi na czacie nie zadzwonilam do meza , nie napisalam mu nic bo wiem ze moglabym powiedziec o jedno slowo za duzo i krok do tylu
teraz troche ochlonelam i wiem ze zupelnie inaczej bym mu powiedziala

dzis powiem mu to spokojnie, ze wiem

czuje sie... ciezko to powiedziec...
czuje ze sama wchodze mezowi na tace
to jest takie trudne, bo w dzien M wydaje sie takim kochanym mezem, zmienil sie, czesto mnie przytula, chce spedzic ze mna troche czasu, mowi ze jak wroci (nie podajac terminu) to chce zrobic remont lazienki, moze jakies wspolne wakacje itp
a wieczorami robi to co robil...

Kari - 2010-01-05, 14:10

Twój mąż wygląda mi na uzależnionego od seksu(?), romansów. On jakby nie może bez tego żyć, to chyba ponad jego mozliwości na razie. Czego szuka u tych panienek? Dowartościowuje w ten sposób siebie?Więc sam czuje sie zerem, ciągle potrzebuje nowych osób, które będą się nim zachwycać i potwierdzać, że jest super. Skąd mu się to wzięło, z dzieciństwa? Powinien chyba pogrzebać w przeszłości z psychologiem i przepracować temat(zapewne nie ma chęci), bo sadzę, że nawet jak powie , że Cię przeprasza i obieca poprawę, to i tak może temu nie podołać. Może znawcy od uzależnień się tu lepiej wypowiedzą. Sama wybierz się do psychologa katolickiego i opowiedz, jak to wygląda, moze to coś poważniejszego i trzeba to uswiadomić mężowi, że ma problem ze sobą i nie takie to proste, trzeba się za to zabrać z głową. (takie luźne refleksje mi się nasunęły).
gogol - 2010-01-05, 14:34

Mami!
Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego co piszesz,wiesz bardzo chciałabym dać mężowi wolna rękę w wielu sprawach.Niestety za jego błędne decyzje płaci cała rodzina a szczególnie ja.
Dla mnie byłoby zbyt piękne abym przy nim czuła sie bezpieczna ,niestety tak nie jest.
Widzisz tylko jeden przykład zrobił jak zechciał zwolnił sie z pracy bo uważał,że to słuszna decyzja ,miał wolną rękę i co cierpi cała rodzina ,poziom strasznie oniżony dzieci wściekłe na ojca,bo myśli tylko o sobie,ważne ,że on ma to co chce a wymagań nie ma żadnych ,chleb z masłem tez starczy.Nie powiesz mi ,że to normalna postawa ,iż takiej decyzji nie konfrontuje się z rodziną aby przewidziec skutki,w tym miejscu na pewno się z Toba nie zgodze .On najpierw musi zrobic porządek ze sobą ,zacząć żyć i nauczyć się ,że nie żyje na świecie sam.,że założył rodzinę za którą powinien byc odpowiedzialny a niestety tak nie jest.Kiedys uważał ,że jak pracuje to wystarczy aby być mężem i ojcem,zero rozmów z dziećmi,ze mną ,dla niego zero problemów .Mami przerabiałam jego męskośc i odpowiedzialność wiele lat.Myśle ,że daje mu dużo daje mu swobode w działaniu ale skutki tego działania niech odczuwa na sobie ,ja nie chce cierpiec za jego nieporadność życiową,człowiek bez nerwów ,emocji i problemów.
Wiem Mami ,że mnie nie oceniasz,tak jak mówisz próbujemy cos wnioskowac na podstawie danych takich jakich mamy a to nie zawsze wyraźny obraz rzeczywistości.
Widzisz ,jest tak według mnie ,że nawet nie potrafie tego opisać,bo w moim środowisku nikt tego nie rozumie i dziwia sie o co ja tak naprawde walczę.Według nich to walka z wiatrakami,powinnam uznać ,że w młodości popełniłam błąd i nie powinnam za niego tak długo cierpiec,powinnam to przerwać.Ja sądzę ,że gdzieś głęboko są chyba we mnie uczucia do tego człowieka,może mam zbyt wysokie ambicje ,że jednak zdarzy się cud i serce mojego męża będzie pałało do mnie miłością.
Wiesz pisze tak na gorąco ale uwierz mi jest mi ciężko bo mąż jest zupełnie inny niz wszyscy mężczyźni,tak inny ,że nie potrafie tego opisać.

landis85 - 2010-01-05, 15:29

bo sadzę, że nawet jak powie , że Cię przeprasza i obieca poprawę, to i tak może temu nie podołać.


tez tak sadze... :(

czuje ze jest uzalezniony od romansow, od takiego ukrywania, bo kiedy ja sie odwieduje to zauwazylam ze dlugo to juz wtedy nie trwa, kazda panna jest na max miesiac-dwa i koniec
ale to nie maz napewno zrywa kontakt...

nie wiem co chce potwierdzic? ma super sprtowy samochod, bierze udzial w wyscigach, zajmuje rozne miejsca, wiec napewno tam jest podziwiany przez kolegow i jakies dziewczyny
w ten samochod wrzuca duzo pieniedzy-co przede mna bardzo ukrywa i zawsze dowiaduje sie po fakcie przez przypadek...

ach...
dzis musze dac znac czy jedziemy na te rekolekcje, porozmawiam z mezem wieczorem, watpie zeby cos wyniosl z nich, ja tez trace zapal po tym wszystkich bo wyglada na to jakbym ja ciagle reke wyciagala i pchala go do rodziny a nie on sam...

mam nadzieje ze od sexu nie jest uzalezniony, mowil ze mnie nigdy nie zdradzil, chociaz nie spimy juz prawie 4 mies (ja nie chce- chyba nie musze pisac dlaczego)

duzo tego jest, duzo pracy, nie wiadomo od czego zaczac

psycholog katolicki owszem, ale tak ciezko sie dostac, miesic probowalam, moze za malo?
rano zadzwonie ponownie, bede dzwonic codzinnie i prosic,. moze sie uda

nałóg - 2010-01-05, 15:55

HHHhaaaaaaaaa Gabrielo................. setnie sie uśmiałem z tego co piszesz:
gogol napisał/a:
Wiesz pisze tak na gorąco ale uwierz mi jest mi ciężko bo mąż jest zupełnie inny niz wszyscy mężczyźni,tak inny ,że nie potrafie tego opisać.


Wiesz???? a u sąsiada to i trawka jest zieleńsza,i sąsiad/ka jest lepszy/a,ładniejsza,zgrabniejsza.
I często jest to przyczynek do kryzysu,do zdrady,do poszukiwania wrażeń...........bo tamta/en jest lepszy.

Gabrielo.
BZDURA.
On jest tylko soba(CI INNI MĘŻCZYŻNI) są tylko inni.
A czy lepsi?????
A może ci inni mężczyzni mają też takie mysli:te inne żony,te inne kobiety są zdecydowanie lepsze od tej mojej "zołzy".................

Wiesz.....bardzo mnie to zastanowiło jaki masz stosunek do męża. Ty i Wasze dzieci pisząc:

gogol napisał/a:
jak zechciał zwolnił sie z pracy bo uważał,że to słuszna decyzja ,miał wolną rękę i co cierpi cała rodzina ,poziom strasznie obniżony dzieci wściekłe na ojca,bo myśli tylko o sobie,ważne ,że on ma to co chce a wymagań nie ma żadnych ,chleb z masłem tez starczy.


Gabrielo.................. masz już dorosłe dzieci.......... prawda????
Jakim prawem one są wściekłe na ojca??? Bo im się obniżył poziom życia?zachcianek i pragnień nie mogą zaspokajać rękami ojca?jego ciężką pracą?????
Dlatego ta wściekłość??????
Czy nie widzisz tu jednostronności?nie widzisz dysfunkcyjnego podejścia do męża i ojca?
Do ilu lat ojciec jest zobowiązany alimentować dzieci?? łożyć na ich zachcianki?
Czy ojcec ma taki obowiązek aby łożyć do końca życia na dzieci???? jak są sprawne i dorosłe??
Wskaż mi taki przepis.wskazanie...........................

Gabrielo,piszesz ,że mąż jest niezaradny,mało przebojowy,ma stosunkowo małe potrzeby....................a jak sądzisz??dlaczego?????

A czy Ty aby czasami nie zdjełaś mu spodni w przeszłosci? czy Ty czasami nie wykorzystałaś jego "pantoflarstwa" wobec matki i nie położyłas mu pantofla na karku jak był młodszy?
Gabrielo,może to dobrze że Twój mąż jest człowiekiem spokojnym i zrównoważonym,może to błogosławienstwo dla Ciebie................bo Cie nie lał po plecach i po pupie.

On ma swoje wady.............. ale te wady są też zaletami.

Tylko Ty raczej nie chcesz ich widzieć.

Raczej jesteś nastawiona na reedukację męża............a siebie ???no........ też ,ale to najpierw on musi sie zmienić.
Wiesz............ wędzidło do pyska i hajda .............jak konia......zmieniaj sie facet............

Gabrielo..........gdzieś pisałas że jesteś dość nerwowa i wybuchowa................. a czy Ty nie stłamsiłaś męża od początku???
Zastanów sie --------------- czy Ty czasami nie wybrałaś go sobie za meża ..........bo był taki uległy??????????spolegliwy??
Tylko pózniej ta uległość(wtedy zaleta) stała się z wraz z upływem lat wadą???bo Ty jednak wolałabyś aby Twój facet nosił portki i od czasu do czasu upił się ,sklął,walnął łapą w stół??czy nie ma takiej możliwości??

Gabrielo,znam sporo takich małżeństw,takich facetów i takie żony...............i znam też takie małzństwo co to po 40 latach facet powiedział żónie;STOP......teraz to ja ci pokaze ż enosze portki...........i przestał sie zgadzać na wszystko co ona chciął(choć tak wcześąniej zrzędziła jaka to jej się pierdoła trafiła).
I to były jazdy.............jak dziadek stawał okoniem babci....................

Co z tego widzisz u siebie???????

A feeeeeeeee............... dzieci wściekłe na ojca ............. bo nie raczył z nimi skonsultować czy ma się zacharować dla nich i czy może spokojnie i na luzie pożyć na stare lata................ z chlebem i masłem.
Gabrielo............... żeby zechciało sie chcieć pomyśleć tez i innych............ empatycznie.
I Ty ............i Wasze dzieci........................

[ Dodano: 2010-01-05, 16:04 ]
Landis................ BABO zołzowata........... przestań robić za Pana Boga takim pisaniem i myśleniem:

landis85 napisał/a:
dzis musze dac znac czy jedziemy na te rekolekcje, porozmawiam z mezem wieczorem, watpie zeby cos wyniosl z nich,


Landis.....słowa,myśli mają moc sprawczą......................

gogol - 2010-01-05, 20:51

Nałóg!
masz prawo tak pisać tak czujesz po moich postach.
Ja nie podpisuje sie po tym ,bo może troche źle użyłam jakis sforułowań.
Nigdy nie chciałam nosic spodni za mojego męża i nigdy mi sie nie podobał uległy facet zreszta nigdy taki nie był tylko taki właśnie letni nie goracy nie zimny.Ja mimo wszystko uważam ,że nie można myślec o sobie w sprawach finansowych,dzieci sa dorosłe ale uważam to za nasz obowiązek je wykształcic i nic tego nie zmieni.Ja podjełam sie dodatkowej pracy i napewno je wykształce chyba ,że nie będą tego same chciały.
Ciągle wraca sie do przeszłości ,że ja kiedys tam chciałąm takiego faceta,a może ktos by pomyślam ,że nie mogłam pozwolic mu,NAM na samodzielnośc bo nam nie pozwalano na swoje decyzje,nawet (nie zapomne tego do końca życia ,kiedy sam miał iść powiesić wyprana przeze mnie koszule na podwórko ,chciał aby szybko wyschła ,było lato) wiesz teść zrobił mi wspaniała awanture na cztery fajerki,że chce zrobic z niego pantoflarza i niedługo będzie musiał wieszać moja bieliznę i było juz po wyjściu,gdzie wtedy była męskość mojego męża.Gdzie według Ciebie była męskość i odpowiedzialnośc za rodzine ,kiedy az 20 lat mieszkaliśmy z takimi teściami,było mu dobrze u boku swoich toksycznych rodziców ,którzy nigdy nie chcieli aby sie usamodzielnił,co ja mogłam zrobic.TYLKO NIE MÓW MI ,ŻE BYŁO MI TAM DOBRZE ,BO TAK DŁUGO MIESZKAŁAM .SŁYSZAŁAM TO ALE WTEDY ,TO TYLKO MOGŁAM POWIEDZIEC KONIEC albo Twoi rodzice albo ja ,taki zysk.Za mało NAŁOG wiesz aby mnie tak osądzać.Ja jednak sie tym nie przejmuję.Co do pracy to mąż nigdy sie nie przepracowywał O NIE w tym punkcie zawsze dbał o siebie a nie o nas.Nadal uważam ,że gdybym miała go w nosie to nadal bym chciała byc przy nim i zabrzmi to teraz w oczach innych źle ale tak naprawde to w ostatnich latach łacza nas tylko wspólne dzieci i to wszystko.Chce aby tak nie było dlatego czytam ,szukam jak nam pomóc nie mnie ,nie jemu tylko NAM nie boje żadnej terapii bo chce grac w otwarte karty mam do tego prawo ,nie mam tez obowiązku ciągle słuchac narzekań bez czynu .Z twojego postu tak na gorąco to wywnioskowała ,że nic nie warto i wszystko stracone tak zawirowało wszystko w moim myśleniu ,że nawet nie potrafie tego usystematyzować.

[ Dodano: 2010-01-05, 22:09 ]
Dla mnie Nałóg chleb z masłem to nie życie na luzie,w tym miejscu nie rozumie pojęcia odpowiedzialnościza rodzine ,przeciez utrzymanie to też odpowiedzialność.Jak chciał utzrymac rodzine na poziomie głodu to mógł to powiedziec przed ślubem ,to napewno bym uciekła.Wiesz Nałóg dla mnie spolegliwość to brzydka cecha,nigdy mnie nie fascynowała.I powiem Ci jeszcze,że ubolewam ,że mam taki charakter bo tez chciałabym aby wszyscy sie o mnie martwili bo sobie nie radzę,cała rodzina myśli o NIM zajmuje sie jak kobieta w ciąży (a może to ,a może to ).jak widac wszyscy Ci ,którzy cos robia działają sa w ten sposób oceniani,że chca czegos czego druga strona nie chce.
trzeba sie zastanowic i uczciwie przedstawic swoja pozycje przed ślubem,niestety to jest mój BŁĄD.Jego stosunkiem do matki zawsze mnie wkurzał i przez wszystkie lata były o to awantury ,że nie ma swojego zdania tylko mamuśka ,mamuśka nas miał gdzieś.Oj NAŁÓG,NAŁÓG wiem ,że chcesz taka terapią szkową mi pomóc ale ona nie robi na mnie wrażenia.choc dobrze ,że jest.
Może tak wynikało z niektórych sformułowań ale widzisz ja właśnie uchodze w środowisku za bardzo empatyczną osobe w przeciwieństwie do twojego osądu.POZDRAWIAM!
Wiesz Nałóg gdyby mój mąż chociaz raz podniósłby na mnie reke ,bez mrugnięcia oka odeszłabym i nawet bym sie nie obejrzała ,bo dla mnie takie upokorzenie zupełnie nie wchodzi w grę.

nałóg - 2010-01-06, 08:44

Gabrielo...........piszesz:
gogol napisał/a:
Oj NAŁÓG,NAŁÓG wiem ,że chcesz taka terapią szkową mi pomóc ale ona nie robi na mnie wrażenia.choc dobrze ,że jest


Wiesz...........mnie tam jest rybka.Robi wrażenie czy nie robi.Kryzys,małżeństwo,dysfunkcje/a jest jak plecy.........każdy ma swoje.

Piszesz na forum,więc siłą rzeczy ja czytając utożsamiam się z tym co piszesz i odbieram Ciebie tak jak Ty sama siebie przedstawiasz.Tylko moimi doświadczeniami.

Wiesz co Gabrielo????
tym tekstem(wyżej) przypominasz mi tu,na forum jedną z piszących(Monika36) ,która często nie zgadzała się z tym co pisałem........nawet bywała wzburzona na mnie.
A może poczytasz jej posty i wątki?
Mam wrażenie ,że wasi mezowie mają sporo podobnych cech................

Na poczatku postu piszesz:

gogol napisał/a:
Ja nie podpisuje sie po tym ,bo może troche źle użyłam jakis sforułowań


Może warto zastanowić sie jakich sformułowań użyłaś niefortunnie????
A jak posługujesz sie teraz,jak posługiwałaś się w przeszłosci przekazem werbalnym i nie werbalnym????? Jak mocno niefortunnie???jak często niefortunnie?

Gabrielo............. piszesz ,że od poczatku miałaś problemy z teściami,z mężem................ to co w tym Twoim "nieudaczniku"(tak odczytuję z Twoich postów) było takiego że zdecydowałaś się by został ojcem Twoich dzieci????????Bo chyba nie sam seks????????
Nie widziałaś że bierzesz sobie za męża "cieżarnego" faceta???? Co w nim Cię ujeło że zdecydowałaśby był Twoim mężem????

Piszesz też:
gogol napisał/a:
Za mało NAŁOG wiesz aby mnie tak osądzać.Ja jednak sie tym nie przejmuję.


Masz rację............ po co sie przejmować.
Jak juz Ci pisałem to nie jest OSĄD czy ocena.
To jest tylko utożsamianie się z tym co piszesz.
A jest to forum i odnoszę sie do tego jak Cię czytam.Ale nie chodzę w Twoich butach,nie spię/nie żyję w Twoim domu
Ale ciśnie się pytanie..................... brak Ci zgody na moje widzenie Ciebie................ to czego oczekujesz od piszących?ode mnie też?
Twojego meża tu nie ma................ wpływu na niego nie masz Ty swoim przekazem werbalnym i nie werbalnym,a wiec i forum tez nie ma...............
Natomiast ja moge Ci "wkładać palec do oka" czytając Twoje wypowiedzi..........a Ty możesz się buntować,nie zgadzać,tkwić w swoich przekonaniach(a juz tkwisz 33 lata) i użalać sie nad swoim losem usiłując zmienić męża.

Gabrielo................. mnie naprawde jest rybka czy Ci się żyje tak czy inaczej............ ja dzielę sie z Toba tylko swoim doświadczeniem,siła i nadzieją na to że wcale nie musi do śmierci być tak samo jak jest.
Bo sam sie przekonałęm że tak wcale nie musi być.
Ale to wymagało zmiany MNIE, mojego widzenia świata.
A to ,że akurat u mnie efektem dysfunkcyjnego widzenia świata i rzeczywistości został alkoholizm.................. ma drugorzedne znaczenie.

Dysfunkcja jak każda inna,choroba jak każda inna.

Ostry kryzys wcale nie jest mniej dysfunkcyjny jak nałóg alkoholizmu.Prowadzi ,albo może prowadzić do tego samego--------------- rozpadu rodziny.

Gabrielo,zmieniając siebie mam szansę na to że pod wpływem naszych zmian zmieni sie nasze otoczenie.A juz napewno zmieni się nasze widzenie tego otoczenia.
A od tej zmiany zaczynają się wszelkie zmiany.

Pogody Ducha Gabrielo...................

mami - 2010-01-06, 09:55

Albo chcesz ratować związek albo
opinią środowiska chcesz sie usprawiedliwić, że to nie ma sensu...
pragniesz by w końcu cię pokochał zaakceptował...jak?
jak sama nie potrafisz spojrzec na niego innym okiem, wolnym od krytyki...tak sie nie da... bo wzmacniasz w sobie poczucie krzywdy, zranienia, oddalenia przez jego wady, braki zachowania..
jak chcesz widzieć go znów jako kogoś, który cie kiedyś zauroczył czymś?
Brakiem szacunku do niego?
To co piszesz o nim jest twoją opinia, którą cały czas dajesz mu odczuć a jednocześnie negują go jako ojca męża, jako kogoś z kim chcesz byc

..to w ten sposób nie działa,
kochamy kogoś jak sami czujemy się kochani...szanujemy jak sami tym uczuciem obdażamy...
Inaczej to tylko walka o pozycję w związku, o przemiane uczucia skrzywdzenia na współudział w zyciu, na swoje decyzje jakie podejmowałam a okazały sie złe

gogol przeszłości nie zmienisz... nie masz już na niej wpływu, co było, jak zyliście... ale musisz wziąć odpowiedzialność za nie.... podejmowałas jakieś decyzje, dziś uważasz za niewłasciwe...ale one były twoje, miałas prawo wyboru, mogłas pokierowac swoim życiem inaczej, ty zrobiłas co uważałaś wtedy za słuszne, dziś niestety okazało sie, że mogłas być bardziej stanowcza w stosunku do rodziny mężą, do zachowań męża... nie zrobiłas tego... więc nie możesz dziś winić tylko męża o to, ze twoje zycie było takie a nie inne...bo braliście w nim udział oboje... dziś ponosicie konsekwencje oboje tego...

wiem że zdajesz sobie z tego sprawe, jednak podświadomie przerzucasz całą wine na męża...bo gdyby był inny...gdyby jego relacje z matką były inne wasze zycie byłoby lepsze...
ale nie był i ty nie zrobiłas lub nie udało cie sie zrobić nic by to zmienic....





. ty gogol chcesz zmienić męża bo uważasz, że ma problem...
A on tego chce? nawet jak chce to ty wiesz lepiej co dla niego jest dobre...
jemu starcza masło ale tobie nie..
więc uważasz, że ma problem i trzeba go za niego rozwiazac, po twojemu, nie jak on chce, jak zawsze inni chca i uważają co dla niego dobre...
A może jemu to wystarcza...
Pozwól mu jeść chleb z masłem sama jedź szynkę...
ale to wpływa na ciebie, bo ty chcesz inaczej dla siebie, nie o jego dobro chodzi, jego potrzeby, nie dla niego bo on całe życie pozwalał by inni widzieli lepiej co dla niego jest lepsze...
i takim sie stał bezwolnym człowiekiem, popddającym sie woli każdego, bez charakteru...i jak na złość to też sie nie podoba...
wzbudziło w końcu w nim protest...powiedział coś po swojemu.... i co?

Pozwól mu być sobą... stać sie w końcu facetem odpowiedzialnym za siebie i za to co robi z pełnymi tego konsekwencjami...

może jak ta przysłowiowa kromka chleba z masłem mu zbrzydnie to postara się o szynkę...
ale to on musi jej chcieć a nie być zmuszany do niej..
jego prawo do masła twoje do szynki...

a ty nie masz tez rąk związanych... jego wola bycia bez pracy, jedzenia chleba z masłem nie zmienia faktu, iż jest dorosły i tak tez musi postepowac... jak nie chce są prawne kroki do tego by chciał parcypowac w obowiązakach i prawach utrzymywania domu, rodziny jak ma jeszcze taki obowiązek....

masz prawo do ich egzekwowania... bo w taki sposób pozwalasz mu na jego decyzje ale tez i na ponoszenia konsekwencji swoich kroków...
a nie ciągłe przepychanki o to co lepsze... pytanie dla kogo? skoro on uważa, że dla niego nie! to jaki masz wpływ na to że mu sie spodoba twoja wersja zycia... żadnego...
możesz tylko zmienic to co jest w twojej mocy...

szukam rozwiązań nie winnego, jak chce byc razem
...przeszłości nie zmienisz na teraźniejszość masz wpływ..
Skąd ta złość...?
liczyłas i miałeś nadzieję że coś się odmieni...byłaś pełną nadzieję po spotkaniu małżeństw ale entuzjazjazm szybko minął, okazało się że to nie takie łatwe..potrzeba czasu i wysiłku do zmian... Zacznij zmieniać nastawienie do męża a wszystko może się okazać możliwe...

albo..albo posłuchaj innych, że nie musisz do końca życia płacić za to, że wybrałas nie takiego męża.... Decyzja jest twoja, twoje życie jak je przeżyjesz zależy tylko od ciebie...nie opinia innych a od twojej woli tego czego chcesz i co dla dobra tego poswiecisz...dumę...fałszywą pod maską, której czai się wołanie o miłość każdego z was... i męża i twoje gogol..warto posłuchac i sprawic by wszystkim zyło sie radośnie...

Danka 9 - 2010-01-06, 10:48

landis, próbuj, zyczę Ci wytrwałosci w poszukiwaniu pomocy.
Pamiętam w modlitwie :-)
Dzielna i mądra dziewczyna z Ciebie.

gogol - 2010-01-06, 14:12

Nałóg dobrze wiesz ,że nie chodzi o żadne obrażanie czy wzburzenie,liczyłam na Twoja reakcje i ja dostałam .OKEY tak miało być ciekawa jestem innych spojrzeń na moja sytuacje ale przeciez nie musze sie we wszystkim z tym zgadzać.
Przeciez po to tu jesteśmy aby wymieniac poglądy.Wiesz jak się czyta bezpośrednio to wszystko jest jasne ale jak sie pisze to wszystkie myśli biegna na raz i wychodzi czasem taki galimatias.
Nałóg przeciez o to chodzi abys dzielił sie twoimi spostrzeżeniami,możesz nawet wkładac palec w oko,czym szczersze posty tym wartościowsze.
Jednak mimo wszytsko czasami nie rozumie jakis tam wypowiedzi no cóż jak sie przenosi inne doświadczenia na swój grunt to czasem nie wychodzi.Wiem tez ,że teoria jest znacznie łatwiejsza niż praktyka ,bo praktyke muszą zastosować dwie osoby ,dwie tez muszą chciec coś zminic bo inaczej nic z tego CHCIEJSTWA jak kiedyś nazwałeś.
ja jadąc na rekolekcje nie oczekiwałam ,żadnego cudu i dlatego tak świetnie sie po nich czułam i nadal się czuje .Odzyskałam siły by życ inaczej patrzeć na problemy ,które są i pewnie długo pozostaną.
Zrozumiałam ,że nie zostałam z nimi sama ,że przy mnie jest Pan ,który sie własnie o mnie upomiał.To jest to najważniejsze odkrycie po rekolekcjach,upomniał sie o moje modlitwy i rozmowy ,ktore kiedys były super a od dłuższego czasu bardzo je zaniedbałam .Nie umiałam juz modlic sie z wiara ,dzis to wróciło i to jest dla mnie super.
Nie rozumie jednak ciągle waszego (bo wielu) dac swobode wdziałaniu tak do końca to trudne ,bo może mnie nigdy nie dane było robic to czego pragne,teraz staram sie rozwijac bardziej niż kiedys i mam to w nosie ,czy sie to komu podoba czy nie .Ważne ,że wiem iz przez to nie robie nikomu krzywdy i jestem zgodna z moimi przekonaniami wiary.
Nałóg nie zrażaj sie moja postawa ona naprawde jest otwarta na dyskusje ,jest mi to potrzebne a co do decyzji wyboru małżonka to wiesz jest to najtrudniejsza odpowiedź mojego zycia na która niestety pewnie nie umię odpowiedzieć.(pisze niestety bosa to moje odczucia z którymi nie umie życ,może to było kolejne chciejstwo z mojej srony? nie wiem tego do dzis ,byłam pewna ,że to miłóść?

Iwo1 - 2010-01-06, 14:22

J też potrzebuje rozmowy i wsparcia. Napisała troche więcej o sobie w poście do Midziutki. Prosze o wsparcie............
gogol - 2010-01-06, 14:28

mami napisał/a:
kochamy kogoś jak sami czujemy się kochani

No własnie Mami to jest trafne,ja nie czuje sie kochana wogóle przez męża ,może tez nie potrafie okzac w ten sposób jak on by to chciał .Dla mnie jednak postawa bierna to żadna,bo albo jest sie gorącym albo zimnym .Wtedy wiem ,że ktos żyje,biernośc jest kłopotliwa dla całej rodziny .Nigdy nie wiemy co on mysli ,bo sie nie wypowiada,życie na wyczucie chyba nie jest możliwe?
[quote="mami"]może jak ta przysłowiowa kromka chleba z masłem mu zbrzydnie to postara się o szynkę... Mami tu sie z Toba nie zgadzam.


mami napisał/a:
albo..albo posłuchaj innych, że nie musisz do końca życia płacić za to, że wybrałas nie takiego męża....

Mami w tak ważnych decyzjach nigdy nie słucham innych,bo to moje życie.Gdybym słuchała innych to dawno byłabym po rozwodzie ale mam świadomości odpowiedzialności przysięgi małżeńskiej"na dobre i na złe",ja tylko chciałabym poczuc sie odrobine kochana ,a nie czuje dlatego jest mi tak ciężko. :-(

landis85 - 2010-01-06, 14:46

Mami kazdy okazuje milosc w taki sposob w jaki sam chcialby ja otrzymac
moze nie dosterzegasz tego jak maz okazuje Ci milosc?

dzieki Danusiu, dziekuje wszystkim
dzis jestem juz bardziej w "kupie" :lol:
dzwonilam do poradni, pozniej mam dostac nr do psychoterapeutki, ktora przyjmuje jutro i zapytac sie czy ma dla mnie miejsce
tak poza tym to nie sadzilam ze tak ciezko dostac sie do poradni :roll:
dzis moge pojsc do zwyklej psycholog, ktora przyjmuje u nas w miescie, zastanowie sie nad tym

gogol - 2010-01-06, 16:39

Wiem ,że ciężko ,może ktoś zna jakieś namiary na dobrego psychoterapeute w Trójmieście?
kinga2 - 2010-01-06, 16:59

gogol,
Witaj,
każdy psychoterapeuta musi być dobierany indywidualnie. Dla mnie dobry nie koniecznie pasuje do Ciebie. Liczy sie zrozumienie werbalno-duchowe.
Proszę przejrzyj te strony może coś błyśnie światełkiem.

http://www.icfd.jezuici.pl/docs/57
http://www.psychoterapia-polska.info/- informacje także poza granicami Polski
http://www.cpp-metanoia.c...id=52&Itemid=54

Wszystko trzeba przeglądać i sprawdzać spokojnie i z otwartym sercem. Ja też trafiłam na psychoterapeutów nie dla mnie i musiałam przesiewać dalej. Do dzieła, a znajdziesz czego szukasz. Poproś Anioła Stróża o uzdolnienie serca na poszukiwanie pomocy u specjalistów, a łatwiej znajdziesz swego... ;-)

gogol - 2010-01-06, 20:19

Kinga,Dziękuję!!! :lol:
mami - 2010-01-06, 20:59

....mami napisał/a:
kochamy kogoś jak sami czujemy się kochani


No własnie Mami to jest trafne,ja nie czuje sie kochana wogóle przez męża ,może tez nie potrafie okzac w ten sposób jak on by to chciał .Dla mnie jednak postawa bierna to żadna,bo albo jest sie gorącym albo zimnym .Wtedy wiem ,że ktos żyje,biernośc jest kłopotliwa dla całej rodziny .Nigdy nie wiemy co on mysli ,bo sie nie wypowiada,życie na wyczucie chyba nie jest możliwe?
.......

no ale gogol, jak ma mąż cie kochac jak sam czuje sie niekochany? jak macie nawiązac porozumienie jak nie ma akceptacji partnera takim jaki jest.... jak nie ma zrozumienia...
oddalamy sie wtedy od siebie, nie mamy wspólnych chwil, zajęć, zainteresowań nie ma współprzezywania czegoś, każdy przezywa sam coś... z poczuciem skrzywdzenia i obwiniania o to drugą strone,
piszesz...może nie potrafie tak jak on by tego chciał...,
pytałas jak chce... a zastanawiałas sie jak chce jesli sam nie potrafi powiedzieć, lub nie ma zaufania czy tez nie potrafi uzewnętrzniać tego czego pragnie...
co może mu sprawić przyjemność, jaka twoja reakcja, jakie twoje zachowania, czyny, gesty a przez to ocieplenie relacji...
nie ma innej drogi jak tylko poprzez czynienia dobra...
nigdy nie wiemy co on mysli... bo czuje sie nieważny, mysli, ze jego potrzeby są niewazne, co oczywiście go bardzo stresuje, ale nauczył sie z tym zyc... co nie znaczy, że go to nie boli, tyle, że nie potrafi o tym mówić, nikt go tego nie nauczył, wrecz przeciwnie każdy mu mówił jestes facet, musisz byc twardy, nie wolno okazywac ci uczuc, płaczu, emocji jeśli już to gniew...
wychowany w systemie karno dyscyplinarnym pewnie przez ojca, by był silny, by nie był pantoflarzem zaprzestał okazywania uczuć... cierpi samotnie, ale nie okazuje tego, by nie pokazac sie jakim jest słabym człowiekiem, ze potrzebuje pomocy...miłości od innych... wszyscy jej potrzebujemy, bez niej czujemy sie zle i nieszczęsliwie...kazdy gogol nie tylko ty, twój mąż tez

.....może jak ta przysłowiowa kromka chleba z masłem mu zbrzydnie to postara się o szynkę... Mami tu sie z Toba nie zgadzam. .....

dlaczego? jakie masz doświadczenia, że uparcie obstawiasz swoje... że nie postara sie o zmiany, jak będzie mu źle... jak doświadczy sam pewnych niedogodności, to sięgnie po inne rozwiązania swoich problemów....
doświadczyłam takich zmian u męża... choc kosztowały nie tylko męża mnie także, czy były warte... dziś powiem, że tak choć wtedy było piekielnie cięzko trwac we własnym postanowieniu... nauczyło męża innych zachowań, kiedy pozwoliłam mu na to co pragnie i uznaje za dobre dla siebie, nie brałam na siebie konsekwencji jego kroków, nie zabraniałam, nie oceniałam... oddaliłam sie emocjonalnie by nie oceniac, nie pouczac i nie pozwalać tym samym na obwinianie mnie za jego niepowodzenia... dojrzał do pewnych zmian sam, bez mojego przymuszania....


moze nie dosterzegasz tego jak maz okazuje Ci milosc? ........

landis85 to pytanie do mnie?...
nie mam z tym większych problemów, swoje przerobiłam,
dzis potrafie sobie radzić ze swoim poczuciem akceptacji i kochania mnie taką jaka jestem, jak i mówić drugiej stronie czego pragne by czuć sie kochana...
złoty środek dla mnie...
akceptacja drugiego człowieka takim jaki jest, zrozumienie jego zachowań i wpływ przeszłości na zarys człowieka, jego zachowania i w związku z tym na umiejętność radzenia sobie z problemami...
wraz ze wzrostem zrozumienia partnera wiele jego nawyków, przestało mnie dotykac zaczełam sobie radzić znając przyczyny zachowań z ich rozwiązywaniem...co nie znaczy, że nie mamy konfliktów, bo zycie by było zbyt piękne...tak to tylko w era i w bajce zyli długo i szczęsliwie bez problemów.... my tylko nauczyliśmy sie je rozwiązywac razem, bez poczucia skrzywdzenia i uciekania do obwiniania sie nawzajem

piszesz ....Mami kazdy okazuje milosc w taki sposob w jaki sam chcialby ja otrzymac....

co nie znaczy jeszcze, że okazujemy lub odbieramy dowody miłości partnera we własciwy sposób...
często niezaspokojone z dzieciństwa potrzeby akceptacji, bezpieczeństwa przenosimy na partnera by w ten sposób poczuc sie kochanym... bo w dzieciństwie potrzeba kochania nie została nalezycie dziecku dana, tak by poczuło sie kochane takim jakie jest...
tylko wciąż musiało zapracowac na nią, by rodzic był zadowolony z dziecka...
z takim bagażem wchodzimy w dorosłe zycie i wciąz szukamy tej akceptacji, wciąz kochamy i staramy sie zapracować na tą miłość jak kiedyś w dzieciństwie dobrym zachowaniem, ocenami by widzieć w oczach rodzica pochwale i radość,
tak w zyciu dorosłym u partnera staramy sie robić wszystko, byle tylko ujrzeć błysk akceptacji kochanej zaradnej zony, która w pocie czoła serwuje obiadki złozone z paru dań w czyściutkim wysprzątanym domku...
a jak partner nie okazuje nam w taki sposób w jaki jest dla nas właściwy uważamy, iż nie okazuje nam ... złoscimy sie wtedy, czujemy niekochani i pragniemy uwiązac partnera byle tylko poczuc ta miłość w taki sposób w jaki nas zadowoli....każemy go sexem, cichymi dniami, lub wszczynami awantury jak sekutnice, niszczymy jego reputacje i dobre imie, bo myslimy że w te sposób zrozumie, iż nam jest źle i zacznie nas kochac tak jak tego pragniemy...
jeśli to my mamy problem, musimy sobie go uzmysłowić i nalezycie przerobić, by swoich problemów nie przerzucac na partnera tym samym niszczyc związku

jak i nauczyc mówić w jaki sposób druga strona ma zaspakajac nasze potrzeby by poczucie kochania było w nas zaspokojone,
pytać i słuchać partnera w jaki sposób samemu okazywac miłość by druga strona także miała zagwarantowane poczucie bycia kochanym nie w taki sposób w jaki ja uważam że jest właściwy, bo dobry dla mnie... ale w jaki drugiej stronie zagwarantuje to uczucie...

gogol - 2010-01-06, 21:35

mami napisał/a:
dlaczego? jakie masz doświadczenia, że uparcie obstawiasz swoje... że nie postara sie o zmiany, jak będzie mu źle... jak doświadczy sam pewnych niedogodności, to sięgnie po inne rozwiązania swoich problemów....

Widzisz Mami ja obstaję bo widze mojego meża na co dzień jego samodzielne decyzje przez te lata małżęństwa widzisz sorry będziesz nadal mnie obwiniać(wszystkie kończyły sie niepowodzeniem,mój mąż nie ma ambicji ,marzeń wiekszych nad codzienność,każde kroki ,które podejmował były nieudane a ja widzisz wyciagałam go ze wszystkich życiowych tarapatów,co mam dac mu zginąć .On jest czasami jak małe dziecko żyjące w swoim świecie .Wiesz ja najnormalniej boje sie jego decyzji.
Pisałam przeciez ,że sam podjął decyzje ,ze zrezygnuje z pracy,która była jego głównym źródłem utrzymania(na szczęście mamy teraz oddzielne portfele)Tak chciał to jego decyzja ,widzisz to tak nie jest do końca,że ja mu zabraniam ,nie zabraniam mu nic ale wiem ,że jak mu nie wyjdzie kolejny raz to będzie mnie za to obwiniał.
Mami ja juz dużo nauczyłam sie znosić i akceptowac jego wybory ,teraz mam większe pole do popisu ,dzieci prawie dorosłe ,mam pomoc finansową od siostry a on bez pieniędzy tez nie zmienia nic w swoim mysleniu(nadal kupuje kolejne filmy ,siedzi przed ekranem i ma wszystko gdzieś,bo wie ,że jak będzie bardzo źle to nie zostanie sam.Wiem ,że znowu cos gmatwam ale nie umie inaczej pokazać ,że ja za niego nie dccyduję a wręcz jestem ostatnio bardzo spokojna i po cichu rozkładam ręce jak nie widzi na te jego coraz to głupsze pomysłyALE JAK PISZECIE JEGO na szczęście nie moje.Dlatego tak do końca ze zgadzam sie ,ze trzeba pozwolic każdemu na własne wybory,przecież jak zakładaliśmy rodzine ,to było wiadome ,że czakaja nas różne ograniczenia ,nie mówcie tylko ,że nie.Panna to chyba zupełnie co innego niz żona?
Czasem mam ochote wyjśc sama ale nie moge bo od razu sa jak ja to nazywam GORZKIE ŻALE ze strony męża,nie rozumie,że ja chce sobie najzwyczajniej po babsku pogadać z koleżankami.On nie ma kolegów,bo od dzieciństwa byli niepotrzebni to wyniósł z domu i znowu koło sie zamyka ,juz przestaje wymieniac bo zaczynam mieszać i sama nie będe wiedziała o co chodzi.Dzis dostalam namiary poradni psychologicznych od KINGI jutro spróbuje zadzwonic popytać,wiem napewno ,że potzrebujemy nauki dobrej i poprawnej komunikacji miedzy małżonkami i tu jest cały problem!

[ Dodano: 2010-01-06, 23:03 ]
Nałóg możesz mi przybliżyc chociaz rok w którym pisała ta Monika36,bo nioe moge znaleźć jej postów?

kinga2 - 2010-01-06, 22:18

gogol,
Dziś 06 stycznia- Święto Trzech Króli.
Przyniosłaś zapewne z Kościoła kadzidło i kredę. Użyj ich.
Kiedy będzie chwila okadź miejsce gdzie mąż spędza w domu najwięcej czasu, a kredą namaluj pod jego fotelem lub pod łóżkiem ( od spodu, nie na podłodze) znak Krzyża Świętego.
Takie użycie sakramentaliów oraz modlitwa przez ręce Jego Anioła Stróża o uzdrowienie stosunków w małżeństwie sprawi, że wyprzesz Złego z relacji między Wami. To nie stanie się od razu, ale zobaczysz różnicę .
Nie traktuj tego jak magię, ale rób to z wiarą w boską mądrość.
Sakramentalia używane z wiarą i w odpowiedni sposób są wielce pomocne i od dawna uznane przez Kościół. Dziś niestety nieco zapomniane, ale z powodzeniem reanimowane przez księży egzorcystów ku wsparciu i ochronie.
Acha. Użyj sakramentaliów kiedy mąż wyjdzie, wtedy nie będzie się źle nastawiał, i sugerował. Niczego nie mów mu tylko się módl. Efekty nadejdą tylko trzeba cierpliwości. Myślę,że Wasze problemy już dawno weszły także w sferę duchową. :-|

gogol - 2010-01-06, 22:27

Kinga! Oj pewnie tak ,dzis czuje sie wyjątkowo źle i podle mam do siebie same pretensje.Dzis jest dzien mojego upadku.
nałóg - 2010-01-07, 09:05

Gogol........Monika 36 pisze,pisałaod 2009 roku(chyba) więc znajdziesz jej posty w 2009 roku.

Ps. a jak sie czujesz podle to dobrze............paradoksalnie................. bo to znaczy że coś sie dzieje z Tobą i w Tobie................. ból oznacza,sygnalyzuje dysfunkcje

Jarosław - 2010-01-07, 09:07

Cytat:
Kinga! Oj pewnie tak ,dzis czuje sie wyjątkowo źle i podle mam do siebie same pretensje.Dzis jest dzien mojego upadku.

Dziś może będzie lepiej, Gabi przypomnij sobie stan Twego ducha z dnia 11 grudnia ub.roku... i dni poprzedzających, następnie stan tegoż z dnia 13, 14 ... grudnia i pielęgnuj go rozpalaj modlitwą i wyciszeniem.

Pamiętam jak Ci zazdrościłem (oczywiście bez zawiści) tych rekolekcji, mnie nie było tam dane jechać, a Ty tak łatwo chcesz teraz to zaprzepaścić?
Zrób wszystko by nie były one tylko krótkotrwałą euforią.
Za dużo męża w Twoich wypowiedziach, a w dodatku monotematycznie: chleb, masło, film.

Zerknąłem teraz na datę Twojej przynależności do forum i oblał mnie rumieniec :oops: iż taki nowicjusz jak ja śmie Ci dawać rady.

Ale może to taki czas, że jestem silniejszy, a za dwa lata ktoś stwierdzi o mnie chłopie tak długo tu jesteś i drepczesz w miejscu?

Gabi głowa do góry wspomnij Jezuitów i azymut na 12 kroków (wizję męża na ulubionym fotelu wyrzuć z głowy)
Pozdrawiam'
Jarek

mami - 2010-01-07, 09:14

gogol napisał/a:
Oj pewnie tak ,dzis czuje sie wyjątkowo źle i podle mam do siebie same pretensje.Dzis jest dzien mojego upadku.


nie odbieraj porad, opinii innych jako obwinien siebie, to sugestie mające ci pomóc w zrozumieniu problemu nie zas ujmowac tobie, zaniżac samoocene i wartość twoją... a poprzez takie myslenie utrwalac bezradność i brak działania....

gogol piszesz
...Widzisz Mami ja obstaję bo widze mojego meża na co dzień jego samodzielne decyzje przez te lata małżęństwa widzisz sorry będziesz nadal mnie obwiniać(wszystkie kończyły sie niepowodzeniem,mój mąż nie ma ambicji ,marzeń wiekszych nad codzienność,każde kroki ,które podejmował były nieudane a ja widzisz wyciagałam go ze wszystkich życiowych tarapatów,co mam dac mu zginąć .On jest czasami jak małe dziecko żyjące w swoim świecie .Wiesz ja najnormalniej boje sie jego decyzji.
Pisałam przeciez ,że sam podjął decyzje ,ze zrezygnuje z pracy,która była jego głównym źródłem utrzymania(na szczęście mamy teraz oddzielne portfele)Tak chciał to jego decyzja ,widzisz to tak nie jest do końca,że ja mu zabraniam ,nie zabraniam mu nic ale wiem ,że jak mu nie wyjdzie kolejny raz to będzie mnie za to obwiniał.
Mami ja juz dużo nauczyłam sie znosić i akceptowac jego wybory ,teraz mam większe pole do popisu ,dzieci prawie dorosłe ,mam pomoc finansową od siostry a on bez pieniędzy tez nie zmienia nic w swoim mysleniu(nadal kupuje kolejne filmy ,siedzi przed ekranem i ma wszystko gdzieś,bo wie ,że jak będzie bardzo źle to nie zostanie sam.Wiem ,że znowu cos gmatwam ale nie umie inaczej pokazać ,że ja za niego nie dccyduję a wręcz jestem ostatnio bardzo spokojna i po cichu rozkładam ręce jak nie widzi na te jego coraz to głupsze pomysłyALE JAK PISZECIE JEGO na szczęście nie moje.Dlatego tak do końca ze zgadzam sie ,ze trzeba pozwolic każdemu na własne wybory,przecież jak zakładaliśmy rodzine ,to było wiadome ,że czakaja nas różne ograniczenia ,nie mówcie tylko ,że nie.Panna to chyba zupełnie co innego niz żona?
Czasem mam ochote wyjśc sama ale nie moge bo od razu sa jak ja to nazywam GORZKIE ŻALE ze strony męża,nie rozumie,że ja chce sobie najzwyczajniej po babsku pogadać z koleżankami.On nie ma kolegów,bo od dzieciństwa byli niepotrzebni to wyniósł z domu i znowu koło sie zamyka ,juz przestaje wymieniac bo zaczynam mieszać i sama nie będe wiedziała o co chodzi.Dzis dostalam namiary poradni psychologicznych od KINGI jutro spróbuje zadzwonic popytać,wiem napewno ,że potzrebujemy nauki dobrej i poprawnej komunikacji miedzy małżonkami i tu jest cały problem!




gogol a jak zachowuje sie małe dziecko jak nieodpowiedzialny rodzic pozwala mu na wszystko,
taki rodzic niby coś tam zabrania ale potem i tak nie respektuje sie kary, nie jest konsekwentny w tym co mówi....w takim wypadku dziecko gubi sie, nie potrafi wypracowac swojej odpowiedzialności, nie ma tez poczucia bezpieczeństwa, z wiekiem rosnie i staje sie osoba o niskiej wartości, wie że nie może podejmować decyzji, bo nie jest odpowiednią osoba do nich, przyjmuje opinie i zdanie innych o sobie, o swoim zyciu, podporządkowuje sie im, wywołując wewnętrzny sprzeciw, któremu jednak nie potrafi dać upust ze zewnątrz... czasami takie osoby potrafią sobie pomóc, ale to długa droga zmian własnego postrzegania i dawania prawa rządzenia o sobie...
twój mąz niby daje sobie te prawo, podejmują jakies decyzje samodzielnie, ale ty ten proces uświadamiania jego niszczysz, bo jak tylko źle to od razu za niego załatwiasz kłopoty...
a on wciąz jak małe dziecko, któremu nie pozwala sie dorosnąc tkwi w skórze dorosłego człowieka jako mały chłopczyk....
traktujesz męża jak dziecko... nie dziw się zatem, że nim jest... pozwalasz mu nawet mieć własne "kieszonkowe w portfelu " przestrzegasz jak wydasz to nie dostaniesz więcej, ale potem łamiesz swoje zakazy, komu robisz krzywde? sobie męzowi rodzinie...
bo ciężko wytrwac w postanowieniu.... a mąż jedzie na tym od lat, najpierw nadopiekuńcza matka, która pewnie chroniła syna przed wpływem surowego ojca,
potem żona, wściekła iż mąz taki maminsynek tylko z matką ma dobre układy, bo ona za niego wszystko zrobiła. potem na zmiane matka z żona. starały sie za niego mysleć, robić, brac konsekwencje jego kroków tak by tylko nie było źle nikomu... na krótką mete to dobre, potrafi uchronic przed czymś ale na dłuższą mete to praca na cały etat bo to osobista ochrona twoją 24h/ męża przed samym sobą...

jak czytam takie opinie o facetach, o swoich mężąch, które same jeszcze utwierdzaja tych mężów w tej ich niedojrzałości to aż ciśnie sie na język...
gogol jesteś nadopiekuńcza, realizujesz swoje potrzeby matkowania mężowi... kochasz chorą miłościa, nie tylko mąż ma problem, ty także go masz, przerób swoje a wtedy wiele sie zmieni...
masz przekonania o mężu na które są składowa twoich mysli i emocji... \
dlatego to takie trudne zmiana przekonań a potem zachowań naszych... dziś wydają nam sie zasadne i własciwe, ale jak przerobisz swój problem uznasz jak bardzo sie myliłas w swoich przekonaniach co do słuszności działania takiego...

gogol piszesz
....ja za niego nie dccyduję a wręcz jestem ostatnio bardzo spokojna i po cichu rozkładam ręce jak nie widzi na te jego coraz to głupsze pomysłyALE JAK PISZECIE JEGO na szczęście nie moje.Dlatego tak do końca ze zgadzam sie ,ze trzeba pozwolic każdemu na własne wybory,przecież jak zakładaliśmy rodzine ,to było wiadome ....


to jak twoje czy jego konsekwencje..... i dodam nie tylko ze należy pozwolic... a dosadniej trzeba pozwolic! innej drogi nie ma jak tylko poprzez doświadczenia nabywac wiedzy i nauki o zyciu, wyborach, konsekwencjach... inaczej to nie zwiazek a próba zycia za kogoś, to odbieranie komus zycia i mozliwości dorosnięcia bycia dojrzałym cżłowiekiem... no robienie z kogoś ułomnego człowieka... gogol matka juz zrobiła z niego niedojrzałego człowieka zabraniając mu dorosnąc, ty możesz w końcu pozwolic mu dorosnąć... ale to trudne zadanie dla ciebie, i dla niego....
...

gogol - 2010-01-07, 12:45

,Jarek,Mami,Nałóg!
To nie takie łatwe bo to niszczy moje dotychczasowe myslenie,gubie sie w tym co dobre dla nas a co nie.
Wiem napewno jest mi cieżko i boje sie że znowu sie poddam.

Jarosław - 2010-01-07, 13:18

Cytat:
To nie takie łatwe bo to niszczy moje dotychczasowe myslenie,gubie sie w tym co dobre dla nas a co nie.
Wiem napewno jest mi cieżko i boje sie że znowu sie poddam.

Gabi myśl już o 6 II i inauguracji, może to Cię uspokoi.

nałóg - 2010-01-07, 14:11

Gabrielo............. a ja w przeciwieństwie do Jarka napiszę:nie myśl o 6.02......... bo to wcale nie uspokoi Cię............. bo to co wtedy ma sie wydarzyć będzie Twoja projekcją,próbą reżyserowania przyszłości.
Ja napisze tak:Pomyśl o dziś........o TU i TERAZ....... i powierz to Bogu.
Nie myśł o 6.02............. bo nie ma po co..........

Piszesz:

gogol napisał/a:
Jarek,Mami,Nałóg!
To nie takie łatwe bo to niszczy moje dotychczasowe myslenie,gubie sie w tym co dobre dla nas a co nie.
Wiem napewno jest mi cieżko i boje sie że znowu sie poddam.


W programie 12 kroków to jest własnie 1 Krok.
Uznanie swojej bezsilności wobec tego co z zewnątrz,a także wobec własnego ,chorobliwego usiłowania kierowania własnym życiem poprzez usiłowanie kierowania życiem męza,dzieci,rodziny,innych ludzi.

W tym zakresie Gabrielo kierujesz -albo usiłujesz kierować -życiem swoim i otoczenia w sposób nałogowy,w sposób kompulsywny.
Bo do tej pory wydawało Ci się, że to co Ty chcesz jest dobre i dla Ciebie.........i dla męża..........i dla dzieci........... i dla teściowej .
A tu ???? null,zero,g........no.To że weszłąś na to forum ,to znak że przyjemności z kierowania życiem swoim i rodziny(lub może bardziej ......z usiłowania kierowania) doszły do takiego punktu w którym to kierowanie przynosi zdecydowanie więcej bólu (negatywów) jak przyjemności.
Bo to jest DYSFUNKCYJNE,PIJANE,CHORE myślenie i w końcu musiało przynieśc ból.
Dobrze że go całkowicie nie wyparałaś.
Szcześciara jednak jesteś.........albo Pan Bóg miłosierny....................

Ale dobrze............ to dobra droga ku otwarciu oczu i uznania swojej bezsilności.

Nie ruszysz do przodu w swoim rozwoju,w swoim zdrowieniu(trzeżwieniu) az nie uznasz swojej bezsilności,swojego niekierowania ..............jaki wniosek???????


PUŚC KIEROWNICĘ ŻYCIA I ODDAJ BOGU.

POGODY DUCHA

[ Dodano: 2010-01-07, 14:14 ]
Mami..piszesz do Gogol:

mami napisał/a:
ty możesz w końcu pozwolic mu dorosnąć... ale to trudne zadanie dla ciebie, i dla niego....


A czy nie masz wrażenia że to Gogol musi dorosnać??? Że może to Gogol powinna sobie pozwolić na dorośnięcie ??????na dojrzałość???
Ja bardzo ciekawy jestem postrzegania swojej rodziny przez dzieci Gogol.
Gogol???????
Jak widza to Wasze dzieci?????

gogol - 2010-01-07, 15:41

Nałóg odpowiem Ci szczerze bez upiekszania.Ogólnie relacje moje z synami sa w miare dobre,zdarzaja sie dość często wspolne wyjścia rozmowy.jednak przyznaje ,że z jednego punktu to napewno jestem dla nich elementem dysfunkcyjnym.
Ciagle gadam o porządku bo ich pokój nie przypomina pokoju tylko chlew.To dorosłe chłopy ,my w ich wieku byliśmy już rodzicami i musieliśmy juz wywiązywac sie z obowiązków jakie stawia przed nami rodzicielstwo.oni maja luz,nigdy jednak nie zmuszałam dzieci do tego aby miały 5 ale sugierowałam im rozwój zainteresowan i za to są mi wdzięczne.Widzą różnice miedzy mna a innymi matkami,maja więcej swobody od dawna.Ciagle jednak mnie pouczają "mamo ,życie nie polega na sprzątaniu ja mam to gdzieś."
Wiesz mój jeden z synów potrafi ubrać 2 różne skarpetki i jedzie na studia,jest mi z tym źle choc staram sie juz nie reagowac ,jednak to ciężkie.Nie jestem mama ,która kocha ślepo ,pewnie powiesz ,że to źle trudno.Ja uważam ,że mądra miłość to miłość to ta ,która stawia jakieś wymagania anie kocha ślepo,niestety w tym względzie się nie zmienię uważam ,że tez mam sukcesy ,bo jak syn miał problemy sercowe to przyszedl do mnie i poprosił o pomoc.Wiem,że powinnam dac im jeszcze więcej swobody ale to tylko mój lęk o ich bezpieczeństwo w tym trudnym świecie.
Umówiłam się z nimi ,że jak nie wracaja na noc to piszą smsa,że wszystko okey aby lek minął.Nie wiem co jeszcze mogłabym napisac.
Sorry ,że jeszcze o mężu,tata dla nich jest nieobecnyNigdy nie ida o coś prosić czy pytać"bo i tak niezareaguje",sami mówia ,że wolą mój krzyk niż milczenie ojca.
Pozdrawiam.

Satine - 2010-01-07, 16:06

gogol napisał/a:
Wiesz mój jeden z synów potrafi ubrać 2 różne skarpetki i jedzie na studia,jest mi z tym źle choc staram sie juz nie reagowac ,jednak to ciężkie.


Gogol zastanów się, dlaczego jest to ciężkie. Obwiniasz się, że przez Ciebie syn nie zwraca uwagi na to, jakie skarpetki ubierze? Sama piszesz, że jest dorosłym chłopem, studiuje.....Czy też jesteś odpowiedzialna za inne wybory syna? Dlaczego powielasz błędy, które popełniła Twoja teściowa, niejako ubezwłasnowalniając swoich synów......... Są dorośli, więc nie do Ciebie należy dawanie im swobody, ten czas minął.......... Tak samo sprzątanie własnych pokoi....Nałóg z tym pytaniem o dzieci trafił prosto w dziesiątkę............Masz tu naprawdę wiele do zrobienia......I nie chodzi mi o synów! Tylko o siebie.....aby przeciąć pępowinę i zaakceptować to, że synowie dorośli, są odrębnymi ludźmi, mają prawo do błędów, do życia takiego, jakie im się podoba........ Odnoszę wrażenie, że jesteś tak silnie skoncentrowana na życiu dzieci i męża, że gubisz gdzieś w tym siebie......żyjesz ich życiem.....zamiast martwić się, że syn ubrał dwie różne skarpetki, martw się: DLACZEGO MNIE TO MARTWI?
Bo to jest prawdziwy problem....

Mirakulum - 2010-01-07, 20:09

gogol napisał/a:
jeden z synów potrafi ubrać 2 różne skarpetki i jedzie na studia,jest mi z tym źle choc staram sie juz nie reagowac ,jednak to ciężkie.
:lol:

no , co ty Gabi czemu , żle , zaakceptuj . :lol:
moje dwie córki juz od roku , nosza dwie różne skarpetki - bo ich zastęp harcerski wprowadził taka tradycje . :mrgreen:
najpierw protestowałam , - ale w pewnym momencie - pomyslałam - co mi to szkodzi - co , może lnni ludzie ocenia mnie jako matkę ??/, może powiedza , że nie dopilnowała ???
BEZSENSU
czemu mam się bać oceny "świata" . co on wie, dlaczego cos sie dzieje ?

MYŚLĘ , ŻE TO PRAWDA UNIWERSALNA - CZEMU OCENIAMY I BOIMY SIĘ OCENY INNYCH - NIE WNIKAMY NAWET - DLACZEGO COŚ SIE DZIEJE , KTOŚ COŚ ROBI , LUB NIE .

Nie znamy powodów czyjegoś postępowania , często nawet własnego , a tak łatwo oceniamy i boimy sie oceny innych .

Danka 9 - 2010-01-07, 20:42

gogol, w Gdyni jest osrodek SPCH
wrzuc w wyszukiwarke, ja tez chdze do osrodka psychologow chrzescijanskich

gogol - 2010-01-08, 00:13

Satine
Odpowiem Ci od razu dlaczego mnie martwią 2 rózne skarpetki,myśle ,że to oczywiste.Jest mi wstyd za moje własne dziecko i nie wcale za to ,że czuje sie winna ,bo ja go tego nie nauczyłam .Nikt z nas go tego nie nauczył ,mysle ,ze żaden rodzic nie uczyłby swoje dzieci tekiej ekstrawagancji.
Nie będe tu z nikim polemizowała na ten temat dla mnie wygląd (chociaz jako taki ,przypominający człowieka) jest bardzo ważny i mam do tego prawo a co gorsza pewnie według was jak widze wielu dziwolągów chodzących po naszych ulicach to nie chce mi się żyć .Dziękuje wtedy Bogu ,że to nie moje dzieci.
A ,że to fakt iz zaczynam sie do tego przyzwyczajać to druga strona medalu.Może jakos to toleruje tylko dlatego ,że syn studiuje w środowisku ,gdzie nikt mnie nie zna,bo wtedy takiej porażki bym nie zniosła.Tak jest to dla mnie porażka i nie będe nawet się starała tego zmieniać.
A jeżeli chodzi o sprzatanie to nie jestem pedantem ,lecz normalnym człowiekiem ,ktory chce zyć w mieszkaniu ,ktore ma pomieszczenia podobne do pokoi a nie do CHLEWA i nie namawiajcie mnie do BRUDU bo to byłaby juz przesada.Co do ZROBIENIA ,TO NIE MAM JUZ nic,BO MI SIE NIE CHCE ,SZKODA MOJEGO CZASU I NERWÓW,WOLE ZAJĄC SIE CZYMŚ POŻYTECZNYM DLA MNIE ,CHOCIAŻBY SPACEREM LUB WIZYTĄ U KOLEŻANKI.Nie znaczy to jednak ,ze sie z tym pogodziłam,bo sie nie pogodze nigdy z brudem i dziwactwami takimi jak 2 skaretkiRÓŻNE.Tak naprawde czekam ,kiedy synowie sie usamodzielnia i wyprowadzą z domu ,wtedy będe miała wybór odwiedzić ich CHLEW CZY NIE ale to będzie moja decyzja tylko moja.
Mysle Satine,że jasno okresliłam moje stanowisko,które wogóle nie przeszkadza mi być normalna mama.
Pozdrawiam! :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

[ Dodano: 2010-01-08, 01:18 ]
Satine a co do odcięcia pępowiny to juz dawno sami ją odcieli i całkiem bezboleśnie.
Dla mnie każdy człowiek żyjący w jakies grupie społecznej powinien zachwywac jakieś zasady.Tak jest.Jeżeli jesteśmy bardzo inni to jesteśmy wyizolowani i nie powiesz ,że wowczas czujemy sie z tym dobrze.

kinga2 - 2010-01-08, 00:36

gogol napisał/a:
Nie będe tu z nikim polemizowała na ten temat dla mnie wygląd (chociaz jako taki ,przypominający człowieka) jest bardzo ważny i mam do tego prawo a co gorsza pewnie według was jak widze wielu dziwolągów chodzących po naszych ulicach to nie chce mi się żyć .Dziękuje wtedy Bogu ,że to nie moje dzieci


Witaj,
kobito, jak obejrzysz ten filmik to skarpetki rozpłyną się w niebycie nieistotności :-D :-D :-D
Pomyśl co ma powiedzieć jego matka:

http://wp.tv/i,Strefa-Fan...88092,klip.html

Nie przywiązuj się do drobiazgów. Omijaj takie stresy.

Satine - 2010-01-08, 02:46

gogol napisał/a:
Nie będe tu z nikim polemizowała na ten temat dla mnie wygląd (chociaz jako taki ,przypominający człowieka) jest bardzo ważny i mam do tego prawo


TWÓJ wygląd - tak!
Jak najbardziej........ Ale wygląd dorosłych synów powinien obchodzić tylko ich.....
Tak samo jak ich brudne pokoje......Po prostu pewien etap już minął.......... Widocznie tacy są...... Czy popełniłaś jakieś błędy wychowawcze, które skutkują tym, że nie chce im się sprzątać i są abnegatami w kwestii ubierania się, nie mnie oceniać......Jednak musisz zaakceptować fakt, że to dorosłe chłopy i nie zmienisz już ich......Łatwiej zmienić siebie i swoje zachowanie, swoje postrzeganie tych spraw......Jeśli bałaganią, to niech ponoszą finansowe koszty pani do sprzątania ich pokoi....Wiesz, nie obraź się, bo oczywiście pełnego obrazu nie mam, mogę sądzić tylko na podstawie tego, co piszesz.....Ale jawi mi się nieciekawy obraz.....Wcześniej wspomniałaś, że dzieci (studenci) mają pretensje do ojca, że zrezygnował z pracy, teraz jeszcze mają gdzieś prośby matki, aby posprzątali PO SOBIE.....no co by nie mówić, współczuję im przyszłym żonom...Bo to nie będzie tak, że po ślubie się zmienią na idealnych mężów.....Będą kopią swojego ojca, a przecież jego zachowanie, charakter tak Ci się nie podoba.....nie robiąc nic zatem W SWOIM ZAKRESIE powieliłaś pewien schemat rodzinny.......przekaz międzypokoleniowy nastąpił.....
Wiesz..... przypominam siebie....wychowywała mnie tylko mama, jeśli chciałam studiować, to musiałam sobie dorobić i nawet nie śmiałam powiedzieć, "mamo daj, bo to Twój obowiązek." w dzień chodziłam na zajęcia, a wieczorami i często nocami sklejałam chorągiewki, w weekendy sprzątałam klatki schodowe, dawałam korepetycje, pilnowałam dzieci.............Chwalić Boga na wszystko starczyło czasu i sił, byłam jednak postawiona przed ścianą......Dlatego nie dociera do mnie argument, że zdrowy dorosły chłop ma wymagać od ojca, aby ten łożył na niego, a on sam nie ma nawet na tyle chęci, aby sprzątnąć swój pokój.....Co dziwne, synów usprawiedliwiasz, męża za to samo potępiasz........Narzekasz na teściową, że tak wychowała syna, ale sama siebie usprawiedliwiasz, że popełniasz błędy wychowawcze, a jeśli ktoś Ci je wytknie, to się oburzasz i zarzekasz, że na pewno tego nie będziesz zmieniała.....No to nie zmieniaj.....To Twoje życie....
To tylko takie luźne uwagi, wnioski...Ale jak najbardziej widzę w Tobie normalną mamę, bo nie ma takich, które błędów wychowawczych nie popełniają. :) :) :) :) Ja też, Panie Boże prowadź!
Pozdrawiam!!

landis85 - 2010-01-08, 08:47

witajcie kochani!

Danusiu dzwonilam do psychoterapeutki diecezjalnej, ma dla mnie miejsce, przyjmuje w czwartki, jednak ja wczoraj mialam kolede, a ponad godzine mam dojazdu, wiec nie bylo mozliwosci zeby pojechac
a w nst czwarek mam wizyte u lekarza
no zawsze cos...
rece mi opadaja, zastanawiam sie czy nie zrezygnowac z lekarza, bo czuje ze musze z kims w cztery oczy porozmazwiac, mam tyle watpliwosci itp

wczoraj mielismy kolede, dalam krzyz meza do poswiecenia
a dzis maz mowi ze nie moze jechac na rekolekcje bo ma prace....
pominmy to ze jak jest zlot samochodowy to co weekend "jakos" nie ma pracy
a teraz na rekolekcje powiedzial ze nie
juz wczoraj jak mowilam ze trzeba zaplacic zaczal mowic ze mu nie pasuje
powiedzialam zeby przemyslal wieczorem, napisalam do niego prawie w nocy , wiem ze nie spal zeby pamietal
rano nic niw mowi, wiec pierwsza sie zapytalam, i odp "nie mam czasu" akurat w ten weekend co sa rekolekcje moj maz ma bardzo duzo pracy.... - tak wyszlo z jego odp
nie powiem ze jestem rozczarowana i smutna, rozwazam udzial samotnie w nich
ale czy to ma sens? zebym jechala tam sama, zwlaszcza pierwszy raz?
co myslicie?

mami - 2010-01-08, 09:04

Nałóg pytasz

Mami..piszesz do Gogol:
mami napisał/a:
ty możesz w końcu pozwolic mu dorosnąć... ale to trudne zadanie dla ciebie, i dla niego....
A czy nie masz wrażenia że to Gogol musi dorosnać??? Że może to Gogol powinna sobie pozwolić na dorośnięcie ??????na dojrzałość???



Odpowiedź masz w moim postach, jak choćby ten ostatni..
jak czytam takie opinie o facetach, o swoich mężąch, które same jeszcze utwierdzaja tych mężów w tej ich niedojrzałości to aż ciśnie sie na język...
gogol jesteś nadopiekuńcza, realizujesz swoje potrzeby matkowania mężowi... kochasz chorą miłościa, nie tylko mąż ma problem, ty także go masz, przerób swoje a wtedy wiele sie zmieni...
masz przekonania o mężu na które są składowa twoich mysli i emocji... \
dlatego to takie trudne zmiana przekonań a potem zachowań naszych... dziś wydają nam sie zasadne i własciwe, ale jak przerobisz swój problem uznasz jak bardzo sie myliłas w swoich przekonaniach co do słuszności działania takiego...


Zrozumienie zachowań swoich i innych osób, emocje z tym związane jest podstawą do wyjścia z problemów, szukamy wtedy rozwiązań, a nie winnego, nie mamy poczucia krzydy, zranienia, nie obwiniamy za tylko skutecznie się bronimy, jeśli te zachowania nas krzydzą…bierzemy odpowiedzialność za siebie i w ten sposób odgradzamy się od cierpienia,
tak jak rozumiejąc swój własny problem staramy się go rozwiązać, bo wiemy jak nasze przekonanie o słuszności swojego zachowania, może wpływac na inna osobe, może jest złe i należy cosz tym zrobic...
Poznając swoje braki życiowe, rozwiązujemy je, zmieniamy się i nasze wspólne życie staje się szczęśliwsze…
My często działamy bez zrozumienia jak sytuacje wpływają na nas, jesteśmy nieświadomi naszych reakcji. Bo nie jesteśmy w kontakcie z nimi.
Czyjeś zachowanie będące wynikiem naszych zachowań i na odwrót uruchamia myslenie… bodziec reakcja, jak jesteśmy świadomi siebie, to zadziałamy emocjonalnie, na poziomie niskich emocji, tych pierwotnych, jak złość, gniew, smutek,
szybko jednak je przewartościujemy… bo znając
przyczyny zachowań zracjonalizujemy naszą reakcje i poprawimy na właściwe myślenie, co za tym idzie przemienimy nasze emocje z tym związane, przez co będziemy szukac rozwiązania problemu, nie zaś w nim tkwić, czuć się winnym, czy też szukać winnego naszego złego samopoczucia…

Dlatego wciąż pisze zrozumienie siebie, innego jest podstawa do empatii… ona zas pozwala człowiekowi widzieć drugą osobe nie jako krzywdziciela, a siebie jako ofiare ale jako problem do rozwiązania…
Wszyscy mamy problemy, jakieś braki i obciążenia z przeszłości, należy się z nimi rozprawić, zmienić na prawidłowe zachowania, które nie będą dla innych powodem ich uruchamiania jego złych zachowań, jego reakcji


By do tego doszło, potrzebna jest terapia dwojga, dlatego ta droga nie jest jednotorowa, nie tylko Gogol ma problem…
Nie tylko … może to Gogol powinna sobie pozwolić na dorośnięcie ??????na dojrzałość???
bo sama zmiana Gogol tu nie pomoże…
może za to wpędzic ją w poczucie winy, w zachowania bierne, w zaniżenie samooceny i wartości człowieka..
Nie o wine chodzi, ale o rozwiązania, o zrozumienie problemu, który wpływa, że jestem kim jestem i tak się tez zachowuje…

Zmiana moich zachowań, ze zrozumieniem zachowań drugiego człowieka wpływa na nią, ale nadal nie rozwiązuje tego człowieka problemów,
to ten człowiek musi sam je przerobić i chcieć się zmieniac… nie trwać w nich… tylko wtedy można liczyć na sukces, na cud przemiany zimnego serca i rozkwit uczuć u partnerów….

Gogol powinna…tak zgadzam się
i wciąż pisze, Gogol powinna zmieniać swoje zachowania, ale najpierw musi zrozumieć swoje i męża zachowania, by wiedzieć co zmieniać w sobie…
ale z całym szacunkiem do ciebie nałóg,
jej zmiana niestety nie sprawi, że mąż Gogol przestanie mieć swoje problemy, nadal będzie miał swoje zaniżone poczucie wartości, bo jego problem nie rozwiąże zmiana Gogol, i jej praca nad soba, to tylko bodziec dla męża, zobaczenia siebie takim jaki jestem i przerobienia swoich braków…
mąż Gogol jak nie zmieni siebie to nadal będzie uciekał w samotność, by inni tego co sam o sobie sądzi nie widzieli, jedni uciekają w nałogi.. inni w samotnie… inni znajduja inne wyjścia poradzenia sobie z niechcianymi uczuciami…

Nałóg gdybys to tylko ty się zmienił, przestałeś pić, przerobiłeś swój problem a twoja rodzina nie… niestety nadal wasz związek, rodzina by nie funkcjonowała prawidłowo, lata twojego picią odbiła się piętnem na każdym z domowników… rujnując ich życie psychiczne, pewnie, że są to zmiany do odwrócenia, ale potrzeba terapii każdego, bo twoja zmiana nie wpłynie na przemiane zachowań dysfunkcyjnych jakie lata nałogu uruchomiły w żonie, dzieciach… oni tak samo musieli przejść terapie uwalniania się ze współuzaleznienia…by sukces w waszej rodzinie był pełny… wciąż o tym piszesz…
Terapie dla dwojga, jednak najpierw terapia indywidualna…




Mąż Gogol ma problem, jego tu nie ma, ale należy wskazac, co rujnuje związek i jak można go scalic…
Chorych zachowań nie jesteśmy w stanie stosować tylko do jednej osoby, bo to schemat działania wyuczony,
... pisze do Gogol o potrzebie zmiany zachowań i przekonań swoich, bo
Gogol kocha miłością opiekuńczą tak jak teściowa jest silną osobowością dla męża i taka też podobną do zachowań matki mąż sobie wybrał, za żonę...
pośród tysiąca kobiet właśnie ją znalazł, bo jej zachowania są mu znane i podobne do zachowań matki…bo tylko w taki sposób potrafi na dziś dzień bez przerobienia swojego problemu czuć się dobrze…
a Gogol szukała partnera, przy którym będzie mogła realizować swoją potrzebe kochania go w taki sposób w jaki jest jej znany z doświadczeń z dzieciństwa,
dbałość o porządek jest forma rekompensaty własnych braków, potrzeba spełnia bycia idealną bo tak naprawdę tylko w taki sposób potrafi też kochać… jak oddaje siebie całą komuś, jak mu służy i otacza opieką…

wszystkie te braki biorą się z dzieciństwa gdy musieliśmy zapracować na bycie kochaną, nie dlatego, że jestem, ale jakim jestem dzieckiem… nie pomimo samego bycia, ale jak spełnialiśmy oczekiwania rodzica, jak zasłużyliśmy na miłość, jak rodzić był zadowolony tylko tak spełniały się oczekiwania rodzica, był z nas zadowolony i nas nagradzał miłością...
jak byliśmy grzeczni, dobrymi uczniami, jak nie byliśmy leniwi, i utrzymywaliśmy porządek w pokoju, wtedy czekała nas nagroda w postaci pochwały i zadowolenia w oczach rodzica…
.. Spełniały się oczekiwania rodzica o dobrze wychowanym dziecku…
tylko siebie w tym trudno było zadowolić i spełniać swoje potrzeby…

z takim wzorcem kochania weszliśmy w swoje dorosłe życie, tak tez kochamy naszych partnerów, zadawalając ich, myślac, że na miłość trzeba zasłużyc, spełniając oczekiwania drugiej strony, poprzez pięknie wysprzątany dom, smaczne obiadki, i tego samego oczekujemy od partnera… pochwały za ten obiad, jak za dobra ocene w szkole, pochwały za pięknie urządzaony, posprzątany dom, jak za pokój wysprzątany w dzieciństwie, tego tez i wymagamy od partnera, by umieć mu dac miłość, musi na nią zapracowac, nie dlatego, że jest…ale dlatego, że coś robi, co nam sprawia przyjemność, co w nas budzi i zaspakaja tą potrezebe miłości… stąd nasze problemy...

dzisiejszą wiedzą pozwala już inaczej wychowywać dzieci świadomie stąd może przyszłe pokolenie naszych wnuków jak nasze dzieci przerabia nasze źle wzorce wychowania będą szczęśliwe w związkach...

... Dlatego te zrozumienie własnych zachowań sa tak ważne dla naszych przekonan,
ale to trudna droga nie tylko dla gogol ale i dla jej męża... Który bez własnego udziału w swoim procesie dojrzałości nie może się wyręczyć żoną, a żona nie może mieć świadomości, że jej zmiana zażegna kryzys...
Zmiana gogol niestety nie zazegna ich kryzysu, i o tym pisze Gogol, … bo problem ma nie tylko o żona ale oboje...
by była gra potrzeba dwojga, tak samo tutaj nie było by takich zachowań gogol i męża gdyby druga strona nie miała przeciwstawnych braków wszystko się zazebia, by/każdy mógł realizować swoje zachowania

nałóg - 2010-01-08, 09:55

Mami,moje pytanie o Gogol było raczej retoryczne.Odpowiedż jest raczej jasna.
Wiesz Mami???jednak nie zgadzam sie z Twoim widzeniem o konieczności zmian wyrażonym w tym fragmencie:

mami napisał/a:
e z całym szacunkiem do ciebie nałóg,
jej zmiana niestety nie sprawi, że mąż Gogol przestanie mieć swoje problemy, nadal będzie miał swoje zaniżone poczucie wartości, bo jego problem nie rozwiąże zmiana Gogol, i jej praca nad soba, to tylko bodziec dla męża, zobaczenia siebie takim jaki jestem i przerobienia swoich braków…


Czytając to co piszesz odnoszę wrażenie(a co z tymi co mają znacznie bardziej zaburzone widzenie?) że zakamuflowałaś pewien warunek odnoszący sie do zmian............. uwarunkowanie zmian własnych od tego czy partner tez podejmie wysiłek by pracować nad sobą.
A jak partner nie zechce podjąć wysiłku ?nie zechce pracować nad sobą??? bo mu tak dobrze????
To co? ta druga strona ma też nic nie robić? a może warto( a napewno warto) zmieniać siebie dla własnego poprawienia samopoczucia,dla własnej drogi ku świętości?

Gogol z tego tekstu może bardzo łatwo zracjonalizować swoje zachowania.
Jest jej żłe ,ale to maz nie chce nic robic.
Koniec.Kropka.
I dalsze użalanie się,obwinianie męża................. bo ona chce tylko on nie chce.

Ja mam inna filozofie zmian,potrzebe zmian.

Ja zminiając siebie mam szansę na inne spojrzenie na żonę,dzieci,otoczenie.
Moje zmiany zawsze oddziaływują najpierw na mnie ale bezwiednie ,mimowolnie oddziaływuja tez na moje otoczenie.
Nawet wtedy gdy ono nie podejmuje świadomie pracy nad zmianami siebie.
Bo to jest jak efekt fali od wrzuconego kamienia do wody.Kręgi rozchodzą się na wszystkie strony i dotykają ,poruszają wodę a to co na wodzie.

Piszesz:
mami napisał/a:
Zmiana gogol niestety nie zazegna ich kryzysu, i o tym pisze Gogol, … bo problem ma nie tylko o żona ale oboje...


Ale ta zmiana w Gogol daje szansę Gogol na inne spojrzenie na kryzys,na jej w nim udział,na jej wpływ na kryzys.
Najcześciej wystarczy tylko wychamowanie destrukcyjnych zachowań tej strony bardziejświadomej by zatrzymać( oczywiście w czasie) eskalację kryzysu,a potem jego odwrotny proces naprawy.
Nie robiąc nic Gogol nie ma szansy na przesunięcie kryzysu(permanętnego w małżeństwie)w inna ćwiartkę na osi współrzędnych.

Piszesz dalej :
mami napisał/a:
Nałóg gdybys to tylko ty się zmienił, przestałeś pić, przerobiłeś swój problem a twoja rodzina nie… niestety nadal wasz związek, rodzina by nie funkcjonowała prawidłowo, lata twojego picią odbiła się piętnem na każdym z domowników…


Mami,ale ten proces u mnie,u nas w rodzinie zaczął się od mojego dna i mojego
zakrecenia butelki(na początku).Gdyby nie było tego kroku(pomijam silą rzeczy okoliczności które skłoniły mnie do zakręcenia) nie było by zmian.
Ktoś je musiał zapoczątkować.
Moja rodzina nie była na terapi,ja tez nie byłem na terapi.Ja jestem trzeżwym dzieki AA i innym ludziom z AA.
Moja żona miewała do mnie czasami żal ,że poświcam czas na mityngi zamiast spędzić czas z rodzina czy z nią.
Nawet dziś czasami - w żartach - też miewa..................... mimo ewidetnych korzyści.
Ale tak ma być.
Ja chcać żyć chcę pracować nad swoją chorobą(tak jak z nadciśnieniem)alkoholową i chodże na mityngi,czytam lektury,pomagam sobie i innym ............ pracuję nad swoim rozwojem duchowym.
Bez oczekiwania na aplauz ze strony żony czy rodziny,otoczenia

Moje zmiany siła rzeczy wpływają na rodzinę i otoczenie.................. czy oni chcą czy nie chcą

Pogody Ducha

mami - 2010-01-08, 10:30

nałóg napisał/a:
Najcześciej wystarczy tylko wychamowanie destrukcyjnych zachowań tej strony bardziejświadomej by zatrzymać( oczywiście w czasie) eskalację kryzysu,a potem jego odwrotny proces naprawy.



najczęsciej... jak zachowania nasze w stosunku do drugiej strony są złe, to ich zmiana jest w stanie jak piszesz uruchomić proces naprawy... ale w tym wypadku nie chodzi tylko o zachowania gogol, ale o złe doświadczenia i złe wzorce wychowawcze, które bez przerobienia z każdej ze stron nie zdziałają cudu....

nałóg napisał/a:
Mami,ale ten proces u mnie,u nas w rodzinie zaczął się od mojego dna i mojego
zakrecenia butelki(na początku).Gdyby nie było tego kroku(pomijam silą rzeczy okoliczności które skłoniły mnie do zakręcenia) nie było by zmian.
Ktoś je musiał zapoczątkować.
Moja rodzina nie była na terapi,ja tez nie byłem na terapi.Ja jestem trzeżwym dzieki AA i innym ludziom z AA.
Moja żona miewała do mnie czasami żal ,że poświcam czas na mityngi zamiast spędzić czas z rodzina czy z nią.
Nawet dziś czasami - w żartach - też miewa..................... mimo ewidetnych korzyści.
Ale tak ma być.
Ja chcać żyć chcę pracować nad swoją chorobą(tak jak z nadciśnieniem)alkoholową i chodże na mityngi,czytam lektury,pomagam sobie i innym ............ pracuję nad swoim rozwo


nałóg swoje możesz przerobić... swoją prace, ale jak rodzina, żona, dzieci, nie przerobią swoich problemó związanych z tym to niestety ty twoją dziś poprawą, pracą mad soba, możesz dać im to poczucie bezpieczeństwa, jednak to co zostało juz zepsute przesżŁością nie naprawi sie samo... nie mówie w twoim konkretnym przypadku... bo nie moge nic powiedziec nie znajac faktów... mniemam jednak iż na pewno to odbiło sie na ich psychice, jak piszesz żona w żartach coś mówi... a to dowód, iż jakaś część jej problemów z twoim piciem nie jest rozwiązana, choć nauczyła sie z tym dziś zyc... bo dziś dajesz jej to poczucie bezpieczeństwa...
i zonie łątwiej, jak sam wiesz bo jestes expertem, dzieci są inne, ich psychika wymaga tego w okresie kiedy sa małe, i jeśli takie potrzeby sa nie zagwarantowane, to dzieci takie mają problemy, i dopiero jak je przerobią, jako dorosłe dzieci DDA dopiero zyją normalnie...


twoje zmiany wpływaja na zmiany innych, ale nie załatwiają ich problemów, bo to ich problemy, z którymi ty nie masz kontaktu emocjonalnego, ty nawet możesz sobie nie zdawac sprawy... zreszta dzieci tez,często dopiero w procesie terapeutycznym wychodza pewne rzeczy wyparte przez świadomość, a to dzieci najczęsciej wypierająze świadomości przykre zdarzenia, by móc funkcjonować, dorosły, radzi sobie z nimi lepiej...

dopowiem tylko
nałóg napisał/a:
A jak partner nie zechce podjąć wysiłku ?nie zechce pracować nad sobą??? bo mu tak dobrze????
To co? ta druga strona ma też nic nie robić? a może warto( a napewno warto) zmieniać siebie dla własnego poprawienia samopoczucia,dla własnej drogi ku świętości?


to jak pisałam tez w poście ...Zrozumienie zachowań swoich i innych osób, emocje z tym związane jest podstawą do wyjścia z problemów, szukamy wtedy rozwiązań, a nie winnego, nie mamy poczucia krzydy, zranienia, nie obwiniamy za tylko skutecznie się bronimy, jeśli te zachowania nas krzydzą…bierzemy odpowiedzialność za siebie i w ten sposób odgradzamy się od cierpienia, ...
ja muszę umieć sie bronic przed krzywda, nie trwać w niej, to mój obowiązek chronienia siebie, dzieci, by nie dochodziło poprzez trwanie w dysfunkcji właśnie do cierpienia niewinnych osób,

[ Dodano: 2010-01-08, 10:34 ]
Gogol tak to właśnie działa… uruchamiasz poczucie wstydu, za dzieci… bo tylko jak spełniają twoje oczekiwania o dobrym wychowaniu czujesz się dobrze i spełniona, jako matka, jak nie czujesz opini innych, ich krytyki, bo zle wychowałaś dzieci, bo inni mogliby ci zarzucić że wychowałaś dzieci na leni, brudasów… wstydzisz się tego, więc starasz się za nie to robić, wciąż upominasz dorosłe już osoby, by zapewniały cie i dawały ci ten komfort bycia idealną matką, która idealnie wychowała dzieci… nie ma takich rodziców, a poprzez takie myślenie robisz za nich to, nie pozwalasz im samym poczuć wstydu, za skarpety nie do pary, za swoje zachowania, w przyszłości będą tego samego wymagac od innych, by za nich czuli wstyd, oni są niewinni, za nich należy to zrobic….
A prawda jest taka… że tylko w taki sposób mogą nauczyć się samodzielności… oni się opinią o sobie nie przejmuja, ty nie musisz brac odpowiedzialności za to. Pozwól im być tym kim są i doświadczac bycia soba, ze wszystkimi tego emocjami jak te z poczucia wstydu, bo postępują zle…ale do tego należy im dać prawo…ono jednak koliduje z twoim poczuciem bycia ta idealną matką, to zabrania tobie im dorosnąć…. Ty w taki sposób czujesz się kochaną, akceptowaną, bo spełniasz wymagania innych, inni cie nie skrytykują, ja jak są daleko, i inni cie nie znają wtedy się nie martwisz, twoja opinia o matce cie nie sięgnie, dlatego piszesz …. Może jakos to toleruje tylko dlatego ,że syn studiuje w środowisku ,gdzie nikt mnie nie zna,bo wtedy takiej porażki bym nie zniosła.Tak jest to dla mnie porażka i nie będe nawet się starała tego zmieniać. …

Opinia o sobie, innych, jest dla ciebie podstawą, bo inaczej ktoś mógłby zobaczyć cie nieidealną, za jaką chcesz uchodzić, myślisz, że jak każdego zadowolisz, każdy będzie miał o tobie dobre zdanie będziesz czułą się akceptowana, twoja potrzeba bycia kochana taką jaka jesteś się spełni… i dlatego wciąż starasz się za wszystkich spełniac obowiązki, to twój problem pokachac siebie taką jaka jesteś naprawde, bez poczucia wstydu… bez zapracowania na te uczucia, godzenia się tym kim jestem, kocham siebie pomimo swoich wad, każdy je ma… ma też i zalety każdy…

Synowie… twój proces wychowawczy się już skończył… lub dobiega końca… teraz tylko możesz pomagać dziecku, jak cie poprosi, ale nie wciąż za niego życ, robić, czy tez wpędzać w poczucie wstydu by czegoś nie robił… pozwól mu na te uczucia samemu zapracować, tak by mógł się stać dorosłym odpowiedzialnym za siebie człowiekiem… a przez to dumnym, z bycia mężczyzna… umiejącym samemu radzić sobie, bez patrzenia na opinie ludzi… bo ile ludzi tyle opinii, nie ma idealnego rodzica… dziecko nie potrzebuje idealnych rodziców, bo tacy po prostu nie istnieją… a jedynie sprawiają w dziecku poczucie bycia idealnym…

staramy sie dawać nieskazitelny przykład bo to nasza potrzeba,
Na wszystko znać odpowiedz ,być wzorem do naśladowania.
Prawda jest taka ,ze kiedy rodzic chce być idealny to dziecko czuje sie w duzym dyskomforcie ,ze nie dorasta mu do pięt.. czuje się gorszym od rodzica, mniej zaradnym…
a kiedy takie dziecko doświadcza problemów wtedy co robi?

odwołuje sie do autorytetów i najczęściej mysli tak ;
-No mojemu ojcu , matce to by sie nie przytrafiło.
Dlatego ucieka pod skrzydła matki, by ta mu pomogła w rozwiązaniu… matka zamiast wesprzeć dziecko, robi za niego nie pozwalając tym samym mu doświadczyc samemu że dziecko potrafi samo sobie pomóc, nawet jak się spaży, a serce matki będzie boleć, to w przyszłości więcej tego nie zrobi, bo lekcja została należycie przerobiona, w przeciwnym wypadku mamy stare, dorosłe dzieci uciekające wciąż do rodziców, proszące o pomoc, i tych rodziców zmęczonych życiem, ta rolą, ale wiecznie pomagających…..
Mamy jeszcze w tym układzie osobe trzecie, które weszły w ten układ, u które walcza o dojrzałość partnera, z róznym skutkiem wlaśnie...

landis85 - 2010-01-08, 10:35

u nas jednak mala zmiania :)
jedziemy
jupiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii

moze to co zrobilam nie zasluguje na oklaski
po tym jak maz napisal ze nie ma czasu, bo praca
ja odp mu ze mnie rozczarowal, ze wczesniej mowil co innego, ze dla nas osob ktorych malzenstwo wisi na wlosku powinnismy wykorzystac kazda okazje do odbudowy (znowu czulam sie jakby to tylko mi zalezalo i zmuszam meza :-/ ) ze jestem ciekawa czy jak przyjdzie zlot albo wyjazd strojenia samochodu do Warszawy (wtedy wyjezdza na 2 dni i to w srodku tyg i od razu nie ma pracy w tych dniach :shock: :-? ) to czy bedzie potrafil powiedziec sobie-nie jade, mam prace

odp po pol godz
olac prace, mozemy jechac,buzka


:) :mrgreen:

Danka 9 - 2010-01-08, 10:42

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
gogol - 2010-01-08, 15:23

Mami!
Bardzo dużo prawdy zawarłas w Twoim poście.
Gogol powinna…tak zgadzam się
i wciąż pisze, Gogol powinna zmieniać swoje zachowania, ale najpierw musi zrozumieć swoje i męża zachowania, by wiedzieć co zmieniać w sobie…
ale z całym szacunkiem do ciebie nałóg,
jej zmiana niestety nie sprawi, że mąż Gogol przestanie mieć swoje problemy, nadal będzie miał swoje zaniżone poczucie wartości, bo jego problem nie rozwiąże zmiana Gogol, i jej praca nad soba, to tylko bodziec dla męża, zobaczenia siebie takim jaki jestem i przerobienia swoich braków…
mąż Gogol jak nie zmieni siebie to nadal będzie uciekał w samotność, by inni tego co sam o sobie sądzi nie widzieli, jedni uciekają w nałogi.. inni w samotnie… inni znajduja inne wyjścia poradzenia sobie z niechcianymi uczuciami…



Widzisz Mami zgadzam sie ,że pewnie nadszedł czas na duże zmiany na pomyśleniu o sobie ,ja tez tak czuje bo jest mi źle bo nie jestem soba,ale poczucie i szukanie sytuacji aby byc kochana i akceptowaną w moim przypadku nie wywodzi sie z dzieciństwa.Moi rodzice kochali mie taka jaką byłam ,nie stawiali mi warunków typu"jak to to to".Nie ja właśnie zaczełam byc niedoceniona niekochana odrzucona jak zamieszkałam u teściów ,pisałm juz kiedys o tym ,iz w domu męża teściowa też nie byla akceptowana przez swojego męża ona zawsze byla ta głupsza,ta do kuchni.
Mami fakt to nieazprzeczalny iż trzeba szukac przyczyny swojego zachowania i ja to robie ciągle.Czytam analizuje ,czasem ide do psychologa (ale nie trafilam na dobrego ,który według mnie miałby jakąś poważna wiedzę)a wygadac mogę sie przyjaciółce.Zastanawiałam sie też nad moim dzieciństwem.powiem ,ci ,że kiedyś ktoś mi powiedział odnośnie mojej postawy nieufności,że musiałam zostac przez kogoś bardzo emocjonalnie skrzywdzona .Zaczęła analizowac swoje dzieciństwo ale nic takiego nie pamiętam.Widzisz Mami ja naprawdę pracuje nad sobą dużo wiem ,rozumie ale dużo jeszcze przede mną .Ciężko jest też pracowac bez wsparcia ,czuje ,że tego potrzebuję.
mami napisał/a:
a Gogol szukała partnera, przy którym będzie mogła realizować swoją potrzebe kochania go w taki sposób w jaki jest jej znany z doświadczeń z dzieciństwa,
dbałość o porządek jest forma rekompensaty własnych braków, potrzeba spełnia bycia idealną bo tak naprawdę tylko w taki sposób potrafi też kochać… jak oddaje siebie całą komuś, jak mu służy i otacza opieką…



Mami to chyba myśle ,że ze mna nie tak ,zawsze szukałam partnera silnego,mężczyzne na którym mogłabym sie oprzec ,czuć sie bezpieczna.Sama nie wiem dlaczego tak sie stało ,że wybrałam wiecznie małego chłopca,
Przez pierwsze lata małżeństwa może mnie to bawiło ,że rzeczywiście w domu rządziłam ja.Niestety szybko przestało mi sie to podobac ,kiedy cały dom był na mojej głowie i jeszcze nie czułam sie doceniona.Wówczas zaczęłam od męża wymagać i tu zaczęły sie problemy,sytuacja przy teścisch nie pozwalała mi na egzekwowanie tego o co męża prosiłam ,bo albo robiono to za niego albo mnie obwiniano ,że chce z niego zrobic pantoflarza.Myśle więc ,że w tamtym okresie ,kiedy dzieci były małe poddałam sie nie widząc żadnej lepszej perspektywy.Cały czas pracowałam,praca dawała mi satysfakcje,potem zajmowałam się maluchami.Dzis ,kiedy dzieci już nas nie potrzebują to ten brak wspólnych zainetesowań i chorej komuniacji wyszedł bo inaczej byc nie mogło.


mami napisał/a:
Dlatego te zrozumienie własnych zachowań sa tak ważne dla naszych przekonan,
ale to trudna droga nie tylko dla gogol ale i dla jej męża... Który bez własnego udziału w swoim procesie dojrzałości nie może się wyręczyć żoną, a żona nie może mieć świadomości, że jej zmiana zażegna kryzys...
Zmiana gogol niestety nie zazegna ich kryzysu, i o tym pisze Gogol, … bo problem ma nie tylko o żona ale oboje...


Mami zgadzam sie z tym 100% i tu bolało mnie przez wiele lat to ,że mąż problemu nie widział.Jeździł ze mna na rekolekcje(jak po latach przyznał) abym to ja sie zmieniła bo on nic nie musi robic.Tylko nie mówcie mi ,że to normalne.

wstydzisz się tego, więc starasz się za nie to robić, wciąż upominasz dorosłe już osoby, by zapewniały cie i dawały ci ten komfort bycia idealną matką, która idealnie wychowała dzieci… nie ma takich rodziców, a poprzez takie myślenie robisz za nich to, nie pozwalasz im samym poczuć wstydu, za skarpety nie do pary, za swoje zachowania, w przyszłości będą tego samego wymagac od innych, by za nich czuli wstyd, oni są niewinni, za nich należy to zrobic….


Mami to jednak według mnie nie tak,ja nic już za nich nie robie od dawna.Nie podnosze żadnej skarpetki ,żadnego śmiecia w ich pokoju,sama stweirdziłam,że to nie ma sensu.
Wkurza mnie to ,że kiedy przychodżą koledzy to pod nasza nieobecność siedza w naszych pokojach.
Ja jednak stanowczo wypraszam całe towarzystwo do ich pseudo pokoju.Wtedy jest obraza majestatu i jestem najgorsza mama .Ja naprawde mama juz gdzies czy z tych względów oni będą źli.Słysze czasem wiele przykrych słów pod moim adresem ,że inne mamy na wszystko pozwalają no trudno u mnie nie ma samowolki ,a jest mimo waszych opini pewna odpowiedzialność za swoje czyny.

Mami ,ja nigdy nie chciałam byc idealna mama bo myśle ,że takich nie ma ,moje dzieci nie musiały zasłużyc aby je przytulic i powiedziec ,że je kocham.Robie to do dzis a oni mimo ,że czasami się na mnie wkurzają to tez mi mówia ,że mnie kochaja.Znowu powiedziecie,że to mój problem ale to fakt,mój bo mnie to ,boli bo synowie od bardzo dawana nie słyszeli od ojca ,że ich kocha.

Mami ,mąż zgodził sie na terapię ,czyli jest nadzieja,że jemu samemu jest z tym źle .Widzi chyba ,że cos jest nie tak i można cos z tym zrobić.Dla mnie to juz cos ,od tego zaczyna sie prostowanie drogi.Dziekuje Mami za wypowiedź,bardzo dla mnie cenną choć nie do końca ze wszystkim sie zgadzam.Z czasem licze na więcej.
Pozdrawiam.

[ Dodano: 2010-01-08, 16:36 ]
Nałóg!

Gogol z tego tekstu może bardzo łatwo zracjonalizować swoje zachowania.
Jest jej żłe ,ale to maz nie chce nic robic.
Koniec.Kropka.
I dalsze użalanie się,obwinianie męża................. bo ona chce tylko on nie chce.



Nałóg według Ciebie ja nic nie robie ,widzisz ja uważam zupełnie inaczej,ale nie będe nic wypisywac bo Ty od razu zarzucisz mi ,ze to tylko moje odczucie.Z niektórych postów sam powinieneś zauważyc co ja juz zrobiłam i to dobzrze.A czy to nazwiesz użalaniem czy nie to mnie wsjo ryba,MAŻ NIC NIE ROBIŁ,BO TAK UWAŻAŁ ,ŻE NIC ROBIC NIE MUSI-TO Nałóg fakt!!!!

Nałóg ja pracuje nad soba cały czas ,może czasami nieudolnie ale chyba mam prwo do chwil słabości ,kiedy patrzysz na tych ,którzy powinni cie wspierac a oni maja to gdzieś,to siła rzeczy cos sie w tobie zgotuje.Takie życie.
Ja dla siebie robie wiele i bardzo sie cieszę ,że chce o siebie zadbac ale wiem napewno Nałóg ,że to nie zmieni stosunku męża do mnie .Przerabiałam to wiele razy to musi teraz byc cos innego,jeszcze nie wiem co. :shock:
Licze może za bardzo na te terapie,bo jak juz pisałam do Mami to cos dobrego dzieje sie w mężu ,że sam to dostrzegł iż może nam ktos pomóc.
pozdrawiam.

nałóg - 2010-01-08, 16:09

Gabrielo............. ja akurat widze ,że Tobie sie chce chcieć,że szukasz ściezki ,metody,drogi dla pracy nad sobą i ze sobą.
To jest bezsporne.

Jednak widzę też to czego Ty pewnie nie widzisz,czego nie możesz jeszcze zobaczyć ................
Ja zauważam Twoją (ale tak mają prawie wszyscy na poczatku drogi-ja też tak miałem przez chwilę) skłonność do uzależniania swoich zmian od tego czy otoczenie-w Twoim przypadku mąż- podejmie porównywalny wysiłek w tym samym kierunku,od zauważenia tego co usiłujesz robić,od pochwały,od aplauzu.

A tak wcale nie musi być.
Oczywiście ,ż enajlepiej byłoby gdyby małżonkowie szli w parze........jak dwa konie w zaprzęgu........ale to jest prawie że niemożliwe.

Każdy człowiek ma swoją drogę.
Mąż swoją.Ty swoją .

I możesz sie złościć na ,mnie..............za ten palec w oku,za wytykanie Ci tego.
Bo ja już wiem że takie oczekiwania prowadzą do jeszcze większej frustracji i nawrotów kryzysu.

W całym tym procesie wychodzenia z ostrego konfliktu,z kryzysu,prostowania ścieżek małżeńskich potrzebna jest KONSEKWENCJA i nawet upór trwania na tej obranej drodze zmian.............mimo wszystko,mimo kłód pod nogami ze strony otoczenia.
Bo tu włącza się "kusy" ze swoimi sztuczkami.
Brak widocznej akceptacji,brak widocznych szybkich zmian w relacjach wywołuje frustrację i ciągoty do obwiniania tego drugiego.

Jasno przekazany komunikat męzowi:
-słuchaj........... ja podejmuje pracę nad sobą bo jest mi zle tak dalej życ.
-proponuję Ci współpracę i wspólny wysiłek aby poprawić komunikację
-masz wolną wole i jak nie zgodzisz sie na ten wysiłek to ja idę tą drogą sama
-w konsekwencji zaczynam stawiać granice sobie i tobie oraz ich przestrzegać
- może to być dla ciebie przykre.....ale i dla mnie
-masz prawo odmówić i zostać na starym miejscu,ale ja ide dalej aby uzyskać stan pogody ducha

Jasny komunikat i czas do namysłu.
Pewnie ,facet może powiedzeć :a mnie jest dobrze i jak chcesz to rób sobie sama.
Ale gwaratuję Ci ,że bedzie Ciebie obserwował................ jak Ty bedziesz zmieniać postae wobec niego,wobec siebie,jak zobaczy coraz więcej spokoju,coraz więcej pogody ducha u Ciebie to masz szansę że przyjdzie i powie,zapyta:
MOGE DOŁACZYĆ????

Gabrielo,moje pisanie ma celu pokazanie i pomoc w uzmysłowieniu Ty-sobie ,zę mąż jest wolnym człowiekiem-choć pewnie nie wolnym od dysfuncji.
I mając wolną wole może,ale nie musi isć Twoją drogą.............choć jest Twoim mężem.
Bo mimo ,że stanowicie jedno ciało poprzez związek sakramentalny,to jednak jesteście dwoma odrebnymi osobami które tylko-albo aż- w jakieś cześci sa tożsame.

Pogody Ducha ..............i kłóć sie,szukaj,targuj ,broń swoich racji ale i bąz otwarta

gogol - 2010-01-08, 20:01

Dziekuję Nałóg!
dziekuje za podpowiedzi jasnych komunikatów napewno w odpowiednim czasie wykorzystam.Fajnie ,że zauważyłeś,[b]że mnie sie chce chcieć[/b].Nie ma dnia abym choc przez godzine nie szukała czytała a przede wszystkim nie myślała wraz z modlitwa nad poprawa relacji,przeciez robie to dla mnie/nas.Coraz częściej wierzę ,że sie uda ,że jest to ten czas./coś mi to mówi.

landis85 - 2010-01-11, 22:01

hej!
chcialam tylko napisac ze tesknieeeeeeee :roll:
tak po ludzku brakuje mi meza :-(
brakuje mi tych dawnych czasow, wieczorow razem(przed wyprowadzka bylo ich juz malo)
nie wiem kiedy maz wroci, nie pytalam sie nigdy o to
tesknie za przytuleniem, za spaniem razem (nie chodzi tylko o sex-chociaz tego tez juz pare mies brakuje)
chcialabym zeby maz pierwszy powiedzial cos odnosnie "nas"
czy zaluje? czy chce przeprosic? czy chce wrocic?
straram sie nie myslec o tym zbyt czesto, ale czasami zastanawia mnie to...
w lutym minie rok odkad sie to wszystko zaczelo, odkad zakochal sie w pierwszej z trzech innych kobiet

wiem ze cofanie i rozpamietywanie nie jest dobre, wiem po sobie, jeden samotny wieczor spedzony na mysleniu co zrobil mi maz i caly tydzien chodze nieprzyjemna, gotowa machnac reka na nasze malzenstwo
ale tak bardzo brakuje mi jakiejs rozmowy dotyczacej NAS, potrzebuje uslyszec ze zaluje, ze wiecej tego nie zrobi,ze chce zaczac naprawiac nasze malzenstwo zeby moc zapomniec o tym co bylo i zaczac zyc dniem terazniejszym


jestesmy zapisani juz na rekolekcje :)

Danka 9 - 2010-01-13, 11:47

landis pozdrawiam :-D
landis85 - 2010-01-17, 18:37

witajcie po rekolekcjach :)
wlasnie wrocilismy z mezem :)
napisze troche jak bylo:
Otoz chyba nic lepszego nie moglo nas spotkac, mieliscie racje zeby nie zastanawiac sie tylko jechac
1 dzien byl okropny, maz na kazdym kroku powtarzal ze jedzie tylko dla mnie, bo ja chcialam, ze bedzie nudno, do kosciola z gory mowi ze nie pojdzie, zadnych kazan sluchac nie ma zamiaru itp itd
mialam juz chwile zwatpienia i chcialam mu powiedziec pare rzeczy, ale nie powiedzialam
w 1 dniu musielismy napisac list milosny...
mysle o zgrozo, teraz sie rozloze przy wszystkich, bo wiedzialam ze maz zadnego milosnego listu nie napisze, a jak napisze to napewno nie o uczuciach-bo twierdzi ze takich do mnie nie czuje itp
no ale ja pisalam, otworzylam sie przed nim, tak jakbym rozlozyla wszystkie karty ktore ukrywalam przed nim, czulam sie troche "dziwnie", bo pokazalam mezowi jak bardzo go kocham i jak bardzo mi na nim zalezy, zastrzeglam w liscie ze nie bede zla i smutna jezeli maz nie wyzna mi ze mnie kocha
i tak bylo
wymienilisny sie listami, maz plakal, ja czytalam i plakalam
maz napisaldlugi list, co wzbudzilo :shock:
troche smutno bylo czytac milosc? czym jest milosc? jezeli jest to (tu wypisal typowe motylki w brzuchu ktore towarzysza pierwszym momentom zakochania)
uswiadomilam sobie ze moj maz nadal milosc myli z euforia, zakochaniem, ktore jest na pcozatku znajomosci
stwierdzil ze u niego to przeminelo (ciezko zeby stan zakochania , euforii trwal ponad 8 lat :-/ )
ale napisal ze jest zlym mezem, ze wszystko psuje, ze szuka szczescia tam gdzie nie ttzeba, ze najwieksze ma w domu itp
i ogolnie bardzo piekny list taki z serca
oboje plakalismy w pokoju
pozniej byla modlitwa, obiad i dalej cwiczenia, pisanie listu
dzis o 7 30 bylismy oboje w kosciele, maz poszedl bez stekniecia (cud, w kosciele nie byl juz ok roku)
na koniec jeden pan zaczal dziekowac prowadzacym (bylo w sumie 5 par tylko) ze duzo zrozumial, ze wie jakie popelnial bledy itp
i tak slucham a za chwile moj maz mowi ze on tez dziekuje ze mogl tutaj byc, ze bardzo to mu pomoglo, ze takich listow i tyle (zapisal w sumie ok 8 kartek) nigdy nie napisal, myslalam ze spadne z krzesla, ale zachowalam zimna krew i tez dolaczylam sie i rowniez podziekowalam i pochwalilam meza
maz wyrazil chec jeszcze kiedys udzialu (np przyszly rok)

ogolnie z tych rekolekcji dowiedzialam sie ze:
maz wie ze robi zle, ze mnie krzywdzi, ze odszedl od Boga, ale narazie nie jest gotowy zeby wrocic do rodziny (jego slowa z listu)
najbardziej zaskoczylo mnie wyznanie, napisal ze wie ze zbacza z drogi, ale nie zaluje ze nie idzie prosto.
pisal ze przemysli wszystko, ze jak bedzie gotowy to padnie i mnie przeprosi i bedzie blagal o powrot, ale narazie to nie jest ta chwila
co do Boga to odnioslam wrazenie ze odejscie od boga mu nie przeszkadza :( ale w rozmowie na koniec mialam wrazenie ze chce wrocic do Niego, bylismy w kosciele, wszystko bardzo przezywal, plakal czesto itp
dostalismy obraz matki Lichenskiej z tylu jest zawierzenie rodziny pod opieke matki

a ja czasami czuje sie jak taka rezerwa, na wypadek jak mu sie nie uda z innymi i wyczerpia sie kolezanki to wtedy ewentualnie powrot do domu, do zony ktora wiadomo ze czeka.
wiem ze to zle mysli. czasami chcialabym dac mu nauczke, tak zeby nie czul sie tak pewnie , ze zawsze bede czekac, chce zeby sie postaral, zeby dobrze ubieral sie i zelowal takze dla mnie a nie na spotkania z kolezaneczkami, wiem jestem pyszna, ale jestem tez kobieta i naprawde ciezko mi czasami z tymi myslami.

dziekuje ze moglam sie wygadac, pozdrawiam!

nałóg - 2010-01-17, 19:09

Landis........... pierwszy krok zrobiony.......najważniejszy jest ten pierwszy krok.
Teraz spokojnie i wyważenie dalej.
Co powiesz o terapi małżeńskiej?
A pro po listu miłosnego............. ja go pisałem po 27 latach małżeństwa.
Mam nadzieję że prowadzący zaprosili was na "poprawkę" za 3 misiące?????? A jak nie to już dziś poszukaj miejsca by te "poprawkę" zrobić.Ja służe w okolicach W-wy sprawdzonymi adresami .........
I to jest własnei to.....................tej BABIE-Landis chciało sie chcieć,chciało sie uznać soją bezsilnośc wobec poczynan męza i nie kończyć użalaniem sie nad sobą,tkiwniem w poczyciu krzywdy tylko uznała swoją bezsilnośc wobec tego co już do tej pory sie wydarzyło w jej małżństwie ......................... i "zaradnie" zabukowałą termin rekolekcji polecają wynik(efekt) swojego wysiłku i pracy Bogu.
A Ten zadziałał................ ale to dopiero kroczek Landis................

A podziękowałaś SZEFOWI??????????

Dbaj o siebie,dbaj o granice,swoje i ......męża,stawiaj je sobie i mężowi.......wyjmij watę z uszu i włóż do ust............... jasno komunikuj potrzeby i słuchj tego co mówi mąż.
Landis .................i lktury męzowi i Tobie............... teraz .......na gorąco............. gdy jeszcze wszystko takie elastyczne.
Napisz co masz w swojej biblioteczce o komunikacji małżenskiej............ a forumowicze doradzą,zasugerują co jeszczse by Ci /Wam sie przydało.

Pogody Ducha

PS. Bardzo się cieszę i pogratuluj w moim imieniu męzowi.
Acha............ i jeszcze jedno bardzo ważne............. wiesz???dobrze jest mieć przy sobie "popaprańca" świadomego swego popaprania.
A i Ty o swoim "popapraniu" nie zapominaj.................

landis85 - 2010-01-17, 20:09

dzieki nialog!
z ksiazek, hmm mam pare o kryzysie grzybowskiego, pare ksiazek mam dobsona
ale moj maz do czytania jest oporny, od dziecka, mysle ze przeczyta zdanie, albo wogole nie przeczyta, wczesniej podrzucilam mu milujcie sie i do dzis nieruszone lezy :-/
no ale kto wie, tylko co moge mu podrzucic, jaka ksiazke?

narazie nie mieszkamy razem, sadze ze szybko sie to nie stanie, tak jak pisalam maz jakby walczyl miedzy " -wiem ze zle robie, krzywdze zone, musze to naprawic, a - skoro jestem sam to moge to wykorzystac na zabawe, na czat,na poznawanie nowych panienek, jak znudzi mi sie to kiedys to wroce do czekajacej kochajacej mnie zony"

terapia, we wtorek jade do bydg zalatwic pare spraw i wejde do poradni diecezjalnej zaytam sie czy mozna przyjsc

niestety nikt nas nie zaprosil na poprawke w rekolekcjach


nie podziekowalam jeszcze bogu i matce Lichenskiej, ale to zrobie niedlugo

Danka 9 - 2010-01-17, 21:27

landis :-)
landis85 - 2010-01-18, 12:45

dzis znowu dol...

przyszedl rachuneki meza za telefon, nie wiem jakim cudem przyszedl tez caly miesieczny biling, ktory nie przychodzil juz prawie rok (naprawde nie wiem jak to wytlumaczyc)
rachunek odebralam ja i co widze?
jeden nr powtarzajacy sie ciagle wieczorem i w nocy
dzwonie odbiera jakas dziewczyna...

na szczescie mezowi nic nie powiedzialam
i tez bije sie z myslami co zrobic? co zrobic?
czy powiedziec mezowi ze prze przypadek przyszed beeling, pokazac nr ktory rzuca sie w oczy i zapytac co to ma znaczyc?
na rekolekcjach pisal ze brakuje mu wolnosci w sensie zebym go nie kontrolowala, ze nie chodzi o inne kobiety, a tu prosze...

czy biling zachowac dla siebie, poczekac moze w nst mies przyjdzie kolejny i sprawdzac czy jego slowa nadal mijaja sie z faktami

tak naprawde to mam chec w tej chwili powiedziec mu narazie, Ty sie nigdy nie zmienisz, bedziesz mnie dalej oszukiwal , wystapic o separacje sadowa
narazie pisze to Wam, ciesze sie ze nie napisalam od razu tego mezowi, normalnie juz bym w krzykiem na niego poszla, a teraz nawet nic nie napisalam

prosze pomozcie mi cos wybrac, doradzcie

nałóg - 2010-01-18, 12:50

landis85 napisał/a:
tak naprawde to mam chec w tej chwili powiedziec mu narazie, Ty sie nigdy nie zmienisz, bedziesz mnie dalej oszukiwal


Kobieto.........tylko nie tak.

Danka 9 - 2010-01-18, 13:10

Cytat:
brakuje mu wolnosci w sensie zebym go nie kontrolowala


hm billing byl chyba wasz wspolny? Czy zlamalas tajemnice korespondencji? J
jak masz czarno na bialym mozesz powiedzic o tym mezowi, zeby nie czul sie bezkarny...

mozesz odbudowac zaufanie do meza..ale on Ci powinien w tym pomagac
za miesiac billing
moze on tez chce z tym skonczyc....a Twoja prawda mu w tym pomaga
ale na zimno, spokojnie i bez nerw..... ;-)

Ty badz wporzadku jesli od meza tego oczekujesz...

landis85 - 2010-01-18, 13:12

nalog wiem, ze to nie jest rozwiazanie
ale moze wlasnie tak podzialam na niego, zeby sie chwile zastanowil, ze albo cos ze soba zrobi i odzyska rodzine, albo nie
moze to podziala na niego jak zimny prysznic

nie wiem co mam zrobic, czuje ze nigdy nie wyjde z tego punktu w ktorym teraz siedzimy

[ Dodano: 2010-01-18, 13:15 ]
Danka biling jest meza-za jego telefon, ja mam swoj oddzielnie, tzn ja od zawsze jak przychodza rachunki otwieram je i wkladam do takiego koszyczka z rachunkami a reszte wyrzucam

kinga2 - 2010-01-18, 14:05

landis85,
Witaj, no i znów :evil: widłami zamieszał.
Tajemnicę korespondencji wymyślono po to, żeby nie było takich problemów iż jedna osoba o drugiej dowie się czegoś czego by nie chciała i nie powinna.

Nie wiem jak jest u innych, ale w moim domu już od dziecka uczono mnie: Tajemnica korespondencji, rzecz święta.

W moim małżeństwie też wprowadziłam tę zasadę i zawsze się sprawdzała.
Zaufanie i "tajemnica" idą w małżeństwie w parze. Zawsze otwierałam swoje listy, a mężowi oddawałam Jego. Potem odkładaliśmy je otwarte w jedno miejsce ( rachunki), a jakąś osobistą komentowaliśmy otwarcie w rozmowie lub podawaliśmy sobie do przeczytania. Z własnej woli wykonane takie gesty umacniają zaufanie i związek.
(Oczywiście zdarzyło się, że nie zawsze mi pokazał co otrzymał, ale potem wyjaśniało się , gdyż załatwiał dla mnie lub dla nas jakąś niespodziankę.)

Tak jest w moim domu, ale skoro już otworzyłaś list ,biling wpadł w Twoje ręce to lepiej go nie komentuj. Zachowaj dla siebie swoje spostrzeżenia. Pamiętaj, że nie zawsze jest tak jak myślimy. A nerwowa reakcja może sprowokować zło. (" Na złość mamie odmrożę sobie uszy")

Skoro to Cię niepokoi zachowaj czujność, ale nie przesadź, bo szpiegowanie ślubnego i zadręczanie się tym przyniesie więcej zła niz korzyści. Możesz spowodować tym, pogłębienie kryzysu. :oops:

Kłopoty w związkach sprawiają,że zamiast mysleć racjonalnie, często odbieramy przestrzeń życiową drugiej stronie i tak ją dusimy, że "ratująć życie" po prostu wieje. :-|

landis85 - 2010-01-18, 14:29

dziekuje, powiem Ci Kingo, ze bardzo zaskoczyliscie mnie takim spostrzezeniem
ja nie wynioslam tego z domu (tajemnica korespondencji np)
bo mojego taty nie bylo, jak bylam malutka wyjechal za granice, widywalam go 2-3 dni w miesiacu az do pelnoletnosci
cala korespondencje rowniez do taty odbierala moja mama, a pozniej dzwonila do niego i mowila co przyszlo itp
wiec ten rytual powielalam sama, zapominajac ze moj maz jest tu na miejscu i sam moze otowrzyc i przeczytac
naprawde dopiero teraz zdalam sobie z tego sprawe, jest mi wstyd troche, jestem dorosla przeciez
ale wazne ze zrozumialam

kinga2 - 2010-01-18, 14:38

landis85,
:mrgreen:

landis85 - 2010-01-18, 15:21

Kingo :)
moze masz dla mnie jakas wskazowke odnosnie tego ze maz ukrywa przede mna ze np kupil sobie i zaplacil (nie malo, przewaznie ok 500-1tys) jakas czesc do samochodu
ma swoj sportowy samochod i np wiosna i latem potrafi co miesiac wydac w samochod 1 tys zlotych, co ukrywa przede mna, a w domu np rachunki nie zaplacone 2 miesiace
jak z nim o tym rozmawiac?
wiem ze tak robil dzieki przypadkom i szpiegowi , ze robil przelewy za czesci, za jakies dodatki, przerobki , w miesiacu srednio wychodzilo tys zlotych
nie byloby w tym nic takiego, gdyby nie to ze np na wakacje on nie ma pieniedzy :(, na rachunki czasami tez nie wystarczy
akurat takie zachowanie wyniosl z domu
moj tesc robi tak samo, kupuje sobie cos i ukrywa to przed moja tesciowa, ktora dowieduje sie przypadkiem
potrafi np kupic cos na raty, zataic to i tesciowa dowiaduje sie kiedy przychodza raty kredytu
kupno laptopa, nowego telefonu czy cokolwiek innego-tam nic nie jest uzgadniane wspolnie
moj maz powiela bardzo to zachowanie, np rozmawialismy wczesniej o kupnie lozka dla syna, zastrzeglam juz wczesniej ze chcialabym rowniez miec mozliwosc w wyborze, koloru, chcialam z barierka (syn 4 lata)
az pewnego wieczoru moj maz wnosi z sasiadem nowe lozko dla syna
oczywiscie nic nie powiedzial wczesniej ze kupil, zero zapytania czy chcialabym obejrzec
czy odpowiada
czuje sie z tym zle i jakby moje zdanie tu sie nie liczylo
tesc wychodzi z zalozenia ze skoro zona nie pracuje to nie ma nic do gadania
moj maz chyba rowniez tak uwaza, nie pyta sie mnie o zdanie nawet w najmniejszych sprawach, nie mowiac o tych waznych

nałóg - 2010-01-18, 16:24

Landis........... ja pisałęm o słowach które chciałaś użyć:
landis85 napisał/a:
Ty sie nigdy nie zmienisz, bedziesz mnie dalej oszukiwal ,

Tak nie można.To jest zprzeczeniem dobrej komunikacji.........to ocena,to wtłaczanie w rolę oszusta i braku wiary w możliwość zmian.

A co do bilingu............ jak taka procedura ,czy zwyczaj był u Was w domu zaakceptowany że Ty otwierasz wszystkie listy to nie ma w tym nic złego.Poprostu takie sa zwyczaje i już.
Ja mam zasadę w domu............ nie zaglądam do torebki żony czy córki.

Jak już otworzyłaś i zapoznałas sie z bilingiem to.................... ja bym pokazał go mężowi

[ Dodano: 2010-01-18, 16:26 ]
z prośbą o komentarz................ i tyle.
Bo to jest też granica.A wspólnota małżeńska daje takie przyzwolenie by ja stawiać

Monika36 - 2010-01-18, 16:31

A ja bym obserwowała cały miesiąc. Bo w innym przypadku jak jest nieszczery to tylko zacznie być bardziej ostrożny. Póki co...obserwacja.
gogol - 2010-01-18, 16:34

Ja tez bym nie komentowała bilingu.lepiej poczekac ,oczywiście moim skromnym zdaniem :-o
żona Artura - 2010-01-18, 16:36

landis85,
popieram Nałoga i popieram Monike36...
Obserwuj tylko tak zeby nie zauwazyl,mnie sie nie udalo i powiedzial mi moj maz,ze swoim zachowaniem pcham go w ramiona tej kobiety,nie popelnij tych bledow co ja...
Trzymam kciuki za Wasze malzenstwo

kinga2 - 2010-01-18, 16:59

landis85,
to co opisujesz to klasyczny brak porozumienia i komunikacji w małżeństwie o podłożu niedojrzałości do związku.
Z jednej strony kłania się tu wzorzec wyniesiony z domu ( postępowanie teścia, jak piszesz), a z drugiej wygodnictwo emocjonane na które zezwalałaś. Mąż przecież ogląda telewizję, spotyka różnych ludzi i widzi, że Jego sposób postępowania nie jest normą społeczną.
Jednorazowa sprawa z łóżkiem jest przykra dla kobiety, a zupełnie niazrozumiała dla faceta, bo pomyslał, że zrobi ci niespodziankę.
U mnie było tak. Popsuła się pralka. Nie było kasy na nową , a naprawa nie była opłacalna. Sterty prania rosły, nerwy nam nieco sie luzowały, minęło 6-mcy.
Pewnego dnia wracam, a w domciu pralka nówka. Oczywiście nie taka jak bym chciała, ale automat i działa. Zatkało mnie i może nawet bym coś warknęła, ale mój mąż był tak z siebie dumny, że zamilkłam. Razem z bratem po cichaczu kupił z ekstra kasy pralkę i przytargał do domu, zamontował i uruchomił, a starego rupiecia wyniósł.
Najgorzej,że od razu zrobił " pranie" wrzucając do jednego bębna rzeczy jak leci. Kolor, białe, grube, cienkie. Co z tego zostało już nie napiszę...
W danym momencie to mnie przerosło...
Ale czy naprawdę On chciał źle?
Nauczono go w domu, że facet ma dbać o kobietę i potrzeby rodziny. To zadbał...

Musicie się nauczyć ze sobą rozmawiać. Części samochodowe czy inne hobby można pogodzić z wydatkami domowymi np. przez odkładanie jakiejś części pensji na kupkę.
1%-10%, na ile Was stać, ale taką samą kwote Ty też musisz dostać z pensji dla siebie.
Rozwiązań jest tyle ile małżeństw tylko trzeba rozmawiać.
Wszelkie zachowania "wszystko dla mnie" to oznaka braku dojrzałości do związku. Wszystko można wyregulować, dotrzeć. Wiele spraw załatwia początkowe zauroczenie, tyle że ono mija a problemy zostają i nie dają się zamieść pod dywan. Ten urokliwy początek należy wykorzystać do nauczenia się komunikacji inaczej trafia się na to forum.
A tu się dopiero dzieje... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

landis85 - 2010-01-20, 14:21

witajcie kochani!
po pierwsze chcialam Wam podziekowac za to ze moglam spojrzec w innym swietle na prywatnosc :)
po drugie bardzo ciesze sie ze to co chcialam napisac/powiedziec mezowi najpierw tutaj napisalam i a Wy sprowadziliscie mnie na ziemie :)

dzis ide do psychologa, nalog miales racje, zyjemy w rozkroku
tak po tych rekolekcjach czesto wieczorem myslalam o nas
i doszlam do wniosku ze cos musze zrobic ze soba
narazie nasza sytuacja wyglada tak:
od 2 mies nie mieszkamy razem, ale zyjemy jak przykladni (no moze prawie ;) malzonkowie
bez klotni, wszystko sobie potrafimy wyjasnic na spokojnie, razem do kina, wieczorem maz sie czasami przytula, chce zebym go poglaskala ;) po pracy jedzie do nas, bardzo sie o nas troszczy i pomaga, a ja w zamian bardzo mu nadskakuje - chce mu w ten sposob podziekowac, czyli zapraszam go na obiady do nas, ostatnio wypral swoje rzeczy ale nie zdazyl powiesic bo jechal po wegiel dla nas to mu je wywiesilam
nasze zycie rozni sie tym ze maz wieczorem jedzie do siebie i tam robi co chce
ta sytuacja czuje ze mnie przytlacza, ze powinnam sie na cos zdecydowac
ze skoro on nie chce wracac to nie powinnam przyjmowac jego pomocy, stac sie bardziej niezalezna, ale nie wiem czy to dobre wyjscie
czuje ze stoje w rozkroku i nie wiem w ktora strone zrobic krok...
myslalam ze po tych rekolekcjach cos ruszy, ale on pisal ze nie jest gotowy, (mysle ze nie jest gotowy zrezygnowac z czatu, spotykania sie z innymi itp)

pomozcie

nałóg - 2010-01-20, 15:31

Landis.......... piszesz:

landis85 napisał/a:
od 2 mies nie mieszkamy razem, ale zyjemy jak przykladni (no moze prawie ;) malzonkowie
landis85 napisał/a:
nasze zycie rozni sie tym ze maz wieczorem jedzie do siebie i tam robi co chce


I to jest ten rozkrok............... wiesz????ja nie chce Cie tu buntować........Choć nasuwa sie taka mysl: Ty mu stwarzasz dogodne warunki....bardzo komfortowe.....no może poza seksem to ma wszystko........ugotowane,oprane................ miła i nadskakującą żonkę- służacą.................. taka poduszeczka pod dupsko............. komfortowa sprawa.
To trudne............. to prawda.............. A czy on czytał "Warto być ojcem"?

Bardzo trudna sytuacja.............. i bardzo duży rozkrok...albo dwukrok..............

kinga2 - 2010-01-20, 15:41

landis85 napisał/a:
od 2 mies nie mieszkamy razem, ale zyjemy jak przykladni (no moze prawie ;) malzonkowie
bez klotni, wszystko sobie potrafimy wyjasnic na spokojnie, razem do kina, wieczorem maz sie czasami przytula, chce zebym go poglaskala ;) po pracy jedzie do nas, bardzo sie o nas troszczy i pomaga, a ja w zamian bardzo mu nadskakuje - chce mu w ten sposob podziekowac, czyli zapraszam go na obiady do nas, ostatnio wypral swoje rzeczy ale nie zdazyl powiesic bo jechal po wegiel dla nas to mu je wywiesilam
nasze zycie rozni sie tym ze maz wieczorem jedzie do siebie i tam robi co chce
ta sytuacja czuje ze mnie przytlacza, ze powinnam sie na cos zdecydowac


Witaj,
to nie przypomina małżeństwa tylko rodzeństwo. Zgadzam się z nałogiem, że takie życie nie prowadzi do naprawy sytuacji.
Zafundowałaś sobie bardzo niebezpieczny stan , gdyż wejdziecie w stagnację jeśli nie znajdzie się czynnik wytrącający Was z tego " miłego grajdołka". Na dłuższą metę w ten sposób możecie zrobić swojemu małżeństwu krzywdę.
Wiem, że czasem przystanek w biegu każdemu jest potrzebny, ale nie wolno wtedy dać ostygnąć mięśniom. Inaczej na mecie będą zakwasy.
Może zamiast razem do kina to razem na terapię lub do grupy samopomocowej, a może do Domowego Kościoła lub podobnej?
Taka forma spędzenia czasu nie wyklucza przebywania z dziećmi, a daje szansę na krok do przodu ku odbudowaniu małżeństwa. :-D

landis85 - 2010-01-20, 15:48

Masz racje Kingo

ale maz bardzo niechetnie chce gdzies jechac, mam wtedy wrazenie i on rowniez ze ja za nas dwoch probuje nas posklejac, bez jego checi
wtedy podkresla ze ja sie bardzo staram a on nie, bo on nie chce, nie czuje
nie chce tez robic wrazenia ze ja stane na uszach zeby naprawic nasze malzenstwo, chcialabym zeby to on sam chcial,
a moze tak wlasnie powinno byc, moze powinnam proponowac mu jakas terapie
ale co jezeli odmowi?
ja zostane z tym uczuciem ze staram sie za nas dwoje a jemu nie zalezy, a on bedzie wiedzial ze obojetnie co zrobi ja i tak bede czekac na niego

ach jestem tak zagubiona w tym wszystkim jak male dziecko, sama potrzebuje zeby ktos pomogl mi wrocic na wlasicwy tor, bo czuje ze ta sytuacja obcna nam nie pomaga tylko wrecz szkodzi i opoznia powrot meza....

nałóg - 2010-01-20, 15:51

Landis.piszesz;
landis85 napisał/a:
a moze tak wlasnie powinno byc, moze powinnam proponowac mu jakas terapie
ale co jezeli odmowi?


to odmówi,trudno...ale Ty zrobiłaś to co trzeba

Danka 9 - 2010-01-20, 15:53

landis, ja bym wyciagala poduszke spod pupy, jak pisze nalog

czas z dziecmi to wazne....ale nie nadskakiwalabym mezowi, bo tak pokazujesz mu ze to co robi jest dla Ciebie ok
a nie jest przeciez?

landis85 - 2010-01-20, 15:53

dzieki nalog

wiec Twoim zdaniem zle robie, zapraszajac meza na obiad?
wiesz chcialam mu w ten sposob podziekowac za opieke,troske mimo ze sie wyprowadzil wszystko inne jest po "staremu" (oprocz sexu i tego ze sie nie klocimy wogole)

[ Dodano: 2010-01-20, 15:55 ]
Danusiu moze chcialam pokazac mu "zobacz co tracisz, jak wrocisz to czeka Cie gotowy obiad, wyprane, po pracy mozesz sie zdrzemnac itp" ale zapomnialam ze to mialo byc po jego powrocie

chcialam dobrze, ale powinnam mu podziekowac zamiast zapraszac na obiad

[ Dodano: 2010-01-20, 16:03 ]
napisalam do meza zeby przyjechal do dzieci o 17tej, bo musze wyjsc (ide do psychologa)
odp " zaraz bede :-* "

kocham go i tak za nim tesknieeeee :(

ale z tej milosci do niego musze zrobic krok, do przodu najlepiej :)

ciekawe czy cos powie , jak zobaczy ze nie proponuje mu obiadu.

Satine - 2010-01-20, 16:32

landis85 napisał/a:
moze chcialam pokazac mu


To jest błędna motywacja......... Chcieć coś komuś pokazać.....
A poza tym............Jeśli mąż ma teraz dobrze(a uwierz mi - ma!), co ma go przekonać, że robi źle? Po co była ta wyprowadzka, skoro jedyne co się zmieniło to to, że macie dodatkowe koszty wynajęcia olbrzymiego mieszkania (pisałaś, że mąż wynajął 100m2, fiu fiu...) i to, że mąż w ogóle już nie liczy się z tym, że musi kontrolować swoje zachcianki rozrywkowe, bo ma rodzinę......
Co ma go przekonać, że to nie jest normalne, kiedy ojciec na noc wychodzi z domu do innego mieszkania? Że spotyka się z innymi kobietami.... że z nimi flirtuje.....czy cokolwiek....Żona to jak widać akceptuje, obiady mu robi, pierze mu rzeczy.....a na noc w wypranych ciuszkach do baru na dziewczyny? Po co ma chcieć wracać do domu? Żeby mieć mniej, niż ma teraz? Bo będzie musiał w domu siedzieć nocą i żona będzie widziała, co robi.....skończą się kumple..... Teraz ma lux. W dzień obsługa, w nocy rozrywki......Chyba przykładasz do tego rękę.....W dodatku motywację masz niewłaściwą. Nie robi się niczego, żeby komuś pokazać coś, udowodnić, przekonać. To manipulacja.
A jeśli robisz to z serca i chcesz go karmić, opierać, to w czym problem? Można żyć i tak....

kinga2 - 2010-01-20, 16:59

landis85 napisał/a:
a moze tak wlasnie powinno byc, moze powinnam proponowac mu jakas terapie
ale co jeżeli odmowi?

Hej,
nie kreuj scenariuszy, bo się nie sprawdzą, a tylko zdołują.
Zaproponuj, odmówi? Dobrze. Nastepny etap. Nie chce góra do machometa, to dawaj machometa do góry. i siup. :roll:
Terapia do domu. Jak?
Internet moja droga to cudowna kopalnia wiedzy.
Szukaj w necie poradni on line. Są takie. Możecie wtedy grzejąc kupry w domowym zaciszu poddać się pomocnej dłoni fachowca.

Ty chcesz naprawiać, a on nie?
To po babsku tak go podejdź,żeby wyszło na to że to on chce, a Ty daj sie namówić. Wtedy lepiej zadziała. Już nasze babki wiedziały,że aby coś było zrobione inicjatywa musi " wyjść od mężczyzny".
Wiem łatwo radzić, a co w praktyce?
W praktyce trzeba wziąć do galopu szanowny zadek i udać się na konsultację do mamy , teściowej, starszych koleżanek, ciotek itp. naciągając je na zwierzenia o sposobach na małżeńskie kłopoty.
Żaden psycholog nie poda Ci na tacy gotowców, a " stare" mężatki tak. Tu co prawda na forum trafiamy z powodu kryzysów, ale nie zawsze tak było.
Hej kobitki. Przypomnijcie sobie jak postępowałyście w konkretnych sytuacjach i podsypcie nieco wspomnień. Tu na forum często dzieli się nimi El :mrgreen: i właśnie takie "sposoby" uczą nas komunikacji ( facet przeczyta babskiej manipulacji :mrgreen: ) małżeńskiej.

A jak się nie uda? To poszukamy nowych rozwiązań.
Kryzysy uczą nas prawd o nas samych i naszym otoczeniu. Nie zawsze mamy wpływ na to co się dzieje, ale nie wolno nam tylko stać i narzekać. Każdy krok , nawet błędny,jest dla nas pożyteczny jeśli wyciągamy z niego wnioski ku wzrostowi.
Na każdy problem Bóg daje tysiące rozwiązań, dobrych rozwiązań, ale nie na każde przystajemy i jesteśmy gotowi. Najtrudniej nam przyjąć te które wiążą się z wyrzeczeniem i cierpieniem ( choćby krótkim), niestety takie bywają najskuteczniejsze, a ich efekty trwałe.

A jak się uda. To poprosimy o wpis do świadectw. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

landis85 - 2010-01-20, 20:50

dziekuje!
psycholog powiedziala to samo...

poradzila mi ze mam przemyslec wszystko co mi powie i za pare dni porozmawiac z mezem
powiedziala ze to co robi oddala powrot mojego meza, ze bardziej sobie szkodzimy, rowniez dzieciom :( powiedziala ze mieszamy im w glowie, dajemy bledny obraz rodziny, no bo jak wytlumaczyc to ze maz przychodzi codziennie na obiad, przytulamy sie itp, a wieczorem patrza jak tata jedzie do siebie

poradzila mi zebym porozmawiala z mezem i powiedziala mu ze albo:
1) bedziemy tworzyc prawdziwa rodzine ze wszystkimi wartosciami, mam powiedziec ze kocham meza, ze chcialabym tworzyc prawdziwy dom,zalezy mi na nim , chce dobra dla dzieci, wymienic na co jestem w stanie sie zgodzic-zaakceptowac (stwierdzilam ze jestem w stanie zaakceptowac jego grzebanie w samochodzie, ale ustalic ze nie bedzie to codzinnie, jego zloty samochodowe, ale ustalic ze nie beda to zloty co weekend i napewno jeszcze cos przyjdzie mi do glowy) ,czego nie bede akceptowac i na co sie nie zgadzam (czaty, blokady w telefonie,nowe kolezanki nieznanego pochodzenia, kolezanki owszem, ale wspolne)i wymienic warunki powrotu meza do domu,terapia malezenska,razem pracujemy nad naszym malzenstwem, maz wraca do domu
2) albo nadal mieszka u siebie, nie jest gotowy (mam zapytac z czego ta niegotowosc wynika), z innych przyczyn nie chce wrocic do nas , wtedy mam ustalic odwiedziny u dzieci , powiedziec ze to nie moze byc tak ze po pracy wraca na obiadek, a po wychodzi, ma przychodzic o ustalonych godzinach, "psycholog poradzila zebysmy sie nie przytulali, nie jezdzili do kina, nie stwarzali wrazenia ze dalej wszystko jest ok, twierdzi ze maz zabierajac mnie do kina, kupujac prezenty chce zagluszyc swoje sumienie, ze ja gotujac mu obiad, zegnajac na dowidzenia utierdzam go w tym ze dobrze robi, zagluszam jego sumienie, nie pomagam mu a wrecz oddalam powrot-oczywiescie tego nie mowic" ogolnie odsunac sie od meza, nie mam prosic go o to czy moge zostac na noc na studiach, tylko powiadomig go o tym i zostac na noc
i wogole duzo mowila ale w tej chwili nie moge sobie przypomniec

czas na podjecie decyzji - zaproponowala miesiac.

nie jest to typowo katolicki doradca, wiec przed rozmowa z mezem chcialam sie Was poradzic, co myslicie o tym? co zmienic ewentualnie? czy cos dorzucic?

rozmowa juz jutro, maz dzis przyszedl przed 5ta , przebrany po pracy , przywital sie, pozartowal i zapytal sie czy moze cos zjesc, bo nic nie zjadl, wiec podalam mu obiad
na jutro jestem umowiona do fryzjera(oczywiscie nie z powodu rozmowy ;), kupilam tez cos na obiad i zaproponowalam mezowi obiad i po nim rozmowe na wazny dla mnie temat.

i dopoki nie podejmie decyzji poduszka spod tylko won.

Satine - 2010-01-20, 21:20

Landis, powodzenia! :)
kinga2 - 2010-01-20, 21:44

landis85,
Witaj,
to co ci poradziła psycholog jest ok.Dopóki nie doradza Ci rozwodu jest w porządku, bo działa na korzyść Waszej rodziny.
A z mężem jutro koniecznie musisz rozmawiać spokojnie. Komunikaty jasne i rzeczowe, bez emocji i rozkazów. Czysta informacja do deklaracji dla Niego. Cokolwiek powie Ty bądź spokojna. Gdyby coś szło nie tak poproś go,żeby sobie wszystko przymyślał i dał Ci odpowiedź np. za tydzień?
Tylko po konwersacji już nie możesz dalej ciągnąć tej samej formy zachowań. Mąż po pracy nie może funkcjonować w domu do zmierzchu. To nie wampir,żeby nocą wyruszał na łowy. :mrgreen:
Ta rozmowa powinna być granicą po przejściu której albo w lewo, albo w prawo.
Chce wrócić pracujecie nad związkiem razem, nie chce - Ty pracujesz, a on ponosi konsekwencje decyzji. :-?
Życzę Ci Bożego wsparcia i opieki Niepokalanej na ten trudny czas.

landis85 - 2010-01-20, 22:32

dziekuje kochani Wasze zdanie jest dla mnie bardzo wazne!
psycholog wiedziala ze rozwod nie wchodzi w gre.

jutro jeszcze pare razy sobie wszystko przeczytam, pomodle sie, moze uda mi sie o 15tej koronka

spokojnej nocki zycze!

Mirakulum - 2010-01-21, 00:29

Landis
mała podpowiedz , przed rozmowa z głębi serca poproś Ducha św , o pomoc w rozmowie, I nic się nie bój

z Bogiem

landis85 - 2010-01-21, 19:21

witajcie!

dzis niestety nie mialam czasu zeby porozmawiac z mezem, poniewaz po jego pracy pojechalismy z dziecmi zaraz do tesciow (dzien babci)
po ich wizycie, kapiel, kladzenie dzieci, sprzatanie, maz musial jeszcze jechac do pracy
zaproponowal czy jutro nie pojechalabym z nim do kina, odmowilam
wie ze dzis chcialam z nim porozmawiac, zastanawiam sie czy nie lepiej mu napisac?
co myslicie o tym?
teraz napewno sie zastanawia czemu nie chcialam z nim jechac,pierwszy raz odmowilam, ale czuje ze tak powinno byc

[ Dodano: 2010-01-22, 09:54 ]
witajcie ponownie, wczoraj nic nie napisalam mezowi, tak jak myslalam maz chyba troche sie zastanawial czemu nie jade z nim do kina, rano przyszedl i chcial mnie calowac, odsunelam sie
jutro jade juz na studia bede w niedziele, moze lepiej bedzie jak napisze mu to co chcialam powiedziec?

nałóg - 2010-01-22, 10:17

Landis............ słow pisane ma tę przewagę że możesz go przed wysłąneim czy doręczeniem przeczytać jeszcze raz,zastanowić sie nad treścią,nad przekazem,trudniej jest "chlapnąć " coś czego nie chciałoby się powiedzieć.
Więc????? może napisz................
Tylko pisząc nie używaj zwrotów:
-bo ty zawsze
-bo ty nigdy
-jesteś
-byłeś
Zwrotów okkreslających męża,ustawiających go w pozycji do krania,w pozycji obwinianego,oskarżanego,osądzanego.
Najlepiej pisz w 1 o.l.p i o sobie.....o swoich odczuciach,o swoich emocjach,potrzebach.
I tak pisz by zawrzeć to co chcesz ale z z pozostawieniem wyboru mezowi.Ograniczonego .............ale wyboru.

Co do kina................. nie jesteście parą narzeczonych spotykających się na wyjścia do kina czy na randkę.Macie dzieci,jesteście rodziną,macie obowiązki wobec nich i siebie wzajemnie.Macie własny dom.
Czy Twój mąż dostał od Ciebie w prezencie "Warto być ojcem"? czy Ty czytałaś tę pozycję?
A "Kobiety są z Venus a mężczyżni z Marsa"?

Zobacz Landis...............pomyśl....ile czasu i energi poświęcasz na dokształcanei sie zawodowe,na karierę,na szkolenia,na hobby..................(maż) a ile czasu poświeciłaś ,poświęcasz na naukę życia w rodzinie?bycia żoną?matką?jak wchodzliście w małżeństwo przygotowani??????na naukę komunikacji?naukę słuchania innych?dzieci?męża? teściowej?,matki?
Czy słuchasz??? z należytą uwagą??? a czy patrzysz w oczy mówiącemu jak go słuchasz?czy mu nie przerywasz?
(to dotyczy też Twojego męża........ale jego tu nie ma)

Wiem.......wiem............ to jakby naturalne..........ale naturalnie to się zostaje rodzicami.......... bo w sposób naturalny każdy mężczyzna pasuje do każdej kobiety.......pod względem fizycznym.
Psychicznym już nie.

Landis........... miłość wymaga stanowczości.............miłość wymaga granic....miłość wymaga stawiania i przestrzegania granic............ miłość wymaga poszanowania granic........
Dojrzała miłość........a nie zauroczenie,fascynacja,porządanie to postawa,nie uczucie czy emocje.
Bo te mijają wraz z latami,wraz z otrzymaniem tego czego się szuka w zauroczeniu,w porządaniu
Landis.............. i polecanie Bogu swoich decyzji i konsekwencji tych decyzji.Zgoda na to że nie zawsze jest tak jak byś chciała.Zgoda na bezsilność.............. wobec tego co z zewnątrz.
Pogody Ducha Landis

ps.kibicuję Wam

Danka 9 - 2010-01-22, 10:41

landis, fajne te rady Pani psycholog :-)
proste i konkretne
Cytat:
"psycholog poradzila zebysmy sie nie przytulali, nie jezdzili do kina, nie stwarzali wrazenia ze dalej wszystko jest ok, twierdzi ze maz zabierajac mnie do kina, kupujac prezenty chce zagluszyc swoje sumienie, ze ja gotujac mu obiad, zegnajac na dowidzenia utierdzam go w tym ze dobrze robi, zagluszam jego sumienie, nie pomagam mu a wrecz oddalam powrot-oczywiescie tego nie mowic" ogolnie odsunac sie od meza, nie mam prosic go o to czy moge zostac na noc na studiach, tylko powiadomig go o tym i zostac na noc


podoba mi się
moze tez coś dla siebie wezmę z tego...dzieki....
Trzymam kciuki. Pamietam w modlitwie :-D

landis85 - 2010-01-22, 11:17

dzieki nalog za przypomnienie
z pania psychlolg juz przerobilam jak powinna wygladac taka rozmowa, wlasnie nie od slow bo ty to i tamto - takich zwrotow juz od dawna staram sie nie uzywac, ale nie powiem ze czasami zapominam
napisze list, tak postanowilam, masz racje list bedzie bardziej przemyslany, slowa wywazone,

co do ksiazek, to mam cala serie jogna graya, kiedys probowalam zachecic meza do czytania, jednak z zerowym skutkiem, a probowalam wiele rzeczy tam opisanych, jak zachecic meza
raz nawet polozylismy sie obok siebie, ja go glaskalam (bardzo to lubi) i czytalam, ale maz po minucie, dwoch stwierdzil ze teraz nie ma czasu na to, zawsze mowil dobrze przeczytamy, albo przeczytam ale w nst tygodniu, jak nadszedl ten tydzien to mowil to samo, nie mam czasu
wiec zrezygnowalam

mam tez milosc i seksualnizm dobsona, co kazda zona chcialaby wiedziec i co kazdy maz chcialby wiedziec itp
, uzdrowic milosc Roversa
ale czytam wszystko sama, maz nie chce i koniec

wiem ze nie przeczyta tego, kiedys podsunelam mu milujcie sie o cudach itp, to bylo 2 mies temu, do dzis lezy nietkniete :-/

ale moze ta ksiazke warto byc ojcem przeczyta, moze tytul go zainteresuje, bo wszystkie inne dotyczace dwojga ludzi go nie interesowaly

zaraz ja poszukam i zamowie :)

Danusiu rady dala fajne psycholog to prawda :)
za tydzien tez ide do niej :)
napewno napisze o tym.

mialego dnia!

[ Dodano: 2010-01-22, 13:31 ]
ksiazki zamowione
zamowilam warto byc ojcem i warto naprawic malzenstwo :)

[ Dodano: 2010-01-22, 14:28 ]
list juz napisalam :)

dzis mu go wrecze.

[ Dodano: 2010-01-22, 20:59 ]
list juz wreczony
maz mial mieszana mine, chyba czuje ze to koniec koncow i trzeba zrobic krok albo w przod albo w tyl
nie zgadza sie na moj nocleg na studiach (a musze tu dodac ze jak on jezdzil to zawsze nocowal i nie liczyl sie z moim zdaniem)
powiedzial mi "jeszcze zobaczymy" :-/
twierdzi ze to jego weekend i ja mam wrocic na noc i koniec rozmowy.

nałóg - 2010-01-24, 15:25

I jak Landis??? maz został z dziecmi???
landis85 - 2010-01-25, 15:38

tak zostal, chociaz przez cala sobote byl zly
jednak jak wrocilam w niedziele bylo juz ok, czekal na mnie obiad :) i bylo -normalnie-

nałóg - 2010-01-25, 17:20

Czyli????? Twoj mąz potrzebuje TWARDEJ MIŁOŚCI.Miłości mądrej,wymagającej, stawiającej granice i zadania.
Widzisz............. gdybys sie ulękła,gdybyś odpusciłą to co byłoby dziś??? miałabyś dyskomfort,byłabyś zła na siebie i na meża.........a tak???a tak to -pewnie-Ty masz całkiem niezły nastrój a maż ma poczucie ,ż espełnił swój ojcowski obowiązek........pobył z dziećmi i zrobił dla swojej rodziny obiad.

Landis,to że on był zły przez całą sobotę ................to było w sobotę.
Wiesz...........jak znam życie to za jakiś czas on Ci podziękuje za to że postawiłaś się twardo.
Tak czuję....................
Pogody Ducha Landis

landis85 - 2010-01-25, 18:49

nalog co do mojego samopoczucia jest dokladnie tak jak piszesz :)
dzis kolejny plus
maz kiedy przyszedl do nas zapytal sie czy nie mialabym nic przeciwko gdyby poszedl do kolegi cos tam zrobic za chwile, :shock: nigdy sie mnie nie pytal, ale w tym liscie ktory mu wreczylam w "sekcji" nie akceptuje byla mowa o podejmowaniu decyzji za druga osobe (nie pytanie sie o zdanie-co u nas bylo notoryczne w kazdej kwestii maz podejmowal decyzje za mnie) powiedzialam ze nie mam nic przeciwko, ale za godzinke wolalabym zeby poszedl bo jestem troche chora i chce odpoczac i musze wyjsc na zakupy bo w taki mroz nie wychodzilam z dziecmi, zamiast marudzenia uslyszalam "dobrze, zajme sie troche dziecmi"
:shock: :mrgreen:
niby nic ale u nas w domu tego nie bylo
ja zachowalam spokoj, maz zapytal sie o zdanie :)
dzieki Boze :mrgreen:

nałóg - 2010-01-25, 19:11

Hhhaaaaaaa Landis............... stara sztuczka,jakże porządana w małżenstwie........ dać wybór........zapytać o zdanie............ i jeszcze wziąć je pod uwagę.
To podstawowa zasada komunikacji małżenskiej....międzyludzkiej.
Landis........sztuka dobrej komunikacji jest tez taka by dawać wybór.
Np.muszę wyjść na zakupy........... czy zostaniesz z dziećmi teraz czy póżniej? a możę chcesz ty zrobić zakupy??

Zobacz............. jak by nie by ła decyzja ,to zakupy zrobione.............. a maż miał wybór........... zostac z dzićmi teraz,pózniej czy sam zrobić zakupy.

A Ty??? czyż nie staneło by to na Twoim??? zakupy zrobione........... i maz ze świadomości aiż to on tak chciał.......wybrał.......a Ty że staneło na tym iż zakupy zrobione.....

Pogody Ducha Landis............... ufffff że też Ty,jako kobieta nie wiesz że dysponujesz ogromną siłą persfazji w stosunku do męża..........niewidzailnym czymś co mój przyjaciel nazywa "te cóś"

[ Dodano: 2010-01-25, 19:12 ]
A jeszcze jak te prawo wyboru dasz mężowi słodkim ,zalotnym głosem................ cały super market przyniesie

landis85 - 2010-01-27, 21:22

nalog :)

dzis :evil: podrzuca mi czarne scenariusze :-/

tak sobie siedze i zastanawiam sie czy tak naprawde potrafie wybaczyc mezowi?
czasami (bardzo rzadko) zastanawiam sie jak to bedzie kiedy nadejdzie ten dzien kiedy maz bedzie musial odp jaka wybral droge
sadze ze jestem przygotowana na kazda odp
ale czasami nie wiem jak zachowam sie kiedy maz bedzie chcial wrocic
poki co zawsze wierzylam ze maz jednak nie zdradzil mnie fizycznie, moze jestem naiwna, ale jedna z "kolezanek" jawnie proponowala mu sex a maz odmowil (mialam szpiega w momputerze i wszystko przeczytalam) to byla ta druga, ta pierwsza wogole nie odwzajemniala jego uczuc i przeciez sama mi o wszystkim powiedziala przez telefon po miesiacu, zostaje ta 3cia... z nia "byl" najdluzej
z drugiej strony moj maz dopoki nie zostanie postawiony przed dowodem to nie przyzna sie i bedzie klamal
nie wiem czy potrafilabym sobie poradzic z tym gdybym dowiedziala sie o jego zdradzie
nie wyobrazam sobie tego,chyba nie moglabym sie do niego zblizyc, spac z nim itp
wszystkie osoby ktore znaja sytacje (lacznie z moimi rodzicami-bardzo wierzacymi) twierdza ze raczej nie jezdzil do tych dziewczyn bez powodu, co mnie jeszcze bardziej dobija :(

Jarosław - 2010-01-28, 08:18

Landis wybaczenie nie jest adekwatne z rozpoczęciem pożycia jak dawniej.
Z chwilą aktu wybaczenia wyrzucamy z serca nienawiść, jaka się pojawiła po dotarciu do prawdy.
Miejsce nienawiści zajmie, żal i on będzie trwały, ale wybaczenie nastąpiło. Po latach żal będzie tracił na ostrości.
Co będzie dalej zależy od przemiany winowajcy, któremu też nie będzie lekko i niewielu się decyduje by nad tym pracować stąd tak mało świadectw.

landis85 - 2010-01-28, 15:29

masz racje Jaroslaw
musze do tego dojrzec
dzis mialam zwarcie z tesciowa
byl u niej moj syn Olek, przyprowadzila go i od progu mowi ze samolot Olek popsul, ze moj maz gown... kupil, ze to nie jest zabawka dla takiego dziecka (to byl maly samolocik do sterowania-moze w tym miala troche racji, ale samolocik nie byl dobrze zbudowany i wiadomo ze nie byl na lata-zreszta jak zadne zabawki dla przedszkolakow...) powiedziala ze musi do niego (mojego meza) zadzwonic i mu powiedziec o tym ze gow.. kupuje, ze niech zacznie dobrze myslec - tu odnisla sie tez do tego ze odszedl, powiedzialam jej zeby nas tak nie krytykowala ciagle, ze kupilismy samolot za nasze poniadze i nikt nie mogl przewidziec ze tak szybko sie zaspuje
wyszla trzaskajac drzwiami

juz nie moge :(

wczoraj za to miala pretensje ze mamy balagan w piwnicy :-/
to prawda nigdy nie bylo tam super posprzatane (tesciowa jest prawie pedantka) ale znajdujemy to co chcemy i nam nie przeszkadzalo, srednio raz w roku tam sprzatamy
zaczela do mnie "kiedy Wy tam posprzatacie, musze Maciejowi powiedziec niech tam zrobi wkoncu porzadek

we wlasnym domu nie czuje sie dobrze, moja mama nigdy nie zwroci mi uwagi, a jak juz to nie z takimi pretensjami i rozkazami jak tesciowa
ona nie prosi tylko rzada

juz nie wiem jak z nia rozmawiac, gdzie robie blad

wiem ze bledem bylo to ze od poczatku za bardzo jej na wszystko pozwolilam, a teraz zaczyna mi to coraz bardziej przeszkadzac :(

naglo ksiazki doszly dzis, zaczynam czytac
wtedy dam mezowi

Danka 9 - 2010-01-28, 17:50

landis,
ja bym powiedziala "kochana mamo, bardzo cie cenie i szanuje, ale nasza piwnica to nasza sprawa, nie Twoja"

byc moze bylaby w szoku na poczatku...ale nabralaby tesciowa szacunku do Ciebie i przestala wtracac.
musi sie przyzwyczaić do tego ze nie na wszystko jej pozwalasz...

landis85 - 2010-01-30, 14:22

zadzwonilam dzis do tesciowej, zaprosilam ja na kawe, chcialam to jakoes wyprostowac, bo nie chce sie z nia klocic
zobaczymy co bedzie

dzis byli moi rodzicie i powiedzialam im ze trace jakos nadzieje, ze nie wiem czy potrafie M wybaczyc, ze widac ze do domu mu sie nie spieszy, ze nie wiem czy chce i potrafie byc z nim
powiedzieli mi ze mam sie modlic i zaufac Bogu, ja to wiem, ale czasami trace nadzieje w to wszystko :(
no i...... powiedzialam o tym mezowi, tzn napisalam mu o moich watpliwosciach, ze to wszystko za dlugo trwa, ze za duzo cierpienia bylo,
najgorsze jest to ze moj maz nigdy nie powiedzial mi ze mnie przeprasza, ze jemu jest przykro, jakby wogole tego nie zalowal, jakby nie zdawal sobie z tego sprawy, bylo, trudno, trzeba zyc dalej
ciezko mi z tym, chcialabym tworzyc rodzine, taka razem , ale jest we mnie tyle smutku czasami , taki zal ze maz tego nie zaluje-przynajmniej tak to wyglada, ze nie wiem czy chce byc z nim

[ Dodano: 2010-01-30, 14:44 ]
fizycznie nie jestesmy juz ponad 4 miesiace, emocjonalnie juz prawie rok
nie wiem czy potrafie zaufac,kochac, nie mam w nim oparcia, nie czuje sie bezpieczna
ale nie mowie ze nie chcialabym zaczac wszystkiego od poczatku
ale zeby zamknac tamten etap musze miec pewnosc ze moj maz zaluje tego co zrobil, ze chce pracowac nad naszym malzenstwem...
ach...

kinga2 - 2010-01-30, 15:50

landis85 napisał/a:
zadzwonilam dzis do tesciowej, zaprosilam ja na kawe, chcialam to jakoes wyprostowac, bo nie chce sie z nia klocic
zobaczymy co bedzie


:-D

Będzie tak jak Bóg da. Proponuję intensywną modlitwę do Anioła Stróża teściowej o poprawną komunikację, aż do chwili spotkania.

Danka 9 - 2010-01-30, 21:20

bedzie dobrze...choc mze i na poczatku tesciowa moze sie buntować
daj jej i sobie czas na przyzwyczajenie sie do nowych relacji
bardziej doroslych , dorosly-dorosly :-)


landis
Cytat:
najgorsze jest to ze moj maz nigdy nie powiedzial mi ze mnie przeprasza, ze jemu jest przykro, jakby wogole tego nie zalowal, jakby nie zdawal sobie z tego sprawy, bylo, trudno, trzeba zyc dalej

moze warto powiedziec, a jeszcze lepiej wg mnie napisac o tym mezowi...o tym czego potrzebujesz...jemu tez zalezy na pewno....moze z czasem sie przelamie??
daj mu komunikat i poczekaj......


sciskam , :-) z Panem Bogiem moze sie udać

landis85 - 2010-01-30, 21:37

Kinga, Danka dziekuje :)

moj maz wie o tym

po swietach powiedzial mi ze pewnie w wigilie chcialam uslyszec od niego ze przeprasza i zaluje
a ja mu odp ze nie czekalam na to specjalnie...

ach nie wiem :roll:
myslalam ze po jego wyprowadzce bedzie albo w 1 albo druga strone
a on jest mily, chce wszedzie mnie zabierac, jak wychodzi to mnie caluje, czasami w polik, usta
ale zadnej jasnej deklaracji ze chce wrocic, ze chce poprawy i kiedy dokladnie
a ja nie chce zyc i udawac radosnej rodzinki a wieczorem zegnac sie z nim :-/

Satine - 2010-01-30, 23:22

Landis, no ale już o tym pisaliśmy...............

Co z tego, że się wyprowadził, skoro widać, że teraz ma LEPIEJ, a nie gorzej. Jeśli nie ma konsekwencji jego działań, to co ma się zmienić?

Pisałaś do niego list, w którym postawiłaś jakby ultimatum.............. Co Ci odpowiedział?

Jeśli chodzi o granice, które należy postawić, to trzeba pamiętać o dwóch czynnościach....

Wyznaczeniu granic........I ich pilnowaniu............

Teraz mąż Ci wyznaczył granice i ich nie przekraczasz.......... Powiedział Ci już swoim zachowaniem:

będę robił w nocy to co zechcę, nie musisz o niczym wiedzieć
mieszkam sobie sam na stu metrach
jak będę chciał, to przyjdę do domu na obiad, podrzucę ciuszki do prania
w ramach wdzięczności mogę zostać z dziećmi, kiedy Ty pójdziesz do sklepu czy gdziekolwiek
zastanowię się, czy pozwolę Ci jechać na zajęcia w weekend. Bo może okazać się, że to jest mój weekend i niestety z Twojego wyjazdu nici............

A Ty piszesz list za listem z kolejnymi oczekiwaniami, wyznaczasz granicę, a mąż całując Cię w policzek, zgrabnie sobie je lekceważy........

Napisałaś list i co się dzieje? Bez zmian?

landis85 - 2010-01-31, 21:27

Satine wciaz upadam
czuje ze jestem za dobra-ale to przychodzi po fakcie
gdyby nie Wy to nadskakiwalabym mezowi jak tylko umiem

napisalam ten list , na koncu byla inf ze czas na podjecie decyzji 3 tyg czyli do 14 lutego
i uwierzcie ze maz byc moze 14 lutego dopiero sie okresli
albo bedzie udawal ze zapomnial

dzis mam bardzo ciezki dzien :cry:

moi rodzice wczoraj zadzwonili do moich tesciow, chcieli ich zaprosic na kawe do siebie i porozmawiac o wszystkim
moja tesciowa stwierdzila ze nie przyjdzie bo ona nie bedzie sie wtracac (normalnie nie wiem czy smiac sie czy plakac-wiecie jaka jest moja tesciowa, pisalam o tym) drugim argumentem bylo to ze moj tata za czesto uzywa slowa Bog , a zycie to nie Bog itp...
zarzucila tez mojemu tacie ze powiedzial "ze M jest zlym ojcem"
moj tata twierdzi ze nic takiego nie powiedzial, tylko zasugerowal ze M za malo czasu zpedza z dziecmi
moja tesciowa twierdzi ze skoro daje pieniadze to jest dorbym ojcem
u nich w domu jest wlasnie taki wizerunek" ojciec od pracy, a matka od wychowania dzieci"
ehhh duzo by tu pisac i wogole
na koniec poplakalam sie i trwalo to dosyc dlugo
ale wczesniej razem bylismy w kosciele,
przed wysciem maz chcial sie tutaj wykapac
wogole to bardzo czesto sie tutaj kapie, bo tam jest prysznic a u nas w domu i to i to

myslalam ze mezowi troche da do myslenia to co wczesniej mu powiedzialam, ze to za dlugo trwa, ze trace powoli nadzieje itp, ale dla niego to nic nie znaczy chyba
dalej jest tak jak bylo

wiem ze to ja musze byc bardziej konsekwentna i dotrzymywac postawionych granic

powinnam przestac nadskakiwac i odsunac sie troche od meza

dzis z plusow konsekwencji moge wymienic tyle ze odmowilam wspolnej jazdy do kina
przyjechal przed 11 do nas, mowil ze nie zjadl sniadania, a ja odp ze my jedlismy o 9tej i w konsekwencji sam sobie cos przyrzadzil
ja zrobilam obiad, ale on pozmywal po obiedzie
pozniej poszlismy do kosciola razem, a na koniec ta sprawa z rodzicami i tesciami i moj placz

Danka 9 - 2010-02-01, 12:19

landis kochana

piszesz
Cytat:
moi rodzice wczoraj zadzwonili do moich tesciow, chcieli ich zaprosic na kawe do siebie i porozmawiac o wszystkim
moja tesciowa stwierdzila ze nie przyjdzie bo ona nie bedzie sie wtracac (normalnie nie wiem czy smiac sie czy plakac-wiecie jaka jest moja tesciowa, pisalam o tym) drugim argumentem bylo to ze moj tata za czesto uzywa slowa Bog , a zycie to nie Bog itp...


wiesz po moejmu tesciowa ok sie zachowala...to sprawa miedzy Wami, doroslymi, mezem i zona...rodzice moga tylko wspierac ale onie PROBLEMU za Was nie rozwiaza

Troche dziwne wydaje mi sie mieszanie w to rodzicow

..
Cytat:
Satine wciaz upadam
czuje ze jestem za dobra-ale to przychodzi po fakcie
gdyby nie Wy to nadskakiwalabym mezowi jak tylko umiem

znam to dobrze....ale to sie konczy gdy juz tak porzadnie upadasz i masz dosyc zlego traktowania....poki dajesz rade jakos...to sie zazwyczaj ciagnie....

ale juz robisz przeciez postepy! :-)

róża - 2010-02-01, 12:38

Cytat:
moja tesciowa twierdzi ze skoro daje pieniadze to jest dorbym ojcem
u nich w domu jest wlasnie taki wizerunek" ojciec od pracy, a matka od wychowania dzieci"

Tak został wychowany, taki wzorzec ojca i męża wyniósł z domu - tak żyje i naprawdę może nie wiedzieć o co ci chodzi... Mój małżonek, na pytanie "czy kochasz" odpowiedział, że fakt iż wcześnie rano jedzie do pracy - jest wystarczajacym dowodem. :-? Również w kwestii wychowania dzieci, nie powinnam nic zarzucać, bo przecież pracował. Tak też zawsze twierdziła jego mama. A że za pracą kryje się problem pracoholizmu (pośrednio przyczynił się do obecej sytuacji), to już temat znany tylko mi.

landis85 - 2010-02-01, 12:59

Danusiu to nie mialo na celu mieszania rodzicow, nikt nie twierdzi ze moi rodzice czy oni oboje rozwiaza za nas problem

widzisz tu jest tak, ze kiedy ja bylam w 2 ciazy i domagalam sie wiekszej uwagi dla mnie i synka, spacerow itp, to moja tesciowa glosno i wyraznie powiedziala mi pare slow-jak bylo u nich w domu, dajac mi tym samym do zrozumienia ze u nas tez tak ma byc, ze co ja sobie wyobrazam, ze wystarczy ze moj maz pracuje, czego ja wogole chce itp
moja tesciowa bardzo chce zeby nasza rodzina byla taka jak jej, czy maz pracujacy i tyle, nic wiecej
a ja tak nie chce, nie chce zeby ona wiecznie nam dyktowala, rozliczala nas i kontrolowala
dobrze jest kiedy ona moze zwrocic komus uwage- a robi to ciagle, ale kiedy moi rodzice chceli na spokojnie z nimi porozmawiac o paru rzeczach to jej nie spodobalo sie to.
tak jest zawsze, kiedy ja probuje zwrocic jej uwage ze to nasze pieniadze, nasze zycie,dom i nie spowiadac sie czemu np jedziemy do kina (przed kryzysem), albo po co "znowu" przyszli do nas zjamomi to ona sie obraza , jest trzaskanie drzwiamy i fochy z jej strony
sadze (moge sie mylic) ze moi rodzice mieli prawo porozmawiac z rodziacami M o calej sytuacji.
Niepokoily mnie tez telefony od tesciowej czemu moj maz nie pojechal ze swoim tata do pracy (po pracy mojego meza)
moj maz pracuje dlugo-bo czasami do 18tej a czasami jeszcze dluzej, jak wraca to ja tez chce (oprocz razem spedzonego czasu z dziemi) wyjsc na fitness, do kolezanki itp
a moja tesciowa wymaga ze moj maz po pracy zaraz jechal ze swoim tata dalej do pracy i wracal po 20tej
Widac ze ma do mnie jakies pretensje, bo powiedzialam jej ze jak maz wraca to ja tez musze miec czas dla siebie, ze chodze na fitness, ze dzieci tez musza spedzic czas z tata, ona tego nie rozumie i bledne kolko sie zamyka :roll:

Roza moj maz zapewnie uwaza tak samo, ze skoro pracuje i przynosi pieniadze to moze odchaczyc sobie dobry tatus. Ale ja chce czegos wiecej. moze chce za duzo....
ach sama nie wiem, moze faktycznie moi rodzice nie powinni zapraszac tesciow na kawe :roll:

Danka 9 - 2010-02-01, 14:15

landis mysalam ze oczekujesz czegos po tych spotkaniach rodzicow

to ich sprawa jak chca sie spotykac o rozmawiac o Was
Cytat:
moi rodzice wczoraj zadzwonili do moich tesciow, chcieli ich zaprosic na kawe do siebie i porozmawiac o wszystkim
moja tesciowa stwierdzila ze nie przyjdzie bo ona nie bedzie sie wtracac (normalnie nie wiem czy smiac sie czy plakac-wiecie jaka jest moja tesciowa, pisalam o tym)

a nie lepiej machnac ręką?
to prawo tesciowej ze nie chce sie spotykac....widac nie widzi potrzeby...
moze nie ma odwagi....jej prawo, sprubuj zrozumiec kobiete i uszanowac

choc wiem ze masz jej dosyc....kiedy bedziesz juz miala wprawe w asertywnosci wobec niej, bedzie Ci latwiej

a moja tesciowa wymaga ze moj maz po pracy zaraz jechal ze swoim tata dalej do pracy i wracal po 20tej
Widac ze ma do mnie jakies pretensje, bo powiedzialam jej ze jak maz wraca to ja tez musze miec czas dla siebie, ze chodze na fitness, ze dzieci tez musza spedzic czas z tata, ona tego nie rozumie i bledne kolko sie zamyka :roll:


ona nie musi nieczego rozumiec..niestety...ale to kwestia meza czy pozwala soba kierowac matce?
Kwestia jego odpepowienia od mamy swojej. To sprawa miedzy nimi.
A Twoja miedzy Toba a mezem, wyegzekwowac to co potrzebujesz....

Sami bez rodzicow macie dosc sily by sobie poukladac zycie...Ty z mezem, z tesciowa relacje,
landis, mam wraznienei ze podpierajac sie rodzicami, dajesz komunikat tesciowej ze sama z nia sobie nie dajesz rady....ze jestes od niej slabsza...jakos tak....czy czujesz sie przy niej jak dziecko?
(taka spekulacja?)
Cytat:
to ona sie obraza , jest trzaskanie drzwiamy i fochy z jej strony

a malo to ludzi robi fochy....nie przejmuj sie fochami...one sa po to by zastraszyc, pokazac ze jest zla...nie umie powiedziec moze wprost
mamo rozumiem ze ci ciezko to przyjac...ale nie zmienie zdania..szanuje cie..ale...

fochy to dobra bron..na Ciebie na razie dzialają :-P

landis85 - 2010-02-01, 15:24

tak Danusiu czasami czuje sie taka malo wazna, "bezbronna" wobec tego co tesciowa nam dyktuje
bo ja odnosze takie wrazenie ze ona chce naszym zyciem rzadzic i wiesz bardzo duzo osob w tym jej corki tak mysla
tak samo bylo z malzenstwami jej corek, dopoki stanowczo ziec nie powiedzial dosyc, to wtracala sie i rzadzila ile mogla
a jak ziec sie postawil powiedzial dosyc, wtedy byl jej placz, lamet, fochy
teraz tak jakby przerzucila sie na nas
chce dyktowac mi kiedy bede miala wolny czas zeby gdzies wyjsc, kiedy moge wyjsc z wlasnym mezem na spacer, czy moge kupic cos nowego do domu bez jej komentarza wielkiego, po co, na co itp
moj maz juz sie postawil, powiedzial jej, dosyc ostro ze koniec z wtracaniem
ale ona kiedy moj maz nie pojechal ze swoim tata dodatkowo do pracy dzwoni do mnie i z wielkim krzykiem i wyrzutem :(
nie potrafie sie odciac od niej, chcialabym jej powiedziec to delikatnie, juz pare razy mowilam, wtedy sie obrazala, nie odzywala, ale za jakis czas znowu to samo bylo...
nie radze sobie z tym, a nie chce zeby zawsze tak bylo
to naprawde dla mnie trudna sytuacja, a teraz w czasie kryzysu jeszcze bardziej sie nasilila

[ Dodano: 2010-02-01, 15:54 ]
moze mi akurat w czasie kryzysu wszysko przeszkadza, nie wiem
chociaz to od dosyc dawno zatruwalo nasze zycie....

musze byc troche bardziej stanowcza i przy mezu i przy tesciowej

Danka 9 - 2010-02-01, 17:54

Cytat:
tak Danusiu czasami czuje sie taka malo wazna, "bezbronna" wobec tego co tesciowa nam dyktuje

to znak ze musisz popracowac nad poczuciem wlasnej wartosci...bo wobec Pana Boga jestesmy rowni

Cytat:
dopoki stanowczo ziec nie powiedzial dosyc, to wtracala sie i rzadzila ile mogla
a jak ziec sie postawil powiedzial dosyc, wtedy byl jej placz, lamet, fochy


o widzisz, facet sie postawił, Ty kobieta tez mozesz!
dal rade fochom, dał :) to taki maly terror
ludzie stosuja fochy jak wiedza ze bedzie dzialal na niektorych...na mnei juz nie działa, wrecz smieszy...
widzisz tesciowa chce miec kontrole nad waszym zyciem,wynika to z jej slabosci, nieumiejetnosci zycia wlasnym zyciem
odcinajac ja od was, mimo dasow na poczatku...wyswiadczysz jej wielka przysluge
moze bedzie musiala sie soba zajac?

powolutku nauczysz sie byc bardziej stanowcza...kwestia cwiczenia....delikatnie sie nie da...trzeba czasem troche tupnac nogą..
modl sie za tesciową i za rozwiazanie tej sytuacji...jeszcze bedziecie kumpelki ;-)

kinga2 - 2010-02-01, 18:32

landis85 napisał/a:
ach sama nie wiem, moze faktycznie moi rodzice nie powinni zapraszac tesciow na kawe

Sedno tkwi w tym jakie stosunki panowały pomiędzy Waszymi rodzicami od chwili poznania.
Jeśli były poprawne i spotykali sie jako rodzina to normalne,że żyjąc niejako Waszym życiem rozmawiają o kłopotach, które weszły do domu. Ale jeśli nie było dobrych stosunków i tolerowali się, bo musieli. To Twoja teściowa mogła odebrać propozycję kawy jako swoista próbę wymuszenia na niej zmiany stanowiska wobec Waszego kryzysu.
Tak czy siak nie powinnaś brać sobie tego do serca, bo to normalna sztuczka :evil: , kiedy źle jeszcze zamącić a tym bardziej między młodymi, a rodzicami.
Tymczasem : Opóści człowiek Ojca i Matkę swoją....te słowa są kluczem to zrozumienia zaistniałej sytuacji. Nie dawaj się wrabiać :evil: .
Łzy były zbyteczne, nabierz dystansu.
Choć serce boli to rodzice muszą podjąć decyzję co zrobić z tym zgniłym jabłuszkiem, które zostało po zaistniałej sytuacji. Ty wysłuchaj, ale nie wtrącaj się. ;-)

Kari - 2010-02-01, 18:38

Landis, nie daj się wpędzić teściowej w poczucie winy. Jeśli się obraża, trzaska drzwiami, nie odzywa się to proszę bardzo, niech się obrazi nawet na dłużej. Może wtedy będzie sie mniej wtrącać. Ona w ten sposób Cię szantażuje i manipuluje Tobą. Nie dzwoń i nie przepraszaj ( chyba, że naprawdę masz za co). Nie zgadzaj się, żeby miała klucze do waszego mieszkania, bo wtedy może wchodzić kiedy chce i robić co chce, a na to nie można pozwolić. Nie zwierzaj sie jej i nie opowiadaj o wszystkich planach, bo otwierasz furkę, którą tesciowa od razu wykorzysta. Jesteś w zupełnie innej rodzinie niż Twoja teściowa i masz prawo mieć inne zdanie na wiele tematów. Poczuj sie wreszcie jak pani domu. Ja też miałam problemy z teściową ( moja dla odmiany ciągle płakała, gdy było coś nie po jej myśli) i często czułam się winna, że jestem taka okropna, a ona przecież chciała dobrze. Bałam się mówić co myślę, bo zawsze traktowała mnie z góry i otwarcie krytykowała lub naśmiewała się. Z perpektywy czasu widzę ile to zła wyrządziło we mnie samej i w moim małżeństwie. W którymś momencie przestałam się przejmować jej zachowaniem, zaprzestałam zwierzeń, opowieści i starałam się rozmawiać o tym co u nich słychać, a nie u mnie lub dosłownie o "pogodzie". Teraz naprawdę nie zwracam uwagi na rzekome przykrości, które jej wyrządzam, bo to jest jej problem, jej niedojrzałość, jej chęć kontrolowania wszystkiego, chęć dominowania i jednocześnie pycha, że ona wie najlepiej w każdej sprawie. W ogóle nie słuchaj co tesciowa Ci dyktuje i nie tłumacz się, ucinaj i odcinaj, to dobrze zrobi Wam obu. Ja mam teraz poprawne relacje z teściami, mam lepszy kontakt z nimi niż mąż, ale już nie boje się prosto z mostu powiedzieć co myślę. Kosztowało mnie to też wiele modlitwy o to,żeby pokochać moich teściów i spojrzeć na nich oczami Boga, który przecież też ich bardzo kocha. Oj trudne to było, bo dużo było we mnie żalu, buntu i pretensji, zwłaszcza, gdy widziałam jak ich wychowanie mojego męża przekładało się na nasze problemy w małżeństwie, a oni tak samo podchodzili do naszych dzieci.
landis85 - 2010-02-01, 19:46

dziekuje
duzo pracy jeszcze mam nad soba...

Kari masz racje wdajac sie w rozmowe co u nas i pozwalajac zeby tesciowa wyciagala inf o naszym pozyciu i wogole (kiedys zasugerowala czym mamy sie zabezpieczac, stwierdzajac za nas po co wiecej dzieci) otwieram jej furtke do mieszania i sama w tym uczestnicze jeszcze

fakt czasami mam niskie poczucie wartosci, to samo mowil mi spcyholog, moja tesciowa, to ogolnie bardzo w porzadku kobieta, bardzo ja lubie

z jej zieciami bylo tak ze oni wypowiedzieli swoje zdanie i bardzo rzadko odwiedzaja tesciowa, przewaznie tylko urodziny, imieniny i jakies wieksze okazje
a tesciowa jak nie widzi mnie 2 dni to dzwoni zebym przyszla,albo sama przychodzi wtedy wiadomo co tam slychac, a ja slyszalam ze to i tamto, wtedy ja niepotrzebnie wszystko mowie-chcac sprostowac czasami i przez to pozwlalam jej rzadzic naszym zyciem
pozniej ona to wykorzystuje

co do relacji jakie kiedys byly miedzy moimi rodzicami a tesciami, to zawsze byly w porzadku
kiedys moja mama byla zaproszona przez tesciowa, pozniej moja mama zaprosila moja tesciowa do siebie, mysle ze byly dla siebie na stopie kolezenskiej, moja mama jest z tych co lubi i ma duzo kolezanek
tesciowa jednak jest "samotnikiem" nikt jej nie odwiedza i ona sama tez do nikogo nigdy nie chodzi, widac bylo ze nie chciala blizszych kontaktow i moja mama nie nalegala

czasami bylo zal mi powiedziec cos tesciowej, nawet kiedy za bardzo sobie pozwalala czesto tez przy naszych gosciach, bo moja tesciowa szybko zostala sierota, byla najmldosza w rodzenstwie, wychowywal ja ojczym
w jej domu to ona jest najglosniejsza, czasami dostaje prawdziwej furii i tylko ona ma najwiecej do powiedzenia, mysle ze poprostu czasami nie umie zachowac sie inaczej, a ja przez to ze wczesniej slabo stawialam sprzeciwy to utwierdzalam ja ze tak powinno byc i juz.

jednak czasami nasza sytuacja przechodzila w patologie, bo tesciowa raz zarzadala osobnego klucza do naszego mieszkania i obrazila sie kiedy ja zabronilam mezowi dorabiac jej klucz...

mam nadzieje ze bedzie lepiej, bede pracowac nad soba
mezowi dalam ksiazke warto byc ojcem
sobie zamowie polecana przez naloga o tesciowej

kinga2 - 2010-02-01, 20:26

landis85 napisał/a:
sobie zamowie polecana przez naloga o tesciowej


http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4587

landis85 - 2010-02-05, 20:11

Witajcie !!
Relacje z tesciowa widocznie sie poprawily :)
dzis przyszla "niespodziewanie" na kawke do mnie
z rozmowy wyszlo ze przystopuje z wtracaniem
pytala sie czy maz juz cos zdeklarowal, odp zgodnie z prawda ze nie

dzis mam maly dolek, dowiedzialam sie ze maz w sobote byl na imprezie i podobno zaczepial jedna dziewczyne (tzn zaczal do niej pisac)
ach...tak mi podpadalo ze w niedziele tak pozno przyjechal i taki zmeczony ciagle byl i jak przyjechal juz po 11tej to pierwsze co poszedl spac...ale zaprzeczyl ze gdzies byl, a jednak...

[ Dodano: 2010-02-05, 20:22 ]
wiecie trapi mnie jeszcze jedna sprawa
wiem ze czasami zameczam Was problemami, ktore dla Was wydaja sie blahe
ale
maz od poczatku tygodnia kiedy przychodzi do nas idzie do kuchni i sam sobie naklada obiad, wczesniej czasami sie pytal czy moze cos zjesc
a teraz nic, naklada i je, nawet dziekuje nie powie
i teraz kiedy dowiedzialam sie o tej jego imprezie ogarnela mnie mala zlosc i uczucie wykorzystywania
bo jak to on sobie baluje wieczorami, zaczepia dziewczyny a w tygodniu jakby nigdy nic przychodzi do nas na obiad...

wiec chcialam mu napisac ze "nie lubie uczucia wykorzystania, a tak sie czuje
kiedy Ty balujesz sobie i podrywasz inne a pozniej przychodzisz do nas na obiad"

co myslicie, napisac mu cos?

Danka 9 - 2010-02-05, 21:46

mozesz w sumienic nie pisac..i pczekac az przejdzie Ci mała zlosc :-P

no i lepsze obiady gotowac bo maz po imprezie to wiesz, ma apetyt (wiem okropna jestem)

no bo z takiej malej zlosci to nic nie wynika, grzeczne dziewczynki sie nie zloszcza a jak juz to grzecznie, tak po troszeczku, jak wróbelki ;-)


a jak juz przyjdzie duza złosc...to sama wiesz...
granice ale na spokojnie :!: :!:

landis TY juz sama wiesz co robic..tylko jeszcze potrzebujesz utwierdzenia w nas, bardzie sie ciesze
z tesciowa bedzie dobrze :-)

Anula1 - 2010-02-05, 21:54

Landis, kochana. To, co się z obiadu, który został można zamrozić - przyda Ci się... Nie rozumiem w imię czego mąż, który nie zachowuje się jak mąż, ma korzystać z przywilejów męża...
Rączki ma, więc może sobie też ugotować. Mieszka osobno a u Ciebie się stołuje?

Danka 9 - 2010-02-05, 22:03

Anula, kope lat, pisz co u Ciebie :-) ?
Anula1 - 2010-02-05, 22:15

U mnie coraz lepiej. Pracuję nad sobą - chodzę na psychoterapię i odkrywam obszary, o których zapomniałam, bo koncentrowałam się na mężu. Teraz wreszcie robię coś dla siebie...Odpuściłam totalnie...
Pracuję nad relacjami z dziećmi, w pracy.
Prowadzę tzw. dzienniczek uczuć, ciągle się uczę siebie na nowo. Smakuję życie bez męża- jest na morzu, więc może i dlatego jest mi łatwiej :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Nie myśl, Danusiu, że się wywiniesz - zaproszenie wciąż aktualne!
Ściskam!!!

Satine - 2010-02-05, 22:34

landis85 napisał/a:

maz od poczatku tygodnia kiedy przychodzi do nas idzie do kuchni i sam sobie naklada obiad, wczesniej czasami sie pytal czy moze cos zjesc
a teraz nic, naklada i je, nawet dziekuje nie powie
i teraz kiedy dowiedzialam sie o tej jego imprezie ogarnela mnie mala zlosc i uczucie wykorzystywania
bo jak to on sobie baluje wieczorami, zaczepia dziewczyny a w tygodniu jakby nigdy nic przychodzi do nas na obiad...


Landis, Słoneczko. Bo widzisz - masz jak na dłoni przykład, jak to Twój mąż wyznacza TOBIE granice. I też - jak Ty pozwalasz je sobie przekraczać....

Wyprowadził się...........
Żyje jak kawaler, albo i lepiej, bo ma gdzie zjeść i się oprać....
W nocy i w weekendy baluje - żona nie widzi, nic nie musi wiedzieć........
Dziećmi się zajmie, i owszem.......... Ale tylko powierzchownie........ Bo na noc idzie do swojego kawalerskiego stumetrowego mieszkania i ma gdzieś to - jakim modelem rodziny karmi swoje dzieci, jaki przekaz międzypokoleniowy im funduje....jak wypacza im umysły.....

Już nie chciałam pisać wcześniej, że termin jaki mu wyznaczyłaś w liście, w którym oczekujesz jakiejś jego decyzji - był za długi....Bo cóż, napisałaś, stało się......Wspomniałaś, że dałaś mu czas do 14 lutego, ponad pół miesiąca to było, o ile dobrze pamiętam....Boisz się, Słonko, tak? Bo dlaczego znowu rozpięłaś nad mężem parasol - by tylko nie musiał się spieszyć z decyzją...by tylko nie spłoszyć, bo to i tamto....a jak widzisz sama na dłoni - NIE MA ZMIANY!

A co z Tobą? Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Gdzie Twoje prawo do bycia nie tylko kucharką i matką czyichś dzieci, ale i żoną, przyjaciółką?

O co chodzi Twojemu mężowi, skoro wyciąga Cię do kina, je Twoje obiadki - czyli nie unika Cię, lubi Cię, a nie stać go na to, by zaopiekować się Tobą i stać u Twojego boku? Nie stać go nawet na to, by opierać się pokusom.....

Czy dlatego, że nadal nie ponosi konsekwencji? Widzisz, już nawet nie tylko obiadki sam sobie bierze, ale i nawet "dziękuję" nie powie.....Landis, na co Ty jeszcze czekasz......Zastanów się tak poważnie, czego Ty chcesz i czego pragniesz? Bo może Ci to pasuje? Może to lepsze jest dla Ciebie, niż gdyby miał odejść, to Ty powinnaś lepiej wiedzieć....Dla mnie nie byłoby to do pomyślenia....i zadziwia mnie Twoja wytrwałość w tym, aby do tego stosu poduszek pod tyłkiem męża, dokładać kolejne.....On już tak wysoko na piernatach siedzi, że już nawet przestaje dostrzegać, kto mu te obiady gotuje.......

Pomyśl, Kochana, czego chcesz i to egzekwuj......Nie chce budować małżeństwa, nie chce terapii małżeńskiej, to do widzenia, aż dorośnie do tego....spotkania z dziećmi w takim i takim terminie (może wozić do niego?), ograniczyć domowe ciepełko do zera.....Może je mieć, jak zrozumie czego chce....Ale dlaczego Ty masz żyć na JEGO warunkach, tego już nie rozumiem.......O dzieciach pomyśl i zrób wszystko, aby tej sytuacji nie przedłużać.....bo jak widzisz, jest gorzej..........

[ Dodano: 2010-02-05, 22:37 ]
I jeszcze jedno.......Zastanawiasz się, czy pisać mu to: wiec chcialam mu napisac ze "nie lubie uczucia wykorzystania, a tak sie czuje
kiedy Ty balujesz sobie i podrywasz inne a pozniej przychodzisz do nas na obiad



A po co? Naprawdę sądzisz, że słowami coś uzyskasz? Że powiesz mu, jak się czujesz, a on pomyśli: źle zrobiłem.....A jeśli odpisze: Ok, to już nie będę przychodził na obiady.

Czy gdyby nie jadł tego obiadu, nie czułabyś się wykorzystana? Nie czujesz się wykorzystywana teraz? Jak wygląda Twoje życie? Landis........Pogody Ducha, poproś Boga o jasność myśli, zajrzyj w serce i do przodu........

Anula1 - 2010-02-05, 22:58

Napiszę Wam, co mi się spodobało:
[size=18]"Kobieta została stworzona z żebra mężczyzny.
Nie powstała z jego głowy, aby nad nim górować
ani ze stopy, by można ją było deptać,
lecz z boku, by była mu równa,
spod jego ramienia, aby ją ochraniał
i z miejsca bliskiemu jego sercu, aby ją kochał."
[/size]

landis85 - 2010-02-06, 19:21

witajcie kochani
potrzebuje czasami ostrego slowa i to bardzo zeby wrocic na wlasciwe tory

wczoraj a w sumie dzis w nocy duzo sie dzialo....

kiedy maz wychodzil do siebie, nasz syn zapytal sie kiedy wrocisz tato, a maz na to idz spac, powiedzialm mu zeby nie splawial w ten sposob syna, ze Olek teskni i czesto mnie sie pyta o to

pozniej

nasza corka obudzila sie w nocy i zaczela wymiotowac i sie dusic, balam sie i pierwszy raz zadzwonilam w nocy bylo cos po polnocy do meza czy moglby przyjechac do corki bo sie boje o nia, odp ze on jezdzi sobie po knajpkach i nie przyjedzie w zwiazku z tym
odlozylam sluchwawke
rano jak przyszedl wyrzucilam z siebie to wszystko co we mnie zalegalo a chcialam to chyba w sobie uglaskac i udac ze tego nie ma
nie wiem czy dobrze zrobilam
powiedzialam mu co to mialo znaczyc, co bylo wazniejsze niz corka? ze nawet nie zadzwoniles jak byles w domu czy juz jest z nia dobrze, czy jednak trzeba bedzie przyjechac,tutaj dodam ze w nocy spalam tylko 2 godziny, bo corka wymiotowala, rozwazalam wezwanie lekarza nawet, a dzis mialam 2 wazne egzaminy
powiedzialam mu jak sie czulam, co to ma znaczyc wogole, ze samochod, koledzy i knajpy wazniejsze? wyrzucilam z siebie ze dosyc mam takiego stanu, w rozkroku, ze nie zycze sobie zeby przychodzil na obiad i przed dziecmi udawal , przytulal mnie itp
powiedzialam rowniez ze dosyc mam jego urlopu od rodziny, bo jak to inaczej nazwac to co on robi,jaki przyklad dajemy dzieciom
na koniec maz mnie przeprosil za swoje nocne zachowanie, ale ja nie odzywam sie do niego
po uczelni zamiast jechac do domu przyjechalam na noc do mamy, maz wie ze zostalam na noc, ale mysli ze nocuje w miescie gdzie mam uczelnie
a teraz mam dosyc, nie chce ogladac go, na punkcie dzieci jestem bardzo drazliwa, zabolalo mnie to ze splawil naszego syna ktory za nim teskni i to nie pierwszy raz kiedy olek pytal sie meza kiedy wroci, albo czy bedzie spal u nas, a moj maz odp mu idz na bajke albo idz spac, to ze olal corke tylko jeszcze bardziej utwierdzilo mnie w tym zeby mu powiedziec co nieco o tym wszystkim co mysle.

Monika36 - 2010-02-06, 19:28

Landis
Nareszcie zrobiłaś mądry krok. Powiedziałaś mężowi STOP. Postawiłaś mu granicę i o to chodziło , bo już robi z Tobą co tylko chce, a ty mu na to pozwalasz.
Od niedawna znam Twój temat, pewnie niezbyt dokładnie , ale na tyle się doczytałam , że miałaś bardzo, bardzo dużo cierpliwości i na zbyt dużo mu pozwalałaś jednak.

Agnieszka - 2010-02-06, 19:36

landis , gdy nie wyznaczysz granic i nie powiesz stanowczo " DOŚĆ" i nie będziesz konsekwentnie wdrażać swoich decyzji w zycie , ta sytuacja nigdy się nie zmieni . Czas zakończyć ten dzień świstaka . ...
Agnieszka - 2010-02-06, 19:40

Satine napisał/a:
I jeszcze jedno.......Zastanawiasz się, czy pisać mu to: wiec chcialam mu napisac ze "nie lubie uczucia wykorzystania, a tak sie czuje
kiedy Ty balujesz sobie i podrywasz inne a pozniej przychodzisz do nas na obiad


A po co? Naprawdę sądzisz, że słowami coś uzyskasz? Że powiesz mu, jak się czujesz, a on pomyśli: źle zrobiłem.....A jeśli odpisze: Ok, to już nie będę przychodził na obiady.


Landis - definicja szaleństwa - robić ciągle to samo oczekując innych rezultatów .




Słowa nie działaja - tylko czyny !

Landis czy Ty aby nie polubiłaś tego swojego bagienka ? Bagienko niefajna rzecz , ale zawsze jest tam znajomo.....a jak się wyjdzie to nie wiadomo jak będzie .....

landis85 - 2010-02-06, 19:48

tak mialam za duzo cierpliwosci, ale wiecie co?
kazdy mi to mowil
psycholog, moi rodzice, tescie, znajomi
a ja co?
nic
wyznaczylam sobie pewne cele i chce ich sie trzymac
macie racje duzo mowie malo robie, ciagle pisze i na tym sie konczy

Anula1 - 2010-02-06, 23:56

Ale widzisz... Już teraz widzisz...
Danka 9 - 2010-02-07, 14:13

Anula, jestes kochana, dziekuję :-)

landis, to juz duzo ze widzisz...tak to dziala ze wiemy ale nadal dzialamy destrukcyjnie
ale bol ktory przynsza ciagle te same zachowania prowadzi nas ku zdrowiu

wiec jak juz Ci sie ulewa...działasz i tak trzymaj
stare bedzie wracac ale i tak jestes do przodu
Pan BOg bedzie prowadzil

landis85 - 2010-02-08, 15:13

dzien dobry!

zaczelam powoli wprowadzac w zycie to co postanowilam
niedlugo mielismy jechac na wesele, powiedzilam mezowi ze dopoki jestesmy odzielnie to nie pojedziemy razem na ten slub (bo nie wyobrazam sobie udawac przed rodzina kochajacego malzenstwa, na pty co u nas odp z usmiechem ach wszystko dobrze itp, po slubie co? znowu kazde do swojego pojedzie?) powiedzialam ze dosyc mam udawania i klamania, takie jest moje zdanie, jakby co pojade sama z dziecmi
dzis napisalam do meza aby jutro nie zapomnial napisac mi o ktrej przyjedzie po dzieci (powiedzialam mu wczoraj ze 3 dni w tygodniu chcialabym zeby spedzal z dziecmi i tylko z nimi i to u siebie-ja w tym czasie chce sie poczuc i tez odpoczac, zrobic porzadek w domu itp)
odp mi ze bedzie po 16tej, ja mu odp zeby dal znac to ubiere juz dzieci
wczoraj opowiadal mi ze w weekend na impreze gdzies jedzie, powiedzialam mu spokojnie -to fajnie, nie musisz mi o tym opowiadac, ja byc moze tez gdzies wyjde z kolezanka, pytal sie czy moze razem gdzies pojedziemy, nic mu nie odp (mysle ze nie powinnam nigdzie z nim wychodzic do kina, jezdzic dopoki nie okresli sie co dalej z niami)
troche rozmawialismy o "zyciu" o znajomych, powiedzial cos ciekawego
ze dopoki on nie widzi problemu to, to olewa i nie interesuje sie tym (to tak jakby mowil o naszym malzenstwie-jego wyprowadzka-dla niego to nie jest jakis problem :mial gdzie spac, zjesc tez, ja mu w sumie nadskakiwalam,wieczorem nocne zycie kawalera-wiec w czym problem? powiedzial ze dopiero jak jest problem to on robi wszystko zeby to rozwiazac
i to jakby odnosilo sie do naszego terazniejszego zycia, on nie widzi problemu w tym wszystkim, a ja mu pomoglam tego nie widziec...
dzis jeszcze przyszedl listonosz i znowu paczka za ktora trzeba zaplacic a ja o tym nic nie wiem... (w tym tyg to 140 zl w zeszlym bylo 190 zl i tez nic nie wiedzialam)
napisalam ze zle sie czuje kiedy przychodza paczki a ja o tym nic nie wiem, ze juz nie raz poruszalam ten temat i prosze aby paczki pieniezne zamawial na swoj terazniejszy adres.

napiszcie prosze co o tym myslicie? - o tym co powiedzialam mezowi

jestem dzis jakas podenerwowana, nie spokojna, zla?

Danka 9 - 2010-02-08, 15:23

landis jestes asertywna, z tego co piszesz bardzo jestes konsekwentna, rzeczowa.

Paczki bym nie odbierala...moglas nie miec pieniedzy w domu...nie musisz juz prosic meza o zmiane adresu na paczki, po prostu nie interesuja Cie poki co

landis kochana, poddenerwowanie minie, przyjdzie spokój :-)
to taka sinusoida raz tak, raz tak....sciskam

landis85 - 2010-02-08, 15:49

dzieki Danusiu!
paczki nie odebralam, ani tej dzisiejszej ani poprzedniej bo nie mialam takiej kwoty przy sobie

jestem troche nerwowa w srodku bo robie cos nowego, innego, wczesniej bardzo uwazalam zeby swoim zdaniem nie zranic meza, zeby nie powiedziec czegos co moze go zdenerwowac...
taka prawda...

ogolnie teraz mam taki ciezki nastroj, nie wiem zdane egzaminy, dzieci zdrowe a ja ciagle taka poddenerwowana :( ale moze faktycznie ten czas minie, wczoraj przez studia nie poszlam do kosciola, w sobote tez nie mialam takiej mozliwosci
a czuje ze musze isc, moze w srode pojde jak meza weznie dzieci

Danka 9 - 2010-02-08, 16:08

KOchana, ja tez po egzaminach bylam jeszcze podminowana....plus kryzys...to normalka

daj sobie czas niech sie wyszumia te nerwy...odpoczywaj

a i tez tak pomyslalam: ze to nowe rzeczy dla Ciebie stad ten stres...

[ Dodano: 2010-02-08, 16:09 ]
gratuluje zdanych egzaminow..... :mrgreen: ja tez juz po i zdane wszystkie

landis85 - 2010-02-08, 16:13

w takim razie rowniez gratuluje :)

u mnie jeszcze 3 przede mna :roll: i wsio

nałóg - 2010-02-08, 18:39

Landis.............. napisz "scenariusz"
landis85 napisał/a:
dopoki on nie widzi problemu to, to olewa i nie interesuje sie tym (to tak jakby mowil o naszym malzenstwie-jego wyprowadzka-dla niego to nie jest jakis problem :mial gdzie spac, zjesc tez, ja mu w sumie nadskakiwalam,wieczorem nocne zycie kawalera-wiec w czym problem? powiedzial ze dopiero jak jest problem to on robi wszystko zeby to rozwiazac

i "wyrwij ząb"

landis85 - 2010-02-11, 20:52

witajcie!
u mnie jakos czas leci, jestem przeziebiona
staram sie codziennie nie analizowac swojego malzenstwa
bardzo staralam sie wprowadzic w zycie to co sobie obiecalam
chcialam zeby maz 3x w tygodniu odwiedzal dzieci i zabieral dzieci do siebie, tak zeby ten czas spedzil tylko z nimi, nie za mna
jednak maz opiera sie nogami i rekoma, notorycznie sie spoznia co doporwadza mnie do szalu czasami, ale ograniczam sie na zwroceniu mu uwagi-spokojnie
dzis nasz synek pytal sie czy tata zostanie, M odpowiedzial ze nie
powiedzialam zeby powiedzial dziecku dlaczego nie zostaniesz, zeby wyjasnil, a nasz syn nie pytal sie sto razy dziennie czy tata dzis zostanie
w duchu liczylam ze powie Olkowi ze obecnie nie mieszka z nami bo nabroil, ale po weekendzie postara sie wrocic do domu (w niedziele mija termin odpowiedzi)
a on powiedzial Olkowi ze nie jestesmy razem i dlatego tu nie mieszka
nie powiem bylam troche rozczarowana i zla
nie podobalo mi sie tez to ze jak przyszedl pozniony do dzieci to pierwsze co do kuchni (ale my juz dawno po obiedzie i nic nie zostalo) wiec poszedl sie kapac
powiedzialam mu ze chcialabym wkoncu jasna sytuacje, ze nie wyobrazam sobie na dluzsza mete takiego zachowania, ze on tu sie kapie, spedza czas a potem wychodzi
maz sie obrazil, powiedzial ze wozi mi wegiel, placi rachunki, kredyt itp a ja jakbym wyganiala go z domu
ale nie o to chodzi, moze tak wyszlo, ale mi bardzo nie podoba sie takie zycie niby razem a jednak osobno...
powiedzialam wtedy mu ze nie bede czekac na niego cale zycie az podejmie decyzje (co moze bylo nie na miejscu i nie powinnam tego mowic)
poszlam do innego pokoju, maz przyszedl powiedzial ze zawsze bede jego sloncem, a ja mu odp ze moze kiedys faktycznie bylam ale po mnie juz byly inne sloneczka
pozniej mowil cos o wspolnym wyjezdzie na wesele
mimo ze wczesniej dalam mu znac ze jezeli nie bedziemy razem to nie pojedziemy na to wesele razem, zeby pozniej klamac rodzinie ze u nas wszystko dobrze a na koniec pojechac kazde do swojego mieszkania
maz zarzucil mi ze chcial cos naprawic, ze przeciez zapraszal mnie do kina
a ja mu odp ze co z tego skoro i tak nic z tych wyjazdow nie wyniknelo, kazde jechalo do siebie i to wszystko
powiedzialam ze ja nie potrafie przezjsc z tym do porzadku dziennego albo tylko dlatego ze ktos zaporsil mnie do kina, ze potrzebuje szczerej rozmowy, musze wiedziec ze zaluje tego co zrobil
na co moj maz odp mi ze on nie ma za co mnie przepraszac, ze najgorszym mezem nie byl
widac ze on nie widzi problemu w tym co robil, to ze chcial nas zostawic 3x to dla niego nic takiego, to ze kochal inne, mnie tyle razy zranil dla niego nie jest jakis problem za ktory trzeba przeprosic
ogolnie po tej rozmowie utwierdzilam sie tylko w przekonaniu ze moj maz nie czuje sie winny, on nie widzi problemu w tym co robil caly rok i to 3 razy, wiec nie musi przepraszac, bo jak przepraszac za cos za co nie czuje sie winy?
na koniec zapytal sie mnie czy w niedziele (walentynki) gdzies pojedziemy
ehhh powiedzialam ze nie wiem

ja juz mam METLIK w glowie, nie wiem jak postepowac, co powiedziec itp
maz chyba mysli ze zaprosi mnie do kina a ja o wszystkim zapomne i zaproponuje mu wrocenie do domu-napewno na to liczy...

na koniec zauwazyl otworzone zdj mojego kolegi na pulpicie, ale o nic nie zapytal
jednak pierwszy raz wyszedl bez pozegnania i nie przyszedl dac buziaka-co zawsze robi jak zabiera syna do przedszkola , albo wychodzi na noc do siebie....

zauwazylam ze czesto trace cierpliwosc, ze jestem ostatnio ciagle smutna, taka otepiona, bnie moge skupic sie na nauce, modlitwie, dzieci mnie denerwuja
bardzo brakuje mi bliskosci meza, doskwiera mi samotnosc wieczorami, w nocy, tesknie :(

[ Dodano: 2010-02-11, 20:59 ]
jak sprawic zeby w tym co robil dostrzegl w koncu problem/blad?

Danka 9 - 2010-02-11, 21:36

landis trzymaj sie dzielnie dziewczyno, modl sie mimo wszystko...

poczytaj sobie co pisaalismy wczesniej co Ty pisalas....jakie mialas/masz postanowienia...
i realizuj konsekwentnie

napisz sobie co chcesz konkretnie zrobic....
buziaczki i myk do kochanki??? Pasuje Ci taki układ? Chyba nie? A mimo tego brakuje ci takich namiastek bliskosci....
Zobacz swoje zachowania...

landis85 - 2010-02-12, 11:25

Wlasnie wrocilam od tesciowej
dowiedzialam sie ze teraz tam moj maz sie stoluje, moja tesciowa tak pozalowala mojego meza ktory musial ciagle zywic sie kebabami i hotdogami, biedaczek
prac pewnie tez juz mu pierze
a nie zdziwie sie kiedy okaze sie ze przychodzi do mieszkania mu sprzatac...
tak nam pomaga....
szkoda slow
dowiedzialam sie od niej ze moj maz bardzo by chcial wrocic ale ja nie chce
a ja zapytalam sie jej kiedy moj maz ze mna rozmawial na ten temat?
nigdy
kolejny raz slysze ze moj maz mowil jej ze chce wrocic, ale jakos mi tego nie powiedzial
moze mysli ze jak mi cos kupi, da buziaka to ja go poprosze o powrot? i klopot z glowy, nie trzeba przepraszac, kolegom powie sie ze wrocilem bo zona chciala/nalegala itp itd

:roll:

[ Dodano: 2010-02-12, 11:55 ]
akurat kiedy bylam w domu przyszedl tutaj moj maz po jakies faktury
zapytalam sie o to co mowil swojej mamie
o to ze on chce wrocic (co zreszta nie pierwszy raz slysze od niej) tylko ze ja nie chce
powiedzial ze nigdy tak swojej mamie nie mowil, bo jemu jest dobrze tam u siebie
nie musze chyba pisac jak sie wkurzylam, dobrze ze powstrzymalam sie przed krzyczeniem
powiedzialam mu ze w takim razie ma to co mi przed chwila powiedziec dzis swojej mamie kiedy bedzie tam na obiedzie
pozniej zaczal sie wykrecac, ze jemu nie pasuja warunki powrotu do domu
tj terapia, koniec czatow, zrywa z blokadami w telefonie i panienkami poznanymi na czacie
powiedzialam ze warunkow nie zmienie i kropka, wyszlam do innego pokoju
maz pozniej napisal mi sms-a "przepraszam"
ale nic mu nie odp

klamstwo goni klamstwo...

[ Dodano: 2010-02-13, 08:27 ]
Jutro prawdopodobnie maz wraca do domu...
Tesciowa z tesciem bardzo go przycisneli z tego co wiem, wiem ze powiedzieli ze skoro nie ma uczucia miedzy nami to mamy wrocic dla dzieci i dac im dobry przyklad, ze mozemy spac w oddzielnych pokojach (nie wiem czy to bedzie dobry przyklad, no ale moze...)
wiem ze maz odwalekal powrot bo bal sie ze zakarze mu codzinnych jazd po nocach, i ja mu wczoraj to wyjasnilam
powiedzialam ze kiedy rozwiazemy problem braku zaufania to nie wykluczam ze mu pozwole, ale dopiero jak ten problem bedzie rozwiazany

Boje sie ze jutro uslysze ze on wraca, ale robi to tylko dla dzieci itp itd
Pisal mi wczoraj ze bardzo mnie lubi :-/ :-|
nie wiem tak jakos dziwnie sie czuje, wiem ze bedzie chcial ze mna spac
a ja po przeczytaniu fragmentow ksiazki poleconej przez Kinge o stawianiu granic (zamowilam ja Kingo sobie wczoraj na allegro)
stwierdzilam ze bardzo pasowac bedzie do takiej sytuacji " kocham cie, ale problem braku zaufania i braku poczucia bezpieczenstwa sprawia ze nie moge zblizyc sie tak bardzo do ciebie"
nie wiem co myslicie na ten temat?
nie spalam pol nocy, troche sie stresuje ta sytuacja jutrzejsza....

eliasz - 2010-02-14, 00:55

landis85 napisał/a:

[...]
pozniej zaczal sie wykrecac, ze jemu nie pasuja warunki powrotu do domu
tj terapia, koniec czatow, zrywa z blokadami w telefonie i panienkami poznanymi na czacie
powiedzialam ze warunkow nie zmienie i kropka, wyszlam do innego pokoju
maz pozniej napisal mi sms-a "przepraszam"
ale nic mu nie odp

klamstwo goni klamstwo...

Jutro prawdopodobnie maz wraca do domu...
Tesciowa z tesciem bardzo go przycisneli z tego co wiem, wiem ze powiedzieli ze skoro nie ma uczucia miedzy nami to mamy wrocic dla dzieci i dac im dobry przyklad, ze mozemy spac w oddzielnych pokojach (nie wiem czy to bedzie dobry przyklad, no ale moze...)
wiem ze maz odwalekal powrot bo bal sie ze zakarze mu codzinnych jazd po nocach, i ja mu wczoraj to wyjasnilam
powiedzialam ze kiedy rozwiazemy problem braku zaufania to nie wykluczam ze mu pozwole, ale dopiero jak ten problem bedzie rozwiazany

Boje sie ze jutro uslysze ze on wraca, ale robi to tylko dla dzieci itp itd
Pisal mi wczoraj ze bardzo mnie lubi :-/ :-|
nie wiem tak jakos dziwnie sie czuje, wiem ze bedzie chcial ze mna spac
a ja po przeczytaniu fragmentow ksiazki poleconej przez Kinge o stawianiu granic (zamowilam ja Kingo sobie wczoraj na allegro)
stwierdzilam ze bardzo pasowac bedzie do takiej sytuacji " kocham cie, ale problem braku zaufania i braku poczucia bezpieczenstwa sprawia ze nie moge zblizyc sie tak bardzo do ciebie"
nie wiem co myslicie na ten temat?
nie spalam pol nocy, troche sie stresuje ta sytuacja jutrzejsza....


Uważam, że musisz być wobec swojego męża twarda i jasno postawić warunki na jakich może on prawdziwie _wrócić_ do Ciebie i odnowić waszą więź małźeńską. Jeżeli bowiem chce wrócić do Ciebie tylko "częściowo", bez zerwania ze złem, które niszczy waszą rodzinę, trwając jedną nogą w starym bagnie niewierności, to jest to nieuczciwe względem Ciebie i taki "powrót" będzie tylko kłamstwem oraz wyczerpującą obustronnie grą pozorów, z której nic dobrego nie wyniknie. Tym gorzej, gdyby wiązało się to z bliskością fizyczną - byłoby to tylko uleganiem własnej słabości, a w gruncie rzeczy stanowiłoby brak szacunek wobec samej siebie i podtrzymywaniem niedojrzałej, nieuczciwej postawy męża.

Tak jak nie można prawdziwie wrócić do Boga, nie zrywając z grzechem, tak samo nie można prawdziwie wrócić do więzi z żoną, nie zrywając zdecydowanie z wszelką formą niewierności, dwuznaczności, życia w kłamstwie. Twój mąż potrzebuje jednego i drugiego, a do takiej decyzji trzeba dojrzeć. Żeby jednak do niej dojrzeć, trzeba stracić komfort różnych "połowiczności", wyzbyć się szkodliwych złudzeń o tym, że można jednocześnie "zjeść ciastko i nadal mieć ciastko". I teraz tylko Twoja twarda, zdecydowana postawa, stawianie sprawy jasno, że albo wóz albo przewóz, tj. albo jego uczciwe zerwanie z wszelką niewiernością i wtedy jedność z Tobą (także fizyczna), albo jego dalsze trwanie w fałszu i brak jedności z Tobą (a wtedy także i wspólne spanie jest wykluczone bo byłoby oszustwem z jego strony), otóż myślę, że tylko taka twarda postawa jest SZANSĄ dla niego na otrzeźwienie.

Plus modlitwa, żeby dojrzał, żeby zrozumiał, że prawdziwa miłość to nie żadne przejściowe "uczucie" czy fascynacja erotyczna, ale podjęta wobec Boga decyzja oddania siebie w darze drugiemu człowiekowi i trwanie z pomocą Bożej łaski w tej decyzji, w pracy nad rozwijaniem wzajemnej bliskości, zaufania, ofiarnego służenia sobie nawzajem, we wspólnym dźwiganiu codziennych obowiązków itd.

Natomiast takie "niby-bycie-razem" podejmowane dla dzieci widzę bardzo sceptycznie, dzieci są doskonałymi obserwatorami i szybko wyczują fałsz w waszej relacji i będą nieszczęśliwe. Szczęściem i wzorem dla dzieci jest para kochających się, wiernych i oddanych sobie rodziców - do tego zatem należałoby dążyć.

landis85 - 2010-02-14, 08:48

dziekuje Eliasz za wyczerpujaca odpowiedz w moim temacie :)

maz przyjdzie po 10tej, jestem bardzo ciekawa tej rozmowy, z drugiej strony obawiam sie bardzo ze maz da mi odczuc ze wrocil tylko dla dzieci, dla ich dobra i poniewaz wszyscy chcieli
nie dla siebie

jednak zna warunki powrotu i wie ze bedziemy musieli przejsc terapie malzenska oboje , moze tam tez sie czegos nauczy

to prawda moj maz jest niedojrzaly i to bardzo, do dzis zadaje sobie pytanie jak ten czlowiek mogl sie tak zmienic :roll: na zle

przed slubem znalam go prawie 5 lat, 4 lata bycia ze soba na codzien , naprawde nie wiem czy to ja bylam przez te lata zaslepiona i on to ukrywal czy tak sie zmienil po slubie
naprawde nie wiem

napewno bede pisac na biezaco co sie u nas dzieje i licze na Wasza pomoc :)
dzis trudny dzien przede mna...

Mirakulum - 2010-02-14, 11:24

Landis trzymaj sie Pana Jezusa , i proś Ducha św o to by "prowadził" za ciebie ta trudną rozmowę .
Z Bogiem

landis85 - 2010-02-14, 12:04

dziekuje
maz przyszedl godzine spozniony
dostalam od niego roze i duze pudelko czekoladek, ale nic w sumie takiego nie powiedzial
poki co nie zaczal tematu a ja nie wiem czy pierwsza mam mu przypomniec ze dzis jest TEN dzien?
maz teraz spi :-/ wczoraj pil u kolegi i jest taki zmeczony....ostatnio stalo sie rytaulem ze maz w niedziele jak do nas prztchodzi to od razu idzie spac...

no zobaczymy, bede pisac

kinga2 - 2010-02-14, 15:05

landis85,
Postaraj się przeczytać:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4823
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4820

landis85 - 2010-02-14, 19:12

witajcie!
Kingo ksiazke zamowilam juz o granicach :)
to co wyslalam postaram sie ptrzeczytac wieczorem
ogolnie to jeszcze nic nie wiem
maz jest niezdecydowany
w pewnym momencie byl bardzo zainteresowany naszym domem co bedzie jezeli nie wroci
nie chce isc na terapie powiedzial stanowczo, on nie widzi problemu, tak jak pisalam wczesniej wrocic ok ale dla dzieci, ale nic nie robic zeby cos naprawic, zyc dla dzieci i pewnie dalej robic to co sie robilo
rece opadaja
mam wrazenie ze to ja blagam go zeby wkoncu podjal decyzje
powiedzialam ze zasady obowiazuja i nic w tej kwestii sie nie zmieni (nie zrezygnuje z terapii itp)
jestem zawiedziona troche, widac ze mezowi malo zalezy, przeczytac na jego czole mozna ze jemu jest tak bardzo wygodnie ze nie mysli o powrocie
wazne ze ja bede z dziecmi a on tam sam, obiadki u mamy, wieczory i noce hulaj dusza...

odezwe sie jak juz maz cos postanowi

kinga2 - 2010-02-14, 19:21

landis85,
Wszystko w rękach Boga.
Dziś dzień zakochanych, a Bóg nam mówi, że kiedy skońcżą się motylki w brzuchu, wtedy jest czas na MIŁOŚĆ (do Boga i do ludzi) :mrgreen: i tego musi nauczyc sie Twój mąż. :mrgreen:

landis85 - 2010-02-14, 21:45

weszlam na chwile
maz chce wrocic ale podkreslal wiele razy dla mnie i dzieci
dla siebiew on by nie wracal
o terapii nie ma mowy, mowi ze nie zaciagne go sila i co teraz?
zgodzic sie zeby wrocil i nie chodzil na terapie?
mowi ze na uczucia od niego nie mam co liczyc, tego nie ma i nie bedzie, robil aluzje co do tego ze to mnie wykonczy i ze zobacze jak to jest....
co robic?

[ Dodano: 2010-02-14, 21:46 ]
jego warunki to nie ma terpaii nie ma kosciola i niczego z tym zwiazane
pomozcie

[ Dodano: 2010-02-14, 22:25 ]
jak ja sie mylilam ze maz wroci do nas, ze wybierze rodzine :(
jest mi tak przykro ze ciezko obrac to w slowa
maz pojechal do siebie

[ Dodano: 2010-02-15, 06:13 ]
witam!
Maz w nocy jednak wrocil....
powiedzial ze zrobil to dla swietego spokoju, zeby wkncu jego rodzice przestali gadac
dowiedzialam sie ze powodem jego odejcia bylo to " nam sie nie ulozylo i on odkryl ze teraz liczy sie dla niego jego wlasne dobro"
nue rozumiem tego, mial co chcial, miesiecznie tys wydawal na samochod, obojetnie czy rachunek zaplacony czy nie, na samochod musial wydac, po nocach jak chcial to jezdzil, na zloty jezdzil
czego jeszcze mu brakowalo?
mam wrazenie ze im wiecej mial tym wiecej chcial

czy jego powrot ma sens?
czy to cos zmieni? boje sie ze teraz bedzie sie dobrze zachowywal, ale dlugo nie wytrzyma i wroca panienki, czaty itp
slowo terapia i kosciol ma nie istniec
on robi to dla dzieci i swoich rodzicow
dla siebie mowi ze by tu nigdy nie wrocil
a ja zastanawiam sie czy bede w stanie to wszystko wytrzymac? jego ozieblosc, brak checi zmiany czegos w naszym malzenstwie
nie moge spac i zastanawiam sie czy dla dobra mojego i dzieci nie lepiej odseparowac go calkowicie od nas?
Boze nie wiem nie umiem objac tego wszystkiego myslami, tak bardzo chcialam zeby wrocil, ale to co uslyszalam :roll: :-x

[ Dodano: 2010-02-15, 08:27 ]
dzis rano takze troche rozmawialam z mezem
zapytalam sie czy zaluje tego co robil (tych 3 kobiet, tego ze chcial odejsc) powiedzial ze nie
pytalam sie rowniez na czym chce budowac dalej nasze malzenstwo? nasza rodzine, odp ze na milosci....
ja juz nic nie rozumiem

obecnie rozwazam:
-zgode na to zeby maz zostal mimo ze nie chce podjac terapii, zobaczyc co bedzie sie dalej dzialo, co on bedzie robil w kierunku zeby uratowac malzenstwo, ja bede modlic sie dalej za nas, na terapie pojde sama

-on tu zamieszka z dziecmi a ja wyprowadze sie do mamy (mieszka 5 minut drogi od nas), nie stac mnie zeby oplacac kredyt prawie 2 tys plus rachunki, utrzymac sie i jeszcze placic za studia swoje, pojscie do prac y jest narazie nie mozliwe, bo mam 1,5 roczna corke a babcie pracuja,oczywiscie na czas pracy meza bede przychodzic do domu i wychodzic kiedy maz bedzie wracal z pracy i oboje polozymy dzieci

-zostaje w tym domu z dziecmi, maz oplaca 2 domy jednoczesnie (nasz i swoj wynajmowany) zobowiazuje sie placic dopoki nie skoncze studiow i nie pojde do pracy co ustalamy na pismie, nie przychodzi sie tutaj kapac i nie przychodzi codziennie ogolnie, tylko 3x w tygodniu i zabiera dzieci do siebie

mam metlik w glowie, potrzebuje kogos kto spojrzy na ta cala sytuacje z boku

Nirwanna - 2010-02-15, 08:48

Patrzę z boku.... :-?
Landis, doświadczenie mówi, że jeśli ktoś podejmuje jakieś działania "dla kogoś", bez własnego wewnętrznego przekonania, że tak chce - to gruchnie to prędzej czy później.
Tylko do Ciebie należy odpowiedź na pytanie, czy dasz radę żyć tak, jak napisałaś: "ja bede modlic sie dalej za nas, na terapie pojde sama", bez działalności męża w kierunku naprawy małżeństwa. Ja ze swojej strony na pewno odradzałabym Twoją wyprowadzkę, a zostawienie męża samego z dziećmi. I to wcale nie ze względu na jego jakąś tam nieodpowiedzialność. Twoje dzieci są po prostu jeszcze w tym wieku, że bardziej "na co dzień" jest im potrzebna mama. Po prostu - szkoda dzieci - tak ja to widzę.

landis85 - 2010-02-15, 08:50

rozmawialam z tesciowa, powiedziala ze jezeli bedzie tu mieszkal, odetnie sie troche od kolegow i ich wplywu to wyjdzie mu na dobre i sie zmieni wkoncu, ze na to trzeba czasu
to samo mowila moja mama
skoro jednak Bog przyprowadzil go do domu to chyba nie powinnam mu kazac odchodzic...

[ Dodano: 2010-02-15, 08:53 ]
Nirwano czyli przychylasz sie bardziej abym postawiloa sprawe jasno : albo maz wraca i idziemy na terapie, albo maz nie zgadza sie na terapie i nie wraca do domu ?
myslisz ze powinnam poczekac az maz kiedys sam dojrzeje do tego, kazac mu wybrac (napewno na terapie sie nie zgodzi i odejdzie) ?

ach Boze pomoz podjac dobra decyzje

Nirwanna - 2010-02-15, 09:14

Landis - powiem tak. To moje doświadczenia. Ja postawiłam sprawę na ostrzu noża i jestem w separacji, ale nie żałuję tego, bo wiem, że nie byłabym w stanie mieszkać z mężem w sytuacji trójkąta małżeńskiego. Jestem monogamiczna. Innych figur geometrycznych w moim życiu nie akceptuję. Koniec i kropka. Tylko że ja nie mam dzieci...
Właśnie - jestem też dzieckiem moich rodziców. I jestem memu ojcu niezmiernie wdzięczna, że pomimo kryzysu został z nami, choć zrobił to właśnie tylko dla dzieci. A chciał odejść. To że został - oceniam dla i nas rodziny, i dla niego jako lepsze. Mimo tego, że z mamą wciąż żyją mocno "obok siebie", choć pod jednym dachem. Tylko różnica taka, że mój ojciec był i jest człowiekiem choć w podstawowym stopniu odpowiedzialnym za życie, które powołał, i rodzinę którą założył....

Satine - 2010-02-15, 09:14

Landis - przecież już raz postawiłaś mężowi warunek, prawda? Miał do 14 lutego odpowiedzieć, no i odpowiedział - żadnej terapii, żadnego Kościoła, wracam tylko dla dzieci.

A dalej piszesz:

landis85 napisał/a:
obecnie rozwazam:
-zgode na to zeby maz zostal mimo ze nie chce podjac terapii, zobaczyc co bedzie sie dalej dzialo, co on bedzie robil w kierunku zeby uratowac malzenstwo, ja bede modlic sie dalej za nas, na terapie pojde sama


Mąż ma komunikat jasny i wyraźny:

- on ustala zasady
- możesz sobie gadać, a on i tak zrobi to, co zechce
- Twoje słowa są mało warte, bo i tak ustąpisz



Nic się nie zmieni, jeśli nie nauczysz się pilnować własnych granic....
Mąż ustala zasady, teściowa ustala zasady, mama ustala zasady, a Ty się miotasz.
Na terapię oczywiście, że sama też idź, w tej kwestii akurat nie musisz na męża się oglądać.

Chcesz rady kogoś z boku?

Podtrzymałabym swoje żądania z listu.

Terapia małżeńska i powrót do rodziny w celu jej odbudowy, koniec z kawalerskim życiem, czatami itd - to oczywiste. BO TO NIE JEST NORMALNE! I nie masz żadnego obowiązku, a wręcz prawa się na to godzić - także ze względu na dzieci właśnie! To jest także dla ochrony dzieci.

A jeśli nie, to formalna separacja, ustalenie alimentów i spotkań z dziećmi. Tym bardziej, że piszesz, że masz kłopoty finansowe, a mąż wynajmuje mieszkanie 100m2, wydaje 1 tysiąc na tunning auta - no dajże spokój, dziewczyno......

Chyba, że jesteś aż tak zapatrzona w męża-bożka (tak, bożka niestety), że zrobisz wszystko, zrezygnujesz z własnych zasad, z dobra dzieci, z NORMALNOŚCI - aby tylko mąż był w domu....Nirwanna ma rację - gruchnie prędzej czy później...............

Jarosław - 2010-02-15, 09:20

landis85 napisał/a:
slowo terapia i kosciol ma nie istniec
on robi to dla dzieci i swoich rodzicow
dla siebie mowi ze by tu nigdy nie wrocil

Wiesz landis może tak też być, że mąż gra taką rolę twardziela. W sumie może coś mu doskwierać, ale wstyd mu się przyznać do tego i "zwala" na miłość do dzieci.
Nie znamy jego myśli.
To z kościołem i terapią też może być zagrywką pod ambicję.
Powinnaś sama zadecydować znasz męża, jeżeli masz wysoką pewność, że nie ma ochoty zmieniać swoich nawyków to stan twardo.
Jednak stojąc twardo na ziemi trudno zgodzić się z tym iż tak szybko przejrzał na oczy.
Może teściowie dają mu "popalić" i chce ich na trochę uspokoić.
Pozdrawiam
Jarek

katblo - 2010-02-15, 09:58
Temat postu: Dwoje musi chcieć
Sama małżeństwa nie uratujesz.
Nawet jeśli będziesz doznawała łask od Boga, jeśli serce męża będzie zamknięte, nic z tego nie wyjdzie.
Wiem jak to jest i doskonale to rozumiem.
Jeśli chcesz, pisz do mnie na priva.
Z moim mężem podejmowane były takie próby ratowania - to znaczy on miał być z nami, ale o żadnej terapii, spowiedzi, nie chciał słyszeć.
I odszedł na dobre.
Ratowanie pozorów może się skończyć większą katastrofą tylko, wiem co mówię.
Potrzebna jest świadoma współpraca obojga.
W sobotę z podziwem przyglądałam się pewnemu małżeństwu, z którym pielgrzymowałam na spotkanie do ŁAgiewnik. Daj im Boże przezwyciężyć kryzys, ale pierwsy krok już zrobili -OBOJE przyznali się do tego, że są w kryzysie i coś chcą z tym zrobić.
Święta Monika kilkanasice lat modliła się o nawrócenie syna, który został świętym. Święta Rita również długo modliła się o nawrócenie męża i o pokój w rodzinie.
My chcielibyśmy "już"
A Pan Bóg wskazuje nam drogę do wieczności.
Ze mną było tak, że modliłam się o cud (żeby mąż do mnie wrócił, żeby się nawrócił). I Bóg dokonał wielu cudów - ale tam, gdzie On wiedział, że są potrzebniejsze.
Wtedy zrozumiałam że muszę modlić się także, a może przede wszystkim o to ,żebym ja się zmieniała i nawracała.
Pozdrawiam

landis85 - 2010-02-15, 10:20

dziekuje

nie ukrywam ze jest mi niezmiernie trudno

co do naszej sytuacji, to jest ona taka ze maz ma wlasna firme, dochod ma utajony, tzn oplaca najnizsza skladke, w razie alimentow nie dostalabym duzo, splata kredytu, rachunkow i moich studiow, nie mowiac o utrzymaniu to koszt ponad 3 tys miesiecznie
mnie na to nie stac, co z tego ze dostane od meza 800 zl na dzieci (w najlepszym przypadku)
to ze wrzucal tyle w samochod dowiedzialam sie dzieki szpiegowi w komputerze, maz sie nie przyznawal do tego wogole

on zyje bardzo dobrze, stac go na wszystkom. kryzys nie dotknal go w najmniejszym stopniu

boje sie oskarzen z jego strony ze przeciez chcial wrocic ale nie chcial isc na terapie tylko
broni sie rekoma i nogami przed tym...

ale macie racje, postawilam warunki, a teraz sama nie chce ich dotrzymac, ciagle odbija mi sie ksiazka ktora polecalas Kingo i ktora ja zamowilam, niech przychodzi jak najszybciej

Boze daj jasnosc umyslu , bo to wszystko mnie przerasta :(

[ Dodano: 2010-02-15, 10:24 ]
Cytat:
Wiesz landis może tak też być, że mąż gra taką rolę twardziela. W sumie może coś mu doskwierać, ale wstyd mu się przyznać do tego i "zwala" na miłość do dzieci.

cos moze w tym byc...

maz twierdzi ze skonczy z czatem, z kolezankami, ale na terapie nie pojdzie

nie wiem czy zafac mu, dac ta szanse

ciagle targaja mna sprzecne ze soba uczucia

Jarosław - 2010-02-15, 10:34

landis85 napisał/a:
maz twierdzi ze skonczy z czatem, z kolezankami, ale na terapie nie pojdzie

nie wiem czy zafac mu, dac ta szanse

To zależy od tego czy to Tobie wystarczy, a przede wszystkim czy możesz mu zaufać?
Bo jeżeli tylko czat i dziewczynki, a jeszcze nie wiadomo czy w ogóle zrezygnuje z poprawy to nie warto.
Wiesz landis najtrudniej coś robić wbrew sobie.
Trochę z Twojego wpisu wyziera troska o sytuację materialną, tutaj powinnaś być wyczulona bo taka wizja biednej przyszłości może zakłócić rzetelną ocenę sytuacji.
Pozdrawiam
Jarek

Satine - 2010-02-15, 11:16

Landis.....no tak, kwestia finansowa......Jednak.....czy jesteś w stanie zagwarantować, że mąż zawsze będzie płacił na dzieci i pomagał Wam finansowo? Dziś to robi....A jutro? Jesteś tego pewna na 100 procent? Widzisz........Twoja córka była chora, malutkie dziecko, przypomnij sobie jego odpowiedź, reakcję...."Nie przyjadę, bo mam maraton po knajpach".

Czy miesiąc temu spodziewałabyś się, że tak odpowie? Nie?
To skoro nie masz możliwość przewidzenia tego, jak postąpi, skąd wiesz, że będzie zawsze płacił więcej niż zostałoby mu zasądzone?

Zobacz, to czarny scenariusz, ale nie można tego lekceważyć....Mąż jeździ po knajpkach, spotyka się z kobietami.....czy dochodzi do zdrady, tego nie wiesz....A jeśli dojdzie - przy takim trybie życia i ciągle przesuwanych granicach - jeśli dojdzie i będzie dziecko pozamałżeńskie? Myślisz, że inna kobieta będzie miała skrupuły i nie będzie żądała alimentów? Do tego nie musi dojść, ale proszę Ci, patrz globalnie, analizuj to, co już Cię spotkało...nie dawaj się mamić "przepraszam" (po tej nocy, kiedy dzwoniłaś)


A tak w ogóle mam wrażenie - czy Wy w ogóle rozmawiacie ze sobą? Ale nie chodzi mi o "chodź do kina", "co u Ciebie", "kiedy mam zostać z dziećmi", "co z nami będzie?"

Tylko...

Czego pragniesz, co myślisz o ojcostwie, czego potrzebujesz i od razu: ja pragnę, ja potrzebuję. Zwykła-niezwykła rozmowa, a nie paplanie o niczym. Może od tego zacznijcie...Bez pretensji, spokojnie, bez wyrzutów - po prostu wspólnie zastanówcie się, co dalej i jak to widzicie...nie wiem.....

landis85 - 2010-02-15, 11:55

Satine rozmawiamy, w zasadzie duzo wczoraj i dzis rozmawialismy
ale masz racje nie zapytalam sie go czego on pragnie, jak widzi ojcostwo itp itd
porozmawiam z nim, nasze rozmowy sa spokojne, nie ma awantur, nie ma krzyku, nauczylam sie panowac nad emocjami troche

zastanawiam sie jak zareaguje na to co uslysze...

wiem ze maz jest uparty, i jak ktos mowi mu co ma zrobic to on sie zaprze jak osiol i koniec
jak ktos mowi biale to on mowi czarne

ale dzieki za ten pomysl z oczekiwaniami

kinga2 - 2010-02-15, 16:19

landis85 napisał/a:
on zyje bardzo dobrze, stac go na wszystkom. kryzys nie dotknal go w najmniejszym stopniu


I to jest clou sprawy. Kasa. Materialne kłopoty, których się boisz. To normalne, wszystkie strony porzucone myslały o tym w którymś momencie. Ale chcę Ci powiedzieć z doświadczenia mojego kryzysu,że COKOLWIEK STANIE NA MIEJSCU BOGA, w życiu człowieka, TO SIĘ STRACI W SPOSÓB OKRUTNY I DOTKLIWY.
Kto miał bożka z męża lub żony, a jest z nami ten wie o czym piszę. Jeśli Twój mąż bardziej ceni pieniądze i żądze cielesne niż Boga, a w Twoim sercu nie ma zawiści tylko szczera troska, to mąż straci swoje erzatze w sposób bardzo dla niego dotkliwy. To tylko kwestia czasu.
Jeśli chcesz wysłuchać takich świadectw od kapłana to posłuchaj wykładów ks. Bogusława Jaworowskiego. Mamy je tu na forum ( w zagrożeniach duchowych) i są w necie. O genezie zła.

Zastanów się zatem czy i na miejsce Boga w Twoim życiu nic się nie wciska.

Ja też kiedys od spowiednika usłyszałam,że nie wiem jak będzie wyglądało życie mojego małzonka za parę lat jesli sie nie opamięta i nie nawróci. Nie myslał o niczym przyjemnym po ludzku. I wiesz, juz się powoli to realizuje. :cry:

Monika36 - 2010-02-15, 16:29

kinga2 napisał/a:

Kto miał bożka z męża lub żony, a jest z nami ten wie o czym piszę. Jeśli Twój mąż bardziej ceni pieniądze i żądze cielesne niż Boga, a w Twoim sercu nie ma zawiści tylko szczera troska, to mąż straci swoje erzatze w sposób bardzo dla niego dotkliwy. To tylko kwestia czasu.
Mamy je tu na forum ( w zagrożeniach duchowych) i są w necie. O genezie zła.

Kingo wyjaśnij proszę - kiedy mąż jest bożkiem ?

kinga2 - 2010-02-15, 17:08

Monika36 napisał/a:
Kingo wyjaśnij proszę - kiedy mąż jest bożkiem ?


W naszym sercu zaczyna się proces zdrady wobec Boga i ustanawianie bożka już w chwili, gdy zaczynamy podejmować decyzje dotyczące drugiej osoby na zasadzie intuicji przy jednoczesnym stawianiu na pierwszym miejscu potrzeb i chciejstw męża/ żony/ kasy itp kosztem rozmowy z Bogiem.
Przestajemy go pytać o zdanie, nie modlimy się jak wcześniej, nie mamy czasu na grupę modlitewną, czytanie Pisma Świętego, chodzenie na Mszę. Nasze myśli i czyny powoli podporządkowujemy potrzebom męża ( czy innego bożka).
Tylko on jest w naszych myślach, tylko on w naszym otoczeniu, tylko on angazuje nasz czas i czyny. Zaczynamy uznawać, że dajemy sobie radę bez wskazówek i drogowskazów z Nieba.
To taki klasyczny stan.
Uzależniamy się psychicznie, duchowo i czasem fizycznie od istnienia tego człowieka lub rzeczy, która nas osacza na własną prośbę. Oddajemy się w dobrowolną niewolę potrzebie ( mężowi, małżeństwu, pieniądzom, kultowi ciała itd..), zakopując głęboko Wolną Wolę, którą nie chcemy dysponować jako dziecko Boże.

Gorzej , gdy proces ten jest bardziej ukryty, bo na przykład chodzimy do Kościoła , spowiadamy się przyjmujemy Eucharystię, a nasze sumienie nie wyrzuca nam ,że tak naprawdę nie żyjemy wiarą i w wierze tylko jesteśmy obrzędowcami. Wszystko co mówi Bóg filtrujemy przez własne potrzeby lub potrzeby ustanowionego bożka.( przykładem są sakramentalne małżeństwa i myślenie skoro mąż/żona odeszli to co szkodzi ułożyć sobie „życie na nowo” lub przyzwolenie w sercu na mieszkanie bez ślubu) Właśnie w takich sytuacjach zaczynamy obdarzać otoczenie złą miłością-zaborczą, apodyktyczną, pazerną i krwiopijcą. Zdradzamy, oszukujemy, okradamy możliwości Zbawienia siebie i innych.
Taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna, bo czasem całymi latami ludzie nie potrafią dociec dlaczego sypie się rodzina, szwankuje zdrowie i finanse. Mają tak zmącony umysł, że nie widzą zła w sobie i otoczeniu. Najtrudniej usuwa się takie skutki grzechu, gdy dochodzi do potrzeby modlitwy o uwolnienie. Bożka ustawiamy na piedestale , a z Boga czynimy tradycję i nasze serce zagazowane jest w postrzeganie świata według bożka nie z perspektywy Bożej Miłości.

Kiedy w taki sposób traktujemy naszego męża/żonę że nie są już suwerenną jednostką tylko rzeczą lub panem wtedy mówimy o tym, że są bożkami. A my jesteśmy uzależnieni od ich istnienia w naszej orbicie. Bez nich nie funkcjonujemy i w nich upatrujemy sensu i sprawstwa naszego istnienia.

Muszę na chwilę wyłączyć kompa, bo mi się zwiesza….

landis85 - 2010-02-15, 21:01

Satine, Kingo i pozostali mieliscie racje
ta budowla i tak runie

za rada napisalam do meza pare pytan, odnosnie jego marzen, pragnien, zmian
wyszlo ogolnie ze maz teskni za luzem w tamtym domu (tak napisal doslownie) po pracy chcialby isc grzebac do samochodu, nie wspomnial ani slowem o dzieciach o naprawie malzenstwa czegos w tym stylu i dodal ze jak dzieci pojda spac chcialby cytuje "zajac sie swoimi sprawami"
blokady nie usunal, ogolnie to sadze ze kogos ma, albo z kims pisze, powiedzial ze jego laptopa tez nie zobacze i nie bede miala wstepu- nawet o niego nie pytalam, ale juz zaznaczyl
powiedzial to moja prywatnosc i koniec, nic mi do tego
a zaufanie? zapytalam
mam mu ufac na slowo, on jest "niereformowany" - jego slowa
rece mi opadly do ziemi, nie powiedzialam nic, wyszlam z domu
przyszlam i powiedzialam ze albo spelnia wszystkie 3 warunki i wraca i nie ma innej opcji
powiedzial ze rano moglo nie byc jeszcze terapii, odp mu ze tak, ale tylko tego, a blokada jest, checi do zmiany, brak, terapii brak= nie ma spelnionego zadnego warunku
i nie bede narac dzieci na jego skoki emocjonalne (dzis jest oh i ah a jutro nowa panienka i chec odejscia)
czuje ze ostatnio moje mysli kraca wokol meza, a nie Boga, ktoremu powinnam sie oddac, trzeba to zmienic
maz wyszedl (rzekomo na silownie) ale powiedzial ze wroci tu noc-nie wiem uparty czy co? tak teskni za luzem w tamtym domu a tu chce wrocic=spac, pewnie obiadki i brak gadania ze strony rodzicow zwyciezyly, jakie to smutne
myslalam ze tesknic to mozna za rodzina, ale widac moj maz mysli inaczej
nie bede wyciagac go na sile z bagna jezeli jemu jest tam tak dobrze i sam nie chce...


Boze tak ciezko, egzaminy a ja nie moge sie na niczym skupic, tak bardzo zal mi dzieci, za co one musza to znosic???? za co????

Danka 9 - 2010-02-15, 21:23

landis, duzo sie dzieje u Ciebie....

To co wyłapuje to slowa meza ze jest niereformowalny....prawdopodobnie jego kontakty z kobietami maja charakter uzaleznienia...moze i by chcial..ale nie umie....zerwac tego
jak z narkomanem czy innym uzaleznieniem
mozesz mu to zasugerowac, zobaczysz jak zareaguje, moze jakas lampka mu sie zapali

zeby odczuc niewlasciwosc postepowania...musi poczuc konsekwencje....landis badz zasadnicza....to Ty masz stawiac arunki, nie maz, nie tesciowa
sluszne to co napisala Nirwana, Satine, kinga :!:

maz ma w nosie Twoje ustalenia bo nie bronisz ich....
piszesz ze pije sobie a potem spi u Was...alebo ma kaca i nocuje
co to hotel jest Wasz dom? zeby sobie odpoczal miedzy jedna impreza a drugą???

A dzieci to widzą.... :-(
Kto tu dowodzi? zagubiony chwilowo maz, czy jego mama? Czy landis???

Jestes za miękka i do nikad to prowadzi....boisz sie byc bardziej zasadnicza...a wbrew pozorom i Twoim lękom twarda postawa mozesz wygrać...

jak nie męza to szacunek do siebie

landis85 - 2010-02-15, 21:28

wiem Danusiu ze jestem za miekka
i czasami kieruje sie dobrem dzieci, finansami a nie tym czym powinnam
maz dal mi komunikat nie zaluje, nie zmienie

czytam na temat separacji

ale ciezko widze to

nie dam rady, jezeli maz sie uprze i nie bedzie mi placil, gdzie pojde z dziecmi, co bedzie ze studiami? :(
ale zlozyc zloze, potrzebuje jakis wskazowek

Danka 9 - 2010-02-15, 21:34

a bez separacji nie masz pewnosci finansowej? maz teraz placi?
landis85 - 2010-02-15, 21:39

tak placi
kredyt ok 1700 za dom, 1500 drugi kredyt
rachunki, moje studia, kiedy chce wyciagam z konta pieniadze
ja nie zarabiam
w sumie juz na poczatku ustalilismy ze ja bede zajmowac sie wychowaniem dzieci i domem, nie bede pracowala a maz bedzie sie uczyl i rozwijal zawodowo
i tak bylo, skonczyl studia, szkolenia takze zagraniczne, zalozyl wlasna firme
a teraz ja zostalam z niczym
nie potrzebna :(

[ Dodano: 2010-02-15, 21:42 ]
boje sie tej separacji

patrzac z boku nie mam nic , zadnej pracy, studia 1 rok dopiero, male dzieci ktore kocham nad zycie

on ma super prace, skonczone studia, stac go na wszystko

ja zostane z niczym
kredyt na dom jest wspolny, na mnie i meza, wtedy bylam na wychowawczym na 1 dziecku
a teraz nic, bez pracy

nie wiem jakby to mialo wszystko wygladac :cry:

Kalinka - 2010-02-15, 22:20

Czytam Was dużo i dużo się zastanawiam skąd tak różne nastawienie, Oli ma dużo gorzej ze swoim mężem, zawiódł ją więcej i gorzej , radzicie jej daj koniecznie szansę, nie daj odejść, tutaj widać, że facet ma jeszcze resztki sumienia i odpowiedzialności, to radzicie wyrzucić, a mi się wydaje, że była podobna sytuacja na forum, że mąż został tylko ze względu na dziecko, ale jak mieszkali razem powoli zaczęło się układać, nie wiadomo kiedy co robić... żeby to człowiek wiedział jakie skutki to przyniesie....łatwo jest radzić, ale landis może więcej działać stanowczością jak mąż będzie w domu, a nie jak już wcale go niebędzie widzieć, jak tu pokazać zminę swojego nastawienia do męża jak go nie ma w domu... Myślę, że jak będziesz się potrafiła wzmocnić na tyle, żeby mieć do siebie szacunek bez względu na męża zachowanie, to on to zauważy... Przepraszam za haotycznego maila, ale ostatnio mam kłopot z przelewaniem mysli na słowa
landis85 - 2010-02-15, 22:34

kalinka otoz to, zebysmy to wiedzieli co przyniesie oczekiwane skutki....
Kalinko moj maz moja zmiane mial juz mozliwosc widziec, od kwietnia zaczelam chodzic do psychologa i wzielam sie troche za siebie, a tak naprawde to zmiana juz byla taka zadowalajaca dla mnie ;) zanim znalazl sobie 3 babke, wiec to nic nie dalo, ja bylam inna, postawilam warunek albo ona albo ja, maz nic nie wybral, dalej jezdzil do niej to go spakowalam, moja zmiania splynela po nim...

maz wrocil z silowni, nie wiem czy pisalam, ale jego "wielki powrot" ograniczyl sie do przywiezienia....pizamy
nawet poduszki nie wzial ze soba i spi na poduszce zapozyczona z pokoju dziecka
teraz sie kapie, ja odmowilam rozaniec i ide spac
robil jakies podchody tzn chodzil za mna po domu, jakby chcial porozmawiac o czyms, ale ja nie zaczelam tematu, wogole to nic do niego nie mowilam,zobaczymy

nie wiem juz za bardzo jak teraz z nim postepowac, nie spelnil warunkow powrotu do domu a tu spi,powiedzialam ze jak nie spelni warunkow to znaczy ze nie wraca a jednak przyjechal....i powiedzial ze bedzie tu spal....

Nirwanna - 2010-02-16, 14:35

Kalinka napisał/a:
Czytam Was dużo i dużo się zastanawiam skąd tak różne nastawienie,

Kalinko - to nastawienie jest różne, bo to są dwie różne sytuacje. Oli jest w trakcie rozwodu, a landis w kryzysie małżeńskim, że tak nazwę te etapy. U Oli chodzi o to, aby do rozwodu nie dopuścić, oraz (przynajmniej w moich postach) pojawia się kwestia szacunku Oli do samej siebie i to, aby nie pozwalała mężowi krzywdzić siebie i dzieci. U landis na pierwszy plan wysuwa się szacunek do landis jako kobiety, żony i matki, natomiast kwestią dalszą jest separacja. Do której może dojdzie, może nie - to decyzja landis. O rozwodzie się nie gadało - z tego co pamiętam.

landis85 napisał/a:
moj maz moja zmiane mial juz mozliwosc widziec, od kwietnia zaczelam chodzic do psychologa i wzielam sie troche za siebie, a tak naprawde to zmiana juz byla taka zadowalajaca dla mnie ;) zanim znalazl sobie 3 babke, wiec to nic nie dalo, ja bylam inna, postawilam warunek albo ona albo ja, maz nic nie wybral, dalej jezdzil do niej to go spakowalam, moja zmiania splynela po nim...

Landis - nie tak!!! Twoja zmiana MOŻE na kogoś wpłynąć, ale wcale nie musi. Jak sama zauważyłaś - spłynęła.... Kwestia w tym, abyś wkalkulowała w swoje życie, że po kimś może spłynąć, a ty masz się nie dołować, nie płakać że "nie zadziałało!!!" Twoja zmiana ma w efekcie dać ci do ręki narzędzia dzięki którym będziesz umiała tak stawiać granice, aby nie dać się ranić i samemu nie ranić innych, i dawać ludziom wolność i mieć samej poczucie wolności - i bez wyrzutów sumienia to wszystko.

kinga2 - 2010-02-16, 14:46

landis85 napisał/a:
Kalinko moj maz moja zmiane mial juz mozliwosc widziec, od kwietnia zaczelam chodzic do psychologa i wzielam sie troche za siebie, a tak naprawde to zmiana juz byla taka zadowalajaca dla mnie


No właśnie dla Ciebie. Nie wiesz natomiast co myśli mąż, bo nie zareagował pozytywnie na Twoje zaangażowanie i postapił według Twoich oczekiwań.
A może właśnie zauważył zmiany tylko nie wie co z nimi zrobić jak reagować, więc jak dzieciak uciekł w nową zabawkę. Inaczej może trzeby było stać sie odpowiedzialnym?

Landis to Ty musisz zdecydować jaką chcesz byc osobą-kobietą i otwarta na działanie Ducha Świętego staraj się realizować ten plan. Bóg będzie go korygował, aby był piękny i nie został wykrzywiony. Nie szukaj w mężu potwierdzenia własnej wartości tylko w Bogu.
(Pamiętasz?
Jr 17
(5) To mówi Pan: "Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce.
(6 )Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście: wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną.)


http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4848
wysłuchaj, może znajdziesz odpowiedź dla siebie.

róża - 2010-02-16, 14:47

Kalinka napisała:
Cytat:
jak tu pokazać zminę swojego nastawienia do męża jak go nie ma w domu...

Moim zdaniem, to bardzo ważne, aby do tego nie doszło, do tej wyprowadzki, bo wtedy to już rzeczywiście nie ma komu i co pokazywać, udawadniać... Oczywiście wyjąwszy przypadki przemocy, wtedy "eksmisja" nawet bardzo potrzebna i może służyć dobru.
Co z oczu to z serca... Bywa, że tak dzieje się...

Danka 9 - 2010-02-16, 19:18

landis....nie rezyseruj na zapas jak to bedzie....szkoda energii na to !

To super ze teraz maz placi i tak trzymajcie dalej, maz wykazuje sie odpowiedzialnoscia w tej kwestii..
jak bedzie, zalezy od Ciebie
w razie separacji przysluguje Ci wsparcie finansowe

ale z tego co widac , na moje oko, to mezowi zalezy na Tobie, chodzi za Tobą...on tylko nie umie sie pozbierac, poukladać, jest pewnie w uzaleznieniu

potrzebuje WYRAZNYCH granic....
tym mu tylko pomagasz....i sobie..i dzieciom
piszesz :
Cytat:
Cytat:
nie wiem juz za bardzo jak teraz z nim postepowac, nie spelnil warunkow powrotu do domu a tu spi,powiedzialam ze jak nie spelni warunkow to znaczy ze nie wraca a jednak przyjechal....i powiedzial ze bedzie tu spal.


hm nie wyglada to dobrze, maz robi i tak co chce i ma na to przyzwolenie....
a gdzie granice? rozmowa, udajesz ze jest ok jak nie jest....

jak dziecko co wcina cukierka mimo zakazu a Ty mowisz no dobra juz odwinelo papierek trudno, podam mu nastepnego i udam ze nie widzę.....aaaaa

Landis zobacz to....maz cie wodzi za ns w kwestii granic...uczysz go ze nie musi Ciebie szanować

eliasz - 2010-02-17, 00:17

landis85 napisał/a:

nie wiem juz za bardzo jak teraz z nim postepowac, nie spelnil warunkow powrotu do domu a tu spi,powiedzialam ze jak nie spelni warunkow to znaczy ze nie wraca a jednak przyjechal....i powiedzial ze bedzie tu spal....


Zgadzam się z Danką 9. Jesteś za miękka, a Twój mąż to najzwyczajniej w świecie wykorzystuje. Jest bardzo wygodny, a za sprawą Twojego niezdecydowania nic nie wytrąca go z komfortu własnego egoizmu i "robienia co mu się żywnie podoba" - wszystko uchodzi mu płazem. Wychodzi na noc, wraca kiedy mu się podoba, traktuje dom jak hotel, a dla Ciebie to jest ciągła szamotanina i to na oczach dzieci.

W kwestii finansowej - to, że daje na dom, na dzieci nie jest żadną "łaską" z jego strony - to Ci się zwyczajnie od niego należy, zarówno z punktu widzenia moralnego, jak i prawnego. Nie pozwól, by Twoja zależność ekonomiczna i związane z nią obawy "sterowały" Twoją postawą wobec męża, wymuszając różne ustępstwa i niezdrowe kompromisy, które na dłuższą metę są nie do przyjęcia.

Nie przesądzając jak masz postąpić w chwili obecnej, powiem, że moim zdaniem na dłuższą metę po prostu nie da się tworzyć rodziny i mieszkać pod jednym dachem z człowiekiem, który Cię nie szanuje, nie jest wobec Ciebie uczciwy, który Cię zdradza, prowadzi podwójne życie, ukrywa zawartość laptopa, blokuje komórkę itd. Jeżeli człowiek zawiódł, a ponadto nie wykazuje żadnej skruchy, woli nawrócenia itd. to jest jeszcze zawsze Bóg, który Cię nigdy nie zawiedzie i nie zostawi, w żadnej sytuacji, i to na Nim musisz oprzeć i budować swoje życie, nawet gdyby było to bardzo trudne (finansowo, rodzinnie itd.). Lepiej trudna Prawda i budowanie od nowa na biednym, ale zdrowym fundamencie, niż życie w kłamstwie, kręcenie się w kółko, powtarzanie tych samych sytuacji, szamotanina, niepewność itd.

Lepiej mieszkać z rodzicami, biednie i samotnie, ale za to w spokoju, niż spalać się codziennie w szarpaninie nadziei i zwątpienia, pomiędzy jednym a drugim wyskokiem męża. Dzieci potrzebują spokoju i stabilności i to należy im zapewnić. Nie można w nieskończoność czeka, aż ktoś "niereformowalny" się zreformuje, bo może mu to zająć nawet całe życie. Trzeba z Bożą pomocą oderwać się od tego "młynu" i skupić się na własnych obowiązkach, na wychowaniu dzieci, na nauce. Pielęgnować relację z Bogiem, leczyć własną skołataną duszę, a za męża się modlić - bo tylko otwarcie na łaskę nawrócenia, tylko dotknięcie Ducha Świętego może pozwolić mu zobaczyć egoizm i podłość własnego postępowania. Nie jesteś w stanie tego wymusić, przyspieszyć - to jest rzecz, do której on musi dojrzeć i dojść sam. Możesz mu jedynie w tym pomóc, a nie pomagasz, zgadzając się na chory i dla wszystkich obciążający układ, jaki macie w tej chwili.

[ Dodano: 2010-02-17, 01:07 ]
Landis - poczytałem sobie jeszcze Twoje wcześniejsze posty. Aż trudno uwierzyć w jaki sposób byłaś traktowana - jawne porozumiewanie się z kochanką w Twojej obecności? To już nawet nie jest kwestia tego, że mąż Cię "nie kocha", ale on Cię najzwyczajniej w świecie nie szanuje, pomiata Tobą, nie liczy się w ogóle z Twoimi uczuciami, w jego postawie względem Ciebie brak elementarnej przyzwoitości... A teksty w rodzaju co Ci może kupić, narożnik itd. - to taj jakby za pieniądze chciał kupić sobie tolerancję wobec swojego podwójnego życia. A przecież Ty masz swoją godność i ona nie jest na sprzedaż.

Wiele z opisanych sytuacji jest tego rodzaju, że w naturalnym odruchu kwalifikuje się do tego, żeby dać komuś w twarz i nie chcieć go nawet na oczy widzieć, dopóki nie zrozumie podłości własnego postępowania.

Na _podłość_ względem siebie nie możesz i nie masz prawa się zgadzać, zarówno ze względu na siebie jak i na swoje dzieci. Jeżeli po drugiej stronie brak skruchy, brak jakiekolwiek zmiany, a jest tylko chęć wygodnego dalszego trwania w zakłamaniu i dyktowania własnych warunków ("żadnej terapii, żadnego Kościoła"), to tu naprawdę nie ma na czym budować wspólnej przyszłości. Po prostu brak dobrej woli drugiej strony. Mąż widzi, że jesteś od niego zależna finansowo, uczuciowo i zachowuje się jak "gonzo-bonzo", który może sobie na wszystko pozwolić bez żadnych konsekwencji.

W takiej sytuacji w końcu zdrowy szacunek do samej siebie i wzgląd na dobro dzieci musi zatriumfować nad chorą "miłością" do męża, który zasługuje teraz na dwie rzeczy - solidnego kopa w tyłek od życia (ale takiego żeby huk poszedł), a potem Twojej wytrwałej modlitwy o to, żeby się obudził ze swojego błogiego snu pt. "wszystko mi wolno, wszystko mi się należy, za nic nie ponoszę odpowiedzialności".

landis85 - 2010-02-17, 08:34

witajcie moi kochani!

wczoraj nie mialam juz dostepu do internetu

bylismy z mezem wczoraj w drodze 4 godziny i sobie porozmawialismy
maz uparty blokady nie zmieni i koniec, powiedzialam stanowczo ze w takim razie niech zabierze swoja pizame (bo tylko ja przyniosl) i jedzie do swojego bagienka
bylam stanowcza, zaraz zaczelam rozmowe o separacji
czy maz bylby sklonny placic za dom kredyt , rachunki + moje studia, czy moge wierzyc ze ustaliby to sadownie i nie wycofal sie (od czasu kryzysu z moim mezem jest tak : dzis mowi tak, jutro mowi nie) powiedzial ze zrobilby to, ze dom bylby dla dzieci, ale moi rodzice nie moga zamieszkac , zeby mi pomoc na poczatku (tak jakby chcial sobie furtke zostawic jeszcze)
bylam BARDZO stanowcza i opanowana, powiedzialam ile to kosztuje, maz wczesniej widzial ze czytalam wzor pozwu o separacje
w pewnej chwili maz zaczal plakac i powiedzial ze on chce przeciez wrocic, ze w dom wlozyl tyle serca itp ja tez zaczelam plakac , ale zdania nie zmienilam
maz zgodzil sie pojsc na terapie (jak to wypowiedzial to zaczal takimi epitetami rzucac ze szok) ale blokady nie zmieni bo jak twierdzi nie da sie wciagnac pod pantofel...
mysle ze to dalo mu do myslenia, ze jego powrot bez zmiany mnie nie interesuje

co do szacunku, to maz wczoraj bardzo czesto podkreslal ze mnie bardzo szanuje i wogole
on nie wie co to szacunek...

co do prezentow to wiem ze on w ten sposob zaglusza sumienie

mowil ze on nie zaluje tego co zrobil-bardzo boi sie terapi, przeklinal, miotal sie, ze nik mu nie bedzie do glowy glupot (uzyl o wiele gorszego okreslenia) cisnal

widac bardzo boi sie ze na terapi trzeba bedzie sie zastanowic nad soba, swoim postepowaniem, bardzo boi sie zmiany (bo jeszcze moze okazac sie ze mozna zminic sie na lepsze), wiele razy podkreslal ze jemu jest bardzo dobrze w tym bagnie w ktorym siedzi, ze w d... ma to co powiedza inni, rodzina, jemu jest tak dobrze i juz.

zostala kwestia mieszkania
do dzis nie przeniosl nic wiecej oprocz pizamy, zapytalam sie go o to, mowil ze narazie bedzie trzymal to mieszkanie (mowil o jeszcze 3 mies!) na "wypadek" jak mi sie odwidzi, powiedzialam ze nie ma wogole takiej opcji, albo wraca albo nie, ponoc musi pare rzeczy jeszcze tam naprawic i wtedy odda, musze tego dopilnowc, zeby te naprawy nie trwaly dluzej niz 2 dni.

rano chcial mnie zaciagnac do lozka, ale konskewentnie powiedzialam ze dopoki nie rozwiazemy problemu braku zaufania to nie potrafie sie az tak bardzo otworzyc przed nim, ze nie potrafie narazie oddac mu swojego ciala i duszy, dopoki ten problem bedzie istnial

zobaczymy co bedzie dalej, musze poszukac kogos od terapii dla malzenstw, oczywiscie katolickiej poradni

znacie moze kogos z okolic Bydgoszczy?

bardzo chcialabym jechac do pana Pulikowskiego z Poznania, ale nie wiem czy on przyjmuje, wiem ze podobno prowadzi jakas poradnie, moze byc za pieniadze.

[ Dodano: 2010-02-17, 09:13 ]
a tak przy okazji nawet nie wiecie jak bardzo mi pomogliscie
bardzo potrzebuje kopniaka czasami

niby wiem jak postapic, ale jestem tak slaba ze nie potrafie jeszcze konskwentnie zalatwic tego
to co powinnam zalatwic w 1 dzien (wtedy kiedy skonczyl sie czas na podjecie decyzji) zajelo mi az 3 dni

Satine - 2010-02-17, 09:21

Landis, wspieram Cię modlitwą codziennie............. Pan stoi za Twoimi plecami, tak więc ten, kto stoi przed Wami - mało ma szans na wygraną....... :)))) Pomalutku, krok po kroku i wszystko się zacznie układać, wierzę w to......... Już widzisz małe cudziki - czy też konsekwencje stanowczej miłości - chociażby to, że zgodził się pójść na terapię.....Patrzcie Państwo, a niedawno twierdził, że nie ma o tym mowy! Pogubiony mocno, ale według mnie dużo jest tu do uratowania, to że się rozpłakał świadczy też, że nie jest zepsuty do szpiku kości, jest w nim jakaś wrażliwość, choć pewnie teraz głównie na swoim punkcie.......Na wszystko przyjdzie czas....Jesteście bardzo młodzi i jeśli wytrwasz w swojej obecnej postawie, to w mojej ocenie macie bardzo duże szanse na fajną rodzinkę.....Pewnie będą górki i dolinki, może nawet dużo dolinek, ale tym większa radość będzie już po wszystkim......Trzymaj się dzielnie, Landis!!!

[ Dodano: 2010-02-17, 09:24 ]
Cytat:
niby wiem jak postapic, ale jestem tak slaba ze nie potrafie jeszcze konskwentnie zalatwic tego
to co powinnam zalatwic w 1 dzien (wtedy kiedy skonczyl sie czas na podjecie decyzji) zajelo mi az 3 dni


No wiesz Landis, a może jeszcze trzy miesiące temu zajęłoby Ci to tydzień? Albo miesiąc? Albo po prostu uległabyś? Kochana, moim zdaniem trudno tak od razu zmienić swój styl postępowania w trudnych sytuacjach, tego człowiek uczy się całe życie i najważniejsze, że pokonujesz siebie, że siebie budujesz......... :lol:

eliasz - 2010-02-17, 10:40

landis85 napisał/a:
witajcie moi kochani!
co do szacunku, to maz wczoraj bardzo czesto podkreslal ze mnie bardzo szanuje i wogole
on nie wie co to szacunek...
[...]
zobaczymy co bedzie dalej, musze poszukac kogos od terapii dla malzenstw, oczywiscie katolickiej poradni


Może wczoraj pod wpływem impulsu trochę zbyt ostro i zbyt ogólnie oceniłem postawę Twojego męża - pewnych rzeczy po prostu nie da się nawet spokojnie czytać, a co dopiero przeżywać to samemu. Tym niemniej podtrzymuję zdanie, że w wielu opisanych sytuacjach mąż wykazał daleko idący brak szacunku do Ciebie i że wobec takich zachowań konieczna jest dużo większa stanowczość z Twojej strony.

Jeżeli chodzi o terapię, ja bym - co prawda dziwiłbym się, gdyby nie było to jeszcze polecane w tym wątku, a całego nie czytałem - bardzo polecał Spotkania Małżeńskie zainicjowane wiele lat temu przez p. Grzybowskich:

http://www.spotkaniamalzenskie.pl/

Bardzo dobre są także ich książki, np. "Nasze małżeństwo nie może być przegraną". Z tego co wiem zdarza się, że nawet zupełnie skłóceni małżonkowie potrafią się podczas takich krótkich wyjazdowych rekolekcji pojednać. Ale to jest możliwe dzięki działaniu Bożej łaski, bo ten rodzaj terapii jest mocno osadzony w duchowości, czego nie można powiedzieć o różnego rodzaju terapiach świeckich.

Twój mąż wykazuje typowe zachowania osoby zniewolonej przez seksualność, uzależnionej i to na etapie, na którym jeszcze nie widzi się jasno, że jest to droga do samozniszczenia. Uzależnienia bardzo trudno leczy się bez pomocy łaski, która przede wszystkim potrzebna jest, by przejrzeć na oczy i w ogóle _chieć_ ratować siebie, swoją rodzinę itd. Nic się nie zmieni, dopóki dominantą jego postawy będzie: "mam wszystkich w d..., byleby tylko mnie było dobrze". Dopiero gdy stanie w prawdzie o sobie pod Krzyżem, na którym jest Chrystus ukrzyżowany przez jego grzechy, w Tobie i Twoich dzieciach przez niego skrzywdzony i zelżony i zapłacze nad złem, którego się dopuścił, dopiero gdy poruszy się _sumienie_, gdy serce zapragnie na nowo przebaczenia i świętości zamiast tarzania się w bagnie zmysłowości, wtedy pojawi się dla was szansa na prawdziwe odrodzenie małżeństwa.

Małżeństwo to sakrament, całkowity dar z siebie, wykraczający poza życie dla siebie, poza perspektywę własnych doznań, przyjemności, korzyści. Kiedy to ujrzy, gdy pod wpływem łaski będzie gotów złożyć ofiarę z bożka cielesnej przyjemności, wtedy będzie mógł prawdziwie wrócić, choć to będzie dopiero początek trudnej walki o własną wolność w Prawdzie i uświęcenie.

landis85 - 2010-02-17, 11:06

dziekuje Satine :) dziekuje eliasz :)

eliaszu na spotkaniu - rekolekcjach juz bylismy, widzialam zmiane u meza i to dosyc wyrazna, bylismy nawet razem w kosciele, ale zeby byla zmiana trwala musimy na taki spotkania chodzic najlepiej raz w tygodniu

sama dla siebie bardzo potrzebuje takich spotkan, poniewaz nie wiem jak odnosic sie mam np do nocnych jazd mojego meza, do samotnych wyjsc
nie chce zeby w domu czul sie jak w klatce, ale nie chce tez zeby naduzywal mojego zaufania i jezdzil kiedy mu sie podoba , nie wiadomo z kim (bo tego nie sprawdze) i do ktorej

wczoraj wlasnie wyszedl powiedzial ze idzie wypic z kolegami-sledzik, bedzie kolo polnocy albo 2 w nocy
nie bylam za bardzo zadowlona, ale sie zgodzilam, maz wrocil troche po 2giej, okazalo sie ze w zadnym barze nie byl, tylko jezdzil
i tu zaraz nasunela mi sie mysl czy aby napewno sam jezdzil? czy byl z kims?
tak ciezko....
a dzis rano mowi do mnie ze za tydzien idzie na kabaret-sam
odp ze nie wiem czy bedzie mi pasowac , a poza tym uwazam ze powinnismy isc albo oboje albo zadne z nas
odp ze bitel dostal tam od jakiejs osoby, ze wtedy nie wiedzial ze bedziemy razem i bitetow juz nie ma w sprzedazy
to twoja decyzja, moje zdanie znasz-tak mu odp

:roll:

kinga2 - 2010-02-17, 11:48

landis85 napisał/a:
zobaczymy co bedzie dalej, musze poszukac kogos od terapii dla malzenstw, oczywiscie katolickiej poradni

znacie moze kogos z okolic Bydgoszczy?


Prosisz i masz:

Diecezja Bydgoska:

Wydział Duszpasterstwa Rodzin

Diecezjalny Duszpasterz Rodzin: ks. Piotr Wencel
tel: 067- 286-16-10 lub 0509340693; e-mail: rdkbydg@logonet.com.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


A/ Dzieła i Wspólnoty:


1. Katolickie Poradnictwo Rodzinne: Bydgoszcz, ul. Farna 8 wejście od strony Katedry. Strona doradców Katolickiego Poradnictwa Rodzinnego: www.kpr.dobry.pl


Diecezjalny Doradca Życia Rodzinnego: Stojgniew Paluszewski
e-mail: poradnictwo@gmail.com Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , tel. kom. 0510-069-028


Specjalistyczna Poradnia Rodzinna działająca przy Bazylice w Bydgoszczy
tel. 052-322-53-52 wew. 15 w godz. 17.30- 18.30.


Ogólnopolski telefon dla kobiet w stanie błogosławionym w trudnej życiowej sytuacji tel: 0509-102-200


2. Duszpasterz Związków Niesakramentalnych: o. Mieczysław Łusiak
tel. 052-322-44-94; e-mail: mlusiak@jezuici.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
http://niesakramentalni.pl


3. Opiekun Rekolekcyjnego Ruchu Spotkań Małżeńskich: ks. prałat Edmund Sikorski
Parafia p.w. Narodzenia NMP, ul. Centralna 10, 86-031 Osielsko; tel. 052-38-13-129


Spotkania Małżeńskie: są ruchem rekolekcyjnym mającym na celu pogłębianie więzi małżeńskiej, pomoc w lepszym i głębszym zrozumieniu się męża i żony oraz pełniejsze doświadczenie sakramentalnego wymiaru ich związku. Dokonuje się to poprzez proponowanie małżeństwom takiej formy dialogu, która z jednej strony pozwoli mężowi i żonie głębiej poznać się nawzajem, z drugiej zaś - w przypadku nieporozumień - pomoże rozwiązywać konflikty między małżonkami.www.spotkaniamalzenskie.pl


Para Diecezjalna Spotkań Małżeńskich: Jolanta i Tomasz Półtorakowie,

tel. 052-384-20-52 e-mail: jtkfp@wp.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.



4. Siostra współpracująca z Rodzinami Szensztackimi: s. Adriana Majnusz

tel. 052-340-21-75, e-mail: bydgoszcz.rodziny@szensztat.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Szensztackie Dzieło Rodzin - jest jedną z wielu wspólnot międzynarodowego Ruchu Szensztackiego założonego przez sługę Bożego Ojca Józefa Kentenicha w dniu 18.10.1914r. w Szensztat. Nasze życie małżeńskie i rodzinne przeżywamy w jedności z Matka Bożą. Spotykamy się z Nią w SANKTUARIUM, które jest centrum Ruchu Szensztackiego. Zobacz: www.szensztat.pl


5. Para Diecezjalna Domowego Kościoła: Regina i Marek Piątkowscy

tel. 784-008-960 mail. regina.piatkowska@gmail.com Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Domowy Kościół - jest małżeńsko-rodzinnym ruchem świeckich w Kościele, działającym w ramach Ruchu Światło-Życie, który jest jednym z nurtów posoborowej odnowy Kościoła w Polsce. Chce pomóc małżonkom trwającym w związku sakramentalnym w budowaniu między nimi prawdziwej jedności małżeńskiej, która jednocześnie stwarza najlepsze warunki do dobrego wychowania dzieci w duchu chrześcijańskim. Zobacz: www.oaza.lo.pl


6. Przedstawiciel Equipe Notre Dame: pp. Grażyna i Witold Ciechanowscy
tel. 052-525-60-31; e-mail: witek@end.win.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Equipes Notre-Dame ma za podstawowy cel pomagać małżeństwom w dążeniu do świętości. Ani więcej, ani mniej" (ks. Henri Caffarel) Ruch jest wspólnotą małżeństw chrześcijańskich, która pomaga w pełnym przeżywaniu ich sakramentu. Pomaga w poznaniu i pełnieniu woli Bożej we wszystkich okolicznościach życia codziennego, aby przez osobisty przykład być świadkami chrześcijańskiego małżeństwa w Kościele i w świecie. Zobacz: www.end.org.pl

Doradca duchowy Ekipy Odpowiedzialnej Sektora: ks. Arkadiusz Muzolf,
tel. 052-343-12-22; e-mail: ksarek@swietegokrzyza.bydgoszcz.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


7. Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich: Zofia Świerczewska
e-mail: zswierczewska@wp.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.



Asystent kościelny: ks. mgr Jarosław RUSNAK,
ul. Kanałowa 5, 85-207 Bydgoszcz; tel. 052-322-65-11


8. Stowarzyszenie Rodzin Katolickich - celem Stowarzyszenia jest budowanie wspólnoty rodzin katolickich formacja religijna, prowadzona jest w kołach parafialnych poprzez Msze św., konferencje, warsztaty tematyczne.


9. Przedstawiciel Wesele Wesel: Bogdan Chęsy,
e-mail: bogdan.geodeta@wp.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Wesele Wesel - rodziny nasze od momentu zawarcia związku małżeńskiego zachowują abstynencję i czynnie włączają się w organizowanie imprez bezalkoholowych. Przyświeca nam hasło duszpasterstwa trzeźwości: „Przez abstynencję wielu, do trzeźwości wszystkich".



B/ Ośrodki współpracujące z Duszpasterstwem Rodzin:


Dom Dobrego Pasterza dla Samotnych Matek Siostry Pasterki
ul. Jastrzębia 27, 86-031 Osielsko-Żołędowo; tel. 052-381-30-30


Ośrodek Adopcyjno Opiekuńczy im. Jana Pawła II Caritas Diecezji Bydgoskiej
tel. 052-375-36-05, e-mail: adopcja@adopcja.lo.pl Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.



Poradnia Centrum Kultury Katolickiej „Wiatrak"
przy par. Matki Bożej Królowej Męczenników w Bydgoszczy,
tel. 052-346-71-78 w godz. 18.00-21.00.


Przystań Nadziei - Ośrodek dla osób cierpiących na schizofrenię:
tel. 0693352844


BORPA - Bydg. Oś. Rehab., Terapii, Uzależnień i Profilaktyki www.borpa.bydgoszcz.pl
ul Przodowników Pracy 12 tel. 052-361-76-82


Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu www.poronienie.pl



C/ osoby:


Ginekolog: lek. med. p. Grażyna Pachecka
przyjmuje w Przychodni Piastowskiej przy ul. Chrobrego 14 w Bydgoszczy,
tel. 052-322-60-26


Instruktor Naturalnego Planowania Rodziny: lek. med. p. Małgorzata Czapczyk
przyjmuje w Przychodni Rejonowej Wzgórza Wolności w Bydgoszczy,
tel. 052-360-1080


To wszystko co mam. :mrgreen: (narazie :-P )

landis85 - 2010-02-17, 12:24

dziekuje naprawde jest w czym wybierac :)

chcialabym pojsc do doradcy plci meskiej-wydaje mi sie ze tak bardzie lepiej dla maza
ciezki mam dylemat, szkoda ze Pulikowski tak daleko mieszka :(

elisz mam rowniez 2 ksiazki grzybowskiego, ale tak jakos nie przemowil do mnie, nie wiem moze to pochopna ocena :(

[ Dodano: 2010-02-17, 12:45 ]
ok napisalam pare maili z zapytaniem o indywidualna pomoc/terapie

rowniez do Grzybowskich :)

czekam na odp

Bafi - 2010-02-17, 13:54

My przed ślubem uczestniczyliśmy w naukach prowadzonych przez p. Jacka Pulikowskiego, wspanialy człowiek, otworzył nam oczy na wiele spraw , takie proste nam się to wszystko wtedy wydawalo... a my przez te 13 lat małżeństwa zatraciliśmy wszystko, prawie wszystko. Powtórzę za landis85 "szkoda ze Pulikowski tak daleko mieszka:(" ale z drugiej strony Poznań nie leży na koncu swiata :)

[ Dodano: 2010-02-17, 14:07 ]
Ach zmykam ,dziś mam gorszy dzień , "smęcić" już nie będę.

landis85 - 2010-02-17, 15:46

Bafi a co sie stalo?
pisz zawsze lepiej sie zrobi na duszy
ja tez pisze o wszystkim, zdaje sobie sprawe ze moge zameczac czasami, ale bedac sama z malymi dziecmi w domu nie mam poprostu z kim o tym porozmawiac :(
tylko z Wami :)

prosze pomozcie mi w jeszcze jednek kwestii

otoz pisalam ze maz podczas swojego wielkiego powrotu przyniosl ze soba tylko pizame, do dzis spi na poduszce pozyczonej z pokoju syna...

wiem ze dzis ma malo pracy i poprpsilam go zeby przywiozl telewizor do sypialni ktory zabral do siebie oraz reszte rzeczy
powiedzial ze teraz nie moze, bo to jest troche roboty (nie rozumiem , pod reka ma 3 kolegow, nasz sasiad i jego tata juz od dawna oferowali pomoc)
dodal ze na czym ja bede ogladac filmy, powiedzialam ze mielismy wgranych duzo na malego laptopa ktorego podlanczalismy do tv i tak ogladalismy, teraz ten laptop jest u niego
powiedzial ze ja tego laptopa nie zobacze, bo jest jego prywatny
a ja mu powiedzialam ze nie jestem jego kolezanka czy sasiadka przed ktora musi ukrywac takie rzeczy
ze nie podoba mi sie sposob w jaki mnie traktuje i nie pozwole na takie traktowanie i mam nadzieje ze to zrozumiesz

pytanie
jak teraz trzymac sie tego co powiedzialam, co zrobic kiedy maz faktycznie przywiezie laptopa ktory bedzie pod haslem jak telefon , albo wogole go do domu nie przyniesie

Satine - 2010-02-17, 16:19

Przede wszystkim, tak technicznie tylko doradzę, że zawsze, ale to zawsze, zanim się postawi jakiś warunek (wspomni o konsekwencjach), to należy sobie przemyśleć wszystkie możliwe reakcje drugiej osoby oraz swoje możliwości......Jeśli na przykład "zagrozimy" mężowi, że jak nie zmieni swojego postępowania względem nas, to "coś tam, coś tam" - a potem mąż robi swoje, a to "coś tam, coś tam" z naszej strony nie nadchodzi - to jest to jasny przykład na to, że rzucamy słowa na wiatr....to też sprawia, że mąż nam nie uwierzy następnym razem i koło się zamyka....to jest też sygnał dla nas, że musimy zawsze wziąć uwagę to, że mąż - jest odrębną osobą, zatem planujemy tylko swoje reakcje i swoje konsekwencje....

Podam przykład.....

Żona: Nie podoba mi się, że przychodzisz do nas i jesz sobie obiad, a potem wracasz do wynajętego mieszkania, jak gdyby nigdy nic i nie chcesz budować rodziny. Dom to nie hotel, ja tak uważam. Proszę Cię zatem, abyś zdecydował, gdzie jest Twój dom i zachowywał się jak jego mieszkaniec i gospodarz, a nie gość.

I teraz Żona musi sobie przemyśleć możliwe reakcje męża:

Będzie nadal przychodził na obiady (co dalej?) - Żona musi pomyśleć, co wtedy? (uniemożliwienie mu zjadania tych obiadów, gotowanie wyliczonych porcji dla siebie i dzieci, pusta lodówka, zakupy tylko na potrzeby swoje i dzieci)
Będzie chciał wrócić do domu - podział obowiązków, pozmywanie po obiedzie, wspólne robienie zakupów, dbanie o pełną lodówkę.

Nie ma opcji pośredniej - że żona obsługuje męża, a mąż-gość korzysta i sobie idzie.

I tak w każdej sprawie....Można powiedzieć brzydko - pilnować własnego interesu. Żona nie manipuluje mężem, nie karze go, nie krzywdzi....Po prostu nie gotuje dla niego - a kto powiedział, że to jest jej obowiązek???

W tej Twojej konkretnej sytuacji - dałabym spokój ze zmuszaniem męża do ujawnienia laptopa. Co z tego, że mu "każesz" to zrobić, zagrozisz czymś i on może ulegnie....Przecież nie o to Ci chodzi, prawda? Mąż sam powinien przestać tak pilnować swojej prywatności, a Ty powinnaś przestać wnikać w tę prywatność.

Są dwa wyjścia. Na jednym laptopie przecież można założyć dwa profile - jeden dla męża, drugi dla Ciebie, gdzie będą mogły znajdować się filmy. Wilk syty i owca cała - Ty filmy możesz oglądać, a on nie będzie czuł się szpiegowany.....

Nie wszystko na raz.......


Tylko wiesz Landis, z tego wszystkiego co piszesz, odnoszę wrażenie, że mąż NIE CHCE na razie niczego zmieniać. Kombinuje, szuka pretekstów....niczego zdaje się nie przemyślał....Może nie miał do tego warunków.....Może mimo wszystko za dobrze mu było, kiedy mieszkał osobno, wszak nie poniósł żadnych przykrych konsekwencji z tego powodu.....Zastanawiam się, jaki sens jest się w tej sytuacji użerać się teraz na każdym kroku o każdą czynność, o każdy gest itd......................Jaki sens jest w tym, aby wrócił, skoro tego nie chce.....
Mąż wydaje się być pod silnym wpływem swoich rodziców (matki), która nakazała mu wrócić do domu........no ale przecież to nie może być motywacją.... A Twoje życie nie może teraz wyglądać tak, że Ty pilnujesz go na każdym kroku, walczysz o każdą chwilę zainteresowania rodziną, walczysz z jego chęcią wyjścia w świat....To nie zadziała na dłuższą metę.....Ideałem byłoby, aby mąż sam zatęsknił do życia w rodzinie, sam zrozumiał, czym jest rodzina....

Gdybym ja była na Twoim miejscu (to moje tylko gdybanie i refleksja na podstawie Twoich postów, nie traktuj tego, jako rady czy czegoś w tym rodzaju).....więc gdybym ja była na Twoim miejscu, przytuliłabym męża i powiedziałabym, że go kocham, cieszę się, że go poznałam, cieszę się, że jestem jego żoną - ale nie na tym polega małżeństwo....Powiedziałabym, że zasługuję na męża-przyjaciela, który będzie lojalny, nie będzie oszukiwał, zdradzał, który będzie mi ufał....Najwidoczniej mąż nie dojrzał do małżeństwa, ale nie może mnie krzywdzić swoim zachowaniem.....Zatem żegnam, życzę mu wszystkiego dobrego, niech układa swoje życie tak jak chce......ale już z konsekwencjami pilnowania zasad odwiedzin dzieci, zasad finansowania (może jakaś pisemna umowa między mną a nim?) i niech leci.....Niech nie dzwoni bez potrzeby, nie wpada bez uprzedzenia, niech żyje jak chce, ale niech pozwoli mnie także żyć w spokoju i szacunku do samej siebie......
I naprawdę wolałabym chyba zostać sama z dziećmi i układać swoje życie rodzinne, tak jakby mąż wyjechał w daleką podróż......

Bo prawda jest taka, że z ludźmi jest jak z piaskiem.....
Nabierz piasku do ręki i zaciśnij mocno pięść - piasek wymknie się między palcami.....Jeśli będziesz trzymała otwartą dłoń, zostanie....

W tej chwili będziecie męczyć się oboje.... Mąż, że ma poczucie, jakby ktoś go do czegoś zmuszał, kontrolował (nikt tego nie lubi!), a Ty - że mąż Cię jednak lekceważy i nie szanuje (tego też nikt nie lubi).


Musisz sama - przede wszystkim sama - poważnie, spokojnie zastanowić się, jak chcesz żyć i co możesz TY dla siebie zrobić w tej sytuacji........ musisz wziąć pod uwagę tylko działania, które zależą od Ciebie, na które masz wpływ....

A następnie to zrobić.

landis85 - 2010-02-17, 20:14

dziekuje , jest co czytac :)


Satine maz mowi raz ze wraca dla dzieci, zeby je wychowac, wczesniej mowil ze dla rodzicow zeby nie gadali
ciezko poznac jaki jest prawdziwy powod

pytalam sie o to kiedy sie przeprowadzi i o ten laptop
jak wyobraza sobie malzenstwo bez zaufania, odp ze ma do mnie duze zaufanie , ale laptop to jest jego prywatna rzecz i koniec :roll:
powiedzialam czesciowo to co napisalas, ze bardzo mi na nim zalezy, ze ciesze sie ze jestem jego zona, ale nie wyobrazam sobie malzenstwa bez zaufania
ze zle czuje sie w tej sytuacji, ze mam wrazenie ze sie "szarpiemy", ze potrzebuje meza ktory bedzie mi ufal, ze jezeli nie ma do mnie zaufania to na czym bedziemy budowac malzenstwo? ze bez tego nie bedziemy szczesliwi i moze warto zastanowic sie co dalej, czy warto?
maz odp ze blokady nie usunie i sie nie wyprowadzi
znowu jego warunki...

Satine - 2010-02-17, 21:08

Landis, zostaw już tego mężowego laptopa....Przecież są ważniejsze sprawy, które macie niedokończone, nieobgadane, nieustalone...On nie ufa Tobie, Ty nie ufasz jemu. No to już wiecie....Teraz co dalej?

Jest tak - że jeśli są dwa wyjścia z sytuacji, to wybiera się to, które mniej boli i z którym da się żyć......Może miałam inną sytuację niż Ty, ale opiszę ją pokrótce, bo w sumie mechanizm jest ten sam, tak myślę....Nie wiem, czy gdzieś tam czytałaś w innym wątku moją historię...Jeśli nie, to krótko opiszę....Pewnego dnia mój niepijący na co dzień mąż przyszedł do domu pijany i uderzył mnie oraz popchnął dziecko.....Zadzwoniłam jeszcze tego samego dnia na policję.....Incydent się nie powtórzył, ale! Przez długi czas siedziałam w domu w niejakim strachu, że sytuacja się powtórzy.....Strach nie był przed bólem fizycznym, a przed upokorzeniem, a także przed tym, że będę może musiała oglądać mojego kochanego męża w tak fatalnym stanie, że będę go nienawidzić, za to, że taki jest....Już wtedy wiedziałam, że może zdarzyć się tak, że mężowi będzie się to przytrafiać częściej....I co wtedy? Mieszkanie formalnie należało do męża, miał je jeszcze przed ślubem, byłam tam "tylko" zameldowana, w razie jakichś kłopotów, nie miałabym dokąd pójść.....Jestem nauczycielką, sama wiesz, jakie pensje są w szkolnictwie itd itd. A wiesz, czemu tak rozmyślałam o mieszkaniu i pieniądzach? Bo wiedziałam, że gdyby sytuacja się powtórzyła, a mąż odmówiłby terapii, leczenia, wręcz zapowiedziałby, że to jest jego życie, jego dom i będzie pił tyle, ile zechce - to ja wolę się wynieść z dzieckiem i zacząć budować nowe dla nas gniazdo, niż znosić podobne upokorzenia. Rozumiesz? Miałam dwa nieciekawe wyjścia. Tylko dwa - bo każde inne już ingerowało w osobę męża (zostałabym, gdyby poszedł na terapię - no ale to ON miałby to zrobić, a to już ode mnie nie zależy). Te dwa nieciekawe wyjścia to pozostanie w domu i życie w ciągłym strachu, znoszenie upokorzeń, znoszenie tego, aby syn na to patrzył i drugie nieciekawe - wyprowadzka, pogorszenie warunków materialnych, separacja (na razie nieformalna), zaczynanie od nowa.....Gdyby mieszkanie było moje - miałabym trzecie wyjście - poprosiłabym, aby to mąż się wyprowadził, a gdyby nie chciał, użyłabym prawnych środków, aby musiał to zrobić.....Ale miałabym tylko te dwa wyjścia - zależały jedynie ode mnie i musiałabym wybrać to, które mniej bolałoby.....czyli pogorszenie sytuacji materialnej, może bieda - ale spokój i bezpieczeństwo, zachowanie godności...To jest dla mnie najważniejsze.....
Tak się zbroiłam przez pierwsze miesiące po tym incydencie.....Czytałam przepisy prawne, zbierałam kontakty - zbroiłam się, powiedziałam sobie: "nie dam się skrzywdzić, nie dam skrzywdzić mojego dziecka". Na szczęście to już przeszłość.....Powoli zaczynam ufać mężowi, ale wiesz - on się tak bardzo stara! Musiałabym być z kamienia, żeby tego nie widzieć..... Możliwe też, że widział, jak się zbroję i zrozumiał, że może stracić mnie i syna....i dlatego się stara?
Landis, chcę powiedzieć - że czasami człowiek staje przed dwiema bramami. Obie są zardzewiałe, ale jedna jest mniej zardzewiała, więc przez nią trzeba przejść.....Jakie masz wyjścia? Przyjąć warunki męża - rządzi w domu, robi co chce, tajemnice, nocne wyjścia, albo: formalna lub nieformalna separacja (nieformalna, to taka, którą sama wprowadzasz, to jest jakiś rodzaj ochrony przed lekceważeniem i traktowaniem Ciebie jak służącej - żyjecie razem w jednym mieszkaniu, ale osobno. Ciebie nie interesuje, gdzie wychodzi, co robi, to samo w drugą stronę.....Osobna kuchnia, pranie, czas itd.) A może wyprowadzka - nie wiem. Musisz wybrać bramę, która będzie Cię mniej bolała, która pozwoli zachować godność. Dla Ciebie. Nie chodzi o to, aby mąż coś zrobił, zrozumiał......Mąż to mąż, Ty to Ty. Jesteś dyrektorem swojego życia - jak to mówi El. A zatem dlaczego nie możesz mieć takich warunków, jakie chcesz - skoro to także musi być Twój dom, skoro Ty pilnujesz Sakramentu Małżeństwa, skoro Ty martwisz się o rozwój emocjonalny dzieci.....skoro obiektywnie mówiąc - racja jest po Twojej stronie.....Nie życzysz sobie, aby Twój mąż opuszczał rodzinę w nocy, aby wchodził i wychodził jak do hotelu, tak? Mąż się nie zastosuje i wyprowadzić się nie chce? To wyprowadzasz się Ty i dzieci....Tak jak Eliasz tu wspomniał - czasami trzeba tak wybrać, aby uratować coś bardzo ważnego, coś co pozwoli dalej nam żyć, mimo, że tracimy jednocześnie coś innego, np. stabilizację finansową, komfort itd. Ale żyć trzeba JAKOŚ, a nie BYLE JAK.
Landis, sama musisz to przetrawić, sama.....Obawiam się, że nie ma gotowej recepty.....

[ Dodano: 2010-02-17, 21:11 ]
landis85 napisał/a:
maz mowi raz ze wraca dla dzieci, zeby je wychowac,


Na kogo wychować? Jak można wychowywać dzieci, jeśli samemu się jest niedojrzałym i nie wie się, czego chce? Toż mówił, że nie wie, co to jest szacunek.... No to czego on chce dzieci swoje uczyć? Rozmawiacie w ogóle o tym? Czytał "Warto być ojcem"? Nie słowa się liczą, tylko czyny....Wychowuje się dzieci PRZYKŁADEM. To jest podstawowa prawda. :]

landis85 - 2010-02-18, 08:58

Witajcie!
Satine dziekuje ze podzielilas sie ze mna swoim doswiadczeniem :) ciesze sie ze Twoj maz sie teraz stara dla Waszej rodziny :)

przemyslalam sobie pare spraw, za i przeciw wymuszaniu na mezu sciagniecia tej blokady
faktycznie za duzo rzeczy na raz chcialam naprawic, postanowilam narazie zostawic to tak jak jest
zapomnialam napisac ze maz tez sie stara-wczoraj uczepilam sie tylko tej blokady, wczoraj byl ze mna w kosciele, co prawda "po" marudzil ze ostatni raz i wogole, ale on zawsze tak mowi a pozniej pojdzie i tak ;)
podziekowalam mu ze poszedl z nami, ze pomogl przy dzieciach, moja mala ucieka wszedzie i wogole ciezko nad nia zapanowac pod tym wzgledem,
a jeszcze byl z nami starszy syn , sama nie dalabym z nimi rady
wieczor milo spedzilismy, co prawda bez spraw lozkowych

zobaczymy co czas pokaze....

nałóg - 2010-02-18, 14:44

Landis.......... to juz tu wielokrotnie pisano........... ale jeszcze raz............
Stawiając granice,wyznaczając terminy należy wziąć pod uwagę to,że ten któremu są one stawiane może powiedzieć : a wal sie........... ja nie mam zamiaru sie do tego zastosować................

I co wtedy??????
Czy jestem gotowy/a na to że on/ona nie spełni ,przekroczy te granice i dalej chce życ po swojemu................. Jesteś gotowa????

landis85 - 2010-02-18, 19:21

:-(
myslalam ze dobrze zrobilam, wiem ze nie dotrzymalam granicy ktora sama wyznaczylam
maz nie ma do mnie zaufnia, boi sie ze zainstaluje mu szpiega na komputerze, bo tak odkrylam miedzy innymi jego "nowe znajomosci"
czytalam ksiazke Pulikowskiego "warto ratowac malzenstwo", pisal tam o zaufaniu, zrozumialam bardziej swoj udzial w naszym kryzysie
pisal tam ze on pomaga (chodzilo o terapie) osobom ktore same przyjda prosic o pomoc, jakby to mialo wygladac z mezem?
teraz juz nie wiem, chyba to wszystko mnie przerasta
kiedy wychodzil po naszej rozmowie do garazu pytal sie tylko czy jutro bedzie obiad...


[ Dodano: 2010-02-18, 19:46 ]
Chyba chcialam uwierzyc ze maz sam sie zmieni, bez mojej pomocy, bez terapii,
zapytalam sie czy pojedziemy na rekolakcje do Bydgoszczy, nie chce, na terapie tez nie chce isc-ale czy to ma sens ze ja go zaciagne za uczy tam, mowi ze on sie tam niczego nie nauczy, z gory wie ze nam nie pomoze ta terapia,powiedzial ze wrecz jemu zaszkodzi :roll:
podkreslil, nie bedziesz mowila mi co mam robic

teraz z perspektywy czasu chyba powinnam nie zgadzac sie na jego powrot, bez jego zmian
myslalam ze bedac w domu wszystko sie ulozy
a powinnam chyba wniesc pozew o separacje, odciac sie od niego i poczekac az sam przyjdzie, sam dla siebie i bedzie chcial cos naprawic
wiem ze ja tez mam bardzo duzo winy, ze jego skoki nie wziely sie znikad, nie docenialam go, mimo ze od kwietnia chodzac do psychologa zaczelam to robic, to jednak to nic nie zmienilo, maz dalej robil to samo
nie bylo mi latwo, stopniowo odchodzilismy od Boga, maz coraz wiecej pracowal, ja ciagle niezadowolona ze tyle czasu spedza w pracy, ze nie jest o 16tej, ze nie chodzimy na spacery jak inne pary a wieczory woli spedzic z kolegami albo w garazuk, krzykiem chcialam go "postawic do pionu" a on coraz bardziej uciekal, w prace, internet, mimo ze nie zawsze bylo zle i byly czasy naprawde super, wspolne wakacje, wpolne ogladanie filmu
pozniej zaczely sie jego znajomosci z kolezankami z czatu i tak sie zaczelo sypac juz calkowicie, odrzucil moja chec pomocy, jakby nie zauwazal mojej zmiany
a teraz mam w sobie tyle leku, czy nam sie uda, maz chce zyc ze mna -ale jak ktos tu napisal to zycie byle jakie, niby razem, a jednak osobno, bez slowa kocham, boje sie przytulic do meza, boje sie ze mnie odepchnie, chociaz teraz sam sie przytula i dzis sama przytuilam sie pierwsza od wielu miesiecy do niego i bylo mi bardzo milo
boli mnie to ze maz nie chce wrocic do Boga, do kosciola napewno poszedl bo ja go poprosilam, nie dla siebie
zawsze wyobrazalam sobie i czytalam zreszta o tym ze po powrocie jest jeszcze lepiej niz wczesniej, ze to jest jakby okres narzeczenstwa, milosc jest mocniejsza i bardziej dojrzala
jestem zagubiona, znowu mam okresy wielkiego placzu bezradnosci, a nie mialam ich juz dosyc dlugo

przypomnialo mi sie teraz zdarzenie, kiedy bardzo sie staralam, chodzilam do psychologa, bylam spokojna, radosna, na poczatku taka udawalam, zeby nie chodzic ciagle przygnebiona, zaczaelam robic cos dla siebie, z mezem ukladalo mi sie super, swietny sex, mowil ze mnie kocha, a jednak dalej poznawal inne dziewczyny (wtedy poznal ta 2, pozniej byla 3)

Kalinka - 2010-02-18, 20:33

Nie martw się, zobaczysz może nie tak jak chcesz, ale wszystko się jakoś ułoży. Moim zdaniem nie powinnaś wyrzucać męża czy odchodzić z domu, bo to ucieczka od problemu i cierpienia, jeśli on chce być z Wami nie możesz go wyrzucić lub odejść, bo na zawsze zostaniesz uznana za winną rozejścia. Powinnaś za to dać mu wyraźnie do zrozumienia, że nie odpowiada Ci to co się dzieje, powinnaś się jak najszybciej odciąć od niego, tak aby to zauważył, że nie jesteś do niego przywiązana i widzisz życie bez niego, Moim zdaniem on nic sobie nie robi z Twoich zakazów i żądań, bo wie, że tak naprawdę sobie nie wyobrażasz życia bez niego, tego nie ukryjesz... Musisz zrobić wszystko aby zacząć sobie wyobrażać dobre życie bez męża, że jakoś da się żyć, że Jezus Ci zawsze pomoże i wyciągnie na dobro każde zło, zaufaj swojemu Aniłowi Stróżowi i wyobraź sobie, że z najciemniejszej doliny Cię wyciągnie i nie bój się jej. Zaufaj Bogu, że wszystko co się stanie doprowadzić Cię może tylko do dobra i wtedy przyjmiesz nawet najgorsze, ale w momencie, kiedy Twój mąż zauważy, że się nie boisz być bez niego, sam zacznie Cię szanować i będzie widział, że teraz to nie szantaże i groźby, tylko Twoja moc. I tylko wtedy zobaczysz, czy w jego sercu jest jeszcze miłość i czy zechce naprawiać małżeństwo.
Wiem, że to bardzo trudne, ale pamiętaj, że każdy lęk od złego pochodzi i nie bez powodu Jan Paweł II powtarzał "Nie lękajcie się". Postaraj się traktować męża tak aby widział Twoą miłość, ciesz się z każdej jego poprawy i dobrej woli, ale sama zacznij żyć swoim życiem. Postaraj się czymś mocno zainteresować, znaleść swoich przyjacół, zacznij robić dzieciom portrety, czy fotografować pejzaże, niech on widzi, że coś innego cię mocno pochłania, ale już nie on. A im bardziej się będzie od Ciebie oddalał, to ty tym więcej zdjęć i więcej czasu na swoją pasję, aby juz tak o nim nie myśleć i naprawdę poczuć życie bez niego. Możesz zacząć rysowac, malowac cokolwiek, ale jak masz małe możliwości wychodzić na dłużej z domu to dobre byłoby coś na co i w domu można poświęcać dużo czasu.
NIe wiem czy ta moja pisanina Ci pomoże, ale bardzo Cię polubiłam i będę się za Ciebie codziennie modlic , ato na pewno pomoże, jesli taka wola Pana Boga oczywiście.

landis85 - 2010-02-19, 09:44

dziekuje Kalinka!
dziekuje wszystkim ktorzy tu zagladaja

zadzwonilam do psycholog, umowilam sie na 1 wizyte, mamy przyjechac oboje z mezem
i razem przedstawic swoja wersje tzn kazdy z osobna ale zeby druga osoba to slyszala
i razem zaczniemy pracowac i ustalac
powiedziala ze teraz nie mam podejmowac zadnych decyzji, zajac sie dobrymi rzeczami
szkoda ze to dopiero po 1 marca, tyle musze jeszcze czekac

ale wierze ze wkoncu cos ruszy do przodu

Kalinka a Ty z jakim problem sie borykasz ze tutaj trafilas?

Kalinka - 2010-02-19, 12:28

Ja Bogu dziękuję, że tu przypadkiem trafiłam, staram się naprawić swoje małżeństwo zanim stanie się dla obojga nie do zniesienia. Mozna powiedzieć, że otworzyły mi się oczy, że ode nmie też dużo zależy. Byłam bardzo nieszczęśliwa, uzależniona straszliwie od męża, można powiedzieć, że byłam w Twojej sytuacji, tylko mąż nikogo nie miał i nie ma, ale konfliktów mnóstwo... Czułam przez skórę, że jeszcze trochę takiego życia i cos złego się stanie, staram się wszystko powoli naprawiać, ale ciężka praca zmienić siebie... Nie piszę o swoich problemach, bo przy Waszych to nie problemy, myślę, że damy z mężem radę i będzie coraz lepiej...
landis85 - 2010-02-19, 21:48

Kalinka ja teraz patrzac na to z perspektywy czasu widze ile bledow sie popelnilo
i byl czas kiedy mozna byl wziasc sie za siebie, zblizyc do Boga
a teraz....?
ciagle bladze, krece sie w kolko, raz wydaje mi sie ze robie sluszenie, za chwile mam wrazenie ze tego nie wytrzymam
codzinnie siedze i patrze i tylko patrze ostatnio
jak maz mowi ze nie siedzi na czacie a co rusz nowe kolezanki -znajome na nk
jak wierzyc ? co robic?
raz chce tupnac noga powiedziec cos mezowi, cos co mozliwe ze nas oddali jeszcze bardziej
a innym razem mysle co to da? musze zaczac zyc swoim zyciem, uzaleznienie od meza wychodzi mi uszami
boje sie tylko ze jezeli teraz nie zrobie "czegos" to maz znowu bedzie pozwlala sobie na jeszcze wiecej i wiecej....
potrzebny mi ten psycholog, potrzebuje sama dla siebie terapii i to wstrzasowej chyba
zeby odstawic meza na jakis czas, ale czy ja potrafie? czy potrafie ciagle nie myslec o nic?
spragniona chocby malego uczcia, malego zainteresowania wlasna osoba czuje ze jestem w stanie dac sie podeptac
to trwa tak dlugo, pamietam jak po popielcu poszlam z mala do szpitala na 10 dni
jak zalamana tym ze jestem w szpitalu zalamywalam sie jeszcze bardziej bo maz zaczal jezdzic do tej pierwszej dziewczyny
jak sie w niej zakochal, to rozpamietywanie
nie radze sobie juz z tym
boli mnie ze maz chce jechac sam na jakis kabaret (ta sam, wiem glupia i naiwna), ale nie potrafie nic z tym zrobic, tzn powiedzialam ze uwazam ze powinnismy jechac albo razem albo nie jechac wcale, wiem jednak ze maz pojedzie i co wtedy?
coraz czesciej mam ochote zostac jednak z dziecmi sama, zajac sie dziecmi, odbudowac relacje z bogiem, niz tak sie szarpac, ciagle podejrzewac, bo maz nie potrafo usiedziec w domu, liczyc ze moze chociaz jeden wieczor w tygodniu spedzimy razem
ale wszedzie czytam ze to nie jest dobre rozwiazanie, ze powinnismy mieszkac razem itp itd

Kalinka zrob wszystko zeby teraz jeszcze zadzialac, bo zobacz co moze Cie czekac....

[ Dodano: 2010-02-20, 05:39 ]
witajcie kochani z rana!
dla mnie to bezsenna i samotna noc, mimo ze niedlugo jade na uczelnie
chcialam napisac ze dzis jestem sama
maz wyszedl wczoraj na impreze, mimo ze prosilam zeby ustalil godz o ktorej wroci, to jakos ciezko bylo
powiedzial ze wroci najwczesniej po 3 nad ranem, nie zgodzilam sie na to, poniewaz ja pzed 7ma wyjezdzam do szkoly i on musi byc wyspany zeby zajac sie dziecmi
napisalam mu ze uwazam ze 1-2 to max, zwazywszy na to ze w tym tyg byl juz poza domem i wrocil nad ranem , poza tym napisalam mu co innego kiedy ja jestem w domu a co innego kiedy mnie nie ma i zostaje z dziecmi sam
efekt
wrocil dokladnie o 4 nad ranem, nie otworzylam mu drzwi
napisalam ze bardzo mnie zawiodl, ze sam pokazal iz nie jest wart kolejnej szansy
pozniej ani nie odbieralam tel i nie odpisywalam
napisal na koniec ze mam zapomniec ze rano przyjdzie do dzieci....

czuje ze wpadam w depresje, 2 lata temu nabawilam sie nerwicy co konczylo sie roznie, 2x maz musial wzywac pogotowie w nocy bo nie moglam oddychac
a teraz boje sie ze i to mnie wkoncu dopadnie
zamiast jakiegos spokoju po jego powrocie czuje niepokoj, szarpie sie sama ze soba
dzieci tez sa placzace, marudne-napewno czuja to wszystko
mimo ze w kazdej ksiazce pisze ze rozstawanie (mieszkanie osobno) nie jest dobrym wyjsciem, to u nas chyba nie ma innej opcji
potrzebuje spokoju, konczowe egzaminy, dzieci, dom, modlitwa a ja nie moge sie na niczym skupic

Danka 9 - 2010-02-21, 02:53

landis sciskam....
lęki , nerwica....sa na to leki jakby Cie dopadło mocno...ale najczesciej nasz scenariusze nas doprowadzaja do lękow...zly na tym żeruje
nie dajmy mu sie, sama teraz to przezywam

modlitwa, Rozaniec w garsci....bedzie spokojniej....

Cytat:
wrocil dokladnie o 4 nad ranem, nie otworzylam mu drzwi
napisalam ze bardzo mnie zawiodl, ze sam pokazal iz nie jest wart kolejnej szansy

stało się, wyznaczylas granice, maz nie dotrzymal slowa....konsekwencja....

maz zareagowal emocjonalnie....nie masz na to wplywu, Ty sie odcielas.....on sie odciał

od Ciebie zalezy czy po uspokojeniu dasz mu szanse, w sensie otwarte drzwi...ale na pewnych warunkach, jak wczesniej pisalas....poki co widac ze to meza przerasta

i nie masz na to wpywu....teraz Ty i dzieci i modlitwa za Was....tyle i az tyle
i dbanie o spokoj swoj i dzieci :-)

Czasem musi nam sie ulać...zeby cos zrozumec...zeby moglo byc lepiej...cos starego..stare sposoby waszego funkcjonowania...musza sie przemienic
Jestem pewna ze maz wkrotce sie odezwie....

sciskam i trzymam kciuki....za Was i egzaminy :-)

landis85 - 2010-02-21, 14:28

Tak Danusiu czasami musie ulac....
dzis rano zanim pojechalam na studia odnosilam meza i dzieci rzeczy rzucone w lazience , chcialam wlozyc do automatu, wlozylam rece w kieszenie, a zawsze znajdowalam tam klucze, pieczatki
a dzis znalazlam...prezerwatywe
my z nich nie korzystamy od prawie 5 lat i maz zawsze podkreslal ze nie lubi i nie bedzie ich stosowal
rzucilam nia w meza, zapytalam sie o to
powiedzial ze to .... dla nas, wogole zmieszany byl , tlumaczyl sie, krecil i wogoe dla mnie sprawa jest jasna, ta prezerwatywa, te nocne jazdy nie wiadomo gdzie i z kim , ukrywanie telefonu, swojego laptopa na haslo
nie mam sil zeby mieszka z nim pod jednym dachem i dalej to znosic
powiedzialam ze jak wroce on ma spakowac swoja pizame i sie wyprowadzic, wtedy ja nie powiem jego rodzicom o tym co znalazlam i co dla mnie jest oczywiscie,inaczej ja sie wyprowadze
zgodzil sie sam wyprowadzic
na koniec zyczykam mu szczescia z nowa pania....

cala droge do szkoly plakalam w autobusie, ostatni egzamin taki wazny a za kazdym razem jakies smutki wioze

nie wiem co teraz, wiem ze napewno zloze pozew o separacje i chce zeby maz podpisal u notariusza ze bedzie splacal mieszkanie-kredyt, moje studia i rachunki

Boze dodaj mi sil

marek12b7 - 2010-02-21, 19:05

Landis wspieram Cię modlitwą - trzymaj się Pana Boga. On widzi Twoje, nasze zmagania, i myślę że serce kruszy mu się. Nie twórzmy scenariuszy - miejmy nadzieję. Róbmy swoje. Napisz jak wyniki egzaminu.
Kalinka - 2010-02-21, 19:19

Landis kochana tak mi przykro, modlę się dalej za Ciebie, jesteś i tak dzielna, że tyle do tej pory zniosłaś, miałam Ci napisac i nie zdążyłam, że to , że u mnie jest wiele mojej winy, to nie znaczy, że u Ciebie, mój mąż nigdy takich rzeczy nie robił, a gdyby, to nie wiem czy dałabym sobie radę tak jak Ty. Wyczułam jakoś nasze podobieństwo, ja też mam czasami napady duszności z nerwów. Trzymaj się i pamiętaj, że myślimy o Tobie, może Twoj mąż potrzebuje tego szoku...
landis85 - 2010-02-22, 07:20

dziekuje slicznie za Wasze wsparcie!
ostatni egzamin mysle ze do przodu, jednak mam jedna poprawke :(
wczoraj kiedy bylam na studiach maz ciagle pisal do mnie smsy, kotku, moja zonko-nigdy sie tak do mnie nie zwracal
jak przyjechalam dom posprzatany, w szoku bylam, a jeszcze wiekszym kiedy zobaczylam ze maz zrobil babeczki, obiad tez niczego sobie
pochwalilam go
zauwazylam ze zaczal czytac ksiazke pulikowskiego-nawet powiedzial ze ciekawa!
ja raczej bylam milczaca, nie moge wyobrazic sobie tego co moj maz robil, z kim...
myslalam ze bardziej rozczarowac sie juz nie moge
mowil zebym sie jeszcze zastanowila, ale ja mu odp nad czym? nad zgoda na kochanki?
pojechal na kotlownie i juz nie wrocil...
nie wiem co powie synowi, ktoremu obiecal ze juz nigdy nas nie zostawi, to takie trdune :(
moja mama nie jest za separacja, mowi ze tak nie powinnam robic, ze zle ze kazalam M wyboerac, kto sie ma wyprowadzic

Kalinko macie moze dzieci?

[ Dodano: 2010-02-22, 14:49 ]
postawilam na separacje
chociaz ciezko mi, bo wiem ze jezeli maz chce zostac to nie powinnam go wyrzucac
z drugiej jednak strony dla mnie to puste slowa,bo dzis dowiedzialam sie ze maz juz wczesniej oplacil mieszkanie za marzec! nie zmienil swojego zachowania, dla mnie slowo chce zostac z wami nic nie znaczyc, skoro jego czyny mowia co innego
moja mama nie jest za separacja, woli zebysmy mieszkali w jednym domu ale w oddzielnych pokojach, zeby to zrobic dla dzieci.
Jest mi naprawde przykro, wiem ze maz bedac u siebie traci wszelkie hamulce, ale widac jak jest w domu tez nie potrafil zmienic swojego zachowania.

Separacja i poszial majatku troche kosztuje, moze ktos moglby mnie oswiecic w tych kwestiach???

kinga2 - 2010-02-22, 16:27

Na czym właściwie polega szczęście?
Vittorio Luigi Castellazzi / slo

Termin szczęście posiada całą gamę synonimów, takich jak: promienność, radość, uciecha, rozradowanie, wesele, zadowolenie, wesołość, pogodny nastrój, błogostan, upojenie, ekstaza, przyjemność, spełnienie, dobrobyt. Każde z tych słów zawiera w sobie coś, co pozwala wyobrazić sobie szczęście, choć jednocześnie wskazuje na różnorodność ich znaczeń.

Trudno jest jednak dokładnie powiedzieć, na czym właściwie miałoby polegać szczęście. Jest ono na tyle złożone, że pozostaje niezgłębione i niewypowiedziane. Nie ulega wątpliwości, że gdy przychodzi nam mówić o szczęściu, to nie odwołujemy się do jakichś teorii społeczno-kulturowych, ale do własnych doświadczeń. Jak przekonamy się, bazują one zazwyczaj na przeżyciach z okresu dzieciństwa.

Według Freuda, szczęście jest czymś subiektywnym, dlatego trudno jest przyjąć taką definicję szczęścia, która zadowoliłaby wszystkich. Istnieją tak przeróżne indywidualne koncepcje szczęścia, że aż krańcowo odmienne, nie uporządkowane lub wręcz sprzeczne. Lista tych określeń może nie mieć końca.

Szczęście to:

♣życie w zgodzie z samym sobą,
♣wewnętrzna harmonia,
♣poczucie pełni,
♣doskonałość,
♣samorealizacja,
♣tożsamość,
♣dobre relacje z innymi,
♣kochanie i bycie kochanym,
♣szacunek dla samego siebie,
♣sam fakt istnienia,
♣wolność,
♣kontemplacja,
♣ekstaza,
♣kontakt z Absolutem,
♣wiara w Boga,
♣dobre zachowanie,
♣działanie,
♣świadomość,
♣rezygnacja z przyjemności i dóbr zewnętrznych,
♣moc pozytywnych uczuć,
♣dobre samopoczucie,
♣radość z codziennych małych przyjemności,
♣spokojny styl życia,
♣przyjemność seksualna,
♣sukces,
♣zdrowie fizyczne,
♣brak zmartwień,
♣sława,
♣realizacja jakiegoś celu lub planu,
♣rozrywka,
♣moment ulgi w cierpieniu,
♣powodzenie,
♣praca,
♣zdobycie dawno upragnionego przedmiotu,
♣władza,
♣kariera,
♣uroda,
♣bogactwo,
♣duża wygrana pieniężna,
♣kontakt z naturą.

To prawda, że każde z tych sformułowań ma coś wspólnego ze szczęściem. Jednak żadne z nich nie potrafi oddać w pełni jego istoty. Czym zatem jest szczęście? Na pewno nie jest nim sama nieobecność bólu czy brak poczucia nieszczęścia. Nie jest powiedziane, że ten, kto nie jest nieszczęśliwy, musi od razu czuć się szczęśliwcem.

Szczęścia nie utożsamia się też z osiąganiem określonych dóbr, takich jak: zdrowie, uroda, sukces, władza, bogactwo czy różnych dóbr konsumpcyjnych. Są one czynnikami sprzyjającymi szczęściu, ale nie są jeszcze nim samym. Ich osiągnięcie przekracza minimalny próg zaspokojenia, ale w odniesieniu do istoty szczęścia jest raczej bez znaczenia.

Z całą pewnością możemy powiedzieć, że szczęście graniczy z poczuciem spełnienia. Zwłaszcza wtedy, gdy jest ono tak intensywne i nieoczekiwane, że zdaje się być snem. Wówczas człowiek przestaje racjonalnie myśleć i dominują w nim emocje, co sprawia, że zapomina o sobie. Prawdopodobnie Ortega y Gasset ma na myśli ten właśnie specyficzny stan ducha, mówiąc, że „szczęście to wyjście poza siebie".

Jednak szczęście zmierza przede wszystkim do przekraczania granic. Na tym polega jego istota, że jest szczęściem, którego bezustannie szukamy. Oznacza to, że - mimo doświadczania różnych form szczęścia poprzez miłość, przyjaźń, pracę, poszukiwania badawcze, religię lub rozrywki — nie ustajemy w szukaniu Szczęścia.


Więcej w książce: Sposób na szczęście - Vittorio Luigi Castellazzi


A co dla Ciebie jest szczęściem? Czy posiadanie męża czy wspólne odczuwanie szczęścia nawet kosztem kompromisów w poszukiwaniu szczęścia indywidualnego?
Czy potrafisz określić co da Ci szczęście i w jakiej formie?

mami - 2010-02-22, 17:18

kinga2 napisał/a:
A co dla Ciebie jest szczęściem? Czy posiadanie męża czy wspólne odczuwanie szczęścia nawet kosztem kompromisów w poszukiwaniu szczęścia indywidualnego?
Czy potrafisz określić co da Ci szczęście i w jakiej formie?



Ludzie buduja poczucie radości, satysfakcji z życia poprzez
- unikanie przykrości
- lub poszukiwaniu szczęścia

mysląc, że w ten sposób zbuduja zycie oparte na szczęściu….
Nie da się w ten sposób osiągnąc szczęścia, ani unikając przykrości, ani hołdując zbytnio cierpieniu, ani folgując same przyjemności…
życie składa sie bowiem z różnych sytuacji,wydarzeń, które wpływają na nasze samopoczucie i nastrój....
niezależnie jakie problemy i kłopoty nas dościgają należy się zmierzyć z tym odczuciem, nie blokowac w sobie emocji związanych z tą sytuacja … po to być w efekcie czuć tą satysfakcje z życia i siebie samego
a po przez to jakie mam życie czuć szczęście...

bo
szczęście jest stanem umysłu, a nie zespołem jakiś okoliczności, które nas dopadły...
nie można osiągnąc szczęścia poprzez poszukiwanie go, bo to założenie, że poszukiwacz znajdzie je w świecie zewnętrznym,
a tymczasem szczęście jest w nas, w naszym postrzeganiu rzeczywistości, tego co posiadamy, co mamy, naszym odczuciem....
co dla jednego jest szczęściem dla innego zwykłą rzeczywistością…
co dla jednego jest kompromisem, dla innej osoby jest naturalna potrzeba drugiego człowieka i dawaniem poprzez to szacunku dla odmienności tej osoby…

Kalinka - 2010-02-22, 18:55

Tak mam dwoje dzieci, małych i też zupełnie od męża uzależniona finansowo, mogę sobie wyobrazić co przeżywasz....Cała ta sytuacja... Dlaczego on się tak stara, a jednocześnie robi takie rzeczy? Na pewno masz jeszcze jakieś szznanse, bo na czymś mu zależy, jeszcze całkiem nie odszedł, tylko co tu może pomóc? Jak się odciąć od niego bez wyprowadzki, czy to u Ciebie możliwe, czy wytrzymasz patrzeć na niego codziennie i się psychicznie odizolować? Ja jestem sceptycna co do tego, że jak was straci i go odsuniesz od dzieci to zrozumie... Będzie siebie usprawiedliwiał, że go nie ma przy dzieciach,, zaczną się ogromne wyrzuty sumienia u niego, a jak się będzie bronił? Zacznie Ciebie o to oskarżać, jakoś będzie musiał ze sobą żyć, a wtedy ludzie oskarżają innych siebie wybielając. Może się mylę, ty najlepiej znasz waszą sytuację, może ktoś mądrzejszy ci cos podpowie.
Nirwanna - 2010-02-22, 21:22

Kalinka napisał/a:
Ja jestem sceptycna co do tego, że jak was straci i go odsuniesz od dzieci to zrozumie...

Problem w tym, że to czy mąż landis coś zrozumie i kiedy - jest problemem wtórnym. Problemem podstawowym jest to - jak sobie landis radzi w tej sytuacji. Czy landis będzie umiała w godności Dziecka Bożego żyć z mężem, który żyje obok, i li tylko dla dzieci, czy też nie będzie umiała, i godniejsze życie zapewni jej odseparowanie się od męża.
Bo tylko silna landis, mądra i pełna kobiecej godności - będzie w stanie być zaczątkiem uzdrowienia jej małżeństwa, w dowolnej sytuacji życiowej. Landis pełna lęku, miotająca się między bólem a powinnością wobec innych - nawet w najlepszej z możliwych sytuacji życiowych - zaczynem uzdrowienia małżeństwa raczej nie będzie....

Kalinka - 2010-02-26, 20:38

Landis, co słychać, jak się czujesz?
landis85 - 2010-02-26, 22:52

Witajcie
Kalinko zyje sobie
maz mieszka dalej u "siebie"
ale codziennie przychodzi, odsunelam sie od niego, teraz on stara sie wybadac sytuacje
chce sie przytulac, mowi mi ze jestem jego najlepsza przyjaciolka-byl bardzo zdziwiony kiedy powiedzialam ze ostatnio w to watpilam, jedyna zona i inne takie
a ja nic...
poczekam do konca miesiaca, jezeli nie zrobi otwarcie kroku ku powrotowi do domu i 1 marca bedzie dalej mieszkal u siebie zrobie to o czym mu mowilam (czyli separacja)
maz dalej mysli ze mimo ze on tam, ja tu, to razem pojedziemy na slub, robi odlegle plany, ale nadal zero zobowiazania powrotu, naprawy malzenstwa, syndrom zjesc ciastko i miec ciastko
odmowil pojscia do notariusza, bardzo nalegalam zeby spisac na pismie pewne rzeczy, ustalic odwiedziny, przestac "bawic sie dom i rodzine"
teraz nie wiem, czy moge zostac zwolniona z kosztow separacji (wiem ze to jest 600 zl, podzial majatku ok 400 zl)
maz powiedzial ze on tu wroci (kiedy?, nie wiadomo, ale jakby wymusza na mnie ze mam czekac az on sie zabawi, znudzi i wroci)
nie wiem co mam zrobic jezeli w marcu dalej bedzie mieszkal u siebie, a ja bede musiala zaplacic za separacje- z czego?
nadal nie udaje mi sie wyegzekwować tego zeby nie przychodzil codziennie, nie kapal sie
zwracam mu uwage, na to ze mieszamy dzieciom w glowie, ze niech kapie sie u siebie itp
powiedzial ze bedzie robil co chce i jak mi sie nie podoba to on moze nie placic kredytu
dzieci tez do siebie nigdy nie wzial, a ja nie chce zeby codziennie po pracy przychodzil tu, dla mnie to takie stwarzanie rodziny, z tym ze normalni rodzice ida razem spac, a moj maz wieczorem kiedy dzieci jeszcze nie spia wychodzi do siebie....
meczy mnie to....
ale nie wiem jak to dobrze rozegrac

Nirwanna - 2010-02-27, 07:23

Landis, jak już podejmiesz decyzję o separacji, ale tak wewnętrznie na 100% (na razie nie słyszę u Ciebie tego 100%, masz wciąż opór .... tak ja to widzę), to wtedy idź na Adorację Najświętszego Sakramentu, proś o prowadzenie Ducha Świętego - a potem Alleluja i do przodu! Rozumiesz? Nie dumać jak to rozegrać, jak mąż to odbierze, jak zareaguje, skąd pieniądze.... Jeśli w Adoracji dostaniesz to przekonanie, że jest to właściwa droga, to jak puścisz co nie należy do Ciebie - reszta będzie dziać się SAMA, Bożą ręką prowadzona!
Pozdrawiam Cię i pamiętam w modlitwie! :-D

landis85 - 2010-02-27, 21:21

Nirwana tak mam opory i to nie tylko w zwiazku z separacja
mimo ze wczoraj napisalam sms-a do meza, ze jezeli jutro (dzis) chce spotkac sie z dziecmi to moze zabrac je do siebie (np moj syn ciagle mnie o to pyta, kiedy tata zabierze go do siebie, czy moze tam zostac na noc itp) , albo moga isc razem na spacer, wiem ze napisalby mi ze mozliwe ze pozno skonczy prace i woli znowu do nas przyjechac, wiec dopisalam ze jezeli bedzie dlugo w pracy to w niedziele moze zabrac dzieci do siebie albo na spacer
no i maz przyjechal do nas po pracy...
powiedzial do naszego syna ze jutro zabiera nas na obiad i do parku rozrywki dla dzieci
mam mieszane uczucia, bo postanowilam zreszta razem z psycholog ze dopoki nie bedziemy mieszkac razem nie bedziemy nigdzie jezdzic razem itp
nie wyobrazam sobie tego ze po calym dniu maz odwiezie nas do domu i pojedzie do siebie, a ja znowu zostane z pytaniami od dzieci czemu tata pojechal? :roll:
probowalam powiedziec ze moze jechac sam z dziecmi, powiedzial ze albo ja tez pojade albo nikt nie pojedzie
odp ze sie zastanowie nad tym
maz dalej sie przytula w obecnosci dzieci do mnie, obejmuje, mowi wiele milych rzeczy, fajnie ale po tym wszystkim jedzie do siebie
czuje ze sprawdza czy nadal jestem jego, czy czekam wiernie, czy nadal sie nim interesuje, czy jestem na "swoim" miejscu -zony ktora wszystko znosi

nie pisalam chyba Wam, ale 2 tyg temu umowilam sie z psychologiem katolickim, chce zebym przyjechala razem z mezem
mam 1 marca zadzwonic i ona powie mi w jakim dniu tyg bede mogla przyjechac

wogole to nie powiedzialam Wam o innej bardzo waznej rzeczy
przez ktora nie moge spac po nocach i ktorej bardzo zaluje
otoz w pazdzierniku zeszlego roku usunelam ciaze :cry: :cry:
o ciazy dowiedzialam sie w najgorszym momencie, dowiedzialam sie o tej trzeciej,maz usunal sie ode mnie na maxa, a ja wtedy go tak bardzo potrzebowalam
dalam sie zastraszyc ze albo ciaza albo moje studia , maz nie chcial 3 dziecka, mowil ze nie chce wracac do nieprzespanych nocy
wiedzialam juz wtedy ze kogos ma, balam sie ze nie dam rady, sama z 3 dzieci, bez studiow, bez niczego, sama chcialam ciaze usunac, maz potraktowal nasze dziecko jak chorobe z ktorej trzeba sie szybko "uleczyc"
plakalam i przepraszalam to dziecko
tabletki zarzylam ok tygodnia od testu, wydawalo sie ze nie zadzialaly, bo nie dostalam krwotoku
mialam nadzieje, bylam na usg, gin powiedziala ze ciazy nie widac na usg, ale od "dolu" jest ciazowo, pytalam sie czy moglam poronic, powiedziala ze nie
kazala czekac, stawiala ze test sie pomylil
a ja po tygodniu dostalam krwotoku, wiedzialam juz ze jednak bylam w ciazy
tak bardzo potrzebowalam go wtedy, a on nawet mnie nie przytulil, nie powiedzial , nie zrobil nic
a wystarczylo slowo, ze damy rade
dlugo nie moglam sie pozbierac, poszlam do specjalnej spowiedzi, maz nie chcial, wtedy zdalam sobie sprawe ze tym co zrobilismy otworzylismy brame szatanowi
ale bylo juz za pozno
zostalam sama
nie potrafilam sie na niczym skupic, ciagle lapie sie na tym ze obliczam ktory to miesiac, raz prosilam boga zeby przysnilo mi sie moje dziecko, chcialam wiedziec jaka byla plec, myslalam o rekolekcjach dla kobiet po aborcji
przysnilo mi sie ze nioslam malutkie dziecko, ale nie widzialam jaka to plec
a pare dni temu przynsil mi sie ok 5letni chlopiec, powiedzial ze ma na imie Karol, od razu czulam ze to moj syn, zapytalam sie czemu tak dziwnie wyglada, odpowiedzial ze tak by wygladal gdyby zyl
od tamtej pory boje sie sama spac, jestem rozdrazniona, rozkojarzona
musialam to wyrzucic
tak bardzo zaluje i tak bardzo jest mi wstyd za to co zrobilam

Nirwanna - 2010-02-27, 21:34

Landis - przytulam mocno, mocno!!!! Potrzebujesz mocnego przylgnięcia do Pana Jezusa, i poczucia tego, że jesteś przez Niego kochana. Ja bym Ci polecała mszę z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne. Zajrzyj tu: http://www.jmanjackal.net/pol/polretir.php
gogol - 2010-02-27, 21:39

Landis
dobrze ,że jesteś z nami :-)

artuana - 2010-02-27, 21:50

:cry:
kinga2 - 2010-02-27, 21:54

landis85 napisał/a:
wogole to nie powiedzialam Wam o innej bardzo waznej rzeczy
przez ktora nie moge spac po nocach i ktorej bardzo zaluje
otoz w pazdzierniku zeszlego roku usunelam ciaze


http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=9718

Kochana Twoje obecne problemy duchowe ( a przejawiajace się na jawie-choćby brak zdecydowania) moga wynikać z syndromu postaborcyjnego. Wysłuchaj tej audycji i od siebie Ci napiszę,że wiele kobiet w Twojej sytuacji jako forme pokuty przyjmuje modlitwę adopcji duchowej nienarodzonego dziecka. Swojego czynu nie cofniesz, ale innej kobiecie możesz wymodlić siłę do przyjęcia życia poczętego. Księża też polecają taką formę zadośćuczynienia i leczenia duchowego.
Ta forma duchowa pomaga także w przypadku naturalnej utraty dzieciątka. Bóg przyjmuje taką modlitwę i bardzo mocno odczuwa się w niej pomoc Maryi.
Jeżeli swój ból oddasz przez rece Maryi Jezusowi szybko odczujesz ,że przychodzi uzdrowienie.

landis85 napisał/a:
a pare dni temu przynsil mi sie ok 5letni chlopiec, powiedzial ze ma na imie Karol, od razu czulam ze to moj syn, zapytalam sie czemu tak dziwnie wyglada, odpowiedzial ze tak by wygladal gdyby zyl
od tamtej pory boje sie sama spac, jestem rozdrazniona, rozkojarzona
musialam to wyrzucic
tak bardzo zaluje i tak bardzo jest mi wstyd za to co zrobilam


Sen mara Bóg wiara. Od razu Ci powiem,że ten sen przyszedł z powodu Twoich wyrzutów sumienia i nie został zesłany z Nieba. Skoro sie boisz to znaczy,że Zło żeruje na Twoim czynie i uczuciach. Bóg zsyłając nam sny, albo przesyła nam jasne wiadomości albo ukojenie. Wszystko inne nie pochodzi od Niego.
Nie zaprzątaj sobie głowy tym snem bo jest zwiedzeniem i może doprowadzić Cię do zaburzeń psychicznych. Zostaw to.
Jeśli mysli będą natrętne, a Ty już oddałaś swój czyn Jezusowi w Sakramencie Pokuty i Pojednania to zacznij codziennie oddawać się Maryi. Zawierzenie Maryi Matce zawsze odcina Nas od Zła i broni w każdej sytuacji zagrożeń duchowych.

Nie gniewaj się, ale w tej sytuacji obecne zachowanie Twojego męża staje się jakby jaśniejsze.
Moim zdaniem oboje musicie opłakać fakt aborcji. Mąz pewnie nie uświadamia sobie tego faktu, że on też potrzebuje duchowego oczyszczenia-wszak także jego zachowanie doprowadziło do tego wydarzenia.
Kiedy będziecie razem wysłuchajcie tego:
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=1492
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=4952
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=11441
http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=11449

Wiem,że to sporo ale to pomoże. Zapoznaj sie także z ruchem RCS dla małżeństw- jest na forum.

landis85,
Wszystko możecie odbudować, ale najpierw musicie uporządkować duchowość, bo to ona nie pozwala Wam sie dogadać.
Jezus jest miłosierny i pomoże Wam we wszystkim , ale żeby leczyć trzeba znać przyczynę i wiedzieć o co prosić. Mam wrażenie,że już wiesz.
Życzę Ci wiele siły do przyjęcia Prawdy i chęci wytrwania,aż do uzdrowienia.

A od siebie napiszę,że rozumiem Twój ból. Ja co prawda nie miałam aborcji ale mam 5 dzieci w Niebie. Kochanie wiem jak poczucie świadomości,że dziecko sie nie urodzi potrafi szarpać psychiką. To potrwa, ale Bóg naprawi Twoje wnetrze i umocni.
Niech Was błogosławi.

Agutella - 2010-02-27, 22:23

Lansis, oj landis....... tak mi przykro, brakuje mi sLow..... by cokolwiek powiedziec
nic madrego ci nie poradze. Powiem tyle, ze przechodzilam przez to samo, bylam wtedy panianka i slyszalam rozne "argumenty" za tym by usunac ciaze..... eh...... szkoda gadac.

Dopiero po 10 latach zdobylam sie na "odwage" powierzyc "ten problem" Panu Bogu.....
i codzinnie modle sie za jedna taka "swoja"ciaze zagrozona aborcia.... to moja pokutu.
Jest to Adopcja duchowa. Przysiega sie przed Bogiem na uroczystej mszy, modlic sie
codziennie 10 rozanca za dziecko i ich rodzicow by mieli odwage podjac trud wychowania
swojego dziecka.

Zdecydowanie meza to teraz zostaw w spokoju, a zajmij sie swoim sercem, swoja dusza, swoim "problemem aborcyjnym". To twoje sumienie krzyczy!!! Pomoz najpierw SOBIE!!

Z Panem Bogiem da rade wyleczyc swoje serce. :-D

Sciskam mocno

Kari - 2010-02-28, 13:58

Landis, okropnie mi się przykro zrobiło, nie mogę przeżyć, że wtedy nie odezwałaś się na forum o tym, może udałoby sie temu zapobiec. Też mi sie wydaje, że musisz teraz podjąć jakąś terapię, bo syndrom postaborcyjny może nie dać Ci spokoju. Zagłęb sie w temat, zdobądź wiedzę. Po spowiedzi Bóg już grzechu nie pamięta, ale natura bedzie upominać się o swoje, bo aborcja jest wbrew naturze. Też myślę, że warto, żebyś włączyła się w duchową adopcję. Ja myślę, że Twój mąż to wszystko przeżywa, choć gra twardziela. Trzeba o tym porozmawiać , może listownie będzie łatwiej, mąż musi mieć świadomość tego co się stało. Ta sprawa będzie stać między wami cały czas, nawet jeśli znikną te jego koleżanki. Może być Ci ciężko pozbyć się żalu do męża o to, że nie stanął na wysokości zadania. Po prostu Landis porządna terapia i dobry psycholog.
Tak pomyślałam, ze może dobrze byłoby założyć jakiś wątek na forum w widocznym miejscu ( tu ukłon w stronę administratora i moderatorów) dla kobiet, które zastanawiaja się, czy urodzić dziecko, czy nie , może moglibyśmy wszyscy im pomóc.

Ife - 2010-02-28, 14:38

Kochana Landis popłakałam się jak czytałam Twoje wyznanie. Przytulam Cię z całej siły i będę modlic się za duszyczkę waszego maleństwa ,oraz za was.
Danka 9 - 2010-02-28, 22:29

Landis, to wazne , ze nam napisalas o tym. Sciskam Cie serdeczie, jak chcesz pisz na priv, masz moje gg!
kasia - 2010-03-01, 03:02

Kochana landis!

W sakramencie pokuty Pan Jezus Uzdrawia, chce Twojego szczęścia szczęścia w Waszym Małżeństwie i Rodzinie! Na pewno kapłan pomoże Ci w wypełnieniu zadośćuczynienia, podpowie. Wiesz, ja tylko mogę podpowiedzieć, że sama adoptowałam duchowo już drugie dzieciątko poczęte, a zagrożone. I Tobie to polecam. Przyrzeczenie do pierwszej adopcji uczyniłam formalnie u O. Dominikanów - "przypadkowo" trafiłam na Mszę świętą,na której były informacje nt.tej inicjatywy i świadectwa niesamowitych łask - a ta najważniejsza: uratowanie życia bobaskowi :-D Kolejną adopcję podjęłam w sposób bardziej prywatny - co też jest dopuszczalne. I wiesz, dwójeczkę dzieci urodziłam osobiście, kolejne sercem i modlitwą. Osobiście powiem, że doświadczam wielu łask i jakąś taką więź nie do opisania z tymi dzieciątkami.

Agnieszka - 2010-03-01, 08:45

Landis - 25 marca Święto Zwiastowania - w wielu miejscach odbywać się będą Msze z uroczystym aktem duchowej adopcji .

Rana , którą nosisz jest duża i bolesna . Jeżeli wyznałaś grzech w Sakramencie pokuty Bóg od razu Ci przebaczył . Twoja wina jest wymazana , nie ma Jej juz u Boga . On mówi , że zapomina nasze grzechy . Jesteś czysta , uniewinniona .

Ale teraz przebaczenie sobie i leczenie konsekwencji . Czasem nie uświadamiamy sobie potrzeby przebaczenie sobie , spychamy w podświadomość ..i chorujemy ..Przylgnij do Boga i daj się leczyć

Powoli po schodkach ...

landis85 - 2010-03-01, 13:17

dziekuje wszystkim ktorzy weszli tutaj podniesc mnie na duchu i jak zawsze sluzyc dobra rada
nie wiem co mam napisac, jestem wdzieczna za to ze jestescie i jest mi wstyd za to co zrobilam
nie potrafie narazie wybaczyc ani sobie ani mezowi, ukrywam tez zal do tamtej dziewczyny z ktora moj maz sie spotykal a napewno powiedzial jej o mojej ciazy (wiem ze on starcila synka w 7 miesiacu, zyl chyba tylko tydzien, sadzilam ze zrozumie nasza sytiacje, ciaze problemy i da spokoj),wtedy ich spotkania sie jakby nasilily jeszcze bardziej

sa dni ze nie mysle o tym co zrobilam, fnkcjonuje normalnie
ale wystarczy piosenka w radiu dotyczaca aborcji, jakies wiadomosci o krzywdzie dzieci i potrafie rozryczec sie w autobusie, odcinam sie od wszystkiego i nie potrafie sie na niczym skupic
najgorsze sa te samotne wieczory, testy ciazowe mam do dzis, jak zreszta kazdego mojego dziecka, nie potrafie pojac jak z tak blahych powodow moglam zabic wlasne dziecko, zastanawiam sie czy spotkam je tam w niebie o ile tam trafie
jakby wygladalo?
moja szwagierka pare dni temu urodzila dziecko, wymodlone, wyczekane, moj maz ma zostac chrzestnym....
boje sie isc spojrzec na to dziecko, boje sie zobaczyc w tantym dzieckumoje- skazane na smierc

narazie to wszystko mnie przerasta, mysle ze z czasem podniose sie i napewno pojde na ta msze zwiazana z adopcja duchowa, mysle ze tego wlasnie potrzebuje

zastanawiam sie takze nad odnowa w duchu swietym, teraz jest spotkanie w chojnicach, a ja do chojnic mam tylko 30 minut drogi samochodem, ale mam akurat zjazd w szkole i nie wiem jak to pogodzic, z drugiej strony taka okazja moze sie nie powtorzyc

napewno odezwe sie za jakis czas

dziekuje jeszcze raz i pozdrawiam.

[ Dodano: 2010-03-01, 13:27 ]
dzis dostalam odpowiedz na temat spotkania odnowy w duchu swietym w Chojnicach
niestety nie ma juz wolnych miejsc, ale zapisalam sie na rezerwowe, trzymajcie kciuki zeby sie udalo wcisnac

[ Dodano: 2010-03-01, 15:36 ]
spiesze tylko napisac ze chyba udalo sie nam dostac na "odnowe w duchu swietym"
ale tylko dlatego ze na noc pojedziemy do domu, bo nie ma miejsc
na 9 marca jestesmy umowieni do katolickiej doradczyni, chcialaby zebysmy oboje przyjechali
ach maz nic nie wie, ani o tej odnowie, ze zapisalam nas razem, ani o psychologu
nie wiem jak mu to powiedziec
o psychologu chcialam poczekac az zapyta sie o prezent na dzien kobiet, tak z psycholog uzgodnilysmy, zeby podstepem ;) a jak nie to trudno
pojade sama

kinga2 - 2010-03-01, 16:35

landis85,
Niech Cię Bóg prowadzi...
...A Maryja w dobrym utwierdza.

Kalinka - 2010-03-01, 22:50

kochana Landis, najważniejsze zrobiłaś, byłaś na tyle silna aby wszystko wyznać, daj odpocząć swojemu sercu i wycisz się w modlitwie, Bóg jest większy od Twojego serca...
landis85 - 2010-03-15, 09:15

witajcie!
nie mam dobrych wiesci...
nie wiem nawet od czego zaczac?
moze od tego ze nie pojechalam na odnowe w duchu swietym bo dzien przed wyjazdem zalapalam grype zoladkowa, niestety zalapala ja takze moja corka ktorej grozi pobyt w szpitalu z powodu odwodnienia i duzego spadku na wadze :( ma 18 miesiecy przed choroa i tak miala lekka niedowage bo wazyla ledwo 10 kg a teraz wazy 9300
to zdecydowanie za malo :( do tego jest odwodniona
od tesciowej uslyszlalam ze nie powinnam jezdzic na studia, ze wogole powinnam dac sobie z nimi spokoj bo przeciez maz ma prace i wogole moje miejsce jest w domu z dziecmi....
brak slow
nie odzywamy sie do siebie
wczoraj tak natchnelo mnie cos zeby sprawdzic jak tam moj szpieg, od prawie 4 mies byl wylaczony (odkad maz sie wyprowadzil) a teraz przyznam sie ze chcialam go lwaczyc zobaczyc co maz robi na laptopie do 2 w nocy, w sumie bilam sie z myslalmi
no ale zalogowalam sie do niego i ze zdziwiniem zauwazylam ze od jakiegos dobrego tyg szpieg byl wlaczony....
sprawdzilam wiec co tam zarejestrowal i rece mi opadly
maz nic sie nie zmienil
konto na fotce ma nowe, podrywa na calego
dodatkowe konto na poczcie (juz chyba setne....) a tam zdj golych dziewczyn....
ma swoje 2 kolezanki do ktorych jezdzil, wiem ze jedna chcial zabrac ze soba do Warszawy na strojenie samochodu , no zalamana jestem
nazywa je tak samo jak mnie, kochanie, slonko, wogole slodzeniom konca nie bylo i jakby ktos obcy czytal to by pomyslala no zakochana para jakas....
teraz wiem czemu maz tak telefon ukrywal i blokady nie sciagnal
kazalam mu zabrac rzeczy i isc do salonu, bo nie chce robic dzieciom wody z mozgu i go wyrzucac z domu
a co moj maz na to?
przez tydzien olewania mnie teraz dowiedzialam sie ze jestem najcudowniejsza , ze jestem jego kotkiem itp
powiedzialam ze nie zycze sobie zeby zwracal sie do mnie tak samo jak do swoich kolezanek, a na jego pty czy dostanie buzi na dowiedzenia powiedzialam ze niech caluje swoje kolezanki z reala , na co moj maz wielce zdziwiony ze to tylko kolezanki przeciez....
brak mi slow, motywacji i wogole
postanowilam zastosowac separacje domowa
nie bede gotowac, nie bede sprzatac , nie bedziemy spac razem
dzis rano widze ze usilnie kasowal wszystko co sie dalo, szukal mojego programu i cudowal zeby go usunac
myslal ze mam gdzies zapisane to co pisal do innych....
ja nie mam juz sily dziewczyny
targaja mna mysli zeby to rzucic /(moje malzenstwo) i dac sobie spokoj juz
czuje sie upokorzona, bardzo powstrzymywalam sie zeby nie powiedziec czegos za duzo , nie odpisuje mezowi na sms-y
ale ja wiem ze on czeka az mi po tyg przejdzie, wtedy bedzie sie przymilal i tak jakos wyjdzie ze bez poprawy i przepraszam przejdziemy do porzadku dziennego z tym
bo ja jestem za dobra, nie potrafie wyznaczyc granic i sie ich trzymac
czytam ta ksiazke o granicach, ale nie potrafie tego konsekwentnie zastosowac
maz znowu odebral mi checi do wszystkiego....
niedlugo urodziny naszego syna, kolejne smutne bo wiem co robi moj maz....
mam dosyc tego czuje ze niedlugo oszaleje i zrobie cos czego bede zalowac....

Kalinka - 2010-03-16, 09:50

Bardzo dobrze zadecydowałaś, tylko wytrwaj w tej separacji, moim zdaniem on jest po prostu uzależniony od tego, tak jak niektórzy od gier, od seksu, on ma przymus prowadzenia kontaktów i romansów przez internet. Nie wiem czy on ma tą świadomość, że to uzależnienie, ale widac, że mu na was zależy, a nie potrafi z tym zerwać. Popatrz na niego trochę jak na chorego, może łtwiej Ci będzie to wszystko znieść, i staraj się oddalić od niego na ile to możliwe mieszkając razem, pomyśl nad tymi zajęciami, wymyśl sobie coś co Ci bedzie sprawiało przyjemność, a co możesz robić w domu.
Jak się czuje córeczka? Mam nadzieję, że je już lepiej, trzymaj się modlę się za Ciebie i pamiętakj, ze Bóg każde największe zło zamieni na dobro, nie poddawaj się.

landis85 - 2010-03-16, 12:12

witaj Kalinko!
to wszystko jest bardzo dziwne i smutne :(
wiesz teraz maz sie stara, tylko dlaczego robi to kolejny raz jak podpadnie dopiero?
dlaczego tak jak teraz nie moze byc zawsze? tak normalnie
przyjdzie wieczorem do mojego lozka porozmawiac, tak o wszystkim i o niczym
jest mily, nie olewa mnie, za najmniejszy drobiazg mi podziekuje, chce sie przywitac rano i pozeganc wieczorem, jutro chce zabrac mnie na swoje wyscigi i do kina
dlaczego tak normalnie nie moze byc zawsze?
od razu taka zmiana, wczesniej caly tydzien mnie olewal, przez tydzien nie spedzil ze mna zadnego wieczoru, nie rozmawialismy praktycznie, zylismy obok siebie, z garazu wracal kolo 1-2, pozniej komputer i szedl spac, albo szedl pojezdzic, okazalo sie ze z kolezanka w nocy jezdzil
nie mam sily juz tego znosic i cieszyc sie poprawa tylko do czasu poznania kolejnej panny
z drugiej strony nie potrafie z tego wyjsc zeby zakonczyc ten chory uklad raz na zawsze
u nas jest tak
jak mi zalezy, chce poczuc sie kochana, spedzic z mezem chociaz jeden wieczor w tygodniu, porozmawiac, to on nie ma czasu, olewa mnie
jak jemu zaczyna zalezec to sie stara, ale wtedy ja jestem obrazona bo czuje sie nie kochana wtedy kiedy ja tego potrzebuje, albo on znowu cos przeskrobal
czasami napisze do niego sms-a jak bardzo lubie kiedy mnie przytula, czuje sie wtedy wazna kiedy ma dla mnie czas zeby porozmawiac, ale on nie reaguje na to wogole...

od wczoraj tak jak powiedzialam, nie gotuje mu, nie sprzatam po nim, wogole nie pisze do niego, nie spimy razem

z corka musze pojsc na kontrole, boje sie bo jak okaze sie ze spadla dalej na wadze to czeka nas szpital :(
ja na szczescie jestem juz zdrowa i czuje sie lepiej od paru dni , ale noce sa okropne, mala sie budzi co chwila, placze, wymiotuje, ma jeszcze biegunke....

eliasz - 2010-03-16, 20:49

landis85 napisał/a:

maz dalej sie przytula w obecnosci dzieci do mnie, obejmuje, mowi wiele milych rzeczy, fajnie ale po tym wszystkim jedzie do siebie
czuje ze sprawdza czy nadal jestem jego, czy czekam wiernie, czy nadal sie nim interesuje, czy jestem na "swoim" miejscu -zony ktora wszystko znosi


landis85 napisał/a:
wiesz teraz maz sie stara, tylko dlaczego robi to kolejny raz jak podpadnie dopiero?[...]od razu taka zmiana, wczesniej caly tydzien mnie olewal, przez tydzien nie spedzil ze mna zadnego wieczoru, nie rozmawialismy praktycznie, zylismy obok siebie, z garazu wracal kolo 1-2, pozniej komputer i szedl spac, albo szedl pojezdzic, okazalo sie ze z kolezanka w nocy jezdzil
nie mam sily juz tego znosic i cieszyc sie poprawa tylko do czasu poznania kolejnej panny


Niestety, ale odnoszę wrażenie, że te "poprawy" Twojego męża to takie stwarzanie pozorów, żeby utrzymać swoją pozycję, kiedy już jego akcje za bardzo idą w dół. Widzi, że łatwo się dajesz "ugłaskać" paroma ochłapami czułości, której tak bardzo Ci brak i niestety wykorzystuje Twoją słabość. Żyje w zakłamaniu. Chce mieć i żonę i swoje "atrakcje" na boku, bo tak najwygodniej. Jest nałogowcem, który nie dojrzał jeszcze zrozumienia, jak bardzo siebie i innych przez swój nałóg niszczy i podjęcia stanowczej walki ze swoim zniewoleniem.

Idealnie pasuje do niego to, co napisał "Nałóg" w "liście alkoholika":

"Nie przyjmuj moich obietnic, obiecam cokolwiek, by wyjść z kłopotów. Ale charakter mojej choroby powstrzymuje mnie przed dotrzymywaniem obietnic nawet tych, o których mówię z początku serio. Nie gróź mi, jeśli nie masz zamiaru spełnić groźby. Jeśli raz podjęłaś jakąś decyzję trzymaj się jej. Nie wierz wszystkiemu, co mówię o Tobie, to może być kłamstwo. Zaprzeczenie oczywistym faktom jest symptomem mojej choroby. Co więcej najczęściej łatwo tracę szacunek dla tych, których zbyt łatwo można oszukać. Nie pozwól mi mieć nad Tobą przewagę, nie daj się wykorzystywać przeze mnie. Miłość nie może długo istnieć bez wymiaru sprawiedliwości. "

Parę razy się do Ciebie uśmiechnie, przytuli, a Ty już łudzisz się, że "coś się naprawdę zmieniło" i miękniesz. W ten sposób łatwo owija sobie Ciebie wokół palca, a potem może dalej robić "swoje". Przykro mi, ale w moim odczuciu najzwyczajniej w świecie "robi cię w bambuko", a Ty mu na to swoją postawą pozwalasz. W ten sposób może zwodzić Cię bez końca, dopóki raz wreszcie nie postawisz sprawy twardo: albo wóz albo przewóz.

On po prostu nie ma okazji prawdziwie zderzyć się z konsekwencjami swojego sposobu życia, zrozumieć, że przez swoje łajdactwa traci Ciebie, rodzinę, że w końcu zostanie sam ze swoim nałogiem, na którym żadnego sensownego życia sobie nie ułoży. A takie bolesne zderzenie z prawdą jest mu bardzo potrzebne - bez tego nie otrzeźwieje z iluzorycznego świata, w którym można dowolnie spełniać wszystkie swoje zachcianki, o ile tylko wystarczająco umiejętnie będzie się manipulować otoczeniem.

landis85 - 2010-03-16, 21:19

Cytat:
Niestety, ale odnoszę wrażenie, że te "poprawy" Twojego męża to takie stwarzanie pozorów, żeby utrzymać swoją pozycję, kiedy już jego akcje za bardzo idą w dół. Widzi, że łatwo się dajesz "ugłaskać" paroma ochłapami czułości, której tak bardzo Ci brak i niestety wykorzystuje Twoją słabość.

przykro sie to czyta, ale tak jest, probuje z tym walczyc, jednak chec odrobiny milosci sprawia ze szybko zapominam i otwieram sie na nowo dla meza

jednak....
napisalam pozew o separacje, byc moze zloze go jutro, chce jeszcze przedyskutowac pare spraw finansowych z jakims prawnikiem, doradca zeby nie dac sie w razie czego zastarszyc mezowi

napisalam tez mezowi wiadomosc (wczesniej pisal pare razy do mnie oraz dzwonil jednak ja ani nie odebralam ani nie odpisalam, podejrzewam ze na wyjazd do Warszawy zabral ze soba kolezanke, ktora zgodzila sie na wyjazd...)
nie moge dluzej tolerowac takich sytuacji, jestes dla mnie z dziecmi najwazniejszymi osobami w zyciu,jednak twoje skoki emocjonalne, oszustwa i nalog nowych romansow zniszczyla nasza wiez emocjonalna, nie moge narazac dluzej siebie i dzieci na takie zachowania, uwazam ze separacja domowa i sadowa jest nie unikniona, o czym byles juz wczesniej powiadomiony, pozew zostal dzis sporzadzony

czuje wielki spokoj, chcialabym miec odwage zaniesc ten pozew i utrzymac separacje domowa

ide sie troche pomodlic, Boze dopomoz mi w madrych decyzjach.

kinga2 - 2010-03-16, 22:58

landis85,

Bardzo uważnie tego wysłuchaj:

http://www.kazaniaksiedza...nna-homilia.mp3

Czy odnajdujesz siebie i męża?

Danka 9 - 2010-03-17, 16:52

landis, wierze ze wszystko sie poprostuje

reszta na priv, pozostaje z modlitwą :-)

pamietaj konsekwencje, przede wszystkim wobec siebie
potem juz samo pojdzie i z mezem i z tesciową....a sio uzaleznieniom :-P

landis85 - 2010-03-20, 18:08

witajcie!
pisze co u nas
trzymam sie dzielnie swoich granic, nie ma obiadkow, spania razem, ogolnie domowa separacja
no ale tesciowa "wspaniałomyślnie" zaproponowala mojemu mezowi obiadki u siebie i moj maz z tego codzinnie korzysta, tesciowa bardzo zadowolona...
z powodu wtracania sie jej w nasze zycie -to bylo zanim wprowadzilam separacje domowa
nie odwiedzam jej , wiem ze jak tam pojde bedzie sie mnie wypytywac i udzielac "zlotych rad"

moj maz nie zrozumial na poczatku co to znaczy separacja
nst dnia po pracy zapytal sie gdzie jest obiad dla niego, a pozniej wyrazil zdziwienie ze nie pojedziemy razem na wesele
nst przymilal sie do mnie-typowe jego zachowanie kiedy czuje sie niepewnie
a wczoraj pojechal ponoc do baru-tylko czemu samochodem....?
niestety z tym sobie nie radze, a nie wiem czy powinnam cos mowic skoro jestesmy w domowej separacji, nie podobaja mi sie jego nocne wyjazdy i mimo ze jasno i wyraznie zakomunikowalam mu ze nie potrafie mu w pelni zaufac po tym co robil, on jak widac nie stara sie za bardzo to zaufanie odzyskac

widze wyraznie ze liczy az mi "przejdzie" i wszystko wroci do "normy"
ale jestem twarda i mam nadzieje ze taka pozostane

Danka 9 - 2010-03-21, 13:41

landis, niestety na zachowanie meza nie masz wpływu

mysle ze troche czasu trzeba zanim maz oswoi sie z nowa sytuacja Ciebie konsekwentnej
byc moze teraz jeszcze ma nadzieje ze tym milym zachowaniem uda mu sie Ciebie "zmiekczyc"
probuje dawnych sposobow, ktore dzialaly

maz chyba ma wyraznie zakomunikowany co Tobie sie nie podoba...piszesz jasno i wyraźnie

jestem pod wrazeniem Twoich przemian, z Panem Bogiem :-)

landis85 - 2010-04-03, 10:40

witajcie kochani!
pisze co tam u nas slychac
no wiec tak nadal spimy odzielnie, nie gotuje dla meza
maz zadowlony jezdzi do swojej mamy na obiadki, jemu tak pasuje
napewno czeka az mi "przejdzie" i wszystko wroci do "normy"
a mnie nachodza coraz czesciej zwatpienia
wyrzucam mezowi ze tak dalej zyc nie moge
ze chce normalnej rodziny, zapewnienia ze to co bylo juz nie wroci NIGDY
maz mi odp "obiecanki cacanki" - serio, on niczego nie obiecuje
mam ochote przeprowadzic sie do mojej mamy
nie moge zapomniec tego wszystkiego, nie umiem tak zyc jak teraz
z jego blokadami, chowanym laptopem- to wszystko przypomina mi to co zrobil
chce zerwac z tamtym zyciem i zaczac je od nowa, ale widze ze tylko ja tego pragne

tesciowa trafila do szpitala, miala usniety woreczek z kamieniami, teraz lezy drugi tydzien i polezy jeszcze jeden tydzien- bo ma chora trzustke, lekarz mowil ze nie mamy jej denerwowac, a jak bylam u niej to plakala, mowila ze to przez nas jest taka chora , przez te nerwy wszystkie i nie spane , przeplakane noce....

ja ciagle nerwowa, placzaca co chwila, z watpliwosciami, nie potrafie przejsc do porzadku dzienne z tym wszystkim i zaakceptowac dalej blokad i ukrywania, z drugiej strony w takiej separacji domowej tez nie potrafie tak dlugo zyc
co to za zycie, rodzina? czy aby napewno taki obraz rodziny chce przekazac dzieciom?

Danka 9 - 2010-04-04, 18:22

Kochana Landis
Cytat:
a mnie nachodza coraz czesciej zwatpienia
wyrzucam mezowi ze tak dalej zyc nie moge


to pierwszy blad, twarda milosc i zero wyrzutow, trudne ale da sie :)

zwroc sie do Pana Jezusa Zmartwychwstałego
on doda sił, swojego Ducha i nadzieję

sami to my nic nie mozemy.
Z Panem Bogiem kochana

landis85 - 2010-06-18, 11:54

witajcie!
dawno tu nie zgladalam :oops:
moze jest ktos jednak ciekawy co u nas
no wiec tak
maz mieszka z nami
byl czas ze bylo super, pracowal, po pracy mial tam jakies swoje sprawy typu naprawa samochodu, pojezdzic itp, z laptopa nie korzystal, bardzo sie staral, pomagal mi, pytal sie czy czegos nie potrzebuje itp - naprawde sielanka jednym slowem
ale wpadl w ciag nocnych jazd, bywalo tak ze w tygodniu ani razu ze soba nie szlismy spac bo jego nie bylo, jak wracal w nocy to szedl na laptopa tam potrafil spedzic do 2-3 nad ranem - wiec wszystko wrocilo do starego schematu
nie chcialam juz mu enty raz tlumaczyc ze tez potrzebuje czasu dla nas, ze czuje sie caly tydzien samotna, akurat poczatek czerwca to czas kiedy moglo narodzic sie nasze dziecko, wtedy tak bardzo go potrzebowalam ,wpadlam w jakis dolek emocjonalny, tak bardzo chcialam zeby wieczorem mnie przytulil, polezal ze mna bez slowa, powiedzialam mu o tym, efekt byl taki ze ani jednego wieczoru ze mna nie spedzil przez okragly tydzien, po tygodniu mu sie przypomnialo i mnie przeprosil za swoje zachowanie, ale dla mnie to juz nie mialo znaczenia... ja potrzebowalam go wtedy, on zajety byl nocna jazda i imprezami z kolegami...nie znalazl ani jednego wieczoru w tygodniu dla mnie...
zbieglo sie to w czasie kiedy zaczal pisac do mnie kolega, zaczelam wypelniac samotne wieczory i noce pisaniem z nim, maz dalej dom traktowal jak hotel, a ja przyjelam taktyke jak on mi tak-to ja jemu tak samo
poszlam pare razy na impreze-ale zawsze z kolezankami-ktore zreszta znal
byl wscielkly, robil mi awantury, sceny, ogolnie mala zazdrosci z niego wyszla
ze studiow do domu w weekend tez mi sie nie chcoalo wracac- bo po co? zeby patrzec jak maz do 2 rozmawia z kolezankami na gg? pisze sms-y?
wytlumaczylam mu to spokojnie, ze czuje sie jak 5 kolo u wozu, wszystko poteguje fakt ze maz dalej korzysta z fotki, siedzi na czatach, ma lokade na laptopie i komorkach
byc moze jego nocne jazdy nie ograniczaja sie do wyscigow ale znowu czegos wiecej?
nie wiem...
nie radze sobie z tym, odgrodzilam sie emocjonalnie od niego, z drugiej strony jestem tak spragniona jakiegos wyjscia razem, pojscia do lozka spac razem, porozmawiac , niestety moj maz nie ma na to czasu...
nie wiem co mam juz o tym wszystkim myslec, przestalam juz tak zarliwie sie modlic jak wczesniej :(
coraz czesciej mysle nad separacja, zajmuje sie swoim zyciem, patrze jak odchodzimy od siebie, nie majac czasu nawet na rozmowe wieczorem
jestesmy mlodzi, mam wrazenie ze maz uwaza ze mi wystarczy to ze polozy sie ze mna spac i porozmawia ze mna albo obejrzy film kiedy chce sie kochac...
jestem zmeczona tlumaczeniem mu czego potrzebuje, uwazam to i tak za minimum, nie czuje sie szczesliwa, on za to powtarza ze czuje sie bardzo szczesliwy ze mna , mowi ze mnie kocha itp, ale nie potrafi albo nie chce okazac mi tej milosci jakiej ja potrzebuje...

kinga2 - 2010-06-18, 12:28

landis85,
Witaj z powrotem.
Początek postu aż podnosi do Nieba z radości, gorzej z końcem. :-|
Ale mam dla Ciebie ciut pociechy.
Żadko z kryzysu wychodzi się się lotem slizgowym. Częsciej to jest rolercoster. Przeczekaj ten trudny moment i nie wyciagaj pochopnie wniosków.
Wiem,że mąż nie jest ideałem, którego oczekujesz, ale czy i Ty czasem się nie gubisz? Zawsze zanim coś zrobisz rób głęboki wdech i pomyśl co zrobiłaby Maryja na Twoim miejscu? Jak by zareagowała? Chyba nie fundowałaby separacji św. Józefowi tylko poradziłaby sobie inaczej.
Po pierwsze pamietałaby o szaleństwie hormonów i emocji
landis85 napisał/a:
akurat poczatek czerwca to czas kiedy moglo narodzic sie nasze dziecko, wtedy tak bardzo go potrzebowalam ,wpadlam w jakis dolek emocjonalny,

Po drugie swój dołek "wylałaby " przed Bogiem, a nie obniżała żarliwości modlitwy.
Po trzecie nie zniechęcałaby sie niczym i nigdy, bo stan małżeński jest święty i dopóki zwracasz sie o pomoc do Boga dopóty On Ci będzie pomagał.
Za dużo chyba chcesz uzyskać sama. Nie zmienisz męża według swoich oczekiwań, jest odrębną istota ludzką. Ale możesz wpłynąć modlitwą na Jego ducha, aby stał się otwarty na boże sugestie.
Oboje chyba inaczej postrzegacie małżeński stan i dlatego najlepiej pomogą Wam rekolekcje małżeńskie, na które być może trzeba będzie pojeździć regularnie przez jakiś czas, a jesli nie możecie to odpalaj regularnie kazania ks. Piotra Pawlikiewicza i słuchaj z mężem, aż poskutkuje.
http://www.kazaniaksiedzapiotra.pl
Ty sama niestety musisz nauczyć się ogromnej cierpliwości, bo bez niej nic się nie uda.
Życzę Ci wiele wytrwałości i miłości nie tylko ludzkiej, ufam,że pokonacie trudności i dalej bedzie lepiej. :-D
Napisałaś ,że jesteście młodzi i to jest Wasz atut-życie przed Wami - szkoda go na swary. Jest w Tobie tyle koloru i radości nie marnuj jej na zamartwianie się tym co będzie. Patrz na to co masz i staraj sie cieszyć każdym drobiazgiem, mąż będzie się zwracał ku Tobie, gdy Ty staniesz do Niego przodem - nie tyłem i tak trwaj bez wzgledu na trudności.
Myslę,że pomogą Ci lektury tekstów z psychologii małżeńskiej- poczytaj na forum.
Pozwól mężowi dorosnąć do roli męża i ojca, skoro tego nie wyniósł z domu, to lepiej by ten proces zaczął się teraz niż za 20 lat. :-D
Głowa do góry i święci przechodzili małżeńskie kryzysy-św. Monika,św. Rita z Casii, Maryja z Józefem itd. :mrgreen: Ale zwyciężali. :mrgreen:

landis85 - 2010-06-18, 22:20

dziekuje Kingo :)

duzo madrych slow napisalas, jednak ja nie potrafie na dluzsza mete cieszyc sie codzinnoscia, tego co mam teraz widzac co robi moj maz
to mnie za bardzo boli

poza tym wlasnie przez przypadek moj maz pierwszy raz zostawil wlaczonego laptopa i wyszedl napalic , zajrzalam i to co zobaczylam nie bylo przyjemne
nocne rozmowy na profilach randkowych, odkrylam ze poznaje kobiety nie tylko za pomoca konta na fotce

zrozumilam ze to sie nigdy nie zmieni, on nie zmieni sie juz NIGDY - bedzie tylko bardziej ostrozny, lepiej sie maskowal

jak dlugo mozna zyc w takim kolowrotku? nie potrafie zaangazowac sie w 10000% w nasze malzenstwo bo boje sie ze pewnego dnia maz znowu mnie zostawi dla poznanej na czacie panienki, boje sie tego bolu przezywac jeszcze raz
dodatkowo kiedy widze chowajacego sie meza z laptopem na haslo to juz wogole utwierdzam sie ze on dalej to robi

potrzebuje tej separacji-tak mi sie wydaje
ze powinnismy wszystko przemyslec na chlodno, oddzielnie

Mirakulum - 2010-06-19, 01:23

landis85 napisał/a:
ja nie potrafie na dluzsza mete cieszyc sie codzinnoscia,


zapraszam na skypa , - codziennie :mrgreen: Nauczymy Cie cieszyć się życiem

landis85 napisał/a:
zrozumilam ze to sie nigdy nie zmieni, on nie zmieni sie juz NIGDY


a tego to nie wiesz , ja tak tez kiedyś myślałam , i wiem kto podsuwa nam takie myśli .

landis85 napisał/a:
nie potrafie zaangazowac sie w 10000% w nasze malzenstwo


nie musisz , zaangażyj sie na 100% u Jezusa , On ciągle szuka Robotników .

landis85 napisał/a:
potrzebuje tej separacji-tak mi sie wydaje
ze powinnismy wszystko przemyslec na chlodno, oddzielnie


Landis tobie sie wydaje - a ja byłam pewna decyzji o rozwodzie - ale ta pewność pochodziła z Kamiennego serca -------Brrrr.....nigdy wiecej

co to u Ciebie znaczy na "chłodno" - bo u mnie znaczyło - bez serca - totalnie zamrożone serce .

W sakramencie sa trzy osoby : Ty , mąż i Bóg - nie możesz ufać Mężowi - Ufaj Bogu , On nie zawiedzie i na pewno masz jak w banku 100% . :mrgreen:

Z NIM , Żyje sie Pełnią Życia

landis85 - 2010-06-21, 12:18

dziekuje za odpowiedzi

coraz czesciej mysle ze bez pomocy z zewnatrz typu poradnia nie mamy szans, bedziemy dalej sie meczyc, ja bede miala pretensje, czula sie odrzucona a on bedzie dalej zadawal pytania "ale o co Ci chodzi"
na dzien dzisiejszy widze 2 rozwiazania
albo separacja sadowa
albo domowa - zaproponuje mu zebysmy byly przyjaciolmi, bez sexu itp
nie wiem, ja nie chce juz tak dalej zyc, w tym roku skoncze 25 lat, czuje sie jakbym zyla obok dziadka :(
wiem, za bardzo skupiam sie na mezu, zamiast relacji ja-Bog, ale moze potrzebuje byc sama zeby ta wiez odnowic jak trzeba
czuje sie taka oszukana przez meza, przed slubem bylo zupelnie inaczej, nie wiem czy udawal i sie tak dobrze maskowal czy az tak sie zmienil po slubie
ciagle podejrzewam go cos, jego nocne wyjazdy nie pomagaja mi , nie mam zaufania a on sie o nie nie stara

Jedna - 2010-06-21, 20:54

Landis Bóg też chce z Tobą odnowić tą więź, i to od razu, nie czekając na zmiany w sytuacji zewnętrznej.
Ksiądz Pawlukiewicz w kazaniu pięknie mówił czego chce od nas Bóg:
„ Pan Bóg mówi: nie zostawisz mnie. Ja cię kocham. Ja cię kocham! Ja cię chcę mieć w niebie. Rozumiesz? Depresją będę cię szukał. Niepowodzeniem będę cię szukał. Sen ci dam, film ci dam. Spotkanie z drugim człowiekiem ci dam. Stłuczkę samochodową ci dam! No zwróć na mnie uwagę!”
Uwielbiam ten fragment. Spróbuj przez chwilę nie patrzeć mężowi na ręce. Popatrz Panu Bogu w oczy i wołaj do Niego :-)
Kiedy ja wygrzebywałam się z okropnego doła po odejściu męża, pani, która mi doradzała powiedziała: "Nastaw sobie budzik i módl się w środku nocy". I u mnie to podziałało, bo wtedy nie było nikogo innego tylko ja i On (bo mam troje dzieci). Ty też musisz znaleźć sobie miejsce i czas które będą wyłącznie dla Ciebie i Pana.

landis85 - 2010-07-25, 12:39

witajcie!
duzo myslalam...
chcialabym napsac ze u nas jakas poprawa
jednak jest coraz gorzej :(
moja wiara tez nie jest wg mnie taka jak chcialabym zeby byla
w chwili kryzysu z mezem potrafie sie zarliwie modlic, jak jest ciut lepiej potrafie zapomniec o paciezu , rozancu :(
jednak :evil: nas nie opuszcza
Maz prowadzi kawalerkie zycie jakiego nie jeden kawaler by mu zazdroscil
spokojne rozmowy typu ze chcialabym zebysmy wyszli razem nic nie daja
maz potrafi "udac" ze rozumiem ze czuje sie zaniedbana, opuszczona, ciagle sama
a za godzinie powie ze jedzie na impreze i wraca o 4tej
nie ma weekendu bez jego nocynych wyjazdow i powrotow nad ranem
w srodku tygodnia tez sobie nie zaluje niczego
to rozmowa do 2 w nocy (ciekawe z kim i gdzie-poza domem) to piwko, to nocna jazda, w weekend imprezka
wszystko osobno
wiem ze utrzymuje bardzo blisko kontakt z 3 dziewczynami, 2 sa z naszej miejscowosci, on sie im zwierza, one mu doradzaja, ze mna nie rozmawia, twierdzi ze nie widzi problemu, ze jemu jest dobrze tak jak jest -a komu by nie bylo? :-|
dzis znowu wrocil nad ranem, ja o 4tej poszlam do mojej mamy na noc, rozwiercil mi zamek, przy tym i pozniej zachowywal sie agresywnie, bardzo przeklinal, balam sie...

co robic? ach takie ciezkie to zycie...
nie chce tu mieszkac z nim ,patrzec na to wszystko, niedlugo wywioza mnie do wariatkowa
to wszystko tak bardzo odbija sie na dzieciach
ja wpadam coraz czesciej w depresje, czuje sie bezsilna...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group