Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Proszę o pomoc i rady

Jadwisia - 2008-11-22, 13:00
Temat postu: Proszę o pomoc i rady
Jak sobie radzić z wyjazdami męża z pracy(których nienawidzę i bardzo cierpię)gdzie są imprezy z piciem i tańcami,a on wyłącza telefon żebym mu nie przeszkadzała w zabawie.Jestem zraniona,czuję się odtrącona i niepotrzebana.Siedze w domu,wychowuję dzieci i marze o miłości a cierpie nie do OPOWIEDZENIA>>>>>>POMOCY!!!!!!!!!
martin - 2008-11-22, 13:41
Temat postu: Re: Proszę o pomoc i rady
Witaj
Musisz z nim koniecznie, SZCZERZE porozmawiac. I co wazne, a czesto kobiety popelniaja ten blad - nie przez sugestie, aluzje itp. "bo on sie domysli" albo "jak mnie kocha to bedzie wiedzial o co mi chodzi". Droga Jadwisiu - NIE bedzie wiedzial, bo jest facetem. Kawe na lawe!
To zle swiadczy, jesli malzonek mowi, ze zona mu "przeszkadza" w zabawie.
Nie mowie, do doszlo tutaj do zdrady, ale taka sytuacja w jakiej jestes nikomu nie bedzie sluzyc i moze do tego doprowadzic zarowno u Niego, ale u Ciebie tez.
Byc moze bylas dla Niego podczas malzenstwa zbyt ograniczajaca? Kontrolowalas? Wysylalas ciagle smsy? Telefony kilka razy dziennie?
Bo jesli tak, to moze byc po prostu jego reakcja obronna, bo czuje sie jak na smyczy.
I jeszcze jedno - masz teraz wielki glod emocjonalny, wiec uwazaj na wszelkich panow "pocieszycieli" bo przykro mowic, ale zawsze sie taki trafi i potem probuje zwierzenia, rozmowy ... az do lozka zaciagnie i wtedy bedzie dopiero problem.
Czy macie ze soba dobry kontakt? Umiecie rozmawiac?
Polecam rekolekcje dla malzenstw - to zawsze dobry pomysl na odswiezenie relacji.
Napisz cos wiecej, jak sie Wam ukladaly relacje, na pewno wiele osob tutaj Ci pomoze :-) .
Badz dobrej mysli.
Pozdrawiam

Jadwisia - 2008-11-22, 14:39

martin dziękuję za życzliwe słowa.Boże jak ja ich potrzebuję i jak mi jest ciężko i smutno.Może rzeczywiście w czasie męża wyjazdów trochę do niego dzwoniłam i robiłam żale ......ale dlatego bo on do mnie NIGDY się nie odzywał ,nie dzwonił więc robiłam to ja.Odnośnie pocieszyciela to juz tez o tym myslałam ale niestety nie mam takiego na oku.Myslałam o zemście,o wyjściu z domu i żeby mąż odczuł to co ja czułam i czuję.Może to jest dziecinne ale tak jest,zresztą to jest taki twardziel bez uczuć ,zamknięty w sobie,potwór.Niby wierzący.....ale.....po ślubie nie spał ze mną i chciał unieważnić ślub.Myślę,że jest mojej winy ale też na pewno jestem człowiekiem poranionym i.......samotnym.Rozmawiałam z nim o tym wiele razy ale on nie bardzo lubi rozmowy i nie widzi w tym żadnej mojej krzywdy ( jak np.że czekam od niego na telefon lub,że on go wyłącza przede mną).Głód miłości mam ogromny ale po powrocie z tej jego imprezy nie mogę nawet dać mu się dotknąc,bo niedługo znowu mnie zostawi dla innej balangi.Chciałabym żeby trochę pocierpiał ale ten typ chyba nie ma serca.O rekolekcjach myślałam ale dopiero są terminy na marzec.Chyba nie wytrzymam,jakie to bolesne..........Chcę kogoś innego..........
martin - 2008-11-22, 14:47

Nie mow, ze "niestety" nie ma pocieszyciela, bo wtedy dopiero siedzialabys w bagnie, SERIO!!
A skad wiesz, ze maz taki nieczuly, jesli tak malo rozmawiacie? Trzeba go najwidoczniej otworzyc, prawdopodobnie ma spory bagaz emocjonalny, ale to trzeba przepracowac na terapii indywidualnej.
Jeszcze pytanie - ile jestescie malzenstwem? Nie wiem, czy dobrze rozumiem - w ogole nie sypiacie od slubu?
W Tobie tez widac pewien uzaleznieniowy brak uczuc - tu nie wychodzi, wiec chce kogos innego. To naprawde bardzo zly objaw, bo sprawiasz tym wrazenie, ze chcesz miec kogos dla samego faktu, zeby Tobie bylo dobrze. A milosc to dawanie siebie, bez zadnych "ale".
Co do okazania niezaleznosci, to zawsze dobra rzecz - wyznaczenie granic, ale uwazaj, zeby sie nie zagalopowac, bo sie bedziecie nawzajem ranic w okazywaniu sobie dalekosci.
A co do telefonow, to np. popros go, zeby Ci dal znac jak ... np. dotrze gdzies na wyjazd itp. Zaproponuj jakis wspolny wyjazd kiedys, pobadzcie ze soba.
Ile byliscie ze soba przed slubem?
Pozdrowienia

Jadwisia - 2008-11-22, 16:29

Przed ślubem byliśmy 10 miesięcy,a tak na dobre pół roku,myślę,że za krótko.Po ślubie jestesmy prawie 10 lat,myslę,że za długo już.Bywamy czasami ze sobą na wakacjach z dziecmi,bez dzieci BARDZO rzadko bo nie ma zbytnio z kim zostawić pociechy.Zresztą mój mąż zbytnio nie rwie się do pójścia gdzieś ze mną bo przecież ma swoją pracę,w której siedzi cały dzień(dosłownie) i swoje "wyjazdy".Na pewno jest we mnie pewna złość,zazdrość,że on ma możliwość rozrywki,a ja nie mam.Nie chciałabym żeby NIGDY nie wyjeżdżał ale on wtedy uważa ,że jestem wściekle o niego zazdrosna i mówię brednie.Rozstania dla niego ze mną nie są problemem,żadnym.Gdy dziś powiedziałam,że muszę hdzieś też wyjechać to bardzo się ucieszył,że rzeczywiście powinnam wyjechać.a ja bez niego nie potrafię nigdzie być,chciałabym usłyszec,że mu ciężko gdy pomyśli o rozstaniu.Co do spania to było kilkanaście dni po ślubie,póżniej było ok,natomiast teraz nie dotknę go przenigdy bo mnie PALI JEGO DOTYK po tym co mi zrobił.Balował,odłączył telefon,chyba zwariuję.....nie mogę funkcjonować normalnie........ :cry:

[ Dodano: 2008-11-22, 16:36 ]
....i jeszcze jedno......czy coś jest ze mną nie tak??? Bo bardzo mnie boli fakt w ogóle,że on tańczył i pił a mnie tam NIE BYLO !!!! I w ogóle,że tańczył z jakimis dziewczynami.To mnie doprowadza do OBLEDU!!!!!!!!! :cry:

nałóg - 2008-11-22, 17:34

a czy to nie zazywa sie czasem chorobliwa zadrość????
Może warto abys odpowiedziała soebi e dlaczego mąz chciał uniewaznienia Waszego śłubu.
Co w tym jest.
Czy reszta to nie jest pochodną????

martin - 2008-11-22, 17:48

Jadwisia, spokojnie.
To, ze tak zareagowal na Twoja propozycje, ze musisz gdzies wyjechac, swiadczy o tym, ze za bardzo sie do niego przykleilas i on tchu nie moze zlapac. Wiec wyjedz, raz, drugi. Niech widzi, ze tez mozesz! To, ze nie masz rozrywek to (wybacz szczerosc) Twoja wina, a nie jego. Musisz stawiac granice, ze chcesz 1),2), 3) a nie narzekac, ze nie masz.
Co prawda jestem sam przeciwnikiem imprez tanecznych bez drugiej strony, ALE - widac, ze On sie czuje na tyle zamkniety, ze tego potrzebuje, poza tym, niestety, ale jak naciskasz, zeby NIE, to Ona wlasnie jeszcze bardziej na TAK. Doswiadczylem tego sam - nie podobala mi sie idea takich imprez i marudzilem. A fakt jest taki, ze jesli np. boisz sie zdrady i dlatego marudzisz, to jesli bedzie chcial zdradzic to i tak to zrobi (tez z doswiadczenia :( ). Jesli natomiast uwazasz, ze jest to nie w porzadku, bo taki masz swiatopoglad, to mu SPOKOJNIE postaraj sie to przekazac. Ale w obecnej sytuacji raczej nie teraz. Zaczekaj z tym, az troche unormujecie relacje.
Aha i jeszcze jedna rzecz, ten fragment, ze sie juz nie dasz dotknac... a co Ci wlasciwie zrobil? Bo jesli chodzi tylko o tance, to gruba przesada. Sama sobie dolek kopiesz serio!!
Ok, w przekonaniu Twoim i pewnie wielu jeszcze osob imprezy taneczne bez partnera to rzecz niestosowna. ALE jesli ta druga strona sama tego nie uzna, to po prostu Ci nie powie, ze idzie na tance. Ot klamac bedzie i tyle. Dlatego, tylko spokojna rozmowa za JAKIS CZAS.
Wiecej usmiechu, spokoju.
Kojarzy mi sie ciekawa opowiastka: maz duzo pil, a zona ciagle na niego krzyczala, ze pije. Poszla potem do terapeuty i powiedzial, zeby po prostu nigdy nie marudzila, ze on pije. I co? Zaczal sie lepiej czuc z zona, dogadywac. Nie musial sie pocieszac u kumpli i ... no zgadnij :).

Jadwisia - 2008-11-22, 19:04

Rozumiem,nikt ze mną w ten sposób nie rozmawiał i cieszę się,że piszą panowie bo to wtedy jest z punktu męskiego.Zdaję sobie ze wszystkiego sprawę,z zazdrości,zaborczości ale myślę,że to podłoże wcześniejszych zranień.Muszę ze soba powalczyć.Nie ukrywam,że jest to dla mnie BARDZO TRUDNE.martin dobrze radzisz,dziękuję ci bardzo.Wygląda to tak,że dużo rozmawiałam(może bardziej mówiłam ja),że nie lubie jego wyjazdów i proszę o kontakt,telefon.Zawsze mi mówi,że musi,nigdy nie wspomniał że może dojechałabym do niego,nigdy.Ja oczywiście nie pojadę bo rozumiem sytuację,zresztą jestem z dziećmi ale chodzi o fakt.Ten człowiek nie okazuje uczuć tylko wtedy jak się domagam.okropne.Poślubiłam ciężki kaliber,cierpię.Chciałabym też trochę stać sie wyluzowana(chodzi mi może o zazdrość,niewiem)ale NIE POTRAFIE.jak to zrobic? jak go przyciągnąć do siebie?tzn.żeby mnie zapragnął,na nowo pokochał? może trochę stał sie o mnie zazdrosny ? JAK??????? on nie jest,............Piszę chaotycznie,przepraszam,nie mam już łez!!!!!!!! :cry:
martin - 2008-11-22, 19:24

Oczywiscie, ze to trudne, bo chodzi o wyleczenie Cie z gleboko zakorzenionych zranien. Tez bylem zazdrosnikiem a teraz zaluje i mam dopiero lez przez to. Nie kontynuuj tego, to bardzo niszczace.
Odpowiedz jest jedna i odpowiednia dla prawie kazdego na tym forum ;) :
PSYCHOLOG KATOLICKI !! - koniecznie sie umow na indywidualna terapie (na razie moze nie z mezem, chyba, ze wykaze ku temu checi).
Twoj maz nie okazuje uczuc, bo jest zarzucany z Twojej strony Twoim dawaniem. Oczywiscie zdarzaja sie tez gruboskorne przypadki, ale zawsze jest tak, ze obie strony maja wplyw na relacje.
Na sile go do siebie nie przyciagniesz, ale jezeli zadbasz o siebie, tez gdzies wyjedziesz pare razy, nie bedziesz go pytac czy musi, gdzie musi, tylko po powrocie milo i z usmiechem bez jakiegokolwiek wyrzutu zapytasz "jak bylo" i zeby Ci opowiadal to jest spora szansa, ze zaciekawi go od nowa jego mila, niezazdrosna, ciepla zonka.
I naprawde, mimo, ze emocjonalnie podchodzisz do sprawy co jest naturalne, to postaraj sie wyciszyc, pomodlic i popracowac nad soba.
Co najwazniejsze:
"Jesli Bog jest na pierwszym miejscu - wszystko jest na swoim miejscu".
Nie mozesz swojego zycia opierac o drugiego czlowieka, ktory ze swej natury jest niedoskonaly. Najpierw Bog i zawierzenie sie Jemu, a potem maz.
I jeszcze jedno - to, ze nie wspomnial, zebys pojechala niekoniecznie znaczy, ze tego nie chce, po prostu nie zapytalas, a jest jedno kluczowe zdanie: FACET SIE NIE DOMYSLI :).
Wiary w siebie, dasz rade!!

ketram - 2008-11-22, 20:22

Jadwisia

To prawda, co pisze martin. Faceci się nie domyslą. Napisz - najlepiej WIELKIMI LITERAMI - w kilku punktach, główne swoje postulaty. Zawieś na lustrze i niech on przeczyta.

Jadwisia - 2008-11-22, 20:51

Martin i wszyscy dobrzy ludzie! jak bardzo byliście mi dzisiaj potrzebni i nadal jesteście! dziękuję! Zaczęłam się już dzisiaj modlić o uzdrowienie,wyleczenie i wiem,że muszę iść do psychologa katolickiego,wiem.To jest straszne co się ze mną dzieje.pragnę tego człowieka ale nie mogę........Nie wyobrażam przebaczenia tego co mi zrobił,nie mogę .martin piszesz,że grubo przesadzam,że boli mnie to,ze tańczył z innymi dziewczynami.Boli mnie dlatego bo ODLACZYL telefon!!!!!!!! Gdybym widziała jak tańczy to ok(wiele razy tak było w czasie pewnych imprez) ale mnie tam nie było!!!!!!!!Ja nie wiem czy mówi prawdę,on nic prawie nie mówi.Właściwie już cierpię z powodu kolejnych wyjazdów,które kiedyś będą!!!!!Ja zwariuję,chyba nikt nie wie co ja czuję.A jak mi psycholog pomoże? pójdę oczywiście ale czy mój mąż jest bez winy???????aniołek,któremu wszystko wolno bo pracuje (a właściwie się bawi!!!!!) Boże ,ja oszaleję!!!!!!!!!! :cry:

[ Dodano: 2008-11-22, 20:56 ]
........nie mogę go dotknąć bo w tańcu za moimi plecami dotykał tańczące dziewuchy!!!!!! (może jeszcze coś innego robił..)......jestem chora? ale to jest silniejsze od mojego rozsądku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[ Dodano: 2008-11-22, 21:01 ]
i jeszcze coś....chciałabym gdzieś wyjechać chociaż na dzień,żeby mu udowodnić,że potrafie....ale....nie mogę.....BO JA NIE POTRAFIE!!!!!!!!!!!!!!!!

mami - 2008-11-22, 21:06

Jadwisiu potrzebujesz wyciszenia.... twoja wyobraźnia pracuje na maxa, widzisz rzeczy, których tak na prawde niewiesz, sama piszesz sobie scenariusz, potem reagujesz jak widz zobaczył włąsny wyreżyserowany film i odczuwasz takie emocje jakie sama stworzyłas we własnej góowie
może to i prawda, może nie nie masz wpływu na to co sie dzieje i co robi mąż ale musisz sie wyciszyc
w chaosie, w złości nigdy nie przychodzą racjonalne decyzje
to jak zamknięte koło własnych wizji i domysłów wykreowanych przez wyobraźnie i niedopowiedzenia
czego nie wiesz sama sobie dopowiadasz i sie sama nakręcasz...
wyluzuj, nic to takiej postawie oprócz głębka nerwów
musisz zapanowac nad własnymi myslami potem dopiero możesz zacząc rozmowy jak sama ze soba sie uporasz na ten czas to jedyna rada, wyciszenie
pozdrawiam trzymaj sie i nie myśl o mężu
myśl o sobie postaraj sie wyluzowac, zajmij umysł innymi myślami niż mąż

Jadwisia - 2008-11-22, 21:12

Nie potrafię mami on jest dla mnie taki ważny,to był mój pierwszy facet w ścisłym znaczeniu.Siedzę w domu,moj świat kręci się wokól niego,dzieci,chorej mamy.Nie umiem myslec o niczym innym,a szczególnie gdy tak bardzo cierpię,płaczę cały dzien.......i to nie pierwszy dzień w tym małżeństwie.......... :cry:
mami - 2008-11-22, 21:28

Jadwisiu właśnie dla niego możesz i musisz przestac
czy do takiej żony chce sie wracac
pomyśl czy przed taka osoba nie chce sie uciekac...
rozdarta, płaczliwa, wiecznie z pretensjami...
pomysl stan obok popatrz na siebie co widzisz
potem pomyśl czy zmiana zachowania, postawy, ciągłych zarzutów może zblizyc do ciebie męza
pomysl czy rozesmiana dziewczyna nie przyciąga mocniej do siebie
dlatego warto
możesz własnie dla siebie dla ratowania małżeńśtwa
po to by mąz widział cie innymi oczami dlatego musisz przerwac ten krąg wiecznych wyrzutów
ta zazdrosc wiecej zdziałasz spokojem
a przeciez o to ci chodzi o spokój szczęcie i ciepły dom
do którego każdy facet przychodzi
może on ucieka właśnie dlatego przed toba że wciąz masz do niego pretensje, zale ze go nie przytulasz nawet jak on sie do ciebie zbliża bo karzesz go za to co robi
jak w takich warunkach kochac
pragnąc żony która chce a jednak odrzuca bo czuje sie zraniona
warto własnie dlatego wyciszyc sie i przytulic do męza
oni inaczej myslą okazuja uczucia ale nie zawsze brak okazywania tych uczuc oznacza ze nie kochaja
ale zawsze gdy ich uczucia odrzucamy zawsze tak jak my czuja to odrzucenie
i często szukaja gdzie indziej tego czego nie ma w domu

Jadwisia - 2008-11-22, 21:37

....ale czy ja mam go przytulać za to co on mi robi? Przyjeżdża ,rani,jest zdziwiony,że cierpię,wyciąga rękę,a ja mam PRZYTULAC??????? nie moge,nie rozumiem :-(

[ Dodano: 2008-11-22, 21:38 ]
wychodzę na naiwną,którą mozna nabrać,a ona i tak będzie dobra? czy o to chodzi??!!!????

mami - 2008-11-22, 21:53

skąd wiesz ze zdradza? domysły własne wizje?
nawet jesli może własnie takim postępowaniem odrzucaniem sama go do tego prowokujsz...

zazdrość czyni nas nieszczęśliwymi, odbiera radość życia. niszczy ludzi, związki, czyni nieszczęśliwymi,
.podejrzewanie partnera o notoryczne zdrady, nieustanne sprawdzanie i kontrolowanie jego działań.to jak obsesja
.kiedy zazdrość staje się obsesją, doprowadza do tego że zazdrośnicy męczą swoich partnerów ciągłymi pytaniami, nie wierzą w nic, co od nich słyszą.
Śledzą ich, zwracają uwagę na nic nieznaczące fakty. w każdej osobie doszukuja się nieistniejących kochanków.
Obsesyjni zazdrośnicy każde działanie partnerów interpretują jako zdradę albo jego próbę
takie życie staje sie koszmarem.
Najbardziej zazdrosne stają się osoby, które mają niskie poczucie własnej wartości, nadmiernie angażują się w związki, nie mają zainteresowań i czasu na przyjemności, podpinania się pod czyjeś życie nazywając to miłościa tymczasem to chora miłośc,
związana z brakiem poczucia własnej wartości i tożsamości.
ludzie zyjący z obsesyjnymi zazdrośnikami dusza sie w związku i dlatego uciekaja z nich
pomysl póki nie jest za późno by cos z tym zrobic póki mąz jeszcze przychodzi domu nastepny krok może byc brak powrotów do domu....

Jadwisia - 2008-11-23, 12:49

Jesteśmy w ogóle niedobrani.Mój mąż ma duszę wędrowniczą,ciekawską,niespokojną.Ja jestem domatorką.Lubię czasmi wyjechac,kocham taniec ,muzyke poimprezować ale Z NIM.Powiedział mi dzisiaj,że chce czsami się wyrwac ale od czego i od kogo????
Pracuje całymi dniami,nie ma go w ogóle w domu ,przeciez normalny mąż i OJCIEC wolną chwilę chce spędzić z RODZINA,z ZONA!!!!! Zresztą nie umiem juz do niego sie przełamać,nie moge znieśc tego,co mi zrobił z tym wyjazdem,z tym telefonem.Jutro dzwonie do psychologa,załatwiam spotkanie.Ale jest mi naprawdę ciężko,bo nie mogę pozwolić nawet na jego dotyk więc jak ja mam z nim dale żyć????????? A tak pragnę miłości wiernej,czystej,bliskiej i oddanej. :cry:

[ Dodano: 2008-11-23, 13:44 ]
i
jeszcze coś....ja już widzę nastepne wyjazdy........ja juz z tego powodu cierpię...... :cry: chyba diabeł wymyślił te wyjazdy w pracy,kiedys czegos takiego nie było.Teraz wszystko wymyślone przeciwko rodzinie i małżeństwu.Jak mi jest ciężko.......dlaczego taka jestem i dlaczego on taki podły?Gdy widzę jego ręcę to widzę jak tymi rękami wyłącza telefon i tańczy z dziewuchami...............NIE DOTKNE GO JEST DLA MNIE TREDOWATY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Ale obiecuję wam,że i tak idę do psychologa,bo widzę ,że muszę choćby dla siebie....... :cry:

[ Dodano: 2008-11-23, 13:46 ]
mami---------------czy twój mąż zrobił ci cos takiego jak mój??? jak czułabyś się?????????????/

Elżbieta - 2008-11-23, 14:18

Jadwisia, czy znasz takie zdanie: "W jedności siła"

jeśli nie, to od dziś staraj się o wejście na drodzę wspólnot przy kościele.
Jesteś za bardzo sama w tym co Cię dotyka.
Nie piszę tu o terapii.
Może być terapia, ale koniecznie wyjdź do ludzi, do innych ludzi, dla których wartości wiary katolickiej są równie ważne jak dla Ciebie.
Jeśli jesteś z dużego miasta, znajdziesz szybko, natomiast jeśli jesteś z mniejszego miasta, znajdziesz..zapewne również znajdziesz.
Zapytaj proboszcza o wspólnoty.
Wspólnota przy parafii odgrywa kolosalną rolę w utrzymywaniu małżeństwa w jedności.

Zacznij szukać od dziś - dziś niedziela - w niedzielę "pamiętaj Dzień Pański święcić"
więc przy okazji zapytaj proboszcza lub jakąkolwiek osobę duchowną o wspólnotę.

Terapia - to jedno, a udział we wspólnocie to drugie. Obie rzeczy szalenie ważne!
W JEDNOŚCI SIŁA.

Musisz mieć wsparcie, nie walcz z problemem sama.
ps. we wspólnocie niekoniecznie masz mówić o swoich problemach,
wspólnota spotyka się, aby zgłębiać Słowo Boga Ojca.

mami - 2008-11-23, 14:25

Jadwisiu zostałam zdradzona, kochanka męża utrudniała mi zycie przez 2 lata, była policja, były prośby groźby by przestała dręczyc mnie i moja rodzine
były telefony co godzine dzien w dzień, i wiele innych chorych rzeczy, które robiła by uprzykrzyc mi zycie a byłam wtedy w ciązy zagrożonej,
po tym wszystkim tez miałam różne wizje zdrady, ale musiałam sobie poradzic z tym uczuciem, dla siebie, po to by sie nie zdołowac jeszcze bardziej
nic by mi to nie dało oprócz nerwów, płaczu złości...
potrzebowałam czasu na wyciszenie na pogodzenie z tym co zaszło, cóz na dzień dzisiejszy jestem całkowicie wolna od zazdrości od obsesyjnego myslenia
poradziłam sobie ty tez sobie poradzisz, jesli potrzebny ci jest psycholog to korzystaj, tylko nie mysl wciąż obsesyjnie o tym co robi, dlaczego ta komórke wyłaczył nakrecasz sie to
natretne mysli
pozdrawiam trzymaj sie cieplutko Jadwisiu dasz rade

martin - 2008-11-23, 14:53

Jadwisiu
Polecam do przestudiowania pierwszy post mami na tej stronie, bo jest tam cala prawda o niezdrowych relacjach i obawiam sie, ze rowniez o Twoim nastawieniu do Waszego zwiazku.

Spojrz z boku na to co piszesz. Z jednej strony maz jest pierwszy, kochany, chcesz go, ale z drugiej strony "przeciez nie moge mu teraz okazac ciepla", "przytulic". To JEST STRASZNY BLAD!!!!

I tak, oczywiscie, ze masz racje - winne sa w konflikcie w zwiazku zawsze obie strony, ale to co widac w Tobie to bardzo obsesyjna zazdrosc. Prosze, bardzo Cie prosze nie udawaj mnie sprzed pol roku. Bo takim postepowaniem doprowadza sie do katastrofy. Ja nie bylem az tak zazdrosny w zwiazku z moja M., jak jestes teraz Ty, ale bylem. A potem jak juz pisalem SMSy czy dzwonilem z troski czy milosci to Ona nadal w tym dopisywala sobie, ze to z zazdrosci, bo wczesniej tak bylo. I tak daleko to zaszlo, ze rozpadl sie zwiazek, doszlo do zdrady. Oczywiscie zdrady nic nie usprawiedliwia, ale oddalenie emocjonalne partnerow naraza na nia. A tutaj najprawdopobniej nic sie nie stalo, bo maz wraca do Ciebie, on czasem wyciaga reke, a Ty ja odrzucasz. Sama go pchasz w zla strone! Naprawde Ci tego zla NIE ZYCZE, dlatego prosze Cie - popracuj nad soba u psychologa i badz, chocby na sile, chociazby przez jakies 3 miesiace, nawet wbrew sobie mila dla meza. NIE dzwon, pros, utyskuj na wyjazdy. Zaproponuj cos milego, przytul sie, zrob mu kolacje przy swiecach. Niech zobaczy w Tobie osobe, ktora tam w glebi jestes - romantyczna i kochajaca. Bo teraz On widzi straszna zrzede, ktora w ogole mu nie ufa i On ucieka. To naprawde dla Twojego dobra.

Jest taki cytat:
"Jesli mowisz, ze dasz rade, to masz racje
Jesli mowisz, ze nie dasz rady, to ... tez masz racje"
Zawierz sie Panu Bogu i temu, ze ON chce dla Ciebie dobra. Uwierz, ze moze sie Wam z mezem udac, i bedac mila i kochajaca, ALE NIE NARZUCAJACA SIE doswiadczysz odwzajemnienia milosci. Tylko nie zniechec sie, jesli od razu nie zobaczysz efektu. W takie zmiany trudno uwierzyc, wiec maz moze z poczatku bardziej sie dziwic niz cieszyc i zastanawiac sie co sie dzieje. Ale, gdy zobaczy w Tobie nowa, odmieniona, niezazdrosna Jadwisie stanie sie dla Ciebie lepszy niz myslisz. Ale musisz wierzyc, ze bedzie DOBRZE, a nie snuc fatalistyczne wizje, bo potem sama dazysz do ich realizacji.

Polecam Ci ksiazke: Pierre Descouvemont "Wygrać duchową walkę", wyd. eSPe oraz bardzo madre mysli ojca Pio, ktore Dziewczyny zawarly w watku:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=53255#53255
bo w pierwszej z nich widac, ze to co robisz to uleganie podszeptom diabla i jego zlym myslom, ktore wprowadzaja niepokoj, a druga moze Ci unaocznic, ze cala ta sytuacja moze byc dla Ciebie proba, aby po zawierzeniu Panu spojrzec na nowo, bez chorobliwej zazdrosci na Wasz zwiazek i zrozumiec idee prawdziwej milosci.

Trzymaj sie

nałóg - 2008-11-23, 15:07

Jadwisia........ wiesz....Tobie jest bardzo potrzebna terapia.W swoich postach Ty nie tylko piszesz scenariusze,ale i rezyserujesz.Ty reżyserujesz też w realu,w życiou małżńskiem,Reżyserujesz oczami wyobrazni,chyba mocno wykoślawionej zazdrością wyobrazni.Wiesz...... zazdrość jest tak asamą dysfunkcja jak wszystkie inne,jak nałogi.Ty poprostu kompulsywnie myslisz i działasz.Działasz destrukcyjnie przede wszystkim na siebie,a potem na męża.Chorobliwa zadrość i chorobliwa wyobraznia podpowiadają Ci rózne wizje.....tańczącego z innymi kobietami męza,obejmującego inne kobiety,bawiącego sie .
Jadwisia,i to wszystko działa na Twoja wyobraznie poprzez ogromny egocentryzm,poprzez Twoje wynaturzone "MNIE".
Jak piszesz ,nie umiesz sie przełamać,nie umiesz rozmawiać,nie umiesz sie przytulić bo działa Twoje urażone,chore "MNIE".Bo jak on mógł urazić Jadwisi "MNIE"????Jak on śmiał,takiej Jadwisi,takiemu bóstwu,żonie,kobiecie.

Jadwisia,To Ty masz najpierw problem najpierw ze sobą ze swoimi emocjami,z wyobraznią,z kompulsywna wyobraznia.Gdyby mąż przestał wyjezdzać,przestał pracować to byś znalazła inny pretekst do dowalania sobie emocjonalnie.

Jadwisia...... przeczytaj co Ty piszesz.......:
"jeszcze coś....ja już widzę nastepne wyjazdy........ja juz z tego powodu cierpię...... chyba diabeł wymyślił te wyjazdy w pracy,kiedys czegos takiego nie było.Teraz wszystko wymyślone przeciwko rodzinie i małżeństwu.Jak mi jest ciężko.......dlaczego taka jestem i dlaczego on taki podły?Gdy widzę jego ręcę to widzę jak tymi rękami wyłącza telefon i tańczy z dziewuchami...............NIE DOTKNE GO JEST DLA MNIE TREDOWATY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"

TO CZEGO CHCESZ KOBIETO???????????????????????
To albo chcesz by był z Toba,dzwonił,zaimował sie Tobą,albo nie chcesz go dotykać,bo on tredowaty,bo on podły,bo Ty cierpisz znacznie mocniej poprzez swoj awyobraznię,poprzez wynaturzone korzystanie w danego Ci instynktu jakim jest wyobraznia.Ten dar jest dla Ciebie zgubny.Bo wyobrazni uzywasz instrumentalnie.

To co Ty tak naprawde chcesz???? Chcesz tego "trędowatego" męża??? czy nie chceswz go znać???? jak ma być????
Elżbieta pisze o wspólnocie kościelnej............. ok. Ale Ty potrzebujesz pomocy nie tylko dla ducha ale jeszcze bardziej potrzebujesz pomocy dla umysłu.Potrzebujesz terapeutycznego spojrzenia na świat.

Jadwisia,jak jesteś z W-wy lub okolic to mogę podać Ci namiar na spotkania grupy kobiet dotkniętych kryzysem małżęńskim,nie radzących sobie z małżęństwem ,rodziną.Grupa jest prowadzona pod patronatem jezuitów,ale jest grupą samopomocową.

Jadwisia, czy Ty nie masz skrzywionej troche wizji rodziny?małżeństwa?roli męża-mężczyzny-ojca w rodzinie???roli kobiety-żony-matki w rodzinie????
Czy taka wizję ojca i męża wyniosłaś z domu rodzinnego???? Jakim ojcem i mężem był Twój ojciec????

Jadwisiu........... zacznij od siebie,nie od męża.Nie przyglądaj sie najpierw mężowi .Przyjrzyj sie sobie ,swoim wizjom,popracuj nad sobą.Zmieniaj siebie a pod wpływem twoich zmian zmieni sie Twoje otoczenie.A jak się nawet nie zmieni to Tobie będzie lżej żyć.

Popatrz na swoje "JA" .Co Ty możesz dać,co Ty możesz zmienić w swoim postępowaniu,co Ty masz wykrzywionego,wynaturzonego.(zadrość jest wynaturzeniem,jest objawem egocentryzmu i pychy,indywidalizmu i brakiem pokory).
Popatrz nie przez pryzmat swojego "MNIE" na siebie ,ale poprzez swoje "Ja"............ jaka "ja" jestem.......................
Pogody Ducha

[ Dodano: 2008-11-23, 15:11 ]
Jadwisia........... i jeszcze niezmiennie polecam tak dla Ciebie jak i Twojego męża ksiązkę Jacka Pulikowskiego ":"Warto byc ojcem"(i inne tego autora) Może po przeczytaniu spojrzysz inaczej na realcje małżeńśkie,na komunikację małżęńską,na rolę żony,na role męża.

Jadwisia - 2008-11-23, 21:13

nałóg---jestem z okolic Warszawy więc chętnie skorzystam z tych spotkań,które proponujesz.Wszystkim dziękuję za życzliwość.Przytuliłam się dzis do męża jak mi radziliście ale nie wiem czy dobrze zrobiłam bo powiedziałam,że chcę wszędzie z nim wyjeżdżać.W te sobotę miał mieć szkolenie,nie wierzyłam i powiedziałam,że na pewno ma imprezę andrzejkową i ja idę z nim.Wiecie co powiedział BYł ZASKOCZONY i przyznał się,że będzie impreza.Boże okłamał mnie,rozumiecie więc proszę nie zwalajcie wszystkiego na mnie.zdaję sobie sprawę z moich wad ale sorki......Również przyznał się,że ten oststni wyjazd to był INTEGRACYJNY a nie szkolenie,ludzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! on jest KLAMCA w niczym go nigdy nie okłamałam siedzę w domu i wychowuję jego dzieci czy też to jest MOJA WINA???????????????wszystkim współczuję,zdrad i wielu cierpień,zawstydziliście mnie swoimi krzyżami,ja już nie wybaczyłabym.
Kari - 2008-11-23, 22:43

Jadwisiu! Ja też myślę, że musisz sprawić, żeby dla Twojego męża bardziej stał się atrakcyjny pobyt w domu niż wyjazd. Więc rzeczywiście zaplanuj te "kolacje przy świecach" i inne rozkosze. Przeczytaj osławionego już Dobsona "Miłość potrzebuje stanowczości" (mi to bardzo pomogło) i stawiając mężowi warunki bądź coraz bardziej tajemnicza, miej swoje własne sprawy i bardzo zmień swoje dotychczasowe zwyczaje, żeby go zaskoczyć i zaniepokoić. Jeśli uda Ci się z nim wyjechać, to zachwycaj się tym wyjazdem, baw się świetnie, ale nie mów mu przypadkiem, że pojechałaś po to,żeby go kontrolować. Po prostu też uwielbiasz takie atrakcje, tylko na razie masz małe możliwości, bo musisz zajmować się dziećmi. Może zaproponujesz mu jakiś ciekawy wyjazd we dwoje (jeśli uda się powierzyć komus dzieci choć na krótko)?
Rozumiem Cię doskonale,że ta sytuacja jest dla Ciebie nie do wytrzymania, natomiast tak jak już inni Ci to powiedzieli narzekanie i awantury tylko odstraszą męża . Trzeba zacisnąć zęby i podrywać męża tak, jak kiedyś pewnie to robiłaś przed ślubem. Jest o co walczyć.

Jadwisia - 2008-11-24, 08:27

kari----dziekuję,rzeczywiście mi tej tajemniczości zawsze brakowało,siedze w domu,a on wiedział zawsze o każdym moim kroku(nie za częstym).Jest to dla mnie szlenie trudne poniewaz jak stwierdził martin,jestem przyklejona do męża w sposób być możliwe chory.Ale to z tego wynika może,że cały czas go nie ma w domu.

Wczoraj przytuliłam się do niego.....zrobiłam to wedle waszych rad........bylo mi bardzo ciężko......czułam się jak przy największym złoczyńcu,tym bardziej,że wyszło na jaw,że jest KLAMCA po prostu chciał być SAM i na wyjeżdzie i na tej imprezie ,która ma być.Dlaczego tak jest/Ja nigdzie nie potrafię być bez niego.Na pewno muszę się tego uczyc ale jest to dla mnie wręcz NIEWYKONALNE.I wiecie co sie dzieje ze mną po tym przytuleniu w czorajszym z tym potworem...................czuje się pogwałcona,wykorzystana,znowu mnie skrzywdził,wykorzystał i dalej będzie bezkarnie mnie okłamywał..............ja to wiem..................... :cry:

[ Dodano: 2008-11-24, 08:28 ]
kari gdzie kupić tego Dobsona i te książkę Pulikowskiego????

[ Dodano: 2008-11-24, 08:33 ]
...............kari jeszcze raz przeczytałam twój post..........jejku naprawdę piszesz o trudnych dla mnie rzeczach ale... bardzo prawdziwych i koniecznych..........tak jak wszyscy tutaj.Dziękuję Bogu za was,staliście się dla mnie bardzo drodzy,czuję waszą życzliwość..........ale..........to nie zmienia faktu,ZE STRASZNIE CIERPIE I JEST MI NIE DO WYTRZYMANIA..............!!!!!!!!!!!!!!!!

..monika.. - 2008-11-24, 08:46

Mozesz je kupic np. w ksiegarni internetowej . :-)

odnosnie tego co piszesz.. nie sadzisz, ze warto z mezem porozmawiac? ale tak szczerze, otwarcie. nie da sie tak zyc, chyba o tym wiesz - bedziesz wiedziala, ze Cie oklamuje, snula domysly, a jednoczesnie starala sie go uwiesc i przytulac do niego :?: najpierw musicie sobie wyjasnic. wszystko.
lepiej wyklarowac sytuacje, bedziesz wiedziala na czym stoisz i wtedy bedziesz mogla podjac kroki w kierunku odbudowywania.
dopoki tego nie wiesz bedziesz bladzic na slepo.. bo jak masz odbudowywac, kiedy nie wiesz dokladnie gdzie jest dziura?

zastanawia mnie sposob w jaki piszesz o swoim mezu. ze nawet przytulenie sie do niego budzi w Tobie odraze.. dlaczego? czy nie powinnas najpierw popracowac nad swoimi uczuciami do niego? bo jesli to Ty zauwazylas Wasze problemy, Ty chcesz wykonac kroki w kierunku odbudowywania.. a jednoczesnie nie chcesz? to jaka szanse na powodzenie maja Twoje dzialania?

elzd1 - 2008-11-24, 09:40

Jadwisia napisał/a:
ja już nie wybaczyłabym.

Jadwisiu. Jeśli naprawdę kochasz, jesteś w stanie wybaczyć wiele. I nie takie sprawy jak kłamstwo, można wybaczyć o wiele trudniejsze rzeczy.

Jadwisia - 2008-11-24, 10:18

Juz zamówiłam obie ksiązki.

Z tym przytulaniem to nie jest tak.Kocham męża ,może nawet w sposób chory(jak napisał martin) jestem do niego przywiązana.I pragne jego bliskości BARDZO teraz jest w pracy ,a ja juz pojechałabym nawet do nie go i wtuliła się.

Tylko jest problem,powiecie napewno,że to jest chore ale tak jest.Ponieważ wyszły jego kłamstwa(zataił,że jedzie na imprezę,wyłączył telefon,w tę sobote znowu chciał iść niby na wykłady,a to będą ANDRZEJKI!!! z zespołem i DJ-em)Przytulanie sie z nim odbieram jako DAWANIE MU NAGRODY ZA OSZUSTWA. Myślę tak: jesteś podłym,wrednym oszustem to nie będziesz miał żony,usychaj chamie za swoje podłości!!!!!!!!!!!!!!! Rozumiecie teraz co jest w moim sercu??????????????? :cry: :cry:

nałóg - 2008-11-24, 10:34

Jadwisia.......... podaję Ci kontakt do organizatorki tych spotkań samopomocowych dla kobiet (Małgosia 501289869).

Jadwisia,wkręciłaś sie w niesamowite emocje.Kochasz i nienawidzisz.
Pragniesz bliskości męża i ta bliskość budzi w Tobie obrzydzenie.
Chcesz prawdy ,a prawda Cię zniewala w zazdrości,w zawiści
Chcesz sie przytulać a po przytuleniu czujesz sie ,jak piszesz:"pogwałcona,wykorzystana,znowu mnie skrzywdził,wykorzystał i dalej będzie bezkarnie mnie okłamywał"

Postawię sie na chwilę w roli tego Twojego faceta.
Kiedyś skłamał na temat wyjazdu aby uniknać -jak mu sie wydawało- zbędnych pytań i żalów.Wydawało mu się pewnie nawet ,że robi to z myślą o Twoim dobrym samopoczuciu.
Skłamał.
A potem było kolejne kłamstwo.
"kusy" go dorwał w szpony i trzyma.Bo Twój mąż nie zdaje sobie sprawy jeszcze z tego że 1 kłamstwo powoduje kolejnych 10-15.Potem to nawet pewnie juz sam zaczął wierzyć w te kłamstwa co Ci sprzedawał.Bo tak jest istota zniewolenia..... i to nie tylko nałogami..... zachowaniami tez.
A z drugiej strony Twoje żale i pretensje.ucieka od nich.Ucieka od Ciebie,Ucieka od tego co nieprzyjemne.Bo nie wie że tak naprawdę to ucieka przed sobą.Powiedział by prawdę i byłoby spokojniej.Prawda???????????????

Facet ma problem z życiem w prawdzie.Bo to wydaje sie takie trudne.Ale tylko sie wydaje.

Ty z kolei brniesz w swoej domysły,w swoje żale i pretensje.W swoje wizje jak to Twój maż obmacuje obce baby,jak tańczy z nimi,jak pije wódkę,jak sie bawi.
Piszesz scenariusze,i pchasz sie w zniewolenie zawiści i zazdrości.Pchasz sie tez w łapy 'kusego".Bo on ma też w Tobie pożywkę............. Wy sie kłócicie,on kłamie,Ty nienawidzisz,zanika komunikacja małżeńska.
A od tego tylko krok ku rozwodowi.
"kusy" ma radochę............. juz mu tak niewiele brakuje żeby Was sponiewierać.Sponiewiera i zostawi samym sobie........... ubabranych ,skłóconych z rozwaloną rodziną,Ciebie jako matkę smotnie wychowującą dziecko.

A gdzie komunikacja małżenska??????

Czy Wy ze soba rozmawiacie???? Kiedy ostatnio rozmawialiście bez żalu,bez pretensji?bez nienawiści?
Czy może Wy tylko do siebie mówicie,krzyczycie,obrzucacie sie inwektywami i żalami?

Jadwisia............ czas powiedzieć STOP sobie,mężowi.Czas zacząć pracować nad przywróceniem komunikacji.

Nie możesz spokojnie rozmawiać z mężem??????
Napisz do niego list............ tylko nie dawaj mu w tym dniu co skończysz pisać........... poczekaj do następnego...... przeczytaj,pomyśl.Tylko nie pisz jaki on jest beeeeee,pisz to czego Tobie brakuje,czego pragniesz,z czym Ci jest żle..................pisz o sobie,nie o nim.
Nie pisz że to on jest winien ,że jest całym złym w Waszym małzeństwie.

Słowa płyna szybko,często szybciej sie mówi jak mysli,słowa wypowiedziane w stanie wzburzenia,w stanie podniecenia nie oddaja prawdy,czasami mają inny wydzwięk jak zamierzony.
Słowa ranią,bardzo ranią.
Słowo pisane jest bardziej wyważone,rozsądniejsze.
Można poprawić jak za ostre czy nie gramatyczne.

Pomysl nad taka formą podjęcia wysiłku aby przywrócić komunikacje pomiędzy Wami.

Pomyśl też nad sobą............ czy Ty nie jesteś za mocno zgorzkniała tym że wychowujesz dziecko??? czy nie masz podświadomego żalu do męża że siedzisz w domu ,że pracujesz w domu,w monotoni,a maz nie widzi ,nie docenia Twojego poświęcenia??
Wreszcie czy Ty nie jesteś takim powojem a mąż tyczką??? czy Ty nie za mocno obawiasz się tego że sama-powój,bez męża-tyczki nie możesz funkcjonować????
Jadwisia............ jaki jest powód Twoich lęków??? z domu rodzinnego wyniosłaś???

Jadwisia............ nie zasklepiaj sie w zadrości,w zawiści,w nienawiści do męża.
Takiego go sobie wybrałaś.Ty sama wybrałaś.
A zacznij pracę nad soba od siebie......................
Pogody Ducha

..monika.. - 2008-11-24, 10:47

Jadwisia napisał/a:
Przytulanie sie z nim odbieram jako DAWANIE MU NAGRODY ZA OSZUSTWA. Myślę tak: jesteś podłym,wrednym oszustem to nie będziesz miał żony,usychaj chamie za swoje podłości!!!!!!!!!!!!!!! Rozumiecie teraz co jest w moim sercu??????????????? :cry: :cry:


przeczytaj koniecznie ksiazke Dobsona. tam jest o tym napisane dokladnie!
widzisz, czesto wydaje nam sie, ze cos co sie dzieje w naszym zyciu, zdarza sie tylko nam, tylko mnie cos takiego dotknelo.. i co ja mam teraz zrobic?? ale! okazuje sie, ze psychika ludzka nie jest az tak skomplikowana jak mogloby sie wydawac i nie tylko przypadkow takich jak moj jest wieeeele, ale nawet powstaja ksiazki na ten temat. to chyba o czyms swiadczy, prawda?
ale czy teraz mamy usiasc i plakac nad tym, co sie zdarzylo? czy mamy plakac, ze w klasyczny ksiazkowy sposob cos sie popsulo? czy moze warto skorzystac z rad madrych psychologow i doswiadczen wielu wielu innych par borykajacych sie z podobnymi problemami. i z ich sytuacji wyciagnac wnioski DLA SIEBIE.

zobacz, Twoj maz ucieka od Ciebie z domu.
to znaczy, ze cos jest nie tak i to nie w JEGO podejsciu, ale TWOIM tez. na kryzys pracuja 2 strony. Ty juz zaczynasz zauwazac swoje bledy :-) i chcesz nad nimi pracowac! :-) a to juz siedmiomilowy krok w porownaniu do Ciebie sprzed kilku dni, ktora widziala problem tylko w tym, ze maz nie wraca. zmienic mozesz tylko siebie. jesli na sile bedziesz chciala zmieniac meza - on poczuje sie jeszcze bardziej ograniczany i jeszcze bardziej zacznie uciekac.
klamstwo jest straszne.. sama bylam w jego sidlach :oops: :-( problem w tym, ze psychika ludzka dziala tak, ze jesli np. za mowienie o czyms spotyka nas wieczna nagana i marudzenie ze strony ukochanej osoby, to zaczyna nam sie wydawac, ze lepiej bedzie nie mowic. bo po co? Twoj maz doskonale wiedzial jaka bylaby Twoja reakcja gdyby powiedzial Ci dokad idzie. wolal wiec tego nie robic. nie usprawiedliwiam go! klamstwo jest zle! chce Ci tylko pomoc zrozumiec skad wzielo sie ono miedzy Wami.

to nie jest tak, ze bedac teraz dla niego mila i dobra bedziesz nagradzac klamstwo. to znaczy, ze co? juz teraz nigdy nie bedziesz dla niego mila, a on nie dosc, ze bedzie zawsze mowil prawde to jeszcze bedzie chcial spedzac duzo czasu z Toba marudzaca w domu? tak sie nie da...

Jadwisia - 2008-11-24, 11:39

nałóg
monisia---------powiedzieliście całą prawdę o mnie i o nim,chyba tak jest.Nie chyba ,na pewno.Moja zazdrość,przerażona mina,jego ucieczki od rozmów,z domu,Boże pomóż mi! Wiele zrozumiałam dzięki wam ale zmienić się od razu nie jest łatwo,mam świeże rany i zachwiane myślenie,czucie,ZYCIE.Mówiłam mu żeby nie kłamał,dla niego to nie jest kłamstwo i oszustwo.Wczoraj nie przyjął komunii św.,powiedział,że zrobił to dla mnie bo jemu sumienie nic nie wyrzuca,KOSZMAR!!!!!!!!!!!!!

nałóg-----masz rację to ja sobie go wybrałam i żle zrobiłam.Za krótko go znałam,wydawał się świętym człowiekiem,a teraz?????????/ przeszkadzam mu w zabawach!!!!!!!!!Mamy 2 dzieci chciał trzecie,teraz wiem dlaczego- jeszcze bardziej zamknąć mnie w domu,ciemną kurę.Za wszelką cenę postanowiłam szukac przcy,iść na jakieś kursy,zacząć życ innym światem.Na razie tylko tak gadam ale może będę miała na tyle siły.Za długo siedzę w domu..............8 lat.............A on mnie wyniszczał i okłamywał........... :-( :cry:

[ Dodano: 2008-11-24, 11:48 ]
Mój mąż w ogóle nie lubi rozmawiać ,okazywać uczuć,emocji-potwór.Jest z natury poważny,zamyślony,mało żartuje(właściwie wcale).Myślę,że w pracy jest inny,tak sobie myślę.W miarę chętnie rozmawia na tematy go interesujące (czyli co jeszcze musi zrobić w pracy) no i gazety.Dzieci bija się,kłócą, a on CZYTA GAZETKE.

Współżyjemy bardzo mało i rzadko(powinnam napisać współżyliśmy ),stosujemy naturalne metody,a tych dni jest BARDZO mało w miesiącu bo mam objawy płodności bardzo intensywne,a terz NA PEWNO w tej sytuacji nie mogę sobie pozwolic na dziecko żeby mnie zniewolił na maxa.Nie wiem czy to też nie ma wpływu na nasze relacje,chociaż też muszę dodać,że mąż nie pali się zbytnio do tych spraw.TO WSZYSTKO JEST DLA MNIE CIEZAREM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :cry: :cry:

samotna - 2008-11-24, 11:49

strasznie to moi drodzy trudne.
Ciężko powiedzieć, ze rozumiem Jadwisię. Sama tkwie w takim stanie po uszy, z tym, ze od Jadwisi mąż jeszcze nie odszedł, wiec masz dziewczyno ogromna szanse na to by uzdrowic przede wszystkim siebie i powoli relacje z męzem. U mnie niestety tej szansy nie ma. Męża zmieniła kasa i chęc bycia wolnym człowiekiem i sprawdzanie siebie i swojej męskości. Tu juz nie pomoże żadna komunikacja bo sprawa jasno postawiona. Do niego nawet nie dotrą zadne słowa, bo jest z siebie zadowolony i czerpie z zycia garściami. Nie moge uwierzyć, ze człowiek z którym zyło sie tyle lat jest właśnie taki. Juz tylko moge pogodzic sie z tym co sie stało. Nawet nie licze na jego nawrócenie i uzdrowienie małżeństwa. To poszło juz za daleko. Jest pewny siebie i ma swój plan na życie, w którym zabrakło miejsca dla mnie.
Targają mną emocje do bólu. Jadwisiu pracuj nad sobą masz jeszcze szanse, której wielu z nas już praktycznie nie ma, bo przekroczona została pewna granica, której najzwyczajniej na już cofnąć sie nie da. Rozumiem Cie, bo sama tkwie w nałogu, nałogu chorej miłości. Też czuje, ze mąż niezbedny jest mi do życia, a z drugiej strony wiem, ze takiego jakim jest nie chcę. I tak źle i tak nie dobrze.
Słuchaj rad doswiadczonych forumowiczów, z tej chorej miłości powinniśmy sie uwolnić, leczyć. Wiem, ze to nie łatwe, bo leczę już 4 miesiąc i mam wrażenie, ze nic nie jest lepiej, a nawet gorzej. Zazdrość to okropne uczucie, rozumiem doskonale, bo sama tak mam, też potrafię wyobrażac obie różne rzeczy, z tym, ze Ty masz jeszcze wpływ na swój związek, ja już nie, bo mąż sie ze mną rozstał i teoretycznie wolno mu w tej sytuacji robic co chce i jak chce, wyjeżdzac gdzie chce, spotykac sie z kim chce i układac sobie zycie po swojemu.
Na to ja juz wpływu nie mam i uczucie zazdrości, ze moze z inną kobietą jest mu dobrze mnie zabija.
Nie dopuśc do tego, zeby u Ciebie do tego doszło, bo jeśli to w Twoim stanie moze doprowadzic do nie lada depresji.
Nie wiem co da sie zrobić w twoim związku, ale wiem, że ja popełniłam wiele błędów. Mój mąż był dla mnie bozkiem. Nie rozwijałam się, a raczej tkwiłam w małzeństwie. Nie miałam swojego zycia, bo dla mnie sensem była rodzina, dom, mąż. Mam takie odczucie, ze zapłaciłam najwyższą cenę za miłośc, wierność i uczciwość. Zostało to podeptane.
Jesli mozesz poszukaj pracy, dziecko do przedszkola, zacznij spotykac sie z ludźmi, wytonuj emocje, skorzystaj z namiarów nałoga, zacznij od dziś uczyc sie niezależności, zebyś nie została postawiona pod murem, pod którym wielu z nas stoi.
Bądź dla męża nieodgadniona, atrakcyjna nie tylko pod wzlędem wyglądu.
Terapia, psycholog koniecznie. Musisz odzyskać własne poczucie wartości, które ja mam zachwiane bo doszło ze strony mojego męża do porzucenia mnie po 16 latach małżeństwa, dlatego ty zacznij pracę nad jej odzyskaniem teraz, a nie dopiero w momencie ostatecznym.
Jesli poczujesz siłę i to ze pewnie stoisz na własnych nogach zmieni sie twoje zachowanie, sposób bycia, a to moze zmienic wiele. Jesli nie zrobisz nic zamęczysz siebie a i zwiazku to nie uratuje. Przykre, ale prawdziwe. Wielu z nas żałuje, ze nie trafił na to forum w momencie kiedy pojawiły sie pierwsze symptomy kryzysu, kiedy pewne sprawy nie były postawione na ostrzu noża. Ty masz tą szansę - NIE ZMARNUJ JEJ !
Wielu z nas gdyby mogło cofnąc czas do stanu, w którym małżeństwo trwa i nie ma odejścia współmałżonka, kiedy jest możliwośc rozmów, przytulenia sie i bliskości, to z nabytą tu wiedzą pozwoliłoby w wielu przypadkach na niedopuszczenie do sytuacji w jakiej tkwi na dzień dzisiejszy.
Ogrom pracy przed Tobą, niestety innej drogi nie ma. Tym którym zawalił sie świat też musza te lekcje odrobić, nauczyć sie zyć bez obecności współmałżonka u swego boku, budowac swój świat od nowa i jest to powiem Ci szczerze niezmiernie trudne.
Nie chcę sie licytować, kto ma lepiej, bo każdy ma swój krzyż do dźwigania, ale tak jak napisałam wcześniej, wielu z nas wybrałoby sytuacje Twoją, w której mozna na prawde wiele. Nikt Ci tu nie powie, ze bedzie łatwo, ze to kwestia tygodnia, miesiąca, czy dwóch.
Ciężko powiedzieć, ale szanse masz, postaraj sie ją dobrze wykorzystać, bo kiedy przyszedłby czas, kiedy Twój mąż odepchnąłby Ciebie i nie chciał Twojego dotyku i przytulenia, wtedy dopiero wyłabyś z bólu....
Trzymaj sie i walcz.
Pogody Ducha

Elżbieta - 2008-11-24, 11:54

Jadwisia napisał/a:
dla niego to nie jest kłamstwo i oszustwo.Wczoraj nie przyjął komunii św.,powiedział,że zrobił to dla mnie bo jemu sumienie nic nie wyrzuca,KOSZMAR!!!!!!!!!!!!!

skoro sumienie mu nie wyrzuca, to raczej przyjmuje się Komunię świętą...

Jadwisia uspokój się, wycisz się

poczytaj o kłamstwie: - fragm.
http://www.moderator.wroc...wiec_jestem.pdf
http://www.moderator.wroc...ka/klamstwa.pdf

Kari - 2008-11-24, 12:01

Wydaje mi się, że przytulania do męża nie można tylko traktować jako element kary i nagrody i tym próbować wymuszać zmiany zachowania męża. To po prostu nie zaskutkuje. Wg mnie to brzmi bardziej jak zemsta lub szantaż. Pomyśl sobie, że Ty masz prawo się do niego przytulać, bo jest to Twój własny mąż, a Ty tego potrzebujesz. Masz prawo do seksu z mężem, bo jest to element bliskości i tworzenia głębokiej więzi małżeńskiej i niech to dla Ciebie będzie też radością. Bądź wtedy super, niech mąż wie co może stracić, niech to doceni. Oczywiście nie pochwalam tego imprezowania w stylu Twojego męża i myślę, że trzeba popracować nad tym wszystkim, ale mądrze. Trzeba się dobrze przygotować i dopiero wtedy doprowadzić do konfrontacji jak pisze Dobson po czym zapewne i byc może "otworzyć klatkę", ale nic pochopnie. Najpierw zadbaj o swoje życie, żeby nie było jak wszyscy tu piszą i ja też tak to widzę owinęte wokół Twojego męża. Znajdź sobie fajne hobby, idź do kina, teatru i zobacz, że życie się toczy, a jak maż wyjedzie nie stój w oknie tylko też przyjemnie spędzaj sobie czas na tyle ile się da (może też gdzieś wyjedź z dzieckiem) a potem wzdychaj przy mężu jak to było Ci świetnie. Wykorzystaj to ,że nie jest w moim pojęciu jaszcze za późno, skoro mąż Cię nie odpycha i pozwala się przytulać.
A jak Cię dopadną te wszystkie złe uczucia zazdrości, odrazy i niechęci, to niezależnie czy są słuszne uciekaj w głeboką modlitwę sa siebie i męża, to pomaga. Koncentrujesz się wtedy na modlitwie a nie uczuciach , a Jezus i Jego Matka przyjdą Ci pomagać i nie tylko Oni, ale też całe Niebo. Jest tylko jeden warunek: wczesniej idź do porządnej spowiedzi i jak najczęściej do Komunii św.
I daj sobie czas, bo sprawy tego typu wymagają czasu, nikt nie zmienia się w pięć minut.

[ Dodano: 2008-11-24, 12:24 ]
Jeszcze dodam,( bo teraz doczytałam Twoją wypowiedź), że stosując NPR mozna naprawdę prowadzić współżycie dośc często, chociaż dziecka się nie planuje, ale musisz się w tym względzie dokształcić, żeby bardzo dobrze rozpoznać czas niepłodny i z niego skorzystać jak najlepiej i pozbyć się lęku przed ciążą, który może paraliżować pożycie małżeńskie. W tym celu udaj się do poradni rodzinnej i znajdź tam dobrego nauczyciela NPR, który Ci pomoże. A skoro mówisz. że Twój mąż się nie pali to może trzeba go właśnie rozpalić i rozruszać, zanim zrobi to za Ciebie jakaś inna kobitka. Może trzeba mieć jakieś nowe pomysły, wyrzucić nudę i rutynę .Po prostu wszystko inaczej niż do tej pory. Ja tak zrobiłam i na tę chwilę wygrałam, a było ciężko. Mój mąż też jest trudnym facetem i podobny z charakteru do Twojego z tego co piszesz, więc wiem o czym mówię . Poza tym poczytaj sobie stronę internetową "szansaspotkania", żeby nabrać właściwego spojrzenia.

mami - 2008-11-24, 12:57

Jadwisiu
a wyobrażasz sobie że od jutra nie będzie męża w domu................
i juz nigdy nie wróci, bo załamał sie i nie widzi możliwości naprawy i pokochania ciebie na nowo, bo widzi ciągle odpychającą żone, która go o coś obwinia a on sam nawet nie wie o co...
myslisz ze go ukarzesz brakiem zbliżenia do siebie czy okazaniem uczuc czułości, miłości, przutulenia do siebie, jaka nieprawidłowa postawa, siebie nią tylko karzesz, prawdziwa intymnosc to włąsnie te zbliżenia, które cementują małżeństwa ale tez i moga je rozwalac brak intymnosci w związku szczególnie dla facetów ma duże znaczenie,
cóz zawsze znajdzie sie pocieszycielka skłonna wysłuchac i wtedy rodzi sie miedzy nimi więz porozumienia i zrozumienia tego co czuje...
taki sobie film własnymi oczami zobacz potem przeanalizuj czy czasem juz nie ogladzasz w real tego filmu jesli tak to ostani czas na to by powiedziec stop ciągłym wyrzutom mężowi, inaczej jutro rano nie bedzie do kogo sie przytulic nawet jak bedziesz tego ogromnie chciała....
a to gorsze uczucie niz te ze moge sie przytulic ale nie chce bo nie umie mu wybaczyc kłamstw
nawet jesli by były prawda choc to raczej dla mnie nierealne ze twoj maz cie zdradza to jestes na najlepszej drodze do tego
bo doszedł juz do tego punktu w któym zaczął uciekac z domu w którym sie dusi i zaczeło mu odpowiadac przebywanie poza domem w towarzystwie innych
to Ty masz go swoim uczuciem ciepłego domu z powrotem go do niego zblizyc a nie oddalac ciagłymi pretensjami inaczej scenariusz samotnie wychowujacej i opuszczonej zony sie spełni
musisz wyjsc do ludzi, rozmawiac z nimi ciągłe siedzenie w domu i zajmowanie sie tylko domem powoduje ze zapominamy ze za drzwiami toczy sie inne zycie niekonieczne zwiazane tylko z naszym domem dziecmi mezem
pomysl o tym Jadwisiu
zajmujac sie soba wychodzac do ludzi nabierzesz dystansu do siebie do meza do obowiazków domowych, zaczniesz cieszyc sie i interesowac nie tylko domem ale takze ludzmi niedomownikami to da ci odskocznie od ciegłego sprawdzania i kontrolowania co sie dzieje w moim domu

martin - 2008-11-24, 13:37

Jadwisia napisał/a:
BYł ZASKOCZONY i przyznał się,że będzie impreza.Boże okłamał mnie,rozumiecie więc proszę nie zwalajcie wszystkiego na mnie.zdaję sobie sprawę z moich wad ale sorki......Również przyznał się,że ten oststni wyjazd to był INTEGRACYJNY a nie szkolenie,ludzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! on jest KLAMCA w niczym go nigdy nie okłamałam siedzę w domu i wychowuję jego dzieci czy też to jest MOJA WINA???????????????wszystkim współczuję,zdrad i wielu cierpień,zawstydziliście mnie swoimi krzyżami,ja już nie wybaczyłabym.


My Ci tutaj dobrze zyczymy, ale musimy tez stawiac na ziemie.
Ok, nie powinien Cie oklamac. Nie wolno oklamywac partnera/malzonka
ALE !!!!
bardzo, bardzo, bardzo Cie prosze NIE rob mezowi scen.
Widzisz jestes straszliwie ZABORCZA osoba. Makabrycznie. Oczywiscie masz racje, ze masz prawo zle sie czuc, gdy siedzisz sama, a on sie gdzies bawi, ale musicie dojsc do wspolnego porozumienia, na spokojnie. To co Ci nalog wspomnial jest bardzo trafne - szkodliwa wyobraznia. I teraz pierwsza rzecz, to wyciszyc siebie i te emocje.
Rozumiem, ze chcesz z mezem byc na imprezach, ale mow mu to z usmiechem, ze chcesz sie z Nim pobawic, a nie z wyrzutem p.t. "znowu mnie nie zabierasz".

No i chcialem cos odkrywczego i mnie pare osob wyprzedzilo :).

Posluchaj tego co Monisia pisze :). Z 1 strony chcesz, zeby bylo dobrze, ale z drugiej strony Twoje nastawienie Ci to uniemozliwia.

Przychylam sie tez do tego co nalog napisal o Malgosi od spotkan - bardzo mila, radosna osoba. Razem z Leszkiem Kaplerem prowadza tez wiele warsztatow. Pogadaj z Malgosia na temat jakichs dotyczacych pozytywnego myslenia. Ja bylem na jednych p.t. "Móc więcej" i moge powiedziec, ze rewelacja !! I to niby nic odkrywczego. Same proste rzeczy :). Poczytaj wiecej w poscie, ktory o tym napisalem:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=53304#53304

I jeszcze jedna rzecz - zakladasz, ze maz chcial miec z Toba trzecie dziecko, zeby Cie jeszcze bardziej zamknac? No rece opadaja! Jesli chcial sie z Toba kochac i myslec o dzieciach to jest wyrazanie milosci prawda? Poza tym powiedzial Ci tez, o jednym z przeszlych klamstw, ze bylo integracyjne, a Ty co? "WRRRRR on taki zly, paskudny, ja juz nie chce" no mowie NIE MOZNA tak. To jest delikatna sprawa, bo nie powinien klamac, ale jesli mowi prawde, ze sklamal, a przeciez nie musial Ci powiedziec o tym przeszlym klamstwie, to owszem wyrazic dezaprobate, ze to zrobil, ale tez powiedziec, ze "dziekuje Ci bardzo Kochanie, ze mi o tamtym powiedziales. To mi sprawia wiele przykrosci jesli mi nie mowisz, czy moglbys na przyszlosc dzielic sie ze mna wszystkim, a nawet jesli to bedzie dla mnie trudne postaram sie nie osadzac tylko rozmawiac".
I na koniec. To NIE on Cie zniewolil. Sama to robisz sobie i jemu. Tak! Starasz sie zniewolic meza broniac sie przed domniemanym zniewoleniem Ciebie, przed opuszczeniem Ciebie itd. Naprawde - naprawa i to rozpoczeta od siebie, szczera rozmowa, psycholog, warsztaty.

I wykorzystujac zdanie z warsztatow - zaloz, ze wierzysz w 100% w sukces :).

Jadwisia - 2008-11-24, 14:19

.....dziękuję.....dziękuję......

czyli dla mnie psycholog? koniecznie???????

..monika.. - 2008-11-24, 14:39

ja tak mysle..
wiesz, ja sama bronilam sie przed psychologiem ze wszystkich sil.. chociaz w moim przypadku to ja jestem ta zla strona :cry: :oops:
ale teraz oboje chodzimy do psychologa. [osobno, zeby ponaprawiac tak doglebnie w kazdym z nas]
niestety, w naszym spoleczenstwie ciagle panuje przekonanie, ze psycholog jest dla takich kompletnie juz niepoukladanych ludzi, a nie dla takich, ktorzy maja jakikolwiek problem ze swoja psychika. a psycholog to po prostu lekarz! on sie zna na rzeczy i juz po kilku spotkaniach bedzie w stanie jakos Ci nakreslic kierunek Twoich zmian. ale bardzo wazne! Twoich!! psycholog nie pomoze Ci w zmianie meza, do tego on musi dojrzec sam. jednak zmieniajac sama siebie zauwazysz, ze sama zaczniesz siebie bardziej lubic [np. ja przez wiekszosc zycia mialam ujemne poczucie wlasnej wartosci], goja sie w Tobie stare rany [u mnie zamrozone uczucia starych ran, jeszcze z dziecinstwa, uniemozliwialy mi tak naprawde normalne zycie, choc wydawalo mi sie, ze juz sie z wszystkim uporalam sama..] i zaczynasz inaczej patrzec na zycie i ludzi dookola Ciebie. te zmiany najpierw czujesz sama. ale po pewnym czasie otoczenie tez je dostrzeze, a wtedy moze stana sie one impulsem dla Twojego meza do zmieniania samego siebie.
ale bardzo wazne jest, zebys tych zmian siebie chciala DLA SIEBIE. tylko wtedy masz szanse na powodzenie. jesli bedziesz sie zmieniac z mysla przewodnia "jak sie zmienie, to on mnie doceni i na nowo pokocha" sama siebie skazujesz na niepowodzenie. zmiany sa dlugoterminowym procesem, tiptopami.. i jesli bedziesz chciala je wprowadzac dla niego - to jesli on ich nie zauwazy i nie doceni - Tobie nie bedzie sie juz chcialo pracowac.
zmiana musi byc przeprowadzona przez Ciebie i dla Ciebie i [bardzo wazne!] z Boza pomoca :-) wtedy beda na pewno dobre i trwale.

i jeszcze jedno slowo ode mnie - ja jak uswiadomilam sobie ogrom zla, ktore wyrzadzilam i ogrom wad, ktore mam w sobie i z ktorymi przywyklam zyc chcialam sie zmieniac teraz zaraz juz natychmiast. polecialam do ksiegarnii katolickiej i wykupilam im polowe asortymentu na temat walki z diablem, cierpienia, samoakceptacji itp.
Masakra :-) Jadwisiu, czytaj czytaj duzo i madrze. ale nie poswiecaj na to CALEGO wolnego czasu! kiedy czujesz, ze nie masz juz sily na ksiazke psychologiczna [czyta sie je zwykle powoli i mozolnie], poczytaj cos innego, obejrz film, idz na spacer. cokolwiek ;-) nie zamecz sie, bo to czy przeczytasz te ksiazki w tydzien czy w 2 to tak naprawde nie zmieni niczego w tempie Twoich przemian, a moze Ciebie jedynie zniechecic. ["no tyle tego czytam i nic sie nie dzieje.."] daj sobie czas na przemyslenie tego wszystkiego, zobaczenie, co sie odnosi do Twojej osoby, do Twojego zycia. i pomysl ze spokojem co i jak chcialabys zmienic.
ale nie "nie chce byc zazdrosna", "chce zebysmy sie znow kochali". takie male, realne cele :-) tak jak mowil Ci Martin. pokaz mezowi, ze zalezy Tobie na wyjazdach, przebywaniu i kontakcie z nim nie po to, zeby miec go na oku tylko dla radosci przebywania z nim! :-)

Jadwisia - 2008-11-24, 14:41

a co dla niego?????????? tego kłamcy?????????/

[ Dodano: 2008-11-24, 14:47 ]
Boże jakie to trudne!!!!!Jak mi jest smutno i ciężko,bardzo....................jest mi tylko o tyle lepiej,że mam was,drodzy przyjaciele,pozwólcie,że zagościcie w moje codziennej -też nieporadnej modlitwie........ :-(

..monika.. - 2008-11-24, 14:52

no niestety, problem w tym, ze dopoki on sam nie zechce sie zmieniac i nad soba pracowac to niewiele zdzialasz. on sam musi zobaczyc jak zle postepujesz. za rada naloga mozesz napisac mu list, za rada Martina mozesz mu wprost NA SPOKOJNIE [choc to trudne, wiem..] jak bardzo rania Cie klamstwa. mozesz te zamowione ksiazki, jak je przeczytasz, zostawic w widocznym miejscu [np. w lazience, gdzie mezczyzni zwykle cos czytaja ;-) ]. ale decyzja o podjeciu zmian w sobie nalezy do niego.
wszelkie wymuszone zmiany beda pozorne, udawane i nietrwale. i sprawia, ze on poczuje sie jeszcze bardziej zamkniety i ograniczony.
[eh, czyz ludzka psychika nie jest zakrecona...]
Pogody ducha Ci zycze. Walcz!!! :mrgreen:

a co do nieporadnosci modlitwy to polecam Ci ten watek . :-)
Pan Bog nie chce od Ciebie glebokich rozwazan teologicznych tylko ROZMOWY Z TOBA :-)

Jadwisia - 2008-11-24, 15:52

mami-----on doskonale wie o co go obwiniam,piszecie żeby mu nie robić wyrzutów,czyli co nie mówić że mnie OKLAMAL,że zataił,oszukał,uciekł,że nic się nie stało???????????Ludzie mnie to boli i to strasznie.Wczoraj mu kazałam przesłać meila z zaproszeniem na to spotkanie sobotnie.I wiecie co????????????????ZROBIL TAKIE OCZY JAKBY ZABA SIE STAL!!!!!!!!!!!!! Kłamca.I dzisiaj przysłał mi to i co??????????/ Super zaproszenie na imprezę andrzejkową z orkiestrą iDJ-em!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Czy wy to kapujecie???????????//ludzie!!!!!!!!!!! Jestem z bardzo normalej,wierzącej rodziny .Ani mój tato,ani małżonkowie rodzeństwa tego NIE ZROBILIBY BO TO JEST NIEUCZCIWOSC MALZENSKA!!!!!!!!!!!!!!!!To jest straszne!!!!!!!!!! Co ja mu zrobiłam??????????jestem atrakcyjna,kochającą Zoną i matką ,a ten bydlak jest z zapyziałej wsi!!!!!!!!!!!!!!!!!!Przepraszam,juz nie mam siły żyć

Jak mam go przywitać dzisiaj????????? Rzucić się na szyję,przytulić,bo nic powiedzieć mi nie wolno?????????????Jak ja mam postepować z tym draniem?????????????? :cry: :cry:

Elżbieta - 2008-11-24, 16:03

Jadwisia napisał/a:
mami-----on doskonale wie o co go obwiniam,piszecie żeby mu nie robić wyrzutów,czyli co nie mówić że mnie OKLAMAL,że zataił,oszukał,uciekł,że nic się nie stało???????????Ludzie mnie to boli i to strasznie.Wczoraj mu kazałam przesłać meila z zaproszeniem na to spotkanie sobotnie.I wiecie co????????????????ZROBIL TAKIE OCZY JAKBY ZABA SIE STAL!!!!!!!!!!!!! Kłamca.I dzisiaj przysłał mi to i co??????????/ Super zaproszenie na imprezę andrzejkową z orkiestrą iDJ-em!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Czy wy to kapujecie???????????//ludzie!!!!!!!!!!! Jestem z bardzo normalej,wierzącej rodziny .Ani mój tato,ani małżonkowie rodzeństwa tego NIE ZROBILIBY BO TO JEST NIEUCZCIWOSC MALZENSKA!!!!!!!!!!!!!!!!To jest straszne!!!!!!!!!! Co ja mu zrobiłam??????????jestem atrakcyjna,kochającą Zoną i matką ,a ten bydlak jest z zapyziałej wsi!!!!!!!!!!!!!!!!!!Przepraszam,juz nie mam siły żyć

Jak mam go przywitać dzisiaj????????? Rzucić się na szyję,przytulić,bo nic powiedzieć mi nie wolno?????????????Jak ja mam postepować z tym draniem?????????????? :cry: :cry:

Jadwisia, wyjdź do wspólnoty.
Naprawdę, to będzie bardzo dobre dla Ciebie.

To pierwszy krok.

Jesteś zapętlona w emocjach i takie emocje nie są właściwym kierunkiem.
Specjalnie nie piszę, że emocje są złym doradcą, bo one, te nasze są najlepszym doradcą, ale dla nas samych (sic!).

Jadwisia, wyjdź do ludzi - do innych grup małżeńskich. To naprawdę dobrze Ci zrobi.
Jesteś wygłodniała ludzi - na moje oko.
Dlatego wszystko skupiasz na mężu I ZAPĘTLACIE SIĘ NAWZAJEM.
Czynicie to nieświadomie, ale jednak.

Pozdrawiam.

ps.w dalszej kolejności - zobaczysz czy potrzeba Ci terapii - bo na moje oko - jesteś tylko wygłodniała innych ludzi - to normalne przy zajmowaniu się dziećmi.
I mąż jest bożkiem. A nie ma nim być !

ps.2 poza tym Jadwisia, są ludzie, którzy więcej kłamią od innych... po prostu - nie wyszli z etapu "przyłapywania przez rodziców" (małe dziecko okłamuje rodziców jak coś nabroi, bo chce się wyrwać z kary")
miałam zajęcia z Tomaszem Witkowskim autorem książki "Psychologia kłamstwa", więc zrozum, że niektórzy ludzie kłamią skoro trzeba pisać książki o tym, NIESTETY

rada dla katolików: na kłamstwo PRAWDA w najczystszej postaci - Pan Jezus
słowa Jezusa oczyszczają świat z kłamstwa, tylko trzeba chcieć mu się powierzyć


polecam..

Ola2 - 2008-11-24, 16:11

Jadwiniu, a nie mozesz z mężem iść na te andrzejki. Jak przyjdzie, to zakomunikuj mu, że jutro idziesz do fryzjera, bo chcesz się udzielać towarzysko razem z mężem. Jeśli nie zrezygnuje z wyjścia lub pójścia z Tobą, to zakomunikuj, że w następnym weekendzie Twoja kolej... i pójdź do fryzjera. A on niech poopiekuje się sam dziećmi w tym czasie.
Jadwisia - 2008-11-24, 16:24

Ola2-----------właśnie mu powiedziałam,że idziemy razem,był ZASKOCZONY ,powiedział,że on nie wie czy będzie coś,że tylko prelekcje a dzisiaj przysłał(BO KAZALAM) mi tego meila,a tam czarno na białym,Ze jest po prostu IMPREZA ,więc mówię mu,że ty znowu mnie okłamujesz,a on,że tego NIE DOCZYTAL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ON MYSLI ZE JA JESTEM CIEMNA KURA IDIOTKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

..monika.. - 2008-11-24, 17:36

Jadwisia,
wiem, ze to trudne, ale przede wszystkim uspokoj sie troszke. ochlon.
spojrz na swoje wypowiedzi - jestes jednym wielkim krzykiem.
zapewne w ten sam sposob rozmawiasz ze swoim mezem, bo tak kotluja sie w Tobie emocje. ale zrozum, jesli nie postarasz sie troszke wyciszyc i POROZMAWIAC, a nie wykrzykiwac swoje racje to nie macie szansy na jakiekolwiek porozumienie.
Twoj maz jest klamca.
nie tak latwo mu z tym skonczyc i zaczac ponosic KONSEKWENCJE swoich decyzji. dopoki on sam nie zrozumie jak zle i krzywdzace jest to, co robi, to sie nie dogadacie w tej kwestii. dopoki Ty mu nie pokazesz, ze wolisz prawde od klamstwa. ze potrafisz zniesc ta prawde.
ale czy potrafisz?

nałóg - 2008-11-24, 17:40

Jadwisia......... pisząc o mężu w stylu:
-"a ten bydlak jest z zapyziałej wsi"
-"kłamca"
-" co dla niego?????????? tego kłamcy?????????/ "
poniżasz siebie,bo to Ty wybrałas sobie męża.

A tak jeszcze ,by postawić Cie troszkę do pionu.......może warto sie zastanowić ,warto abyś to Ty sie zastanowiła:PO CO ON KŁAMIE? po co nie mówi Ci całej prwdy o wyjazdach?????

A może poprostu sie boi Ciebie??? Może nie chciał Cie ranić a nie jest typem mocnego faceta,który nie liczy sie ze zdaniem Jadwisi???? A że mu to bokiem wychodzi........ no cóz....taka jest natura kłamstwa.Wcześniej czy pózniej wydaje sie.Bo wtedy trzeba miec bardzo dobrą pamięć,aby zapamie tac to wszystko co sie mówi.....
Jadwisiu...... usiłujesz poniżyć w swoich i w moich oczach swojego męża,ojca Twoich dzieci.Czy to nie jest trochę lub nawet mocno chore co Ty wypisujesz???????
TO OJCIEC TWOICH DZIECI.One mają 50% jego genów........... to one są też w 50% "bydlątkami z zapyziałej wsi"?????

Jadwisiu..... jak Cie stac na takie epitety ,tu,na forum ,to jakie Ty mu w realu walisz po oczach???? Jaki wizerunek ojca budujesz w oczach dzieci???nawet jak sa małe to słyszą i widzą............ Co Ty wyrabiasz kobieto matko swoim dzieciom>>>??????
Po Twoich tekstach można przypuscić że poprostu dajesz facetowi tak mpopalić że wieje z domu ............aby dalej........... aby dalej od Ciebie.
Jednocześnie ma na tyle jeszcze kręgosłupa ,że Cię nie zostawił z dziećmi.
O ile tak samo ziejesz nienawiścią do niego w realu jak tu na forum............. to ja Wam obojgu współczuję.TO JEST CHORE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Piszesz tak stanowczo o swojej pierwotnej rodzinie................ wiesz co????? tak nie dawaj głowy za nich,bo nie wiesz co oni wyrabiali,co wyrabiaja i co jeszcze moga zmalować.
Czy takimi samymi tekstami walisz po oczach mężowi????? Dezawułuując jego rodzinę???jego pochodzenie???

Jak tak, to niestety, ale bardzo słabo jest z Twoimi zachowaniami.

BABO...czego chcesz????przysłał Ci zaproszenie,nie protestuje chyba że chceswz z nim jechać,...............to jedz......tylko przestań mu ciosać kołki na łbie.Bo Cię puści kantem dla innej.............wtedy juz nie będziesz miała do kogo sie przytulić....nawet jak bys bardzo chciała.

Poczytaj co pisz inne kobiety:Mami,Monika,Ola,Elzbieta,Kari,Samotna czy Elzd1....poczytaj co pisze Ci Martin.......
Jadwisia,piszesz:"ON MYSLI ZE JA JESTEM CIEMNA KURA IDIOTKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"

Ciemna to Ty nie jestes ...ale zaslepiona to bardzo.Zazdrość i zawiść ,urażone "MNIE" góruja nad zdrowym rozsądkiem.
Jadwisia..... gdyby zadrośc i Twoja złość miały przeciwwage do grawitacji to Ty byś fruwała tak z 50-60 cm nad ziemią.

Kobieto,zaimij sie tym co Ty myslisz i jak myslisz...... nie zajmuj sie tym ,nie zgaduj co mysli Twój mąż.
Bo za chwilę nie będziesz go miała.

[ Dodano: 2008-11-24, 17:45 ]
Twoje myslenie jest wykrzywione zadrościa,poczuciem skrzywdzenia ,ono wynaturzone .
Jadwisia...... popędliwość w mowie,w czynach jest przeciwstawieniem sie zdrowemu rozsądkowi.
On nie powinien kłamać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ale jak by go tak posłuchał to pewnie by można usłyszeć jak sie Ciebie boi!!!!!!!!!!!

Macius - 2008-11-24, 18:11

Jadwisia napisał/a:
a dzisiaj przysłał(BO KAZALAM) mi tego meila,a tam czarno na białym,Ze jest po prostu IMPREZA ,więc mówię mu,że ty znowu mnie okłamujesz,a on,że tego NIE DOCZYTAL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ON MYSLI ZE JA JESTEM CIEMNA KURA IDIOTKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


No przecież mógł wyciąć ten kawałek z maila, żebyś nie widziała że ma być impreza. Więc może nie chce cie wcale aż tak okłamywać?

Czy on ci tak mówi że jesteś "ciemna kura idiotka" czy to tylko ty tak siebie oceniasz albo sobie dopowiadasz? Czy on cie wyzywa, czy to ty tak jednostronnie mianujesz go tutaj 'bydlakiem'?

Jeśli twój mąż jest w miarę normalnym facetem, to mu powinno zależeć choćby na rodzinie i dzieciach. Może jakoś żyjecie tak strasznie daleko od siebie, ty zagrzebana w domu z dziećmi, a on ucieka do pracy, i nie potraficie się spotkać???

Ja z tego co piszesz to kompletnie nie rozumiem - czy tobie na nim zależy? czy raczej chcesz mu dokopać i się odegrać za faktyczne i - chyba - urojone krzywdy? bo połączyć te dwie rzeczy będzie chyba trudno.

martin - 2008-11-24, 18:19

Jadwisia napisał/a:
Ola2-----------właśnie mu powiedziałam,że idziemy razem,był ZASKOCZONY ,powiedział,że on nie wie czy będzie coś,że tylko prelekcje a dzisiaj przysłał(BO KAZALAM) mi tego meila,a tam czarno na białym,Ze jest po prostu IMPREZA ,więc mówię mu,że ty znowu mnie okłamujesz,a on,że tego NIE DOCZYTAL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ON MYSLI ZE JA JESTEM CIEMNA KURA IDIOTKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Nie, on sie biedak boi o zycie :-P
Mowiac serio, nie usprawiedliwiam klamstwa, ale:

Droga Jadwisiu
Dziewczyny przemawiaja do Ciebie z wyjatkowa cierpliwoscia, faceci troche konkretniej, ale efektow prawie nie widac.
Ja odnosze wrazenie, ze w tym watku my Ci juz wlasciwie powiedzielismy wszystko, co mozesz zrobic dobrego oraz ile ZLA wyniknie z tego, jesli nadal bedziesz sie tak zachowywac, TY WLASNIE TY, NIE ROZMAWIAMY TERAZ Z NIM, TYLKO Z TOBA!!.
Ale mam niejasna obawe, ze "Polak madry po szkodzie" i bedziesz tego faceta tak dlugo mordowac, az cos glupiego zrobi, a wtedy oj bedziesz zalowac. A potem spojrzysz na te posty i gorzko ZAPLACZESZ!!!!!!!
Czy to naprawde zawsze musi byc tak, ze czlowiek musi wlasnymi bledami i tragediami dostac w leb, zeby mu sie oczy otworzyly????
DZIEWCZYNO!! No obudz sie i popatrz co Ty teraz wyprawiasz!!!!
Ty tego meza kochasz, czy nienawidzisz?

Powiem jeszcze raz - zrozum, my tutaj doswiadczylismy wiele zla. O wiele gorszego niz klamstwa, ze sie idzie na impreze, ktore owszem do zla moze prowadzic, ale jak patrze na Twoj ton wypowiedzi to po raz kolejny: SAMA GO KURDE PCHASZ DO TYCH INNYCH BAB!!!!!!
Jeszcze bardziej to podkreslic?
Pisalo to juz pare osob wyzej - nie usprawiedliwiamy zla, ktore on czyni, ale musicie dojsc na drodze POKOJOWEJ do porozumienia.
Tak patrzac na Twoj stan to jeszcze 2 rzeczy:
1) napisz list takich epitetow, zlosci, tego co wyrzucasz. (bez meza w domu i jesli Ci wpadnie do glowy, zeby mu go wreczyc, to juz Ci nikt nie pomoze). A potem spojrz na to co wypisalas i przypomnij sobie jakas mila chwile z mezem. I sie zastanow, czy ten 1, 2 ... epitet jest az tak bardzo wlasciwy dla czlowieka, ktorego mowisz, ze kochasz?? A moze wypiszesz po 2 stronie kartki jego zalete, a moze wtedy zobaczysz, ze emocje Toba rzadza. A potem podrzyj to i spal!!! NIE zachowuj
2) Polece tu ksiazke, ktora tez mowi co nieco o komunikacji miedzy plciami tzn. John Gray "Mezczyzni sa z Marsa, Kobiety z Wenus". Nie ma tam mowy o wartosciach katolickich, ale pare naprawde zabawnych roznic, ktore dzieki temu, ze ksiazke sie latwo czyta pozwalaja troche inaczje spojrzec na ta "druga strone". I mozesz np. wg wskazowek tam zawartych napisac mezowi list MILOSNY. Powtarzam, NIE - WYRZUTOW, ALE WLASNIE MILOSNY. Oczywiscie mowiac SPOKOJNIE o swoich odczuciach, nawet zlych, ale tez dobrych, tam jest opis jak to zrobic, bez zadnych wyzwisk na rodziny, klamcow i kogo tam jeszcze slina na jezyk a pioro na papier przyniesie!!

Spojrz tez na madre zdanie od Monisi:
"ze wolisz prawde od klamstwa. ze potrafisz zniesc ta prawde.
ale czy potrafisz?"
Zapytaj sama siebie, czy jesli maz Ci powie cala prawde, ze np. klamal 10 razy, byl nieszczesliwy, zamkniety, ograniczasz go, krzyczysz itp. i ze JEMU jest zle z tym. Czy to zaakceptujesz, czy przekrzyczysz, jak to Tobie jest zle?? To naprawde wazne!!


A jak skonczysz czytac ten post, to przejdz na strone 1 Twojego watku i jeszcze raz powoli przeczytaj WSZYSTKIE nasze odpowiedzi. Jak to zrobisz pare razy, to naprawde pomoze :-) .

Jadwisia - 2008-11-24, 18:38

nałóg
martin---------pierwszy raz dzięki wam uśmiechnęłam się :-> tak trochę krzywo,a jednak.....Wy naprawdę mi pomagacie,jest to trudne ale MACIE RACJE.Widzę wiele swoich błędów.Wiem,że mąż nie jest ideałem(nikt nie jest) ale naprawdę wiele zachowań moich było.......niepotrzebnych.Ale dlatego zdaję sobie sprawę z przemiany jaka musi u mnie nastąpić.Zdaję sprawę z wad,z którymi muszę walczyć.Chcę rozpocząć spotkania z psychologiem.Jeśli coś wiecie o kimś takim w Warszawie kolejny raz będę wam wdzięczna.Na pewno sa jakieś poradnie,chciałabym trafić do kogos dobrego,doświadczonego.

Rzeczywiście kobitki piszą łagodniej ale jak cudownie,pomimo wielu swoich trudów i przejść.Nie wiem dlaczego ale teraz takie ostre słowa nałoga i martina wstrząsnęły mną,jak bardzo były dla mnie konieczne.Moje zachowanie na forum było okropne,byłam jednym krzykiem to fakt,wstydzę się tego :oops: przepraszam.....ale byłam szczerze chamska i wredna i dostałam to co mi było potrzebne.Dziękuję.Zaczynam walkę ze sobą i modlitwę.Gdyby był większy krzyż? jak ja wtedy przyjęłabym go? :-|

[ Dodano: 2008-11-24, 18:44 ]
martin----masz rację,czy ja umiałabym przyjąć prawdę?Jak sobie pomyślę.....to byłoby ciężko......i nie pamiętam.......ale byc możliwe była kiedyś taka sytuacja.....i chyba nie podobało mi się co powiedział...........tak.......on może kłamać bo sie boi mojej reakcji.......bo chce ode mnie uciec,nie wiem......ale zaczynam czuć,mysleć,że tak może byc.........nawet gdyby mnie coś zabolało nie mogę tego dać po sobie poznać.Ale ja jeszcze tego nie umiem.

samotna - 2008-11-24, 18:48

no nareszcie, moze wreszcie cos do tej naszej Jadwisi dotarło!!!
Jeszcze raz Ci napisze to co napisałam wyzej - ciesz sie, ze w całokształcie trafiłaś tutaj,
ze Panowie mocno Toba wstrzasneli i załuje bardzo, ze nie znalazłam sie tutaj choćby pół roku wczesniej, moze nie doszłoby do tego do czego doszło....

Jadwisia - 2008-11-24, 18:54

samotna------płaczę......ale ze szczęścia......coś we mnie pękło......może to emocje,chwilowe,nie wiem.....ale czuję sie tak cudownie pierwszy raz od kilku dni.
samotna------jak wy mi pomogliście(ja nie mówię,że już jest super)ale nikt mi tak nie powiedział tylu i ciepłych słów i tylu prawdziwych przede wszystkim.
we szystkich waszych sprawacg będę prosila w modlitwie ,bo wiele dobra zdziałaliście dla takiej jednej..........

[ Dodano: 2008-11-24, 18:59 ]
martin, Dziekuję,czy mógłbyś mi w punktach napisać przyjacielu jak ja mam (chodzi mi o podstawowe) rozmawiać i zachowywać się w stosunku do męża?

samotna - 2008-11-24, 19:22

[quote="Jadwisia"]samotna------płaczę......ale ze szczęścia......coś we mnie pękło......może to emocje,chwilowe,nie wiem.....ale czuję sie tak cudownie pierwszy raz od kilku dni.

no widzisz, płacz ze szczęscia kochana i wiedz, ze Ci tu wszyscy dobrze radza, na pomoc zawsze mozesz liczyć, tu wszyscy sie wzajemnie wspierają, ciągna za uszy i podnoszą, kiedy upada się na kolana...
Pamietaj małżeństwo i rodzina to wartość bezcenna. Ciesze sie, ze jestes gotowa na prace, ze emocje troszke opadły i postaraj się nim będzie za późno.

martin - 2008-11-24, 19:55

:-)

Ciesze sie, ze pomoglem.
Co do zasad, to na pewno warto zasiegnac opinii z wymienianych lektur (ta Johna Graya ktora wymieniliem mowi tez o roznicach w komunikacji) oraz od psychologa katolickiego.

Natomiast co moge od siebie powiedziec to
PONAD WSZYSTKO - WSPOLNA CODZIENNA MODLITWA najlepiej na glos - proscie Pana, rozmawiajcie z Nim razem, WSPOLNE CHODZENIE NA MSZE ŚW. I CZĘSTA, SZCZERA SPOWIEDŹ, a z takich codziennych, swieckich rzeczy:
1) byc szczera w wyrazaniu uczuc, ale pokojowo. I tutaj wazne - mowic otwarcie (zadnych aluzji), ze nie podoba mi sie to i to, ale za to bardzo Cie cenie za tamto i tamto. W ten sposob robisz 2 rzeczy:
- nie pozwalasz Twojemu facetowi sie domyslac (czyli nie domyslic sie ;-) )
- mimo krytyki akcentujesz jego dobre strony, wtedy latwiej mu to zaakceptowac, ze cos jest zle
2) nie oskarzac, nawet jesli robi zle, po prostu otwarcie okazac, ze Cie to smuci i prosisz, czy moglby cos robic inaczej/nie robic itp.
3) jesli Ci zle, to mowic mu o tym, ale nie na zasadzie, ze On winny, tylko co Wy razem mozecie z tym zrobic.
4) i zapytac go, co on czuje w zwiazku z tym
5) prosic o prawde, ale umiec na nia reagowac pozytywnie - On tez moze sie zle czuc z niektorymi aspektami Twojego zachowania. To klamstwo moze byc jego zlym i chorym odruchem obronnym - musi czuc sie bezpiecznie, ze nawet jak Ci powie cos zlego/przykrego to i tak go wysluchasz, zrozumiesz. Tylko na tym zyskasz, a jak sama napisalas, nie umialas tak reagowac - to praca dla Ciebie :)
6) tulic sie :-) - mezczyzna lubi czuc sie rycerzem swojej Damy
7) rozwijac sie - jakies zainteresowania itp. i opowiadac o nich - zaciekawiac soba
8) proponowac jakies male wariactwa odrywajace Was od codziennosci - np. dzieci do dziadkow a Wy tylko we dwoje weekend nad morzem. Kolacja przy swiecach. Inne rzeczy...
9) piszcie do siebie listy milosne :)
10) mozecie od czasu do czasu razem poczytac niektore poradniki, albo np. jedno przeczyta, zakresli to co wg niego wazne, potem drugie tez innym kolorem, a potem siadacie i rozmawiacie o tym. To sie mozecie zdziwic p.t. "naprawde to dla Ciebie takie wazne?" i tylko zyski z tego wyciagnac - ze zrozumienia drugiej strony.
11) i co dla Ciebie szczegolnie wazne: spokoj, spokoj, spokoj. Jesli przychodza zle emocje, to nie od razu na niego, tylko zajac sie czyms, wyciszyc, zastanowic i potem wytlumaczyc spokojnie czemu Ci bylo z czyms zle

No to ... do roboty :-)
Trzymaj sie cieplo

mami - 2008-11-24, 20:20

Jadwisiu poczytaj jak sie kłócic by uzyskac to o co nam chodzi...

Uczciwa kłótnia małżeńska

Kłótnie w małżeństwie są czymś normalnym i nieuniknionym. Pojawiają się, bo jesteśmy różni. Są okazją, by się lepiej poznać. Jak się kłócić?

W jakimś momencie dostrzegasz, że coś się zmieniło. Znane ci zachowanie budzi w tobie niepokój lub złość. Może to być określony sposób poruszania się lub ton głosu. Wyczuwasz pewne rozdrażnienie lub niecierpliwość. Jednym słowem „coś wisi w powietrzu”.

zwracając się do siebie, używaj oficjalnej formy imienia.i w odpowiednim tonie

Wyrzucenie z siebie nagromadzonych negatywnych emocji powoduje pewną ulgę i uspokojenie. Kiedy krzyczymy na siebie, to chcemy powiedzieć sobie coś ważnego. Ginie to jednak gdzieś w potoku złośliwości. Z pewnością nie pamiętasz wszystkiego co mówił partner, za bardzo jesteś skupiona na swoich uczuciach. A to, co usłyszałaś, było dla ciebie nie do przyjęcia ze względu na formę. Kiedy już się uspokoiłaś, myślisz, że może warto byłoby do tego wrócić, pogadać o tym. Może nawet pojawia się w tobie ciekawość, co chciał ci powiedzieć? Może ty sama zdecydowałabyś się powiedzieć, że chcesz. więcej czułości, opieki, uznania i podziwu.

Gdy jesteście już bardziej spokojni, możecie wymienić rzeczowe argumenty. To prowadzi, używając języka negocjacji, do oddzielenia ludzi od problemu oraz uzgodnienia stanowisk. Rozpoczyna się rozmowa. Rozmowa nie o małżonku, nie o tym jaki on jest w ogóle, ale o problemie, czyli o jego zachowaniu i reakcji drugiej osoby.

Pojawiające się w małżeństwie kłótnie są czymś normalnym. Są one nieuniknione, naturalne, a nawet konieczne dla rozwoju związku. Mogą być okazją do lepszego poznawania się. Konflikty małżeńskie powstają, ponieważ między małżonkami nieuchronnie pojawiają się rozbieżności. Dotyczą one różnic w sposobie i czasie zaspokajania potrzeb, różnic w realizacji celów i dążeń oraz odmienności oczekiwań związanych z różnymi sytuacjami, osobami, zachowaniami. Jak najlepiej spierać się czy kłócić? Czy najlepiej oznacza, żeby „wyszło na moje”, czy żeby się nie ranić? Uważam, że kłócąc się, należy balansować pomiędzy uporem a ustępstwem.
Kłótnia to proces. Można w niej wyróżnić pięć faz: pierwsza to zwiastuny (przeczucie, obawa). Druga oznacza narastanie („Jaki jestem pokrzywdzony”, „Zaczyna mnie to wkurzać”). Potem następuje wybuch – gdy chcemy zadać współmałżonkowi ból, żeby poczuł to, co ja czuję. Pragnę poniżyć go, ośmieszyć i wykazać, że jest głupim, bezdusznym egoistą. Po wybuchu przychodzi czas na rozmowę – gdy powtarzamy ważne komunikaty. Często w fazie wybuchu mówimy sobie ważne rzeczy. Giną one gdzieś wśród silnych emocji, wzajemnych pretensji. Mówimy, o co tak naprawdę nam chodzi. Na koniec dochodzi do pogodzenia się – znowu jsteśmy razem, jeszcze bliżej.

Trzeba przejść przez wszystkie fazy. Najważniejsze, by nie przerwać kontaktu. Najbardziej destrukcyjne jest przerwanie kłótni w fazie trzeciej. Przejawia się to w słynnych „cichych dniach”, manifestowaniu obrazy, wyjściu z domu, a po powrocie udawaniu, że nic się nie stało. Przerwanie kłótni w tej fazie nie pozwala osiągnąć korzyści z konfliktu. A korzyści są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, rozmowa o problemie może zakończyć się rozwiązaniem go i osiągnięciem porozumienia. Po drugie, pojawia się ulga, radość, wzajemna czułość i bliskość oraz poczucie, że jesteśmy ważni dla współmałżonka.

Jak przejść w kłótni od wybuchu do rozmowy? Zasada pierwsza: „Nie zrywaj kontaktu ze współmałżonkiem. Jeśli to zrobiłeś, do ciebie należy powrót, a nie do niego chodzenie za tobą”. Zasada druga: „Gdy tylko zorientujesz się, że agresja twojego partnera rodzi większą agresję w tobie, a z kolei twoja agresja powoduje jeszcze większą agresję partnera i że to narasta, jak najszybciej, nie oglądając się na nikogo, rób wszystko, aby przerwać tę spiralę wzajemnej agresji.
Oto początek pewnej kłótni. Jola, żona Sławka, wróciwszy po pracy do domu z siatami zakupów, zastaje go siedzącego wygodnie w fotelu, pijącego kawę i oglądającego telewizję. Na jej pełne wyrzutu spojrzenie i powitanie: „O ty już w domu? Podobno miałeś być taki zajęty, że nie mogłeś zrobić ze mną tych cholernych zakupów!”, on pochłonięty oglądaniem programu odpowiada: „Witaj kochanie!”. Jola czuje się zlekceważona i oszukana. Od słowa do słowa zaczyna się awantura pt: „To ja tyle robię, a ty sobie...”. Sławek czuje, że żona niesprawiedliwie ma do niego pretensje o to, że w ogóle nie włącza się w prace domowe. Słyszy, że ją zawsze lekceważy, że jest wygodnicki, leń, a do tego brak mu kultury. Tego jest już dla Sławka za dużo. Zrywa się z fotela, ciskając pilotem o podłogę, wrzeszczy: „Jesteś nienormalna! Nigdy nie słuchasz, co do ciebie mówię! Zawsze jak wracasz do domu z tej swojej pracy, to masz do wszystkich pretensje!” Na to Jola... i tak dalej.

Czy można inaczej? Po pierwsze: przetrwaj „falę uderzeniową”. Zrób wszystko, aby wysłuchać do końca pretensji partnera. Nie atakuj go ani nie ignoruj. Daj mu prawo do jego pretensji, złości, emocji. Nie uciekaj. Spotkaj się z nimi i wytrwaj. Możesz pomagać sobie wtedy w różny sposób. Głęboko oddychaj. Szukaj oparcia w sobie, wierząc, jeśli to prawda, „że dasz sobie radę, jak to bywało”, „że to minie”. Przyjmij taką pozycję, w której czujesz się najpewniej, np. usiąć wygodnie na krześle i oprzyj się mocno plecami o oparcie albo wstań i chwyć się rękami pod boki. Sławek powinien wcześniej przerwać oglądanie TV, nie ignorować złości Joli. Mógł też bardziej czytelnie skonfrontować się z pretensjami i uczuciami Joli.

Po drugie: opisuj zachowania, a nie oceniaj człowieka. powoduje to że czujemy niesprawiedliwie oceniani, zranioni, i reagujemy albo wycofaniem się z poczuciem krzywdy, albo atakiem z chęcią odwetu.
.
Po trzecie, wyrażaj uczucia smutku, zranienia i przykrości, nie zamieniaj ich na inne. Nie bój się mówić o wszystkich swoich uczuciach. Może to być trudne. Zrób to, kiedy poczujesz się na tyle bezpieczna i silna, aby nie zostać niepotrzebnie zraniona. Sławek poczuł się zraniony przez Jolę, zrobiło mu się przykro, kiedy zarzuciła mu, że jest egoistą i ją lekceważy. Zamiast przyznać się do tego, zareagował agresją. Chciał też zrobić jej przykrość, aby poczuła, co to znaczy, kiedy boli. Zaatakował ją, oceniając zamiast powiedzieć otwarcie: „Zrobiło mi się przykro kiedy powiedziałaś, że cię lekceważę i jestem wygodnicki. Wiesz, jak ważne jest dla mnie to, aby między nami nie było nieporozumień. Staram się nad tym pracować i ty to doceniałaś, mówiłaś, że jest O.K. A teraz nagle mówisz zupełnie coś innego. Poczułem się zagubiony i zraniony przez ciebie”.
Namawiam do mówienia o uczuciach przykrości lub zranienia, zamiast zastępowania ich np. złością. Zdarza się też, że nie mamy odwagi ujawniać swojej złości i zamieniamy ją na inne uczucia np. skrzywdzenia. Spróbuj uzmysłowić sobie, z wyrażaniem jakiego uczucia masz problem i na jakie je zamieniasz?

Jadwisia - 2008-11-24, 20:41

Dla mnie wyrażanie uczuc nie jest problemem.jestem przytulaczem(teraz nie wiem czy nie za duzo byłam bo panowie mnie skrytykowali,że mój mąż jest nieczuły bo ja za bardzo go ogarniam tymi emocjami),potrafię powiedzieć,wykłócić się i wykrzyczeć co mnie boli i cieszyć się z drobnostki jak dziecko.Mó mąż-nie.Jest zamknięty,dużo nie mówi i częściej mnie prosi żebym lgnęła do niego,rzadko wykazuje inicjatywę.Gdy mu to kiedyś powiedziałam,stwierdził,żebym się nie krępowała i robiła to czego chcę.A ja czasami chciałabym żeby to on.W ogóle jest mi jeszcze ciężko nawet pisać o nim.

[ Dodano: 2008-11-24, 20:55 ]
martin-----wytłumacz mi jeszcze dlaczego uważasz,że ja pcham męża do innych bab-ja tego nie rozumiem(ja wielu rzeczy nie rozumiem).

[ Dodano: 2008-11-24, 20:56 ]
.............i jak uwolniłes się od zazdrości?

[ Dodano: 2008-11-24, 21:09 ]
samotna------jeszcze raz przeczytałam twój pierwszy post Jak bardzo chciałabym ci pomóc!!!!! Nie wiem jak,tylko modlitwą.Dziękuję ci za takie wynurzenia,dobre rady,ból i cierpienie.Mają one dla mnie nieocenioną wartość.Zaczęłam być przy tobie,chociaz tyle.Rzeczywiście zazdrość ( w moim przypadku wściekła) jest na pewno chorobą.Okropną chorobą.Chciałabym być wolna od tego,spokojniejsza i racjonalniej myśląca ale wnętrze jeszcze mi się gotuje,chociaż wiem,że muszę walczyć ale nie sama bo jest mi ciężko i trudno.

[ Dodano: 2008-11-24, 21:16 ]
Chciałabym wszędzie wyjeżdżać z mężem z jego pracy nie wiem czy to się da.Ale jeśli nie (na samą mysl ogarnia mnie SZAL!!!) chciałabym uwolnić się od myslenia co on robi,wyobrażania sobie co robi,jak robi,zerkania na zegar i myślenia co może robic,dlaczego nie dzwoni i czy nie okłamał znowu.Ale jak to zrobić???????????

samotna - 2008-11-24, 21:50

Jadwisiu, dzieki za to, ze jestes przy mnie. Nie ukrywam, ze wsparcie modlitwa jest dla mnie bardzo ważne. Widzę po zakupach męża, ze przygotowuje się na podróże po świecie, dlatego tym bardziej zdaje sobie sprawe, ze nie bedzie chciał wrócić do zony na łono rodziny. Ciągnie go zwiedzanie, poznawanie swiata, nowi ludzie i nowe znajomości. Bardzo zmieniły go pieniadze i to, ze przez lata ciężko na to pracował. Teraz doszedł do wniosku, ze nastał czas konsumpcji w pełnym tego słowa znaczeniu. Przewartosciował sobie wszystko, zrobił wewnetrzny rachunek zysków i strat i podjął taką a nie inną decyzję.
Prawdopodobnie istnieje ktoś trzeci....
Takie normalne życie go nie interesuje. Jest mi z tym bardzo ciężko, ale nie mam na to wpływu, dlatego jeszcze raz prosze zastosuj sie do cennych rad, które szczegółowo podaja ci na tacy forumowicze. Ja muszę niestety pogodzic sie z porazką i przyjąć taki stan rzeczy.
Nic już wiecej zrobić nie moge, choć wiele we mnie chęci do ratowania małżeństwa.
Nie wim co planuje Bóg, ale wszelkie znaki na ziemi wskazuja na to, ze razem już nie będziemy, pozostaja chyba tylko jeszce miedzy nami formalne załatwienie sprawy...

[ Dodano: 2008-11-24, 22:05 ]
prosze przy okazji Jadwisi postów o rade forumowiczów, co robic kiedy trace wiare w to, ze mojego małżeństwo można jeszce uratowac, wiem, że dla Boga nie ma nic nie możliwego..., ale jakos czuje, że to koniec....

martin - 2008-11-25, 00:34

Jadwisia napisał/a:
Gdy mu to kiedyś powiedziałam,stwierdził,żebym się nie krępowała i robiła to czego chcę.A ja czasami chciałabym żeby to on.W ogóle jest mi jeszcze ciężko nawet pisać o nim.

[ Dodano: 2008-11-24, 20:55 ]
martin-----wytłumacz mi jeszcze dlaczego uważasz,że ja pcham męża do innych bab-ja tego nie rozumiem(ja wielu rzeczy nie rozumiem).

[ Dodano: 2008-11-24, 20:56 ]
.............i jak uwolniłes się od zazdrości?


[ Dodano: 2008-11-24, 21:16 ]
Ale jeśli nie (na samą mysl ogarnia mnie SZAL!!!) chciałabym uwolnić się od myslenia co on robi,wyobrażania sobie co robi,jak robi,zerkania na zegar i myślenia co może robic,dlaczego nie dzwoni i czy nie okłamał znowu.Ale jak to zrobić???????????


Witaj
Odpowiadajac na kolejne fragmenty Twojego posta:

Niektorzy faceci maja problem z okazywaniem uczuc. Ja niby okazywalem, ale czasem tez robilem glupie bledy. To jest kwestia, ktora On musi przepracowac, z Toba, albo indywidualnie z psychologiem. Nie miej mu tego za zle, poki co, tul sie.

Pchasz w rece innych, poniewaz pretensjonalnym podejsciem sprawiasz, ze zle sie czuje, gdy sie Tobie przyznaje do niemilych rzeczy, poza tym np. kolezanki w pracy (przykladowo) go powazaja, szanuja, a jego zona mu robi wyrzuty -> wiec moze sobie dokladac, ze jest wazniejszy dla kolezanek niz dla Ciebie i tak to sie nakreca ...

Nie uwolnilem sie :cry: A raczej - za pozno uznalem argumenty mojej M. I zrozumialem, dlaczego tak dla Niej wazne, zebym nie wydzwanial, nie pytal, nie kontrolowal. Ale to juz bylo za pozno :(. Bo bylo oddalenie i potem jeszcze do zdrady doszlo :((((. Wiec nie popelniaj mojego bledu.

Z tego co napisalas pod koniec - no wlasnie MUSISZ uwolnic sie od myslenia co on tam robi, czemu nie dzwoni itp. Tez czasem tak miewalem. Nauczylem sie, ze tak nie mozna na kilka tygodni przed zerwaniem. I co z tego? Ona juz mnie nie chciala wtedy sluchac. Twoj maz jeszcze slucha, wiec pracujcie razem nad Wami.

Powodzenia

Jadwisia - 2008-11-25, 10:09

Wiotajcie wszyscy,ściskam was mocno i pozdrawiam,łączę się w bólu,którzy cierpią i płaczą i mają wiele do zdziałania lub do wtrwania.Wszystko to jest takie trudne,że mnie przeraża.Nastawiam się na inne myślenie ale przecież jestem cały czas tą samą osobą.

martin jak pisałes o zazdrości....,czy ty wiesz,że ja chciałabym żeby mąż chociaż troszkę był o mnie zazdrosny? w tym takim dobrym znaczeniu,żeby się zainteresował,zatroszczył,powiedział,że mu sie coś nie podoba,ze ide ,jadę........itp.........Ale no własnie juz wiem co powiecie,że ja NIGDZIE nie chodzę i nie jadę i jak powiedziały tutaj dzioewczyny,nie jestem dla niego tajemnicza.

Ale powiem wam cos,nie wiem czy to był dobry pomysł(mam chę postawienia go w sytuacji jakiej on mnie postawił),że mam możliwość wyjścia na dyskotekę a kilkoma osobami(naprawdę nie wymyśliłam specjalnie),a on na to,cytuję .." to pójdziemy razem" powiedziałam,że myślałam o pójściu ze znajomymi i wyłączeniu telefonu(może to było śmieszne-zemsta),on "jeśli to ma byc terapia i coś to ma pomóc to idż ale.....ja i tak nie wierzę,że ty gdzies pójdziesz beze mnie i co? dobrze czułabyś się?."Zaczęłam sie trochę śmiać.I CO WY NA TO BO NIE UMIEM WYCIAGNAC WNIOSKOW!!!!!!!!!!!!!!

..monika.. - 2008-11-25, 10:18

Jadwisiu, ale musisz sie zastanowic o co Ci teraz chodzi :-) czy o to, zeby pokazac mezowi, ze jak on moze to Ty tez, a co! czy o to, zeby pokazac mu, ze wyjscie na impreze RAZEM i zabawa RAZEM jest lepsza i fajniejsza dla Was obojga niz ta osobno?
Jadwisia - 2008-11-25, 10:23

monika......masz rację,oczywiście ,że chcę pokazać,że ta zabawa razem jest fajniejsza itd.Tylko zauważ,że on już nie wierzy,że ja gdziekolwiek pójdę sama,a i też nie wierzę,że on już zawsze będzie razem.Niby powiedziałam mu,że będę dojeżdżać na tańce ale nie wiem (tak między nami czy to się uda) i czy mnie ZNOWU NIE OKLAMIE...............

[ Dodano: 2008-11-25, 10:26 ]
wczoraj go zapytałam,jak uważa czy te jego wyjazdy z baletami służą naszemu małżeństwu i rodzinie ,bo póżniej nasze sprawy odbijają się na dzieciach!!! Stwierdził,że nie służą.......ale mój mąż mówi czsami dobre rzeczy i przytakuje mi.....ale.....ROBI PO SWOJEMU.........i to jest straszne...........

..monika.. - 2008-11-25, 11:34

ciezka sprawa..
moze jakis Pan Ci poradzi, co oni o tym mysla... ja z babskiej strony dazylabym do tego, zebyscie chodzili RAZEM. bo zawsze jest ryzyko, ze Twoj maz pomysli sobie, ze skoro Ty mozesz to on tez i tylko wpadniecie w taka petle wzajemnego ranienia zamiast wyjsc do siebie.
ja sama padlam ofiara takich petli, bo moj Mezczyzna bedac o mnie chorobliwie zazdrosnym nie mial jednak klopotow z tym, zeby samemu, beze mnie gdzies isc. i tak z moimi znajomymi spotykalismy sie razem [i to tak, ze nawet na chwile nie moglismy usiasc osobno], a z Jego osobno [tzn tylko On]. i zamiast mnie to zaintrygowac, zaciekawic czy cos w tym stylu [choc nie sadze, zeby On robil to z takim zamiarem], ja po prostu mialam rosnace poczucie duszenia sie i bycia ograniczana przy jednoczesnej wielkiej wolnosci Jego. a ja z radoscia spedzalabym czas z Nim :-( ale mialam poczucie niesprawiedliwosci, ze ode mnie wymaga czegos czego sam nie robi. ze dlaczego wszystkie Jego spotkania to albo piwo w meskim gronie, albo pogaduchy z przyjaciolka?
i takie poczucie tej niesprawiedliwosci, ze On mnie ogranicza i zamyka, a sam sobie ma wielka wolnosc bylo jednym ze skladnikow Naszego kryzysu :-( ktory [przy totalnym braku komunikacji, po wielu jeszcze przejsciach i mojej zdradzie :oops: :cry: ] ostatecznie doprowadzil do rozstania :cry: :cry: :cry:

stad moja mysl o tym, ze jesli chcesz wymagac teraz od swego meza, abyscie chodzili razem na jego imprezy to TEZ SZANUJ PRAWA, KTORE SAMA USTALASZ :-)

lena - 2008-11-25, 11:41

monika......masz rację,oczywiście ,że chcę pokazać,że ta zabawa razem jest fajniejsza itd.
Jadwisiu....to pokaz w końcu ,że ta zabawa z żoną jest fajniejsza.!!!
Udowodnij, zachęć!!!

Masz świetna okazje i co robisz?.... marnujesz ją...szukasz czego by tu sie jeszcze przyczepić...... no i znalazłas...Tylko zauważ,że on już nie wierzy,że ja gdziekolwiek pójdę sama,a i też nie wierzę,że on już zawsze będzie razem.
Pojawia się swiatełko(wizja wspólnej zabawy) a Ty je na starcie gasisz.
Czego chcesz?

Jadwisia - 2008-11-25, 11:50

monika

mówisz bardzo logicznie..........tak sobie myslę ........czy po jego zdziwieniu wczorajszym,ze ja chce gdzies iść (a nie chodzę nigdzie,b,rzadko do MOICH znajomych z NIM)........nie ma podobnej sytuacji jak u ciebie.To moje siedzenie kilkuletnie w domu tak mu weszło w krew,że dla niego(niby puszcza....ale.....wyżej post)moje wyjście z kims ale BEZ NIEGO jest chyba TRUDNE,a conajmniej dziwne i może tez nie do przyjęcia(dyskoteka).

Powiedziałam,ze będę dojeżdżać na wyjazdy do niego ,na imprezy.....ale czy to się uda....niby to z pracy,ale myslę sobie,że nie mogą mi zabronić wejść do lokalu,gdzie się BAWI (a nie konferuje) MOJ MAZ.Zresztą to wszystko zalezy,czy on mnie nie okłamie,nie oszuka, nie przedstawi w innym świetle.

Wczoraj gdy na meilu przeczytałam i powiedziałam mu: zobacz tu jest jak byk napisane,że po części oficjalnej zapraszamy do wspólnej zabawy,a on mi na to ,że on myslał,że to będziePRZECIAGANIE LINY LUB RZUCANIE WORECZKAMI!!!!!!!!!!!!!!!ROBI ZE MNIE KRETYNKE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[ Dodano: 2008-11-25, 11:53 ]
martin, spójrz na moje posty!!!

[ Dodano: 2008-11-25, 11:56 ]
nałóg
samotna
mami
cała reszta
ODEZWIJCIE SIE !!!!

[ Dodano: 2008-11-25, 12:05 ]
lena-------parę razy ,może kilkanaście bawiliśmy się razem i było super,tzn.mój mąz słabo tańczy,tylko się bardzo rwie ale nie o to chodzi.Więc jesli wyjeżdżał na wyjazd INTEGRACYJNY,okłamał mnie,ze to naukowy,a przecież mógł powiedzieć i dojechałabym do niego i bawilibyśmy się razem.On chyba chce byc z ludżmi z pracy beze mnie ale wstydu mu nie zrobię tylko,że nie o to chodzi,cwaniaczek jeden.Chyba chce być swobodny,sam ale ja też CHCE (nie wspomnę o wściekłej zazdrości i niepokoju chorobliwym ale to pomijam bo muszę iść do psychologa).

lena - 2008-11-25, 12:24

Tak Jadwisiu...zazdrość, niepokój, masa negatywnych emocji + poczucie niesprawiedliwości
To kilkuletnie siedzenie w domu nie tylko Jemu,ale i Tobie weszło w krew.
Czas na zmiany, są propozycje..... wspólne wyjście, ew. wyjście ze znajomymi..... jest wybór, przy czym jedno nie wyklucza drugiego.

nałóg - 2008-11-25, 13:04

Jadwisia........... napisałem dużo ....ale mi wcieło..............

Pisałem o komunikacji ,o potwierdzaniu uczuć........... Polecam Ci książki z seri "Jak mówić aby dzieci słuchały" ,"jak mówić by dzieci do nas mówiły" "Wyzwolone dzieci wyzwoleni rodzice" Faber i Mazlis wydawnictwa chyba Media Rodzina.
Bo oprócz zazdrości to Wy macie problem ze słuchaniem siebie,z mówieniem.Wy nie rozmawiacie ze sobą,wy nie słuchacie siebie,wy tylko mówicie do siebie.Pewnei często nawet nie mówicie a krzyczycie na siebie.
Jadwisiu.......... komunikacja małzeńska to te zumiejętność słuchania ze zrozumieniem tego co mói mąż,teściowa(nawet jak jest ze wsi) mamusia czy tatuś.
Wiesz.............. człowiek ma to do siebie że więcej mówi jak słucha.A zobacz ile masz uszu?????? dwa............... a ust????Jedne.............. a czy u Ciebie nie jest tak, że Ty dwa razy wiecej mówisz jak słuchasz????? Mimo że Pan Bóg wyposażył Jadwisię w 2 uszu a tylko w jedne usta.................

Komunikacja międzuludzka polega na tym że słucha sie tego co ma do powiedzenia ktoś,a nastęnie sie mówi.Komunikacja na dobrym poziomie służy do okreslania uczuć ,a nie emocji.Opisanie uczucia ,potwierdzenie uczucia jest balsamem na zlą komunikację.

Mąż wraca do domu.......... Ty zmęczona zaczynasz mu narzekać jaka to ty zmęczona........ maż zaczyna sie pytać w stylu: a czym sie tak zmęczyłąś??? siedzeniem w domu????? \
I jak sie czujesz>>??????? paskudnie ...prawda????
A to samo zdarzenie tylko maż wchodząc do domu widzi Twoja zmeczoną,rozeżloną twarz i mówi: oooooo widze że jesteś zła i zmęczona???? cięzki dzień widze miałaś kochanie..........
I jak sie czujesz??????


A jakbys to Ty widząc wchodzącego męża do domu ,widząc że jest zmęczony powiedziała: widze kochanie że miałaś cieżki dzień,zmęczony jesteś...............
To jet oisanie uczucia partnera.
Zagraj tak ascenkę w wyopbrazni albo z kimś......zagraj to z dziećmi......................
Pogody Ducha

martin - 2008-11-25, 13:08

Jadwisia - no to lec z Nim na ta impreze i bawcie sie wspaniale. Na tym mozecie tylko oboje zyskac. Jak bedzie widzial, ze z Toba tak super, to bedzie chcial powtorzyc.
Oczywiscie jesli bedzie miec jakies imprezy bez Ciebie to niby mozesz wyjsc sama, tez mu dac troche powodow do zazdrosci
ALE
tak jak Monia napisala a na co nie wpadlem wczesniej, ze takie wyjscia w pojedynke moga byc powodem ukrytych zali prowadzacych do zla i napedzania sie pretensji i osobnych wyjsc. Wiec przychylam sie do Jej opinii - razem na imprezy.
Powodzenia

mami - 2008-11-25, 13:32

Jadwisiu czas na zmiany i stac sie Jadwigą dorosłą, dojrzałą, nie zmarnuj czasu ostatniego dzwonka jak i rad jakie dostajesz
chorobliwa zazdrośc zawsze ma podłoże w lękach i niskiej samoocenie własnej osoby
pewnie kilkuletnie siedzenia w domu sprawiło, że zatraciła sie Jadwiga a stała sie z niej mała Jadwisia, którą bez przerwy trzeba trzymac za ręke, która bez męża nie potrafi juz nic nawet wyjsc gdziekolwiek, stałas sie bezwolnym robotem zależnym od męza i domu
masz tylko jeden program dom mąż dzieci
czas na przeprogramowanie....
ponieważ twój mąż powoli ma dosyc Jadwisi a pragnie zony Jadwigi, dorosłej czułej kobiety na której może sie wspierac, czuc ze może na niej polegac, od której nie musi uciekac, i ciągle sie tłumaczyc ze wszystkiego co i tak niczego nie załatwia bo na jedno wyjaśnienia mąża Jadwisia ma 10 innych zarzutów i odpowiedzi i nowych urojonych domysłów
twoje lęki do utrata kogos kochanego choc na złośc sobie sama sie do tego przyczyniasz swoim zachowaniem i ciągłym obsesyjnymi zarzutami do tego prowokujesz
Jadwisiu nawet jagby twój mąż był w domu to zaczełabys go podejrzewac bo to twój problem a nie jego wiec zawsze cos wymyślisz czym sie sama bedziesz nakręcac i udowadniac ze masz racje a mąz jest tym winnym
potrzebny ci jest psycholog bo podejrzewanie partnera o notoryczne zdrady, nieustanne sprawdzanie i kontrolowanie jego działań. psychiatrzy taką zazdrość zaliczają do obsesyjnych nerwic
działaj by to nie była samospełniająca sie przepowiednia - mój mąz mnie zdradza ale wtedy to juz nie bedzie tylko obsesja ale najprawdziwsza prawda
a ból i cierpienie urojone troche różni sie Jadwigo od prawdziwego uczcucia zranienia bo nie ma juz wyobrażni od której można uciec powiedziec sobie to nie prawda...
wtedy jest goła prawda od której nie ma ucieczki jest tylko pogodzenie z tym po to by życ i cieszyc sie życiem dalej...
Jadwigo maszeruj do psychologa to na dzis jutro zadanie, potem jak będziesz miała jaśniejszy umysł wolny od obsesji możesz z mężem racjonalnie rozmawiac o tym co boli i czego od niego oczekujesz na dzień dzisiejszy masz zafałszowany obraz zarówno swoich krzywd jak i tego czego oczekujesz od męża i życia
nawet jak będziesz siedziałą mu w kieszeni, bedziesz jego cieniem powtarzam twoje lęki pozostaną przemienią sie w inne urojone uczucia zazdrosci
pozdrawiam gorąco Jadwigo myśle że jestes dorosła nie małą Jadwisią której zalęzy na szczęściu

Jadwisia - 2008-11-25, 14:27

mami----------ja to wiem i masz w100% rację ale nie zmienia to faktu,że mnie oszukał (już wiem,ze kilka razy)i jest kłamcą.A to,ze jest ze mną żle to ja juz ....niestety.....wiem.......i straciłam zaufanie........a na dobrą sprawę........nigdy chyba go nie miałam........bo to taki krętacki typ.....ten....mój......mąż....... :-(
samotna - 2008-11-25, 14:34

Jadwisiu,
nic dodać nic ująć. Już tyle cennych rad dostałaś, reszta zalezy od Ciebie.
Wyciagnij reke do męża, a mam nadzieje, ze w porę ja chwyci.
Mnie osobiście jest bardzo źle, bo drogę którą wybrał mój mąż to zatracenie sie w dobrach.Pogrzebał wszelkie wartości, wyszedł egoizm i tylko jego JA.
Nic wiecej sie dla niego nie liczy, a moja osoba kompletnie go nie interesuje. Bawi sie w najlepsze, nie bacząc czy mnie to rani, czy też nie. Znika od rana ( obowiazki powierzył pracownikom) nie mówi gdzie i po co. Pozostaja domysły.... .
Ja do jego wizerunku juz nie pasuję.
Nie chce juz pisac o bólu, który jest we mnie i wile ciosów przede mną. Kwestia tylko jak sobie z tym poradzę. Musze z pewnością miec dużo siły i o to Boga proszę.
Dlatego wczytaj sie w to co piszą zyczliwi Tobie i Twojemu małżeństwu ludzie. Dołóż wszelkich starań byś nie musiała przeżywać tego co wiekszość z nas i wpisała sie kiedyś w dział świadectw, ze wszystko zmienia sie na lepsze z całego serca Ci tego zycze.
Niech dane Wam bedzie miłość, wierność i zaufanie. Niech dobro triumfuje.
Wiem, ze teraz jeszcze jesteś pogubiona i za duzo analizujesz, rozbierasz na części pierwsze, tak jak ja to czyniłam, a pora nauczyć sie dreczącą sprawe przegadać, wyjasnić
nie wracać. Nie dusić w sobie bo to niszczy od srodka. wtedy trudno o radość wewnetrzna i to wyłazi na wierzch. Widac to wtedy na twarzy, słychać w naszych słowach.
Rozumiem Cie więc doskonale, że wszedzie chciałbyś z mężem, bo dla mnie takie wyjścia były na pierwszym miejscu i sprawiały mi ogromna radość, ale też trzeba zostawić pewną przestrzeń, w której współmałżonek oddycha i z tęskonotą wraca do zony.

Dlatego bawcie sie wiec dobrze razem, a o wyjscie samej bez męża mozesz pokusić się wtedy kiedy i on wychodzi sam.
Trzeba duzego wyczucia, zeby nie przegiąć w drugą stronę i jak było wyzej napisane nie wpaść w spiralę obojetności i robienia sobie na złość.
Bądź nieodgadniona i nieprzewidywalna w pozytywnym tego słowa znaczeniu, po to byś nie wydała sie mężowi nudna.
Zaskocz go sms-em takim jakbys sie umawiała z nim na randke, wyznacz wieczorem miejsce i godzine ( jakis neutralny grunt - przytulna kafejka). Mozesz zaskoczyć propozycją weekendu w spa, z kilkoma zabiegami, masazem, z butelką wina lub szampana. Zbliza sie zima zaproponuj jeśli nie jeździcie na nartach naukę tego przyjemnego sportu. Ja swego czasu tak zrobiłam i mimo sredniego wieku to akurat nam wyszło.
Zaproponuj raz kino, raz teatr, innym razem koncert, a innym razem seanse w grocie solnej, zaproś do domu przyjaciół na wsólne sobotnie spotkanie - zadbaj o miłą, ciepła atmosferę, przygotuj cos ekstra, bądż uśmiechnięta zrelaksowana, rewelacyjna.
Zadbaj o wieczorna kąpiel, zeby nie była szybka i rutynowa, ale zapal sobie np. zapachowe swiece, uzyj olejków do kapieli, popros męża by umył Ci plecy. Z poczatku będzie patrzył dziwnie, ale tez z zainteresowaniem. Wprowadzaj wszystko powolutku, nie zarzuć go tym wszystkim na raz. Pomyśl już o Sylwestrze, zapataj jak by chciał spędzić?
Moze chata górska z kominkiem, moze na stoku, a moze w domu z przyjaciółmi, moze też na sali, lub tez zaproponuj bez dzieci sami dla siebie. Jest tak mnóstwo atrakcji niekoniecznie obciążajacych budżet. Moga to być wycieczki w góry, do parku, moze wyjazd na Słowacje do basenów termalnych, moze to być aqapark. W ciągu dnia kiedy piszecie do siebie sms-y takie zwyczajne w sprawach domowych nie zapomnij uzyć miłego tonu, dobrych słów - proszę, chciałabym, zalezy mi, które mówią jasno i nie pozostawiają domysłów co Jadwisia miała na myśli? Nie zapomnij przy tym dołączyc uśmiechniętej buźki dodajac miłego dnia. Rób tak jakbyś swojego męża dopiero co poznała, wtedy przychodza nam do głowy fajne, ciekawe pomysły, jestesmy inni, potem z czasem uwazamy, ze zwiazek został nam dany na zawsze i popadamy w rutynę. Zadbaj o strój w domu, o bielizne nocna nich będa te drobiazgi inne niz dotychczas. Nie wim gdzie mieszkasz, ale chyba W-wa, wiec weekend na Mazurach jak najbardziej. Zaproponuj mężowi wieczorem po meczacym dniu krótki masaż pleców, oliwka tania jak barszcz, a co przy tym bedziecie miec bliskości, czułości sama zobaczysz. Widzisz do pewnych wniosków dochodzi sie zbyt pźno, chociaż u mnie był czas kiedy aranzowałam walentynki w kawiarni, nauke na nartach, jazde konna, organizowanie urodzin dla męża w lokalu o czym do ostatniej chwili nie wiedział ale zabrakło w tym wszystkim komunikacji z mężem, w takim codziennym życiu, wiele niedomówień, mało rozmów, zamykanie sie w sobie. Mój mąż miał równiez problemy w okazywaniu uczuć, wiec każdy z nas zamykał sie w swojej skorupie.Miałam też inne ze soba problemy zdrowotne.
Mój mąz ma bardzo trudny charakter i wysokie wymagania, wiec ja nie zdałam egzaminu.
Myslę, ze poznanie osoby trzeciej i zbytnia niezależnośc spowodowały to co teraz mam. Mój mąz jest łasy na komplementy, pochwały i pragnął byc doceniany. Moze mało to okazywałam, wiec robi to teraz ktos inny.
Wyciagnij wiec wnioski sama, rusz głową, wydobądź z siebie taką kobietę w jakiej zakochał sie przed slubem Twój mąż. Wiem, ze to ciężka praca, ale mysle, ze przerodzi sie kiedyś w spontaniczność i w przyjemność sprawiania sobie radości nawzajem.
Pozdrawiam

Jadwisia - 2008-11-25, 14:44

samotna------jesteś cudowna!!!! dziękuję!!! wiesz,myslałam,że się staram ale to nie było aż tak fajnie jak mi proponujesz.Na pewno niektórych spraw nie zrealizuje bo mamy małe dzieci i trudność w zostawieniu ich komuś ale to co innego mozna wymysleć.

U mnie początki małżeństwa były baaaaaaaaaaardzo trudne,bo mąż po kilku tygodniach chciał rozwodu więc na pewno podłoże zranień moich jest ogromne.Ciepło pozdrawiam i dziękuje samotna za taki ciepły post.

elzd1 - 2008-11-25, 16:19

samotna napisał/a:
Mój mąz ma bardzo trudny charakter i wysokie wymagania, wiec ja nie zdałam egzaminu.

A co to za stwierdzenie??? !!! Jestem w szoku.
Posłuchaj, samotna. Przeczytałam wszystko co napisałaś w tym poście, trochę pamiętam co pisałaś poprzednio. Nie pozwalam tak o sobie myśleć, rozumiesz? :evil:
Nie miałaś zdawać żadnego ezgaminu, miałaś być żoną, jedyną, kochaną, najważnieszą osobą na świecie. Jesteś człowiekiem i pewnie masz wady, jak każdy człowiek. Twój mąz też je ma. I ja. I każdy inny człowiek.
I nie Ty nawaliłaś, nie Ty to Twój mąż okazał się niedojrzałym egoistą.
Nie myśl nawet o tym, że to się stało z Twojej winy. Mąż zrobił co chciał, z czym mu wygodniej. I nie ma w tym żadnej Twojej winy.
Pozdrawiam serdecznie. I proszę, nie mów więcej, że nie zdałaś egzaminu.

samotna - 2008-11-25, 17:11

Elzed
Nie miałaś zdawać żadnego ezgaminu, miałaś być żoną, jedyną, kochaną, najważnieszą osobą na świecie. Jesteś człowiekiem i pewnie masz wady, jak każdy człowiek. Twój mąz też je ma. I ja. I każdy inny człowiek.
I nie Ty nawaliłaś, nie Ty to Twój mąż okazał się niedojrzałym egoistą.
Nie myśl nawet o tym, że to się stało z Twojej winy. Mąż zrobił co chciał, z czym mu wygodniej. I nie ma w tym żadnej Twojej winy.
Pozdrawiam serdecznie. I proszę, nie mów więcej, że nie zdałaś egzaminu.

Dziekuje Ci Elzed, ja to właściwie wiem, dojrzewam do tego by własnie nie obarczać sie winą. Nie zdanie egzaminu to bardziej sarkazm, na jego wysokie wymagania, niż branie tego ciężaru tylko na własne barki. Jestem swiadoma, ze moge spokojnie spojrzeć sobie w twarz, ze tak na prawde to nie splamiłam sie wobec męża, a przede wszystkim wobec siebie i swojej rodziny - zdradą, oszustwami, kretactwami, matactwem, budowaniem drugiego zycia za plecami współmałżonaka, chowaniem i odkładaniem pieniędzy bez jego wiedzy, że starałam się i dbałam o nas, o rodzinę najlepiej jak tylko umiałam.
Grałam w otwarte karty, on swoje miał zawsze skrzętnie skryte i teraz wiem dlaczego.
Na obecna chwile bardziej jestem zażenowana mężem i ludźmi takiego pokroju.
Zastanawia mnie co tak sie ludziom potrafi w głowach poprzewracać, że jeszcze całkiem niedawno potrafia ganić snobizm, zdrady, pociag za wszelka cenę za pieniedzmi, widzą to i negują we własnym srodowisku, a za chwilę robia dokładnie to samo, a nawet przebijaja ich w swoich pomysłach.
Żal mi mojego męża i tego typu ludzi, poprostu żaaaaaaaaaal, ze tak nisko potrafia upaść i jeszce świecie są przekonani o swoim szczęściu i słuszności swoich racji.
Te poczynania mojego męża i jego zakupy drogich gadżetów przyprawiaja mnie o zawrót głowy. No mysli se ten mój mąż, ze to stanowi to chyba o jego wartosci, podbija sobie bębenek i własne ego jak moze. No chce sie chłop jeszcze dobrze sprzedać....

[ Dodano: 2008-11-25, 17:20 ]
Jadwisiu, mam nadzieje, ze te trudne poczatki na początku waszego i nie tylko waszego małzeństwa wynikają zazwyczaj z tzw. docierania się. Kończy sie okres nażeczeństaw i młodzi po slubie zderzaja sie z rzeczywistością. Dwie odrębne osobowości nagle zamieszkuja ze sobą, z róznych domów, z różnymi nawykami i z różnym często pomysłem na zycie i na wspólna drogę. Często wtedy moze dochodzić do konfliktów, do wyznaczania granic do uczenia sie życia ze sobą. Wiele by tu mozna pisać i rozwijac wątek, ale wiesz co mam na myśli. Słowo rozwód na tym etapie bardziej odcztałabym - zwróć na mnie uwagę co chce Ci powiedzieć, aniżeli prawdziwa chęć odejścia. Zresztą gdyby chciał to zrobic to by to poprostu zrobił. Tak jak zrobił mój mąż, czy wielu współmałzonków forumowiczów.

mami - 2008-11-25, 18:43

post samotnej to post osoby opuszczonej Jadwisiu przez męża i osoby która przez pryzmat własnych doświadczeń i przemyslań doszła do takich spostrzeżeń na temat terażniejszego, przeszłego jak i tego co by zrobiła w przysżłości w małżeństwie a raczej czego na pewno by nie robiła z naciskiem na więcej uwagi uczuc w strone męża
piszesz Jadwisiu cały czas że mąż to zdrajca, kłamca a czyz nie jest to czasem mówienie pół prawdy, czy niedomówienia? jak wciaz ci pisze bez względu co powie lub czego nie powie ty i tak znajdziesz w tym swoja wersje swoje wizje kłamstwa matactwa po to tylko by udowodnic ze cie okłamuje...
jesli ktos mocno wierzy że ktos go okłamuje to naprawde niewiele juz mozna zrobic by ta osobe przekonac ze jest inaczej
może twój mąz obawia sie także publicznego wystąpienia z toba, nie wie jak zareagujesz w towarzystwie, widziałam juz sceny zazdrości o najmniejszy niewinny gest który ktos sobie niedwuznacznie dopowiedział
może był juz świadkiem publicznego ośmieszenia przez ciebie lub deklarowałas taką postawe? nie wiem jeśli tak może sie tego obawiac
jesli mąż ci nie proponuje wspolnej zabawy imprezy, to raczej pytanie dlaczego, czego sie boi, jakiej reakcji z twojej strony
dlatego w ten sposób wciąz pisze bo twóje nastawienie wpływa na całosc twojego życia i relacji pomiędzy wami
dlatego pisze ze masz zafałszowany obraz swoich krzywd
jak to wszystko przemyslisz może uznasz ze tak naprawde twój mąz jest cierpliwym spokojnym człowiekiem czekającym wciąz az jego Jwisia w końcu dojrzeje i zmieni sie w kochajaca żone
Jadwisiu spotkania te typowo integracyjne, związane z praca one az tak mocno nadwyrężają twoje zaufanie do męża? cóz brak zaufania z twojej strony to poważne uchybienie w strone małżonka tym bardziej ze tak naprawde nie masz powodów ku temu by go o to posądzac
a niesprawiedliwe posądzania potrafia ostudzic najwieksze uczucia
dlatego nie sadz nikogo po pozorach czy włąsnej wizji czegos
nie nazywaj kłamca
tak naprawde z tych postów ja nie widze by mąz cie okłamywał czy oszukiwał a jedynie tyle ze nie mówi całej prawdy, choc jak prosisz spełnia twoje żądania tak jak z zaproszeniem,
zaręczam kłamca kłamie do końca czasami nawet jak juz wszyscy wiedza ze mówi nieprawde
nie widze by twój mąz był kłamca
przemysl to Jadwisiu zastanów sie czy takie dowody moga służyc za tym ze jest kłamca
czy moze ma prawo do obrony siebie przed twoimi zarzutami, krzykiem, obelgami
ja mysle jestem pewna że gdyby poczuł z twojej strony więcej zaufania do siebie na pewno starałby sie ci wiecej mówic o wszystkim a tak albo go poniżasz nazywajac kłamca i potworem albo odpychasz od siebie zabraniajac czułosci
jak tu komunikowac sie z toba

Jadwisia - 2008-11-25, 20:48

mami-----

mysle tak:nigdy nie ośmieszyłam go w towarzystwie ani nic podobnego,wrecz przeciwnie swietnie się bawimy.mami kłamał bo wyłaczył telefon,apóżniej mówił,że nie było zasięgu.Przyznał się,że wyłączył bo nie chciał żebym słyszała orkiestrę bo będę zła.Miał rację bo mógł mi powiedziec przed wyjazdem,że będzie impreza szalona i pojechałabym na nią.Mój mąż jest niewyszumiony,ja tak uważam.Praktycznie mało gdzies chodził jak był kawalerem,prawie wcale mówi,ze byłam jego pierwsza dziewczyną i jestem.....od niego kilka lat młodsza.On chce poszaleć,zabawic się ,a ja mu w tym przeszkadzam,bo ja chcę rodzinnie spędzić życie(mówię ogólnie bo tez kocham zabawę itp.),a jemu jeszcze w głowie szaleństawa.Ja to tak odbieram.

mami jego wyjazdy integracyjne odbierają mi.......ZDROWIE<PARALIZUJA MNIE,........BO ON SIE BAWI A JA NIE!!!!!!!!!!!!!!!! Znam swoje wady ale takie imprezowanie nie służy zbudowaniu tylko rozbijaniu,czy ty to rozumiesz? On więcej czasu spędza z ludżmi z pracy(CZYTAJ BABAMI) niż z żoną i dziećmi!!!!!!!!!!!!!Przecież rzadna normalna kobieta nie będzie się cieszyć,że mąż jedzie imprezować,a ona zostaje w domu z obowiązkami,chyba tylko NIENORMALNA!!!!!!!!!!!!!!!!!

[ Dodano: 2008-11-25, 20:50 ]
żle napisałam,mój mąż jest ode mnie kilka lat młodszy...........

[ Dodano: 2008-11-25, 20:55 ]
Ja wiem,że chcecie mi pomóc i uświadomic pewne wady i błędy,ok ,już wiem ale NIE BRONCIE GO !!!!!!

samotna - 2008-11-25, 21:58

Boze,
Jadwiga, czy ktos z nas broni Twojego męża - Nie.
Kazdy stara uzmosłowić Ci, ze poniekad Twoje zachowanie prowokuje do jego ucieczek od Ciebie. Sto razy powtarzasz to samo, przeciez wiemy, ze źle robi, ale Twoja w tym rola, zeby tak umiejętnie pokierować soba, swoim zachowaniem, żeby mąż chciał sie bardziej do Ciebie zblizać, niz od Ciebie uciekać. W kółko zawracasz Wisłę kijem i cienko to widze jeśli nie weźmiesz sie w garść. Zrozum to co my juz wiemy, ze na siłę nikogo nie przywiążesz do kaloryfera, nawet sakramentalnego małzonka. Jak zechce to i tak pójdzie i wtedy juz żadnego wpływu na niego nie bedziesz miała. Otrzaśnij się, póki jest przy Tobie działaj, bo jak ta dalej pójdzie to zasilisz nasze szeregi jako porzucona żona i wtedy będziesz sovbie zarzucała, a czego to ja nie zrobiłam...
Tu wybaczaja współmałżonkom nie takie kłamstwa, zdrady, a nawet dziecko ze zwiazku pozamałzeńskiego, a ty w kółko, ze okłamał. Juz ci to Panowie starali uswiadomić, ze sama zaciskasaz mu petle na szyi. Powiedz STOP, powiedz, ze nie chcesz byc okłamywana, ze to Cie rani i boli, ale nie wracaj potem do tego. Idź przede wszystkim do specjalisty, a moze razem na terapie rodzinną. Sama już nie wiem co można Ci wiecej doradzić.

lena - 2008-11-25, 21:59

Jadwisiu....niech będzie...podły, kłamca,krętacz,oszust,egoista,potwór,nieudacznik,bawidamek..itp...
Lepiej Ci?
No aleś se kobieto wybrała...gdzies Ty oczy miała?

a teraz powazniej....

mami jego wyjazdy integracyjne odbierają mi.......ZDROWIE<PARALIZUJA MNIE,........BO ON SIE BAWI A JA NIE!!!!!!!!!!!!!!!! Znam swoje wady ale takie imprezowanie nie służy zbudowaniu tylko rozbijaniu,czy ty to rozumiesz? On więcej czasu spędza z ludżmi z pracy(CZYTAJ BABAMI) niż z żoną i dziećmi!!!!!!!!!!!!!Przecież rzadna normalna kobieta nie będzie się cieszyć,że mąż jedzie imprezować,a ona zostaje w domu z obowiązkami,chyba tylko NIENORMALNA!!!!!!!!!!!!!!!!!

a czy Ty rozumiesz ,że....
Ty sama odbierasz sobie zdrowie, zatruwasz sie stale i wciąz, poczucie skrzywdzenia, żal, złośc odbieraja Ci radośc życia.

Kochasz męża, tesknisz za bliskoscia, a kiedy ją dostajesz.... odrzucasz.
Chcesz wspólnych wyjśc, a kiedy jest mozliwośc....odrzucasz.
Chcesz czegos dla siebie, chcesz bawic sie jak i On, a kiedy jest możliwość wyjscia ze znajomymi przy braku sprzeciwu męża....odrzucasz.....BO KŁAMCA.

Czy ten człowiek niema żadnych pozytywnych cech,wartości...czy naprawdę jest az taki beznadziejny?
Dlaczego raz kłamie, innym razem przytakuje?
Dlaczego wyłącza komórke?
Dlaczego ucieka się do tego wszystkiego?
Gdyby tu byl chetnie zapytałabym...dlaczego?
Jedyne co na ten czas mozna wywnioskować z Twoich postow to....facet naprawde ucieka!

tak.......on może kłamać bo sie boi mojej reakcji.......bo chce ode mnie uciec,nie wiem......ale zaczynam czuć,mysleć,że tak może byc........
Skoro zaczynasz dochodzic do pewnych wnioskow to najwyzszy czas zrobic z soba porządek, zanim bedzie za późno.

Prosisz o pomoc i rady....dostajesz...i co?
Tyle możliwości, podpowiedzi...wystarczy brać i realizować, ale NIE...Jadwisia woli krzyczec....Kłamca.
Obys za chwile nie krzyczała ...Zdradzacz.

Weź się w garśc kobieto, wycisz i zacznij działać.

Elżbieta - 2008-11-25, 23:06

Jadwisia napisał/a:
Przecież żadna normalna kobieta nie będzie się cieszyć,że mąż jedzie imprezować,a ona zostaje w domu z obowiązkami,chyba tylko NIENORMALNA!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tu potrzeba, nie Twojej normalności, lecz Twojej mądrości.
Najlepiej Bożej Mądrości, a o nią możesz się modlić, dla siebie .
Jeden z darów Ducha Świętego, to dar mądrości.

Tu potrzeba Twojej mądrej miłości.

Masz złe zdanie o mężu - bo jest taki, taki, taki,
spróbuj znaleźć jedną zaletę - tu na forum!
Należy mu się jedna zaleta, którą wymienisz NA FORUM - z conajmniej dwóch powodów:
- bo go tu nie ma
- bo do tej pory wyczytać można było same wady,

czas NA NOWE.

Jak powiedział Chrystus idąc Drogą Krzyżową: "Matko, oto czynię nowe"

Jadwigo , czas na nowe - spojrzenie na tego "kłamcę"
daj sobie i jemu szansę.

nałóg - 2008-11-26, 08:22

Jadwisiu...czas na Jadwigę.
Jadwigo......... żeby chciało sie chcieć.
A Tobie poprostu sie nie chce.Lepiej tkwić w g....nie.Babraj sie dalej,a zostaniesz sama.
Cos mi sie wydaje że Ty bardziej chcesz matkować jak być żoną.
Jadwigo,,,,, ŻEBY CHCIAŁO SIE CHCIEĆ.................. TOBIE żeby chciało sie chcieć coś zrozumiec.
Weż sie za siebie i nie bądż babą -zakapiorem

Jadwisia - 2008-11-26, 08:59

.....kochani.... :-( dziekuję,...już jestem umówiona z psychologiem....muszę pracowac bo zwariuję...........moje nastawienie,myslenie...charakterek .....niszczy mnie......wiem

:-(

[ Dodano: 2008-11-26, 09:02 ]
.....jeszcze tylko....wiecie o czym marzę..? żeby on nigdzie nie wyjeżdżał(byc możliwe,że to też jest chore) ale jeśli wyjedzie to ja będę SPOKOJNA<SZCZESLIWA I PRAWDZIWIE TESKNIACA !! bo do tej pory ZALEWALA MNIE KREW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Mam co robic.......oby sie udało..........Całuski,kochani.

mami - 2008-11-26, 09:17

A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? ...

Jadwisiu cała prawda o twoim małżeństwie bierze sie z zazdrości i jest podłożem twoich konfliktów w związku potem bedzie powodem kryzysu i na koniec rozpadu małżeństwa jesli w pore nic nie zrobisz

- sama się nakręcasz : ciągłe przeżywanie zazdrości powoduje u ciebie coraz większy dyskomfort, a im bardziej czujesz się niekomfortowo, tym łatwiej Ci jest oskarżać męża o to, że jest przyczyną twojego stanu tymczasem sama nie umiesz sobie poradzic z reakcjami wywołanymi przez zazdrośc i wywołuje to ogromne napięcie i stres u ciebie za który obwiniasz męża
-nieustanna podejrzliwość i czujność, potrzeba kontroli i walka o utrzymanie związku są niezwykle męczące dla osoby, która w ten sposób funkcjonuje, a dla jej partnera stają się nie do zniesienia, bo naruszają jego godność
-nie przyjmujesz żadnych logicznych argumentów, jesteś przekonana o swojej racji,i poczuciu swojej krzywdy
- żądza zawładnięciamężem przez siebie i kontroli jego życia stałą sie tak wielka, że dom rodzinny stał się dla męża więzieniem,zaczynasz stawiaa warunków,nakazy i zakazy dotyczące spędzania czasu, zainteresowań, doboru znajomych, ubioru itp. Pojawia się przemoc psychiczna, która czasem przeradza się również w przemoc fizyczną, obelgi słowne itp
-terapia jest możliwa, jeśli sama zobaczysz swój problem i podejmiesz decyzję o leczeniu.
kiedy osoba chora z zazdrości odmawia leczenia, często zostaje sama, gdyż partner nie wytrzymuje psychicznie i odchodzi.


Jadwigo słuszna decyzja!!! powodzenia dasz rade trzymaj sie ciepło
wierzymy w ciebie

Jadwisia - 2008-11-26, 09:31

mami dzieki,jacy wy mądrzy jesteście,bądżcie ze mną! proszę bo ja jestem z wami i w modlitwie jesteście stałymi moimi przyjaciółmi. :->
Elżbieta - 2008-11-26, 09:33

No, ma jakąś zaletę? pytałam...
Jadwisia - 2008-11-26, 09:38

Elżbietko...aniele,a ty zawsze z taką milością......no wiesz,czy ma zalete,trudno mi odpowiedzieć...........nie widzę....czasami po prostu jest dobrze czasami....nie.....może ,że (chyba) lubi z dziecmi chodzić na spacery gdzie jest trochę przyrody.................

[ Dodano: 2008-11-26, 09:40 ]
........ale widzę jak mi trudno mówić o nim dobrze..............jak mnie zapytałas to juz miałam 1000 krytyk w głowie,a czegoś pozytywnego......NIC.......

[ Dodano: 2008-11-26, 09:43 ]
Elżbieta--------gdzie kupić książkę Augustyna o krzywdzie?

Elżbieta - 2008-11-26, 09:44

tutaj:

http://mateusz.pl/ksiazki/ja-bkrp/

:-)

..monika.. - 2008-11-26, 09:50

Jadwisia napisał/a:
no wiesz,czy ma zalete,trudno mi odpowiedzieć...........nie widzę....czasami po prostu jest dobrze czasami....nie.....może ,że (chyba) lubi z dziecmi chodzić na spacery gdzie jest trochę przyrody.................

????????????????????????????????????????????????????????????????
przepraszam, ale chyba nie zrozumialam... wymieniasz tyle wad swojego meza, a jego zaleta jest to, ze lubi chodzic z dziecmi na spacery???? :-/
nawet moj Mezczyzna pomimo calego zla, ktorego przeze mnie doswiadczyl :-( potrafil doszukac sie we mnie dobrych cech [i nie bylo to: "lubi wyprowadzac psa na spacer", choc faktycznie lubie ;-) ]..
jak masz walczyc o Wasz zwiazek jesli widzisz w mezu same wady i zadnych zalet :?:

Jadwisia - 2008-11-26, 09:55

..monika...jest przystojny,czasami dobry i łagodny....uparty.....i wszystkie kobiety,z którymi miał kontakt(pod moją nieobecność)np.w tańcu udusiłabym........
martin - 2008-11-26, 10:16

Jadwisia napisał/a:
..monika...jest przystojny,czasami dobry i łagodny....uparty.....i wszystkie kobiety,z którymi miał kontakt(pod moją nieobecność)np.w tańcu udusiłabym........


Ta ostatnia zaleta mnie fascynuje :-P
Mam rozumiec, ze jego chlubny udzial polega tu na wskazywaniu kolejnych tancerek do duszenia? :-D

Halo - to mial byc post w calosci pozytywny o Twoim mezu!!
Tak jak Monia mowi - szukaj w nim zalet! One tam sa, ale teraz nie chcesz ich widziec.

Jadzia - do psychologa!!!! Teraz, zaraz.

..monika.. - 2008-11-26, 10:18

Jadwisia napisał/a:
i wszystkie kobiety,z którymi miał kontakt(pod moją nieobecność)np.w tańcu udusiłabym........

a to w jaki sposob ma byc jego zaleta? ;-)
to raczej kolejny przejaw Twojej wady, o ktorej mowimy - zazdrosci..
widzisz, to chwilami wyglada tak, jakbys Ty nie tyle byla o niego zazdrosna, bo jest dobra wartosciowa osoba, ktora kochasz, co raczej, bo jest Twoja wlasnoscia, ktora wprawdzie ma wiecej wad niz zalet, ale w koncu jest Twoja..

martin - 2008-11-26, 10:25

..monika.. napisał/a:
Jadwisia napisał/a:
i wszystkie kobiety,z którymi miał kontakt(pod moją nieobecność)np.w tańcu udusiłabym........

a to w jaki sposob ma byc jego zaleta? ;-)


To sie zgralismy ;-)

Jadzia - zajrzyj do postu Eli na temat chorej milosc, tylko z zastrzezeniem szukaj tej wieeeelkiej belki w swoim oku a nie drzazgi u niego!! Musisz uzdrowic to uczucie.
http://www.kryzys.org/vie...ighlight=#53388

Jadwisia - 2008-11-26, 10:32

....no tak uzdrowienie.....to znaczy psycholog,modlitwa i coś jeszcze?? rozumiem spowiedż i święta komunia,i coś jeszcze? bo czy to mi pomoże? wystarczy?
Elżbieta - 2008-11-26, 10:44

Jadwisia, o uzdrawianiu masz tutaj:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=3108
wydrukuj sobie i poczytaj na spokojnie - POCZYTAJ UWAŻNIE I NA SPOKOJNIE
plus to, co wskazał Martin

pozdrawiam :)

..monika.. - 2008-11-26, 10:54

Jadwisia napisał/a:
....no tak uzdrowienie.....to znaczy psycholog,modlitwa i coś jeszcze?? rozumiem spowiedż i święta komunia,i coś jeszcze? bo czy to mi pomoże? wystarczy?

Jadwisiu, ale to nie tak, wiesz? :-)
to nie ma tak, ze odmowisz 2 zdrowaśki, pojdziesz na 3 msze i 5 wizyt u psychologa i TADAM - juz wszystko dobrze :mrgreen:
na to wszystko potrzeba czasu. zobacz, jak dlugo jestes taka zazdrosna, zapatrzona w wady meza, rozgoryczona? dlugo, co?
i teraz to wszystko w Tobie peklo.
i chcesz zmian.

ale czy Ty wiesz, ze na zmiany meza wplywu nie masz? on nadal bedzie taki sam. to Ty masz sie stac osoba, ktora go kocha i akceptuje POMIMO tych jego wad.
tak jak Ci Martin madrze napisal - zajmij sie belka w SWOIM oku.
ale ze spokojem. malymi kroczkami. nie bedzie to szybkie ani latwe, o nie! ale wiesz jak piekne jest widziec zmiany w samej sobie? widziec jak staje sie piekniejsza wersja samej siebie??? :-D ja wiem i mowie Ci - to jest warte wszelkiego czasu i wysilku :-)

samotna - 2008-11-26, 11:07

Jadziu,
a ja dalej czekam na zalety Twojego męża.... .

lena - 2008-11-26, 11:18

...no tak uzdrowienie.....to znaczy psycholog,modlitwa i coś jeszcze?? rozumiem spowiedż i święta komunia,i coś jeszcze?
Tak...jeszcze szczera chęć , Twoja współpraca i zaangażowanie.
Powodzenia :-)

samotna - 2008-11-26, 11:19

Jadziu,
mojego męża na ten przykład nie ma w domu. Na pewno nie jest w pracy, bo ja w niej jestem. Wystroił się i znikł. Nie wiem o której wróci. Tak jest codziennie. Nie myśl, ze mnie, czy inne osoby w takiej sytuacji to nie boli, ze nie czuja ukłucia w sercu i poniekąd zazdrości, ale nie sledze go, nie dzwonie, odpuściłam, bo i tak nic tym nie zdziałam. No zrozum, ze Ty jesteś w zupełnie innej sytuacji, ale jak wreszcie sie nie uspokoisz i nie zaczniesz zmian, no przede wszystkim od siebie to znajdziesz się na naszym miejscu, a wtedy na pewno nie bedziesz wiedziała z kim jest, gdzie jest, co robi, kiedy wróci, wyłączy komórkę, powie Ci ze to jego zycie i nie masz juz prawa pytać i zajmnij sie sobą i swoim zyciem i co wtedy kochana? Zalejesz sie żółcią?
No zrozum wreszcie, bo jaśniej juz nie można, ze bardzo duży problem tkwi w Tobie.
Nikt z nas nie zna Twojego męża i nie wiemy jak jest na prawde, pewnie swoje racje masz, ale widzimy co piszesz, jak piszesz, jak sie wyrażasz i dostrzegamy, ze wiele błędów popełniasz, nie chodzi o to, ze męża oszukujesz, czy zdadzasz, ale Twoje zachowanie wymaga naprawy przede wszystkim.

Jadwisia - 2008-11-26, 13:17

To jest straszne,że nie mam wpływu na zmiany u męża.Ja sie zmienie,a on nie! DOBRE!!!KABARET!!!! Musi tez sie zmienić,pójdzie tez do psychologa,zapisze go,może cos zrozumie.......cwaniaczek........
Elżbieta - 2008-11-26, 13:27

Jadwisia, cofasz się...

To nie kabaret.
To teatr życia pt. "Męża i Żonę Stworzył Ich do Życia w Prawdziwej Miłości".

Pisałaś, że jesteś wierząca.
Na forum katolickim jesteś!
Zostaw męża w spokoju, zajmij się tylko i wyłącznie sobą.
Piszą Ci o tym - tak się składa - WSZYSCY.

Pozdrowienia..


ps.
piszesz:
"To jest straszne,że nie mam wpływu na zmiany u męża"

Dziękuj Bogu za to, że nie masz wpływu na męża zachowanie,
to nie ten czas!
Można na kogoś mieć wpływ - jedynie - Miłością w najczystszej postaci,
a do takiej brak nam przysposobienia.
Bo taką Miłością jedynie jest Bóg i Jego Syn.

lena - 2008-11-26, 15:16

Piszą Ci o tym - tak się składa - WSZYSCY.

TAK...WSZYSCY już WSZYSTKO napisali.......i chyba już czas zostawić Jadwisię w spokoju.
Czas na spojrzenie w lustro, własne przemyślenia i dalsze działanie.

To jest straszne,że nie mam wpływu na zmiany u męża.Ja sie zmienie,a on nie! DOBRE!!!KABARET!!!! Musi tez sie zmienić,pójdzie tez do psychologa,zapisze go,może cos zrozumie.......cwaniaczek.......

Musisz to zrozumieć najpierw Ty ,że sama jesteś rezyserem tego kabaretu...tyle,że on mało smieszny jest....niestety.
Twoje życie Jadwigo i Twój wybór.... co z nim zrobisz.

nałóg - 2008-11-26, 18:32

Jadwiga....czy Ty jestes jak matka Pawlaka z "Sami swoi"???? Sąd sądem a sprawiedliwość musi być po stronie Pawlaków............ bierz dwa granaty Każmirz.

U Ciebie podobnie........... dostajesz zwroty,dostajesz swój wykrzywiony,pokoslawiony wizerunek ,ale i tak maż winien............ niby sie przyznajesz ......ale jednak to jemu granat trzeba wrzucić.

Z tego co piszesz to Ty kreujesz sie na babę -zołzę.Żonę -zołzę.
Ale i tak winien temu mąż.Masz chyba tak mocno wynaturzony instynk własności że rozciągasz go nawet na męża.On jest Twoim mężem ,ale nie jest Twoją własnością.
I choć twierdzisz że go kochasz to tak naprawdę to Ty kochasz siebie,ale kochasz chora miłością.
Czas nauczyć sie kochać.
Jaki przekaz międzypokoleniowy dajesz swoim dzieciom????
Lena napisała o rezyserowaniu................... wg mnie to Ty nawet kiepskim scenarzysta jesteś,no może scenografię robisz ............scenografie tragedii z Tobą w roli głównej.


Oj..................żeby tak chciało sie chcieć................. ale to i tak mąż Jadwisi(hhhhaaa) winien......bo jej sie nie chce

Elżbieta - 2008-11-26, 18:51

Jadwisia,

książkę "Ból krzywdy, radość przebaczenia" kupiłam w księgarni katolickiej.
Niemniej fajnie się ją czyta ze strony, którą podałam.

Pozdrawiam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
polecam też rekolekcje:
Kiedy cierpienie staje się łaską

i Jadwisia, pamiętaj, na kłamstwa - prawda w najczystszej postaci jaką jest Jezus Chrystus.
On - Jezus Chrystus - nie pozwala kłamstwu istnieć !

Jadwisia - 2008-11-26, 20:24

Nie no z tym Pawlakiem,to rewelacja,najlepszy film,jaki zaistniał :lol:

nałóg no bomba!!!

ale tak na poważnie,boli mnie bardzo boli,schudłam przez te kilka dni 3 kg,słuchajcie,boli................................jeszcze opowiadał jak się bawił ,a ja..............w tym czasie kąpałam dzieci,szykowałam do snu,sama nie spałam,tylko......................płakałam,a on wyłączył telefon.....................a gdyby cos się stało,ani kontaktu,ja wiem powiecie,że ode mnie ucieka,macie rację..............jestem niedodbr,a moja wina to wiernośc,lojalność,uczciwość,wypełnianie obowiązków swoich i jego....................... :-(

nałóg - 2008-11-26, 20:35

o rany........... ręce opadaja na tę "babę"..........
mami - 2008-11-26, 20:38

....kochani.... :-( dziekuję,...już jestem umówiona z psychologiem....muszę pracowac bo zwariuję...........moje nastawienie,myslenie...charakterek .....niszczy mnie......wiem


na kiedy masz termin wizyty
ha Jadwisiu jestes super oporna ty potrafisz wkoło to samo, jak na razie number one na sychar w opornosci przyswajania porad ha
myśle że forum zastępuje ci real rozmowy i kontakty z ludźmi, powinnas więcej wychodzic i spotykac sie ze znajomymi
masz męża zastapi cie w obowiązkach domowych ty w tym czasie odnów stare znajomości, kontakty zobacz co sie przez te 8 lat zmieniło wokoło może dostrzeżesz ze i ty sie zmieniłas, że życie jest jeszcze poza murami domu, posmiej sie naładuj energie
jak wrócisz poczujesz sie dowartościowana weselsza i troche problemów ubędzie
pozdrówka Jadwisiu wystarczy niewiele by życie nabrało barw a lęki znikły

martin - 2008-11-26, 21:05

mami napisał/a:

ha Jadwisiu jestes super oporna ty potrafisz wkoło to samo, jak na razie number one na sychar w opornosci przyswajania porad ha


Mami rewelacja ;-) .
Zaloze Ci fanclub :-P
A juz myslalem, ze to ja bylem najbardziej oporny :D.

Jadwisia
Piszac informatycznie:

repeat
czytanie postow w tym watku
until
zaabsorbujesz nasze rady

A tak na powaznie
Twoja wina nie jest zadna z zalet.
Wina to WADY. I ta nieszczesna zaborczosc, pewnie juz wszyscy o tym pisali.
Zmienianie siebie jest TRUDNE, przyznanie sie do bledow jest TRUDNE
Rozwalanie zwiazkow jest stanowczo ZBYT LATWE, a zwalanie winy na innych BARDZO LATWE.
Kazdy z Nas ma tu jakas swoja tragedie i chcemy Ci pomoc.
Ale tylko jesli ta pomoc przyjmiesz!!!!!!!!!!!!!
A satysfakcja za np. 2 lata jak bedziesz szczesliwa malzonka i POSLUCHASZ naszych rad - OGROMNA.
Trzymaj sie

Elżbieta - 2008-11-26, 21:22

Jadwisia napisał/a:
moja wina to wiernośc,lojalność,uczciwość,wypełnianie obowiązków swoich i jego....................... :-(


"Kto zaś będzie wam szkodził, jeżeli gorliwi będziecie w czynieniu dobra?

14 Ale jeżelibyście nawet coś wycierpieli dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście.

Nie obawiajcie się zaś ich gróźb i nie dajcie się zaniepokoić!

15 Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego6 i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.

16 A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają.

17 Lepiej bowiem - jeżeli taka wola Boża - cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle."


Wybór należy do Ciebie.
Możesz czynić źle. Nie być wierna, uczciwa, lojalna i możesz być leniwa.
Czy ktoś Jadwisiu zabrania Ci? ...

Lepiej jednak czynić ... j/w (św.Piotr)

lena - 2008-11-26, 22:16

myśle że forum zastępuje ci real rozmowy i kontakty z ludźmi, powinnas więcej wychodzic i spotykac sie ze znajomymi
....i czynić co zawarte w powyższych postach.
Myślę jeszcze ,że absorbując się zbytnio w sprawy Jadwisi odbieramy jej mozliwośc realizacji "własnych" postanowień.
Jadwigo....koniec z utyskiwaniem na małżonka, wszystko ma swoj czas....w tej kwestii Twój czas minął.....pora na zmiane.
Czekamy na dobre wieści.

Martin...Ty oporny???
Jestem pod wrażeniem :-) ...madry facet z Ciebie.

martin - 2008-11-27, 00:12

Dziekuje lena za komplement :-)

Ale wiesz jak to jest - latwiej jest doradzic komus, niz samemu zrobic.
A ja mam straszne problemy z wybaczeniem, ponownym uwierzeniem.

lena - 2008-11-27, 00:19

...oj wiem, ale da się.
Takie pisanie to forma terapii ;-)
Piszesz....utrwalasz,aż stwierdzasz...stało sie :-)
Martin...Twój problem z wybaczeniem dobiega końca.

Jadwisia - 2008-11-27, 10:00

martin ------to ja mam podobny problem z wybaczeniem i uwierzeniem,a w ogóle to jest chyba niemozliwe.............piszesz,że może za 2 latka(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) będę szczęśliwą żoną!!!!!!!!!!!!!!!!! TO JA DOPIERO ZA TYLE CZASU MOGE SIE ZMIENIC?????????????????

A przed mężęm już kolejne wyjazdy i imprezy i zmiana jest mi potrzebana na teraz!!!!!!!!!!!!!! Bo ja go uduszę ,a nigdzie nie puszczę balującego dziada,ja też tak chciałabym!!!!!!!!!!!!!!!!1

Czy to jest zaborczość?a czy ktoś z was jest lub był taki? bo jeśli nie to łatwo mówić ..........a ja tylko tym żyję.......................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

..monika.. - 2008-11-27, 10:27

Jadwisia napisał/a:

martin ------to ja mam podobny problem z wybaczeniem i uwierzeniem,a w ogóle to jest chyba niemozliwe.............piszesz,że może za 2 latka(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) będę szczęśliwą żoną!!!!!!!!!!!!!!!!! TO JA DOPIERO ZA TYLE CZASU MOGE SIE ZMIENIC?????????????????

ale to nie jest tak, ze liczysz sobie "czas start" od kiedy zalogowalas sie na forum i dokladnie za 2 lata bedze dobrze. nie ma uniwersalnego przepisu na to, ile komu czasu zajmie praca nad soba i zmienianie sie. zalezy to od tego, jak bardzo ta osoba uswiadamia sobie swoj problem, a przede wszystkim jak szybko zdecyduje sie oddac dzialanie w swoim zyciu Panu Bogu.. moim skromnym zdaniem u Ciebie zmiany sie jeszcze nie zaczely. nie mozesz wiec jeszcze stwierdzic jak szybko ten proces zajdzie w Twoim zyciu. zreszta, jak juz kilka osob madrze Ci radzilo, nie chodzi tu o to, zeby zmienic sie jak najszybciej, tylko dobrze i trwale. to jest proces.
Jadwisia napisał/a:
A przed mężęm już kolejne wyjazdy i imprezy i zmiana jest mi potrzebana na teraz!!!!!!!!!!!!!! Bo ja go uduszę ,a nigdzie nie puszczę balującego dziada,ja też tak chciałabym!!!!!!!!!!!!!!!!

czy umiesz wyrazac sie o swoim mezu z szacunkiem????? widzisz, na forum wiekszosc ludzi jest skrzywdzonych przez swoje zony lub mezow, nie uklada sie im, czesto pojawilo sie miedzy nimi klamstwo i zdrada.. ale nawet ci porzuceni przez wspolmalzonka nie wypowiadaja sie o nim tak zle jak Ty o swoim mezu! to jest Twoj maz, mezczyzna Twojego zycia!!!!! kochaj go i szanuj, a nie obrazaj przed innymi. to raczej powinno byc tak, ze jesli ktos inny na forum by go obrazil, Ty powinnas wziac w obrone jego dobre imie! nie chodzi o to, co Ci zrobil, a czego nie. po prostu nie godzi sie rzucac takimi epitetami jak Ty w drugiego czlowieka. a co dopiero meza... a tu kazdy z osobna ma dla Twego malzonka o wiele wiecej szacunku niz Ty..
i teraz znowu pytanie: o co Ci tak naprawde chodzi?
o to, zeby maz byl z Toba szczery?
o to, zebyscie spedzali razem czas?
o to, zebyscie sie kochali i budowali szczesliwa rodzine?
czy moze raczej o poczucie sprawiedliwosci "łeee, on wychodzi, a ja nie!!!"
[po Twoich postach wyglada na to, ze raczej o to ostatnie, a w tej kwestii raczej Ci nie pomozemy.]
Jadwisia napisał/a:
Czy to jest zaborczość?a czy ktoś z was jest lub był taki? bo jeśli nie to łatwo mówić ..........a ja tylko tym żyję.......................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

jestes chyba strasznym egocentrykiem, prawda? ja ja ja. oj, jaka jestem biedna i nikt nie zrozumie jak mi ciezko i strasznie zle.
czytalas w ogole inne watki na tym forum?
jakie krzyze dzwigaja inni ludzie? a mimo to potrafia oprzec sie na Panu Bogu i niesc go przez zycie najlepiej jak potrafia.

Elżbieta - 2008-11-27, 11:36

Jadwisia napisał/a:
martin ------to ja mam podobny problem z wybaczeniem i uwierzeniem,a w ogóle to jest chyba niemozliwe.............piszesz,że może za 2 latka(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) będę szczęśliwą żoną!!!!!!!!!!!!!!!!! TO JA DOPIERO ZA TYLE CZASU MOGE SIE ZMIENIC?????????????????

A przed mężęm już kolejne wyjazdy i imprezy i zmiana jest mi potrzebana na teraz!!!!!!!!!!!!!! Bo ja go uduszę ,a nigdzie nie puszczę balującego XXXXXX,ja też tak chciałabym!!!!!!!!!!!!!!!!1

Czy to jest zaborczość?a czy ktoś z was jest lub był taki? bo jeśli nie to łatwo mówić ..........a ja tylko tym żyję.......................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jak kochać prawdziwie, a jak rozpoznać czy to tzw. "produkt miłosciopodobny"?


Produkt miłościopodobny - obsesyjne uzależnienie
Autorem artykułu jest: Augustyn Pelanowski OSPPE.

Nikt nie potrafi powiedzieć, jak wielki procent z nas cierpi dziś na obsesyjne uzależnienie, które nazywa miłością. Trudno się z tych pęt wyzwolić, ale na szczęście łatwo je rozpoznać. Bez trudu możesz rozpoznać, czy nie wpadłeś w sidła obsesyjnego uczucia, które uparcie nazywasz miłością. W poprzednim numerze Gazetki MAM pisaliśmy o toksycznych związkach. Dziś kilka porad, jak się z nich ratować.

Jak rozpoznać uzależnienie uczuciowe i jak je pokonać?

Oto symptomy uzależnienia:

* Nieustanne myślenie o kimś. Przekonanie, że ja jestem dla kogoś wybawicielem, albo że ktoś jest nim dla mnie. Że ZAWSZE będzie ze mną i NIGDY mnie w NICZYM nie zawiedzie.

* Chorobliwa zazdrość: ciągłe kontrole i podejrzliwość.

* Poczucie odrzucenia nawet wtedy, kiedy ktoś po prostu nie jest mną całkowicie zaabsorbowany.

* „Łaknienie” czyjejś bezustannej obecności. Gdy tej jedynej osoby nie ma, wszystko jest bez sensu.

* Relacja z tą osobą układa się tak, że albo ona musi do mnie należeć bez reszty, albo ja muszę być oddany tej osobie jak niewolnik.

* Silne tendencje do obwiniania o wszystko siebie lub kogoś.

* Przesadna troska o drugą osobę albo domaganie się od niej takiej nadtroskliwości. Skłonność do kontrolowania drugiej osoby lub skłonność do bezkrytycznego poddawania się czyimś manipulacjom.

* Przerażający lęk przed opuszczeniem i zabiegi, by uwięzić drugą osobę i uniemożliwić jej odejście.

* Nieznośne odczucie, że ktoś jest nieosiągalny, niedostępny, że się wymyka i próba przezwyciężenia tego: kontrole, sprawdzanie, domysły, podejrzliwość, przekonanie o oszustwach i nieuczciwości uczuciowej drugiej osoby.

* Pokusy autodestrukcyjne, rozpacz, ból i poczucie bycia zniewolonym i bezsilnym wobec tego zniewolenia. Nieustanne myślenie o kimś.

Jeśli jesteś w sidłach chorej miłości, pozwól sobie na złość. Zaczniesz się uwalniać od kogoś, kto te sidła zastawił. A może to Ty uzależniasz? Przyznaj się przed sobą, że tak jest. To pierwszy krok do wolności.

Kroki ku wolności

1. Musisz być głęboko przekonany, że to co cię więzi z drugą osobą jest złe. To początek drogi do wolności. Zrób listę argumentów, które przemawiają za tym, że twoja relacja jest toksyczna, zgubna dla ciebie i dla kogoś. Wypisz też wszystkie zniewalające sytuacje, zachowania, uczucia, które są twoimi kajdanami – musisz zobaczyć całe zło tego chorego związku, aby się utwierdzić w przekonaniu, że uwolnienie jest jedynym dla was ratunkiem. Potrzeba ci kilku dni absolutnej ciszy w kontaktach z tą drugą osoby. Będziesz wtedy atakowany wyobrażaniem sobie, jak bardzo ona cierpi. To fałszywa litość. Pamiętaj, że rozłączenie jest dobre i dla tej osoby, i dla ciebie. Nie tylko ona była pasożytem dla ciebie, ale i ty albo dałeś się wciągnąć w sieć zabójczych emocji, albo sam ją zarzuciłeś na czyjeś serce. Całą złość ukierunkuj na tę zwyrodniałą formę relacji. Jeśli to możliwe, odejdź w pokoju. Jeśli jednak druga osoba zacznie odgrywać rolę ofiary – nie daj się wkomponować w poczucie winy. To pułapka. Tu potrzeba bezwzględnego cięcia – opuszczenia kogoś. W takim przypadku nikogo nie unieszczęśliwiasz, lecz UWALNIASZ. Być może lepiej to sobie uświadomisz, pisząc kilka nawet listów, których jednak nie wysyłaj. Zauważysz, że kolejne wersje przybliżają Cię do prawdy o waszej relacji. Przekonasz się, że teraz czas na wolność. Stopniowo, w kolejnych wersjach, rozładuj i złość i litość – nie możesz zrzucić winy tylko na drugą stronę, ale nie możesz też dawać żadnej szansy na kontynuowanie tej relacji.

2. Uświadom sobie, że koniecznie potrzebujesz odzyskać samego siebie – wydobyć siebie z tego zatopienia się w kimś. Na tym polega drugi krok. Biblijna Ewa, musiała „wyrwać” się z boku Adama, aby stanąć na własnych nogach. W hebrajskiej, oryginalnej wersji opisu, użyto słowa: „sagar” na określenie zamknięcia boku Adama, aby Ewa nie mogła się w nim ponownie zatracić. „Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił [dosł.: ‘zamknął’, wajjsegor] ciałem” (Rdz 2,21). Bóg zamknął przed Ewą bok Adama, jak drzwi, które czasem trzeba zatrzasnąć komuś przed nosem. To warunek, aby Ewa odzyskała wolność, własne życie. Bardzo to trudne, ale konieczne. W przeciwnym razie Ewa zapewne znowu „zawiesiłaby się” na Adamie. Ty też musisz zacząć żyć własnym życiem. pamiętaj, że potrzebujesz uwolnienia od drugiej osoby, nie odzyskania jej. Ludzie Biblii, kiedy przeżywali wielkie uwolnienia, pisali księgi, zapisując w nich świadectwa wybawienia, jakie im ofiarował Bóg. W księdze Liczb Izrael wyliczył 42 etapy uwolnienia z niewoli egipskiej i wędrówki przez pustynię! Potrzebujesz napisać swoją księgę uwolnienia.

3. Załóż dziennik, w którym, krok po kroku, będziesz zapisywać etapy uwolnienia. Zapisuj swoje modlitwy – prośby do Boga o uwolnienie od drugiej osoby. Bądź konsekwentny i już nigdy nie proś Boga o jej odzyskanie. Wyłapuj te chwile w ciągu dnia, w których natarczywie wraca tęsknota, czujesz przymus rozmowy telefonicznej, spotkania, wspomnień, nostalgicznych skojarzeń. Wszystko to trzeba przezwyciężać: nie tylko na papierze, ale też w sercu. Wykorzystuj wszystko, co ci pomaga uwolnić się od spętania – nawet złość i wściekłość, ale kieruj je na samo zniewolenie, nie na osobę. Złość i gniew, które prowadzą do uwolnienia nie są grzechem. Demontuj schemat myślenia uzależniającego – nie pozwalaj sobie zbyt długo pozostawać w amoku wspomnień. Konieczny jest ci dystans. Nie ma już nic do wyjaśnienia. Pod żadnym pozorem nie szukaj kontaktu, nie oszukuj sam siebie, że chcesz tylko popatrzeć z daleka: znowu wpadniesz w zniewolenie. Żadnego „ostatni raz”, żadnych listów. Fotografie, pamiątki, rzeczy, kasety, filmy, które wywołują wspomnienia lub ofiarowane przez tę osobę – wyrzuć je lub dokonaj symbolicznego pogrzebu i odżałowania – pozwól sobie na płacz i złość, na wyżalenie się i modlitwę.

4. Zniszczenie dowodów zniewolenia to czwarty krok! Ważne jest, aby znaleźć osobę, która będzie dla ciebie przewodnikiem w wyprawie po uwolnienie. Musisz być szczery wobec tej osoby i zyskiwać pomoc pełną zaufania – to nie może być ktoś, w kogo uciekasz. Może to być terapeuta, spowiednik, osoba moralnie stojąca blisko Boga i doświadczona w łasce i cierpieniu.

5. Uwolnienienie polega na znalezieniu powiernika duchowego – to piąty krok. Powinieneś odkryć bardziej zaawansowaną, intymną, bliską relację z Bogiem – nie możesz pozostać w pustce. Idź do spowiedzi, wyrzuć wszystkie grzechy, żeby twoja modlitwa miała pewność, że żyjesz z Bogiem w przyjaźni. Podstawą twojego uzależnienia jest złe rozstanie z rodzicami, dlatego potrzebujesz, aby odkryć w Bogu kogoś więcej niż najbliższego rodzica.

6. Związanie przymierza z Jezusem to kolejny krok. Być może, musisz zrewidować swoje odniesienie do rodziców i w końcu oderwać się od nieuświadomionej potrzeby zatrzymania dzieciństwa, być może potrzeba przebaczenia, albo zdecydowanego usamodzielnienia? Dotychczas ktoś, od kogo byłeś uzależniony, był dla Ciebie „bóstwem”. Teraz potrzeba, abyś w Bogu odkrył kogoś bliższego niż ta osoba, od której dopiero co się uwolniłeś.

tekst pochodzi z pisma Dobry Magazyn [PRODOKS]
nr 2 (19)/ 2005

Jadwisia - 2008-11-27, 13:24

Elżbieta---------ale jak tego dokonać z mężem? jak spróbować sie od niego uwalniać jak ja go widzę codziennie,(poza tymi diabelskimi wyjazdami :-( )jak????

wiem o co chodzi,jestem w tych pętach...........

Elżbieta - 2008-11-27, 14:37

Jadwisia, wyjdź do ludzi.
Najlepiej poszukaj wspólnoty.

Moja koleżanka - mama trójki dzieci, ostatnio odnalazła się w chórze przy kościele.
Wspaniała sprawa - śpiewać na chwałę Bożą.

A Twoje dzieci? Schola? Musisz wyjść i zaangażować się w swojej parafii - to potrzeba ku wzrastaniu w wierze i umacnianiu w niej!
To niezbędne !
Za dużo jest fajnych spraw dookoła. Musisz być silna w swoich wartościach - to wartości są U BOKU PANA JEZUSA.
Z Jezusem nie zginiesz - a i mąż skorzysta!
Tylko, że o męża się nie martw - dorosły jest, dorosły ma być. Podejmuje decyzje i nawet jeśli to decyzje "rozwalające" małżeństwo (często pozornie rozwalające!!) - to Ty będąc przy boku Jezusa (Boku Tryskającego Miłosierdzia) nie zginiesz, Pan umocni Cię i Pan sam zdecyduje kiedy mąż otrzyma łaskę . R o z u m i e s z ?
To PAN DECYDUJE O ŁASKACH.
Komu i ile oraz kiedy dać.

Nie Ty.
Ty masz (lub chcesz, nikt nie zmusza) masz lub chcesz być wierna JEMU - PANU JEZUSOWI.
Króluj Nam Chryste!

A Ty nie martw sie tak.
Martw się czym innym - na przykład LOSEM DUSZ, KTÓRE W TEJ CHWILI UMIERAJĄ I POTRZEBNA IM JEST MODLITWA DO ZBAWIENIA - W KAŻDEJ CHWILI JAKAŚ DUSZA KONA - I ONA POTRZEBUJE MODLITWY !!
Nie ci co żyją... tylko ci, co umierają - teraz umierają.
Oni potrzebują modlitwy TWOJEJ, NASZEJ. ONI.
Ci, którzy żyją mają czas...może mają czas. Lecz tym się nie martw !
Dusze KONAJĄCE TERAZ - POTRZEBUJĄ MODLITWY.


z Bogiem!
Niech Imię Pana będzie uwielbione.

ps. pamiętaj - wyjdź do ludzi !!

nałóg - 2008-11-27, 15:11

Elżbieto......... zejdż na ziemię.Piszesz:"A Ty nie martw sie tak.
Martw się czym innym - na przykład LOSEM DUSZ, KTÓRE W TEJ CHWILI UMIERAJĄ I POTRZEBNA IM JEST MODLITWA DO ZBAWIENIA - W KAŻDEJ CHWILI JAKAŚ DUSZA KONA - I ONA POTRZEBUJE MODLITWY !!
Nie ci co żyją... tylko ci, co umierają - teraz umierają.
Oni potrzebują modlitwy TWOJEJ, NASZEJ. ONI.
Ci, którzy żyją mają czas...może mają czas. Lecz tym się nie martw !
Dusze KONAJĄCE TERAZ - POTRZEBUJĄ MODLITWY. "

Wiesz...... chyba to jednak przegięcie.
Bóg kazał nam czynić ziemię poddaną.Dał nam wolna wole i rozum.
Jadwdze sugerujesz modlitwe za konających........ona jest ważna.........ale dziś Jadwiga żyje TU i TERAZ. Sieje swoimi wynaturzonymi instynktami zamieszanie,brnie w kryzys,jej małzęństwo jest na krawędzi rozpadu ,a Ty sugerujesz jej modlitwę za konających.

Elzbieto,czy jak dostaniesz zawału(Broń Cie Boże od niego) to zamiast kazać dzwonić po "R",jechac do szpitala to każesz zanieść sie do konfesjonału?????? albo każesz odprawiać modły zamiast wzywać lekarza?

Jadwisia......... idż do poradni małżeńskiej przy parafii czy diecezji ( w praskiej jest na Rondzie Wiatraczna x.Marek Kruszewski) a przy okazji wejdż do kościoła i pomódl sie za dusze umierające.

Ufffffff Wiara tez może byc dysfunkcyjna.

Pan decyduje o łaskach,ale Pan dał też psychologów,terapeutów,poradnie małżeńskie, lekarzy jako łaskę do korzystania z niej................ Pan wreszcie dał człowiekowi coś takiego co zwie sie ZDROWYM ROZSĄDKIEM.

Mój proboszcz uruchomił poradnię małżńską, poradnię dla uzależnionych,1x w miesiącu odprawia msze w intencji tych co na mityng AA. Al-anon i Alatin przychodzą.Nawet jak nie wszyscy w niej uczestniczą.
A jest przykładem rozmodlenia.Ale jak potrzeba to i za pokutę daje wizytę w poradni czy na mityngu.
A nie tylko kolejna modlitwę każe odmawiaĆ.
ZDROWY ROZSĄDEK

Elżbieta - 2008-11-27, 15:17

Dobrze przeczytałeś,
napisałam o modlitwie za konających, a Jadwiga zrobi co zechce.
To mądra kobieta. Sprawia wrażenie zmęczonej, bo zajmuje się dziećmi.
Ona wie, co ma robić. Ma wyjść do ludzi i nie zajmować się wciąż życiem męża.

A jeśli chce się modlić tu i teraz, to najpierw za konających.
Tak chce Pan Jezus, który to przekazał siostrze Faustynie w "Dzienniczku".


Z Panem Bogiem !

ps. o konfesjonale nic nie pisałam, czytaj uważnie, pozdrawiam

Jadwisia - 2008-11-27, 15:56

Jesteście wszyscy bardzo serdeczni i kochani,chcecie mi pomóc i każdy post,myśl,radę bardzo szanuje i cenię.Nie ukrywam,że cudownie na mnie działaja te "walące się na głowę" teksty.To prawda,co sie ze mna dzieje,pierwszy krok psycholog-idę w przyszłym tygosniu,chciałam szybciej nie dało się.A co do modlitwy,na razie jest byle jaka,bo modląc się i tak myślę o nim........................,a wy wiecie o kim..................
Macius - 2008-11-27, 15:58

Elżbieta napisał/a:
Moja koleżanka - mama trójki dzieci, ostatnio odnalazła się w chórze przy kościele.

Mi dzisiaj rano wiele radości sprawiło śpiewanie pieśni w czasie porannej Mszy Świetej, coś w tym jest, jakaś głęboka radość...

nałóg napisał/a:
Ufffffff Wiara tez może byc dysfunkcyjna.

Nałoga warto słuchać... ja sobie nawet wynotowałem kilka z jego wypowiedzi, podobnie zresztą jak innych forumowiczów.
Jak ja miałem wątpliwości czy za dużo się modlę, zakonnik z którym rozmawiałem powiedział mi, że dopóki chodzę do pracy - to jest ok.... a właśnie, wczoraj uciekłem z pracy do kościoła, bo mi było bardzo ciężko i źle. A dla swoich spraw odkryłem modlitwy za zmarłych, odmawiam dość często litanię za moich bliskich zmarłych, zwłaszcza takich którzy innym dawali popalić za życia.

nałóg napisał/a:
Elzbieto,czy jak dostaniesz zawału(Broń Cie Boże od niego) to zamiast kazać dzwonić po "R",jechac do szpitala to każesz zanieść sie do konfesjonału?????? albo każesz odprawiać modły zamiast wzywać lekarza?

Biorac pod uwage stan służby zdrowia w naszym kraju, nie odrzucałbym zbyt pochopnie pomysłu z konfesjonałem i modlitwą ;-)

Jadwisia - 2008-11-27, 16:27

.............zaraz mnie potępicie..............ale pomyślałam o ...........antykoncepcji...............może gdy będzię więcej....................on bardziej zbliży sie do mnie..............?..................
samotna - 2008-11-27, 20:58

Jadzia,
czy Ty nas czasem nie podpuszczasz???

..monika.. - 2008-11-27, 21:23

Jadwisiu, oczywiscie... ze tez my na to nie wpadlismy. po co ustalenie zrodla problemu? po co wzajemny szacunek? po co rozmowy? po co praca nad soba? i to jeszcze dlugotrwala????!!!! kiedy wszystko, WSZYSCIUTKO da sie tak prosto i na skroty naprawic.
Macius - 2008-11-28, 07:58

Jadwisia napisał/a:
może gdy będzię więcej....................on bardziej zbliży sie do mnie..............?..................


Raczej tak nie będzie. Nawet najlepszy seks bez miłości i bliskości nie zblizy was do siebie, najwyżej pozwoli na wyładowanie namiętności, a na pewno nie rozwiąże to waszych problemów. Kolejność w moim przekonaniu jest odwrotna - najpierw bliskość i miłość, potem czułość i seks.

To już kolejny twój post, w którym ja odczytuję z twojej strony dużą chęć manipulacji waszym związkiem.

Jadwisia - 2008-11-28, 08:19

Masius--------jeśli odczytujesz to jako manipulacja to robie to nieświadomie......nie chcę tego oczywiście,już nic nie piszę i nie mam pomysłów.Praca nad soba....-łatwo powiedzieć....... :-( Wydaje mi się ,że to myślenie o mężu wykończy mnie,wolałabym żeby był bez pracy i siedział w domu.(tak niedawno było i to były moje NAJPIEKNIEJSZE DNI!!).
mami - 2008-11-28, 08:57

karanie sexem/reglamentacja na sex/ czy nagradzanie sexem
Jadwisiu problem ten sam
zmienia sie tylko forma postawy
cel ten sam kontrolowanie męża przesadna chora chęc zniewolenia podporządkowania sobie męża
z obawy przed porzuceniem utrata

nie da rady Jadwigo trzeba pokonac swoje lęki
pomysł na dzis postaraj sie spędzic miło czas z męzem, może zabawa andrzejkowa wspólna, jesli nie, samej tez można sie bawic w gronie koleżanek
może babskie wróżby andrzejkowe
tylko chciej....
z przymrużeniem oka powróż sobie z fusów hehe...

Jadwisia - 2008-11-28, 10:50

mami----------no cudownie......ale ja nie jestem na tym etapie,żeby bez...niego na andrzejki.......albo gdziekolwiek..........dlatego mnie boli,bo on tak POTRAFI .......i ja muszę uczyc sie to.......miec w nosie ..............i dlatego takie postanowienia,a nie inne...............dzięki wam.......................
martin - 2008-11-28, 11:24

Jadwisia napisał/a:
martin ------to ja mam podobny problem z wybaczeniem i uwierzeniem,a w ogóle to jest chyba niemozliwe.............piszesz,że może za 2 latka(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) będę szczęśliwą żoną!!!!!!!!!!!!!!!!! TO JA DOPIERO ZA TYLE CZASU MOGE SIE ZMIENIC?????????????????

A przed mężęm już kolejne wyjazdy i imprezy i zmiana jest mi potrzebana na teraz!!!!!!!!!!!!!! Bo ja go uduszę ,a nigdzie nie puszczę balującego dziada,ja też tak chciałabym!!!!!!!!!!!!!!!!1

Czy to jest zaborczość?a czy ktoś z was jest lub był taki? bo jeśli nie to łatwo mówić ..........a ja tylko tym żyję.......................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Widze ze sie nie rozumiemy i to mocno
A jakie Ty masz powody, zeby nie wybaczyc i nie uwierzyc co? Bo z kims zatanczyl? Przeczytaj sobie posty innych ludzi tutaj i zastanow, czy naprawde masz powazny problem?!
Za 2 lata - to byla perspektywa, ze jak TERAZ sie w koncu ruszysz i zaczniesz ze SOBA, cos robic to za 2 lata moze byc juz super. Podkresle ZE SOBA, Z TA CHOROBLIWA ZAZDROSCIA, SKLONNOSCIAMI DO MANIPULACJI to wtedy masz szanse, ze zacznie sie Wam powoli coraz lepiej ukladac. A (oby) za 2 lata bedziesz sie smiac z tego, ze kiedys moglas byc taka zazdrosna, a to bylo bez sensu.
Teraz to Tobie jest psycholog potrzebny. Zadna zmiana nie przyjdzie Ci od razu, do znudzenia to piszemy.
I jeszcze jedno - pytasz, czy ktos byl taki? Otoz nie lubie oceniac siebie, ale w moim odczuciu bylem zaborczy i zazdrosny, ale chyba nawet nie w polowie tak jak Ty. I co? I i tak rozpadl mi sie zwiazek rozumiesz???????? Z winy obu stron, ale tu Ci napisze - DO KRYZYSU W ZNACZNEJ MIERZE DOPROWADZILA WLASNIE MOJA ZABORCZOSC!!!! JA JUZ SOBIE ZNISZCZYLEM WIELE PIEKNYCH RZECZY W ZYCIU, JESLI CHCESZ ISC TA SAMA DROGA TO PROSZE. PISZE CI JAKO CZLOWIEK, KTORY ZROBIL BARDZO WIELE BLEDOW I POTEM KILKA MIESIECY PLAKAL NAD SWOJA GLUPOTA.
Wiec przestan tkwic w swoich niszczacych przekonaniach i do roboty nad SOBA!!!!
A czy Ci sie uda to tylko kwestia checi.
Powodzenia

nałóg - 2008-11-28, 13:24

rekolekcje Jacka Pulikowskiego ww katedrze Św.Floriana na Pradze.Od dziś do niedzieli włącznie
lena - 2008-11-28, 13:32

Tłustym drukiem i wielkimi literami na pierwszą strone przydałoby się wstawić :-)
Jadwisia - 2008-11-29, 09:51

Rekolekcje odpadają bo nie mamy mozliwości,niestety chociaż chciałabym bardzo posłuchać mądrych ludzi.To pomaga,na pewno.

martin------hm.....zaborczośc twoja....hm.....no niby...troche ja tez jestem taka..........czyli uważasz,że nawet jesli mąż pobawiłby sie sam beze mnie to nic wielkiego?? to nam nie zaszkodzi????( teraz tego nie moge pojąć,udusiłabym go)ale mam iść w tym kierunku? czy to nie będzie tak,że jemu weselej się żyje niż mi??? na pewno powiecie,juz wszystko wiem....ale....

..monika.. - 2008-11-29, 22:37

ale czy malzenstwo to licytacja komu zyje sie weselej, fajniej, milej?? Czy moze warto cos BUDOWAC, dbac o WSPOLNE szczescie zamiast ciagle tylko porownywac...?
NORBERT - 2008-11-29, 23:18

Jadwisiu pozwolę sobie przyłaczyć sie do rady.....zazdrość w związku ma szansę istnienia
ale w zdrowym wydaniu ....niestety chora nie ma miejsca i to jest ta istota....
po pierwsze zadaj sobie pytanie czy ty potrafisz zdradzić?...pewnie nie czyli ufasz sobie
.....zatem czemu nie ufasz męzowi....co jest powodem....tu szukaj przyczyny!!!!!!
a teraz cos istotnego to wyniosłem z moich terapii....bardzo proste ale leczy....tą przyczyne
jaka pewnie w tobie tkwi.....podstawowe pytania i szybka odpowiedż....
1.czy jestes w stanie zapobiec zdradzie jak ktoś to zaplanuje-zastanów sie ...niestety odpowiedz brzmi nie
2.czy jestes w stanie zmusic kogoś do miłości jak zaplanował ze przestaje cię kochac....
odpowiedz brzmi nie
3.czy masz konkretny sposób jak przeciwdziałac zdradzie......odpowiedz brzmi nie ..bo nie ma takiego systemu
4.czy jesteś w stanie na siłe kogos do siebie przywiązać....jeżeli zaplanował odejśc od ciebie
.....odpowiedz brzmi nie

rozumiesz ta prostotę te pytania i odpowiedzi określają twoja bezsilnośc w kazdej sytuacji
pojecie tego że i tak nie jestes w stanie w takich sytuacjach nic wykonac powoduje
to ze pozostaje ci jedno jedyne skoro masz zaufanie do siebie że tak nie potrafisz
nie jestes w stanie oszukac w twoim związku jedno jedyne co cie czeka to przyjąc
ze i mąż jest taki jak ty i tez tego nie zrobi......to sie nazywa zaufanie do siebie i współmałżonka...
mało tego rozwinę to dalej.....zlokalizowalas pocztę męza wiesz że cos tam dziwnego wypisuje.....cieszysz sie mam go!!!!!! błąd ...jak kombinuje...zmieni...jak znajdziesz druga
przejdzie na gadu..gadu...jak zlokalizujesz przejdzie na skype....jak zlokalizujesz przejdzie na telefon...jak zlokalizujesz ..przejdzie na sms...jak zlokalizujesz zacznie sie spotykac....
bedzie zmieniał godziny..itd...itd.......nie starczy ci zdrowia..czasu oraz sprytu...
czyli nadal jestes bezsilna......od proste cwiczenia wskazujące to ze i tak nie masz wyjścia.....pozostaje jedno jedyne ZAUFANIE.....a jeżeli nawet ktoś złamie twoje zaufanie to i tak nic nie zmienisz.....ROZUMIESZ JADWISIU NIE MA SPOSOBU NA BYCIE Z KIMS NA SIŁĘ !!!!!!!!.....a chora zazdrośc odstrasza..powoduje niechęc ....a w tobie zaborczość co
powoduje manipulację.....myślę że jak to poczytasz to dojdziesz do tego ze i tak nic nie jestes w stanie zmienić

lena - 2008-11-29, 23:47

hm...jakos inaczej to widze...chociaż...
jest sens w tym co piszesz, ale...
Ty piszesz o zdradzie, kontrolowaniu(byc może swoich doświadczeniach)a mnie sie wydaje,że w ten sposob nakierowujesz Jadwige na takowe myślenie/podejrzenia.... i nie daj Boże podobne działanie.
To nieco inny problem jak wnioskuje z tego co sama pisze.
Ona i tam sama starsznie miesza, szukając coraz to nowych przyczyn.
Wydaje mi sie Norbercie że pojechałeś za daleko.....Jadwiga jest w stanie wiele zmienić!!!....siebie!!!...i ma ogromne szanse,ze pod wpływem jej zmian zmieni sie i mąż.
Niewiem...ale jakoś mi nie pasuje powyższa wypowiedx do sytuacji Jadwigi

Vadera - 2008-11-29, 23:53

NORBERT napisał/a:
.myślę że jak to poczytasz to dojdziesz do tego ze i tak nic nie jestes w stanie zmienić


Zasada nierozerwalności związku małżeńskiego oraz uznanie cudzołóstwa względnie pożądania żony bliźniego za grzech liczą sobie ponad 2 tysiące lat.

Problem polega na tym, że w międzyczasie zmieniły się stosunki społeczne, prawo karne etc.

Dwa tysiące lat temu sprawa była prosta, jeżeli żona zdradziła męża to czekała ją nieuchronna kara - śmierć przez ukamienowanie. Zatem związek małżeński kończył się szybko przez śmierć wiarołomnego małżonka.

Dzisiaj jest inaczej, żona zdradza męża, zachodzi z kochankiem w ciąże, wyprowadza się do kochanka, żyje z nim jak z mężem, a mąż porzucony, zdradzony cierpi i Kościół nakazuje jemu samotnie żyć do końca życia ( zachować wierność wobec niewiernego małżonka ) - przeżywać traumę w związku z nieustająca zdradą ze strony kobiety, która jedynie formalnie jest jego żoną. Nawet jeżeli wyrazi zgodę na rozwód - to zostanie uznany za grzesznika. Wielu uznaje to za niesprawiedliwe i nie znajdując zrozumienia - odchodzi od Kościoła.

Musisz samodzielnie rozważyć w swoim sumieniu - co zrobić w sytuacji, gdy małżonek raniąc Ciebie zachowuje się w tak nielojalny sposób, czy pogonić go, czy cierpieć w milczeniu.

NORBERT - 2008-11-30, 00:52

Nie Leno nie mam zamiaru nakierowac ....jedynie odniosłem sie do zazdrości-chorobliwej
a taki rodzaj zazdrości zawsze krązy koło podejrzen o zdradę.....te punkty jakie podałem jedynie wskazują to że jest to bezsensowna obsesja i tyle....a kontrola tego jak podałem dalej jest bezsensem bo co ma byc to i tak bedzie....fakt pewnie dokładnie razem wiemy
i to dobrze o mojej skazie ....ja dzięki takim ćwiczeniom ...wyrosłem z pewnego przekonania..i cos co kiedyś zaprzątało moja głowe nagle okazało się że to strata czasu,bezsens i jedynie głupie myslenie ...ale fakt kazdy musi odszukac swój sposób....ja go odnalazłem i ten etap jest za mną.....trzeba iść do przodu a ja jestem wytrwały i uparty
naprawiam swoje cykle....zamykam je i dalej do przodu..... Leno dla mnie szkoda czasu
na marnowanie swojego zycia .....a dotychczasowe błędy mego myślenia.mego życia
zaprowadziły mnie gdzie zaprowadziły....dziś mam to co mam ...choc mało- ale z cieniem szansy na lepsze jutro....tkwiąc dalej w błedzie mam sobie wszystko zniszczyc do konca...
przykro mi ale to nie dla mnie!!!!!!.....LENO NAJWIĘKSZY MÓJ PROBLEM TO ZAMKNIECIE BUZI -z tym juz też sobie radzę

lena - 2008-11-30, 01:04

Vadera...a ten wykład to do kogo i w jakim celu?
Kompletnie nie na temat...niestety.

Joanna... nie zdradza, mąż...czy zdradza,czy nie....tego niewiemy.
Może najpierw przeczytaj , a dowiesz sie w czym problem.
Nie rozmawiamy o tym ..... co jakaś żona robiła 2 tys lat temu, co robi jakaś żona dziś, ale ...rozmawiamy z Joanną,o Joannie i jej problemie.

aaa...Norbert tez nie zdradza i jego żona rownież....i nikt nie jest w ciąży ;-)

Norbert.... zrozumiałam. Ćwicz i pracuj...i jak najlepszych efektów życzę :-)
... a nóż Joanna coś wyciągnie z Twojej wypowiedzi.

pozdrawiam i... dobranoc.

NORBERT - 2008-11-30, 01:07

p.s i moze to komus da jakąs pomoc ..wyłaczyłem się na jakis czas z forum i powiedziałem sobie tak powróce tu ale pełen optymizmy i własnej radości ..bez biadolenia,bez grzebania
w mojej przeszłości,ponadto powiedziałem sobie nie będe nikomu zabierał jego czasu
co do mnie jestem i bede wsparciem jak ktos mnie będzie potrzebował ....ciesze sie z kazdej chwili jezeli moge byc pomocny...a moim najwazniejszym punktem jest radośc i szcęscie moich synów......i najwazniejsze nie zastanawiam sie czy ktos wierzy w to co robie ze sobą....dla mnie najwazniejsze jest to ze ja sam wierze i ciesze się z kazdego dnia sukcesu i z kazdego dnia spędzonego normalnie......normalnośc tu odnalazłem swój sens i radość!!!!!!!!!!!

elzd1 - 2008-11-30, 09:42

Jadwigo, nie czytałam wszystkich wypowiedzi, zaciakawiło mnie kilka ostatnich, więc do nich się odnoszę.
NORBERT napisał/a:
po pierwsze zadaj sobie pytanie czy ty potrafisz zdradzić?...pewnie nie czyli ufasz sobie
.....zatem czemu nie ufasz męzowi....co jest powodem....tu szukaj przyczyny!!!!!!

Zaufanie do siebie nic nie ma wspólnego z zaufaniem do drugiej osoby. Właśnie to bezgraniczne zaufanie ( ja nie zdradzę, więc i on tego nie zrobi - myśleliśmy ) - sprawiło, że większość z nas zamykało oczy na JAWNE DOWODY oszukiwania nas.
Więc dziś już wiem, że w życiu ważna jest zasada OGRANICZONEGO zaufania w przypadku, gdy istnieje choćby najmniejsze podejrzenie, iż ktoś nie jest szczery.
Co nie zmienia faktu, że siłą nie zmusi się ani do kochania, ani do przyjaźni, ani do uczciwości.
Czy Jadwiga jest zaborcza, to tylko sama wie. Ale dla mnie jest niedopuszczalne, żeby mąż biegał na różne taneczne imprezy bez żony, wyłączał komórkę na cały wieczór, oszukiwał że spotkanie czysto naukowe, a okazuje się zabawą andrzejkową i wiele podobnych przypadków, które mają miejsce.
Ja, mając swoje doświadczenia, nie ośmieliłabym się wmawiać komuś, że ma urojenia, że wymyśla zdradę, że niepokoi się bez sensu - tak jak tutaj się Jadwidze pisze.
Dla mnie nie jest to sprawa tylko chorobliwej zazdrości.
Mąz Jadwigi ma wygodną przystań: Ona siedzi z dziećmi, On zaś robi na co ma ochotę, wracając do domu po czystą koszulę, przespać się, zjeść kolację ( bo na obiadach raczej nie bywa). Czasem żona i nawrzeszczy, ale cóż to jest w porównaiu z faktem, że zaraz się mąż urwie na kolejną imprezę. Facet ma jak u mamusi i tylko jeden obowiązek: dostarczenie pieniędzy do domu.
Jadwisia napisał/a:
Rekolekcje odpadają bo nie mamy mozliwości,niestety chociaż chciałabym bardzo posłuchać mądrych ludzi.To pomaga,na pewno.

Jadwigo. Jeśli nie można wyjechać razem, idź sama na rekolekcje. Albo poszukaj w internecie, posłuchaj sobie w domu, zaproś męża do posłuchania. Ks, Pawlukiewicz przekonuje prawie każdego i prawie kadego potrafi zaciekawić, "nie truje" - jak to się zwykle mawia o księżach.
Jadwisia napisał/a:
czyli uważasz,że nawet jesli mąż pobawiłby sie sam beze mnie to nic wielkiego?? to nam nie zaszkodzi????(

Ja uważam, że to jest niedopuszczalne. Bez żony to może iśc na wystawę wędkarską albo na oglądanie nowych modeli motocykli, zabawa taneczna bez żony czy męża jest tylko dla ludzi wolnych. W końcu małżeńtwo do czegoś zobowiązuje.

Oczywiście Jadwigo, popieram swoich rozmówców: Tobie potrzebna jest terapia, bo nie umiesz żyć samodzielnie, nie umiesz sobie czasu zorganizować bez męża, wszystko się kręci wokół niego. I to jest chore, a na pewno prowadzi do większych konfliktów w domu.
Jadwigo, nie może być tak, że maż jest celem Twojego życia. Powinno być: najpierw Bóg, na drugim miejscu Ty sama, potem dzieci, a później mąż. Zadbaj o siebie, o swój wolny czas, pójdź sama na rekolecje czy wspólnie z przyjaciółką ( no, z sąsiadką) na spacer do parku, poczytaj ciekawą książkę, posłuchaj rekolekcji w internecie, zacznij żyć dla siebie. I koniecznie terapia, ale tutaj trzeba ostrożnie, byś nie poczuła się zbyt wolna i swobodna. Terapia, ale prowadzona w duchu chrześcijańskim.
Pozdrawiam. I życzę miłej niedzieli z Panem Bogiem.

NORBERT - 2008-11-30, 11:26

Elzd 1 sprostuje może moje mysli bo widze ze jestem odczytywany troche inaczej niz chciałem to wypowiedziec....nie mówie o bezgranicznym zaufaniu bo każdy jest człowiekiem..ma pokusy i nawet mocno bijąc sie w piersi że nie i mając mocne zasady może pobładzić....czy to zrozumie to jego sprawa ..mnie raczej chodziło o chorobliwa zazdrośc ..wytwory w głowie jakie powstaja w takim przypadku moga byc tylko wytworami
i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością....nie wiem jak to jest w przypadku Jadwisi czy mąż faktycznie kombinuje,czy tylko szuka oddechu...czy normalnie nic nie robi...nie można oceniac człowieka że robi żle bo ja akurat nic nie robię ,nie szaleję a kto Jadwisi broni szaleć...złapac oddech ...ma niescisłości ,ma swoje mysli warto pogadać..warto powiedzieć
ale życ z wytworami fantazji jak powstaje w głowie to najgorsze.....tylko o namacalnych faktach mamy prawo powiedzieć ochyda,zrobiłes żle....to co robisz jest ochydne....ale nie mamy prawa osądu drugiego człowieka na podstawie własnych mysli!!!!!!!!

[ Dodano: 2008-11-30, 12:04 ]
p.s i jeszcze to- małżenstwo to współistnienie.....poszanowanie własności....wspomaganie sie nawzajem....i zaufanie ..od...nas samych zalezy jak szanujemy współmałzonka....my wiemy czym jesteśmy wstanie go skrzywdzić..i jak to robic by nie czuł sie zle przez nas samych....i mimo że jesteśmy razem ,to każdy odpowiada za siebie....jezleli cos nam przeszkadza w zachowaniach współmałzonka....ze zbyt czesto ucieka z domu....bawi sie bez nas...za duzo poświęca czasu koledze/koleżance(a nas to boli) mamy prawo powiedziec głośno-przeszkadza to nam,dla nas jest to dziwne.....czemu tak robisz .....mamy prawo zaakcentowac według mie postepujesz niefer....a reakcja jest niezalezna od nas ..jezeli współmałzonek nas szanuje ...zastanowi sie że moze tak krzywdzę....a jezeli nawet nie dojdzie do takich wniosków co da nękanie swoimi problemami ...nic...i jeszcze raz nic!!!!!!!

martin - 2008-11-30, 12:41

Witaj elzd1

W wielu miejscach nie moge sie z Toba zgodzic.


elzd1 napisał/a:
Jadwigo, nie czytałam wszystkich wypowiedzi, zaciakawiło mnie kilka ostatnich, więc do nich się odnoszę.

Czy Jadwiga jest zaborcza, to tylko sama wie.

No wlasnie czlowiek z takim problemem czesto NIE WIE! Mimo, ze ten watek to dluga lektura warto go przesledzic w calosci, bo pare ostatnich wypowiedzi nie daje obrazu problemu. I Jadwisia byc moze nie tylko w mojej opinii, ale wielu osob wypowiadajacych sie od poczatku watku jest osoba bardzo zaborcza i zazdrosna i staramy sie Jej to wskazac i zasugerowac terapie. Oczywiscie obie strony winne - jak zawsze, ale takie podejscie do zycia jak Jadwisi potrafi skutecznie zatruc zycie drugiemu czlowiekowi i zniszczyc zwiazek. Wiem - po sobie samym!


elzd1 napisał/a:

Ale dla mnie jest niedopuszczalne, żeby mąż biegał na różne taneczne imprezy bez żony, wyłączał komórkę na cały wieczór, oszukiwał że spotkanie czysto naukowe, a okazuje się zabawą andrzejkową i wiele podobnych przypadków, które mają miejsce.
Ja, mając swoje doświadczenia, nie ośmieliłabym się wmawiać komuś, że ma urojenia, że wymyśla zdradę, że niepokoi się bez sensu - tak jak tutaj się Jadwidze pisze.
Dla mnie nie jest to sprawa tylko chorobliwej zazdrości.

No widzisz, dla mnie to tez jest chore, zeby osoby bedace razem chodzily osobno na takie imprezy. Ale co zrobisz z takim czlowiekiem? Zamkniesz go? To dla mnie samego jest problem, bo z moja M. nie umialem dojsc do ladu jak chciala wychodzic z kumpelami na tzw. "babska impreze" ale tez z tanczeniem, gdzie wiadomo, ze grono jest mieszane.
Z drugiej strony gdybym Jej nie ograniczal kiedys moze teraz bylibysmy po slubie, bo czula sie zamykana. To jest tez swoisty temat do dyskusji bo w zasadzie nie wiem jakie jest madre rozwiazanie. Ale wylaczanie komorki, klamstwa ... NIE!!!!
Natomiast co do wymyslania zdrady to MOZNA sobie wiele zepsuc w zwiazku ciagle dopytujac, dzwoniac itp. Nawet jesli w naszym odczuciu nie jest to zle, a ma byc okazaniem uczucia. I takim ciaglym kontrolowaniem mozna zniszczyc. Ponownie - z drugiej strony - jak u mnie teraz jest juz po zdradach, to nawet nie wiem, czy o cos pytac, czy nie. Zawsze moze sklamac i oszukac i tak. Idiotyczne - nie wiadomo co robic. Jesli ktos tu po zdradzie ma jakies doswiadczenie w tym wzgledzie chetnie sie dowiem.


elzd1 napisał/a:

Powinno być: najpierw Bóg, na drugim miejscu Ty sama, potem dzieci, a później mąż.

No to ja nie rozumiem idei milosci. Owszem wiele osob zrobilo przestawienie wartosci i zdradzajacy malzonek/partner znalazl sie na 1 miejscu, gdzie powinno byc miejsce dla Boga. ALE to co dalej podajesz???? To kto tam jeszcze przed tego meza sie wepchnie?
Odniose sie do cytatu "i zapomnij, ze jestes, gdy mowisz, ze kochasz". No to jak to jest? Najpierw Pan Bog, potem JA JA JA, potem moze dzieci i na koncu ten tam, jak mu tam?
A moze pokutowal u mnie obraz nierealnej milosci romantycznej?

Pozdrawiam

lena - 2008-11-30, 13:22

Martin.... mądry z Ciebie facet,lubię Cię czytac i jestem pełna podziwu dla Twojej osoby.
Myśle,że nastapiło pewne niezrozumienie w kwestii...kto na jakim miejscu.
Elzd jest kobietą, matką dla której dziecko jako bezbronna istota, "nieuksztaltowana w pełni" wymaga opieki, nadzoru...prowadzenia...
Mąż to dorosły, dojrzały(czasem nie) człowiek na którego nie mamy wpływu.
Ulokowanie Go na ostatnim miejscu, nie umniejsza jego pozycji w naszym życiu, w rodzinie,to wciąż najważniejszy dla nas człowiek ...to inna miłość po prostu.
Myślę,że o to chodziło Elzd.....często w obliczu kryzysu zapominamy o Nich... o dzieciach, które cierpią najbardziej.

hazine - 2008-11-30, 13:38

leno powiedz mi jak to wytłumaczyc mężczynie ,zeby nie zarzucał ci nigdy ,że dziecko kradnie jego czas?
lena - 2008-11-30, 13:41

nie wiem...nie umiałam...sam zrozumiał(późno,ale nareszcie)
NORBERT - 2008-11-30, 15:09

hazine myśle ze trzeba go wprowadzac....by coraz więcej sie nim zajmował.....nie wiem czy to tylko moje zdanie a może i ktos sie pod tym podpisze ..ale zbyt dużo wolnego czasu
dla mężczyzny to nie jest za dobrze....mało własnego czasu to mało myslenia!!!!!!!

elzd1 - 2008-11-30, 15:28

martin napisał/a:
W wielu miejscach nie moge sie z Toba zgodzic.

Nie musisz, ja nie uważam się za nieomylną, wyrażam swoje odczucia i dzielę się swoim doświadczeniem.

Czy Jadwiga jest zaborcza, to tylko sama wie.
Owszem, niektórzy nie wiedzą. Ale Jadwiga pójdzie do psychologa i się dowie. A może już zobaczyła coś w wypowiedziach innych osób?
Może sobie Jadwiga zajrzeć do testu, popracować sobie z zadaniami:
http://odsiebie.com/pokaz/1054390---e8e8.html
Bardzo polecam, nie tylko Jadwidze.

martin napisał/a:
No widzisz, dla mnie to tez jest chore, zeby osoby bedace razem chodzily osobno na takie imprezy. Ale co zrobisz z takim czlowiekiem? Zamkniesz go?

I właśnie o to chodzi: żeby Jadwiga postawiła granice, wyraziła swoje zaniepokojenie, ale spokojnie, bez krzyku, bez szantażu. A przede wszystkim żeby zaczęła coś robić dla siebie. To właśnie wszyscy tutaj mówią, to usłyszy na terapii dla osób współuzależnionych , jeśli pójdzie. Postawić granice, w końcu mąż już nie jest niezależnym człowiekiem, ma obowiązki. I czas na przyjemności musi uzgadniać z żoną. A jeśli nie - żona ma obowiązek podjąć odpowiednie kroki, dla dobra własnego, dla dobra rodziny.

martin napisał/a:
Natomiast co do wymyslania zdrady to MOZNA sobie wiele zepsuc w zwiazku ciagle dopytujac, dzwoniac itp.

Gdybym ja się dopytała, sprawdziła, wyjaśniła - może by mój szanowny opamiętał się w porę. A tak, czuł się swobodnie, bo ufna żona nawet nie przypuszczała, co mąż robi, gdy mówi, że pracuje "po godzinach". I że czasem "musi mieć wyłączony telefon".


martin napisał/a:
No to ja nie rozumiem idei milosci. Owszem wiele osob zrobilo przestawienie wartosci i zdradzajacy malzonek/partner znalazl sie na 1 miejscu, gdzie powinno byc miejsce dla Boga. ALE to co dalej podajesz???? To kto tam jeszcze przed tego meza sie wepchnie?
Odniose sie do cytatu "i zapomnij, ze jestes, gdy mowisz, ze kochasz". No to jak to jest? Najpierw Pan Bog, potem JA JA JA, potem moze dzieci i na koncu ten tam, jak mu tam?
A moze pokutowal u mnie obraz nierealnej milosci romantycznej?

To nie jest mój cytat. I nie bardzo rozumiem o co w tym zdaniu chodzi. A jaki masz obraz miłości, to ja już nie wiem.

A co do kolejności, właśnie wielu z nas tak postawilo: najpierw małżonek, później Bóg albo dzieci, różnie to było, później cała reszta: pies, chomik, może kot.
A moja Ja ( nie JA JA JA - tak jak napisałeś ) - gdzieś na szarym końcu. To dziś sobie ustawiłam właściwie: Bóg, Ja ( przykazanie miłości, pamiętasz?) , później dziecko - bo zrodzone ze mnie, powołane do życia z miłości małżeńskiej. A mąż sam się wypisał z tego układu. Gdyby wrócił, nadal by miał miejsce dopiero po dziecku ( i wnukach - jak będą).
Zresztą, postawienie męża przed sobą i dzieckiem - właśnie to między innymi, doprowadziło do kryzysu - bo się jemu wydawało, że mu się wszystko należy i wszystko mu wolno. Czuł się swobodny i niezależny. I wiedział, że jest najważniejszy, więc wykorzystał swoją pozycję.
Nie jak napisałeś:
martin napisał/a:
Najpierw Pan Bog, potem JA JA JA, potem moze dzieci i na koncu ten tam, jak mu tam?

Nie JA JA JA, tylko Bóg, Ja, dziecko. A mój mąż nie ma końcu. Na końcu mogą być przyjaciele, może być pies, chomik, praca, jeszcze telewizor może być. Zobacz, jak wysoko stawiam swojego męża. I mąż zawsze ma swoje imię, nie mówię 'ten tam, jak mu tam". I nikt się przed nim nie wepchnie, będzie tam, gdzie jest jego właściwe miejsce. I gdzie powinien być zawsze.
Zbytnie uproszczenie tematu i zbytnie lekceważenie sprawy odebrałam z Twojej wypowiedzi.

[ Dodano: 2008-11-30, 15:29 ]
Leno. Masz rację częściowo.
W obliczu kryzysu moje dziecko zostało samotne, zbyt rozpaczałam, żeby widzieć jak Ona cierpi. Na szczęście mam mądrą córkę, wybaczyła mi i ten błąd. A tatusia odpowiednio traktuje, właśnie tak, jak sobie sam zasłużył. Odzyskać zaufanie córki, myślę że będzie mu bardzo trudno. Zwłaszcza, że oprócz porzucenia, ma też inne przewinienia w stosunku do nas obu.

[ Dodano: 2008-11-30, 15:31 ]
NORBERT napisał/a:
ezleli cos nam przeszkadza w zachowaniach współmałzonka....ze zbyt czesto ucieka z domu....bawi sie bez nas...za duzo poświęca czasu koledze/koleżance(a nas to boli) mamy prawo powiedziec głośno-przeszkadza to nam,dla nas jest to dziwne....

Oczywiście, mamy prawo, wręcz obowiązek powiedzieć o tym małżonkowi. Właśnie dla dobra wzajemnego.

nałóg - 2008-11-30, 15:58

A moja teściowa zawsze mówi":Lepszy mąż z karczmy jak dzieci z kościoła"

Bóg ....tak,ale dzieciom przysięgi nie składają małżonkowie...sobie natomiast tak.Dzieci dostajemu jakby w "dzierżawę" do spłodzenia i wychowania,ale wychowujemy je nie dla seibie a dla innego mężczyzny/kobiety.

Hazine.... zadałaś z pozory trudne pytanie,tylko z pozoru.Mądra kobieta-matka włącza męża-ojca w swój świat matki z dzieckiem od 1-2 dnia po narodzeniu.
Zwykle -szczególnie przy pierwszym dziecku- tatusiowie są odsuwania od kąpania,(sami tez sie boją często) przez ciocie,teściowe,mamusie....... bo on taki niezgrabny,,,,i te wielkie łapy do takiej kruszyny...... uszkodzi jak nic...... nic bardziej mylnego.Facet jak już aczyna coś robić,to robi całym sobą,on angazuje cały swój umysł,dorabia sobie strategię i ideologię.
A jaka to frajda dla tatusia jak wykapie..... jak przewinie,jaki kontakt przez wzrok,przez dotyk.............. często młode mamusie tak bardzo nie doceniają roli kontakty ojca z dzieckiem .........a pózniej maja żale że on sie nie zaimuje dzieckiem.

Hazim..... pozwól ojcu pobyć z dzieckeim sam na sam,zostaw ich samych,a Ty idż na spacer.Cyklicznie.Nie odpychaj ojca od dziecka,a i pamiętaj o tym że on jest ojcem,on uczestniczył w jego płodzeniu.
To naturalne że matka często przekłada kontakt z dzieckiem nad kontakt z mężem-ojcem dziecka.Ale to naturalne zachowanie często staje sie zachowaniem dysfunkcyjnym.
Przykład????? ależ proszę: 12 latek śpi z mamusią a tatuś na kanapie w innym pokoju.

Hazim..... to żona-matka stawia mężowi-ojcu zadania do wykonania.
A po wykonaniu wpada(nawet trochę udawany podziw),bo nam ,facetom nic tak długo nie zapada w pamięci ja podziw w oczach żony,na ustach tez.
Bo nam facetom najdłużej zostaje w pamięci,najbardziej podziwiamy siebie za podziw wyrażony przez naszą żonę-wybrankę.
Użyj swojej inteligencji emocjonalnej i zaproś męża do współpracy przy dziecku,a on bedąc z dzieckiem nie będzie czuł sie okradziony przez dziecko z żony.A i Ty widząc męża z dzieckiem oddasz troche czasu mężowi...... nawet gdyby to pozornie był czas zabrany dziecku.

Pamiętaj..... przysięgałas mężowi ...nie dziecku.Dzieci kiedys odchodzą ,a mąż zostaje.
Przekaz międzypokoleniowy ,ten właściwy.jest wtedy gdy dziecko widzi jak ojciec kocha matkę i jak matka kocha ojca.
Wiesz...... dzieci bardzo lubia widzieć obejmujących sie rodziców,całujących sie rodziców,te ciut większe (jak im sie pozwoli na to) sa nawet skłonne zorganizować rodzicom kolacje przy świecach.
Bo one pragną widzieć rodziców razem,nawet wtedy gdy sie kłócą,nawet wtedy gdy sie modlą,jak śpią,jak idą na spacer z nimi.
Hazym...... poświęć trochę czasu mężowi............... a dzieciom wyjdzie to tyl,ko na zdrowie.
Pogody Ducha

Jadwisia - 2008-11-30, 17:38

Witam wszystkich serdecznie,starych przyjaciół i nowe osoby.Dziękuję za zainteresowanie się moim problemem.

elzd-----bliskie mi są twoje wywody,zdaję sobie sprawę ze swoich wad,ale.......

Wczoraj byłam na imprezie u męża w pracy i powiem wam szczerze,ze moje obawy,lęki nie są bezpodstawne.To nie znaczy,ze mój mąż mnie zdradził,nie(chociaż tylko Bóg jeden wie) ale niestety na takich imprezach warunki do zdrady są WYBOROWE!!!!!! I niestety może myslicie ,że zgłupiałam ale mówię bardzo trzeżwo i odpowiedzialnie za swoja rodzinę,że nawet gdybym miała jechac na drugi koniec świata,nie Polski to pojadę razem z mężem na te imprezy.Muzyka exkra,żarło,alkohole przeróżne i ogrom młodych samotnych,roześmianych ......dziewczyn......

watek skończę póżniej,teraz nie mogę.,pa

mami - 2008-11-30, 21:13

nawet gdybym miała jechac na drugi koniec świata,nie Polski to pojadę razem z mężem na te imprezy.Muzyka exkra,żarło,alkohole przeróżne i ogrom młodych samotnych,roześmianych ......dziewczyn......

a myslisz, że te młode piękne samotne dziewczyny czekaja tylko na to by twojego męża zbałamucic
wiem, ze tak myslisz....
często mamy mocno wygórowane mniemanie o mężu, w naszych oczach wydaje sie bożyszcze, że każda "leci na niego"
a tymczasem te młode dziewczyny widza w nim tylko starszego kolege z pracy nic więcej, ty zaś dajesz męzowi poczuc w sobie siłe osiłka, super faceta na którego polecą wszystkie dziewczyny z pracy...
i dalej...
cóż jeśli by robił coś nie tak poprostu nie zabrał by cie na impreze z pracy, bo bałby sie, że coś zauważysz
ty zobaczyłas tylko piękne roześmiane dziewczyny, które świetnie sie bawią i to kolejny powód na to że masz małą samoocene swojej osoby
dlatego lękasz sie, że mąż zobaczy w obcych dziewczynach to co tobie sie wydaje że nie masz...
a mąż pewnie widzi cie inaczej, pewnie nadal jestes dla niego piękna choć juz nie jestes tą samą dziewczyna co przed ślubem
nadal pragnie twojej czułości i pragnie kontaktu z toba
jesli miałby inne zamiary zaręczam, że po przyjsciu do domu pozostałby myslami minionej imprezy i tym co sie na niej wydarzyło
może do tego doszłyby sms, internet i od razu zobaczyłabyś ze mąz sie oddala i jest "nieobecny"
Jadwisiu a wystarczyło sie na andrzejkach tylko świetnie bawić, tańczyć, śmiać by pokażać męzowi, że jesteś super i by mógł sie przed kolegami z pracy i koleżankami pochwalić jaką piękna i mądrą ma żone
facet lubi czuc, że inni mu zazdroszczą jego żony imponuje mu to, że inni patrzą na jego żone gdy to on jest jej mężem
zamias obawiac sie tych dziewczyn lękac sie, że dla nich cie zostawi czy zdradzi zacznij robić wszystko w przeciwnym kierunku to znaczy sprawiac by jak najczęściej mąz chciał cie zabierac na bale zakłdowe po to by móc sie toba pochwalic
a zrobisz to tylko jak podniesiesz swoja samoocene
nie jestes tylko kura domowa a piękna i rozumną wesoła kobieta do której lgna inni
zreszta jak wiem to nie uroda przyciąga mężczyzn do nas to piękny uśmiech czaruje
roześmiana buzia czyni więcej od najpiększniejszej sex bomby.... nie porównuj sie do nich, nie doszukuj w sobie złego brzydkiego nie miej kompleksów
jesli masz słabe strony nie wyolbrzymiaj ich
bo o to najłatwiej, wydobądź raczej to co piękne i z tego bądź dumna

martin - 2008-11-30, 22:40

elzd1

elzd1 napisał/a:


Czy Jadwiga jest zaborcza, to tylko sama wie.

Jak mowilem - osoba zaborcza czesto nie wie!


elzd1 napisał/a:

martin napisał/a:
Natomiast co do wymyslania zdrady to MOZNA sobie wiele zepsuc w zwiazku ciagle dopytujac, dzwoniac itp.

Gdybym ja się dopytała, sprawdziła, wyjaśniła - może by mój szanowny opamiętał się w porę. A tak, czuł się swobodnie, bo ufna żona nawet nie przypuszczała, co mąż robi, gdy mówi, że pracuje "po godzinach". I że czasem "musi mieć wyłączony telefon".

Oczywiscie sytuacja kazdego jest inna. Ty najwidoczniej zbyt otwarcie zaufalas, ja z kolei bylem zaborczy, ale tak naprawde tez nie wierzylem, ze moja M. jest zdolna do takiego zla.
Ale faktem jest, ze nadmierne dopytywanie tez szkodzi! Naprawde, po prostu mowie, czego sam doswiadczylem.


elzd1 napisał/a:

To nie jest mój cytat. I nie bardzo rozumiem o co w tym zdaniu chodzi. A jaki masz obraz miłości, to ja już nie wiem.

"i zapomnij, ze jestes, gdy mowisz, ze kochasz"
to cytat z księdza Twardowskiego
Takie bylo moje pojmowanie milosci - ze stawiam ta druga osobe przed soba samym. I tu mozna polemizowac i mowic o zdrowym egoizmie. I oczywiscie - swoje granice, stanowczosc. Ale nadal uwazam, ze na tym polega milosc, zeby umiec postawic TA druga osobe przed soba samym. Kochac, bronic, troszczyc sie. Oczywiscie wiele zranionych osob moze nie byc juz do tego zdolnych, przynajmniej czasowo - sam nie wiem, czy jeszcze jestem w stanie do tego wrocic, ale tak pojmowalem prawdziwe Kochanie drugiej osoby.


elzd1 napisał/a:

A co do kolejności, właśnie wielu z nas tak postawilo: najpierw małżonek, później Bóg
... Gdyby wrócił, nadal by miał miejsce dopiero po dziecku ( i wnukach - jak będą).

A jak beda prawnuki to tez wskocza przed meza?
Nie znam Twojego przypadku i zgadza sie, ze moze jest w moich postach troche zlosliwosci, ale mam nadzieje, ze bedzie to konstruktywna krytyka. W kazdym psuciu sie relacji winne sa 2 strony. Ale to danej osobie sie przysiegalo milosc, wlasnie Jej i to ona powinna byc najwazniejsza.
A o hierarchii w malzenstwie - poslugujac sie przykladami z Biblii:
1 P 3, 1-2
3
1 Tak samo żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki1, przez samo postępowanie żon zostali [dla wiary] pozyskani bez nauki, 2 gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu.


Nawet - jesli malzonek zbladzi. Oczywiscie rownouprawnienie - jesli zona zbladzi, niech i maz sie modli.

oraz

Ef 5, 22-25
Zasady życia domowego - wielki wzór dla mężów i żon

22 Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, 23 bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. 24 Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim. 25 Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie,


dlaczego to cytuje? Bo to nie ma znaczyc tyle, ze teraz haaaa facet sobie bedzie rzadzil kobieta, pomiatal itd.? Absolutnie nie! To jedynie jest wskazanie, ze mamy byc sobie oddani w najblizszy i najlepszy mozliwy sposob w jaki umiemy. I tutaj to poddanie mezowi nie oznacza, ze z zony jest robiona sluzaca. Bo takie mamy w dzisiejszym swiecie niestety pojmowanie wladzy, ktora jej naduzywa. Chodzi o to, by calym soba sluzyl rodzinie.
Moge w tym miejscu smialo polecic Pulikowskiego "Warto byc ojcem". Z tego wzgledu, ze On tam w madry sposob nakresla, jaki facet byc powinien. Oczywiscie nie ze wszystkim sie trzeba zgadzac, ale o ile latwiejsze byloby zycie, gdyby ludzie umieli tak sie szanowac i kochac, jak tam jest opisane.

Polecam takze strone:
http://www.mojemalzenstwo...&l1=42&item=147

gdzie jest napisane:
2. Hierarchia osób


Jest to naturalna konsekwencja punktu pierwszego i prosty wniosek płynący z naszego fragmentu: We czci niech będzie małżeństwo??. Jeżeli małżeństwo ma być we czci, to małżonkowie muszą w niej mieć siebie nawzajem.
Kto dla ciebie jest najważniejszą osobą ?
§ Dziecko ( dzieci)
§ Rodzice
§ Rodzeństwo
§ Przyjaciółka z pracy
§ Kolega z pracy, z klubu
§ Ksiądz proboszcz
§ Koleżanki z grupy modlitewnej


Wszystkie te osoby są ważne, ale?
OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ DLA ŻONY STAJE SIĘ MĄŻ, DLA MĘŻA ŻONA!!!

oraz

W układzie słonecznym naszej rodziny, nasze małżeństwo jest słońcem, a dzieci planetami, a nie odwrotnie

a takze, co wazne!!:

7. Na końcu przysięgi wypowiadamy słowa: „Tak mi dopomóż Boże w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”. To bardzo ważna część ślubowania, ukazująca źródło wsparcia w realizacji treści, szczególnie pierwszej części. Bez Bożego wsparcia nie uda nam się trwać w postawie intensywnego obdarowywania współmałżonka, szczególnie w sytuacjach braku wzajemności. Ale z Jezusem możliwe jest wyjście nawet z najbardziej zagmatwanych sytuacji małżeńskich. Każde małżeństwo jest do uratowania właśnie dzięki Jego obecności.

Tak wiec, ZAWSZE najpierw Bog, potem Malzonek, potem reszta swiata. W Chrystusie ratowac malzenstwa.

elzd1 napisał/a:

Zresztą, postawienie męża przed sobą i dzieckiem - właśnie to między innymi, doprowadziło do kryzysu - bo się jemu wydawało, że mu się wszystko należy i wszystko mu wolno.
Zbytnie uproszczenie tematu i zbytnie lekceważenie sprawy odebrałam z Twojej wypowiedzi.

Jezeli do takiej sytuacji doszlo, to z faktu braku wyznaczania wlasnych granic i stawianie meza w miejscu Boga. Ale to nie znaczy, ze teraz maz spada i spada coraz nizej.
Odebralem Twoja wypowiedz, jako duza generalizacje osoby, ktora zrzuca cala wine na meza Jadwisi. I zgadza sie, postepuje On karygodnie, ale Ona rowniez. To uwazam, za pelne przyjrzenie sie sytuacji - powiedzenie im (a w tym przypadku moge tylko Jadwisi), co z mojego doswiadczenia, warto w takiej sytuacji zrobic, aby ONI na tym wygrali RAZEM. Bo przeciez o to chodzi.


elzd1 napisał/a:

A tatusia odpowiednio traktuje, właśnie tak, jak sobie sam zasłużył. Odzyskać zaufanie córki, myślę że będzie mu bardzo trudno.

A w tym fragmencie przebija jak ogromna Ty niechec masz teraz do meza. I takie rzeczy mozna zaszczepic bardzo skutecznie dzieciom. A potem jak Twoja corka bedzie z ta rana isc przez zycie i nie bedzie umiala ojcu wybaczyc, tak jak Ty mezowi? Taka zlosc jest bardzo niszczaca. Zawsze potrzebne jest przebaczenie - cokolwiek dalej nie bedzie z Wami. I wiem, ze to strasznie trudne, bo tez sie zmagam.

Jadwisiu
Jeszcze krotkie slowo co do Twojego postu z dzisiaj.
To naprawde nic nie da, ze go bedziesz zamykac. Jest dokladnie tak jak pisze mami (chyle czola) - jesli Twoj facet bedzie widzial, ze ma obok siebie cudowna i kochajaca kobiete. Jesli nie zapytasz go na wejsciu "i co, znowu baby byly" ale "to moze wyskoczymy razem..." i to z usmiechem, to mozesz zdzialac wielkie rzeczy.
I w tym co piszesz - oczywiscie, ze jest okazja do zdrady. Wszedzie jest!! Na ulicy dziewczynie gazeta spadnie, to mozna podniesc - rozmowa itd. Na gg sie porozumiec, na imprezie dogadac. I jaki z tego moral - NIE odizolujesz drugiej osoby od mozliwosci zdrady, ale swoja miloscia mozesz sprawic, ze nawet o niej nie pomysli.
Trzymaj sie Jadzia :-)

lena - 2008-11-30, 23:42

Martin...troche się zapędzasz....nie kochając siebie nie jestes w stanie kochać drugiego.
To o czym piszesz to stawianie na piedestale wspołmałżonka.
Czasem tak rodzi sie kryzys...wykluczajac siebie rujnujesz zwiazek....bo ja Tobie to,a Ty mnie nic, albo za mało.
Konieczna równowaga... wzajemność...wspólnota.
Na temat cytatów z Bibli nie będę się wypowiadac, była juz na forum dyskusja o interpretacji/uwzglednieniu Biblii w całości i niebezpieczenstwie jakie niesie za sobą wyrywanie z kontekstu.
Nikt nie umniejsza miłości do współmażłonka i jego pozycji....bo jestesmy jednogłośni...OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ DLA ŻONY STAJE SIĘ MĄŻ, DLA MĘŻA ŻONA!

Kiedy będziesz mężem i ojcem zrozumiesz różnicę ....innej miłości.
Jest jeszcze inna kwestia...kryzys i brak wpływu na współmałżonka...rada...zajmij sie sobą i dziećmi.
No...zapędziłeś się ;-)

elzd1 - 2008-12-01, 08:54

Martin. Pozwolisz mi pozostać przy własnym zdaniu?
Zbyt długo żyłam w małżeństwie, wiem o czym piszę. I wiem jak powinna być prawidłowa hierarchia ważnościu osób w małżeństwie i rodzinie. A Ty możesz mieć własną.

Jeśli chodzi o mojego męża - owszem, trudno mu będzie odzyskać zaufanie córki - bo jak na razie NIC w tym kierunku nie zrobił żeby poprawić relacje między nimi i żeby mu wybaczyła. Ma powiedziane jasno: zerwanie z kochanką i oddanie tego, z czego okradł własną córkę. Na razie woli kochankę.
A córka zbyt długo czekała na jakikolwiek okruch miłości i zainteresownia ze strony tatusia. Nie doczekała się. I jest już na tyle dorosła, żeby odpowiednio potraktować kogoś, kto jej sanej nie umie uszanować.
Wybacz, ale gdyby nie było niechęci mojej do męża, to dopiero byłoby dziwne. W każdym z nas są różne uczucia: jest miłość i niechęć, złość i radość, wybaczenie i gniew. Czy to takie dziwne?

Jeśli chodzi o Jadwigę, Jej zazdość ( nawet chorobliwa) - nie wzięła bez powodu, coś mąż zrobił, że żona przestała ufać. Co zrobił - już Jadwiga pisała. I proszę po raz kolejny - nie wciskaj kitu o wzajemnej odpowiedzialności za kryzysy w małżeństwie, już wyszłam z poczucia winy i nikt mnie tam nie wprowadzi na powrót. I źle by było, gdyby Jadwiga całą winę wzięła do siebie.
Ja nie ponoszę winy za glupotę i łajdactwo mojego męża. Jadwiga również nie jest winna temu, że mąż zachowuje się, jakby był wolnym człowiekiem.
Jego zakichanym obowiązkiem jest zabierać żonę na wszelkie rozrywkowe imprezy.

martin napisał/a:
NIE odizolujesz drugiej osoby od mozliwosci zdrady, ale swoja miloscia mozesz sprawic, ze nawet o niej nie pomysli.

Mam inne zdanie na ten temat. Jeśli ktoś chce zrobić coś złego, choćby zdradzić, bo na pewno miłość męża czy żony nie stanowią przeszkody. Absolutnie żadnej.
To zbyt naiwne patrzenie i zbytnia łatwowierność. My wszyscy, no, prawie wszyscy, dawaliśmy dosyć miłości swoim małżonkom. A jednak zrobili co zrobili.

mami napisał/a:
a myslisz, że te młode piękne samotne dziewczyny czekaja tylko na to by twojego męża zbałamucic
wiem, ze tak myslisz....

Mami, właśnie te zakładowe imprezy są okazją dla wielu ludzi do zdrady. Rozejrzyj się po świecie, zobacz co się dzieje, poczytaj i tutejsze wypowiedzi, posluchaj ludzi, Te młode dziewczyny nie szukają miłości na całe życie, tylko okazji na jedną noc, by się pochwalić przed koleżankami, by się dowartościować, by coś przeżyć. Bo dla wielu seks to dzisiaj sport - jak najwięcej zaliczyć, byle jak i byle gdzie. Niby skąd bierze się taka ilość rozwodów w Polsce? I nie obwiniam tych dziewcząt. po prostu takie mają wzorce: drugi "mąż" mamy, trzecia "żona" ojca, pary się mieszają.
Te zabawy firmowe stanowią wielkie niebezpieczeństwo dla rodziny.
Dlatego dobrze jest, jak mąż zabiera żonę na takie imprezy, jak wychodzą wspólnie na towarzyskie kolacje, gdy wspólnie spędzają czas. Tutaj jest zadanie dla Ciebie, Jadwigo, już Ci pisano: Ty masz podnieść swoje poczucie wartości, Ty masz być interesująca dla męża - żeby nie szukał okazji do samotnego wychodzenia i żeby nie szukał pretekstu do uciekania z domu.

Lena ma rację, Martinie. Znów chcesz ustawić małżonka na piedestale, a to nie jest właściwe. Zdrowa i mądra ,miłość. No i Przykazanie Miłości: Kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE samego, nie odwrotnie.

nałóg - 2008-12-01, 08:58

I znowu potrzebny jest ZDROWY ROZSĄDEK.Ale czy dla kogos kto jest w dysfunkcji "ZDROWY ROZSAĄDEK" jest na swoim miejscu???

Martin...pieszesz:"Ale nadal uwazam, ze na tym polega milosc, zeby umiec postawic TA druga osobe przed soba samym. Kochac, bronic, troszczyc sie. Oczywiscie wiele zranionych osob moze nie byc juz do tego zdolnych, przynajmniej czasowo - sam nie wiem, czy jeszcze jestem w stanie do tego wrocic, ale tak pojmowalem prawdziwe Kochanie drugiej osoby. "

A wiesz dlaczego prawdopodobnie jesteś zraniony???? ?????/
Bo-wg mnie- postawiłeś swoja Monikę wyżej siebie,zachwiałes rózwnowagą,Monika postawiona wyżej Ciebie stała sie pewnego rodzaju bożkiem,najwyzszą wartością,głaskałeś,modliłeś sie i za każde spojrzenie w inna stronę jak w Ciebie robiłeś piekło(tak było????).A Monikima wcale nie chciała być cały czas na postumencie,nie chciałą być bożkiem,nie chciała stać w ołtarzyku Martina.
Bo jak tylko wychylyła sie z ołtarzyka to Martin robił sceny zazdrości.
A jak sie zerwała z ołtarzyka to poszła ze instynktem,za żądzą .
Martin,...... usiłujesz "wyprostować" Elzd1............. to twarda sztuka,sztywna w swoich ustaleniach i poglądach(choć juz tak bardzo innych jak np.1 rok temu.....)

Lena rzuciła zdanie,bardzo ważne zdanie :"Kiedy będziesz mężem i ojcem zrozumiesz różnicę ....innej miłości"

Miłość do małżonka ,miłość do dziecka..............
To są bardzo różne miłości,mimo że są nazywane miłością.
Miłość do dziecka jest miłością bardzo zblizoną do ideału.......... miłość (najczęściej) bezwarunkowa,niezależnie od tego co zrobi dziecko ,to rodzice -a szczególnie matka kocha je bezwarunkowo,zawsze.
Miłość do współmałżonka -mimo zaprzeczeń -jest miłością warunkową.Od małżonka oczekuje się czegoś.................,wzajemności,adoracji,pomocy,wyznan,kwiatów,seksu,doznań,wsparcia ........... od dziecka tego sie nie oczekuje,a nawet jak...... to brak spełnienia tych oczekiwań nie ma więszego wpływu na miłość rodzicielską.
Nie spełnienie oczekiwań wobec współmałżonka wcześniej czy póżniej powoduje napięcie,ciche dni,a wreszcie kryzys.Często skoki w bok,".
Martin.... czytaj uważnie co pisze Lena,Elzd1,Mami i wyciągaj wnioski,prezentuj je na forum,bo nawet jak te wnioski będą trochę wykrzywione to Panie szybko dadzą zwrot,pomoga zobaczyć wynaturzenie w mysleniu


Jadzia...piszesz:"Muzyka exkra,żarło,alkohole przeróżne i ogrom młodych samotnych,roześmianych ......dziewczyn...... "

i to wywołuje zadrość w Tobie.A swoją drogą to jestem skłonny przyznać że nawet uzasadnioną i zrozumiałą.
Korporacje ,spotkania integracyjne,szkolenia w modnych ośrodkach służą zawładnięciu umysłami ludzi zatrudnionych w koroporacjach,pewnego rodzaju zniewolniu i wmówieniu pracownikom:zobacz,,..... korporacja daje ci pracę,kasę , stanowisko, zabawę ,alkohol,narkotyki,towarzystwo, jesteś cool bedąc z nami.Rodzina??? rodzina krępuje rozwój,rodzina jest balastem wolności ,jest ograniczeniem Twoich możliwości.
Często zdarza sie taka wizja stawiana pracownikom korporacji przez zarządy tych korporacji.
Trzeba odwagi,trzeba mieć mocny kregosłup aby oprzeć sie presji.Trzeba mieć na właściwym miejscu swoje poczucie włąsnej wartości by nie ulec lękowi przed odrzuceniem środowiska w przypadku gdy sie odmówi bywania na imprezach integracyjnych.

Sądzę że wiele mogłaby w tym wątku i temacie napisać Agata 96............ .

Odmiana spotkań itegracyjnych we wcześniejszych(w czasach rodziców sporej części piszących) czasach były poprostu popijawy w pracy czy zaraz po wyjściu z niej....w knajpach czy w jakiś innych miejscach,Zwykle trwały krócej ,bo były bez noclegów..... no chyba że na izbie wytrzeżwień lub w łóżku u towarzyski/sza zabawy.

To wszystko nie zmienia jednak faktu że Tobie Jadzia potrzeba jest pracy nad soba abyś dała przykład sobą mężowi ,abyś umiała stosować "twardą miłość" bez awantur,bez wściekłaj zadrości,bez grożby rozpadu małżeństwa.Bez wyzwisk i epitetów kierowanych do małżonka.

A swoja drogą ..... bylismy z żoną na cześci warsztatów prowadzonych przez Jacka Pulikowskiego od piątku do niedzieli w siedzibie Kurii Biskupiej na Pradze............ ileż młodych ludzi,małżeństw,z malutkimi dziećmi,w ciążach............ Jadwisiu..... a Ty napisałąś że rekolekcje-warsztaty nie wchodzą w grę........... szkoda że nie mogliście sie tam wybrać.
Mimo że jesteśmy już dobrze dojrzałym małżeństwem,mimo że nie były to nasze pierwsze warsztaty,to tak dużo moglismy wziąć z tych warsztatów..............
Szkoda że nie było takich rzeczy gdy bylismy młodym małżeństwem................

Pogody Ducha

martin - 2008-12-01, 11:51

Kochani

Dzieki za krytyke, bo jesli bysmy sobie tylko przytakiwali to i jak by dochodzic do wnioskow?


lena napisał/a:

Martin...troche się zapędzasz....nie kochając siebie nie jestes w stanie kochać drugiego.
To o czym piszesz to stawianie na piedestale wspołmałżonka.

lena :-) faktycznie dosc daleko pobieglem ;)
Zgadzam sie, ze stawialem Monike na piedestale, co nie bylo madre. Tak wowczas pojmowalem uczucie milosci.
Sklania mnie natomiast do refleksji pewna (moze pozorna) przeciwstawnosc dwoch pogladow tj. faktu, ze po slubie maz/zona jest osoba najwazniejsza oraz zdanie elzd1 o hierarchii w malzenstwie.
Masz absolutna racje, ze nie mozna nie kochajac siebie kochac drugiej osoby. Obawiam sie, ze w Naszym zwiazku doswiadczylismy rowniez m.in. tego. Zastanawia mnie jedynie jak w kontekscie Waszych wypowiedzi pojmowac kochanie tej drugiej osoby. Bo z 1 strony NIE mozemy jej/jego stawiac na piedestale, bo tu pewnie zgodnie stwierdzimy, ze to jest niecelowe i prowadzi do problemow. Ale czy w takim razie mamy sie skupiac na swoim "ja" tak wielokrotnie karconym tutaj przez wiele osob? Pytanie - gdzie konczy sie zdrowy egoizm i brak zatracania siebie, a zaczyna niezdrowy... ?


elzd1

Bardzo mi przykro, ze znalazlas sie w takiej sytuacji.
Odnosze natomiast wrazenie, ze czasem zdajesz sie nie przyjmowac krytyki m.in. jak w przypadku tej hierarchii. I oczywiscie wiesz, jak wg Ciebie powinna Ona wygladac. Na pewno jest to uwarunkowane bardzo glebokim zranieniem Ciebie i corki przez meza. Dyskusja z mojej strony wynika z faktu, ze czasem przeradzamy sie w ludzi, ktorzy doznali juz tylu ran od tej drugiej osoby, ze zanizamy Jej znaczenie w zyciu, atakujemy ją, krzyczymy. I to jest niestety konsekwencja ich czynow. Ale kazdy jest inny. A maz Jadwisi to kolejny - unikalny przypadek. Ja tez nie daje sobie prawa do nieomylnosci - przeciwnie - nauczylem sie, ze zrobilem w zyciu bardzo wiele bledow, a to uczy pokory i liczenia sie ze zdaniem innych.


elzd1 napisał/a:

Jeśli chodzi o Jadwigę, Jej zazdość ( nawet chorobliwa) - nie wzięła bez powodu, coś mąż zrobił, że żona przestała ufać. Co zrobił - już Jadwiga pisała. I proszę po raz kolejny - nie wciskaj kitu o wzajemnej odpowiedzialności za kryzysy w małżeństwie, już wyszłam z poczucia winy i nikt mnie tam nie wprowadzi na powrót. I źle by było, gdyby Jadwiga całą winę wzięła do siebie.
Ja nie ponoszę winy za glupotę i łajdactwo mojego męża. Jadwiga również nie jest winna temu, że mąż zachowuje się, jakby był wolnym człowiekiem.
Jego zakichanym obowiązkiem jest zabierać żonę na wszelkie rozrywkowe imprezy.

Moje posty wynikaja m.in. z agresji bijacej z Twojej strony. Spojrz - czy ja gdziekolwiek powiedzialem, ze "ta zla Jadwisia jest calym zlem ich zwiazku"? Absolutnie NIE.
ALE
Uwazam z wlasnego doswiadczenia, ze chorobliwa zazdrosc moze sie niestety brac nie z zachowania drugiej osoby (a przynajmniej nie w wiekszosci), ale z naszych wlasnych lekow i niezabliznionych ran. W przypadku mojego zwiazku z Monika zgadza sie, ze mialem pare zdarzen po drodze, ktore nadszarpnely moje zaufanie do Niej ale tez teraz patrzac na siebie w bardziej krytyczny sposob moge stwierdzic, ze moja zazdrosc wynikala po czesci z niskiej samooceny, wczesniejszego doswiadczenia zdrady - z wielu czynnikow. To, ze w koncowym rozliczeniu Monia okazala sie niestety nie byc osoba godna zaufania jest bardzo smutne. Czy po tym doswiadczeniu taka osoba bedzie? Pewnie tego nikt nie wie.
Nie chodzi tu teraz jednak o gdybanie - mamy konkretna sytuacje - zgadzam sie, ze maz Jadwisi nie postepuje fair. Ale totalnym bezkrytycznym splyceniem tematu byloby powiedziec, ze Jadwisia to jest ta dobra, niczemu nie winna, a on taki zly, zly, zly. Powiem po raz kolejny z WLASNEGO przezytego doswiadczenia - zamykanie i podejrzliwosc drugiej osoby powoduje smutek/gniew/oddalanie sie partnera. Dlatego to, co teraz Jadwisia robi jest autentycznym psuciem sobie malzenstwa.


elzd1 napisał/a:

martin napisał/a:

NIE odizolujesz drugiej osoby od mozliwosci zdrady, ale swoja miloscia mozesz sprawic, ze nawet o niej nie pomysli.

Mam inne zdanie na ten temat. Jeśli ktoś chce zrobić coś złego, choćby zdradzić, bo na pewno miłość męża czy żony nie stanowią przeszkody. Absolutnie żadnej.
To zbyt naiwne patrzenie i zbytnia łatwowierność. My wszyscy, no, prawie wszyscy, dawaliśmy dosyć miłości swoim małżonkom. A jednak zrobili co zrobili.

Uwazam, ze po czesci masz racje, ale po czesci nie.
Oczywiscie - jesli ktos juz jest na etapie, ze chce zdradzic, to chocby nie wiem co bardzo trudno jest go zatrzymac, moze sie da, nie wiem.
Ale znowu uwazam za bezkrytyczne podejscie, ze nie mamy wplywu nasza miloscia na druga osobe. Czy uwazasz, ze wszystkie osoby bedace pokrzywdzonymi na forum kochaly ta druga strone taka miloscia, o jakiej tu wiele osob pisze - dojrzala/stanowcza? Sadze, ze nie.
Patrzac w ten sposob musialbym wyjsc z zalozenia, ze niewazne jaki bede w zwiazku to i tak jak tamtej osobie sie zechce np. za 2 lata mnie zdradzic to zdradzi i juz. Niewaznie, czy bede obdarowywac kwiatami, dbac i wyznaczac granice, czy tez byc pracoholikiem, ktorego nie ma w domu - to nic nie zmienia?
I nie jest tutaj celem wpedzenie Cie w poczucie winy elzd1.
Moim celem jest tu stwierdzenie prostej rzeczy - kryzysowi winni sa OBOJE partnerzy. Zdradzie - zdradzajacy.


elzd1 napisał/a:

Lena ma rację, Martinie. Znów chcesz ustawić małżonka na piedestale, a to nie jest właściwe. Zdrowa i mądra ,miłość. No i Przykazanie Miłości: Kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE samego, nie odwrotnie.

Dziekuje - macie racje.


nałóg napisał/a:

A wiesz dlaczego prawdopodobnie jesteś zraniony???? ?????/
Bo-wg mnie- postawiłeś swoja Monikę wyżej siebie,zachwiałes rózwnowagą,Monika postawiona wyżej Ciebie stała sie pewnego rodzaju bożkiem,najwyzszą wartością,głaskałeś,modliłeś sie i za każde spojrzenie w inna stronę jak w Ciebie robiłeś piekło(tak było????).

No niestety masz racje - bylo. Staralem sie zawsze Ją stawiac przede mna, zapominajac czasem o sobie. A oprocz tego bylem zazdrosny.


nałóg napisał/a:

Miłość do współmałżonka -mimo zaprzeczeń -jest miłością warunkową.

Tu znowu pozwole sobie na polemike. Uwazam, ze wiele osob na tym forum, ktore przez wiele miesiecy a czasem i lat znosilo ponizenia, krzywdy itd. ze strony malzonkow, a wiec tak naprawde nie otrzymujac zupelnie NIC od nich, a mimo tych cierpien kochajacych tych co zbladzili - kochalo miloscia bezwarunkowa.
To, ze czesto taka milosc jest deptana i lekcewazona to wiem. Zalem napelnia, ze ludzie nie umieja jej docenic.

To co piszecie o imprezach firmowych, dziewczynach na 1 noc itd.
No niestety taka smutna prawda o naszym skomercjalizowanym swiecie.
Dlatego walcz Jadwisia, tak jak pisze nałóg. O swoja dojrzala milosc i brak chorej zazdrosci a zobaczysz, ze dobrze na tym wyjdziesz :-) .
Powodzenia

Macius - 2008-12-01, 12:05

Jadwisia napisał/a:
nawet gdybym miała jechac na drugi koniec świata,nie Polski to pojadę razem z mężem na te imprezy.Muzyka exkra,żarło,alkohole przeróżne i ogrom młodych samotnych,roześmianych ......dziewczyn......


Bardzo słusznie! Ruszysz się z domu i spędzicie ze sobą trochę czasu. A opis imprez treściwy, eh, sam bym tak chciał :-D ... ale ja juz się swoje naimprezowałem w życiu.

Jadwisia - 2008-12-01, 12:06

Witajcie przyjaciele i wszystkie mi życzliwe osoby!Naprawdę poczytuje to za wielkie szczęście,że mogłam trafić tutaj do was i z wami pogadać.Byłam w stanie tragicznej rozpaczy,kryzysu,załamania.Teraz jakby lepiej ale jeszcze boli i jakiś cień nieufności zostaje.

elzd,nałóg-------dziękuję wam bardzo za zrozumienie i życzliwość.Rzeczywiście tak jak piszesz elzd ,męża obowiązkiem jest zabierać żonę na tego rodzaju imprezy,one właściwie niczemu nie służa,niczemu tylko dają okazję do grzechu.Są agresywne,ordynarne.Jestem osobą bardzo myśląca tradycyjnie i po chrześcijańsku.Nie znaczy,że nie jestem idealna świętą ;-) ,znam swoje OGROMNE wady ale.........obecny świat mnie przeraża....i jak wczoraj rozmawiałam z pewnym duchownym,że mam prawo do bycia z mężem,a nawet to jest........mój OBOWIAZEK strzec świętości małżeństwa.To nie jest tak,że mam go zamykać i zniewalać(pisaliśmy już o terapii dla mnie)ale impreza w samotności..........ludzie nie wiecie co czyni alkohol? agresywna muzyka?ciemnośc,migające światła i kręcące się kuso ubrane dziewczyny??? nie wiecie??Czy to służy pracy? to jest integracja? A czy to nie jest psucie polskiej młodzieży i rozbijanie rodzin i małżeństw?Niektórzy to wiedzą ale chyba jeszcze nie wszyscy.Byłam,widziałam popitych męższczyzn,kobiety w tańcu(jeśli to można nazwać tańcem).Mój mąż zerkał na mnie ,bał sie ,że zobaczyłam wiele rzeczy ale ja zdawałam sobie sprawę,wystarczyło po prostu zobaczyć.PIEKLO i nic innego.

Zabawa bez współmałzonaka? NIGDY.Rozmawiałam o tym z mężem i niestety jesli będzie taki wyjazd obowiązkowy-jadę z nim.I mnie tam nie będzie,nie nie,ale ujawnię się wieczorem bo to jest mój MAZ i żadna siła mi tego nie zabroni i nie rozdzieli.....choćby wszystkie firmy świata.Teraz z większa moca boli mnie fakt,że wtedy wyjechał i wyłączył komórkę i mówił,że tamta impreza była o wiele fajniejsza......

[ Dodano: 2008-12-01, 12:11 ]
nałóg------kiedy jeszcze będa takie warsztaty i gdzie? A może o tym jeszcze jakąś książkę? Chociaż mój mąż nie lubi czytać takich książek więc lepiej przemówi do niego słowo.

[ Dodano: 2008-12-01, 12:15 ]
.....i jeszcze jedno.....ktoś pisał chyba mami,że ja mysle,że te dziewczyny leca na mojego męża.Ja nie wiem,nie znam ich tak ale dzisiejsze dziewczyny zatraciły niewinność,skromność,są przebojowe,ordynarne i bezwstydne i tak jak pisała elz zaliczanie seksu,zabawa przy tym,partnerzy rozbijanie małżeństw itd.A chłop to po prostu chłop.Jest takie powiedzenie.......I OD POSWIECONEJ SWIECZKI MOZNA SIE POPARZYC..........

mami - 2008-12-01, 12:41

Elzod wiem co dzieje sie na zakładowych imprezach, na których goszczą książa nawet przy większej okazji biskup naszej diecezji, wszyscy piją równo...
wiem co sie dzieje jest tak jak pisze Jadwiga, specjalne zamawiani artysci polskiej estrady, kina, muzyka, tańce
katering największej klasy jadło i markowa wóda
barmani serwują drinki
choc to czas pracy mówi sie, że to po pracy
choc to czasami na terenie pracy pracownicy pijani wyprawiaja różne exscesy
policja w tym czasie ma specjalny nadzór nad bezpieczenstem balujących gości
często sama ich odwozi lub pilotuje do domu bo są mocno wstawieni a ich pozycja vipów gwarantuje im mozliwosc robienia wszystkiego
jednak wiesz w większości to faceci traca hamulce a to pod wpływem wódy rozwiązują sie języki i szukaja a kto szuka ten znajdzie opowiadaja jak to żona zatruwa życie broni wszystkiego, każe, odtrąca...
społeczeństwo jest jakie jest i tutaj zadanie dla nas rodziców, szkoły, kościoła..
cóz kiedy wzorce z domu zupełnie inne tata odszedł, mama wyjechała za granice, rodzice pracuja nie mają czasu wieczorem nawet porozmawiac z dzieckiem o spedzonym dniu...
cóz XXI wiek mało czasu na dom, dzieci, a ten co został zamieniany na bierny odpoczynek przed tv czy kompem...


a myslisz, że te młode piękne samotne dziewczyny czekaja tylko na to by twojego męża zbałamucic
wiem, ze tak myslisz....


ja Elzod pisze o czym innym do Jadwigi, ty patrzysz na to z punktu osoby zdradzonej i opuszczonej dzieki własnie takiemu scenariuszu
ja zas pisze o kreowaniu sobie własnej wizji kontaktów męża z koleżankami
Jadwiga nie ma powodów do myślenia iż mąż jest niewierny i zatruwac swoje emocje złościa, nieufnością i podszeptami tego co może byc
choc ma też prawo jako żona żadac by szkolenia męża kończyły sie dla niego przed imprezami tanecznymi, które w końcu nie są obowiązkowe
jak tez mogą w nich uczestniczyc oboje jesli wspólnie to omówią
ale Jadwiga nigdy nie pisała czy z męzem o tym mówiła czego sie obawia
i nigdy nie powiedziała, że mąż nie chce jej zabierac
wiec przeciwnie zabiera ja na jej prosby wyjaśnia daje zaproszenia

pokusy sa wszędzie patrzac na swiat pelna obawy ze mąż kogoś zauważy i mnie zostawi jest potwierdzeniem własnych lęków widze sie jako mało atrakcyjna, jako małowartościowa i boje sie, że to mąz tez dostrzeże i poszuka sobie innej
o to chodzi...
a przeciez nie można życ wciąz obawiając sie tego, że zostane sama, że mnie ktoś zdradzi
bądź wciąż kontrolujac poczynania męża dopatrując w nich potwierdzenia swoich lęków
jesli nie mam zaufania do męża to każde jego wyjście może stanowic potencjalne niebezpieczeństwo
nie mam wpływu na partnera
ale mam wpływ na siebie co robie i jaki wpływ to moje postępowanie ma na męza
-problem w tym czy mąż szuka czy nie
mówie o notorycznych bawidamkach wciąż romansujących /na boku kochanka co chwile inna a w domu żona/ z tymi trudniej
-czy sama prowokuje do pewnych poszukiwan ze strony męża
czy daje mu powody by szukał poza domem tego co może miec w domu
to znaczy czy świadomie unikam kontaktów z mężem, każe go sexem, robie fochy by nim kierowac/
prędzej czy później sama sobie zapracuje takim postępowaniem na nagrode nie taką jaka chciałabbym dostac

pozdrawiam Elzod przykro mi ze spotkało cie coś takiego jednak patrzysz na to ze swojego doświadczenia
choc słusznie bo to okazja czyni złodzieja to jednak mąż/żona jest rozumną istotą i powinna wiedziec co może a czego nie
bo nie ja jestem tutaj dla partnera kontrolerem jego zachowań
inaczej jak tylko go spuszcze z oka to bedzie pozbawiony i pozostawiony sam sobie
tak jak dziecku daje powoli wolnosc by uczyło sie samemu podejmowac odpowiednie decyzje tak mąż już ją musi miec i wiedziec ze sam odpowiada za to co robi
nie ja za niego

[ Dodano: 2008-12-01, 13:07 ]
....i jeszcze jedno.....ktoś pisał chyba mami,że ja mysle,że te dziewczyny leca na mojego męża.Ja nie wiem,nie znam ich tak ale dzisiejsze dziewczyny zatraciły niewinność,skromność,są przebojowe,ordynarne i bezwstydne i tak jak pisała elz zaliczanie seksu,zabawa przy tym,partnerzy rozbijanie małżeństw itd.A chłop to po prostu chłop.Jest takie powiedzenie.......I OD POSWIECONEJ SWIECZKI MOZNA SIE POPARZYC..........

a jakiż to twój chłop, że boisz sie
ze jak go nie upilnujesz to cie zdradzi lub da sie omotac wszystkim tym rozpustnym panienkom
z tego co wiem to jednak facet jest większym rozpustnikiem od kobiet nawet tych młodych mocno wyzwolonych...
prawda panienki szukają sponsorów ale co same je zmuszają do sponsoringu czy to czasem nie tak, ze to sponsor tez szuka
a jesli juz powiesz tak to znaczy ze twoj mąz tez zatracił rormy prawdziwego człowieka
i może o to sie boisz ze twój mąz to nie taki pobożny i niewiadomo co cie czeka z jego strony nie ze strony tych kusicielek

pokusy sa wszędzie nie należy ich unikac a im sie przeciwstawiac i walczyc z nimi

Jadwisia - 2008-12-01, 13:14

dziewczyny ja po prostu mam zamiar trzymać rękę na pulsie i koniec.Wszystkie wyjazdy na pewno są nieobowiązkowe,chociaz dla mojego męża wszystkie.Ale jesli takowe będą to jadę też.Niech sie śmieją,robią problemy nie wiem co jeszcze.Ja przeszkadzac nie mam zamiaru ale jak jest zabawa bawimy sie razem.Sprawa zakończona.Wiem,że zdradzić mozna wszędzie ale sa specjalne sytuacje,gdzie.....można to zrobić o wiele.....łatwiej.......
elzd1 - 2008-12-01, 16:44

Martin. Mam prawo pozostać przy własnym zdaniu w każdym słowie, które napisałam? Czy koniecznie muszę przyjać Twoją wersję wydarzeń i Twoją hierarchię wartości?
Wydawało mi się, że mamy raczej rozmawiać niż przekonywać siebie wzajemnie do swoich racji.

mami napisał/a:
pozdrawiam Elzod przykro mi ze spotkało cie coś takiego jednak patrzysz na to ze swojego doświadczenia
choc słusznie bo to okazja czyni złodzieja to jednak mąż/żona jest rozumną istotą i powinna wiedziec co może a czego nie

Mami, większośc z nas znalazła się tutaj z powodów takich jak zdrada. I nie ma co współczuć, bo musiałabyś wymieniać każdego po kolei. Oczywiście że patrzę na wszystko ze swojego doświadczenia, a niby przez czyje doświadczenie mam patrzeć? Na to nakładają się rozmowy z osobami które przeżywają podobne kryzysy, obserwacja środowiska, sąsiadów, ludzi w pracy.
A w rozum męża to ja wierzyłam przez prawie trzydzieści lat. I owszem, do pewnego czasu był rozumny i odpowiedzialny, później mu odbiło, nie wiem, może kryzys wieku średniego, a może chęć dowartościowania się, a może harem chciał założyć, tylko wyczuł że ja na to nie pójdę?
Miał dość swobody, nigdy nie był kontrolowany, spędzał dużo czasu ze swoimi kolegami na swoich przyjemnościach. I jak sam zauważył później - właśnie za dużo tej swobody było. I za dużo mojego zaufania.
Nie wiem co nim powodowało, ale wiem, że ufać można tylko Bogu, bo czlowiek jest zawodny. Ufałam mężowi bardziej niż sobie, dostałam nauczkę, teraz dzielę się z innymi moim doświadczeniam. A zaufanie innym? Ileż razy nas oszukano w sklepie, pracy, w rzekomej przyjaźni. Więc i kolejne nauczki czynią człowieka ostrożnym i mniej ufnym, to naturalna kolej rzeczy.

Jadwigo, wielu z moich przedmówców ma rację, dobrze Ci radzą. Bo kierują się swoim doświadczeniem, swoimi przeżyciami. Ale tylko Ty wiesz, co dzieje się w Twoim małżeństwie, na ile możesz pozwilić mężowi i na ile Twoja zazdrość jest chora.
Wiele osób radzi Ci wizytę u psychologa, terapię. Więc idź. I na terapię możesz i na rekolekcje, jeśli tylko zechcesz.
Trzymaj się i podejmuj właściwe decyzje.

mami - 2008-12-01, 17:24

a ja mimo doznanych krzywd wole juz życ z myślą, że
ludzie sa dobrzy że moge im ufac wszystko w zdrowym, rozsądnym stopniu
dziś jestem o te doświadczenia zdrady, scalania, uczenia sie ufności mądrzejsza
wole ufac niż czuc ciągły niepokój i lęk przed zdradą, porzuceniem to bardziej komfortowe....

z mojego doświadczenia wiem
iż nawet jak sie kontroluje partnera, sprawdza czy doprowadza do tego by nie miał za dużo wolnosci dla siebie może dojsc do zdrady czy odejścia
mnie sie wydaje że to nie o to chodzi czy kogoś sprawdzamy ograniczamy i wciąż kontrolujemy tylko czy mamy z ta osoba jeszcze jakies więzi emocjonalne
nie musi to byc płomienne uczucie miłości a więzi rodzinne w stosuku do dziecka przyjazni do siebie samych
mysle że kiedy oddalamy sie od siebie emocjonalnie i nie interesuje nas co robi partner, kiedy skrada sie rutyna i przyzwyczajenia wtedy istnieje możliwośc, że partner zamieni swoje uczcuia na coś lub kogoś innego bez względu czy go kontrolujemy czy tez pozostawiamy samego sobie
dlatego myśle że bez względu na to czy bys go Elzod wciąz kontrolowała czy tez jak dałas mu całkowitą swobode z racji zaufania do niego i tak pewnie by do tego doszło
po prostu chciał... bez patrzenia na konsekwencje i bez patrzenia na krzywde bliskich

pozdrawiam gorąco i nie miałam na celu wywoływac przykrych doświadczeń

elzd1 - 2008-12-01, 22:06

mami napisał/a:
wole juz życ z myślą, że
ludzie sa dobrzy że moge im ufac wszystko w zdrowym, rozsądnym stopniu

Masz całkowitą rację, bywają dobrzy ludzie. Zaufać też można. Zwłaszcza, jeśli nie łączą człowieka bliższe kontakty i jest to tylko znajomość, mniej lub bardziej luźna.
I myślę że wszyscy chcemy przekazać to samo Jadwidze: nie kontrolowanie męża, a wspolne spędzanie czasu, zarówno w domu jak i na wszelkich spotkaniach.
Spokojnej nocy życzę.

Jadwisia - 2008-12-02, 08:22

Mysle,że może tutaj zadziałac czynnik przyzwyczajenia sie do osoby.Np.z mężem pracuja dziewczyny,dzień w dzień są razem.Mają czasami wyjazdy gdzieś niedaleko-jadą razem.A póżniej te dalsze wyjazdy(nie wiem komu to potrzebne chyba zaplanowane specjalnie)gdzie razem tez sa,praktycznie dzien i noc(bawią sie prawie do rana).I taki facet widzi te babki non stop,przyzwyczaja się,nawiązuje z nimi relacje wcale niekoniecznie pracownicze.Znowu moze ktos powie,że mam swoje wizje,wyobrażenia,fantazje.ALE TAK JEST!!!!!!!!!!!!! I taki gość musi cały czs pamiętać,że jest zona i koniec.ja wiem,że macie racje,że przed pewnymi rzeczami sie nie uchroni,nie skontroluje,nawet nie zapanuje!! (np.nad uczuciami)Ale można robić,mysle,że sie powinno robić wszystko w granicach oczywiście rozsądku aby te małżeńskie relacje się powoli pod wpływem tego grzesznego świata sie nie zacierały.To jest moje zdanie.

[ Dodano: 2008-12-02, 08:24 ]
Wybaczcie,piszę zupełnie niestylistycznie,chaotycznie i z błędami.Pozdrawiam gorąco.

nałóg - 2008-12-02, 11:50

Jadwiga,pytałaś o warsztaty....... one były organizowane po x 2 .1 były w grudniu ubiegłego roku,ostatnie w ostatni wekend.Z warsztatów będą rozprowadzane pyłty CD z nagranymi wykładami.Ja zamówiłem kilka.
Warsztaty prowadził Jacek Pulikowski ,więc możesz poszukać jego książek w necie i zamówić sobie je.Ja polecam,bo warto.Jest ich kilka m/n Warto byc ojcem,Pokochać teściową.
Sądzę że Tobie przydałyby sie warsztaty z komunikacji.
A ponieważ jestes też matką ,to plecam Ci książki-poradniki Faber i Menlzis z cyklu "Jak mówić by nas dzieci słuchały","Jak mówić by sie dzieci uczyły" "Wyzwolone dzieci,wyzwoleni rodzice".
Są to poradniki o komunikacji .Co prawda o komunikacji z dziećmi ,ale jak bardzo wiele z nich, prawie wszystko można zastosować w komunikacji małżeńskiej czy międzyludzkiej.
Z tego co piszesz to Ty z mężem nie bardzo sie komunikujecie.Wy nawet może i mówicie do siebie,ale nie słuchacie sie.
A to nie jest komunikacja małżeńska.
Jadwiga..... jeszcze tylko jedna uwaga....... Ty pisałaś że Twój mąż nie lubi czytać.Odniosłem wrażenie że Ty tylko męża chcesz "'prostować".
A co z Tobą??? Ty lubisz czytać? czytasz? Zacznij od siebie,a zarazisz męża jak popatrzy na Ciebie.
Mąz mężem,ale zaczynaj od siebie zmiany,a mąz zmieni sie pod wpływem Twoich zmian.

Elżbieta - 2008-12-02, 12:04

nałóg napisał/a:
zaczynaj od siebie zmiany,a mąz zmieni sie pod wpływem Twoich zmian.

Może się zmienić, ale nie musi. :-)
Niemniej nie należy patrzeć na to, jakoby to miał być cel, trzeba to dodać, prawda Nałogu?
Pozdrawiam.

Jadwisia - 2008-12-02, 16:20

nałóg----------mój mąż uwielbia czytac ale nie tego typu książki.Kiedyś chciałam żeby cos poczytał bo ja czytałam i było dobre ale on wolał żebym po przeczytaniu mu opowiedziała.Na pewno u nas komunikacja nie jest łatwa ponieważ mąż jest uparciuchem i takim dziwnym człowiekiem,że jak sobie cos postanowi to nawet i ukryje żeby tylko był zadowolony bo on chciał.......taki egoista.........
nałóg - 2008-12-02, 17:17

Elzbieto..... tak,celem jest zawsze zmiana siebie dla siebie,dla własnego rozwoju,dla poznania siebie,dla uzyskania stanu który ja nazywam (wielu innych tez) stanem Pogody Ducha,niezaleznie od tego czy mąż sie zmieni czy nie.Zmiana siebie powinna być zmianą w kierunku drogi ku świętości,ku lepszemu zrozumieniu celu jaki dany człowiek ma wyznaczony.
Zwykle i najczęściej zmienia się jednak i otoczenie.
Często jest tez tak że pod wpływem własnych zmian inaczej jest postrzegany mąż/żona.Bo własne widzenie siebie i otoczenia jest tez często dysfunkcyjne,często za bardzo egocentryczne i indywidualistyczne.

Ale to wazne że rozwinełaś mój skrót myślowy.Dziękuję.
Pogody Ducha

Jadwigo..... połóż na widocznym miejscu i daj sobie spokój.On sam musi zacząć,a jak zacznie to raczej go tak zaintryguje że przeczyta.
Ale i Ty przeczytaj.
Lena kiedyś pisała o swoich przemyśleniach na temat "Warto byc ojcem"...... może jej zapytaj......

Jadwisia - 2008-12-03, 09:54

Zamówiłam "warto byc ojcem"i jeszcze inną książkę ale długo nie przychodzi,może żle zamówiłam,nie wiem.

Podziele się z wami odnosnie mojego stanu ducha.Otóż z mężem staram się w jak jalepszym porządku i miłości żyć,chociaż nie ukrywam,że cierpie jeszcze bardzo i mam ból po tym naszym wydarzeniu.Bardzo wiele mi pomogliście,bardzo,to jest nieocenione i życzę wam abyście spotykali na swojej drodze życia tak samo życzliwe i przyjazne osoby.Mam jeszcze do męża pewien uraz,nie mogę sobie z tym dać rady,myślę że może też i czas pewne rany powoli zagoi.Mam oczywiście lęki i niepokój co będzie dalej,co się wydarzy myślę już na zapas.Na pewno są to moje problemy o których muszę porozmawiać z kimś mądrym.Pozdrawiam.

Kari - 2008-12-03, 10:31

Wiesz, ja też mam uraz do mojego męża cały czas, ale staram się mu tego nie okazywać. Zaufanie też straciłam chyba na zawsze, to znaczy myslę, że trzeba być czujnym, bo jak komuś coś się już zdarzyło, to zawsze może zdarzyć sie jeszcze, to chyba taki mechanizm obronny: chcę być czujna, żeby w razie czego nie oberwać za mocno i być przygotowanym. Ciężko tak żyć, bo nie można sie rozluźnić i cieszyć życiem. To męczy. Ale bardzo sie staram, żeby mój mąż tego nie odczuł, bo to tylko pogorszyłoby nasze zachwiane relacje. Dobrze Cię rozumiem. Ale dla samej siebie pracuj nad tym.
Jadwisia - 2008-12-03, 15:22

Kari dzięki za zrozumienie....,najgorsze są zbliżenia.......
mami - 2008-12-03, 16:44

Kari napisał/a:
Wiesz, ja też mam uraz do mojego męża cały czas, ale staram się mu tego nie okazywać. Zaufanie też straciłam chyba na zawsze, to znaczy myslę, że trzeba być czujnym, bo jak komuś coś się już zdarzyło, to zawsze może zdarzyć sie jeszcze, to chyba taki mechanizm obronny: chcę być czujna, żeby w razie czego nie oberwać za mocno i być przygotowanym. Ciężko tak żyć, bo nie można sie rozluźnić i cieszyć życiem. To męczy. Ale bardzo sie staram, żeby mój mąż tego nie odczuł, bo to tylko pogorszyłoby nasze zachwiane relacje. Dobrze Cię rozumiem. Ale dla samej siebie pracuj nad tym.



Kari dla własnego dobra, dla dobra rodziny musisz powiedziec sobie STOP
przymusowi kontroli....
to cie wyniszcza z własnego doświadczenia wiem jak to jest gdy wpadłam w tą pułapke

nie chce więcej czuc przymusu kontrolowania kogoś, czegos nigdy więcej...
to straszne uczucie ciągłe kontrolowanie, wymyślanie co może sie zdarzyc jak czegos nie dopilnuje...
nie chce byc za niczyje winy odpowiedzialna
wtedy mam tylko tyle ile sama wywalcze, dopilnuje
a ja chce by szczęsliwa, spokojna bez ciągłego lęku zranienia
wiem czym grozi danie komus kredytu zaufania zarówno w pozytywnym jak i negatywnym stopniu
wiem bez względu na wszystko ze ufajac moge byc szczesliwa tak jak i wiem juz ze jesli ktos nadużyje mojego zaufania to mnie to zrani
ale wiem juz ze sobie z tym poradze
nie boje sie juz zycia a nade wszystko samotnosci
mam wokoło jeszcze na dzien dzisiejszy oprócz meza tez przyjaciol, kochajace dzieci i na nich moge liczyc
w koncu wszyscy mnie nie zawioda.... a mysle ze ja tez ich nie zawiode
dlatego pozwoliłam sobie na ponowne zaufanie i wybaczenie
wbrew pozorom to dla siebie zrobiłam by czuc ta wspaniała cisze

przemyśl to co możesz stracic
może........./
ponowne zranienie i dane powtórnie zaufanie.....
ale jak to sie ma
z tym co tracisz dziennie dzis jutro i tak do końca albo jeszcze długi czas?
sen, zdrowy stosunek do poczynań męża, spokój, szczęście
można mnożyc co dziennie tracisz przez przymusowe kontrolowania i przez brak wybaczenia tego co było

wszystko to co juz tracisz staje sie mniej ważne
w porównaniu z tym co myślisz, że mogłabys stracic

odwagi Kari zmieniaj brak zaufania w poczucie doznania ulgi ku lepszemu życiu

bird70 - 2008-12-04, 01:21

Kari, potwierdzam własnym doświadczeniem to, co pisze mami...
takie udawanie na dłuższą metę doprowadziło mnie do stasznego stanu psychicznego- nie można żyć w ciągłym napięciu i czekaniu na najgorsze... bo okazało się, że zupełnie zagubiłam siebie, a mąż ma argument przeciwko mnie, bo stałam się spięta, smutna, zgorzkniała...
Pozdrawiam ciepło:)

Jadwisia - 2008-12-04, 08:38

Mami-----------zdrowy stosunek do poczynań męża.........co to znaczy,że mąż robi mi różne numery a ja jestem spokojna? to jest przecież niemożliwe a jeśli moge być z nim(powiedzmy przy okazji wiedzieć wszystko0 to dlaczego nie? Jesli kiedys juz nadużył zaufania zawsze pozostaje rana,może mozna i wybaczyć żyć w miłości,pokoju.....ale zapomnieć....u mnie to się nie uda.

[ Dodano: 2008-12-04, 08:42 ]
Może jakiś facet mi odpowie na moja wątpliwość........Jeśli mąż rano zapewnił mnie ,ze marzy o wieczorze ze mną,a ja sie juz napaliłam i przygotowałam,a on wieczorem zachowywał się jakby o tym ZAPOMNIAL to co ja mam zrobić? Bo chyba popełniłam błąd - wkurzyłam się. :-(

mami - 2008-12-04, 09:04

Jadwisia to jest i nakreślanie pewnych granic, których sie oboje trzymamy
ustalamy pewne zasady, których sie oboje trzymamy
to jest twarda miłość bez lęków, to także bycie szczęśliwym, dumnym z siebie, z tego co robie
ale czy ty potrafisz to??
czy potrafisz twardo i stanowczo powiedziec mężowi nie zgadzam sie na dalsze twoje imprezy, na kawalerskie zycie, na poświęcanie czasu sobie zamiast rodzinie, dzieciom...
dlaczego do tej pory sie zgadzałas skoro to tak bardzo cie niszczy i wywołuje takie emocje...
dlaczego boisz sie że mąż cie nie posłucha, ze mimo wszystko będzie sie bawił...
a wtedy co?
nakreśliłas granice on je złamał powinnas teraz konsekwentnie zrobić dalszy krok
ale jaki z jednej strony przeciez obawa, że cie opusci zdradzi a z drugiej co twoim jedynym krokiem jaki robisz to karanie sexem, cichymi dniami, itp
co utwierdza jeszcze męża w tym, że ma złołze i dobrze, że pojechał bo aby troche sie pobawił pośmiał...
no właśnie jak druga strona nie wie jak daleko może sie posunąć w swoim chceniu by było mi dobrze to nie dziw sie ze robi to co robi
jak nie stawiasz twardo granic nie wolno ci tego, czy masz obowiązek, nade wszystko to dom i rodzina ma być dla ciebie najważniejsza to dla niej pracujesz...
wtedy partner czuje sie wolny i mysli że jego rola aczyna i kończy sie na finansowym utrzymaniu rodziny i imprezy podporządkowuje pod swój tok myslenia jestem odpowiedzialny za rodzine a to jest dla niej bo przeciez integruje sie z innymi kolegami z pracy bysmy byli bardziej zżyciu i lepiej wykonywali swoje obowiążki by szef był ze mnie zadowolony bym dostał awans podwyżke...
można w ten sposób tłumaczyc sobie mąż to co robi i pozwalac sobie na imprezy bez zony i miec czyste sumienie jeszcze przeciez nic nie robie, to dla nich sie poświęcam...
wszystko można wytłumaczyc sobie i zmanipulowac siebie i partnera
właśnie wtedy jak jasno nie mówimy tego co nas boli, czego nie chcemy i czego zabraniamy
to lepsze od robienia fochów, karania sexem, uczuciami
stawianie granic daje lepsze rezultaty jak i pewnosc dla drugiej strony co może a czego jej robić nie wolno

ale zapomnieć....u mnie to się nie uda.
i Jadwisiu nikt nie zapomina ale musiał sie nauczyc z tym zyc...

[ Dodano: 2008-12-04, 09:09 ]
Jeśli mąż rano zapewnił mnie ,ze marzy o wieczorze ze mną,a ja sie juz napaliłam i przygotowałam,a on wieczorem zachowywał się jakby o tym ZAPOMNIAL to co ja mam zrobić? Bo chyba popełniłam błąd - wkurzyłam się. :-(

może dla odmiany on pragnie bys go troche poadorowała, sprawiła ze poczuje sie że go pragniesz a nie tylko spełniasz powinnosc małżeńską?
myśle że nade wszystko brak mu czułości tak jak my kobiety faceci tez tego pragna
tylko o tym nie MÓWIĄ...

mysle że męska czesc forum sie z tym zgodzi

Macius - 2008-12-04, 09:12

Jadwisia napisał/a:
Jeśli mąż rano zapewnił mnie ,ze marzy o wieczorze ze mną,a ja sie juz napaliłam i przygotowałam

Pytanie czy coś razem ustaliliście, czy on wiedział czego oczekujesz czy nie?

Jadwisia napisał/a:
chyba popełniłam błąd - wkurzyłam się. :-(

Ja to rozumiem, ale ja to sam mam poważny problem z 'wkurzaniem się'. Z tego co mi kładą teraz do głowy, to złość maskuje inne, przykre uczucia, z przeżywaniem których ktoś sobie może nie radzić. Może coś innego najpierw poczułaś:
rozczarowanie
bezradność
odrzucenie
lekceważenie
upokorzenie
zaskoczenie
zranienie
???
Jeśli tak, to w takiej sytuacji lepiej to coś nazwać i o tym mężowi powiedzieć, jest szansa że lepiej do niego dotrzesz. Tylko nad tym trzeba popracować - wcale nie jest to łatwe, dużo prościej się wkurzyć ... niestety :-/

mami - 2008-12-04, 09:19

Macek to sie nazywa odwet na czyjes posepowanie
a tak naprawde to kazdy pragnie tego samego tylko kazdy inaczej
znalez to inaczej to odnalez siebie i partnera w związku
jesli czasem ktoś postępuje inaczej niz my to nie znaczy że nie kocha
bo to my mamy swoje wizje tego jak nalezy postepowac i jak to ktoś robi inaczej juz wali nam sie schemat naszego myslenia
często wywołuje to złość, agresje, odwet, poczucie ze zostało sie odtrąconym tak dla kobiety jak i faceta jest bolesne

mysle że mąż Jadwisi przyzywczaił sie do tego iż zona w ten sposób go karała ze tak naprawde potrafi sobie juz z tym radzic tyle ze nie tak jak sobie by zyczyła JAdwiga i to jest powód dla którego nie nalezy karac kogos uczuciem
obraca sie przeciw nam

martin - 2008-12-04, 09:53

Jadwisia no zlituj sie :-)

Oczywiscie, ze nie chodzi o bezkrytyczne pozwalanie mezowi na wszystko, ale jesli tylko bedziesz z nim jechac i patrzec spode lba "no ... ktora sie chce zblizyc?" to do niczego nie prowadzi. Musi dojsc do sytuacji, gdy on sie zachwyci swoja czula, wspaniala zona i stwierdzi, ze "hmmm wlasciwie to jade, ale jak sie ostatnio z Jadzia bawilem to bylo tak rewelacyjnie, ze Ją zabiore".
Rozumiesz roznice? I tu i tu bawicie sie razem, ale o ile to milsze dla Ciebie, jak bedzie o Ciebie zabiegal, ale on tez musi, naprawde musi wiedziec, ze Ty tego chcesz. No poderwijze go ;).

Zobacz jak Ci mami ladnie napisala wczoraj i dzis o zaufaniu, zyciu, wszystkim.
Oczywiscie, ze trudno Ci cos takiego zrobic, zeby dac mu pewien kredyt zaufania, ale popatrz ON TAK NAPRAWDE NIC ZLEGO NIE ZROBIL :-)
Naprawde
I o tych zblizeniach od razu, jakby Cie co najmniej nie wiadomo jak skrzywdzil.

Aaa i co do wieczoru ...
Facet to takie fajne stworzenie. Takie techniczne, konkretne :P. I niedomyslne za grosz :).
Czy Wy ustaliliscie, ze to wlasnie TEN wieczor bedzie tym, ktory spedzicie? Bo on sie moze np. rozmarzyl, ale w pracy byl ciezki dzien i z glowy ulecialo, a ze nie przyszedl z bukietem kwiatow od razu po pracy to sie obrazilas.
Sadze, ze gdyby zobaczyl np. wino na stole, 2 kieliszki i swieczke jest pewna szansa, ze by sie domyslil.
Oczywiscie sie chlop tez musi postarac, ale zobacz, ze robi piekne gesty w Twoja strone :-)
Bedzie dobrze wiesz. I jeszcze cos ... jest dobrze :-) a jesli sobie to wszystko poukladacie to bedzie wspaniale.

I jak to mami okreslila:
"może dla odmiany on pragnie bys go troche poadorowała, sprawiła ze poczuje sie że go pragniesz a nie tylko spełniasz powinnosc małżeńską?
myśle że nade wszystko brak mu czułości tak jak my kobiety faceci tez tego pragna
tylko o tym nie MÓWIĄ... "
SWIETE SLOWA :)

Trzymaj sie i postaw dzis to wino, kieliszki...

nałóg - 2008-12-04, 11:08

Jadwiga............. bo znowu zadziałała u Ciebie wyobraznia.On powiedział o marzeniach ...... ale czy określił że to ma byc ten wieczór??? Wyobraznia podpowiedziała Ci,Twoje "chciejstwo" podpowiedziało Ci że to akurat ten wieczór.
Jak juz chciąłas aby był ten ............ to trochę inicjatywy i prosty komunikat:TO MA BYC DZISIEJSZY WIECZÓR.
Bo faceci tacy sa juz.Prości w mysleniu.A rola żony jest motywować męża,stawiac mu mądre zadania ,pozwalać mu aby sie z nich wywiązywał i od czassu do czsu wyrazić swój podziw jaki to on jest OK.
A wystarczyło troszkę inicjatywy z Twojej strony .....jak juz sie "napaliłaś" na ten wieczór.
On miał być dla Was obojga a nie tylko dla niego.
A Ty sie wkurzałas że on zapomniał............. a juz jesteś raczej duża dziewczynak ,juz masz sprecyzowane oczekiwania,............ jeszce tylko nal;eżało wysłać komunikat............ DZIŚ MA BYC TEN WIECZÓR,BO JA TEZ GO PRAGNĘ Z TOBA PRZEŻYĆ.
Ot..... i tyle.Komunikacja.A nie domysły.Jak mu nie potwierdziłas że Ty te zchcesz to może poprostu sie bał odrzucenia.Tak maja faceci też.
Pogody Ducha

ekola - 2008-12-04, 11:21

Z doświadczenia wiem, że mógł zapomnieć. Tak po prostu...
Może jak napisał Martin, coś wydarzyło się w pracy... a może był zmęczony i jedyne o czym marzył wieczorem to spokój i sen?
Nie wiem...
A z drugiej strony... Czy piękny, wspólny wieczór oznacza, że tylko on ma się starać? A ty czekasz jak księżniczka, że książę wszystko Ci poda na tacy??? No to sie dziewczyno możesz nie doczekać... Zwłaszcza jak nie artykuujesz swoich potrzeb i facet musi się domyślać.
Nie domyśli się!!! Jak panowie napisali wcześniej - mężczyźni są prości w użyciu. Dasz zadanie - wykona, a pochwalony urośnie w dumę i radość. Ale czytać w myślach?... No nie wiem...

I jeszcze jedno. Na mojego męża zewnętrzne okoliczności działają bardzo silnie. Jakieś nieprzyjemne wydarzenie w pracy, coś mu nie wyszło - i humor siada. Myślę (wcześniej niestety nie przychodziły mi takie odkrywcze myśli do głowy) że wracając do domu chciałby otrzymać trochę zainteresowania, wsparcia, czułości... A często po prostu świętego spokoju, żeby to jakoś przetrawić.
Przyznam się szczerze, że nawet teraz niełatwo mi to zrozumieć...

nałóg - 2008-12-04, 11:57

Ekola....BINGO.
Wystarczy że go zauważysz,że słowem wspomnisz o widocznym zmęczeniu,że słowo powiesz by sobie 10-15 min odpoczął,a za ten czas będzie poprostu innym mężem,innym facetem.A wtedy możesz mu juz opowiedzieć co Ciebie gnębiło przez dzień.
Jak mu każesz coś zrobic w chwile po powrocie z pracy........... to pewnie zrobi,ale pozostanie zmęczony i zły przez resztę wieczoru.
Facet tym sie rózni od kobiety,że jak jest zmęczony,to poprostu powinien sie chwilę poozyć,zagłebić sie w odpoczynku.
Kobiety odpoczywają inaczej.Robia kilka rzeczy jednocześnie,maja podzielna uwagę.Faceci sa bardziej monotematyczni...... jedna rzecz do zrobienia i dopiero czas na drugą.Kobieta potrafi gotowć obiad,sprzatać,wstawić pranie w międzyczasie i jeszcze zaimować sie dziećkiem czy dziećmi.
My,faceci możemy robic dobrze tylko jedną rzecz,nie kilka na raz.
Pogody Ducha

[ Dodano: 2008-12-04, 11:58 ]
A z czasem on bedzie też zauważł Twoje zmęczenie czy obnizony poziom nastroju.
Nauczysz go tego swoim ,mądrym postępowaniem.

Jadwisia - 2008-12-04, 15:40

JACY WY JESTESCIE WSPANIALI!!! Ile mądrych rzeczy dla mnie troche nowych,a może nawet trudnych do przyjęcia.Skomplikowane to życie ale jak was czytam to często widzę własnie siebie i chyba......no takie odkrywanie właściwie siebie i ......konieczność bycia innej.Po prostu..

[ Dodano: 2008-12-04, 15:41 ]
Jeszcze raz was przeczytam i pozwolę sobie coś dodać........

[ Dodano: 2008-12-04, 16:19 ]
To znaczy jest we mnie coś takiego głupiego,że myslę sobie że jak on nie chce lub nie pomysli o zblizeniu ze mną,a ja dam jakies sygnały,to ja sobie tego nie wyobrażam bo będę myslała,że on to robi DLA MNIE a ja chce żeby ON CHCIAL.Zreszta jest mi jeszcze bardzo ciężko po tym co mi zrobił,nawet w pracach domowych nic mi nie idzie....bo nic nie robię.Tak mi jest smutno :-( A z drugiej strony cierpie jak jest w pracy bardzo.jakis niepokój,tęsknota,niepewność,obawa.

A co do imprez,nawet wyjazdowych to juz jest postanowione,ze wyjeżdżam z nim.Nie wiem czy on tego chce,mówi że chce ale czy to prawda? Ja juz nie chcę więcej tak cierpieć.

[ Dodano: 2008-12-04, 16:26 ]
Macius----------dokładnie to wszystko przeżyłam,jak opisujesz........

Napiszcie mi czy to jest normalne,ze myslę że jesli mąż spędza całe dnie w pracy w pokoju z dziewczynami to któras może wpaść mu w oko? Proszę tylko nie krzyczcie na mnie,wiem co powiecie ale proszę przemówcie do mnie tak jak zawsze.....i jeszcze....na pewno jesli będę złośnica to oddali się ode mnie.? prawda?

ekola - 2008-12-04, 17:26

Jadwisiu,
piękne, wolne i młode kobiety były, są i będą... Były również wtedy, gdy Twój mąż Ciebie wybrał, ciebie pokochał...
Tak się zastanawiam, skąd u Ciebie ten lęk? Może to Twój własny strach, TWOJE poczucie niższości? Zupełnie niepotrzebne!
Zobacz, nawet w tym co piszesz, pobrzmiewa to że mąż chce z Tobą spędzać czas, chce do Ciebie wracać... Dlaczego jeśli mówi że chce żebyś jeździła z nim na te nieszczęsne imprezy, to Ty od razu podejrzewasz coś innego? Nie może chcieć??? Nie może tym się cieszyć???

Co do tego czy robi to dla siebie czy dla Ciebie... Też kiedyś tak myślałam - on ma sam chcieć! Ba, ma sam chcieć to co ja chcę!
Teraz, po kryzysie, doceniam właśnie te gesty, które czyni DLA MNIE... Bo to jest dowód uwagi, zainteresowania i... miłości.
Na marginesie, gdyby nie chciał - po prostu nic by nie robił. I tyle.

Też z własnego doświadczenia... Grozi Ci Jadwisiu to, że zastanawiając się nad niebezpieczeństwami czyhającymi na Twojego męża, rozmyślając czego nie zrobił itd. tracisz TU i TERAZ!
Może już przegapiłaś jego czułe słowa, miłe gesty, bo myślałaś o tym " a dlaczego on robi coś dziś, skoro ja czekałam na to wczoraj?... A ja chciałam buziaka nie w prawy, tylko w lewy policzek..."
Jadwisiu, nie ma co sobie wyobrażac jak mąż powinien się zachować, tylko cieszyć się tym jak okazuje Ci uczucie. Może nie tak jakbyś chciała, ale jeżeli on inaczej nie potrafi?... To pomóż mu, naucz go, pokaż... On nie jest identyczny z Tobą, nie myśli dokładnie tak jak Ty. Daj mu szansę pokazac jak Cię kocha po swojemu, tak jak on potrafi.

A kiedy on jest w pracy, Ty zajmij się sobą. Doskonale wiem, jak siedzienie w domu z dziećmi obniża samoocenę. Uwierz, że fajnie jest wychodzić w świat, również po to żeby potem wracać do wspólnego domu. I wspólnie dzielić się swoimi przeżyciami.

Trzymam kciuki!

Jadwisia - 2008-12-04, 17:27

Powiedzcie mi jak często komunikujecie się ze współmałżonkiem jak jesteście w pracy.Bo dla mnie raz lub dwa to za mało.Bywają dni,że wcale wtedy umieram. i to dzwonię lub slę smsa ja.I kiedyś mąż mi powiedział żebym tak często nie dzwoniła bo nikt tyle nie dzwoni co ja.A to naprawdę nie jest duzo,po prostu za nim tęsknię.Gdy wraca lubie wiedziec kiedy ale daje znac bardzo rzadko,i co?czy to tez tak jest u facetów bo ja juz nic nie wiem,czy po prostu ktoś za mną nie tęskni ??

[ Dodano: 2008-12-04, 17:31 ]
ekola-----masz rację wiesz ale to jest silniejsze ode mnie.I jezcze jestem taka głupia,że ostatnio myślałam juz o szukaniu pracy bo chyba czas najwyższy ale.........od razu przyszła mi myśl ,że wtedy nie mogłabym wyjeżdzać z nim na te wyjazdy z pracy,a to juz chyba zwariowałabym !!!!!!!!!!!!!!!!Jestem w martwym punkcie...............a to,że siedzenie w domu odbiera wiare w siebie--------100% PRAWDA.

[ Dodano: 2008-12-04, 17:40 ]
ekola---------tylko,że wcześniej mąż nie znał się na kobietach tak sobie myślę trochę wyrobił sie przy mnie (no trochę wiem z życia naszego).Stąd to pewnie zachłyśnięcie sie imprezami,towarzystwem,zabawą i.........stad tez moje obawy,strach,codzienny lęk.............Wiem,że tak nie można ale nie umiem inaczej,nie umiem,nie umie.

martin - 2008-12-04, 18:00

Jadwisia napisał/a:

To znaczy jest we mnie coś takiego głupiego,że myslę sobie że jak on nie chce lub nie pomysli o zblizeniu ze mną,a ja dam jakies sygnały,to ja sobie tego nie wyobrażam bo będę myslała,że on to robi DLA MNIE a ja chce żeby ON CHCIAL.

Jadzia :)
A Ty instrukcji obslugi faceta nie znasz :P? Troche sie przyszykowac, zblizyc ... no przeciez, ze bedzie chcial :D. Dla Was... Wystarczy, ze go poderwiesz, to sie Wam zrobi powtorka z chodzenia ze soba :).


Jadwisia napisał/a:

Zreszta jest mi jeszcze bardzo ciężko po tym co mi zrobił,

No przeciez On Ci nic nie zrobil!! Owszem nie powinien klamac, ale widzisz przeciez na kazdym kroku, ze mu zalezy.

Jadwisia napisał/a:

A co do imprez,nawet wyjazdowych to juz jest postanowione,ze wyjeżdżam z nim.Nie wiem czy on tego chce,mówi że chce ale czy to prawda? Ja juz nie chcę więcej tak cierpieć.

Wyjedz - ok. Ale rozmawiaj z Nim o tym, ustalaj. Niech to bedzie radosne a nie jak w wiezieniu, ze go pilnujesz.


Jadwisia napisał/a:

Napiszcie mi czy to jest normalne,ze myslę że jesli mąż spędza całe dnie w pracy w pokoju z dziewczynami to któras może wpaść mu w oko?

No wiesz, jesli pracuje z dziewczynami, to wiadomo, ze podobac sie moze. ALE my faceci to wcale nie az tacy monotematyczni, ze jak ladna to od razu... i ... patrz nizej

Jadziu
On Cie Kocha.
Tak tak, to prawda.
Okazuje Ci czulosc - moze nie modelowo i na inny sposob niz Ty. Chcesz, zeby cos dodatkowo robil - to mu powiedz wprost, ze sprawiloby Ci ogromna radosc, jak by ... I jesli to zrobi np. po paru dniach to sie zachwycaj :D.
Oklamal - to zle, ale okazuje Ci uczucie. U Was jest lepiej niz Ci sie zdaje, musisz tylko mu zaczac ufac (nawet jesli oklamal - i tak warto).
No to co z ta kolacja z winem dla niego dzisiaj? ;)
Bo pozno sie robi :)))))

Jadwisia - 2008-12-04, 18:32

martin---------jaki ty jestes optymista :-) co ja zrobiłabym bez was......tylko nie mów mi że on mi nic nie zrobił OKLAMAL I SIE BAWIL,a ja chciałabym zeby on wtedy w ogóle sie nie bawił,rozumiesz?

nie jest tak żle?? jest mi bardzo ciężko bo to zimny drań.A co z winem? Już byłabym gotowa gdyby nie ten ciągły ból w sercu i dzieci,które cały czas dziamgolą i nie dają mi pogadać z mężem,a co mówic o winie.Widzisz u nas taka okazja mogłaby być około 21.oo( a tak w ogóle nigdy tak nie było).Piszesz z humorem i radościa ale ja nie potrafie tym samym odpowiedzieć,wybacz.

[ Dodano: 2008-12-04, 18:33 ]
martin---------jak mi mąż okazuje uczucia nie modelowo czyli jak? i jak to jest modelowo?

ekola - 2008-12-04, 19:12

Jadwisiu, litości!!!!
My nie wiemy, jak mąż okazuje Ci uczucia... Tyle że widać z Twoich postów że niewystarczająco dla Ciebie. Modelowo?... pewnie każda z nas marzy o tym, zeby było jak kiedyś, na początku, kiedy zgadywał myśli (a przynajmniej się starał), kiedy przynosił kwiaty, szeptał czułe słówka na ucho...
To że teraz jest inaczej, nie oznacza jeszcze że nie kocha... nie oznacza że jest gorzej.

Telefony, smsy... Przed kryzysem kontaktowaliśmy się wtedy, kiedy była potrzeba. Czasem przez cały dzień nie, bo i tak wieczorem mieliśmy czas na rozmowę. Zaczęłam dzwonić, wtedy gdy poczułam że go tracę, gdy zaczął odchodzić...
Wiesz dlaczego? Bo poczułam się ZAGROŻONA!
Pomyśl, dlaczego Ty się czujesz zagrożona? Jadwisiu, dlaczego tak bardzo potrzebujesz potwierdzenie od swojego męża, że kocha, że myśli o Tobie? Czy to przypadkiem nie jest TWÓJ problem, dla męża całkowicie niezrozumiały?
Pomyśl... i odpowiedz sobie sama..

A teraz dzwonię do męża od czasu do czasu. Już nie muszę... Czasem i przez parę dni nie. Czasem wyślę mu miłego smsa... I nie czekam na odzew, bo nie o to w tym miłym smsie chodzi. Tylko o wyrażenie uczuć...
Wiesz co mi kiedyś powiedział, kiedy pytałam dlaczego on do mnie nie dzwoni? Bo nie dawałam mu szansy na to, nie potrafiłam poczekać. Teraz kiedy nie jest to dla mnie tak ważne, zdarza się, że to on zadzwoni, że on jest ciekaw co porabiam i dlaczego telefon był zajęty.
Nie powiem, to miłe...

A jakbyś poszła do pracy, to miałabyś co robić w ciągu dnia i czasu byłoby mniej na myślenie i dzwonienie. Może pół etatu? A może chociaż jakieś zainteresowania?
Jadwisiu, nie bój się tak...
Nie marnuj czasu na wypatrywanie nieszczęścia, na kontrolowanie. Nie chcę Cię martwić, ale jeśli coś się zdarzy, to i tak spadnie to na Ciebie jak grom z jasnego nieba. Nie da się zaplanować przyszłości. Trzeba po prostu zaufać... Bogu zaufać... a siebie naprawiać.

Macius - 2008-12-04, 20:12

Jadwisia napisał/a:
OKLAMAL I SIE BAWIL,a ja chciałabym zeby on wtedy w ogóle sie nie bawił

Pielęgnując takie myśli jesteś na prostej drodze do zniszczenia waszego małżeństwa. Okłamał cię bo pewnie się bał powiedzieć prawdę - już to ktoś tłumaczył. Głupio zrobił, ale miał powód. Może popatrz w siebie - czy ty zawsze jesteś z nim szczera???

Próbujesz żyć jego - a nie swoim życiem, nie panujesz nad tym, masz obsesję kontrolowania męża, próbujesz nim manipulować. A to dorosła, niezależna osoba. Jak mu pętlę za bardzo zaciśniesz, to się urwie całkiem i tyle będziesz z tego miała.

Z tego co piszesz, to twoje wydzwanianie czy sms-owanie może nie być całkiem zdrowe... jest podszyte nieufnością, zazdrością, zawiścią, brakiem zaufania. Rób tak dalej - sama go wepchniesz w ramiona tych młodych, roześmianych kobiet. Jeszcze mu będą współczuły, jaką ma żonę.

Pogadajcie może o tym (może gadacie?), może ustalcie jakieś zasady komunikowania się dla niego też sensowne? A ty lepiej pomyśl co zrobić, żeby on z pracy jak najszybciej się urywał żeby pobiec do swojej wspaniałej, kochającej żony. Siedzenie mu na plecach tego nie załatwi.

martin - 2008-12-04, 21:00

Jadwisia napisał/a:
martin---------jaki ty jestes optymista :-) co ja zrobiłabym bez was......tylko nie mów mi że on mi nic nie zrobił OKLAMAL I SIE BAWIL,a ja chciałabym zeby on wtedy w ogóle sie nie bawił,rozumiesz?

nie jest tak żle?? jest mi bardzo ciężko bo to zimny drań.A co z winem? Już byłabym gotowa gdyby nie ten ciągły ból w sercu i dzieci,które cały czas dziamgolą i nie dają mi pogadać z mężem,a co mówic o winie.Widzisz u nas taka okazja mogłaby być około 21.oo( a tak w ogóle nigdy tak nie było).Piszesz z humorem i radościa ale ja nie potrafie tym samym odpowiedzieć,wybacz.

[ Dodano: 2008-12-04, 18:33 ]
martin---------jak mi mąż okazuje uczucia nie modelowo czyli jak? i jak to jest modelowo?


Wiesz - ja widze, ze u Was jest dobra sytuacja w malzenstwie.
Tylko Ty czarno widzisz wiele rzeczy, a niepotrzebnie.
Ale bardzo niepokojace to co napisalas, ze nie chcesz, zeby sie dobrze bawil w ogole. W Twoim odczuciu On nie powinien byc nigdy szczesliwy, jesli Ciebie nie ma obok!! A to niezdrowe, bo wiadomo, ze jak z kumplem pogada to sie posmieje tez i bedzie dobrze bawil. Albo jak ktos w pracy dowcip opowie. I niech to nawet dziewczyna opowie. Ale wiesz co ... to do Ciebie wraca :).

Nie umiesz wykrzesac optymizmu, bo wszystko w czarnych barwach widzisz.
Tak jak wszyscy pisza - to do niczego nie prowadzi. A Twoj maz to nie zimny dran, tylko najblizsza Ci osoba na tym swiecie, wiec jak juz Monia wspominala - miej do niego szacunek.
I juz Ci powtarzalismy, ze czasem po prostu wystarczy troche ciepla, usmiechu i juz lepiej.
A co do smsow itp. On sie BEDZIE czul kontrolowany!! Bo i jest kontrolowany przez Ciebie ciagle. A tak nie mozna. Nawet jesli to czasem podswiadome. Pozwol mu zatesknic, NIE pisz np. pare dni jak w pracy siedzi. Albo 1 sms na 2 dni. Zateskni i sam napisze. A jak sie wtedy dobrze poczujesz!!

21:00 tez dobra godzina - zobacz wlasnie dochodzi - a wystarczy, ze przestaniesz go oskarzac, odstrzelisz sie w fajny ciuch, usmiechniesz i pocalujesz a bedzie pieknie.
Nie doluj sie tylko po prostu sprobuj.

A czy modelowo - po prostu facet inaczej okazuje czulosci niz kobieta. A kobieta uwaza, ze powinien Jej okazywac tak jak ona by okazywala jemu. I jej zle, a on nie rozumie bo przeciez okazal :). Nie zastanawiaj sie, tylko go poderwij :).

A jako prezent gwiazdkowy zafundujcie sobie:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=3293

Trzymaj sie

Jadwisia - 2008-12-05, 08:31

Dziękuję ale to wszystko jest takie trudne,takie trudne.Na pewno problemy sa we mnie już nic nie będę pisała bo i wy tak wszystko wiecie i najśmieszniejsze jest to,ze macie rację.Ja nie umiem jej przyjąć.
Elżbieta - 2008-12-05, 10:00

martin napisał/a:
A jako prezent gwiazdkowy zafundujcie sobie:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=3293

doskonałe książki !!

martin - 2008-12-05, 10:19

Jadwisia napisał/a:
Dziękuję ale to wszystko jest takie trudne,takie trudne.Na pewno problemy sa we mnie już nic nie będę pisała bo i wy tak wszystko wiecie i najśmieszniejsze jest to,ze macie rację.Ja nie umiem jej przyjąć.


Umiesz - wystarczy sprobowac.
A ksiazki przeczytac to tez przeciez zaden klopot.
Zaczeliscie terapie?
Ty tez zacznij swoja koniecznie i zobaczysz, ze za 2 miesiace bedziesz sie tu rozpisywac jak jest cudownie u Was.
Pogody Ducha

Jadwisia - 2008-12-05, 15:24

martin-------------jaką terapię mamy zacząć?? Właściwie to we mnie coś pękło od tego wyjazdu męża na tę imprezę,cały czas widzę go na niej,myślę o tym i już myślę jak będę musiała zostawić ( i z kim) dzieci by pojechać z mężem na kolejne wyjazdy(oby ich nigdy nie było!!!!!!!).Oczywiście nie byłam ideałem,pisaliście ,że jestem zazdrosna,zaborcza nie powiem nie i nie powiem tak.Wiecie,że ja wiem,a teraz jest jeszcze trudniej.Książki już zamówiłam.

[ Dodano: 2008-12-05, 15:25 ]
Gdzie jakies terapie się zaczyna? ja nic nie wiem.

elzd1 - 2008-12-05, 16:39

Jadwiga.
Miałaś iśc do psychologa. Byłaś?
Psycholog Ci pomoże, o ile zechcesz iść i poszukać tej pomocy.

nałóg - 2008-12-05, 16:55

A żeby chciało sie chcieć................. Jadwidze.Łatwiej tkwić ,łatwiej sie użalać,łatwiej narzekać,łatwiej mieć poczucie krzywdy.Łatwej mieć "worek treningowy" z męża jak samemu sie wziąć za siebie.Bo zmiany pokazuje ułomności,wady,wynaturzenia..... a to boli,wymaga wysiłku.Będąc w tym miejscu i w takiej roli jaka gra Jadwiga jest ona w centrum zainteresowania,jest zaspokojona jej potrzeba bycia w centrum.A maż idzie do pracy..... a Jadwiga ma żal że nie dzwoni do niej co 15 min....no co pół godziny.Jest na forum....... jest w centrum
Lepiej tkwić .
A to .... to juz pomieszanie pychy z lenistwem.

Elżbieta - 2008-12-05, 18:06

Masz Jadwigo "na szybko" (cito)

"Mężczyźni kobiety różnią się..."
http://docs.google.com/Vi...qv9g_21d8spzzfr

"Tylko dla panów":
http://docs.google.com/Vi...qv9g_20gc7rq9c6

"Tylko dla pań":
http://docs.google.com/Vi...qv9g_18dkfmsfdq

Jadwisia - 2008-12-06, 17:51

No jeszcze nie byłam u psychologa .......i dzisiaj zobaczyłam co się ze mną dzieje i że powinnam iść jak najszybciej.Brakowało mi od męża okazywania (dzisiaj jakoś szczególnie)uczuć.Robiliśmy zakupy mąż uśmiechał się czsami (ale nie do mnie),okazywał zainteresowanie(ale nie mną)itd.I co się stało? Okazałam mu niezadowolenie z tego powodu,złośc,zdenerwowałam się,jednym słowem zachowałam się okropnie i popsułam całą atmosferę budowania miłości.Wypomniałam znowu(o zgrozo!)ten incydent z jego wyjazdem i jestem......................zrozpaczona bo tyle od was nauk dostałam jak go zachęcić,jak ma więcej mnie pokochać żeby radośniej wracał z pracy itd.,a ja ZEPSULAM.Załuję!!!!!!!!!!!!!! nie krzyczcie,ze mną już jest żle proszę jak mam naprawić proszę co mam zrobić? Czy jeszcze dziś jest szansa,pragnę miłości,a on jest taki ZIMNY.
..monika.. - 2008-12-06, 18:06

Jadwisiu..
szansa jest zawsze.
tylko tak czytajac Twoje posty mam nieodparte wrazenie, ze Ty sie krecisz w kolko.
bylo Ci zle, przyszlas tu i sie wyzalilas. kilka osob probowalo Ci powiedziec co Ty w tej sytuacji mozesz zrobic.. troche niby posluchalas, pokiwalas glowa i... w zasadzie to z kazdym kolejnym postem jest albo tak, ze zaraz po tym co ktos napisze przyznajesz mu racje, a potem wracasz znowu rozgoryczona, albo przyznajac sie do popelnionych bledow.
dobrze, ze przynajmniej masz tego swiadomosc, to juz wielki postep :-)
ale wiesz.. nie bedzie latwo.
wiadomo, ze jest pieknie to nietrudno byc dla meza mila. ale przy najmnienszym zgrzycie Ty juz zaczynasz sie rzucac. dlaczego?
psycholog.. wiesz, ze on nie zadziala tak od razu? czy Ty w ogole masz swiadomosc tego, jak powolne sa procesy zmian w czlowieku? wiadomo, ze chcialoby sie teraz zaraz juz od razu. byloby milo i latwo, prawda? ale tak sie nie da.
zobacz, Twoj maz zrobil cos, co Cie zranilo. ile razy juz mu to wypominalas? i po co? co to zmieni, ze po raz kolejny w zlosci do tego wrocisz? lepiej sie poczujesz?.. no przeciez nie! to sprawi tylko, ze nie bedziecie potrafili tego zostawic za Wami i budowac, isc do przodu. bo jak niby? po raz kolejny wrocilas do tego tematu. obudzilas w sobie zle uczucia, ktore wtedy w Tobie byly.. obudzilas w mezu smutek.on juz myslal, ze jest lepiej, ze sie staracie oboje, a Ty nagle robisz 3 kroki wstecz. jak za 2 lata sie poklocicie to tez do tego wrocisz? a moze lepiej uznac, ze juz porozmawialas o tym z mezem, on wie jak Cie to wszystko bolalo. ale jak bys na niego nie nakrzyczala, ile razy bys nie wracala do tematu... TO SIE STALO, NA PRZESZLOSC NIE WPLYNIESZ! Jadwisiu, zostaw ta przeszlosc i zajmij sie wreszcie Wasza terazniejszoscia i przyszloscia :-)
Tobie potrzebna jest SYSTEMATYCZNA praca nad soba. i nie zniechecaj sie, jesli czasami cos nie wyjdzie. to nie tak, ze Ty przeczytasz, przemyslisz i zmienisz sie w zone idealna. zmienisz sie w nia! ale nie od razu. to jest proces :-)
a teraz... wylaczaj komputer, lec do meza i go przepros. tak, to nie moze byc tak, ze tylko on Ciebie. sama mowisz, ze zalujesz. powiedz mu, ze Cie ponioslo, ze ciagle Ci jeszcze przykro o tamto, ale wiesz, ze nie powinnas wracac. i, ze sie postarasz. wez sie po prostu do niego przytul i tyle. (nawet nie wiesz, jaka jestes szczesciara, ze mozesz...)
Trzymaj sie dzielnie!

martin - 2008-12-06, 18:46

Jadwisia - dokladnie tak jak Ci Monia napisala!!

Uciekaj z tej sieci do meza i to z przeprosinami.

A w nadchodzacym tygodniu - psycholog, bo to jest dlugi, mozolny proces, ale zawsze zaczyna sie od pierwszego kroku.

A na dalszy rozwoj sytuacji zaczekam i moze jeszcze napisze - jesli powiesz, ze bylas u psychologa i co z tego wynioslas.

Bo Cie w nieskonczonosc po glowie poklepywac nie mozemy.

Recepte na to, jak polepszyc u Was w malzenstwie masz na tych 13 stronach postow. Sporo tu wiedzy. Skorzystaj a bedziesz szczesliwa!

Powodzenia

Jadwisia - 2008-12-06, 19:18

monika,martin----------dziękuję............jest ciężko..........bardzo ciężko....................najgorszy jest ten ból w sercu.............ten brak bliskości,zrozumienia...........dziękuję................
ekola - 2008-12-06, 19:37

Jadwisiu,
Spróbuj kiedyś postawić się na miejscu Twojego męża, pomyśleć co on czuje.
Może on też myśli - ech, ten brak ciepła, zrozumienia...

mami - 2008-12-06, 19:51

...........Czy jeszcze dziś jest szansa,pragnę miłości,a on jest taki ZIMNY..najgorszy jest ten ból w sercu.............ten brak bliskości,zrozumienia...........dziękuję................

jeśli sie postąpiło źle to chyba trzeba przeprosic... a szansa na ciepły, serdeczny, czuły uscisk powróci....
cóz Jadwigo ty wolisz karcic sie w duchu i cierpiec, że źle zrobiłas niz przeprosic i sobie pozwolic na odrobine miłości i szczęścia potem pisac ...najgorszy jest ten ból...
będzie dopuki sobie nie pozwolisz na utrate kontroli swoich uczuc w stosunku do męża, dopuki nie przestaniesz ciągle obserwowac jego zachowań
dopuki nie zaufasz sobie, że zasługujesz na miłośc zamiast jej sie bac
to twoje leki będą się pogłębiac
no w końcu sama przed soba sie do nich przyznałas co jeszcze więcej cie dołuje i wywołuje złośc
nagromadzone złe emocje kierujesz juz nie tylko na męża ale i na dzieci
krzyczysz na nie, i odsuwasz od siebie a one nie sa niczemu winne
i tu juz STOP musisz sobie powiedziec bo zaczynaja cierpiec dzieci bo na słabszych od siebie wyłodowujesz złość i agresje
a tego Ci nie wolno
i niech to będzie dla ciebie dzwonkiem, /skoro wizja utraty męża nie działa/ do wizyty u lekarza lub mozolnej pracy nad soba....
pozdrawiam Jadwigo walcz dasz rade
a kiedy nachodza cie złe emocje zamiast liczyc do 10 odmów 10 różanca tez pmaga rozładowac złośc a do tego wycisza, spowalnia oddech i odsuwa na inny tor myslenie

Ayna - 2008-12-06, 21:13

Witam wszystkich!!!
Piszecie "Jadwisiu zmień się, zacznij od siebie, itd...". Ja też to słyszałam, dawno temu (a może nie tak dawno). Ale powiedzcie, jak wpłynąć na męża, partnera, żeby również i on się zmienił, próbował zmienić, zrobił coś dla nas, żebyśmy my te "poszarpane" zobaczyły, że im zależy.

Jadwisia - 2008-12-06, 21:44

ayna----------no właśnie..............przecież człowiek tez oczekuje zmiany u tej drugiej osoby,a ja u nas zaczynam dostrzegać działanie męża na złość,oczywiście wobec mnie.I to jest tak bolesne,że tego nie da się wytłumaczyć żadnymi słowami,co wtedy czuje taka kobieta...........poniżona właściwie.I tylko nie mówcie mi,że to są moje wyobrażenia lub fantazje,ja to po prostu widzę,zaczął robić mi na złośc bo zobaczył jak bardzo mi zależy na nim na każdym kroku.Ale pamiętam też mówiliście,że muszę byc dla niego trochę nieodgadniona i niedostępna-a nie byłam NIGDY i to był mój BLAD.

[ Dodano: 2008-12-06, 21:45 ]
ayna----------no właśnie..............przecież człowiek tez oczekuje zmiany u tej drugiej osoby,a ja u nas zaczynam dostrzegać działanie męża na złość,oczywiście wobec mnie.I to jest tak bolesne,że tego nie da się wytłumaczyć żadnymi słowami,co wtedy czuje taka kobieta...........poniżona właściwie.I tylko nie mówcie mi,że to są moje wyobrażenia lub fantazje,ja to po prostu widzę,zaczął robić mi na złośc bo zobaczył jak bardzo mi zależy na nim na każdym kroku.Ale pamiętam też mówiliście,że muszę byc dla niego trochę nieodgadniona i niedostępna-a nie byłam NIGDY i to był mój BLAD. :cry:

[ Dodano: 2008-12-06, 21:45 ]
coś mi nie wyszło..........

..monika.. - 2008-12-06, 22:34

tylko, ze jesli Ty bedziesz wiecznie czekala na jego zmiane, a on na Twoja to sie tak zestarzejecie stojac w miejscu..
czy jesli TY zauwazylas, ze cos jest miedzy Wami nie tak, to TY nie powinnas tej pracy zaczac?

nałóg - 2008-12-09, 11:45

Ayana,Jadwigo...... zmieniajcie sie dla siebie,nie dla męża,dla własnego lepszego sampoczucia.dla podniesienia własanej wartości,
Macius - 2008-12-09, 14:36

Jadwisia napisał/a:
przecież człowiek tez oczekuje zmiany u tej drugiej osoby,a ja u nas zaczynam dostrzegać działanie męża na złość,oczywiście wobec mnie.I to jest tak bolesne,

Ja mam podobnie - oczekuję zmiany, ba - nawet wydaje mi sie że ją widzę, i nagle - bach! obuchem w łeb. Wniosek - mam problemy z percepcją.

Chyba te oczekiwania trzeba sobie odpuścić albo wytłumaczyć że to zadziała - ale nie wiadomo kiedy. Oby nie za 10 lat! Ale jakaś zmiana MUSI być.

NORBERT - 2008-12-09, 14:51

Macius nie słuchasz ..wyciszenie serca..spokój umysłu....akceptacja tego co robisz,dokonałes..akceptacja twojej obecnej chwili uwalnia cię.....wypuszczajac ..z własnych rąk swoje dzieła...a oddając to co ma byc z nami,zachodzić w nas w inne ręce..daje dopiero owoce...nawet i zauważalne dla Ciebie..wraca,,radośc,,wraca..prostota rozwiązywania ..problemów jakie do tej pory..stawały sie niemozliwe...czy pamietasz mnie jeszcze jakis czas temu...wciąż oczekiwałem..wiłem się....i nagle spokój.....Macius skieruj sie do Boga ale tak prawdziwie..tak naprawdę
..monika.. - 2008-12-09, 14:57

Jadwisia, Macius, ale Wy tej zmiany OD SIEBIE przede wszystkim teraz oczekujcie :-) to Wy jestescie swiadomi, to Wy bardziej chcecie ratowac Wasze zwiazki, wiec to Wy musicie byc motorem tych zmian!
przeciez, gdyby Wasi malzonkowie widzieli potrzebe i mieli chec zmian - wszystko byloby dobrze, prawda? wlasnie rzecz w tym, ze oni jej nie widza!! a Wy wiecie nad czym ma kazde z Was ma pracowac.
zacznijcie od siebie.
zmieniajcie siebie..
pracujcie nad soba!
a dopiero potem mozecie oczekiwac zmiany u tej drugiej strony..

Jadwisia - 2008-12-09, 15:08

Ale jak tu przestac myśleć o tym,co robi mąż w pracy z kim rozmawia(dziewczyny?)........Jak przestać?Bo nie można tak żyć!!!!!
..monika.. - 2008-12-09, 15:10

Jadwisiu, no tak faktycznie nie mozna zyc.... ale..... to Twoj problem a nie meza i Ty musisz sobie z nim poradzic!
no przeczytaj tylko to , co napisalas...
w klatce go zamkniesz i bedziesz jedzenie przynosic tylko, zeby przypadkiem na jakas niewiaste sie nie natknal....????

ekola - 2008-12-09, 15:29

Jadwisiu,
a z kim ma rozmawiać, skoro pracuje z dziewczynami? Ma siedzieć przy biurku jak ten głąb... i milczeć? Wiesz, w pracy od czasu do czasu trzeba się odzywać... wymienić zadaniami, przyjąć obowiązki, powiedzieć rano "dzień dobry".
A to że z facetami gada, też Ci przeszkadza?
Ty co, nie chcesz żeby Twój mąż pracował? Ma siedzieć w domu i wpatrywać się w Ciebie cielęcym wzrokiem? To się zaraz zezłościsz że pieniędzy nie przynosi...

Jadwisiu, powiedz STOP swoim myślom! Nie twierdzę że to łatwe ale zawsze możesz zacząć się w tym ćwiczyć. Przychodzi coś głupiego do głowy? STOP! Wyobrażasz sobie jakąś ponętną panienkę opartą o biurko Twojego męża? STOP!
Włącz film, poczytaj książkę... odwróć myśli. Podejrzewam że to wszystko to Twoja wyobraźnia!

Zaufanie, Jadwisiu... Zaufanie.
Przede wszystkim do Boga, że on chce dla Ciebie najlepiej i że pomoże uporać Ci się z TWOIMI problemami. Po drugie - do męża.
Pomyśl, jak on się czuje, jeżeli na każdym kroku podważasz swoimi podejrzeniami jego wierność i uczciwość... Ja bym była zła... i rozczarowana.

P.S. Ty męża nie zmienisz, a przynamniej nie słowami, wyrzutami, pretensjami... Działa odwrotnie, sprawdzone.
Zmienić można tylko siebie, ale trzeba zdobyć się na odwagę. Codziennie o nią się modlę. Na ten moment uczę się nie oczekiwać, że mąż będzie taki, jaki chcę. W końcu pewnie wydałby mi się nudny... Lubię jak mnie czymś zaskakuje, choć rzeczywiście, paru przykrych niespodzianek wolałabym uniknąć. Ale jest wolnym człowiekiem i wiem, że nie zamknę go w kręgu własnych wyobrażeń. To by była dopiero krzywda...
Pozdrawiam

mami - 2008-12-09, 17:36

Jadwigo
od kiedy masz obsesyjne mysli, że mąż cie oszukuje,
jak przedtem funkcjinował Wasz związek,
co było powodem, motorem do tego, że zaczełas w ten sposób reagowac...
czy przedtem kochałas męza i mu ufałas,
czy może zawsze od początku małżeństwa czułas sie oszukiwana.....

elzd1 - 2008-12-09, 23:27

ekola napisał/a:
Wyobrażasz sobie jakąś ponętną panienkę opartą o biurko Twojego męża?

Ekola.
A cóz Ci przyszło do głowy, żeby napisać to właśnie? Przecież dopiero teraz Jadwiga zacznie sobie układać w głowie rózne obrazki. :evil:

Jadwigo.
Twój mąż na każdym kroku może trafiać na ponętne panienki: w sklepie, w autobusie, na stacji benzynowej, ba... nawet w aptece, jak go wyślesz po środki higieniczne dla siebie czy syrop dla dziecka. I co z tego??? Nie każda panienka zaraz leci na faceta obarczonego rodziną, bywają również i takie, których ten facet nie zainteresuje. I Twój mąż raczej nie rzuca się na każdą młodą osobę w celach wiadomych.
Przestań sobie wymyślać bzdury, zamiast myśleć o głupotach, zabierz się za jakąs pracę w domu albo wyjdź na spacer z dziećmi.
Mąz nie szpilka, nie zgubi się. A siłą w domu nie zatrzymasz.

nałóg - 2008-12-10, 08:43

Jadwiga.............. idż Ty kobieto do psychiatry .Lecz swoje obsesje.To juz jest chyba chorobliwe i maniakalne.
Ty masz chyba juz omamy wzrokowo-wyobrażeniowe.

Piszesz:"Ale jak tu przestac myśleć o tym,co robi mąż w pracy z kim rozmawia(dziewczyny?)........Jak przestać?Bo nie można tak żyć!!!!!"

Idż do psychologa,psychiatry......... bo Ty naprawdę pozbawisz swoje dzieci ojca.
Czy Ty nie masz zaburzeń osobowościowych??? Może warto zweryfikować siebie u psychiatry???
Maniakalne trzymanie sie tworzonych wyobrażeń.
A swoja drogą to ten Twój chłop to ma krzyż pański z Tobą.

Jadwisia - 2008-12-10, 08:58

nałóg----------nie ma krzyża ze mną bo nie daje po sobie poznać.Jestem miła ,radosna,pogodna,zakochana,jest ok.Wszystko robię według waszych porad.

Dziewczyny ,na pewno moje myslenie,brak zaufania to wszystko spadło po wyjeżdzie męża na te imprezę Nie mogę się z tym uporać,boli mnie bardzo bo właściwie mógł na nia nie iść,a poszedł i WYLACZYL telefon.Napiszecie,ze nic właściwie nie zrobil ale.........co niektórzy mówią,że zrobił i to jest dla mnie.............boli,boli,boli I stąd moje mysli,strachy i nie wiem co jeszcze.Dlaczego ten człowiek nie jest domatorem tylko nosi go i lata jak kot z pęcherzem? Nie znałam go takiego,moja wina.

..monika.. - 2008-12-10, 09:45

Jadwisiu, no ale nie mozesz przed mezem udawac, ze jest ok, kiedy w Tobie sie kotluje wszystko.
czemu sie jeszcze kotluje? porozmawialiscie o tym?
dlaczego Ty nie rozmawiasz z mezem o swoich obawach? ale bez atakow, ostarzen, krzykow? tylko spokojnie..
dlaczego nie powiesz mezowi jak jest dla Ciebie wazny?

z drugiej strony - porada psychologa w Twoim przypadku jest niezbedna. tak jak Ci tu wszysycy pisza - siedzac w domu wpadlas w jakas obsesje maniakalna... Twoj maz jest czlowiekiem. to naturalne, ze bedzie sie kontaktowal z innymi ludzmi. czy to kolezensko czy zawodowo.. i wsrod tych ludzi beda tez kobiety, bo przeciez nasz gatunek nie tylko z mezczyzn sie sklada.

ekola - 2008-12-10, 11:13

elzd1 napisał/a:
ekola napisał/a:
Wyobrażasz sobie jakąś ponętną panienkę opartą o biurko Twojego męża?

Ekola.
A cóz Ci przyszło do głowy, żeby napisać to właśnie? Przecież dopiero teraz Jadwiga zacznie sobie układać w głowie rózne obrazki. :evil:


Masz rację, elzd, niepotrzebnie. Myślałam, że odrobina ironii wstrząśnie Jadwigą. Ale w jej obecnym stanie ducha, rzeczywiście może podziałać jak płachta na byka.

Jadwisiu, pytania Mami są chyba najważniejsze. Skąd ta niepewność? brak zaufania???
Naprawdę to tylko ta jedna impreza?
Nie chcę pomniejszać Twojego żalu, ale zobacz... poczytaj forum...
Większość z nas zmaga się z przeżyciami, które przewróciły nam życie do góry nogami... Ale próbuje... Mówi NIE złym myślom, stara się uspokoić emocje i zobaczyć coś więcej niż tylko człowieka który nas skrzywdził... Dla siebie...
Zabierz się za siebie, dziewczyno i nie pław się w swoim poczuciu krzywdy...
(Hahaha, i kto to mówi... :lol: )

Jadwisia - 2008-12-10, 12:43

monika,ekola.............oczywiście,ze rozmawiałam o tym z mężem wiele razy,mówiłam o swoim cierpieniu,bólu i oczekiwaniach.Wydaje się,że wiedział o co chodzi ,widział mój ból.Do psychologa i de w przyszłym tygodniu musiałam przenieść termin wizyty.Idę do kapłana może będzie dobrze .Piszecie żeby nie mysleć,walczyć,zmienić sie,starać-----------ale to jest bardzo trudne.

[ Dodano: 2008-12-10, 12:46 ]
Wiem doskonale rzeczywiście niesiecie na barkach o wiele ogromniejsze ciężary,rozumiem i podziwiam za wasze nastawienie do tych spraw,naprawdę podziwiam chęć walki na dobre.JA NIE UMIEM chociaz bardzo sie o to modlę i wiem,że tylko w Bogu jest moja siła i oczywiście w dobrych ludziach----------takich ja wy.Dziękuję.

[ Dodano: 2008-12-10, 12:48 ]
ekola-----------a z tą panienką to nie przejmuj się,wiele razy sobie coś wyobrażałam.Niedługo mąż jedzie z jakąś dziewuchą z pracy gdzies i JUZ NIE ZYJE OD KILKU DNI rozumiecie???

ekola - 2008-12-10, 13:58

Jadwigo,
nie wiem w jakim środowisku pracuje Twój mąż, jakich ma współpracowników/współpracownice...
Ale może te wszystkie panienki, a przynajmniej większość, to szczęśliwe żony, które wcale nie myślą o złapaniu każdego faceta, który akurat jest pod ręką.
Mam wielu znajomych którzy wyjeżdżają na takie firmowe szkolenia i imprezy, bo muszą... I choć może dobrze się bawią, to woleliby spędzić ten czas w domu...z mężem, żoną, dziećmi...
Ale firma wymaga...

Z Twoich postów pobrzmiewa coś takiego, jakbyś cały świat poza domem oceniała na jedno kopyto... jakby ten świat był jednym wielkim zagrożeniem dla Twojego małżeństwa...
Spróbuj może spojrzeć na to z dystansu...

A ta dziewucha... skąd wiesz, jaka ona jest. Jak rozumiem rozmawiasz z mężem o jego pracy, więc powinnaś chyba wiedzieć, czy mąż lubi swoją pracę, co myśli o kolegach i koleżankach. Jak on postrzega te wyjazdy - wiesz coś o tym? Czy to co mówi Cię nie uspokaja?

Znowu sama się nakręcasz... Więc jak zwykle STOP!

mami - 2008-12-10, 14:07

Czym jest ZOK?
Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne określane mianem zespołu natręctw to choroba z kręgu zaburzeń lękowych.
Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne zgodnie z definicją objawiają się w postaci obsesji i kompulsji. Obsesje to wyjątkowo uporczywe, natrętne myśli lub wyobrażenia, których nie sposób się pozbyć. Pojawiają się w najmniej pożądanym momencie i pomimo wysiłku woli nie chcą ustąpić. Można porównać je do fragmentów filmowych, które powracają w myślach, zmuszając do przypominania sobie tego, o czym chciałoby się już dawno zapomnieć. Ich treść jest daleka od uznawanych norm, dlatego często powodują poczucie winy..

poczytaj

..monika.. - 2008-12-10, 14:18

ekola napisał/a:
Z Twoich postów pobrzmiewa coś takiego, jakbyś cały świat poza domem oceniała na jedno kopyto... jakby ten świat był jednym wielkim zagrożeniem dla Twojego małżeństwa...

zgadzam sie w pelni! a tymczasem najwiekszym zgrozeniem dla Waszego malzenstwa jestescie Wy sami. Wasz brak komunikacji, brak zaufania, zlosc, wyrzuty...

Jadwisia - 2008-12-10, 15:37

Mój mąż pracuje z dziewczynami młodymi,panienkami.Lubi pracę,a szczególnie wyjazdy.Jest to jego nowa praca i jest ludżmi troche chyba zafascynowany.
elzd1 - 2008-12-10, 19:40

Jadwisia napisał/a:
JA NIE UMIEM

Wiesz, też sobie powtarzałam że nie umiem. I faktycznie, nie umiałam, ale MUSIAŁAM się nauczyć wielu nowych dla mnie rzeczy. Musiałam, życie mnie zmusiło. I okoliczności. Więc i Ciebie życie zmusza: albo się nauczysz, albo Twój mąż kiedyś nie wytrzyma tej presji. Lub też Ty sama nie wytrzymasz i zrobisz jakąś głopotę, jeszcze większą niż robisz do tej pory.

Jadwisia - 2008-12-15, 12:10

Witajcie,szkoda,że juz nic nie piszecie jakoś mi tego brakuje.
..monika.. - 2008-12-15, 13:02

Jadwisiu, nie piszemy, bo teraz czas na Twoje dzialania i pojscie do przodu.
na razie odpowiadalismy na temat Twojego krecenia sie w kolko...

nałóg - 2008-12-16, 10:23

Jadwigo............ czas na Ciebie.Żeby Ci sie chciało chcieć.
Jadwisia - 2008-12-17, 09:07

Mój mąż unika zbliżeń,czy dlatego,że ja tak bardzo okazuję że ja tego pragnę? A tych dni w miesiącu jest naprawdę mało.Dlaczego? Co ja mu takiego robię? Mam nie okazywac pragnień swoich? Znowu czegos za duzo??????
NORBERT - 2008-12-17, 09:21

Jadwigo a słyszałaś takie powiedzenie że kota z radości mozna zagłaskac na śmierć...wiesz czasami odejście na bok...zajęcie się Sobą....wyrzucenie złych mysli z głowy..bo to przeciez tylko fantazje...natrętne fantazje...to odejście na bok-robi nieraz o wiele więcej dobrego niz złego...daj komus zapragnąc byc z Tobą..daj komus poprosic o swoja obecnośc,daj komus to pragnienie aby pragnąc Ciebie...Jadwisiu daj a nie żądaj!!!!!!!!
EL. - 2008-12-17, 14:04

Jadwisiu....Twoje pytanie do nas - a jak zmienić męża, partnera i jego nastawienie do nas, żeby był dobry, nas zauważał, dbał ...cos w ten deseń .....

Jadwisiu...jak Ty możesz to zmienic w mężu ? Masz pomysł ? No.....pogłówkuj ! Bo Ty chcesz, żeby on był dobry, miły, czuły.....nooo....co możesz Ty zrobić ??

Długo będziesz myslec Jadwisiu...a ja Ci podpowiem ! Niewiele możesz zrobić....i nie masz na to wpływu ....bo to nie Ty musisz chceć tylko on tego chciec musi !!

No....każ wejść na szczyt facetowi, ktory nie ma nóg !

Dalej...Jadwisiu....Ty nie potrafisz tak jak wielu z nas mieć podejścia spokojnego do męża, nie denerwować się, nie mysleć o nim xle.....
bo ciągle myślisz xle...że zdradza, że gada z panienka, pewnie, że telefonuje, że pisze smsy ....i pewnie go kontrolujesz, sprawdzasz itp.
Nie wierzę, że przed mężem udajesz, że wszystko ok....tego sie nie da udawać....pewnie masz to wypisane na twarzy.

Sama sobie do swojego serca wtłaczasz zło...złe mysli, nastawienie, nieufność, podejrzenia....sama tak sie nastawiasz...tak naprawdę sama sobie krzywde robisz.....bo przeciez nie masz wpływy na to z kim mąz w pracy rozmawia !

A na co Ty masz wpływ Jadwisiu ??

Masz wpływ sama na siebie ! Masz wpływ na swoje myśli....i zamiast przyciągać te zatruwające Twoje serce ,przyciągaj te które spowoduje, że zakwitniesz !

Masz wpływ na swoje działanie , na swoja pracę , na siebie samą....nic ponad to !!

Wyluzuj więc Dziewczyno...bo to nie mąż...ale to Ty sama niszczysz...sama sobie wbijasz nóż w serce !

Więc zrozum, że kryzys Twjego małżeństwa jest CZASEM danym Tobie ( nie mężowi) na przemianę Twojego serca !
Najpierw TY....nie On !

Ty masz sie uspokoic, wyciszyć i uwolnic od szatana i jego podszeptów do Twojego ucha i serca !

Jadwisiu...jak mozna zyc z osoba, która nie ufa, która podejrzewa, która sprawdza telefon, która wmawia osobie rzeczy niestworzone.
Najpierw oczyść swoje serce....proś o pomoc Boga, żeby Ciebie najpierw uzdrowił...żebys umiała z miłościa spojrzeć na człowieka - męża ! Pozdrawiam ! EL.

NORBERT - 2008-12-17, 14:21

EL. napisał/a:
Najpierw oczyść swoje serce....proś o pomoc Boga, żeby Ciebie najpierw uzdrowił...żebys umiała z miłościa spojrzeć na człowieka - męża !
...przyłączam sie do tych słów..a od Siebie..dopisze to ..była kiedys taka bajka w tv"koziołek matołek" motto było takie szukał tego po całym swiecie,co było tak blisko.....rozumiesz szukasz przyczyn..szukasz odpowiedzi a przyczyny sa w twoim sercu,w twoim umysle a odpowiedzi w twoich ustach....a podstawowa odpowiedż jak dla mnie jest prosta..CO JEST WE MNIE NIE TAK...Jadwigo bez prawdziwego kontaktu z Bogiem...bez jego wsparcia nie znajdziesz odpowiedzi...nie znajdziesz rozwiązan...a to co sie dzieje teraz w tobie zaprowadzi cie na samo dno...obys miała siłę z tego doła wypełznąc....ale ty wiesz lepiej!!! twój czas,twoje życie,twoje szczęście,twoje małżeństwo....jak stracisz to na własne życzenie..czy warto????

[ Dodano: 2008-12-17, 14:44 ]
p.s Jadwigo przeczytaj taka modlitwę sentencyjną....

Boże, Ty Jesteś Miłościa Wszystkich,
nawet niesprawiedliwych.
Bo czym że są nasze osądy,
jak nie wywyzszaniem sie ponad Ciebie.
Jeżeli mówimy ,że wierzymy,
to tym bardziej powinniśmy byc ufni w Twoje Miłosierdzie
Bo ono jest równiez dla tych,co sprawiaja nam ból.....

Jadwisia - 2008-12-18, 08:54

NORBERT----------ale to jest taki człowiek,ze on sam nie wykarze inicjatywy bo on powie,że on chce tak jak ja chce.No dobrze ale przeciez ja tez chcę widziec,ze on TEZ CHCE jest facetem.Wiem o co ci chodzi,nie potrafie jeszcze tak,to znaczy juz moze czasami tak bylo ale ostatni czas jest dla mnie bardzo ciężki.
nałóg - 2008-12-18, 09:57

Miłaś chłopa któremu (cos mi sie zdaje) na długio czas zdjełaś spodnie w domu.Było Ci miło i wygodnie żeś go pozbawiła "głowy".Robił to co chciałaś i jak chciąłaś,kiedy chciałaś.Znudziło mu sie być tylko do przynioszenia kasy i wynoszenia śmieci w domu.Na wyjazdach i w pracy jest facetm,męzczyzną...... a w domu?????
Zauważyłaś to i jest Ci z tym żle.Chcesz zmiany ,ale w sposób i w zakresie tylko dla Ciebie do akceptacji.
A on juz sie przyzwyczaił że w domu jest bez spodni,że nie jest męzczyzną.
I tak masz.Teraz czas na oddanie steru,na przywrócenie właściwych proporcji ról w małżęństwie .
Daj czas czasowi i zasatanów sie co masz zmienić.
Pewnie naqwet współłżycie było na rozkaz i tylko wtedy gdy Ty7 chciałaś lub nie chciałaś.
Teraz zbierasz efekty.
kto sieje wiatr ten zbiera burzę Jadwigo.

EL. - 2008-12-18, 10:33

Eeee tam , zdjęła spodnie !! Jadwiga zwyczajnie mężusia wykastrowała ! Jest niczym w Waszym domu Jadwigo !
A facet.....facet chce być potrzebny !! Chce czuć, że Jego kobita go potrzebuje ....że to On przybija gwoździe w domu itp.

Wiesz, na pierwszej stronie ( Głównej) Sychar...jest chyba jeszcze takie opiwiadanie, kiedy ksiądz pyta kobietę....kiedy ostatnio pani mąz zajmował się dzieckiem, ....a żona....mąż dzieckiem ?? On nie potrafi !!!!!!!!
Ksiądz ponownie pyta...ale kiedy to było ostatni raz ??
Żona.....mąz nie potrafi !!!!
I ksiądz znowu...ale kiedy to było ??
a żona.....nigdy !! Nigdy bym na to nie pozwoliła, żeby mąz zajmował się dzieckiem, bo on nie potrafi !!!!!!
Kasiądz....jak nigdy to skąd pani wie, że nie potrafi ??

Jadwisiu......pozwól mężczyźnie być mężczyzna w domu ! Pozwól Mu decydować, pozwól Mu zaopiekować sie Tobą....pozwól Mu włozyć spodnie i pozwól Mu poczuć się Tobie potrzebnym !!

Mówisz, że On sam nic......wiesz Kochana.....niech Cię zaboli glowa i pozwól męzowi zrobić Tobie herbatę, a potem nie zapomnij Mu za to podziękować i z wdzięczności przytulic sie do Niego ! Zaryzykuj, spróbuj.....mam to opanowane i wiem co mówię !! Mój mąż robi najlepsze zakupy na świecie...bo ja jestem taka słaba i niezorganizowana !! Bardzo potrzebuję Jego pomocy !! EL.

NORBERT - 2008-12-18, 11:01

EL. napisał/a:
A facet.....facet chce być potrzebny !! Chce czuć, że Jego kobita go potrzebuje ....że to On przybija gwoździe w domu itp.
...oj El popieram byle to wszystkie kobiety wiedziały..a nie wszystkie tak myśla jak ty!!!!!..ja to widze tak .........fajnie to chyba opisała mami w jakimś poście ..wieczne scieranie o władze kto rzadzi..kto gra pierwsze skrzypce..kto drugie...wracając do rozważań nałoga..takie scieranie jest efektem wzorców wyniesionych przez współmałżonków..z własnych domów..gdzie istotne jest kto rzadził..kto dominował...i tak sie powiela na własne srodowiska...
Jadwiga winna bardziej spojrzec krytycznie na siebie i swoje wymagania..i zmiany wcielac etapami bo zmiana czegoś o całe 360 stopni moze totalnie zniszczyc niz zbudować....a jej zmiany pozytywne mogą wpłynąc na zmiane męża....

..monika.. - 2008-12-18, 11:28

NORBERT napisał/a:
a jej zmiany pozytywne mogą wpłynąc na zmiane męża....

Norbercie, nie uzywaj takich zdan do Jadwisi! :-) juz kiedys ktos tak napisal, a w odpowiedzi pojawilo sie zdanie w stylu, ze "ja juz od dwoch dni jestem mila, a on jeszcze nic ze soba nie zrobil".
nie, nie.
Jadwisiu. zmiany w Tobie.
dlaczego tylko w Tobie spytasz zapewne.. bo
1. [co juz bylo wielokrotnie pisane, ale jakos umyka Ci miedzy wierszami zwykle..] tylko na swoje wlasne zmiany masz wplyw. poza tym Ty co - chcesz meza tresowac, wychowac? od tego rodzice jego sa. Ty go wybralas z calym pakietem zalet i wad. jesli ON sam zechce sie zmieniac to to zrobi. jesli ON sam zauwazy, ze cos jest nie tak - to sie za siebie zabierze. a nie tak, ze teraz Ty nad nim stoisz "no juz !! zmieniaj sie!". myslisz, ze to dobra postawa? dla niego, dla Ciebie, dla Was?
2. jesli popracujesz nad soba bedzie Ci lepiej z sama soba
3. nie masz gwarancji, ze Twoje zmiany zmobilizuja meza do zmian. moze tak byc. a moze i nie. ale na pewno zmieni sie Twoje spojrzenie na meza! i to na pewno wplynie na Wasze relacje.

pozdrawiam

NORBERT - 2008-12-18, 11:44

..monika.. napisał/a:
Norbercie, nie uzywaj takich zdan do Jadwisi! juz kiedys ktos tak napisal, a w odpowiedzi pojawilo sie zdanie w stylu, ze "ja juz od dwoch dni jestem mila, a on jeszcze nic ze soba nie zrobil".
..moniko fakt może żle sformułowane chodziło mi że pod wpływem zmian kogoś ktoś inny zechce tez w sobie się zmieniac i pracowac nad sobą...co oczywiście nie ma gwarancji że tak sie stanie...dlatego teraz to precyzuję..Jadwigo zacznij prace nad Soba ..a moze to zainteresuje twojego męża i zacznie widziec ...Jadwiga staje sie jakas inna,fajniejsza,lepsza.....no i na tyle
Jadwisia - 2008-12-19, 08:38

Coś nie zrozumielismy się.........ja bardzo chcę żeby mąż zajął sie dziecmi i go do tego cały czas namawiam,czasami się udaje czasami nie.To mąż robi generalne zakupy do domu spożywcze ,nie ja.Ale widze tez jak żyje swoja pracą (oby pracą a nie kims z pracy)i wiele wieczorów duchem nie jest z dziećmi,ze mna tylko szykowaniem do PRACY.Ale to jeszcze jakos można życ,tylko czsami może troche zazdrość o sobie daje znaki.Natomiast nie jest tak,że współżycie było wtedy kiedy ja chciałam lub nie chciałam.U nas prawie jeśli nie w ogóle nie ma poniewaz ja chce kiedy mozna(nie chcę już dziecka),a mąż chce kiedy nie mozna(chce miec jeszcze jedno dziecko,mysle żeby zamknąc mnie jeszcze na kolejnych pare lat w domu,a jemu wolność na całego).Więc proszę nałóg litości trochę dla mnie.
..monika.. - 2008-12-19, 08:56

Jadwisia napisał/a:
Ale widze tez jak żyje swoja pracą (oby pracą a nie kims z pracy)i wiele wieczorów duchem nie jest z dziećmi,ze mna tylko szykowaniem do PRACY.Ale to jeszcze jakos można życ,tylko czsami może troche zazdrość o sobie daje znaki.

o co jestes zazdrosna tym razem? o jego prace?! a jak zechce usiasc i obejrzec jakis film to bedziesz zazdrosna o telewizor? Jadwisiu, ciesz sie, ze Twoj maz ma prace, ktora jest dla niego na tyle interesujaca! :-) czasami zdarza sie tak, ze cos sie przeciagnie i trzeba przysiasc, pomyslec..
Jadwisia napisał/a:
Natomiast nie jest tak,że współżycie było wtedy kiedy ja chciałam lub nie chciałam.U nas prawie jeśli nie w ogóle nie ma poniewaz ja chce kiedy mozna(nie chcę już dziecka),a mąż chce kiedy nie mozna(chce miec jeszcze jedno dziecko,mysle żeby zamknąc mnie jeszcze na kolejnych pare lat w domu,a jemu wolność na całego).

tak zle myslisz o swoim mezu? chec kolejnego dziecka nie jest wyrazem milosci, checi budowania z Toba rodziny, bliskosci? tylko od razu zakladasz, ze to po to, zeby Cie zamknac... a tak naprawde to zamknieta jestes sama przez siebie!
Pogody Ducha.
jesli czujesz sie zamknieta POWIEDZ O TYM MEZOWI, przeciez on wcale nie musi wiedziec, ze dla Ciebie tak to wyglada. postaraj sie czasami spojrzec na swoje zycie w jasniejszych barwach. nie koncentruj sie wiecznie na minusach, nie wyszukuj problemow i konfliktow. one zawsze znajda sie same. masz kochajacego meza, dziecko. postaraj sie to docenic!

NORBERT - 2008-12-19, 09:44

Jadwisia napisał/a:
chce miec jeszcze jedno dziecko,mysle żeby zamknąc mnie jeszcze na kolejnych pare lat w domu,a jemu wolność na całego).
..Jadwigo a czy problem twój z męzem..ta ..niby rozbudzona zazdrość nie kryje się w tych twoich słowach....brak wolności..brak własnego szaleństwa ,brak przyjaciół,brak wypadów z kolegami z pracy.....ty zamknięta,zamkniety świat ..on to ma ...on ma wolnośc..i dlatego tak mnie to boli i rozwciecza????? czy nie jest tak????..a może czas o tym spokojnie powiedzieć???? amoze czas przedstawic swoje chęci i pragnienia???/.....jak myślisz..walczyc i zadreczać-czy spokojnie ustalać....określać..mój wolny czas..twój wolny czas..czas dla nas razem....Jadwigo jesteś dorosłą kobietą..winnaś sama gospodarowac dokładnie swoim życiem..czasem..potrzebami ..to dziecko nalezy uczyć jak gospodaruje się własny czas..jak wytycza cele.....a jak u Ciebie?????
nałóg - 2008-12-19, 10:13

Jadwiga...... piszesz:"Więc proszę nałóg litości trochę dla mnie."

wiesz......... można i litościwie........ można użalać sie nad Tobą,nad twoim losem.narzekać razem z Toba na Twojego męża,psioczyć na niego,głaskać Cie po główce,pomagac Ci trwać i wchodzioć w jeszcze większż ,chorobliwa zadrośc,pomagac Ci aby stała sie ona obsesją(nie wiem czy ta zadrość juz nie jest obsesyjna),pomagac Ci wchodzić w poczucie skrzywdzenia.
Tylko co to da????????????????????
Co???????
Tak byś chciała????Aby powiększać Twój ból??? Pod przykrywką empati??
Czy może przyszłaś tu aby cos zmienić?? Pewnie zupełnie nieświadomie ........... czego innego chciałas (chciałaś ugruntowania w zadrości-podświadomie,jak w każdej dysfunkcji) a co innegho dostałaś.
Chciałas aby przytaknieto Ci że to mąż jest całym złem w waszym małżęństwie.........
a tu Ci napisano:ZACZNIJ OD SIEBIE,ZMIENIAJ SIEBIE.
A to zabolało/.......... prawda???? Akle tak ma być.Jak boli to znaczy że coś jest nie tak z tym co boli. Że treba leczyć.
Mimo że jesteś dorosła,że jesteś (chyba) strasza od meża ,to jak wynika z Twojego pisania nie byłaś wchodząc tu całkowicie dojrzała do bycia żoną,matką,kobietą.
Czy jest róznica ,czy zauważasz różnicę w sobei od czasu pierwszego postu do dziś??? Zastanów sie....... czy widzisz różnicę w Jadwidze???
Jadwigo........ Twoja niedojrzałość emocjonalna pcha sie na widok w Twoim nicku"Jadwisia"........... to zdrobienie jest bardzo ładne,miłe i dobre dla dziewczynki i w ustach męża podczas miłosnego uniesienia.
Czy Ty nie czujesz sie dorosła??Nie czujesz sie Jadwigą,Jadzią?????

Wiesz....ja mam nick "nałóg".Wielokrotnie pytano mnie,sugerowano zmiane tego nicka..... nie zmieniam go ,bo przypomina mi on moją dysfunkcję.Ja nie mogę zapomnieć że jestem alkoholikiem,nałogiem.Trzeżwym nałogiem.
Czy Ty chcesz pozostać do starości Jadwisią?niedojrzałą Jadwisią?

A co do męża............ mysli o pracy.... bo my faceci mamy już taką naturę.tak zostalismy stworzeni.........w chaosie,gdy nie było jeszcze raju i Ewy w raju...i drzewa zakazanego tez nie było.Bo Twój maż jest w podświadomości zdobywcą,myłśliwym.... on musi zadbać o "pokarm" dla rodziny.
A Twoją rolą,żony rolą jest poimagac mu zrozumieć co ma na ten pokarm przynieść(może posiedzieć z dziećmi?,może dać czas Jadwidze na wyjśćie samej polatać po sklepach?,może z koleżanką na kawę?) Twoją rolą jest mądzre stymulować swojego męża ku pięknu,pouwodzić go.
Piszesz że on chce dziecka....... z sarkazmem to piszesz.A Ty? czy tylko uważasz że to ma być uwiązanei Ciebie w domu z dzieckiem??? Chyba nie doceniasz swoejgo meża........
Ojcostwo to obowiązki,to konieczność zarobienia na rodzinę więszej ilości kasy,to wysiłek.
Bo chyba nie sądzisz że Twój maż mysli kategoriami : na lato dzicko a na zimę tenisówki dla żony by ją w domu zatrzymać.
Kobieto,matko............ pozwól swojemu mężowi pobyć ojcem.Zostaw go z dziećmi samego.Nie wygaduj jaka to z niego niedojda bo soebie z dziećmi nie poradzi.Poradzi soebie.Daj mu szansę>Daj mu być ojcem ,odpowiedzialnym ojcem.
Pogody Ducha

elzd1 - 2008-12-19, 20:52

NORBERT napisał/a:
zmiana czegoś o całe 360 stopni

Zmiana o 360 stopni..........
Znaczy, zatoczywszy kółeczko, jesteśmy w punkcie wyjścia :mrgreen:
Myślę że jak już koniecznie chcecie się zmieniać, to może o 180 stopni? Efekt będzie bardziej widowny :-D

NORBERT - 2008-12-19, 21:18

elzd1 napisał/a:
Zmiana o 360 stopni..........
Znaczy, zatoczywszy kółeczko, jesteśmy w punkcie wyjścia
Myślę że jak już koniecznie chcecie się zmieniać, to może o 180 stopni? Efekt będzie bardziej widowny
....nie ..nie zakładając ze delikwent jest całkowicie popaprany...efekt zmiany podkreslam korzystnej o całe 360 stopni przynosi pozytywne skutki.....natomiast zmiana tylko połowiczna nadal pozostawia w delikwencie 180 stopni złych przyzwyczajen,nałogów,obsesji wypaczen..jaka jest gwarancja w tym momencie ze znowu cos nie nawali...to tak jak ze starym samochodem naprawiając kawałeczki,psuja sie coraz to nowe podzespoły...dopiero kapitalny remont ..daje nam w pełni sprawny samochód...(.i jak to wyjasnienie?????)...a i jescze dodam....odniosłem sie do tego ze całkowita przemiana delikwenta jest trudna..trudna lecz nie niemozliwa....
a teraz prywatnie ciesze sie Elzd ze wracasz do zdrowia ....te samo ciete oko...ale to super ..pozdrawiam z całego serca...

Jadwisia - 2008-12-23, 14:32

Wszystkim mi życzliwym osobom,które zawitaly na tej stronie zycze błogosławionych świąt Bożego Narodzenia,oby mały Jezus Bóg i Człowiek byl zawsze z wami i z waszymi rodzinami,błogosławił,strzegł,wspierał,pomagał we wszystkich sprawach zycia.

A tak w ogole nie jest latwo,pozdrawiam serdecznie.

[ Dodano: 2008-12-23, 14:34 ]
Wszystkim mi życzliwym osobom,które zawitaly na tej stronie zycze błogosławionych świąt Bożego Narodzenia,oby mały Jezus Bóg i Człowiek byl zawsze z wami i z waszymi rodzinami,błogosławił,strzegł,wspierał,pomagał we wszystkich sprawach zycia.

A tak w ogole nie jest łatwo pozdrawiam serdecznie.Zapraszam do dyskusji na mój temat. ;-)

Piki - 2008-12-23, 15:28

Jadwisiu - Tobie na święta przede wszystkim spokoju a w ?Nowym Roku spełnienia się.

Wiesz - teraz przeczytalam Twoj wątek i myślę sobie tak: jesteś sfrustrowana zachowniem meża, bo nie masz poza nim i dziećmi swego życia.

To nie jest przygana - rozumiem, ze zajmowalaś sie wychowaniem dzieci i domem i stąd zaniedbałaś siebie (nie moię o aparycji, ale o zainteresowaniach, przyjaciolach, czy znajomych.

Niemniej - tak sprawa wyglada. Nestety, tak to jest, że niemal każda sytuacja w zwiazku ma swe plusy i ma swe minusy. Mozliwosc poświecenia się calkowicie rodzinie, dzieciom, mezowi, domowi to dla wielu kobiet plus i to ogromny, natmiast nie mozna nie zauwazać, ze to ma też dla zwiazku minusy.
Np. takie, ze pracujaca osoba z reguły wymaga od tej niepracującej zawodowo calkowitego poświęcenia się sprawom domowym, wymaga też nieograniczonego zrozuimienia, a bywa tez, ze odsuwa sie od spraw domowych pozabudzetowych, bo "przecież nie mam czasu, ty masz, nie pracujesz"

Z zcasem zdarza się,z e taka sytuacja się "uciera" i staje regulą, czyms naturalnym. A to nie jest dobre.

Taki uklad zwłaszcza dłużej trwający w czasie sprawia tez, ze w zasadzie partnerzy w związku w pewnym momencie nie mają o czym gadać. Sprawy dmowe sa na głowie kobiety (najczesciej) i ona sie o nie troszczy, sprawy finansowe analogicznie należą do faceta i tylko na tym polu sa "spotkania", ewentualnie o dzieciach. Ale dalej już nie idzie, bo...

Ona nie pogada z nim o tym co zcyta, czy oglada w ciągu dnia, bo on za bardzo zcasu na cztanie i ogladanie nie ma. On z nią nie pogada o sprawach firmowych, bo to dla niej abstrakcja - sprawy, ludzie.

Gdy oboje pracują siłą rzeczy mówią o jakiś sprawach zawodowych, nawet jeśli wykionują skrajnie inne zawiody niepokrewne.

Osoba pozostajaca w domu najczesciej o ile nie ma jakieś pasji, hobby, czy choćby szerszego grona znajomych z ktrymi rozmawia na tematy rózne, nie tylko dottyczace sparw domu i dzieci, jest jakby nieco odsunięta od życia na zewnątrz.
Moze tak jest z Toba?
Nie traktuj tego jako zarut, raczej jako ostrzezenie, bo jeśli sprawa sie nie zmeini to nadal tak bedzie.
Wiesz, pewnie mnie tu zaraz zgromią ludzie:), ale w zwiazku jest tak, że aby bylo ok partnerzy muszą sie wzajemnie "krecić" i bynajmniej nie chodzi o atrakcyjnosc seksualna li tylko.

"Kręci" tez imponowanie partnerowi. I błedem jest, jesli ktoś uwaza, ze w prawdziwym zwiazku to facet ma imponować, a kobieta wystarczy, zeby byla np. ładna, albo gospodarna.
Najczesciej spenieni zawodowo faceci chcą, by partnerka tez im imponowala - pasją, intelektem, zawodowo. Nie ma to nic wspólneo, ani z rywalizacją, ani z poszukiwaniem nie wiadomo czego, chodzi o to, zeby ta osoba była ciekawa.

Po kilku latach malzeństwa, wspólnego życia ielanie wyprasowanme koszula, pyszne obiady i świetne ciasta cieszą , ale stają się normalnoscią, to nie imponuje, bo jest codziennością, zwłaszcza, gdy kobieta nie pracuje zawodowo i ma czas na wyczyny kulinarne i wyblyszczanie mieszkania, zcy domu na codzień.

Jednoczesnie, wiesz, imprezami integracyjnymi i innymi firmowymi martwią się nie tylko męzatki z duzym stazem, ale i dziewczny pozostające w Luźnych (na zasadzie "chodzenia") i nie tak długotrwałych zwiazkach.
Po prostu czesc kobeit tak ma, facetów tez, ale to mniejszy odsetek.

Osobiscie w takich imprezach nie widzę nic podejrzanego. Zwykle firmy je organizuja dla pracownikow bez osób towarzyszacych, poza nielicznymi wyjatkami.

Nie wiem natomiast, czemu Twój maz wyłącza komórkę na nich. Moze dlatego, ze zanim wyłączal nagabywałaś go telefonami? Wierz mi, osoba do ktorej co godzinę na imprezie firmowej wydzwania mąz, zona, chlopak, dziewczyna, narzeczony/a jest w oczach innych smieszna.

Oczywiscie nie zarzucam Ci, ze dzwonilaś co godzinę, ale skoro wiesz,.ze wyłącza to musisz jednak probować dzwonić. No i zastanow się PO CO?

Takie coś wg mojej oceny tlumaczy jakis prawdziwy domowy kataklizm. Nie wiem - choroba np. W pozostalych przypadkach nie ma sensu dzwonić. To imprezująca osoba powinna zadzwonić, pwoiezdieć kiedy bedzie, czy ze wszystko ok, jeśli wie, ze druga "połówka" się martwi.
Wyłązcanie komórki jest głupie, ale ciagle dzwonieie też.

Cóż Ci da, ze zadzwonisz? Wyczujesz przez tela, ze maz trochę wypil? No tak, ale tego to sie dowiesz, jak wroci:)
Dowiesz sie tez, ze bawui sie ze Stefanem z personalnego, a Zdzich z produkcji się upil? Pzreciez Cie to nie obchodzi w tym momencie, to dobre na anegdotke PO imprezoie w domu.
To po co dzwonić? Jeśli malzonek robi, albo ma zamiar robić coś nierozsadnego i tak Ci nie powie. Tak samo, jak nie pwoie ci, ze robi coś czego nie pochwalisz. I tu tez jest problem. Jeśli krytykujesz go za tańce z innymi kobietami na takiej imprezie to bedzie tańczył, tylko nie bedzie o tym mówil.

Zaraz ktos pewnie napisze, ze na takich imprezach to ludzie nie wiadomo co robia i tzreba kontrolowac sytuację:) jak?
przez komóre ?:)
Trzeba sie pogodzic z tym, ze nie ma się nad wszystkim kontroli i zabić w sobbie chęc do kontrolowania. Nikt chetniej niz kontrolowany nie stara sie roapaczliwie wyrwać z sytuacji.

Imprezami się nie matw, matw sie tym, ze na razie to niewiele poza dziećmi i wspólnym domem nmacie wspólnego jako po prostu ludzie.
Nie zawsze mozemy i chcemy robić to samo, co partner i nic w tym zlego, ale jak doczytalam Ciebei zlossci tez to, ze maz woli zabawe w firmowym towarzystwie, a Ciebie zaniedbuje imprezowo. Zbliza się czas karnawału i to dobrze. Nie aluzjami, czy docinkami, ale centralnie POWIEDZ meżwo, ze w tym roku liczysz na jakąś imprezę, bo juz się nasiedzialaś w domu. Ok, nie ma z kim zostawić dzieci, ale nie mwo, ze nie skombinujecie kogoś na 1 noc :) Kolezana, znajoma, sasiadka, w końcu wynajęta opolecona niania. Są mozliwosci.
Pogadaj też szczerze z mezem nt. kolejnego dziecka. Spokojna rozmowa - powiedz, ze nie czujesz się gotowa na kolejnego potomka teraz. oze chcialabyś wrócić do pracy, a moze jesli nie to, to chociaz na arzie zroić kurs (aobcy jezyk, ksiegowosc, cokolwiek co Cie interesuje, albo interesowało przezd zaozeniem rozdiny). Uzyj argumentu, że fajnie, doceniasz, ze on pracuje i dosonale radzi sobie z waszymi finansami, ale w życiu i wpracy bywa roznie i wazne, zebyś Ty też mogła chociaz coś znaleźc, gdyby nie daj Boże cś tam ...

Posiadania dziecka nie mozna na kims wymuszać. Ty nie postępujesz niezgodnie z nauka Koscioa w tym wypadku a Twój maż. Macie już dzieci, ty nie chcesz stosować metod unikania ciązy niezgodnych z nauka tegoż, a Twoj maz odmawia seksu bo chce mieć kolejne zdiecko. ani to zgodne ze zdrowym rozsadkiem, ani podejscie partnerrskie, ani Jadwisiu zgodne z katolicyzmem, ktory nakazuje otwarcie na życie, ale rozsadne podejscie do rozmnażania.

tak wiec skup się tera takze na sobie. Z miloscia do meza, ale i do siebie. "Upomnij sie" o karnawalową impreze, spraw kreację, poszukaj w necie info o tym, co chcialabyś robić POZA opieka nad dzieckiem i domem. Wyjdx czasem z kolezankami do kina, kawiarni, moze na tańce (tak, tak same dziewczyny w baskim gronie też chodzą i to mezatki i dzieciate - wiem to na 100 proc.)

Zazdrosci o te firmowie impry nie okazuj, po prostu tez sobie gdzioeś wyjdź (oczywiscie ze wzgledu na dzieci w innym terminie). I bnade wszystko POWIEDZ o swoich potrzebach , nie łkając zcyu zrzedząc - normalnie:)
Powodzenia

Jadwisia - 2008-12-26, 17:27

Piki---------bardzo dziękuję ci za głos,masz wiele racji w tym co piszesz moze nawet wszystko tylko,że ja nie potrafie................juz wypuścic samego męża na imprezę z pracy,po prostu będę z nim jeżdziła trudno nie wiem jak to będzie.Na sylwka idziemy i w karnawale mamy zamiar sie bawić.Te imprezy w babskim gronie co pisałaś wiem,że takowe istnieja,niestety nie mam zbytnio wiele znajomożci żeby na coś takiego sie wybrac i zreszta nie chcę bo wtedy mąż powie,że jak ty to i ja.Szukam tez pracy,nie jest to łatwe bo jej NIE MA,przynajmniej dla mnie.W tym roku wzięłam sie za język obcy i nawet mi fajnie szło ale po moich przeżyciach z mężem załamałam sie i już prawie 2 miesiące nic nie robię.I to tak wygląda. A pewnych rzeczy nie umiem sobie wytłumaczyć,wiem co sie dzieje na imprezach firmowych i albo razem albo wcale.Ufam mężowi ale NIE KOBIETOM. Zresztą nie lubię jak on się bawi,a ja nie.
Piki - 2008-12-26, 18:50

cześc Jadwisiu ...
Nie masz mi za co dziękować:) toz ja się tylko wypowiedziałam na forum :)

Tak to z forum jest, że opinie sa rózne, zainteresowany je zbiera, ale i tak robi przecież, jak uwaza.

Chcesz jeździć z mezem na takie imprezy to tak rób. Inna sprawa jest, czy to molziwe, ze tak powiem technicznie. Chodzi mi o to, czy takie impezy, wszystkie, sa przewidzianez osobami towarzyszącymi.
Nie znam układow w firmie Twojego meza, to sie nie wypowiem. U mnie to jest tak, ze na ogół imprezy sa łączone ze szkoleniem, wiec osoby tow. nie są przewidziane.
Poza tym po to się te imprezy u nas robi, zeby się ludzie integrowali (jest centala i kilka oddziałów), wiec bez sensu, żeby były osoby z zewnątrz, bo trudno się integrować z osobami nie wizdianymi od pół roku z żoną, mezem, narzeonymi, czy nawet kolegami z zewnątrz u boku, tym bardziej takimi, którzy z tą pracą nie mają wiele wspólnego.

Jesli u Twojego meza nie ma osób tow. na tych imprach to klapa, bo prawdiopodobnie nie bedzie mógł nie narażając sie na smiesznosc zabierać Cię z sobą, no, ale to sprawa do rozwiazania przez Was, skoro się upierasz.

Piszesz, ze w karmawale zamiezracie sie bawić, wiec tak nie jest, ze calkiem Ciebie zaniedbuje "zabawowo" na rzecz tych imprez w firmie.

Wiesz, niepokojące jest to, że mówisz, ze ufasz mezowi, tylko nie kobietom. Rozumiem, o co Ci chodzi, ale wybacz Jadwisiu, to jest blad logiczny.
Lojalnosci i wiernosci wymagasz od osoby, z którą zyjesz. Do niej mozesz mieć, albo nie zaufanie. Osoba obca moze być dowolna - w porzadku, albo nie.

W sytuacji "podrywu" wszystko zalezy od osoby Ci bliskiej, albo chce cos zrobić, albo nie chce i albo masz zaufanie, ze chcieć nie bedzie, albo nie.

Wiesz, jakbym ja tak nie miala zaufania "do kobiet", amój facet "do meżczyzn" czyli tak naprawde nie mielibysmy zaufania io SIEBIE wzajemnie to musielibyśmy nawet do pracy nie chodzić- serio:)

Masz jakis powod ze strony meza, że mu nie udfasz z tymi imprami, czy też tak po prostu nakrecily Cie koelzanki,. Ale szczerze?

Rób jakl chcesz, miej jedynie swiadomosc, ze jesli ktos chce coś robić zrobi to i w pokoju biurowym, jeśli nie chce - nie zrobi na 2-tygodniowym szkoleniu. Serio tak jest - wierz mi.

Od Nowego roku wracaj do nauki języka, niezalaznie od tego, jak zrealizujesz soprawy imprez formowych meza. Warto i super ze Ci swietynie idzie. Powodzenia

mami - 2008-12-26, 20:55

Jadwigo a czy toba czasem nie kieruje zazdrosc o zycie innych ludzi,
że inni sa młodzi, piękni i szczęsliwi szczególnie ta kobieca częśc
a ty niepozorna kura domowa, zabiedzona, która całymi godzinami siedzi w domu i nic z tego życia nie ma
nikt mnie nie dowartościowuje, bo przeciez gospodyni domowa czym i przed kim ma sie wykazac...
patrzysz na zycie innych i widzisz, innym to sie powodzi super a ty masz wciąz pod górke
zobaczyłas inny świat gdzie ludzie sa usmiechnięci i szczęsliwi nie tak jak ty
ciągle zasmucona i zakompleksiona,
inni to maja prace zawodową, lekkie zycie bawią sie i tańcza a ja co siedze w domu i płacze,
cóz zazdrośc nie musi byc złym odczuciem........
może motywowac do działan
w końcu nikomu nic nie przychodzi łatwo i bez pracy
ty masz za to wolny czas, spokój i rodzinne
inni maja obowiązki inne
trudno powiedziec kto ma sie lepiej......
bo najwazniejsze by czerpac radośc i zadowolenie z tego co sie ma
a jesli juz pragne zycia innego takiego jak maja inni to nie załamywac rak
tylko zakasac rękawy i wziąc sie do roboty,
nie zabraniac innym i nie zazdroscic im tylko zmobilizowac cała swoja energie ku temu by moje zycie
było tak samo piękne jak innych
to twoje braki sprawiają, że czujesz sie źle we własnym otoczeniu i myslisz, ze inni żyja jak w bajce szczęsliwi i wiecznie młodzi i bogaci
ale Jadwigo kazdy pracuje na swoje zycie, szczęscie
niejedna kobieta mogła by ci pozazdrościc męza, dzieci i tego spokoju bez ciągłego tyrania od rana do wieczora,
by pogodzic prace z domem i nie byc ciągle zmęczona i zaganiana...
i uwierz niekoniecznie te wszystkie młode kobiety są szczęsliwe tylko dlatego, że pracuja i uczestnicza w integracyjnych zabawach
one tez mają swoje problemy i tez zazdroszczą innym, że jest im lepiej i wygodniej w zyciu
swoje odczucia, bycia taka jak one kieruj na właściwy tor
podnos swoje kwalifikacje, znajdz prace i czerp z życia wszystko to co doda ci więcej samozadowolenia z siebie
tak działajac nie bedziesz odczuwac różnic między soba a innymi kobietami
bedziesz czuła sie dumna z siebie i nie bedziesz sie przyrównywac do innych kobiet z wynikiem ujemnym
bo patrzac na siebie będziesz widziała taką samą zadowolona kobiete z siebie, z tego co robisz i do czego doszłas jak teraz widzisz te wszystkie młode dziewczyny z otoczenia twojego męża

EL. - 2008-12-29, 10:56

Jadwisiu najgorsze co możesz zrobić, to szuakć winnego ! Mówisz w kobietach...bo męzowi ufasz ? Hm....ja bym nie ufała...po co ? Człowiek rani...każdy....i mąz też i Ty męża również. Po co komus cos udowaniać.....skoro to prawda ? Mówisz, że nie ufasz kobietom...a może to Twój mąz słaby taki ? Może chory, może uzalezniony ? Po co szukac winnego ?
Zazdrość...o niej mówimy....to jest Twój problem....ani męża ani kobiet. Jak mąz będzie chciał to i tak to zrobi.
To Ty Jadwisiu masz problem ! Masz wpływ TYLKO na siebie, więc zamiast szukac winnych na tych wspólnych imrezach zakładowych i wspólnym sylwestrze...to Ty sie nastaw na to, żeby było fajnie, miło....a nie tak, żebyś Ty musiała tam szpiegowac męża i szukać winnych.
Luzik....nie masz wpływu, więc luzik . Siebie wyluzuj.
Ty masz sie bawić dobrze, masz tańczyć, być piekna, UŚMIECHNIĘTA i ZADOWOLONA. I macie do domu wrócić w dobrych nastrojach. Tego Wam zyczę z całego serca !! EL.

Jadwisia - 2008-12-29, 14:54

o dobry nastrój to ja dbam,jak najbardziej,jestem uśmiechnięta i zadowolona i wszystko jest ok ale ten problem istnieje i tak bo on jest w moim sercu.I to jest najbardziej bolesne bo walczę z wszystkich sił żeby on tego nie zauwazył.

Jeszcze co do imprez w pracy,no nie wiem jak sobie poradzę bo na pewno to nie jest z osobami towarztszącymi i są one połączone ze szkoleniem ale jakbym dojeżdżała? może się uda......nie próbowałam ale nie chcę więcej cierpięć.........

[ Dodano: 2008-12-29, 14:57 ]
Piki---------nie umiem wrócić do nauki języka,nie umiem bo cały czas myślę co sie dzieje u niego w pracy,jakie ma uczucia,do kogo.......gdybym trochę inaczej myslała,jak ja pragnę byc inną troszkę.........chociaz widzę już działanie modlitwy..............

Nirwanna - 2008-12-29, 15:11

Jadwisia napisał/a:
o dobry nastrój to ja dbam,jak najbardziej,jestem uśmiechnięta i zadowolona i wszystko jest ok ale ten problem istnieje i tak bo on jest w moim sercu.I to jest najbardziej bolesne bo walczę z wszystkich sił żeby on tego nie zauwazył.


Jadwisia, jest Ci tak trudno, bo podchodzisz do sprawy z niewłaściwej strony. Walczysz z całych sił, aby on nie zauważył. Dobrze, rób tak, by mąż nie widział wciąż zazdrośnicy, ale te "całe siły" skieruj na swoją wewnętrzną zmianę! Wtedy (nie mówię że szybko) będzie ci o wiele prościej, bo zyskasz własny bezcenny spokój ducha, i nic nie musisz ukrywać, aby "nic nie zauważył". Naprawdę warto - dla samej siebie :-)

EL. - 2008-12-29, 16:30

Jadwisiu...to co jest w TWOIM sercu...ta zazdrość= to okropne zło, które NISZCZY i zabija....a przedewszystkim niszczy Ciebie samą ....(bo mąż najwyżej sie spakuje i wyjdzie). Myśl co z tym złem w Twim sercu zrobić ? Jak go wyplenić, wykorzyenić z Twojej glowy ? ...takie natręctwa myślowe...wiesz co to jest ? Sama nie wiem, czy nie trzeba do lekarza ?

Wiesz...kiedyś miałam takie obsesje na temat telfonu komórkowego mojego męża....Był taki czas, kiedy mąż ten telefon ukrywał, chował, albo zabierał ze soba wszędzie...do łazieki, wc, z psem na dwór itp. Kiedy mąż do nas wrócił....ten telefon....nie umiałam się od złych myśli uwolnić.
Powiedziała mi osoba mnie wspierająca, że to nie mąża problem, ale mój ! Mam się modlić o ustąpienie tych natręctw. Modliłam się każdego dnia....i wiesz...nie upłunęło dużo czasu, a nagle czuję, że mi wisi ten telefon męża, nic mnie nagle on nie obchodzi , niech se leży gdzie chce, niech sobie dzwoni, niech przychodzą smsy....nic mnie to już nie obchodzi, nie denerwuje, nie drażni, nie martwi....jestem wolna !!
I tego Ci życzę Jadwisiu....ale to Ty proś Pana o uwolnienie !! Przytulam i życzę powodzenia !! EL.

Jadwisia - 2008-12-30, 10:38

EL----------------liczę na modlitwę...............
EL. - 2008-12-30, 10:49

Jadwisiu, wspieram modlitwą !!

Koronka Wyzwolenia

"Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczs będziecie rzeczywiście wolni" (J 8,36).

Z ogromną radością pragnę podzielić się z wami tym, z jak wielką mocą Pan działa wśród nas dzięki Koronce wyzwolenia. Koronka ta oparta jest na Słowie Bożym i należy ją odmawiać z wiarą, ku chwale Imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa i prosić Go o uzdrowienie, zbawienie i wyzwolenie.
Możemy odmawiać Koronkę wyzwolenia za tych, o których troskę Bóg składa w naszym sercu. Najpierw jednak powinniśmy się modlić we własnej intencji, prosząc abyśmy zostali obmyci we Krwi Jezusa, mówiąc: Jezu, zmiłuj się nade mną! Tylko w ten sposób możemy stać się kanałem łaski Bożej.
Koronkę wyzwolenia można odmawiać jednorazowo tylko w jednej intencji: o nawrócenie, zdrowie, w intencji małżeństwa, rodziny, pracy, krewnych, przyjaciół, wrogów (których nie powinniśmy mieć), itp. Jedna koronka odpowiada jednej intencji. Jeżeli odmawia się ją z gorącą wiarą w wyzwalającą i uzdrawiającą moc Słowa Bożego, to błaganie takie dotyka Serca Bożego, ponieważ modlitwa odmawiana jest w Imię Jezusa i szybko można odczuć jej potężną moc.
Odmówienie Koronki wyzwolenia powinno zajmować około ośmiu minut.

"Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust Moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona, tego co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa." (Iz 55, 10-11).

"Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie" (Mk 11, 24).

Uwaga! Koronka wyzwolenia w żaden sposób nie zastępuje pięknej Maryjnej modlitwy różańcowej.

Jak odmawiamy Koronkę Wyzwolenia:

Koronkę wyzwolenia rozpoczyna Skład Apostolski, a kończy ją modlitwa: Witaj Królowo.
Na paciorkach Ojcze Nasz modlimy się Słowem Bożym:
"Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni" (J 8,36). Na przykład, jeśli modlę się za siebie, mówię (na paciorkach Ojcze Nasz): Jeśli więc Syn mnie wyzwoli, wówczas będę rzeczywiście wolny. Jeśli modlę się za moją rodzinę, mówię: Jeśli więc Jezus wyzwoli moją rodzinę, wówczas moja rodzina będzie rzeczywiście wolna. W ten sposób głosimy słowo Boże.
Na paciorkach: Zdrowaś Mario, mówimy:

Jezu, zmiłuj się nade mną!
Jezu, ulecz mnie!
Jezu, zbaw mnie!
Jezu, wyzwól mnie!

I na koniec koronki:
Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia,
życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj!
Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy;
do Ciebie wzdychamy jęcząc
i płacząc na tym łez padole.
Przeto, Orędowniczko nasza,
one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć,
a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego,
po tym wygnaniu nam okaz.
O łaskawa, o litościwa,
o słodka Panno Maryjo !

P: Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko
W: Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych


Pozdrawiam ! EL.

Piki - 2008-12-30, 13:30

Jadwisiu - powiem to wprost:
masz 2 wyjscia- zadręczyć się, albo z tego wyjśc.

jesteś chorobliwie zazdrosna o meza - taka jest prawda. musi to mieć jakieś patologiczne podłoze albo w przeżyciach z dziecińśwa, albo z młodosci, albo w waszym małżeńśtwie.

jesli cię zdradzał wczesniej - trudno sie dziwić, ze nie ufasz, ale jeśli nie to na bank masz zanizone poczucie własnej wartosci z powodu traumatycznych przezyć (niekoniecznie zwiazanych ze sferą damsko-meską) z wczesniejszego okresu.

na razie niszczysz samą siebie tą zazdroscią i masz spore "szanse" rozwalić sobie zwiazek, bo zycie z takim zazdrosnikiem bez powodu to po prostu klatka, niewola.

mozesz sobie wyobrazić jak czuje sie człowiek, który boi sie ukłonic znajomej na ulicy, zatańczyć z kobietą na imprezie, zadzwonić do kolezanki ?
osobiscie znałam takiego faceta, w pozradku był, ale żona nie dawała żyć - już sa po rozwodzie.

Przemysl to sobie

NORBERT - 2008-12-30, 14:42

Piki napisał/a:
jesteś chorobliwie zazdrosna o meza - taka jest prawda.
..Jadwisiu sory że się włączę ale czytając Ciebie od jakiegos czasu ..tak to czytam....to przykre ale to samą Ciebie zaprowadzi echhh...na dno...posłuchaj co mam do powiedzenia...ja tez w swojej przeszłości byłem zazdrosny o zone ..nic dziwnego piękna kobieta to i zazdrośc była ...i choc teraz wiem ..całe szczęscie że to nie chorobliwe...tak poddałem sie specjalnym testom aby to wykluczyć...bo fakt zawsze mi coś przeszkadzało....ale czemu przeszkadzało doszedłem do tego ...niskie poczucie własnej wartości....Jadwisiu zazdrośc zwana chorobliwą to tez choroba i wymaga terapii... wiadomo sa dwa przykłądy zazdrości tej zdrowej i niezdrowej kazdy z nas jest jakoś zazdrosny ale to musi byc zazdrośc budująca..nie rujnująca...ta zazdrość zwana zdrowa ma podkreślić żonie po nastu latach małżeństwa nadal cie kocham i szaleję jak kiedyś i viceversa....lecz nie zabijać!!!!na początek dam ci takie przykłądy do logicznego wyjaśnienia bezsensu własnego myślenia ...mnie to dopiero uzmysłowiło..jakie to logiczne....a wygląda to tak przykłądy dane przez terapeutkę
1.czy mamy wpływ na to aby zabezpieczyć sie przed zdradą,jest jakiś sposób patent.....po głębokim zastanowieniu dojdziesz że nie masz na to wpływu
2.czy jesteśmy w stanie zmusic kogoś do miłości jak przestaje nas kochać....po głębokim zastanowieniu odpowiedz brzmi nie
3.czy jesteśmy w stanie kogos zmusić do tego aby przy nas non stop był -oczywiście bez użycia siły (bo to karalne)...odpowiedz brzmi nie
4.czy jestesmy w stanie na siłe komus przykazać kochaj mnie bo musisz a masz nie kochac jej/jego...odpowiedz brzmi nie

CZY TERAZ WIDZISZ BEZSENS SWOICH DZIAŁAN ...CO NIE ZROBISZ POLEGASZ NA KAŻDYM POLU.........
Jadwisiu wiesz co najlepiej leczy zazdrośc odseparowanie się....widzisz mnie to wyśmienicie pomogło....teraz będąc oddzielnie ....wiem że kocham żone ale nie myślę czy kogos pozna czy nie bo i tak na to nie mam i nie miałem wpływu....Jadwisiu rozłąka leczy z niektórych schorzeń..i jest dobra..a kiedyś zastanawiałem się tak.... to żona jest piękna ,podoba sie facetom ..denerwowało mnie to...i miałem niesmak ..ba płodziła sie myśl że to specjalnie ..i co zbawienie ..a okazało sie człowieku głupota,bezsens...to ty sam miałes kiepskie poczucie własnej wartości...i teraz spoko....
pomyśl,zastanów sie czy faktycznie nie warto poszukać dla siebie ratunku a nie szukac wciąz winy w drugiej stronie....co zgotujesz tak bedziesz miała....

Piki - 2008-12-30, 18:59

Norbercie - w zasadzie zgadzam sie ze wszystkim co napisałes - poza sugestia o odseparowaniu się. No chyba, ze masz an mysli mentalne separowanie sie od rozmyślan o tym, co też moze malzonek wyprwawiać, jak go nie masz w zasięgu wzroku.


Z tego co pisze Jadwisia wydaje mi się, ze nie ma konkretnych powodów ze strony meza do podejrzeń. Imprezy firmowe solo to normalna sprawa, tańce na niej z kolezankami z pracy tez. Zreszta na każdej imprezie nawet sv nakazuje tańczyc nie tylko z partnerką z która się pzryszło:)
To jest standard towarzyski.

Wygląda na to, ze problem nie istnieje , a tylko Jadwisia go wydumała - no chyba, ze przeoczyłam jakieś szczegóły w jej opowieści.

NORBERT - 2008-12-30, 21:28

...
Piki napisał/a:
poza sugestia o odseparowaniu się. No chyba, ze masz an mysli mentalne separowanie sie od rozmyślan o tym, co też moze malzonek wyprwawiać, jak go nie masz w zasięgu wzroku.
..Piki może i byc mentalne odseparaowanie sie od problemu.......chociaz ja miałem na mysli i taka rzeczywista separacje ale zaznaczam jezeli by to juz nabrało o wiele bardziej niekorzystnych obrotów ..a powiedzmy szczerze jak Jadwisia dalej tak pociagnie to kto wie????...Piki ja prywatnie nie jestem zwolennikiem separacji choc sam w niej tkwię...ale nieraz tak trzeba by odpocząc ,by nabrac widzenia z boku ..wiadomo jest to wielkie wyzwanie dla współmałzonków i separacja pojednawcza ma sens jak dwoje decyduje sie na nia by ratowac związek..ale jak wiemy z autopsji nieraz bardziej separacja rozwala zwiazek niz stabilizuje...zalezy jakie mysli kierowały współmałzonkami by sie na to godzic...ale co do Jadwisi...takie nawet mentalne odejscie na bok moze jej pokaze ze to tylko jej wytwory i nic innego..a widziasz ja teraz juz jestem madry..i wiem ze takie zachowania bezpodstawne..zaszczuwaja ,a jezeli nawet podstawne to cos zmienia ..nie i to własnie wyjasniłem..jak nie ując...przegrana na wszystkich polach...jak to fantazja Jadwisi to wykonczy psychicznie Siebie i męża..a jak prawda ze mąz daleki jest od wierności to wykończy tylko Siebie ..bo jego to i tak bedzie g.....obchodziło(przepraszam za g...)...ale to szczera prawda wystarczy tylko wczytac sie w posty wszystkich zdradzonych forumowiczek...po co tracic czas ,nerwy,zdrowie....czy tym sie cos zmieni...Piki nawet sławetny Dobson ma sens tylko wtedy jak klijent wobecc którego ma byc zastosowana ta postawa chce dojrzec ,przejżec i dac krok do zmiany....
Piki - 2008-12-30, 21:53

Ależ Norbi masz rację....
NORBERT - 2008-12-30, 22:15

Piki napisał/a:
Ależ Norbi masz rację....
..Piki czy ja mam racje piorun wie ale takie sa własnie moje mysli,odczucia a i troche prawdy z mego zycia ...dlatego akurat
tak napisałem czy Jadwisia wezmie to do serca to jej sprawa ..ale moze własnie trzeba sie zastanowic nad tym skoro kilka osób juz tak mnie odczytuje to moze warto spojrzec bardziej na siebie....Piki ja na tym forum wystartowałem od swojego punktu widzenia....trochę czasu zajeło zanim dotarły do mnie słowa ludzi że coś jest we mnie nie tak..ale ja posłuchałem i zajołem sie soba ...a Jadwisia wybór zalezy od niej..co zrobi????

chris - 2008-12-30, 22:25

Jadwisia napisał/a:
Piki--------- A pewnych rzeczy nie umiem sobie wytłumaczyć,wiem co sie dzieje na imprezach firmowych i albo razem albo wcale.Ufam mężowi ale NIE KOBIETOM. Zresztą nie lubię jak on się bawi,a ja nie.


wiesz , parę razy byłem na takich integracjach...
jak ktoś czegoś nie szuka, to i nie znajdzie. Moja zona też pewnie też wtedy była zazdrosna, wtedy o tym nie myślałem, bo wiedziałem że mi ufa. Sama mi powiedziała, jedź.
i pojechałem. i co? i nic. znajomi z pracy, rozmowy przy piwku o kłopotach w pracy, w domu itp, itd. nic więcej. nie zadręczaj się myślami, bo to naprawdę tylko szkodzi Tobie.
wyjazd na integrację to nie zawsze znaczy zdrada.

Macius - 2008-12-31, 00:00

Jadwisia napisał/a:
Jeszcze co do imprez w pracy,no nie wiem jak sobie poradzę bo na pewno to nie jest z osobami towarztszącymi i są one połączone ze szkoleniem ale jakbym dojeżdżała? może się uda......nie próbowałam ale nie chcę więcej cierpięć.........

Ale ty kombinujesz! A czy może już wiesz z czego bierze się to twoje cierpienie??? Bo normalne to raczej nie jest.

Ludzie maja w pracy imprezy, firmy często chcą żeby były to tzw imprezy integracyjne, bez rodziny czy osób z zewnątrz firmy. To ze twój mąż jeździ na takie imprezy, to chyba nie koniec świata. To że się tam może bawić i tańczyć z innymi kobietami - to po to takie imprezy przecież są.

To może być przykre dla ciebie (mi się to też nie podoba), ale tak jest. Może być ci smutno, możesz być zazdrosna, zwłaszcza jeśli razem nigdize nie chodziliscie. Ale jeśli jako straszliwie cierpisz, to te twoje emocje mają jeszcze jakies inne źródło i nie wynikają tylko z tego co robi twój mąż... przeciez on tak naprawde nie robi nic złego, to złe powstaje tylko w twojej głowie, w twojej wyobraźni.

Jak tego nie rozgryziesz, to takie cierpienie będzie się pojawiać i będzie niszczyć ciebie i wasze małżeństwo. Idź na jakąś terapię i poszukaj co to jest tak naprawdę i jak sobie z tymi uczuciami radzić. Modlitwa to też dobra droga, ale terapia pomoze ci zrozumieć skąd w tobie biorą się takie emocje i jak się nimi zająć, żeby nie ranić męża i siebie. Warto to zrobić - dla siebie, dla waszych dzieci, dla waszej rodziny.

NORBERT - 2008-12-31, 09:46

Macius napisał/a:
Warto to zrobić - dla siebie, dla waszych dzieci, dla waszej rodziny.
..Macius głównie dla Siebie .....bo różnie to bywa w życiu i akurat nie mamy wpływu na to co los zgotuje..mamy wpływ na Siebie na to jacy jesteśmy,jacy będziemy i jacu winniśmy być....natura człowieka jest niezbadana i wiemy dla tych co nie mieli wartości nagle je maja..a ci co mieli duze wartości na skutek czegos traca ..to jest nasze zatracanie,nasze wątpliwości..często złudny obraz swiata tego co nas otacza...tak ma teraz Jadwisia ..czy to fakt..czy tylko jej aluzja ,ona ją przytłacza zabija jej własne ego i męża...Macius czy istnieje możliwośc zawrotu człowieka z jakiejś obranej drogi pomysłu..czy my mamy na to wpływ....nie i jeszcze raz nie....jedyne na co możemy liczyc to zrozumienie ze ktoś nas zrozumie,że ktos zastanowi sie czy jego postawa jest o,k czy nas nie denerwuje....to sa relacje nie tylko małżenskie ale i międzyludzkie.....ja widzisz Macius troche Jadwisie rozumiem choć ona to wyolbrzymia i to zbyt z niezdrowego punktu..choć rozumiem jak napisałem...bo to współmałżonka boli jak ktoś sie bawi świetnie a dla nas nie ma czasu,jak ktoś gada całymi dniami a wobec nas milczy,jak ktoś wisi całymi dniami na telefonie a z nami rozmawia 1 minutę...bo tu zawsze jest to pytanie czy w tej sytuacji nas szanuje,na ile liczymy sie dla niego...dlaczego nas spycha a faworyzuje innych.....i nie mozna napierac,nękać bo to bez sensu taki człowiek musi sam zrozumiec czy jego postawa nie rani tej drugiej strony..nawet jak niewinna ..nie wystarczy powiedziec przeciez ja nic nie robię!!!!.....zadania jakie stoja przed związkiem Jadwisi to na dzień dzisiejszy Jadwisia leczy sie ze swojej skrajności...bo taka postawa niestety jest dziwna ..a mąż jak faktycznie kocha weryfikuje swoja postawę i przynajmniej stara sie nadrobic braki jakie powstaja na skutek jego nieobecności....pokazując że bawie sie bez Ciebie bo to sa spotkania firmowe lecz nic nie przeszkadza ...kiedy inndziej zafundowac taka zabawe tylko dla nich dwojga ..szalony wypad..szalona chwila...to pokazuje jestem bez Ciebie ale zobacz brak mi ciebie i to tobie wynagrodzę!!!!!..i na tyle moich refleksji
Jadwisia - 2009-01-02, 10:49

Wiem o co wam chodzi,może tak zupełnie nie myślę o zdradzie ale też nic nie wiadomo,tylko nie moge znieść myśli,że on może być gdzieś,na imprezie BEZE MNIE. I tak nic nie wiem,nic nie widzę i on się bawi,a JA NIE.To jest taki ból,że tego nie da się opisać słowami to trzeba przeżyc,smierć.

[ Dodano: 2009-01-02, 10:55 ]
Niestety kiedyś tego nie było,nie było mowy żeby gdzies bez małżonka pójść,to są jakies wymysły,mody z zachodu które nie sprzyjają małżeństwu i rodzinie.Nikt mnie nie przegada wiem swoje,bo i tez wiem co się tam może dziać.A dlaczego nie zrobia takich imprez bliżej pracy,miejsc zamieszkania,tylko wywożą jak na sybir,daleko na drugi koniec/ po co? po co?To nie jest normalne i tak piszecie,że jak facet nie chce to nic nie bedzie-bzdura,znam nie takich świętych i co narozrabiali.Mojej koleżanki przyjaciółka dawno w pracy zrezygnowała z organizacji imprez integracyjnych bo powiedziała,że ma już dosyć mieć na sumieniu zdrad małżeńskich i rozbitych rodzin.

Piki - 2009-01-02, 11:03

Jadwisiu ...

Tak na dobrą sparwe to wszystko niemal mozna podciagnąć pod "niesprzyjanie rodzinie".

Np. pracę kobiet - no bo jakby w pracy byli sami faceci to przecież by nie mieli z kim romansować, prawda?

Internet - też moznaby , w zasadzie wszystkie imprezy z balami absolwentów włacznie, no chyba, ze ktoś chodził do szkoly dla kdziewcząt, albo chłopców - itede.

Przyjaciółka Twojej kumpeli .. no hmmm. Wiesz, zeby nie meić zadnego zwiazku na sumieniu nie trzeba sie zamknąc w domu - wystarczy NIE ROBIĆ nic takiego, żeby na sumieniu potem coś mieć - jak dla mnie - to banalnie proste, - choć chodzę po najrózniejszych impreazach zawodowo i prywatnie, poznaje sporo ludzi, w tym facetów i mam wiecej kolegów niz kolezanek. No i ajkos żadnego zwiazku nie rozbiłam, a wiec da sie:)

Przecież my jeśmy wszyscy myslacy chya - nie,ze taki impuls - impreza i wszyscy heja z wszystkimi do łozek - dajże spokój.

Nie mam zamiaru Cię przegadać, rób jak chcesz, ale to co teraz sama sobie robisz to prosta droga do szaleństwa i konfliktów.

Ann3 - 2009-01-02, 11:14

Jadwisia ma 100 % racji .
..monika.. - 2009-01-02, 11:19

Jadwisiu, wiesz, jest taka piosenka zespolu Hej - "zazdrość". idealnie wprost ilustruje Twoj stan emocjonalny..

Imprezy integracyjne w firmie nie maja za zadanie skladniac pracownikow do zdrad malzenskich. po co firmy je organizuja? psychologia marketingu - jesli zzyjesz sie ze swoimi wspolpracownikami, nie beda dla Ciebie tylko kolegami z pracy, ale tez znajomymi. wtedy mniej chetnie poszukasz nowej pracy, bo moze oni tam zaoferuja Ci wyzsza pensje, ale u nas masz i prace i kontakty z ludzmi, ktorych znasz i lubisz.

Piki - 2009-01-02, 11:26

To też Moniko, ale czasem tez ywa, zwłaszcza, gdy chodzi o firmy mające oddziały o to, zeby praownicy się poznali podczastakich imptrez. I tu to o zcm piszesz poniekąd - łatwiej Ci cos zaatwiac ze zanym panem Jankiem z oddzału w Szczecinie, który opowiada fajne kawały niż z nieznanym panem Kowalskim - proste.

Ann - Ty uwazasz, ze Jadwisia am racje i masz takie prawo. Ja uwazam, ze nie ma.

Zazdrosc o sam fakt uzcestniczenia w imprezie jest wg mnie chora. Jadwisia nie wspomina, ze ma powód do zazdrosci - np. jakieś informacje o tym, ze mąż podzcas tych imprez szczególnie kims się interesuje. Sama pisze, ze chodzi o sam fakt, wiec to zdrowe nie jest.

Co nie ozmnacza, ze niogdy na imprezach tego typu nic sie nie dzieje. Zależy od ludzi i już.
Swoją droga - moją kuzynkę aż zaczął zdradać z sasiadka:(
No i co? Najwyraźniej mieszkanie wśród ludzi sprzja zdradom. Trzeba sie wynieść w knieje?

nałóg - 2009-01-02, 11:27

Jadwiga.................. w swoim 1 poście napisałaś:

"Głód miłości mam ogromny ale po powrocie z tej jego imprezy nie mogę nawet dać mu się dotknąc,bo niedługo znowu mnie zostawi dla innej balangi.Chciałabym żeby trochę pocierpiał ale ten typ chyba nie ma serca.O rekolekcjach myślałam ale dopiero są terminy na marzec.Chyba nie wytrzymam,jakie to bolesne..........Chcę kogoś innego.........."

Więc czego chcesz?
Miłości?
Bliskości?
Jego cierpienia?
Kogoś innego chcesz?

Czego chcesz?

Jak chcesz kogos innego to po co rozpaczasz?

EL. - 2009-01-02, 12:21

Jadwisiu.....skąd wiesz, co robi się na imprezach zakładowych, skąd wiesz co tam robi Twój mąż ?? Wg czego - kogo mierzysz ? Bo w końcu zacznę myśleć, że może to Ty narozrabiałaś na takiej imprezie pracowniczej i mierzysz wszystkich jedną miarą.

Jadwisiu, mnie sie nie zdarzyło zdradzać męża na imprezie z kolegami z pracy !
Nie wiem co na takiej imprezie w swojej pracy robi mój mąż.....ale myślę, że pije alkohol , rozmawia z kolegami koleżankami z pracy i ok....mnie to nie przeszkadza. Jakoś już nie przychodzą mi takie myśli do glowy, żeby mój mąż miał mnie zdradzać....ponieważ ja o moim mężu myślę dobrze, pozytywnie, z szacunkiem - mimo tego, że jest zdradzaczem !
Błogosławię Mu przed każdym wyjściem z domu i proszę Boga o wsparcie dla męża , bycie z Nim w każdy czas !
Nie mam złych myśli !

A druga sprawa.....Jadwisiu....Twój mąż, jak każdy człowiek i ja i Ty - potrzebuje wolności ! Nie możesz o Nim wiedzieć wszystkiego , nie musisz znać wszystkich Jego tajemnic i nie musisz wszędzie z Nim być ! Po co ??? Czy Ty nie masz włączonej nadmiernej kontroli nad mężem i światem ?? Po co ci to ??
Męczysz się Jadwisiu sama ze sobą ! Zacznij wreszcie swoją przemianę - SWOJĄ - ZACZNIJ OD SIEBIE !

I nie rozumiem Jadwisiu, dlaczego Ty nie miałabyś wyjść sama na imprezę, do kina , do przyjaciół , sama bez męża ? Dlaczego, kiedy On sie bawi, Ty nie możesz się bawić ?
A może zacznij ! Kiedy On wychodzi, Ty się szykuj...na Jego pytanie dokąd - odpowiedz do przyjaciół, bawić się. Masz pięknie wyglądać, być tajemnicza, ale też wesoła, uśmiechnięta....Nie czekaj aż mąż Ci świat zorganizuje, Ty sama organizuj sobie czas i swoje życie ....ale siebie i swojego dobrego samopoczucia !

Już sobie wyobrażam smutną, przygnębioną żone, która patrzy z byka jak mąż wychodzi z domu....sama się katuje ! Po co ? Co z tego ma ?

Jadwisiu...dzisiaj nowy dzień....bierz się za siebie i swoje przyjemności, pasje i zainteresowania. Ty i Twoje życie....zacznij żyć swoim a nie męża życiem ! Cmooook !! EL.

mami - 2009-01-02, 19:55

Jadwisiu dzis piszesz
........Wiem o co wam chodzi,może tak zupełnie nie myślę o zdradzie ale też nic nie wiadomo,tylko nie moge znieść myśli,że on może być gdzieś,na imprezie BEZE MNIE. I tak nic nie wiem,nic nie widzę i on się bawi,a JA NIE.To jest taki ból,że tego nie da się opisać słowami to trzeba przeżyc,smierć. .........

a jeszcze niedawno tak
Wysłany: 2008-12-06, 17:51
..........No jeszcze nie byłam u psychologa .......i dzisiaj zobaczyłam co się ze mną dzieje i że powinnam iść jak najszybciej.Brakowało mi od męża okazywania (dzisiaj jakoś szczególnie)uczuć.Robiliśmy zakupy mąż uśmiechał się czsami (ale nie do mnie),okazywał zainteresowanie(ale nie mną)itd.I co się stało? Okazałam mu niezadowolenie z tego powodu,złośc,zdenerwowałam się,jednym słowem zachowałam się okropnie i popsułam całą atmosferę budowania miłości.Wypomniałam znowu(o zgrozo!)ten incydent z jego wyjazdem i jestem......................zrozpaczona bo tyle od was nauk dostałam jak go zachęcić,jak ma więcej mnie pokochać żeby radośniej wracał z pracy itd.,a ja ZEPSULAM.Załuję!!!!!!!!!!!!!! nie krzyczcie,ze mną już jest żle proszę jak mam naprawić proszę co mam zrobić? Czy jeszcze dziś jest szansa,pragnę miłości,a on jest taki ZIMNY....

jak widzisz nie tylko praca to zagroźenie dla ciebie
takim zagrożeniem jest kazdy kto jest w pobliżu męża według ciebie...
zawężasz więc krąg jego terytorium z myślą że uda ci sie kontrolowac sytuacje
myslisz bede zabraniac to mnie bedzie słuchac i nie bedzie zdradzac czy oglądac sie za innymi
bede zabraniac kontaktów to w pore uchwyce niebezpeczeństwo jakie zagraża mojej rodzinie mnie samej
bo przeciez znasz nie takich świętych i co narozrabiali.........
co mi tam co mówią ja wiem swoje i wiem jak mam bronic terytorium męża by żadna tam nie weszła...
no i tak Jadwigo z dnia na dzień posuwasz sie w swojej kontroli nad zyciem męza, że swoje już zupełnie zatraciłas
tymczasem ani nie jestes szczęśliwsza czy spokojniejsza wręcz przeciwnie
dopadaja cie coraz większe lęki,
że jednak cos ci może umyka i on tam sobie flirtuje na boku z pannami

kompleks niższości jest źródłem podejrzliwości, chorobliwej zaborczości wobec partnera i przemożnej chęci kontrolowania jego życia
przecież swojego Jadwigo juz nie masz, bo przywłaszczyłas sobie zycie na każdym polu męza jako swoje by kontrolowac niebezpieczeństwo jakie wisi nad wami
zazdrość to lęk przed porównaniem.
osoba o zaniżonej samoocenie panicznie obawia się, że partner odkryje iż nie jest tak atrakcyjna i godna pożądania, jak inni.
bo przecież Jadwigo juz dokonałas na imprezie zakładowej oceny swojej z pannami według ciebie pewnie wyszła dla ciebie z ujemnym wynikiem
a tak naprawde nie chcesz wierzyc ze mąż cie kocha i jest z ciebie i rodziny dumny
bo niska samoocena siebie samej nie pozwala ci na to
ty sie widzisz jako nieatrakcyjna więc dlaczego mąz nie miałby widziec tego
w końcu otacza sie wieloma pięknymi młodymi pannami na tle których ty wychodzisz w twoim mniemaniu gorzej...
ale Jadwigo to tylko twoje mniemanie bo i osąd o sobie masz mały pewnie
sad trudno ci uwierzyc ze mąz może cie kochac taką jaką jestes i byc dumny z ciebie jak i z rodziny bo nie patrzy na ciebie oczymi twoimi
on jak każdy facet widzi piękną kobiete ale nalezy do taj wiekszości którzy jedynie zawieszaja oko poczym ida do domu
znaja swoje granice i maja swoje zasady


Przekroczenie pewnej granicy w zachowywaniu sie sprawia, że osoba zazdrosna zaczyna się czuć nieszczęśliwa i bezradna.
poczucie własnej wartości i atrakcyjności gwałtownie spada.
lęk nie pozwala zająć się czymś innym, stąd Jadwigo zaprzestałas całkowicie robić cokolwiek wokół siebie, nie masz ani czasu ani pozytywnej energii,
twoje lekcje językowe nie sa juz tak wazne dla ciebie jak chec kontrolowania męza,
w związku zaczyna byc żle jak piszesz pomóżcie czy jest jeszcze szansa bo ciągłe awantury i pretensje juz sa dla męza steresujące
a ciągły lęk o zdrade i starania by
temu zapobiec, jednak nic nie dają jedynie
chwilowa ulge ze czemuś zapobiegłam, po to by ze zdwojona siła nadeszły nowe inne i jeszcze grożniejsze obawy

nasze myśli, działania zaczynają Jadwigo działac jak samosprawdzające się proroctwa
nieświadomie takim postępowaniem sami odtrącamy partnera
ciągłe pretensje sprawiaja, że partnerzy sie oddalają,
bo pragna szacunku i spokoju jak i prywatnosci włąsnej,
tymczasem ty traktuje małżonka jak własność i uwazasz, ze masz prawo całkowicie i bezwględnie kontrolowac każdy krok małżonka
stąd jadwigo myslisz, że masz
całkowite prawo do pełnej kontroli życia męża zarówno w pracy jak i poza nią,
bo ty masz za zadanie,
dopilnowac by maz nie zdradził i nie zainteresował sie inna

tyle, że to ty masz problem i żadna zmiana męza nic nie pomoże
bo to nie tylko praca, to całe męza terytorium jest zagrożeniem
według ciebie dla ciebie....
a tak naprawde bez względu co nie zrobi mąz,
ty nadal będziesz miała ten problem
działania i niektóre zachowania męża jedynie będą powodem, że wybuchniesz zazdrością
....jak w sklepie
przeciez on nic tak naprawde nie zrobił a ty rozpętałas awanture,
bo w twoim odczuciu na tamten czas mąz popełnił zdrade w stosunku do ciebie a ty zareagowałas we włąsciwy dla zazdrosnika sposób...
cóż możesz pisac, mówic, zarzekac sie jeszcze długo Jadwigo co nie oznacza,
ze masz racje i ze to mąż ma sie zmienic
jego zmiana nic nie da, nadal bedziesz tłumiła pokłady zazdrosci w sobie
potrzebny bedzie tylko kolejny krok męza, który jak katalizator
wyzwoli po raz kolejny twoje lęki, zazdrosc
pozdrawiam gorąco Jadwigo ty masz szanse na to by twoja rodzina była i pełna i szczęśliwa,
wykorzystaj swoja madrosc jak i energie w kierunku uzdrowienia siebie

Jadwisia - 2009-01-07, 15:36

Myslicie,że to tak łatwo nie byc zazdrosnym,a wręcz się cieszyć,że mąż na imprezie niech sie bawi jak ja się cieszę,jak mu fajnie chociaz on sie zabawi!!!!!!!!!!!??????????????
Piki - 2009-01-07, 15:44

Oj Jadwisiu.. nie wiem .. Mnie serio takie imprezy nie ruszają .. moze dlatego, ze wiem, ze nie natakiem imprze zostałam zdradzona, a w zupełnie innych okolicznosciach, choc zkolezanka z pracy ..

Jak Ci napisałam - zrobisz jak zechcesz. Wg mnie powinnas poszukac źródla swego stanu, a nie upajac sie tym stanem, bo nie jest zdrowy - serio.

Masz posód do przypuszczeń, ze maż Cię na takich mprach zdradza? Masz doswiadczenie z jego zdradami?

Jeśli nie masz - stan jest nienormalny.

Jadwisia - 2009-01-08, 17:12

Piki-------oczywiście,że nie mam powodów do podejrzeń,że mąż zdradził,myslę nawet,że na pewno tego nie zrobił.Wkurza mnie tylko to,że on wyjeżdża po prostu wyjeżdża,a ja siedzę w domu.na pewno mój stan jest dziwny,a w ogóle chyba szkoda pisania bo nawet boję się jego pozytywnych(za bardzo pozytywnych)uczuć do dziewczyn,z którymi pracuje..............
Piki - 2009-01-08, 17:18

Jadwisiu , pisanai nie szkoda, bo juz zdajesz sobie sprawę z tego, ze coś sie zdieje - z Toba.

Masz zanizone poczucie własnej wartosci, jesteś bez powodu chorobliwie zazdrosna - juz to wiesz.

Pwoeim tak: albo cos z tym zaczniesz robić, albo się zadreczysz, niejako "przy okazi" masz sporą "szanse" rozwalić sobie malzeństwo.

Osmieszenia i niezasłużonych oskarżeń nie zneisie nikt Jadwisiu. Postaraj sie zrozumieć, ze tylko terrapai moze Ci pomóc.

Jadwisia - 2009-01-13, 08:46

proszę pocieszcie,pomóżcie!!!!!!! Wczoraj mi mąż powiedział jakie z nim pracują inteligentne dziewczyny,znają świetnie angielski,robią doktorat...............poczułam się nikim (i tak mam zaniżoną ocenę o sobie)........bo siedze tylko w domu od kilku lat ,wychowuję dzieci,szukałam pracy ale jej nie mam.............leję morze łez.....dlaczego ???????????
nałóg - 2009-01-13, 09:27

Jadwiga..... Czy mąż powiedział Ci o tych dziewczynach w tonacji i mimice by Cię poniżyć,zdołować ?czy poprostu opowiadał Ci o pracy?o tym co sie dzieje?Dzielił się tym co przeżył w ciągu dnia?
Bo jak tak to tylko się cieszyć należało by...............

Jadwiga.....wiesz....jest taka stara prawda:NIE PORÓWNUJ SIE Z INNYMI ,BO ZAWSZE ZNAJDĄ SIE LEPSI LUB GORSI OD CIEBIE.

A jak juz się porównujesz i widzisz, że Ty nie mówisz świetnie po angielsku,nie robisz doktoratu z jakieś tam specjalizacji czy dziedziny nauki,to zobacz ,że Ty robisz więcej jak doktorat............ wychowujesz dzieci.A to jest wcale nie mniejszy wysiłek intelektualny jak kariera naukowa czy zawodowa.
Co do angielskiego................ jak sądzisz ???ile lat potrzeba by się nauczyć w miarę płynnie mówić po angielsku??? 2-3 lata?????
Tak????? No....... to masz cel............ za 2-3 lata możesz mówic po angielsku.To zależy od Ciebie.Poprostu zacznij sie uczyć angielskiego .Poświęć mu tyle czasu w ciągu doby ile czasu poświęciłaś wczoraj i dziś by się zdołować, jaka Ty jesteś durna,jaka to Ty nic nie warta jesteś bo nie znasz angielskiego.Tylko załóż sobie że będziesz robić to codziennie,systematycznie.
I wyobraz sobie że za 2-3 lata mówisz po angielsku..................
I wyobraz sobie jeszcze co innego................... nie zaczynasz sie uczyć angielskiego... płaczesz codziennie jaka to Ty jesteś nieszczęśliwa,bo wychowujesz dzieci,nie piszesz doktoratu,nie znasz angielskiego,siedzisz w domu ( a wg mnie to jest jedna z bardziej odpowiedzialnych prac)............ tyle samo czasu co ewentualnie możesz poświęcić na angielski poświęcasz na użalanie sie nad sobą.................. i gdzie będziesz po tych 2-3 latach????????????????
No gdzie będziesz??????
Czy nie w tym samym miejscu co teraz? w grajdołku ,w maglu użalania sie nad sobą?a może już w szpitalu psychiatrycznym??

Jak sądzisz???masz wybór??? jesteś bezradna??? czy może jednak coś możesz zmienić u siebie i w sobie????? Możesz????

Możesz mówic po angielsku??? czy po jakiemuś tam jeszcze???? Żeby chciało się chcieć.............

Po co to piszę?????
Bo chce Ci Jawdwigo uzmysłowić że "KOWALEM SWEGO LOSU KAŻDY BYWA SAM"
Bo możesz zostać w grajdole użalania sie nad sobą,
ale
możesz też wyjść z niego i w TYM SAMYM CZASIE zmienić siebie np.nauczyć sie agielskiego.

W tym samym czasie............... możesz lać łzy nad sobą,morze łeż............. i co z tego??????
A możesz skorzystac z reklamy w necie i zacząć sie uczyć języka.Mozesz ruszyć z miejsca.
Czy jest to w zasięgu Twojego intelektu??? Czy wolisz lać łzy? wolisz użalać sie nad sobą?wolisz porównywać sie z innymi by pokazać sobie jaka to Ty jesteś do niczego i jak to Pan Bóg jest niesprawiedliwy,jak to Ty masz najgorzej ze wszystkich.wzbudzać w sobie zawiść.......... bo te dziewczyny z męża pracy są takie cool.............
Zwiść........ jeden z grzechów głównych

Zawiść............czy to co zacytowałem niżej nie ma tego podłoża???
"poczułam się nikim (i tak mam zaniżoną ocenę o sobie"

Jadwigo........ czy odpowiesz po zastanowieniu się sobie co zrobisz z tym czasem?ze sobą? a to tylko 2-3 lata................ jak go zmarnujesz to i tak będziesz o te 2-3 lata starsza........ niezależnie czy dołując sie i lejąc łzy czy robiąc wysiłek by nauczyć sie tego przykładowego angielskiego................ czas płynie.... a świat jest taki jaki być powinien.

A może Modlitwa o Pogodę Ducha Ci pomoże?????

Jadwisia - 2009-01-13, 15:39

nałogu drogi ty naprawdę jestes kochany!

Mąż powiedział to tak zwyczajnie,mówił,że powiedział to nieświadomie.Ale z tego dla mnie wyniknęły jasne wnioski,że będąc w domu wypadam z fali,jestem nieatrakcyjna,bo tylko...........siedzę w domu,a tamte maja jakies znaczenie dla niego.Co do języka zaczęłam juz kilka miesięcy temu,przerwałam bo byłam zdruzgotana i znowu widzę,że muszę zacząć.Właściwie chcę zacząć bardzo tylko jakoś mój stan psychiczny mi nie pomaga.To jest takie trudne bo chęci są tylko cały czas myslę o kimś...........wiesz o kim..........

Samej smutno ale w małżeństwie tez smutno...........przynajmniej u mnie........... :cry:

[ Dodano: 2009-01-13, 16:00 ]
......i to jest to co pisałam wcześnie,o wychodzeniu za mąż za kogoś z innego środowiska społecznego.gdybym wyszła za mąż za człowieka kulturalnego,wrażliwego,subtelnego,inteligentnego----------nigdy takich słów nie usłyszalabym,tylko słowa uznania,może podziwu i miłości.to byłby facet szarmancki,a nie..........................takie coś....................... :cry:

nałóg - 2009-01-13, 17:01

Jadwigo,Jadwigo............ co Ty pleciesz?:"gdybym wyszła za mąż za człowieka kulturalnego,wrażliwego,subtelnego,inteligentnego----------"

A za kogo wyszłaś? wybrałaś i wyszłąś.......zmuszono Cię???
Jadwigo...... mam wrażenie że Ty MASZ OGROMNY PROBLEM ZE SOBĄ,mimo że pochodzisz z książęcej rodziny.I niezaleznie za kogo bys nie wyszłą to problem pozoostał by problemem.
Problem leży raczej w Tobie.......nie w mężu,w Twojej (chyba) chorobliwej wyobrazni.
I nie jest istotne co sobie wyobrazasz......... jak nie pochodzenie męża(mezalians) to znalazłabyś coś innego.
A wiesz dlaczego?????
Bo jesteś chora...............
I nie chcesz sie leczyć.......... poprostu nie chcesz.Lepiej tkwić w g....nie ,tym znanym ,swoim jak podjąc wyzwanie i wziąc się za siebie,za zmiany.
Ty chyba szukasz tabletki.........ale nie dla siebie nawet ,a raczej dla meża aby zaspokajał Twoje chorobliwe myslenie.Bo Ty chcesz męża leczyć.........nie siebie....... a on raczej z opisów wygląda na całkiem normalnego.
Jadwigo............ czy przecztałaś którąś z polecanych lektur?Dobsona?Pulikowskiego? a może Clouda (Reguły sukcesu) czy Gruna(Walczyć i kochać) a może Eldrede Urzekającą?albo Dzike serce?
A może x.Pawlukiewicza? a może o.Salija?

Co przecztałaś ostatnio? czy czytasz tylko harleqiny?

Czy może tak jak z nauką języka napiszesz:"Właściwie chcę zacząć bardzo tylko jakoś mój stan psychiczny mi nie pomaga"

Jak Ty mogłas wybrać na męża ,jak piszesz:"to byłby facet szarmancki,a nie..........................takie coś....................... " ???
A wcześniej piszesz o nim:"To jest takie trudne bo chęci są tylko cały czas myslę o kimś...........wiesz o kim.......... " jak o mezu to zastanów sie w kontekscie tego co napisałaś czy o "a nie ......takie coś.........." warto mysleć.

I pewnie juz zmieniłaś zdanie...........juz nie jestem kochany............

Oj,Jadwigo,Jadwigo.............. sama siebie unieszczęśliwiasz.....

..monika.. - 2009-01-14, 08:37

Jadwisia napisał/a:
Mąż powiedział to tak zwyczajnie,mówił,że powiedział to nieświadomie.Ale z tego dla mnie wyniknęły jasne wnioski,że będąc w domu wypadam z fali,jestem nieatrakcyjna,bo tylko...........siedzę w domu,a tamte maja jakies znaczenie dla niego.

Twoj maz jest bardzo biedny. Tak, on, a nie Ty. opowiada Tobie o tym, co dla niego wazne, chce sie z Toba dzielic, a Ty odbierasz WSZYSTKO przeciwko sobie... Twoj maz wraca z pracy, praca jest dla niego wazna [sama mowilas, ze jest jego pasja], Ty jestes dla niego wazna, wiec naturalne jest, ze chce sie z Toba podzielic wydarzeniami dnia. a co? wolalabys, zeby wrocil, usiadl do obiadu i sie nie odzywal? wtedy tez na pewno znalazlabys cos zlego w tym w stylu "a ciekawe, o kim teraz mysli". maz po powrocie z pracy dzieli sie z najblizsza mu osoba, z Toba, wydarzeniami dnia. i co powiedzial? "a wiesz, Kasia ode mnie z biura zaczela robic doktorat"? a Jadwisia od razu "aha! wiec uwazasz, ze ja jestem glupia, tak?". czy jesli Ty opowiadasz mezowi, ze np znajomi kupili nowy samochod, to jest to jakis ukryty komentarz, ze wy jezdzicie starym? czy ZAWSZE trzeba sie do kogos porownywac? nie ma po co! jak juz nałóg pisal wiele wiele razy - zawsze znajda sie lepsi od nas albo gorsi. w zaleznosci od tego, co bedziemy chcieli podkreslic takim porownaniem - mozemy zawsze dobrac do nieo osobe, ktora potwierdzi nasza teorie. ale po co? czy Ty nie mozesz stanowic wartosci SAMA DLA SIEBIE w oderwaniu od innych ludzi? czy Ty bez odniesienia, tak bez porownywania z innymi, jedynie w ocenie WLASNYCH ZALET I WAD nie umiesz okreslic samej siebie? czy niezbedny jest Tobie punkt odniesienia? idz w koncu do tego psychologa. ja tez kiedys uzaleznialam bardzo swoja wartosc od tego, jacy sa inni, a takze jak mnie postrzegaja. ale to nic nie daje, to tylko prosta droga do zabijania poczucia wlasnej wartosci i tozsamosci. bo co to za niby "poczucie WLASNEJ wartosci", jesli uzalezniamy je od INNYCH?
Jadwisia napisał/a:
Co do języka zaczęłam juz kilka miesięcy temu,przerwałam bo byłam zdruzgotana i znowu widzę,że muszę zacząć.Właściwie chcę zacząć bardzo tylko jakoś mój stan psychiczny mi nie pomaga.To jest takie trudne bo chęci są tylko cały czas myslę o kimś...........wiesz o kim..........

ale czym? przeciez NIC SIE NIE STALO? to, co Cie niszczy i druzgocze to Ty sama. zobacz, uczylas sie jezyka, ale poczulas sie gorsza, glupia i... wlasnie.. postanowilas to rzucic?!?! Twoj stan psychiczny faktycznie nie pomaga, ale nie jest to wina Twojego meza.
Jadwisia napisał/a:
Samej smutno ale w małżeństwie tez smutno...........przynajmniej u mnie........... :cry:

i to jest cale sedno - Tobie zawsze bedzie zle. niezaleznie od tego co sie stanie i jak - bo Ty zawsze doszukasz sie czegos zlego..
Jadwisia napisał/a:
......i to jest to co pisałam wcześnie,o wychodzeniu za mąż za kogoś z innego środowiska społecznego.gdybym wyszła za mąż za człowieka kulturalnego,wrażliwego,subtelnego,inteligentnego----------nigdy takich słów nie usłyszalabym,tylko słowa uznania,może podziwu i miłości.to byłby facet szarmancki,a nie..........................takie coś....................... :cry:

:( straszne te Twoje slowa.
i znowu wraca temat szacunku do Twojego meza. jak mozesz tak o nim pisac????? jak juz Ci kiedys pisalam - na tym forum sa ludzie bardzo skrzywdzeni przez swoich wspolmalzonkow, a nie odnosza sie do nich z taka pogarda i brakiem szacunku! Moj Mezczyzna, chociaz zostal przeze mnie bardzo skrzywdzony, ma dla mnie duzo ciepla, dobra i szacunku wlasnie. Twoj maz nie zrobil tak naprawde NIC ZLEGO! ze nie jest szarmancki? widzialas jaki byl, kiedy za niego wychodzilas! jakich slow bys nie uslyszala? ze ktos sie angielskiego uczy? no, to faktycznie obelga straszna. pomysl jak Ty, z ksiazecym rodowodem, mowisz o nim, jaki masz szacunek do drugiego czlowieka... i co? nawet ktos z Twojego srodowiska moze byc nieczuly, niewrazliwy i pogardliwy? jakie Ty masz dla niego slowa podziwu i milosci?????????????

Jadwigo, naprawde, idz do psychologa, bo tak w kolko sie krecisz w kolo tego samego i zamiast byc lepiej - jest coraz gorzej.
walcz o siebie, o swoj szacunek do siebie i o swoj szacunek i milosc do meza. i o Wasze malzenstwo.
Powodzenia

Jadwisia - 2009-01-14, 09:57

nałóg---------wyobraż sobie,że przeczytałam kilka książek Pulikowskiego(znałam juz go dawno)Dobsona,Salija kolekcjonuje od czasów studiów i wiele innych książek,bo książki KOCHAM,tylko proszę nie obrażaj mnie harleqinami..............nic z tych rzeczy,poza tym,że muszę iść do psychologa(idę jutro)to ty mnie nie znasz..............

O mężu pisałam okropnie w przypływie wrednej złości.......przesadziłam...........Na język płatny mnie nie stać,nie wiem jak mam się uczyć...........uczyłam się wcześniej w domu ..........teraz myslę,że jestem za stara i już nie zdążę.............

[ Dodano: 2009-01-14, 10:00 ]
napiszcie mi jak zmienić swój nick bo chciałabym coś poważniejszego.........juz mi się nie podoba,brzmi infantylnie....i to imię,okropność.

Elżbieta - 2009-01-14, 10:12

Jadzia :-D , wreszcie jakieś Twoje sensowne podsumowanie (o sobie).
Idź do psychologa, ale nie tylko (!) i poszukaj wspólnoty przy parafii, aby nie odejść zbytnio od Chrystusa, bo wbrew pozorom bardzo łatwo jest poddać się myśleniu konsumpcyjnemu i łatwo zgubić Jezusa!
ZAJMIJ SIĘ SOBĄ OZNACZA RÓWNIEŻ - zajmij się swoją duszą.
A męża zostaw w spokoju, nie mów o nim ŹLE.
(TO STRASZNE CO PISZESZ O NIM czasem)

gdyby to przeczytał, to NA PEWNO POSZEDŁBY SOBIE PRECZ OD CIEBIE...... i wtedy będziesz... :cry:

Zmień myslenie o mężu! To Twój mąż i masz obowiązek go szanować,

przynajmniej uczyć się go szanować.

Uczyć się go szanować,
UCZYĆ SIĘ go szanować. Tak każe Bóg. Bóg każe dla naszego dobra uczyć się poszanowania męża.

http://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=1051

Ucz się - wskazówki znajdziesz u świętego Piotra - link powyżej, a cytat poniżej:
1 Tak samo żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki1, przez samo postępowanie żon zostali [dla wiary] pozyskani bez nauki, 2 gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu. 3 Ich ozdobą niech będzie nie to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie ani strojenie się w suknie2, 4 ale wnętrze serca człowieka o nienaruszalnym spokoju i łagodności ducha, który jest tak cenny wobec Boga. 5 Tak samo bowiem i dawniej święte niewiasty, które miały nadzieję w Bogu, same siebie ozdabiały, a były poddane swoim mężom

Który mąż nie chciałby tego o czym pisze Święty z Kluczami od Bram Nieba?
i dalej:
10 4 Kto bowiem chce miłować życie
i oglądać dni szczęśliwe,
niech wstrzyma język od złego
i wargi - aby nie mówić podstępnie.
i tak dalej.......

15 Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego6 i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. 16 A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają. 17 Lepiej bowiem - jeżeli taka wola Boża - cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. i tak dalej..........

wabona - 2009-01-14, 10:33

Jadwisiu - poczytałam trochę Twoje posty - trochę, tak gdzieś do połowy. Wtrącę swoje trzy grosze. To, co mnie uderzyło na samym poczatku, to to, jak wyrażasz się o swoim mężu - rozumiem, że złość, bezsilność - ale czasem, kiedy go nazywasz "czymś" - włosy dęba stają. Czy Ty go nie traktujesz za bardzo przedmiotowo? Nazywasz go tak czy inaczej a wymagasz, aby zabierał Ciebie na imprezy zakładowe? Bo Ty chcesz się bawić! A jak na takich imprezach go traktujesz? Czy tez wymagasz, aby non stop był przy Tobie? A może to są imprezy, na które nie zaprasza się żon? Co nie znaczy, że dzieje się tam Bog wie co. U mnie tez takie są i ja osobiście lepiej się czuję na nich - bo nie odczuwam wtedy, że nie mam męża.

Kiedy myślę o Tobie i Twoim mężu, wydaje mi się, że najchętniej wzięłabyś go na smycz - i popuszczała lub przyciagała - wedle Twoich potrzeb.

Jadwisiu - wydaje mi się, że masz za duzo wolnego czasu - w jakim wieku sa Wasze dzieci? Nie wiedząc, co z sobą zrobić, wymyslasz różne scenariusze. Jeśli juz tak nie ufasz mężowi, może poproś go, aby raz dziennie dzwonił, pisał sms-a. Powiedz, że to dla twego spokoju.

Aha, weź jeszcze kartkę i wypisz zalety męża. I pamiętaj, że nie ma ideałów :)

NORBERT - 2009-01-14, 11:06

wanboma napisał/a:
Aha, weź jeszcze kartkę i wypisz zalety męża. I pamiętaj, że nie ma ideałów :)
Wanboma..na dobry poczatek Jadwiga musi sama zrozumiec ze nie jest ideałem a to pozwoli spojrzec bardziej przychylnie na męża,,co to znaczy kartka i okreslenie zalety czy tez wady...co daje okreslanie kartkami??..o problemach mowi sie wprost bez rozpisywania...Jadwigo trzeba sie pogodzic z tym co jest widoczne chorobliwa zazdrość....najwyższa pora trafic do specjalisty dac sobie pomóc ..a może za jakis czas odkryjesz ..jak to wszystko było głupie i jedynie w twojej głowie...warunek jest jeden zauwazyc to w sobie i dac pomóc specjalistom...a i pełna szczerość to podstawa sukcesu.......
twins - 2009-01-14, 11:28

witam,
jestem pierwszy raz na forum ale chyba cos tak głeboko siedzi we mnie że musze trochę się wyżalic, poczytałam niektóre posty i troche mi się lżej na sercu zrobiło, ale mysle ze tak czy inaczej spalam sie bardzo mocno...moja historia jest podobna do niektórych, wyszłam za mąż - i się bardzo kochalismy, kiedy byłam w ciązy nagle cos mojemu mężowi się odwidziało i zwuiązał się z kobietą...tydzien przed porodem dowiedziałam sie o tym...było mi cięzko i próbiowałam wybaczyć , obiecywał że skończy itd...niestety wiem że trwa to do dzisiaj...ostatnia nasza rozmowa skończyła się prawie wnioskiem rozwodowym, ale było to wszystko powiedziane w złości, że gdybym sprawy nie rozdmuchiwała to umarłoby to śmiercia naturalna a ja do tego wracam cały czas...w tej chwili ostatnia nasza decyzja to ostatnia próba ratowania naszego związku jeżeli sie nie uda to koniec...nie za bardzo wiem jak sie wyłączyć z myślenia o romansie męza, powiedział że mi nic nie obieca bo potrzebuje czasu...może ktoś pomoże mojej psychice...

..monika.. - 2009-01-14, 11:34

ja mysle, ze z ta kartka to dobry pomysl, bo Jadwiga ciagle spisuje tylko wady meza. jak pomysli o zaletach i potem sobie na nie spojrzy moze uda jej sie miec pelniejszy obraz :-)

mnie zastanawia jeszcze jedno.. to, ze Jadwiga jest tak chorobliwie o meza zazdrosna.. nie majac do niego przy tym za grosz szacunku, narzekajac, ze zle meza wybrala i, ze bylaby szczesliwsza z kims innym. to jest dosc sprzeczne dla mnie.

NORBERT - 2009-01-14, 12:10

..monika.. napisał/a:
ja mysle, ze z ta kartka to dobry pomysl
..tak ale to akurat winna mieć w sercu..a nie na kartce
..monika.. napisał/a:
ze Jadwiga jest tak chorobliwie o meza zazdrosna.. nie majac do niego przy tym za grosz szacunku, narzekajac, ze zle meza wybrala i, ze bylaby szczesliwsza z kims innym. to jest dosc sprzeczne dla mnie.
..moniko chorobliwa zazdrośc bije az na kilometr..a do tego dochodzi jeszcze jakis problem w ocenie samej Jadwigi przez siebie....dlatego swoje nieszczęście zestawia z nieszczęsciem bycia z mężem ..a prawda jest taka..
Jadwigo zajmij sie soba bo zmiana partnera nic nowego nie przyniesie ...z takimi problemami nie wytrzyma kazdy inny facet....moniko czy ty nie wyczytujesz w postach tego że Jadwiga sama siebie oszukuje...pisząc o szczęściu przy innym facecie...a szczęscie bedzie tam gdzie sama je da swoja normalnościa i nalezytą postawą...warto nad tym pomysleć

..monika.. - 2009-01-14, 12:21

NORBERT napisał/a:
moniko czy ty nie wyczytujesz w postach tego że Jadwiga sama siebie oszukuje...pisząc o szczęściu przy innym facecie...a szczęscie bedzie tam gdzie sama je da swoja normalnościa i nalezytą postawą...warto nad tym pomysleć

wlasnie to wyczytuje. czytajac Jej posty przekrojowo mozna tam znalezc wiele sprzecznosci odnosnie tego, co Ona sama uwaza za swoj problem. a to jest to, ze maz sie bawi, a Ona nie, w to, ze maz pewnie jakies kobiety podrywa, a to, ze maz kwiatow nie daje i nie docenia, albo, ze sa z innych srodowisk i nie pasuja do siebie, a Ona z kims innym bylaby o niebo szczesliwsza.

NORBERT - 2009-01-14, 12:51

..monika.. napisał/a:
czytajac Jej posty przekrojowo mozna tam znalezc wiele sprzecznosci odnosnie tego, co Ona sama uwaza za swoj problem
..i o to chodzi ma swój problem lecz nie zajmuje sie nim...zycie i ludzi trzeba brac takich jakimi są,szczęscie mozna budowac i na tym co wydaje sie olbrzymim nieszczęściem..a tak zludne szukania tego królewicza i nagle co okarze sie ze królewicz zamiast 180 cm wzrostu ma tylko 170 cm i znowu zle,ze jest domatorem a nie zabawnym gościem,że nie przynosi sniadania do łózka ,tylko zjada z nia przy stole,ze siedzi z nia w domu zamiast ciagle pracowac...moniko tak mozna bardzo długo oszukiwac siebie....czytałem swojego czasu to jest plagą wiekszości kobiet w związkach że mąz przyjaciółki jest zawsze o wiele ..lepszy ,powazniejszy....ten super gość..potrafiący sprostac wszystkiemu...dobrze ze wiekszośc facetów tego nie słyszy....
bo jak już usłysza to mają dośc kto chce słuchac jestes nieudacznikiem,nie potrafisz tego -tamtego a on jest taki super ..taki ekstra........facet musi czuc że jest potrzebny,że liczy sie na niego...ze jest wazny.......a co robi Jadwisia sama mam problem to pewnie jego wina ..to zamieniam na lepszy model......kon sie usmiał ...lepszy model abys Jadwigo znalazła!!!!...może i odbiegłem od tematu ..ale to jest najwieksza przyczyna wielu ale w związkach niedopasowanie współmałzonka do własnych ramek..a moze życ,zrozumiec go i połamac te ramki????

wabona - 2009-01-14, 12:55

Norbert, ta kartka to nie mój wymysł. Każdy psycholog, myslę, że Jadwidze by to poradził. Ona w sercu to nosi męża uprzedmiotowanego teraz. Norbert, widzę, że lubisz wielkie slowa, a czasem trzeba "tak po prostemu". Ja np. wypisałam sobie, za co jestem wdzięczna Bogu - i czytam to. Świetna sprawa - człowiek czasem nie uświadamia pewnych rzeczy.
NORBERT - 2009-01-14, 13:22

wanboma napisał/a:
Norbert, widzę, że lubisz wielkie slowa
..tak wanboma lubie wielkie słowa i ja wiem że to jest jakis mój problem,do tego jeszcze za bardzo idealizuje i mam problemy ze słowotokiem..ale ja to wiem i nad tym staram sie pracowac by to wyeliminować...
wanboma napisał/a:
Norbert, ta kartka to nie mój wymysł. Każdy psycholog, myslę, że Jadwidze by to poradził
...wanboma ale Jadwiga ma iśc do psychologa ze swoim problemem ,otworzyc sie co w niej jest nie tak ,a nie iśc z problemem męża by psycholog ja przekonał zobacz ile dobra w twoim mężu...ja zakładam że mąż jest o,k..a jezeli nie to jego problem i jego wizyty a Jadwiga ma iść w swojej sprawie ..wszystko co wypisuje na forum u niego wypowiedziec ..powiedziec mu że nie daje sobie rady ze soba prosze o pomoc dla mnie,wyszukanie przyczyn moich ułomności i zajecie sie nimi- ale nie wizyty by we dwoje eksternistycznie leczyc męża...

[ Dodano: 2009-01-14, 13:45 ]
wanboma napisał/a:
Ja np. wypisałam sobie, za co jestem wdzięczna Bogu - i czytam to. Świetna sprawa - człowiek czasem nie uświadamia pewnych rzeczy.
..i to jest istotne tak musimy dziekowac Bogu za to ze pozwala nam zrozumiec sprawy trudne do zrozumienia,ze nam pokazuje co mamy ze soba robić aby byc godnymi jego miłości,i to ze pokazuje nam kazda radość nawet w tak cięzkim dla nas zyciu....do Boga mozna pisac kartki ale rówiez kazdego dnia mu to mówić..ile zawdzieczamy....
Małgosia - 2009-01-14, 14:22

twins - witaj i orzede wszystkim czytaj, czytaj nazse rozmowy. Wiele kobiet było w takiej sytuacji jak Ty -wiec wiele sie dowiesz, czytając ich posty.
I przede wszystkim - nie mysl o rozwodzie. Trudności w małżeństwie sa po to, aby je pokonywac, aby małżeństwo dojrzewało, a nie od razu pakowac sie i do widzenia.
Tak jest za łatwo.
Znacznie trudniej jest budować. Nawet jesli w pewnym momencie bedziesz budowala sama...
Pozdrowienia

Jadwisia - 2009-01-14, 14:34

Tak we mnie może wygląda,że są sprzeczności ale to w przypływie bólu i rozpaczy.Więc tak w ogole nie mówię o mężu i na pewno nie zamieniłabym na kogos innego,może ........na kogoś kto lubi więcej w domu posiedzięc........... ;-)

Tylko sie na mnie nie denerwujcie,juz wszystko wiem tylko w życiu trudniej.................

..monika.. - 2009-01-14, 14:40

twins napisał/a:
witam,
jestem pierwszy raz na forum ale chyba cos tak głeboko siedzi we mnie że musze trochę się wyżalic, poczytałam niektóre posty i troche mi się lżej na sercu zrobiło, ale mysle ze tak czy inaczej spalam sie bardzo mocno...moja historia jest podobna do niektórych, wyszłam za mąż - i się bardzo kochalismy, kiedy byłam w ciązy nagle cos mojemu mężowi się odwidziało i zwuiązał się z kobietą...tydzien przed porodem dowiedziałam sie o tym...było mi cięzko i próbiowałam wybaczyć , obiecywał że skończy itd...niestety wiem że trwa to do dzisiaj...ostatnia nasza rozmowa skończyła się prawie wnioskiem rozwodowym, ale było to wszystko powiedziane w złości, że gdybym sprawy nie rozdmuchiwała to umarłoby to śmiercia naturalna a ja do tego wracam cały czas...w tej chwili ostatnia nasza decyzja to ostatnia próba ratowania naszego związku jeżeli sie nie uda to koniec...nie za bardzo wiem jak sie wyłączyć z myślenia o romansie męza, powiedział że mi nic nie obieca bo potrzebuje czasu...może ktoś pomoże mojej psychice...


witaj :-)
poczytaj sobie, jest wiele aktualnych watkow z sytuacjami podobnymi do Twojej: na przyklad tu albo tutaj.
trudno, zebys nie wracala skoro nie masz od meza jasnej deklaracji czyy chce byc z Toba i TYLKO z Toba. zaraz sie tu pojawia cale tlumy polecajace Ci literature i twarda milosc do meza :-) nie dawaj soba pomiatac, on MUSI wybrac. Ty nie jestes bezpieczna przystania tylko kobieta jego zycia, o ktora musi wreszcie zawalczyc!
pogody ducha i pozdrawiam :-)

NORBERT - 2009-01-14, 15:03

Jadwisia napisał/a:
Tylko sie na mnie nie denerwujcie,juz wszystko wiem tylko w życiu trudniej.............
..Jadwigo denerwowac sie na Ciebie bez sensu..jedynie mozna denerwowac sie na to ze nie słuchasz....zobaczysz sama o ile lepiej zaczniesz sie czuc jak trafisz na pogadanki do psychologa..tylko idz ze swoim problemem a nie z problemem ze mąz jest taki czy cie nie rozumie.........................dobrze???
Justyna1 - 2009-01-14, 17:58

Kochana Jadwisiu!

Dopiero dzisiaj trafilam na Twoj watek. Przepraszam, ze doszlam tylko do 5-tej strony, dalej niestety nie, bo... juz po tym, co na pierwszej stronie napisalas wstrzasnelo mna!!!

[b]POTWOR KLAMCA TREDOWATY OSZUST

BYDLAK Z ZAPYZIALEJ WSI DRAN ZNIEWALA CIE

BRZYDZISZ SIE GO DOTKNAC

Te epitety pod adresem Twojego meza, napisalas TY - ponoc kochajaca zona(??????), chcaca ratowac malzenstwo(???????), proszaca o pomoc i rady, a niestosujaca nic(!!!) (sorry, moze na dalszych stronach), co Ci sie radzi.
A wiec: przypuszczam, ze tkwisz w swoim oplakanym stanie juz dlugo i wiem, jak trudno cokolwiek zmienic. Ale przede wszystkim trzeba CHCIEC! Ty w kolko Macieju jedno, jaki to on zly, podly itd. a Ty biedna, samotna kura domowa. No to kobieto zrob cos, zeby sie z tego domowego kurnika troche wydostac!!!!! Rusz sie!
Tak, Twoj maz dusi sie przy Tobie! Ucieka! (czego wcale nie pochwalam, bo po to ma sie usta, zeby rozmawiac, ale nie kazdy umie, no to sie wybiera droge ucieczki - nierzadko tez na "zielensza trawke"). Zmien cos, bo Ci wyfrunie na stale! Zle Ci? To zacznij od siebie. Meza do kaloryfera nie przywiazesz, nei zabronisz mu wychodzic, nie zmusisz go, by zabieral Ciebie, jesli tego nie chce. Ale Ty sama ze soba mozesz cos zrobic. Niech dom bedzie znowu dla niego interesujacy, niech mu sie chce przychodzic do domu, a nie chce jezdzic na "szkolenia". A komu by sie chcialo wracac do domu, jak jeszcze klucz w zamku, a zona juz wymowki, juz marudzi, juz zale wylewa. nie ma usmiechu, nie ma czulosci. No to facet szuka czegos (w jego mniemaniu) bardziej interesujacego. On bladzi, bo nie umie sobie z zona-zazdrosnica poradzic, zona neiszczesliwa, bo scenariusze gotowe ma na wszystko i doluje i rani sie sama!!!
Jadwisiu, bledne kolo!!!! Skoncz to! Radykalnie!!! Usmiechnij sie! Nie wypytuj! Nie dzwon! Zobaczysz, ze w koncu sam zadzwoni! Ech, Jadwisiu, sama w przepasc sie pchasz! Pociagnij za hamulec!

pozdrawiam
Justyna

nałóg - 2009-01-14, 18:18

Jadwigo...... bardzo dobra sugestia Wanbomy.Jest to jedna z podstaw szukania porozumienia.Szukamy tego co dobre ,co łączy a nie tego co drazni,złości i jest w tej złości wyolbrzymiane.

Norbert...... zgodnie z sugestia Wanbomy...... Tobie też by sie taka lista na kartce z zaletami Agaty przydała.......... a jak podzielisz kartkę na połowę to wypisz po drugiej stronie swoje....... zpobaczysz ktop ma ich więcej wg Ciebie. Z wadami możesz zrobić podobnie..........
Tylko nie zdziw sie że jak zaczniesz pisać to Ci wyjdzie że tych zalet masz tak niewiele,a Agata ma ich sporo więcej................ tylko badż uczciwy.............

Jawdwigo.......... piszesz:"wyobraż sobie,że przeczytałam kilka książek Pulikowskiego(znałam juz go dawno)"

A jakie tytuły??? bo z tego co piszesz o męzu i swoich zachowaniach to coś marnie ze zrozumieniem treści tych tekstów jest .
Co wprowadziłaś w życie z tych przeczytanych książek?

Dalej piszes:"Dobsona,Salija kolekcjonuje od czasów studiów i wiele innych książek,"
aaaaaaa to rozumiem,Ty kolekcjonujesz książki,bo ładnie wyglądaja ?czy że wypada je mieć?a czytasz je?coś z nich bierzesz dla siebie?


"bo książki KOCHAM,tylko proszę nie obrażaj mnie harleqinami..............nic z tych rzeczy,"
no..... to przepraszam Cie ,ale z tego co piszesz,jak i co czynisz w swoim małżństwie,jak wyrażasz się o mężu to skojarzyło mi sie to tylko z harleqinami

Dalej piszesz:"
"poza tym,że muszę iść do psychologa(idę jutro)to ty mnie nie znasz.............. "

Oczywiście że Cie nie znam z reala.Utożsamiam sie tylko z tym co piszesz,z tym obrazem jakim sobie sama siebie nakreśliłaś............ tylko może jednak idż do tego psychologa jutro..................
Bo jak nie pójdziesz to masz sporą szansę na rozwalenie swojego małżeństwa.Bo jak nie pójdziesz i rozwalisz małżństwo to pewnei będziesz jeszcze święcie przekonana że to mąż winien temu będzie.................

Dalej:
"O mężu pisałam okropnie w przypływie wrednej złości.......przesadziłam..........."

Chyba masz spore szczęście że on tego nie przeczytał............... choć wcale nie jestem pewien czy mu tego w złości nie wygarnełas już kiedyś tego samego.


Dalej.....:
"Na język płatny mnie nie stać,nie wiem jak mam się uczyć...........uczyłam się wcześniej w domu ..........teraz myslę,że jestem za stara i już nie zdążę............."


Można sie go uczyć samodzielnie........bez płacenia.Jak poczekasz jeszcze ze 2-3 lata to będziesz młodsza?
Będzisz też stara,tylko jeszcze bardziej zgorzkniała swoją złością i egocentryzmem.

Pogody Ducha.


Norbert............ fajnie dajesz rady,sporo wiesz już,masz sporo diagnoz,trafnych diagnoz............ innym................... a jak u Ciebie? a może by tak choć częśc z nich u siebie zastosować?

[ Dodano: 2009-01-14, 18:22 ]
Ooooooo i jeszcze Justyna znalazła dołożyła kilka epitetów autorstwa Jadwigi............ oby tylko jej mąż tego nie przeczytał..........................

NORBERT - 2009-01-14, 20:01

nałóg napisał/a:
Norbert...... zgodnie z sugestia Wanbomy...... Tobie też by sie taka lista na kartce z zaletami Agaty przydała.......... a jak podzielisz kartkę na połowę to wypisz po drugiej stronie swoje....... zpobaczysz ktop ma ich więcej wg Ciebie. Z wadami możesz zrobić podobnie..........
..nałogu ja znam dokładnie wynik tej kartki...nie twierdze ze moja zona jest ideałem ale jest bliska temu...chcesz stwierdzenia tego głosnego to masz moja kartka z moimi zaletami i wadami to tragiczny obraz..ale po to zyje by to zmienić
nałóg napisał/a:
Norbert............ fajnie dajesz rady,sporo wiesz już,masz sporo diagnoz,trafnych diagnoz............ innym................... a jak u Ciebie? a może by tak choć częśc z nich u siebie zastosować?
najwyzsza pora i ja to wiem ..ale pewnie wiesz nawet lekarz lepiej leczy innych niz siebie samego\....przynajmniej jedno wykonałem jak nalezy trafiłem na terapie tylko ze swoim problemem....opowiadając tylko o moich trudnosciach,obawach,niewykonalnosci,wypaczeniach,braku zrozumienia innych itd..teraz czas na reszte a to pewnie da 12 kroków

[ Dodano: 2009-01-14, 20:08 ]
p.s moja prywatna lekcja numer 1 odpowiedzialnośc i konsenkwencje sa nieuniknione,ucieczka przed nimi
to nadal kombinacje,oszustwo siebie i przerzucanie odpowiedzialnosci na otoczenie -niezakonczone i doznane raz a porzadnie będa odbijały sie przez lata...a przeciez to sa moje konsenkwencje moich czynów

wiki0701 - 2009-01-14, 20:45

Jadwigo, poczytałam Twój wątek, co prawda nie do końca, bo tylko kilka stron, ale mam wrażenie, że nie radzisz sobie z sama sobą. Wybacz, ale chyba na miejscu Twojego męża bym spasowała. Nie dało sie tego dalej czytac co myslisz, w jaki posób wyrażasz sie o swoim męzu.., po prostu rozpacz.

Ja akurat należe do osób, którym uczucie zazdrości jest obce, ale tez nigdy nie miałam powodów aby zazdrosną być (jesli chodzi o męża). Mój małżonek, b. często wyjeżdża (taka praca), czasem nocuje w hotelu, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy wydzwaniac dziesiątki razy albo jak to mówi Małkiewicz Maliniakowi "snuć fantasmagorie". Zaufanie to podstawa, nie mozna być jak ten cerber, bo zamęczysz siebie i jego.
Może powinnas zacząć od pracy nad soba bo jakąś autodestrukcją mi pachnie, ogromnym chaotyzmem i tworzeniem dziwnych wizji...
Nie czytałam do końca, może w w późniejszej części napisałas że byłaś u psychologa i jest lepiej.

PS. Nie wiem w jakim jestes wieku, ale jak tak czytam to mam wrażenie jakby egzaltowana nastolatka pisała. powodzenia

EL. - 2009-01-15, 09:05

A ja mam wrażenie, że nasza Jadwisia, to starsza pani zmęczona życiem !

Nooooo Jadwisiu ( całkiem piekny nick!, nie zmieniaj!) ...włos sie na glowie jeży jak się czyta to, co Ty piszesz o swoim męzu !
Moim zdaniem masz bardzo zanizona samoocenę.....widnując się poniżasz innych. Co z tego masz ?
Tak postępujesz i myslisz tylko o męzu....czy tak o wszystkich ?
Zacznę myśleć, że Twój mąz to Anioł i biedak musi wytrzymywać z taka jędzą !?

Jadwisiu...Ty wiesz już wszystko....zaczynaj, strat !! Od siebie !!!

O męzu myśl dobrze i przyciągaj tylko dobre mysli!
O sobie myśl dobrze i przyciągaj tylko dobre mysli!
O swoich bliskich, przyjaciołach, sąsiadach myśl dobrze i przyciągaj tylko dobre mysli !

Jadwisiu, to Ty jesteś dyrektorem swojego życia...nikt inny....więc Ty i od Ciebie zalezy Twoje życie ! Nikt go za Ciebie nie zbuduje, nikt go za Ciebie nie przezyje ! Nikt za Ciebie nie wybierał męża i nikt za Ciebie nie nauczy sie angielskiego i nie zrobi doktoratu ! I nie mów, że za późno, bo to nieprawda ! czego chcesz, to realizuj !!

Ja sobie kupie fioletowy kapelusz z piórkiem i będe paradować przez wieś......ja tak chcę i już !!

Pozdrawiam radośnie koleżankę Jadwisię i życzę Ci miłego, dobrego dnia....On zależy tylko od Ciebie !! Zadbaj o to, żeby taki był !! Dla Ciebie ! A osiągniesz to poprzez uśmiech...smiej się do wszystkich i do siebie też !! No i modlitwa o ciszę i spokój w swoim secru - koniecznie !! Cmooooooooook !! EL.

kasia1 - 2009-01-15, 09:29

Witaj Jadwigo,
na stronie głównej, w ogłoszeniach jest link do kazania ks. Pawlukiewicza: "Musisz najpierw trzy razy pochwalić"... możesz to odsłuchać albo przeczytać...
Myślę, że to tekst bardzo dla Ciebie, zapoznaj się z tym, proszę.
I Jadwigo... zacznij pomagać sama sobie...
Powiem Ci, że jestem pełna podziwu dla tych wszystkich, którzy tu do Ciebie piszą. Wszyscy bardzo chcą Ci, pomóc, ale choćby stanęli na rzęsach, nic za Ciebie nie zrobią... mogą radzić, sugerować, podpowiadać... ale to Ty sama musisz wykonać pracę nad sobą. I to, mam wrażenie, ciężką pracę.
Pytanie tylko czy Ty chcesz podjąć się tego trudu? Czy Ty zechcesz zmienić siebie... nie męża... SIEBIE?
Pisałaś, że dziś idziesz do psychologa... mam nadzieję, że to będzie Twój pierwszy krok...
Powodzenia :-)

Piki - 2009-01-15, 10:11

Ehhh Jadwisiu .. tyle tu smarujemy do Ciebie, a y walisz następnym postem jakby Bóg wie co sie stało, ze Twój mąz pracuje z fajnymi babkami...

Wybacz, ale ktoś tu napisał, ze Twe wypowiedzi brzmią niekiedy, jak egzaltowanej nastolatki, no i ma racje, niestety :(

Jadwisiu, ja mam chwilami wrazenie, ze Ty poczułabys sie najlepiej z mezem na bezludnej wyspie. Tylko Ty i on - zero innych ludzi. To znaczy Ty sobie myślisz tak, ze tak byoby wam (Tobie) najfajniej, ale nie byłoby.

Już za chwilke byłabyś zla,z e maż patrzy na egzotyczne kwiaty, zamiast na Ciebie, że chce poplywać w morzu, a Ty nie...

Wiesz.. w każdym zwiazku jest czas "miodowego miesiąca" - i to wcale nie musi być ów poslubny miesiac, choć tak bywa. Jest to czas totalnego zaurozcenia drugą osobą, objawiany mniej, albo bardziej gwałtownie, ale taki, że para w zasadzie nie potzrebuje swiata poza sobą.

Najlepiej tym dwojgu spędzać czas, kazdy czas wolny razem. Na ten czas w odstawkę ida znajomi, nawet przyjaciele, bywa, ze hobby, praca tez mniej absorbuje jakby :)
Kocha się, jest się kochanym, chce sie być tylko z tą drugą osoba, ona też tylko tego chce.

To jest fajny czas :) ale ten zcas naturalnie MIJA Jadwisiu. I tak, jak się wraca po podrózy poslubnej do domu i obowiązków, tak para wraca do ... życia.
Nadal są razem, nadal sie pzrecież kochaja, ale już nie potrzebują tylko siebie.
Ten stan jest bardziej normalny i realny, niż "miodowego miesiąca", tak jak normalnei się pracuje i mieszka w domu, a nie ejst cały zcas na urlopie w podroży poslubnej w hotelu z gwiazdkami.

U Ciebie jest tak, ze jesteś już z mezem czas jakiś, ale chciałabys caly zcas "miodówki", jaka opisałam. To nie ejst realne Jadwisiu.

Całkiem normalne jest to, że maż poza zona zna inne kobiety, rozmawia z nimi, pracuje, kawę wypije, zatańczy na imprezie. To ani dziwne, ani podejrzane, ani groźne dla Was. To jest NORMA, a tY zdajesz sie tego nie pojmować.

Być moze , jak pisalam w pierwszym poście do Ciebie - taki stan jest u Ciebie wywołany poniekąd tym, że sama nieco odgradzasz sie od życia na zewnątrz.

Zajmujesz sie zdiećmi, domem, nie masz ochoty sama zolezankami, znajomymi gdzieś wyjsc czesciej, no i chcialabyś, zeby mąz tak samo.

Jadwisiu moze być tak, że Ty jestes np. domatorka i osobą mało towarzyską, a maż pzreciwnie.

Nic w tym zlego poniekad, tyle, ze Ty tego nie umiesz zaakceptowac. Są ludzie i wiem to na pewno, bo ja jestem taka, którzy potrzebują kontaktru z innymi, wtedy czują się dobrze i nie ma to nic wspólnego ze zdradzaniem partnera/rki, upijaniem sie do nieprzytomnosci, czu jakimis nie wiadomo jakimi imprezami.

Inna sparwa, ze tego poniekąd - kontaktu zludxmi, wieloma, róznorodnymi, wymaga moja praca, ale też poneikąd wybrałam taki zawód, bo jest zgodny z mą naturą.

Mój partner jest domatorem, raczej. Impreza to niekoniecznie dla niego:) raczej, zeby nas ktoś odwiedzil o to tak:)
ale w pracy sporo styka sie z ludźmi, aczkolwiekl mniej niż ja. Ja codzienie poznaję nowe osoby - w tym panów też.
Spotykam isę z facetami, którzy są wybitni w swoich dziedzinach wiedzy, czy pracy, bardzo inteligentni, nierzadko też - b. przystojni, mają sporą wladzę lokalnie i nie, albo bardzo duzo pieniedzy np. - słowem bywają to panowie, któzry moga zaimponować kobietom, zależnie którą co "kreci".
No i ?
Gdyby mój partner miał Twoje podejscie musialabym nie wychodzić z domu. No bo przecież spotykam faceta, ktory jest znanym aktorem, takim z pierwszych stron gazet - no moge na niego polecieć, nie?
Albo na instrukltora np. nurkowania, ewentualnie na polityka, a już na pewno na fizyka jadrowego, bo mnie kreca intelektualni faceci. A pisasz, malarz, pianista - jejku toz to zagrozenie, jak tsunami :)

I owszem, rozmawiamy o pracy - mojej też :) I mowie zcasem z kim sie spotkałam, gadalam, jaka to osoba. I mój partner wykazuje ZAINTERESOWANIE, a nie zazdrosc.

Bo i o co?

Ze znajomymi jest tak samo - mam calkiem sporo znajomych wsród artystów, pracowników naukowych - czyli z branż, ktore są b. odległe od branży mojego partnera. To są mezczyźni, którzy moga się podobać, zaimponować. o i co?
I nic Jadwisiu.

A weisz dlaczego?
Bo mój partne jest osobą zadowolona z tego co robi. Dobrze wie, ze i on moze zrobić na kobietach wrazenie, dobrze wie, że jest dla mnie wartoscia samą w sobie, bo jest sobą, ta własnie jedyna i niepowtarzalną osobą, bez względu na to czym sie zxajmuje, bo to jest sprawa drugoerzedna, choć przyznaję :), e owszem robi to na niektorych paniach wrazenie, och i ach.

I mnie to nie rusza:) No i fajnie, że to się innym podoba, znaczy - dobrze wybrałam :)

Pewnie inaczej reagowalibyśmy oboje, gdybyśmy mieli jakieś podejrzenia co do naszej wiernosci i lojalnosci.
Ale niemamy i Ty też nie masz.

Ja też zcasem słyszę o kobietach pracujących w zawodzie mojego faceta. takichj kobiet jest garstka, już samo to jest wyjkątkwoe, ze kobieta i takie zajecie. Podziwiam, ale zazdrosna nie ejstem. O co?

Ja zdecydowanie predyspozycji, ani zrowia do takiego zcegoś, nawet jako hobby, nie mam . I nie przyszłoby mi do glowy na si.e udopwadniać, ze mogę robić to co one. Po co?
Ja lubię to, co ja robię, nie porównuje sie z nimi. Ty też tego nie rób.
Uczylas się jezyka, dobrze Ci szło. Bo masz widac zdolnosci. Ale nie musisz sie uczyć tego jezyka, co kolezanki Twego meza, ucz sie tego, jaki lubisz i jaki TOBIE sie przyda.

Jadwisia - 2009-01-15, 10:54

Wszystkim dziękuję,naprawdę widzę chęć pomocy dla mnie,dziękuję,wykładacie całe serce i macie sporo racji,bardzo sporo.

problem jest powazniejszy,byłam u psychologa,potrzebna jest terapia moze newet kilka dłuuuuuuuuugich miesięcy.Bardzo się cieszę,że tam trafiłam,właściwie dzięki wam.To nie jest tak,że jest juz inaczej ale po jednej rozmowie już poczułam sie LZEJ.I to bylo mi potrzebne BARDZO.Na razie nie wiem jak z tym sobie dam radę,czuję sie jakbym miała zdobyc Himajaje,koszmar i nie wierze w powodzenie ale zaufam specjaliście.Wymagana jest równiez OGROMNA praca z mojej strony,ufffff..........

piki-- nie wiem czy będę kiedys taka jak ty o sobie piszesz.Myslę,że to tez sprawa charakteru i pewnych predyspozycji.Sprawa zawodu,ja niestety mam zawód gdzie sie nowych ludzi NIE POZNAJE,a mąż tak.Na pewno jest tez inaczej jak ktos siedzi w domu,a drugi nie.Z tym eyjściem z domu tez nie jest takie proste bo sa dzieci,nie mam pomocy i to tylko tak prosto wygląda.Na razie jestem zdołowana,zdesperowana i baaaaardzo smutna,nie mam siły wychodzic,walczyc.............

NORBERT - 2009-01-15, 11:16

Jadwisia napisał/a:
problem jest powazniejszy,byłam u psychologa,potrzebna jest terapia moze newet kilka dłuuuuuuuuugich miesięcy
Jadwigo no to do galopu i nos do góry,dwa zadania wykonałaś tj.zaliczyłas wizyte u psychologa i zrozumiałas ze masz problem...teraz trzecie zadanie tez istotne zaakceptowac ze masz ten problem
pogodzic sie z nim i zacząc prace ku lepszemu....i jeszcze jedno Jadwigo od akceptacji jest najwięcej zalezne ..bo wiekszośc ludzi woli nie widziec własnego problemu,dalej przyjąc go i dalej zrozumiec że jest i pracowac nad nim....łatwiej wychodzi włączanie mechanizmów obronnych oddalic problem,zdac go na kogos innego ,bądz wyszukac
ofiare ze ktos jest za to winny....Jadwigo nie daj sie takiemu mysleniu...bo nie załatwisz swojego problemu nigdy....wiesz czemu tak pisze bo sam szukałem usprawiedliwienia dla siebie ....i zawróciłem po czasie do punktu wyjscia....dopiero zrozumiałem mój problem i ja mam go załatwić....i jedna w tym mysl jaka przyszła do głowy ... kurcze ile straciłem czasu!!!

..monika.. - 2009-01-15, 11:22

Jadwisiu, super :-)
nie poddawaj sie teraz!
praca nad soba nie jest latwa. ciezko jest zauwazyc swoje wady, zaakceptowac, ze sie ja ma i pracowac nad nimi. ciezko jest przed kims obcym sie otworzyc i pozwolic mu zajrzec wglab siebie.
ciezko.
ale o wiele ciezej zyc tak jak sie zylo.
wiec sily i pogody ducha Ci zycze :-)

EL. - 2009-01-15, 11:37

Ależ Jadwisiu uwierz w siebie ! Muszisz dac radę i dasz ! A przy wsparciu przez Boga na 100% sobie poradzisz !

Ale co to znaczy, że masz dzieci i nie możesz wychodzic z domu ?
Ty musisz zacząć wychodzic z domu, bo dzieci maja ojca, który może z nimi zostać ! Ba....Ty musisz organizować Wam ( Twobie i męzowi) randki i spotkania i wyjścia poza domem !
ŁO Matko....nie mów, że nie wychodzicie nigdzie razem ? Do kina ?? Na zakupy tylko we dwoje ??
To koniecznie !!!

Wiesz Jadziu, dzieci sa w naszym życiu tylko epizodem , one w wieku ok 18 lat odchodza z domu i co wtedy ? "Puste gniazdo"? Nie poradzisz sobie z tym jeżeli swoje życie podporządkujesz dzieciom, męzowi, innym.

Żyj dziewczyno, a nie gnuśniej w domu. Rozumiem, że prowadzenie domu i wychowanie dzieci może byc pasją....ale poza domem też trzeba sie rozwijać i umieć żyć.
Przytulam mocno!! EL.

Jadwisia - 2009-01-15, 13:52

dziękuję za wsparcie kochani,to nie jest łatwe.Wiecie,że to nie jest łatwe i wiem,że na pewno nie stane się ideałe tak jak mój mąż nim nie jest.Na pewno praca wielka,boje sie...........
NORBERT - 2009-01-15, 14:03

Jadwisia napisał/a:
Wiecie,że to nie jest łatwe i wiem,że na pewno nie stane się ideałe tak jak mój mąż nim nie jest.
..Jadwisiu a czy znowu nie idzie przekłamanie???
miałas myslec tylko o Sobie co robia słowa ideałem tak jak mój mąż nim nie jest....ojjjjjjjj Jadwigo czuje przewałke winy ...powiedz ze sie mylę!!!!

mami - 2009-01-15, 15:02

myśle Norbercie,że Jadwisi chodzi o to, że mąż jest zadowolony z życia i z siebie, z tego co ma
a ona nie jest zadowolona ani z tego co ma, ani z siebie..
tak jak Ty Norbert nie potrafisz zrozumiec dlaczego żona mimo iż sama jest zadowolona z zycia...
najpier trzeba byc zadowolonym z siebie, z tego kim jestem i z tego co mam by nie szukac tego potwierdzenia u innych...
jestem jaki jestem, lubie sie, w miare dojrzewania akceptuje siebie takim jaki jestem,
przecież tak naprawde zmienic sie w kogos innego sie nie da, rodzi to flustracje i ciągłe niezadowolenia

Piki - 2009-01-15, 15:03

Jadwisiu ... super, ze zdecydowałas sie na terapię.

piszesz, ze moze długie jej miesiace przed Tobą.. hmm a cos ty sobie moja pani myslala? że poójdziesz do terapeuty i on ci powie - 3 razy po dwie takie pastylki pani łyknie, dwa razy te, a po jedzeniu taka i po zawodach?

nie ma tak dobrze Jadwisiu, to nie grypa - trzeba poznac siebie, pomóc terapeucie znaleźć podłoze twej iskiej samooceny i powalczyć z nią i z ta chorą zazdroscią z jego pomoca ...

Powiadasz, ze sie boisz.. a umiesz powiedzieć czego?

Pytam, bo samej terapii nie masz sie co bac przecież - nie bijatam, nie gryza, nie glodzą. Jest ci xle, a ona pomoze ci,zeby było ci lepiej - toż cieszyc się na nią trzeba a nie bać.

Ale tak naprawdę ozesz sie bać albo tej swoistej "podrózy" w głąb siebie, albo ...że w "niebie nie ma hipermarketów" i to jest o wiele gorszy, bo głupszy strach.

Obawę, ze w nienie nie ma hipermarketów wyraził kiedyś mały syn mojej kolezanki, podczas dyskusji o niebie :)

Zapytał, czy tam są i usłyszawszy, ze nie :) zaczął sie powaznie zastanawiac, czy chciałby tam być.
Wcale mu do głowy nie przyszło, że kiedy tam juz bedzie nie bedzie moze nawet pamietał co to jest hipermarket (a wraz z nim takie kulki do suchego pływania:) a tym bardziej pragnał kulek i hipermarketu.

taki przykład dziecka wydaje nam sie zabawny, ale czesto reagujemy i mówimy bardzo podobnie Jadwisiu.

Podobnie mysla np. osoby uzaleznione emocjonalnie, które to uzaleznienie czesto one same nazywają "miłoscią". uzaleznienie od krzywdziciela jest złe i niszczy te osoby, ale one biora je autentycznie za miłosc i mówią/mysla "Jesli przestanę ją/jego kochać jak bedę dalej żyć, bedzie we mnie pustka". Czepiają sie tego chorego uzaleznienia, bo naprawdę im sie wydaje, że jeśli pzrestaną mysleć, iz nie mogą zyć bez kogoś kto je krzywdzi - naprawdę przestaną zyć.

byc moze z toba jest tak, że podswiadomioe myslisz"Kiedy ja już przestane być tak dziko zazdrosna, przestnaę kontrolować, wtedy dopiero bedzie się bawił na całego z kolezankami z pracy" ...

Jeśli tak myslisz - natychmiast przestań!!!!!

Kiedy uda ci się już uleczyć z chorej zazdrosci nie bedziesz musiala kontrolować, nie bedziesz czuła takiej chęci i nawet jak maż bedzie się z kimś bawił przy tobie, czy poza tobą na imprezie - nie bedziesz sie z tego powodu źle czuć.

bedzisz miała spokoj, bo bedziesz reagowala normalnie, czuła się normalnie i myslala normalnie.

NORBERT - 2009-01-15, 15:26

mami napisał/a:
tak jak Ty Norbert nie potrafisz zrozumiec dlaczego żona mimo iż sama jest zadowolona z zycia...
..mami bez sensu wieczne wpychanie palca w oko ..ja to widze i mimo ze boli akceptuję....az przyjdzie czas pełnej akceptacji
mami napisał/a:
najpier trzeba byc zadowolonym z siebie, z tego kim jestem i z tego co mam by nie szukac tego potwierdzenia u innych...
....kazdego dnia nad tym prcuję to trudne ale już mnie nie dołuje tak strasznie ....i mam wielką prosbe zostawmy juz temat Norbert...Agata.....bo jest juz meczacy!!!!

[ Dodano: 2009-01-15, 15:40 ]
mami napisał/a:
tak jak Ty Norbert nie potrafisz zrozumiec dlaczego żona mimo iż sama jest zadowolona z zycia...
...i to akurat mami bardzo zabolało i uwazam ze zagranie ponizej pasa......czy zdajesz sobie sprawe ze to dla mnie w moim odczuciu kleska ..myslisz ze Norbert nie ma serca
mami - 2009-01-15, 16:52

wyjaśniam...
skąd taka interpretacja posta? nie taki był cel
jedynie sugestia...
iż człowiek potrafi tak siebie samego zmanipulowac, ze wierzy juz sam w to co mówi i robi, właśnie po to by tak naprawde nie ujrzec siebie kim jest i czego w sobie nie akceptuje, z czym sobie nie radzi...
Norbert zrozumienie własnych blędów, lęków jest punktem wyjścia do zmian w kierunku spójnosci z tym co czuje i robie...
twoja sepracja z żoną nie
jest dla ciebie klęską, jest konsekwencją twoich czynów, które tak naprawde były potrzebne bys dokonał zmian siebie samego czyż nie...
takie patrzenie na rozłąke pozwoli na pogodzenie z faktem iz byłem zły i separacja była potrzebne by sie zmienic
każdemu z nas potrzebny był kiedys jakis kop w tyłek, by zrozumiał iz jestem panem swojego życia i jak je przezyje zalezy ode mnie,
moje błedy nie sa dla mnie klęska są podpowiedzią czego mam w życiu nie robic
by byc szczęsliwa
inaczej wiecznie będe popełniac blędy, nie będe z nich brac lekcji na przyszłośc i do końca zycia bede zyła z lęku przed soba w niezgodzie z sama soba
wole kopa w tyłek, zaboli by po chwili poczuc ulge ze odtąd moje życie jest takie z jakim sie zgadzam i na jakie mam wpływ świadomie nie przez manipulowanie siebie, ze dla uzyskania czegos poświęciłam cos
to rodzi zakłamanie i ciągłe niezgadzanie sie ze soba

post nie miał na celu ci dokopac... zle mnie odebrałes albo to twój zły dzień Norbert...

NORBERT - 2009-01-15, 19:23

mami napisał/a:
post nie miał na celu ci dokopac... zle mnie odebrałes albo to twój zły dzień Norbert...
..mami nie w tym problem ......zreszta nawet jak kop to nalezny.....a to ze boli to boli i juz ..poboli i przestanie.....zły dzień???..raczej załamka na skutek. pominiecia jednego naistotniejszego faktu.....uswiadomiłem sobie przez kontakt z 12 krokami i Jackiem.P...

[ Dodano: 2009-01-15, 20:38 ]
mami napisał/a:
takie patrzenie na rozłąke pozwoli na pogodzenie z faktem iz byłem zły i separacja była potrzebne by sie zmienic
..mami ja to interpretowałem raczej w kontekcie kary....wiadomo więzien na początku..krzyczy niewinny,dalej obwinia poszkodowanego,dalej obwinia wymiar sprawiedliwosci by wkoncu zrozumieć
zasadnośc kary,ogrom przestepstwa i poddac sie resocjalizacji pojednac z Bogiem
i byc gotowym do powrotu do społeczenstwa...wiadomo że społeczeństwo nadal wie że to były przestępca -trudno mu zaufać....ale ci co zaufaja wiedza że taki człowiek jakiemu zależy na tym by zmyc całkowicie winy i godnie życ posród tych co sa bez skazy..będzie zawsze dwa razy wiecej pracujący....jest jedno małe ale taki były więzień nie cierpi murów więzienia ..wie za co były i ku czemu służyły i wie że nie może się do nich przyzwyczajic bo przyzwyczajenie sie do nich oznacza bezproblemowy powrót do więzienia....ja to tak widziałem...ale mysle ze sens ten sam :idea: :idea:

Piki - 2009-01-16, 10:30

wiesz Norbercie, jakos tak mi się zdaje, że człowiek, który kocha, takze taki, który skrzywdził , cieszy się, gdy kochanej osobie jest dobrze, nawet bez niego.

Nie ma co liczyć mój drogi na to, że troche się czlowiek zmieni, zrozumie co źle robił, popróbuje pracy nad soba i juz ta druga osoba "stryk" i czeka z otwartymi ramionami.

Jadwisia - 2009-01-16, 10:39

Piki--------na pewno boję się pracy nad sobą czy dam radę czy się uda,wydanych pieniędzy(ogromnych których nie mam)i czy będzie mi lepiej.Na razie sobie nie wyobrażam tego wszystkiego bo wcvześniej ustaliłam sobie pewien plan działania i na razie nie wyobrazam sobie,że mogłabym czy musiałabym czy powinnam go w ogóle zmieniać.
nałóg - 2009-01-16, 11:03

Jadwigo........... jak nie uznasz że osiągnełaś swoje dno ,jak nie będziesz poddawac w wątpliwość tego że potrzeba Ci przede wszystkim naprawy swojego "popaprania" to masz spora sznsę na to że Ci sie uda...............
A ten ustalony przez Ciebie wcześniejszy plan zakładał co? że to maz ma sie zmienić?że Ty dalej będziesz tkwić w bagnie poczucia krzywdy?,uzalac sie nad sobą?narzekać?rozmyślać jaki to mezalians popełniłaś wychodżąc za mąż za tego........ (przypomnij sobie jakich epitetów używasz wobec męża).
No..... rozważaj czy dasz radę......... rozważaj,a daleko zajdziesz.Wysoko.Do wysokiego sądu na rozprawę rozwodowa lub separacyjną.
Rozwaząj czy dasz radę ........
Mam wrażenie że Ty jednak nie masz dosć tej całej sytacji,że nie jestes przekonana, że to co tutaj pisżą ludzie do Ciebie to pisza o Tobie,że to ty masz przede wszystkim ogromny problem(mimo swojego pochodzenia) a nie Twój maż .Czy Ty masz przekonanie że osiagnęłąś dno????że masz naprawdę dość siebie w tej sytuacji?zachowań? chorych emocji?hustawki emocjonalnej? że masz dość maltretowania swoimi zachowaniami emocjami własnych dzieci?męża?rodziny?
Czy masz dość swoich łez,lęków,niespanych nocy,zapuchniętych oczu,swojego wyglądy wiecznie rozchisteryzowanej baby w lustrze?

Kobieto....................przeczytaj to co napisałaś w ostatnim poście,przeczytaj co napisałś we wszystkich innych swoich postach....... przeczytaj i zasatanów się jak to ma współgrac z tym zdaniem:
"Na razie sobie nie wyobrażam tego wszystkiego bo wcvześniej ustaliłam sobie pewien plan działania i na razie nie wyobrazam sobie,że mogłabym czy musiałabym czy powinnam go w ogóle zmieniać."

Rece opadają.................. współczuje Tobie,współczuje Twoim/Waszym dzieciom,współczuję mężowi,współczuje rodzicom i teściom,współczuje otoczeniu.....

BABO..... weż sie za siebie i nie kombinuj.Nie zaprzęgaj znowu konia tyłem do wozu,nie zakładaj mu wędzidła pod ogon,bo do tego jest inny element uprzeży.

..monika.. - 2009-01-16, 12:45

Piki napisał/a:
Acha .. Jadwisiu, o co chodzi z tym mezaliansem? Nałog cos pisał o tym, mozesz wyjasnic, bo nic nie rozumiem ?


Jadwisia kilka razy pisala, ze ona pochodzi z miasta, z wyksztalconej rodziny [jak to podkreslila - z ksiazecym rodowodem], a jej maz ze wsi. zdaniem Jadwisi to jest wielki problem miedzy nimi.

o, np tu:
Jadwisia napisał/a:
......i to jest to co pisałam wcześnie,o wychodzeniu za mąż za kogoś z innego środowiska społecznego.gdybym wyszła za mąż za człowieka kulturalnego,wrażliwego,subtelnego,inteligentnego----------nigdy takich słów nie usłyszalabym,tylko słowa uznania,może podziwu i miłości.to byłby facet szarmancki,a nie..........................takie coś....................... :cry:

Piki - 2009-01-16, 14:21

dzięki za wyjasnienie Moniko, ja tego nie doczytałam i kompletnie zbaraniałam, jak przeczytałam "mezalians" ...

No bo w dzisiejszych czasach do słowo przeszło juz raczej do lamusa, a jeśli się o nim mówi już to raczej w kontekscie róznicy w wykształceniu, intelektualnej, rzadziej materialnej miedzy samymi (przyszłymi) malzonkami ...

Zaskoczina jestem Jadwisiu - niemile i podówjnie, rzekłabym.

Po pierwsze dlatego, że to dzieciine i mega infantylne Jadwisiu, a na dokładkę - nie masz racji. Ludzie wychowani w bardzo kulturalnych srodowiskach także niestetu potrafia być chamscy i brutalni :(

A po drugie wiesz, z calym szacubnkiem, ale Ty ani się nie wyrazasz o mezu jak dama, ani tak nie zachowujesz.

Skoro uważasz, ze "wysokie urodzenie" jakoś zobowiazywać powinno, to jako osoba krwi błekitnej powinnas wiedzieć, że takich słów i zachowań, jak twoje (mam na mysli ową choroblliwa zazdrość i epitety) się w dobrym towarzystwie także herbowym nie toleruje.

A gdybym była złosliwa Jadwisiu to moglabym jeszcze dodać, że znajomosc zasad dobrego wychowania, w tym sv to PODSTAWA, jeśli się już człowiek bardzo chce powoływać na "dobre pochodzenie"

U ciebie z tym raczej kiepsko chyba, bo jako osoba obyta i dobrze urodzona powinnas wiedzieć, ze wpraszanie się na imprezy, gdzie sie zaproszonym nie jest i w dodatku sa one z załozenia solowe i zadowe (a ty chyba planowałaś jeździć z mezem na takowe) jest ogromnym nietaktem i naraza na postawienie osoby zaproszonej z którą przyjdziesz (w tym momencie męza) na postawienie w trudnej sytuacji oraz po prostu smiesznosc.

Dodam jeszcze, że zasady SV mowią tez o tym, że podzczas przyjęć na których małzonkowie bywają razem pod zadnym pozorem nie siedzą obok siebie (wyjątkiem jest uczta weselna), zaś męzczyzna, który na dowolnej imprezie tańczy tylko z partnerką, z którą przyszedł (nie ma znaczenia czuy to żona, narzeczona, czy zwyczajnie kolezanka) ma spore szanse na miano "buraka" mówiąc po mlodziezowemu, bo to ogromna zenująca "fopa".

W obliczu twoich braków w tej elementarnej wiedzy Jadwisiu, naprawdę bedąc tobą zastanawiałabym sie, czy sie na ów ksiązecy rodowówd powoływać.

Jadwisia - 2009-01-16, 16:03

Dziękuję za rady i pomoc.Proszę nie wracajcie do tego co kiedys pisałam o mężu -to jest przeszłość.Nie można w koło wałkować czegoś,kto cos powiedział w rozdraznieniu,bólu i cierpieniu.Było,minęło.Zaczęłam przyglądac się sobie,podjęłam się wydawania niemałych pieniędzy.Proszę nie pisać o czymś co już jest nieaktualne.Jestem w punkcie zwrotnym.I proszę wiedzieć,że czasami człowiek coś pisze,bo jest chory i cierpi...........Zrozumienia,a..........................pochwały bardziej już mnie mobilizują niż ciągłe kubeł na ..........glowę.

[ Dodano: 2009-01-16, 16:09 ]
Przecież wszyscy kiedyś coś przeżywaliście i cierpieliście i może dalej cierpicie.Trochę miłości bliżniego,i bez czepiania się mojego wychowania.Bo trudno żeby człowiekowi z gorączką mówiono o np.konieczności gimnastykowania się jak on dobrze o tym wie ale...........nie ma sily bo jest po prostu chory i.............leży w łóżku.

Dziękuje za wszelkie dobre słowo i niedobre tez bo ich jest juz OGROM,dziękuje i pozdrawiam.

Justyna1 - 2009-01-16, 16:58

Oj, Jadwisiu! Walkujemy, co powiedzialas o Twoim mezu, jak sie o nim wyrazalas, bo krecisz sie w kolko, kobieto! A to idziesz do psychologa z zamiarem... jakim wlasciwie(?), bo za chwile juz piszesz, ze nie wiesz, czy zmieniac swoj plan... Jaki plan? Tak, jak Nalog, tez bylabym ciekawa Twojego pierwotnego planu.
I jeszcze jedno: ja tez cierpialam, moj maz zdradzil, klamal, jak z nut (jak dlugo? moze lata? moze miesiace? nie wiem), zostawil mnie z dwojka dzieci, przez to wszystko finansowo zaczelam kulec, zabawial sie i "kochal" jakas inna, wydzwanial godzinami do niej, ranil, ranil, ranil ... Cierpialam, tez bylam w "goraczce", w bolu. Ale NIGDY nie uzylam przymiotnikow, jakimi Ty okreslilas Twojego meza. Dlaczego? Nawet mi takie slowa na mysl nie przyszly! Dlaczego? Bo go kochalam. Caly czas.
I wkurzylo mnie, gdy napisalas, ze Ty - inteligencja, a on chlop. A co ma piernik do wiatraka?????? Swoja klase pokazalas uzywajac wyzej cytowanych epitetow :-?
A tak na koniec: zdecyduj sie, czego chcesz - ratowac malzenstwo, czy kontynuowac jakis blizej nieokreslony plan.
Pozdrawiam
Justyna

wabona - 2009-01-16, 17:25

A może jak stracisz męża, Jadwisu, to wreszcie docenisz, co masz. Tak było w moim przypadku. Teraz już go nie odzyskam, a tyle bym dała, aby cofnąć czas do takiego momentu, w jakim jesteś Ty. Wówczas wiedziałabym, że męża trzeba szanować, bo inaczej nie wytrzyma i ucieknie. A Twój mąż już ucieka. I zmień wreszcie stosunek do niego, zanim Cię w ogóle opuści. Nie miałam takiego szczęścia, aby znaleźć się na forum w tym momencie swego kryzysu, w jakim Ty się znajdujesz. Nie miałam i nikt mi wprost nie powiedział tego, co Ci tu mówią. Dziewczyno - obudź się wreszcie!!!!!!!!!!!!!
NORBERT - 2009-01-16, 22:51

[quote="Piki"]wiesz Norbercie, jakos tak mi się zdaje, że człowiek, który kocha, takze taki, który skrzywdził , cieszy się, gdy kochanej osobie jest dobrze, nawet bez niego....piki cieszy to sie ten co jest pusty i brak mu serca w tej sytuacji widząc jak własnie ta kochana osoba na codzień ma o wiele wiecej problemów,trójkę ancymonów na głowioe,.prace zawodowa ,dorywcza i cała mase spraw..i choc sprawca tego faktycznym jestem ja ,i to z mojej winy się odbywa .....i w ostatnim czasie tez niewielka pomoc z mojej osoby była ...toć dwie rece więcej.....i wg ciebie mam smiac sie od ucha do ucha..dla mnie to postawa wyrachowania....a co do tego pstryk piki ...o pstryk to ja słyszałem juz ojjjjjjjjj z rok temu daruj sobie takie porady...a ja dodam człowiek kazdego dnia sie naprawia,każdego dnia cos zmienia i zmiana może trwać całe zycie.......czy ty w swojej osobie po swoich przeżyciach załatwiłas już wszystko w swojej materii????...czy jestes pewna ze nic więcej nie trzeba robić?????...czy jestes pewna że dokonałas wszystkiego?????.........bo ja w swojej osobie nie jestem pewien ze załatwiłem..jestem pewien ile jeszcze musze.....
i koncxząc prywatnie piki moim zdaniem nie zakonczyłaś jeszcze swojego cyklu a znakiem tego jest zainteresowanie forum wiesz często w nas samych drzemie taka potrzeba...i cos wewnatrz nas karze nam cos wykonać.....prawda????

Piki - 2009-01-16, 23:47

Norbercie. wieszz, zyie to nie tylko ewce do pomocy .. moze wazn jakie, czyjw to rece..

Absolutnie nie uwzam, zebym dkonala w zyciu wszytkiego :) Zawodowo na pewno nie, bo wówczas o byłby czs mijej emerytury, a tak sie nie czuje :)

A zayciowo,m pewnie tez nie - ale wiele przede mna zapewne:) Nie wiem co chciałes mi przekazac, ale zycze ci z całego serca, zebys czuł spokój i zdowolenie - ja je czuje klazdego dnia - nikogo nie krzywdze i dobrze mi.
To bardzo cenne

[ Dodano: 2009-01-16, 23:52 ]
Sorki za literówki, mam nowy "latok" :)

[ Dodano: 2009-01-17, 00:01 ]
Bynajmniej nie chodzi o to, zebys sie Norbercie śmiał, a o cos innego zgoła.

O to, zebys przestał czekac na oklaski :) ze strony Agaty.Zmieniasz sie ? świetnie:) Zmirniaj, le nieczekaj, az onma zacznie bic brwo... albo wróci, poczuj to w sobie - to inny ja.

Wiesz co? Nie powinnam tego oisac, ale ta kobieta chce cos naprawić, gdyby nie chciała, powiedziałaby twrdo "nie" i nie byłoby dskusji - ani na forum, ani w realu pojmijze to wreszcie.

elzd1 - 2009-01-17, 00:07

wanboma napisał/a:
tyle bym dała, aby cofnąć czas do takiego momentu, w jakim jesteś Ty. Wówczas wiedziałabym, że męża trzeba szanować, bo inaczej nie wytrzyma i ucieknie.

Wan. Nie sądzę żeby Twój mąż uciekł z powodu Twojego rzekomego braku szacunku. Mój też nie z tego powodu. Nie byłam tak uciążliwa jak opisuje to Jadwiga, a i tak sobie odmaszerował.
Się panom znudziło w małżeństwie, może im czegoś zabrakło, a może za dobrze mieli, więc sobie poszukali odskoczni. Popracować się ad sobą nie chciało i zabrakło motywacji do szczerej rozmowy. Sytuacja Jadwigi na razie jest trochę inna, więc może dziewczyna coś zrobić, by nie zostać porzuconą. Jeszcze ma czas i dostaje tutaj wiele informacji, z których może skorzystać.

wabona - 2009-01-17, 00:21

Wiem, wiem, Elu. Chodziło mi jednak o to, że i u nas jakaś tam różnica intelektualna była. I mnie to przeszkadzało. I pomagałam mężowi tę różnicę zniwelować (m.in. pomagałam mu w ukończeniu szkoły). A kiedy już to się udało, on odszedł. I wiem, że nie powinnam stawiać żadnych wymagań, bo tylko narzuciłam na niego ciężar, którego on nie udźwignął. Ech, zresztą, było, minęło - jak mówi mój mąż. Mąż, którego nie ma............I może dlatego tak mnie drażni, kiedy ktoś o swoim współmałżonku wypowiada się tak, jak Jadwiga.
Piki - 2009-01-17, 07:35

Ok. Jadwisiu ...

Sorry za kubły zimnej wody na głowę.Myslę, ze je dostajesz i nie tylko ode mnie, bo jeśli tylko w jednym zdaniu napiszesz coś, za co można Cię pochwalić z czystym sumieniem zaraz w następnym piszesz coś, od czego opadają rece.

Sprawa jest prosta: musisz rozpocząc te terapie, fajnie, ze zaczęłaś o tym mysleć, ze dotarło do Ciebie, iż cos jest nie tak z Tobą.

Jadwisiu nie ma planów b i wyjśc awaryjnych z tej sytuacji, serio. Ok. wypowiedziałas (a raczej wypisałaś) bardzo złe słowa o męzu w złosci. Przykro Ci – bardzo ok., ale chodzi o coś głebiej – CO wywołało Twa złosc? Chora zazdrosc oraz kompilacja kompleksu nizszosci z manią wyższosci

Jestem przeknana, ze tak o nim nie myslsz serio, gdybys myslała na pewno nie byłabys zazdrosna o tak beznadziejnego faceta, ba cieszyłabys się, ze znika Ci z oczu na te zabawy firmowe, nie?

Nie myslisz tak, jak mówisz, ale mówisz to, bo jesteś sfrustrowana i zła na niego. A jestes,bo nie umiesz się uwolnić od obsesyjnej zazdrosci i to jest Twój problem.

Jest Ci z tą zazdroscią źle, ale przyzwyczaiłas się do tego stanu. Trzymasz sie go kurczowo, choć wiesz, ze jest szkodliwy. Boisz się, ze jeśli on Ci przejdzie Bóg wie, co może się wydarzyć.

Jadwisiu, w każdym związku jest odrobinka zazdrosci, to jak sól do potrawy, ale chyba nie znasz nikogo normalnego, kto objada się solą?

Poza tym, że Twoja zazdrosc niszczy i ciebie i Tego meza nie mysl, ze otoczenie jej nie zauwaza. Dla wielu ludzi w realu jestes załosna i smieszna z tą zazdroscią.

Chcesz być załosna i smieszna?

Ostatnio podczas balu Sylwestrowego widzialam moja kolezankę z mezem. Bez niego zachowuje się normalnie. Po raz pierwszy widziałam ich razem i to było straszne.
Dziewczyna jest ładna, atrakcyjna, gość raczej przecietny rzekłabym. Ale jak się patrzyło co ona wyczynia, to moznaby mysleć, ze to jakiś model jest, albo szejk.

Nie odstepowała faceta na krok, a jeśli szła do toalety to biegiem. Na propozycję kolegi „odbijany” podziekowała, bo „mój maz tańczy tylko ze mna”. Na zwyczajną rozmowę meza z panią siedząca obok zaregowała po dwóch zdaniach goscia „kochanie, zaniedbujesz mnie, rozmowa z X jest taka interesujaca?”

Wiesz, mnie jej było zal i paru innym tez, ale całkoem sporo ludzi patrzyło na nią z rozbawieniem i politowaniem. Cóz jej to wszystko dało? Nic, reszta się bawila, a ona była cały czas spięta i zajęta pilnowaniemmeza, który naprawdę nikim jakiegos zainteresowania nie wykazywał . Zaraz po północy zwineli się do domu, oboje z nosami na kwinte – ona, bo maz tam jednak na kogos spojrzał, on bo się nie pobawił i podsmewano się z nich.
Fajny poczatek nowego Roku? Tego bys chciała?

NORBERT - 2009-01-17, 22:39

Piki napisał/a:
poczuj to w sobie - to inny ja.
..ależ piki ja to czuję ..i odpowiem tak jak bym nie czuł i na niczym człowiekowi by nie zależało to by był..tkwił..wkładał serce w to co robi....odpisze tak jak ty pomnij to też.....mało ostatnio pisze o sobie ..ale taki przykład adekwatny do Jadwigi....dlatego zabrałem przysłowiowy głos...moze i w jej przypadku to cos prostego????
ja tez byłem zazdrosny.....też idiotyczne mysli ganiały po głowie ...dzisiaj po zajeciu sie tym tematem...po czyms czego dokonałem sam w sobie ....juz nie mysle ,,czy ktos patrzy na moją zone,czy ktoś dzwoni...czy z kims sie spotka....stało sie dla mnie naturalnością,,,styl myslenia i zycia we mnie sie zmienił....a czasami okazuje sie ze to mały trybik powodował zgrzyt ..i trzeba go naprawic.....
dlatego słowa do Jadwigi warto to zrobic i nie chodzi tu Jadwigo o meża tylko o ciebie....
naprawa trybika daje to ze nie meczy juz cos ciebie ....a przy okazji i kogoś bliskiego
piki podstawą dla każdego jest wiara....ale nie ta Boska mimo ze ta ma tez wielka istote lecz wiara w siebie.....bo tak naprawde Bóg daje swoja siłe tylko tym co maja mocna wiare w siebie..wiara w siebie ze cos dokonają,zmienią..i mocno chcą.....Bóg musi to poczuć i wtedy daje swoją siłe.....

kasia - 2009-01-17, 23:54

NORBERT napisał/a:
podstawą dla każdego jest wiara....ale nie ta Boska mimo ze ta ma tez wielka istote lecz wiara w siebie.....bo tak naprawde Bóg daje swoja siłe tylko tym co maja mocna wiare w siebie..wiara w siebie ze cos dokonają,zmienią..i mocno chcą.....Bóg musi to poczuć i wtedy daje swoją siłe.....


Norbercie, chwileczkę.. nie tak.. "Wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia" Zanim poczuję, że mam na coś wpływ i to coś przemieniam uznaję swoją całkowitą marność, słabość i zdaję się na Jego siły. Z Tobą mogę wszystko, Tato, zróbmy to razem..

Ostatnio spotkałam się z powszechnie cenionym z mądrości człowiekiem, który powiedział mi: musisz być bardzo silna wewnętrznie (znając rozległe pola walki związane z ciałem małżeńskim i moim osobistym nieco schorowanym)..
Nie,nie.. ja jestem słaba i bezsilna..
Bóg nie daje siły.. Bóg WSPÓŁPRACUJE z tymi, którzy się na Niego otworzą, Bóg na swój obraz przemienia sytuacje, ludzi.. Jeśli się całkowicie zawierzy Bogu działa ON codziennie cuda na skalę swojej wszechmocy ;-)

Jadwisiu, modlę się za Ciebie, Twoją pracę nad sobą i uzdrowienie relacji w Waszym małżeństwie. Nie przejmuj się absolutnie swoim zachowaniem, okazywaniem zazdrości. Nie koncentruj się na tym, nie wyrzucaj sobie tego. Idź dalej. Pamiętam, jak szalałam kiedyś widząc komórkę w rękach mojego męża, jak mu ją czasem z tych rąk wyrywałam.. :shock: dzwonienie podczas wyłączonego telefonu 8 razy pod rząd. Teraz się z tego śmieję. Tak samo Ty będziesz się kiedyś śmiać z tej starej Jadwisi. U mnie trwało to 3 lata - pracy nad sobą, emocjami oj bolało, bolało obumieranie.. Ale teraz jest inaczej. W sercu i w domu maj :-)

Monika36 - 2009-01-18, 01:19

kasia napisał/a:
Nie przejmuj się absolutnie swoim zachowaniem, okazywaniem zazdrości. Nie koncentruj się na tym, nie wyrzucaj sobie tego. Idź dalej. Pamiętam, jak szalałam kiedyś widząc komórkę w rękach mojego męża, jak mu ją czasem z tych rąk wyrywałam.. :shock: dzwonienie podczas wyłączonego telefonu 8 razy pod rząd.

Jak zwykle Kasia coś sensownego napisze.Brawo :-)
Myślę sobie tak z boczku patrząc na ten temat ,że owszem piszecie sensownie, ale stanowczo za bardzo zrobiliście z Jadwisi ofiarę- zazdrośnicę. To jej mąż baluje !!! To nie chora zazdrość. To normalne ,że aż tak się denerwuje i walczy o to , by on zaniechał tych bali. Nie jedno małżeństwo się rozpadło przez te - obecnie modne firmowe bale integracyjne. One są właśnie bez sensu.Czasem okazja czyni złodzieja.W pracy przykładni mężowie , a na balach co wyprawiają to też wiem.
Może Jadwisia jest bardzo rozchwiana emocjonalnie, ale ją doskonale rozumiem. Ma prawo czuć się żle i żałować ,że jej mąż akurat jest taki. On cały czas w pracy i na balach, a ona co ma z tego życia ??? Obowiązki , zero rozwoju, dom i męża imprezowego , który na dodatek jest rzeczywiście arogancki i jej nie docenia . :-)
Jadwisiu wiem , że go kochasz , a tylko pragniesz jego bliskości i tylko zmiany tych jego zachowań. Takie twoje prawo.Mnóstwo facetów nie wychodzi po pracy nawet na piwko z kolegą i wiem ,że o to Ci chodzi.Nie musisz akceptować tych bali, a psycholog niewiele tu pomoże.
Stanowczo powiedz mężowi , że idziesz do pracy i dzielicie obowiązki na pół. To jedyny sposób na wyjście z tego obłędu , w którym teraz tkwicie.Odżyjesz, zaczniesz mniej myśleć o nim, zadbasz o siebie i poczujesz się lepiej. A mąż w tym czasie może domek odkurzy, to mu co nieco zabraknie siły na tańce. :-)
Wiem o co Ci chodziło z tym mezaliansem.To nie jest taka kwestia , że Ty gardzisz ludżmi ze wsi. Tylko do szału doprowadza Cię zapewne jego obecne zachowanie.Przyjechał do Ciebie pokorny w potrzebie, a teraz ogrywa przed Tobą Panicza z firmy , gdzie pracują inteligentne posługujące się językami kobiety , a Tobą ironicznie "poniewiera". Tak to jest czasem jak ktoś ujrzy lepszy świat i mu się dobrobyt poprawi.O to Ci chodziło ???
A to dopiero byłby ważny jakby gdzieś dalej pojechał np. do Kanady .Wtedy to pewnie nie umiałby już po polsku mówić , jak niektórzy co to do kraju wpadają w odwiedziny.Oczywiście nie piszę o wszystkich, tylko paru przypadkach takich jak akurat jest Twój małżonek.

NORBERT - 2009-01-18, 09:08

kasia napisał/a:
Norbercie, chwileczkę.. nie tak.. "Wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia"
..kasiu ja to wiem ..nie zrozumiałas mnie ..ja napisałem o człowieku..jaki kiedys zaczynał odrzucając obecnośc Boga w swoim zyciu od czego ma zacząc taki człowiek od wiary w siebie ze jest w stanie cos zmienic....ze wie ze cos nie tak...a kasiu reszta przychodzi z czasem....i dzisiaj juz nie trzeba mnie przekonywac do rzeczy jakie sa dla mnie istotne w codzienności.......ja napisałem o Norbercie jaki zawitał w maju 2007 na to forum....
Piki - 2009-01-18, 09:26

Oj Moniko - jakos mi się zdaje, ze nie musisz miec racji :)

Powiadasz, ze sa faceci nie wychodzacy nawet na piwko z kolegami?:) No są - mam takiego w domu.

Piwa nie pije, kldy jego tudzież rzadko. Zato ma absorbjące i kosztowne hobby np. :)

Jadwisi mze i barziej by to odpowiadało, a moze i Tobie, bo tam mozna byc z nim, no i bab jest niewiele :) a jeśli już,to są zdsperowane partnerki inych panów z luboscią wpatrujace się, jak łazą po hangarze :)

Mnie to wszelako nie keci, owszm :) korzystan z ego hobby jak jest okazja, ale ze tak powiem z najfajniejszej jego czesci, gotowego produktu, ze się tak wyraze ...

No, ale skoro Jadwisia moze powiedzc, ze są faceci nie wychodzacy nigdzie z domu, to jej maz tez moze powiedziec, ze sa kobitki dbrze mówiące po angielsku i robiace doktoraty , nie?

No to sobie pogadaja, prawda?

Zgadzam się natomast z tym, żeby Jadwisia poszła do pracy.

Natomiast co do tego iz piszesz, ze jej mąż baluje, ze powiien zrezygmowac dla niej z tych wyjazdów, to mam wrazenie, ze nie doczytałas chyba.

z tego co pisała Jadwisia te wyjazdy integracyjne są połaczone ze szklleiami. Dlatego nie ma na nich osób towarzyszących - to naturalne.

O le brak uczetsnictwa w impreach integacyjnych bywa odczytywany zcsem przez szefostwo jako no powiedzmy brak przywiazania do firmy, o tyle brak uczestnictwa w szoleniach moe byc niedopuszczalny, a maz Jadwisi póki co sam utyrzymuje rodzine.


a aprops porzekadla, ze "okazja zyni złodzieja" - wiesz, jak ktoś ma złodziejskie zapedy to bedzie szkał okazji i to w najniewiniejszyc miejscach i sytuacjach, jak ktos ich nie ma - szukać nie bedzie, a jak się zdarzy okazja, to nie wykorzysta takowej.
Faceci to nie roboty:) maja rozum, uczucia itd. :)

Zzdrosc Jadwisi JEST chorobliwa, jako ze sama przyznala, iz te wyjazdy ie sa jakieś podejrzanie czeste, a ona ealnych powodów do zazdrosci nie ma!

Gdyby była w sytuacji no powiedzmy po zdradzie meza - byłabym w stanie zrozumieć jej podejscie, ale nie jest w takej - o ile dobrze doczytałam nie było tego u nich.

Wracając do "okazji" - a co byłoby, gdyby maz Jdwisi miał prace np.polegająca na pracy na zmany? czestych wyjazdach i to takic, ze nie za bardzo moze ze wzgledów słuzbowych powiedzirć, gdzie jedzie?
No wówczas to uz całkiem by pewnie powariowała.

jadwisia nie ma do meza zaufania, ma tez poczucie wej wartosci b. niskie i stąd wynikaja jej problemy.
Moze wolałaby faceta siedzącego w domu, albo np. w garazu, ale z jakiś przyczn wybrała na meza osobe bardziej towarzyska. To nie tragedia, na razie nic nie wiadomo, by mąż poza zabawą coś poejrzanego robił.

Zamykanie kogos na silę w domu to nie ejst ani miłosc, ani szacunek. Piszesz, ze mąz arogancki? No .. tak mi sie zdaje, ze oboje chyba nie po wesalk sie zachowują na codzień do siebie, niestety.

A co do owego ehhkmm mezaliansu. Jadwisiu jak bedziesz meza ponizać z powodu pochodzenia i dalej dreczyć zazdroscią szanse na rozstanie powaznie wzrastają - przemyśl sobie to .

[ Dodano: 2009-01-18, 09:54 ]
norbercie. mysle, ze wiem o co ci chodziło ...

a mnie najbardziej o to, by czerpac radosc siłe i inspiracje z tego, ze zachodza zmiany na lepsze, z samego tego faktu.

Nie "targowac się", jak tu ktoś napisał "ja dwa dni byłam miła, a on się nie zmienił" - ten przerysowany i ironiczny przyklad jest bardzo obrazowy.

Uiejetnosc cieszenia się z tego, ze potrafi się zmienić na kozysc, bez wględu na to, czy zmiany te są zaraz przez otoczenie zauwazone i przyjmowane hurraradosie, czy nie jest podstawa do ich kontynuacji.

Jeśli zmieniamy sie zeby cos uzyskać od innych, jakby "na siłe" brak oczekiwanej reakcji na ogół przynosi frustracje i zaniechanie.

Widzę, ze ty swą dziką zzdtosc prepracowałes i lepiej ci zdecydowanie bez takich chorych mysli. ale rozumiem tez Agate - chora zazdtosc potrafi zameczyc człowieka. Trudno póxniej uwierzyc tak od razu, ze to przeszło, że nie jest to tylko poza. Pomysl o tym i okaz jwiecej cierpliwosci osobie, którą kochaz.

_zosia_ - 2009-01-18, 11:40

A ja tak sobie myślę, ze jakbyś Jadwisiu do roboty się wzięła, zamiast lamentować i jęczeć, to wszystkie glupotki z głowy by Ci powychodziły.

_zosia_

Jadwisia - 2009-01-18, 17:50

kasia---dziekuje za modlitwę i nie tylko.....
monika,piki-----dziekuję za zrozumienie i dobre słowo.....
zosia-----pracy szukam od prawie roku........wiem,ze to równiez pomogłoby mi bardzo....finanse niewielkie ale zawsze coś......i lepsze zdrowie psychiczne.....

kasia---jak sobie dałaś radę? czy chodziłaś do psychologa? 3 lata? -przeraża mnie tak długi czas........

kasia - 2009-01-18, 21:37

Jadwiga, to na pewno sprawa indywidualna. Praca nad sobą, tworzenie przestrzeni,wolności, w której ma szansę zatlić się na nowo płomyk miłości, wolności w której mąż ma także szansę doświadczyć konsekwencji swoich czynów. Praca nad swoją godnością, poczuciem swojej wartości, szlifowanie kobiecości - dla męża, za którego codziennie płynie modlitwa.
Psychologa nie miałam, ale za to kierownictwo duchowe i sporo książek do przeczytania, wizyty na Skaryszewskiej, spotkania z ludźmi, których podsyłał mi Bóg.
Czasem po prostu jest tak, jak w piosence, którą teraz puszczam dzieciakom: "nie potrzeba słów, wszystko sprawi Duch, Święty Duch" ;-)
Daj mu się prowadzić w tym trudnym dla Was czasie.

elzd1 - 2009-01-18, 22:35

Kasiu, witaj. Miło że się odzywasz. Pozdrawiam Cię szczególnie.
Jadwisia - 2009-01-23, 10:35

Witam ponownie!
Mam do was jeszcze takie pytanko i prośbę jak to u was jest.Jak często kontaktujecie się z mężem,z żoną jak jesteście oboje w pracy lub jedno w domu? Czy cały dzień milczycie?Czy czsami jest częściej czy rzadziej i czy to wam jest potrzebne?Będę wdzięczna za odpowiedzi i przemyślenia.

Monika36 - 2009-01-23, 10:46

Jest to sprawa indywidualna. Brak telefonu od męża przez cały dzień , nie oznacza , że Cię on lekceważy.Jeśli on wie, że jesteś w domu i załatwiasz sprawy , to nie martwi się o to czy coś potrzebujesz. Normalka.
Dzisiaj są takie czasy ,że w pracy patrzą krzywym okiem jak się prywatnie rozmawia nawet z własnej komórki.

EL. - 2009-01-23, 10:51

Czasem piszę smska do męża....ale jak nie odpowiada, to wiem, że dużo pracy i zajęty. dalej juz milczę.
Czasem mąż do mnie zadzwoni z pracy.
A czasem milczymy, zajęci swoimi pracami. Nie przeszkadzamy sobie. Wieczory w domu są nasze. Mąz czyta swoje gazety, a ja swoje książki lub robie na drutach...obok siebie każde robi to co lubi. Nie obarczamy już siebie sobą, nie wieszamy sie juz na sobie, dajemy sobie wolność i to nas własnie przyciąga. Nic na siłę. Jak oboje mamy ochotę , to idziemyrazem do kina albo na spacer...a jak nie, to każde robi co chce. EL.

Jadwisia - 2009-01-23, 16:01

Moniak i El--------------dziekuje uspokoiłyście mnie trochę.Przyjmujecie wszystko bardzo spokojnie i normalnie,ja muszę się jeszcze wiele uczyć..............ale chcę...........

El--------bardzo miło mnie zaskoczyłaś,że lubisz dziergać na drutach,ja po prostu uwielbiam!!!!

pozdrawiam goraco.

EL. - 2009-01-23, 16:05

Jadwisiu....zanim się tak uspokiłam i wyciszyłam...z tymi telefonami, to najpierw byłam niezłą gigantką !! I Ty dasz radę !

Noooo...lubię dziergać na drutach....umiem tez na szydełku....lubię zwłaszcza zimą, gdy szybko ciemno, zimno....a ja w domku, z kawką i drutami lub książką. Bo wiesz...ja mam duże już dzieci i One mnie tak bardzo nie potrzebują...ale jestem na stanowisku- w drugim pokoju. Pozdrawiam ! EL.

Monika36 - 2009-01-23, 16:10

Jadwisia ja też dużo dziergałam na drutach i szydełku. Teraz z tego wyrosłam :)))
Powiem Ci tak. Jak się jest całą dobę w domu, przy dzieciach , na wyłącznym utrzymaniu męża, który na dodatek w pracy się rozwija- to tylko same głupoty po głowie się kręcą i nie można się od tego uwolnić.
Też miałam taki trudny czas. Minął jak wróciłam do pracy i przybiłam na papierku tak jak dawniej - moją pieczątkę.

Jadwisia - 2009-01-23, 17:20

Monika-----masz racje dlatego nieustannie szukam pracy nawet jesli gdzies troszke dalej(nie za daleko bo mam jeszcze małe dzieci) ale wiem ,że to konieczność.nawet jak przypomnę sobie ,niedawno po ślubie taka nie byłam jak teraz.Byc mozliwe,ze to słodkie(albo gorzkie)siedzenie w domu mnie zachwiało... :-( .....

El----jak sobie dałaś radę? bo wiem,że konieczna praca(przynajmniej w moim przypadku) ale co jeszcze? tłumaczyc sobie ,walczyć...?...nie jest to łatwe....

Elżbieta - 2009-01-23, 19:58

Jadziu, a może jakieś rekolekcje, np www.szansaspotkania.net ?
"Akt małżeński - szansa spotkania z Bogiem i współmałżonkiem"

http://www.szansaspotkania.net/?page=1990

24-30 stycznia - Skomielna Czarna k. Jordanowa - zgłoszenia: pronakojg@wp.pl (tylko lista rezerwowa) 5 lutego – Mistrzowska Akademia Miłości – Poznań
9-15 lutego - Koniaków k. Żywca - zgłoszenia: 586715271 kjbruhn@wp.pl
20-22 lutego – Gdańsk - zgłoszenia: gdansk@kapucyni.pl
23-26 lutego - Zaborowiec k. Leszna – zgłoszenia: K.Jankowiak@oaza.org.pl
6-8 marca - Czarna Sędziszowska k. Rzeszowa - zgłoszenia: tel.0-604 583 807 zolkos@o2.pl
8-10 marca - godz. 18.30 – Tarnów Mościce (parafia)
13-15 marca - Skomielna Czarna (tylko dla Duszpasterstwa Rodzin Kraków)
20-22 marca - Głogów n. Odrą - zgłoszenia Piotr 602711286
24-26 kwietnia- Radomsko - zgłoszenia: tel. 0446836428 krymagol2@wp.pl
30 kwietnia - 3 maja – Kołobrzeg - zgłoszenia:
8-10 maja – Toruń - zgłoszenia: janekg_ski@poczta.fm
15-17 maja - Szczyrk - zgłoszenia: Roman.Kwiatkowski@interia.pl (tylko lista rezerwowa)
22-24 maja - Koniaków k. Żywca - zgłoszenia: tel: (32) 256 05 44 marusia82@vp.pl
29-31 maja - Leśniów k.Częstochowy - Sanktuarium MB Leśniowskiej - zgłoszenia: 0343148023, kom.501360153 lesniow@wp.pl
11-14 czerwca - Bydgoszcz, zgłoszenia: Kasia - kasiek1@dobry.pl komórka - 604 186 075
27 czerwca – 3 lipca - Skomielna Czarna - zgłoszenia: tel. (061) 871 06 00 lub urszula@end.win.pl
11-18 lipca – Bydgoszcz - dla członków wspólnoty "Ja Pan"
27 lipca – 2 sierpnia – Skomielna Czarna - zgłoszenia: ksawery@szansaspotkania.net
15-22 sierpnia – Wiśniowa k. Myślenic – zgłoszenia: paradiecezjalna@rdk.krakow.pl
18-20 września - Trzęsacz k.Kołobrzegu – zgłoszenia: krzyzans@poczta.onet.pl
25-27 września - Kazimierz Biskupi – rekolekcje dla mężczyzn rekolekcje@interia.eu
16-18 października - Berlin - zgłoszenia: tel. kom 605333497, dgorski@wsap.szczecin.pl
23-25 października - Kazimierz Biskupi – rekolekcje dla kobiet - zgłoszenia: rekolekcje@interia.eu
12-15 listopada - Otwock – zgłoszenia: tel. kom 602843497
20-22 listopada - Koniaków k. Żywca – zgłoszenia tel: (32) 256 05 44, marusia82@vp.pl

Monika36 - 2009-01-23, 20:50

Jadwisia zapewne w jakimś tam stopniu Twoja zazdrość i podejrzliwość wywołuje wyznanie małżonka o chęci unieważnienia małżeństwa. To zapewne zostawiło ślad w Twojej psychice i spotęgowało brak zaufania.A pobyt w domku , zrobił resztę.
Jak kiedyś pracowałaś to pewnie nie myślałaś tymi kategoriami co teraz ?

nałóg - 2009-01-24, 17:29

Monika36..........................Czy praca zawodowa,kariera po za domem,emancypacja ma byc panacum na dobre samopoczucie kobiety???
Czy te wychowujące dzieci w domu,pracujące w domu powinny być,są skazane na deprechy,na złe samopoczucie,na niską samoocenę z tego powodu że wykonuja swoją prace w domu??
W tym upatrujesz problemów Jadwigi???????

Monika36 - 2009-01-24, 18:21

nałóg napisał/a:
Monika36..........................Czy praca zawodowa,kariera po za domem,emancypacja ma byc panacum na dobre samopoczucie kobiety???
Czy te wychowujące dzieci w domu,pracujące w domu powinny być,są skazane na deprechy,na złe samopoczucie,na niską samoocenę z tego powodu że wykonuja swoją prace w domu??
W tym upatrujesz problemów Jadwigi???????

Tak. Są takie przypadki. Szczególnie w obecnych czasach ,gdy mąż pracuje bardzo długo i go prawie nie ma w domu. Zarabia na przetrwanie rodziny. To ma się nijak do emancypacji.
Ja tak miałam. Nie każda kobieta potrafi prowadzić dom rezygnując z życia zawodowego , czy własnych zainteresowań. Na starość to chyba zwariuję w domu. :-)

nałóg - 2009-01-25, 19:31

Monika36............zawsze ktoś pracował aby rodzina mogła żyć.Najczęściej w dawniejszych czasach był to mąż-ojciec.
Dziś jest tak samo.......wcale nie jest inaczej.
Tylko wykrzywiona idea emancypacji(kobiety na traktory),równouprawinienia głoszona przez część kobiet w mediach dezawułuje kobiecość,role kobiet i ich naturalne prawa.Rolę macierzyństwa,rolę bycia żoną sprowadzając bardzo woele rzeczy i spraw do seksualności i erotyki.Bo gazety sa pełne młodych,szczupłych,roznegliżowanych panienek.
Bo ogromna większość reklam ma w podtekscie erotykę,działanie na zmysły.
Nawet najprostrze narzędzia są reklamowane przez ubrane w pasy narzedziowe tylko kobiety.
Sukces,kariera,sylwetka modelki............... zmarszczka na czole czy mimiczna wywołuje czesto ogromny stres u kobiety.
Bo lansowana jest tylko młodość.
Monika36............. czy bycie matką ,wychowywanie dzieci i prowadzenie domu jest rezygnacją ze swoich zainteresowań? z pracy zawodowej?z hobby?
To ta część wyemancypowanych ,cynicznych kobiet lansuje takie style.Bo bycie matką więcej jak 2 dzieci nie jest cool.
Bo kobieta która rodzi 3 czy więcej dzieci zupełnie świadomie i z wyboru jest bardzo sprytnie piętnowana.
Nawet system podatkowy,emerytalny jest tak konstruowany by piętnować bycie matką.
Obłuda.Cynizm.
Monika..... piszesz:"Na starość to chyba zwariuję w domu."
Myślę że jak tak juz sie nastawiasz to pewnie może sie tak stać.Naprawdę nie masz szans na to by sie cieszyć???Nie będziesz miała czym???
A jest /będzie tak dużo do zrobienia wokół Ciebie..............................

Pogody Ducha

Monika36 - 2009-01-25, 20:40

nałóg napisał/a:
Monika36............zawsze ktoś pracował aby rodzina mogła żyć.Najczęściej w dawniejszych czasach był to mąż-ojciec.
Dziś jest tak samo.......wcale nie jest inaczej.

Nie przekonuj mnie, bo tego nie oczekuję. Tak było, ale nie jest. Trzeba się dostosować do dziś...a nie żyć tym co było.Nie mów mi , że mam prać jak babcia na tarce , albo mama w pralce wirnikowej.Dzisiaj mało , który mężczyzna z 8 godz.pracy utrzyma rodzinę z 5 dzieci. A dawniej utrzymali. Zresztą połączenie pracy z wychowywaniem dzieci da się połączyć tak , aby nikt na tym nie ucierpiał. Jest jeden warunek. Mąż powinien też pomagać.
Zresztą to co jest dobre dla jednego , nie jest dobre dla innego.Są kobiety , które nawet nie myślą o pracy i nie wariują.
Za dużo tu na forum przekonywania. Ile ludzi tyle poglądów, tyle gustów.A każdy musi sobie sam do siebie dostosować teorię i postępować tak jak dla niego jest najlepiej.

anna30 - 2009-01-25, 22:20

No, takie jest życie, że czasem kobieta utrzymuje rodzinę... Albo, że jedna pensja nie wystarcza. To konieczność. Ale jak kobieta ma trochę wolnego czasu, to czemu nie? Ja mam dwoje dzieci (jedno maleńkie) i szczerze mówiąc czasu mam mnóstwo. Może więc zamiast siedzieć i się martwić, to pójść na trochę do pracy?
Nirwanna - 2009-01-26, 08:32

Monika36 napisał/a:
Jest jeden warunek. Mąż powinien też pomagać.


Wiecie - tak trochę obok podstawowej dyskusji... Coś ciężkiego mnie trafia, kiedy słyszę, że mąż powinien pomagać w prowadzeniu domu, wychowywaniu dzieci... Otóż wg mnie - nie POMAGAĆ, ale WSPÓŁUCZESTNICZYĆ. Pomaganie zakłada, że jedna osoba wykonuje gros prac w danym temacie, a druga od czasu do czasu, w mniejszym zakresie się do tych prac włącza, pomaga.
Natomiast uważam, że w takich sprawach jak wychowanie dzieci czy prowadzenie wspólnego domu powinno być równouprawnienie, w sensie po równo podzielonych praw i obowiązków. Dzieci w końcu są wspólne i wspólny dom/mieszkanie. "Pomaganie" powoduje zmniejszenie praw osoby, która jedynie pomaga, a co za tym idzie, zmniejszenie odpowiedzialności.
Aczkolwiek wiem również, że w praktyce nie zawsze jest to łatwe do przeprowadzenia...

nałóg - 2009-01-26, 08:50

Nirwana........... że współuczestniczyć to zgoda.Że po równo to juz nie.Bo nie może być po równo.Ty ,kobieta, jesteś predysponowana bardziej do innych celów,Twój maż jako fact do innych.
Da sie po równo np.karmić piersią????
I nie ma równouprawnienia.Bo ono może by było gdysmy my faceci zaczeli rodzić dzieci,karmic je piersią.Utopia.Fałsz wynaturzonego feminizmu.
Natomiast w pełni sie z Toba zgadzam co do współodpowiedzialności.

Ann30............ pewnie.....jak masz siedzieć i sie martwić to lepiej zacznij coś twórczego robić nie zapominając że jesteś matka dwojga dzieci.Może załóz przedszkole,albo zaopiekuj sie opłatnie dziećmi koleżanek ,które sa zmuszone pracować.
Pogody Ducha

Nirwanna - 2009-01-26, 09:11

Nałogu, nie przeinaczaj ;-) Nie każę mężczyznom karmić piersią, i sama nie będę dźwigać węgla z piwnicy. Ja lepiej umyję okna, mąż lepiej przygotuje opał na zimę - normalne i logiczne, mamy różne predyspozycje psychofizyczne. I to ja będę odpowiadać za czyste okna, a mąż za to by codziennie to drewno czy węgiel do pieca przynieść, by w domu ciepło było.
Ale już nie powinno być czegoś takiego, że żona jest w domu to ona wychowuje, a mąż później ma pretensje, że on przecież POMAGA wychowywać, a dzieciak rozrabia... więc to żony wina :roll: Przerysowuję teraz, ale sądzę że idea czytelna jest? ;-)

Monika36 - 2009-01-26, 09:39

Nirwana napisał/a:
Monika36 napisał/a:
Jest jeden warunek. Mąż powinien też pomagać.


Wiecie - tak trochę obok podstawowej dyskusji... Coś ciężkiego mnie trafia, kiedy słyszę, że mąż powinien pomagać w prowadzeniu domu, wychowywaniu dzieci... Otóż wg mnie - nie POMAGAĆ, ale WSPÓŁUCZESTNICZYĆ.

Masz rację . Żle się wyraziłam. Po równo- prawa i obowiązki jednakowe.Nikt nikomu nie pomaga.
Mam znajome , które mówią- muszę dzisiaj pomóż mężowi w domu- zrobię pranie.
A rodzenie dzieci i karmienie piersią to naturalnie sprawa fizjologiczna.Nie można porównywać do czynności życiowych- pracy czy innych.

nałóg - 2009-01-26, 09:54

Nirwana............jasne.Ja celowo przejaskrawiłem temat.Bo ułudą jest tzw.równouprawnienie.
W wychowaniu natomiast oboje rodzice maja swoje bardzo ważne role,niezastąpione role i obowiązki.To ojciec swoja postawą buduje autorytet żony-matki,kształtuje jej rolę i odbiór przez dzieci,ma znaczny udział w tym jakie wzorce kobiety-żony-matki są budowane u dzieci.
Kobieta-żona-matka ma podobną role w budowaniu wizerunku mężczyzny-męża-ojca w rodzinie i jego roli w wychowaniu dzieci.
Raczej rzaden ojcec nie jest w stanie przekazć tego ciepła jakie przekazuje matka dzieciom.Bo jest inny,ale nie zwalnie to ojca od odpowiedzialności za wychowanie dzieci.
Mój znajomy misjonarz (25 lat w Papuji N.G.) czesto opowiada o tym ,że wychowaniem synów od 7 lat zajmują się męzczyżni,to ich obowiązek.
Zgadzam sie z Toba ,że mąż-ojciec nie może mieć pretensji do żony-matki o żłe wychowanie dzieci (no poza wyjatkami).
Ja mam świadomość jak ważne w wychowaniu dzieci jest jedoznaczne i zbieżne stanowisko rodzców wobec dzieci.Oby wszyscy rodzice taka mieli i potrafili ja wdrozyć w życie.Bo dzieci bardzo szybko i bardzo dobrze "rozgrywają" animozje na swój temat pomiędzy rodzicami.
Manipulują rodzicami.
Brakiem odpowiedzialności jest straszenie przez matke ojcem rozbrykanego dzieciaka.Ale i brakiem rozwagi ojca jest zwalanie obowiązków na matkę.
Nirwana........... nasze dzieciaki chodżą do szkoły ,gdzie na spoktaniach z opiekunem obowiązkowo powinni być oboje rodzice,gdzie wymaga się podpisu obojga pod informacja o wynikach w nauczaniu.
Bo nie tylko ojciec czy tylko matka są odpowiedzialni za wychowanie.Szkoła,przedszkole ma tylko pomagac w wychowaniu dzieci.To OBOJE rodzice wychowują dzieci.

Piszesz:"mąż później ma pretensje, że on przecież POMAGA wychowywać, a dzieciak rozrabia... więc to żony wina "
świadczy o męża niedojrzałości lub niezrozumienia swojej roli ojca.
Chyba ,że to matka jest tak zaborcza,tak robi wszystko by wyłączyć ojca z wychowania dziecka,a pózniej zwala na niego winę za złe postępki dziecka na ojca.Ale to juz dysfunkacja.
Pogody Ducha

Nirwanna - 2009-01-26, 10:04

Nałogu, słusznie prawisz, dokładnie o to mi chodziło. Zarówno jeśli chodzi o wzorzec, że oboje rodzice wychowują dzieci, chociaż każde na swój sposób (czyli matka jako matka, a ojciec jako ojciec), jak i to co opisujesz jako dysfunkcję. Absolutna racja.

Gwoli ścisłości - sytuacja jaką opisałam nie była przeze mnie przeżywaną. Obserwowałam coś podobnego, choć w znacznie mniejszej intensywności wśród znajomych. My z mężem nie mamy, nie mogliśmy mieć dzieci.

Monika36 - 2009-01-27, 21:26

Och Nałogu......mądrze piszesz, ale ciągle wysyłasz wszystkich do psychologów.
A psycholog nawet katolicki to tylko słucha jak człowiek w emocjach opowiada o problemach .Potem wtrąci parę zdań takich, jakie ta osoba chce usłyszeć. On tylko daje nadzieję. Nie dokona cudów. Nie odmieni partnera, to ten musi sam do tego dojrzeć i sam chcieć.

lena - 2009-01-27, 22:03

I tu się z Toba nie zgodze.......psycholog,..... "prawdziwy" psycholog nie ogranicza się do wtrącenia paru słów, a juz napewno nie takich jakie "klient" chce usłyszeć.
Psycholog nie jest cudotwórcą, nie załatwi niczego za nas....słuzy pomocą NAM, udziela stosownych wskazówek NAM...pomaga NAM rozwiazać NASZE problemy.
Nie zmieni partnera bo nie takie jego zadanie!.

martin - 2009-01-27, 23:38

Monika36 napisał/a:
Och Nałogu......mądrze piszesz, ale ciągle wysyłasz wszystkich do psychologów.
A psycholog nawet katolicki to tylko słucha jak człowiek w emocjach opowiada o problemach .Potem wtrąci parę zdań takich, jakie ta osoba chce usłyszeć. On tylko daje nadzieję. Nie dokona cudów. Nie odmieni partnera, to ten musi sam do tego dojrzeć i sam chcieć.

Oj Monika
A skad masz taki obraz psychologa?
Obstawiam, ze trafilas na jednego z cwaniakow, co tylko prowadza "niby-terapie" zbijajac na tym kase.
Ale to co napisalas nie ma sie nijak do rzeczywistosci, jesli mowimy o prawdziwym psychologu. Taki, nie jest pseudoslochaczem, ale podsuwa osobie na terapii na co zwrocic uwage, na czym sie skupic, w czym tkwil problem w naszym rozumowaniu. A jesli dobry i katolicki, to nie dosc, ze Ci dobrze radzi to jeszcze wiadomo, na czym opiera swoje wartosci.
Swoja droga - to tylko osoba zainteresowana moze zmienic siebie, ale jesli chodzi na terapie do dobrej osoby, to juz sila rzeczy jest dla niej dobre. Ja na sile zaciagnalem moja (tez) Monike do katolickiej Pani psycholog. Efekt? Po 3 wizytach na sile, zaczela rozumiec swoje problemy, pracowac nad soba, a teraz jest innym czlowiekiem. Bardziej swiadomym siebie, swojej wartosci oraz problemow z ktorymi trzeba sobie poradzic.
Tak wiec - szczegolnie w watku Jadwisi, gdzie juz wiele razy dawno temu pisalem i ktorej bardzo potrzebna jest taka pomoc psychologa nie watp w takich ludzi, bo oni naprawde sa i moga BARDZO pomoc.

Pogody Ducha Tobie, a Jadwisi - sukcesow na terapii, mam nadzieje, ze sie toczy?

Monika36 - 2009-01-28, 00:14

martin napisał/a:

A skad masz taki obraz psychologa?
Obstawiam, ze trafilas na jednego z cwaniakow, co tylko prowadza "niby-terapie" zbijajac na tym kase.
Ale to co napisalas nie ma sie nijak do rzeczywistosci, jesli mowimy o prawdziwym psychologu. Taki, nie jest pseudoslochaczem. A jesli dobry i katolicki, to nie dosc, ze Ci dobrze radzi to jeszcze wiadomo, na czym opiera swoje wartosci.

Żle obstawiłeś. Do takiego chodziłam i to dość długo ( bezpłatnie oczywiście ).No i co ? No i nico. Jakoś mu się nie udało .Niewiele mógł mi zaoferować. Najwyżej euforię i nadzieję, bo tylko samopoczucie sie poprawia jak się chodzi.

..monika.. - 2009-01-28, 08:19

ale to nie ma "mu sie udac" tylko Tobie! psycholog moze tylko wskazac nam kierunek pracy nad soba, zaproponowac cwiczenia... ale to od nas samych zalezy jak wiele na tym zyskamy.
to nie psycholog nie poradzil sobie z Twoimi problemami tylko Ty sama.

NORBERT - 2009-01-28, 08:22

Monika36 napisał/a:
Żle obstawiłeś. Do takiego chodziłam i to dość długo ( bezpłatnie oczywiście ).No i co ? No i nico. Jakoś mu się nie udało .Niewiele mógł mi zaoferować. Najwyżej euforię i nadzieję, bo tylko samopoczucie sie poprawia jak się chodzi.
..moniko psycholog nigdy nie pomoże jeżeli nie staniesz przed nim w prawdzie jeżeli nigdy nie otworzysz prawdziwej siebie..swojego lęku,swoich mrocznych stron,swojej obawy,niepokoju itd...psycholog pomaga ci na tyle na ile ty mu pozwalasz...pomaga na ile przedstawisz mu problem..moniko psycholog nie jest tobą nie czuje za ciebie..i przykład w swoim życiu tym ostatnim trafiłem do trzech psychologów..i wiesz dopiero ostatni dał mi prawdę ..a czemu bo i ja ujawniłem swoja prawdę....
wabona - 2009-01-28, 09:05
Temat postu: @.........................
@.........................
Monika36 - 2009-01-28, 09:12

NORBERT napisał/a:
..moniko psycholog nigdy nie pomoże jeżeli nie staniesz przed nim w prawdzie jeżeli nigdy nie otworzysz prawdziwej siebie....i wiesz dopiero ostatni dał mi prawdę ..a czemu bo i ja ujawniłem swoja prawdę....

Widzisz Norbert. Ty teraz do mnie właśnie jak psycholog. Skoro mój psycholog niewiele pomógł , to Ty zaraz dopasowałeś teorię , że ja mu całej prawdy o sobie, o nas...nie powiedziałam.A owszem , odkryłam całą siebie od dziecięcych lat, rozmowy były otwarte i szczere. Ale przecież problem nie tkwi we mnie. w ten sposób sobie tak możemy pisać i pisać ...dopasowywać teorię :))) A życie pokazuje coś innego.

NORBERT - 2009-01-28, 09:15

wanboma napisał/a:
Ha! Dobry psycholog potrafi otworzyć człowieka!
wanboma napisał/a:
Najpierw była pani, która traktowała mnie jak dziecko, potem była pani, która starała się słuchać właśnie. A że ja przed obcymi się nie otwieram, więc mało usłyszała. A teraz mam świetnego psychologa, przed którym tez nie potrafiłam się najpierw otworzyć, a który - żeby "więcej ze mnie wyciagnąć", kazał mi pisać pamietnik, ktory potem czytałam na spotkaniach. Potem, krok po kroku, była analiza.
..waboma czyli potwierdzasz to co napisałem???...na ile my sie otwieramy na tyle nam pomaga....byłas zamknieta..znalazł sposób z pamiętnikiem...ale jak pamiętnik nie zawierał by prawdy o tobie to co by wiedział psycholog....wanboma to fachowcy..lecz nie oczekujmy cudów...cudu trzeba szukac tam gdzie on ma szansę się objawic...wanboma..to my mamy ukazac całą naszą prawde..co nas męczy i wtedy psycholog zacznie tą prawdziwą prace..tak wiadomo maja wyuczone teksty,reakcje ,obserwacje naszych rąk,nóg,twarzy bo to zawsze obrazuje ale nie wiedzą co tak naprawde w środku nas lezy..do momentu jak my sami tego nie pokażemy
EL. - 2009-01-28, 09:15

Rozumiem o czym pisze Monika 36, bo miałam podobne doświadczenia.
Wanboma też mówi, że za 3 razem trafiła na dobrego psychologa....... ( dopiero za trzecim razem).
Tak bywa. Psycholog też tylko czlowiek. Najgorzej jak jest psychologiem a bierze się za terapię.....ale jak fachowiec, specjalista, profesjonalista, do tego porządny i uczciwy ( zaangażownay w pracę ) człowiek, to jednak trzeba szukac pomocy.

Moniko36, ja osobiście musisałam zrezygnowac z pomocy psychologów, bo nie trafiłam na takiego, ktory mógłby mi pomóc .....może xle szukałam, nie tam gdzie powinnam, a może miałam pecha. A z drugiej strony szczęście do innych ludzi- pomagaczy , nie psychologów.
Ale Ty sie nie poddawaj, szukaj....może za drugim , albo trzecim razem trafisz i uzyskasz pomoc. Szukaj może w poradniach katolickich. Powodzenia !! EL.

NORBERT - 2009-01-28, 09:22

Monika36 napisał/a:
Widzisz Norbert. Ty teraz do mnie właśnie jak psycholog
..nie mam takiego zamiaru bo mozna więcej krzywdy zrobic niz pomóc czlowiekowi ..to nie moja działka jedynie napisałem to że ja trafiłem z moimi problemami...dotyczącymi tylko mnie ..nie trafiłem na pogadanki typu ja i moja zona..nie trafiłem do gadania o takim problemie ..trafiłem z problemami czemu taki jestem..czemu tak traktuję osobe jaką pokochałem,dlaczego tego nie umiem wykonać,czemu to mnie denerwuje,dlaczego nie umiem zaufać...rozumiesz moniko trafiłem ze sobą ..a nie szukanie lekarstwa..na ból...na kryzys..a jak trafiałem na początku szukają c lekarstwa to było to( sorry)..pierdu..pierdu
..monika.. - 2009-01-28, 09:38

ja mysle, ze psycholog w pewien sposob jest osoba, ktora zadaje pytania.. odpowiedziec mamy sobie na nie MY SAMI. dzieki wlasciwym pytaniom, moze nakierowac nas na wlasciwe tory, moze pomoc nam dojsc do senda problemu. stawia nam czesto pytania trudne, niewygodne, ktorych sami wolelibysmy sobie nie zadac. zmusza nas do spojrzenia glebiej w temat.
dlaczego psycholog, a nie rodzina/znajomi?
ich wsparcie jest strasznie wazne. ale jak zachorujemy powaznie to czy idziemy po rade do przyjaciolki czy do lekarza? bliskie osoby chca dla nas dobrze, ale nie potrafia obiektywnie spojrzec na sytuacje. czesto, gdy jest nam trudno chca nas przytulic, uspokoic, ze bedzie dobrze. nie mogac patrzec jak cierpimy nie chca zadawac nam trudnych pytan o nas samych. a takie poglaskanie jest tylko chwilowym zwalczeniem skutkow problemu, a nie jego samego. to tak jakby probowac choremu na grype obnizac temperture bez zwalczenia samej choroby. chwilowo pomoze, owszem. czesto obnizenie jej jest potrzebne... ale bez leczenia - ta goraczka i tak powroci.
psycholog moze nam pomoc uswiadomic sobie problemy, ktore w nas tkwia, a nastepnie moze pokierowac nami w ich zwalczaniu.
dobry psycholog potrafi otworzyc pacjenta - ja przez pierwsze spotkania odpowiadalam tylko rownowaznikami zdan.
ale ze strony pacjenta tez taka chec do wspolpracy musi byc.

Monika36 - 2009-01-28, 09:44

Norbert to Twoja żona Monika gości tu na forum ? Jaki ma nick ? Pytam , bo zaciekawiło mnie to co piszesz w wielu tematach. Tak obiektywnie chcę na to rzucić okiem. :-)
..monika.. - 2009-01-28, 09:46

zona Norberta to Agata :-)
NORBERT - 2009-01-28, 10:02

Monika36 napisał/a:
bo zaciekawiło mnie to co piszesz w wielu tematach. Tak obiektywnie chcę na to rzucić okiem.
..te wszystkie tematy dotycza w zasadzie tego samego..a ja obiektywnie odpowiem tak..pełna szczerość nas samych względem siebie ..to jest ten główny cel,czy to chodzi o terapie ,czy spotkania mityngowe,czy 12 kroków,czy psycholog katolicki....żeby cos chciec to trzeba najpierw móc....i odwrotnie aby móc to trzeba chcieć....i to tak wygląda problem ak70..od niej samej zalezny..stawić sie tam gdzie trzeba,moniko co tu zmiana może psychologa....rafał41...posłuchanie że oddech tez trzeba nieraz komuś darowac nawet jak człowiek pragnie szybko naprawiac co sknocił...moniko36....chcesz obiektywizmu zapytaj......
Monika36 - 2009-01-28, 10:06

..monika.. napisał/a:
zona Norberta to Agata :-)

Dzięki :-) Rzuciłam okiem na posty. Rzeczywiście się motają , aczkolwiek kochają , tylko brak porozumienia. On swoje, ona swoje. Według mnie ta wymiana zdań, to swego rodzaju lekcja dla innych. Idę poczytać może coś wyciągnę dla siebie.Bynajmniej wiedzą ,co które myśli i uważa.
Ach tak, to Martin mi odpisał ,że jego żona to też Monika.Sorry :-)

[ Dodano: 2009-01-28, 10:09 ]
Obiektywnie to chcę rzucić okiem na Wasze rozmowy Norbercie. :-)

EL. - 2009-01-28, 10:35

Moniko 36, " obiektywnie rzucić okiem" na Norberta i Agatę, to Ty nie możesz....bo nie mozesz byc obiektywna nie znając ludzi. Możesz przypatrzeć się Ich postom i wyciągnąc dla siebie jakieś wnioski , coś dla siebie wyciagnąć, przemysleć.

Wracając do psychologów, terapeutów....(tak po króce i uproszczając) -
Za względu na nasz stan ( ból, cirrpienie, porzucenie) niektórzy z nas "kochają " swój taki stan, bo wiele też otrzymują - wreszcie zainteresowanie rodziny, przyjaciół, wsparcie , głaskanie po glowie....bo biednego trzeba głaskać i przytulać.
Wtedy też oczekują tego samego od psychologa lub terapeuty ( nie mylić i nie wrzucać obu do jednego worka, bo to rózne profesje !!)
Taka smutna , nieszczęśliwa osoba chce własnie przytaknięcia, pogłaskania, przyznania racji, litowania się nawet czasem. Róznie pracuja psychologowie jak i my sami.
Jeden uzna, że trzeba głaskać, wspierać i iść za swoim klientem, ponieważ ten klient tylko po to przyszedł, żeby być pogłaskanym.
Taki klient wścieknie się , że psycholog Mu cos o przemianie, o zmianach życia itp....taki klient kocha swoje bagienko i czuje sie tu bezpiecznie = dużo zyskuje i tak mu pasuje.

Inny klient naprawdę przychodzi o pomoc i ma chęć przemiany. Wtedy konieczny zdecydowany psycholog czy terapeuta...taki ostrzejszy i prowadzący. Takich to ja wolę.
Klient często oszolomiony po takiej sesji...czasem wściekły, że ktoś go odkrył, poruszył, wszedł głebiej aż do tajemnic....ale tez taki "leczy". Nie idzie za klientem ale idzie obok i wspiera Go, ma pod opieką, ale też nie użala się, ale pokazuje drogę...czasem brutalnie wyrywa z marazmu, co klientowi sie nie podoba, bo boli....ale za to sie leczy.

No ...róznie bywa....są ludzie i ludzie...tak jak my i my... Jedni wola tak inni wolą siak.
Moje doświadczenia mówią, że lepiej dać się wyrwać z bagna co bywa bolesne, niż tkwić z towarzyszącym wspieraczem w błocie. Pozdro ! EL.

NORBERT - 2009-01-28, 10:41

Monika36 napisał/a:
Obiektywnie to chcę rzucić okiem na Wasze rozmowy Norbercie
..moniko wiesz o co chodziło..ze Norbert wiele rozumiał,wiele słyszał ale nie trafiało to do niego..czemu bo sam nie chciał sobie pomóc..żył w zakłamaniu..w zakłąmaniu tego co widzi,czuje,i wie o sobie..Norbert to zrozumiał...nareszcie wyleczył siebie..teraz buduje nowego człowieka..nowego tego samego lecz wywala z plecaka życia co złe..wywnioskowałas kocha Agate ..tak i to bardzo ..choc teraz jestem w stanie uszanowac wszystko....wszystkie formy wyboru..i odpowiem może i to sie nie spodoba na tym forum....wróciłem z bardzo daleka..ogarnięty przez zło...do szpiku kości....wiesz moniko czemu zdecydowałem się na walkę ze soba na walke ze złem..właśnie ta miłośc do Agaty choc destruktywna..choc w wyglądzie nieszczera..ale w moim pojeciu było to że kocham..i to był mój pierwszy krok...gdyby nie ta miłośc trzymająca mnie,gdyby nie to że musze walczyć ze sobą..kto wie gdzie bym zaszedł dzisiaj..od prawda moja...a Aga jest wspaniałym człowiekiem..i nie pisze tu by wazelinowac..czysta,otwarta,sprawiedliwa...wypada napisac niefart że trafiła na takiego barana..ale zmieniłąś tego barana..udało ci się !!!!!!
Monika36 - 2009-01-28, 12:17

NORBERT napisał/a:
właśnie ta miłośc do Agaty choc destruktywna..choc w wyglądzie nieszczera..ale w moim pojeciu było to że kocham..i to był mój pierwszy krok...a Aga jest wspaniałym człowiekiem....czysta,otwarta,sprawiedliwa...wypada napisac niefart że trafiła na takiego barana..ale zmieniłąś tego barana..udało ci się !!!!!!

Ujmujące wyznanie. Tylko Tobie i Agacie pogratulować.

NORBERT - 2009-01-28, 12:45

Monika36 napisał/a:
Ujmujące wyznanie.
..moniko36 tu o nie wyznanie chodzi ..wiesz o co chodzi O STANIĘCIE W PRAWDZIE... a staniecie w prawdzie mamy dzięki szczerości wobec Boga
Monika36 - 2009-01-28, 12:57

NORBERT napisał/a:
Monika36 napisał/a:
Ujmujące wyznanie.
..moniko36 tu o nie wyznanie chodzi ..wiesz o co chodzi O STANIĘCIE W PRAWDZIE... a staniecie w prawdzie mamy dzięki szczerości wobec Boga

Tak. Ale Wasze małżeństwo ma ogromne szanse, bo oboje stanęliście w tej prawdzie wobec Boga. :-)

NORBERT - 2009-01-28, 13:25

Monika36 napisał/a:
bo oboje stanęliście w tej prawdzie wobec Boga
..błędne rozumowanie to ja dołączyłem Agata dawno juz stała...wiesz moniko ..teraz z perspektywy czasu widze to!!! zawsze w naszym związku była ta ręka Boga..zawsze nsz związek był w jakimś stopniu chroniony przez Boga..choroba syna,choroba Agi..rózne cięzkie chwile..kiedys mnie to śmieszyło..kiedyś szydziłem z tej wiary..a dzisiaj podziwiam ta moc wiary jaką posiada Aga...jak musi byc wielka i silna że wkoncu i spłyneła na mnie -i tak to jest-co???
nałóg - 2009-01-28, 18:00

Monika36.....piszesz :"Och Nałogu......mądrze piszesz, ale ciągle wysyłasz wszystkich do psychologów"

Sądzę że sie mylisz w tym co piszesz.
Ja raczej sugeruję najczęściej że wszelkie zmiany powinny zaczynac sie od siebie(od tego co pisze na forum).
Na poziomie zranienia,bólu,poczucia krzywdy,zranienia,porzucenia czy odrzucenia człowiek nie patrzy zdroworosądkowo na siebie najcześciej.Patrzy przez pryzmat tego co boli,przez pryzmat swojego "MNIE".
Zwykle daleko w tyle jest jego "JA".
To forum powstało -chyba- w założeniu jako forum samopomocowe,forum i płaszczyzna wyżalenia się przed kims kto zrozumie,kto tez jest poraniony,kto nie wysmieje,wykpi..............kto sie podzieli swoim doświadczeniem,swoją siłą.
Podzieli sie tym jak on/ona sobie radzili w podobnej sytuacji.
Ale co poniektórym potrzebna jest solidna pomoc terapeutyczna,psychologiczna czy psychiatryczna.
Taką sugestę łatwiej jest przełknąć od człowieka anonimowego,z forum,od zupełnie obcego ,ale jednoczęśnie dotkniętego podobnym zranieniem,jak od rodziny czy najbliższych.
Najbliżsi najczęściej nie są,nie mogą być tymi co tak jasno widza problem.Dlaczego??? bo w nim tkwią,bo są związani emocjonalnie z osobą szukającą pomocy na forum.Sugestia od kogoś bliskiego:
"idż do psychologa,idz do poradni małżńskiej,idż do psychiatry jest często odbierane jako coś uwłaczającego,poniżającego(nie bedziesz prorokiem we własnym domu)."
Dlatego często piszę:idz i szukaj pomocy,szukaj kogos przed kim bedziesz w stanie sie otworzyć,otworzyć tak całkowicie.Bo tylko wtedy jest szansa na zawrócenie z fałszywej drogi.
Monika36............. jak wszedłem na to forum (chyba w 2006 lub 2007 roku) to byłem jednym z niewielu co pisało:
ZMIANY ZACZYNAJ OD SIEBIE,ZMIENIAJ SIEBIE.
Sypały sie na mnie gromy.................jak ja śmię tak pisać do zdradzonych, skrzywdzonych, poranionych.
Dziś pisze tak juz dużo tych samych zranionych,zdradzonych,poranionych.
I fanie.O to właśnie chodzi.

Monika36............... nikt nie jest w stanie pomóc ,ulżyć cierpiącemu jak on sam nie będzie chciał sobie pomóc.
Dlatego czesto sugeruję tym co jeszcze nie do konca są przekonani przez forumowiczów,co sie miotaja ze sobą:
IDŻ DO PORADNI,IDZ DO PSYCHOLOGA,IDŻ NA MITYNG,IDZ NA WARSZTATY.

Martin skorzystał kiedys z warsztatów("sprzedałem" mu informacje o terminie i temacie) .Zapytaj co z nich wyniósł..........sądzę że dużo.

I nikt nie jest w stanie pomóc (chyba tylko Bóg,choć tez podobno nie robi wbrew człowiekowi) jak delikwent/ka nie chce sobie pomóc.

A ja wiem to bardzo dobrze............sam to przeżyłem.Wiem co piszę.
Pogody Ducha

Jadwisia - 2009-02-02, 13:10

Witam was serdecznie,nie bylo mnie kilka dni i teraz z takim wielkim zainteresowaniem was czytałam.Byłam raz juz u psychologa,za kilka dni będe dopiero drugi raz.Nie wiem czy jest dobrym specjalista czy nie,nie wiem czy mi pomógł czy pomoże ale jedno wiem,że było i jest mi to potrzebne.na pewno dobry fachowiec powinien mi pomóc zrozumiec i zmieniac sie,nie wiem jak będzie w moim przypadku,na pewno nie pójde wiele razy bo mnie nie stać finansowo.

[ Dodano: 2009-02-02, 13:12 ]
A wiem,że trudnym jestem przypadkiem,jest mi ciężko,trudno mi życ z moim balastem(niepotrzebnym) i taki człowiek jest mi niezbędny.

marcel024 - 2009-02-02, 19:27
Temat postu: Re: Proszę o pomoc i rady
Witam mam problem czy mógłbym uzyskać porady bardzo proszę jestem zrozpaczony i nie wiem co mam robić Może wasza pomoc wzmocni mnie


Jesteśmy parą od dwóch lat na początku było pięknie Jola była panną z dzieckiem zaakceptowałem małego jak swojego syna ma on 6 na jedynaka był strasznie rozpuszczony jak zamieszkaliśmy razem dawał nam się we znaki na początku Ewie nie podobało się ze jestem taki surowy ale pomogło po ślubie dałem małemu swoje nazwisko. Póżniej zaczęło się robić coś nie dobrego zaczęły się kłótnie z byle powodu każdy chciał postawić na swoim zawsze wyglądało tak samo Żona zawsze mówiła że ja mam się zmienić tylko ja że jej winy nie ma że ona jest w porządku póżniej zaczęła że bez przerwy ją kontroluje i że jestem zazdrosny przecież każdy jest zazdrosny ale w miarę rozsądku , kłótnie zazwyczaj były o to ze jestem zazdrosny albo że jestem za surowy co małemu zwróciłem uwagę to zawsze negowała i dawała mu do zrozumienia że nie mam nic do gadania. Ostatnio zaczęła mnie unikać nie chciała się całować i myślałem że ma jakieś problemy że jej to wszystko przejdzie. Ostatnio mi oznajmiła że !
mnie nie kocha i że odejdzie w czerwcu jak małemu skończy się rok szkolny i wyprowadza się to swojej rodzinnej miejscowości która jest oddalona 140km że mam się do niej nie zbliżać że jedynie możemy dostać przyjaciółmi że jak będę chciał to mogę ją odwiedzać i małego. A mi bardzo zależy żeby przed te pól roku odbudować nas związek i jej uczucie do mnie , sam widzę że jest teraz ciężko staram się być lepszy bardziej romantyczny i nie daję się sprowokować do kłótni jestem nie ten sam żeby wszystko się ułożyło na razie mnie ignoruje ale ja myślę że żona wgłębi serca mnie kocha. Ale z punktu psychologicznego jak mógł bym dotrzeć do upartej osoby żeby chciała spróbować ratować małżeństwo która mówi że nie ma się starać że tak nic nie będzie z tego . A widzę że ją ta sytuacja dołuje kilka razy nastałem ją jak płakała z dnia dzień robi się bardziej do mnie wulgarna opryskliwa. Powtarza że nie mam się starać bo tak czy tak odejdzie. Nie wiem co mam robić żeby zwróciła na mnie!
uwagę żebym znowu ją pociągał fizycznie i intelektualnie

W razie jeszcze jakiś konkretnych pytań proszę pytać a odpowiem czekam na pomoc

A w dodatku nie raz zapomina o tym i jest dobrze a jak się zorientuje to wojna gotowa ze ona sama nie wie czego chce myślę że uzyskam pomocy rady co mam robić
Pozdrawiam Marcel

mami - 2009-02-02, 20:47

Marcel a wiesz w czym tak naprawde tkwi problem Wasz?... bo jeśli nie to jak chcesz cos naprawiac,
piszesz ze starasz sie byc lepszym mężem ale jak nie wiesz co boli twoja żone to żadne starania nie pomoga
żaden romantyzm nic nie podziała, sprawia jedynie że żona widzi nietrwałe zmiany twoje w kierunku połączenia Was na nowo...
musisz się zastanowic nad powodami kłótni, które są między Wami, ile w nich racji
a ile ucieczki przed jakims problemem, którego nie możecie rozwiązac,
z opisu postu sądze że jestes osoba, która chce kierować rodziną i sobie ją podporządkowac...
Marcel bycie ojczymem jest bardzo trudne, nie idzie od razu stać sie dla dziecka jego prawdziwym ojcem...
surowe traktowanie syna... widzisz więcej niż matka staraj sie raczej do syna podchodzic łagodnie w czasie adaptacyjnym dla Was dwojga.
dla niego jestes obcą osoba, mężem jego matki, moze byc o nią zazdrosny, przez to robić Ci na złość....
jak jesteś dla niego surowy on odpłaca Ci sie tym samym,
broni sie jak potrafi malec w tym wieku...
jesli widzisz błędy wychowawcze popełniane przez matke, nie krytykuj jej, w końcu jakos udawało sie jej bez ciebie wychowac przez te 6lat dziecko...
raczej pomagaj jej w tym ale bez krytyki, bez ciągłego napominania że źle wychowuje bo to boli matke
i stara sie jeszcze więcej chronic dziecko przed Toba
strając sie mu zastąpic ojca
nieświadomie krzywdząc go tym, a ty tym samym swoim zachowaniem ułatwiasz jej to...
jak między małżonkami jest zle zawsze odbija sie to na dzieciach, w Waszym przypadku jeszcze bardziej
syn idzie za matka bo Ty dla niego jestes osoba drugoplanowa kims kto włączył sie do rodziny...
i musisz dopiero spokojnym zachowaniem pokazac dziecku że przy tobie może tak samo czuć sie bezpieczny jak przy matce
poświęcaj mu wiele uwagi, ucz męskich rzeczy które kobieta nie potrafi nauczyc syna, ale bez krytyki
dziś wydaje mi sie iz dziecko w Waszym związku jest kolejnym problemem do kłótni o to kto ma racje w prawidłowym wychowaniu...
wspieraj żone w obowiązkach rodzicielskich,
samo nadanie nazwiska nie świadczy jeszcze o byciu ojcem... ojcem sie staje w momencie trwałego uczuciowego zwiążania z nim.
zastanów sie jakie uczucia masz do małego? on nie jest winny temu iz matka go rozpuściła jak piszesz...
nie on ma obrywac za to... a wydaje mi sie iż chyba za duzo na tego malucha zwalasz
przez co nie widzisz w nim jego samego,
to mały bezbronny chłopiec, pragnący miłości i zainteresowania...
poświęć mu więcej uwagi na zabawe i nauke,
mysle że przez syna trafisz najszybciej do serca matki,
ale pamiętaj to nie gra na uczuciach dziecka by zdobyc matke,
to walka o rodzine, zone i syna
nie o to kto ma racje tylko o to by Wam wszystkim było w Waszej rodzinie miło i rodzinnie,
syn sam sie do ciebie będzie garnął jak zaczniesz mu poświącac więcej uwagi, zamiast krytykowac za złe zachowanie,
zabawa i spędzaniem z nim czasu prędzej nauczysz malucha właściwych zachowań niż ciągłą krytyka...
krytykowac łatwo gorzej samemu pokazac i nauczyc właściwie postępowac

pozdrawiam Marcel
wiem ze uwaznie przeczytasz mój post i nad nim sie zastanowisz bo gorąco pragniesz by zona na nowo cie pokochała... pamiętaj o jednym zona to nie tylko ona
to także dziecko niczemu nie winne...

martin - 2009-02-02, 21:00

Jadwisia - sa tez psycholodzy bezplatni z NFZ ale terminy ... lepiej wydaj troche kasy na dobrego specjaliste z polecenia. Po paru wizytach zwykle juz widzisz, czy ta osoba Ci pomaga, czy tylko glaszcze po glowie...

Marcel - witaj - na razie nie opisales zbyt obszernie waszej sytuacji.
Czy mozesz powiedziec w jakim oboje jestescie wieku? W jakim wieku bylo dziecko Twojej zony? Czy macie slub koscielny?
Czy orientujesz sie moze jak to sie stalo, ze Twoja zona rozstala sie z ojcem dziecka?
Na pewno zona bardzo oddalila sie emocjonalnie, byc moze komunikowala Ci wczesniej o jakichs potrzebach, ktorych nie zauwazyles. Istnieje tez ryzyko, ze kogos znalazla i stad ta zlosc.
Moze warto zaproponowac mediacje u psychologa dla Was jako pary, zebyscie wyjasnili sobie wzajemnie swoje potrzeby i mogli dojsc do porozumienia jakie sa oczekiwania?
Poswiec uwage temu co Ci zona komunikuje, moze chce cos przekazac.
Ale jesli odejdzie i pozostanie agresywna i zamknieta to obawiam sie, ze tylko stanowcza postawa tzn zadnego plaszczenia sie i proszenia, tylko stwierdzenie, ze kochasz, ale nie dasz soba pomiatac.
Poki jestescie razem pracuj nad soba, sluchaj tego co Ci mowi, okazuj szacunek.
Moze napisz cos wiecej?
Pozdrowienia

Jadwisia - 2009-02-03, 10:55

martin---------mój psycholog nie jest z polecenia tylko po prostu........psycholog,no..katolicki..a co będzie dalej zobaczę.Chciałabym żeby mi pomógł.
EL. - 2009-02-03, 13:33

Marcel, ja tu widzę, że Ty masz plan ! Ona ma się zmienić, Ona ma zauważyć i Ona ma chcieć zostać......noooooo Ona ma się zwyczajnie podporządkować....tak ?

Czemu - komu ma sie podporządkować ?
Dlaczego ma się podporządkować ?
Które z Was ma monopol na wiedzę ?
I skąd Ty wiesz, że Twoje działania wobec żony , czy wobec Jej syna są dobre i słuszne ?

Żona , kiedys panna z dzieckiem, to trudne wyzwanie i dla Ciebie i dla Niej. Decyzję podjęliście.
Wydaje mi się, że żona podporządkowała się Tobie....ale jak to już dzisiaj było pisane na innej stronie....wybuchła, bo już ma dosyc podporządkowywania się.
Kiedys być może dla świętego spokoju...ale z czasem zaczęło uwierać a jeszcze z czasem gwałciła sma siebie, żeby był spokój, żeby jakos było.....a teraz mówi STOP !

Nie wiemy jak jest , ponieważ to tylko Twój punkt widzenia....ale też z Twojego punktu widzenia wynika , że Ty chesz, a Ona ma się zmienić.

Nooo Ty się zmieniasz....w romantyka....ale zapytałes zony, czy Ona chce romantyka ??

Niedogranie...bzdurki , nierozmawianie, nie słuchanie...wszyzstko sie nawarstwiło i żona pękła jak bańka mydlana i mówi STOP.

Co Ona zrobi, to my wiemy...w czerwcu od Ciebie odejdzie.....ale co Ty zrobisz do czerwca ?

Moja rada....odpuść zonie a zajmij się sobą i to Ty tak sie przemień, żeby Ona zechciała z Tobą zostać.

Czasem trzeba wreszcie zasiąść do okrągłego stołu, gdzie każdy jest równy. Ale czasem już za późno na rozmowę....czasem już tylko nasze ( Twoje ) czyny....ale też one ważniejsze od słów.

Z zoną nic nie zrobimy, bo Ona podjęła decyzję.....tę decyzje może zmienić, jak zobaczy obok siebie dobrego człowieka, który da Jej i dziecku poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłości itp.

Myślę też Marcel, że wszystko co do tej pory robiłeś, robiłeś w przekonaniu, że robisz dobrze, dla żony i dla syna...z miłością, determinacją, poświęceniem. Ale okazało się, że za mało słuchałeś, bo żona dawała znaki, że Ona tak nie chce...że woli inaczej. Te drugie nasze połówki zawsze dają znaki ...ale my zwykle je ignorujemy, niezauważamy albo lekceważymy...a potem sami budzimy się z ręką w nocniku .

No.....masz ciężki orzech Ty sam do zgryzienia....ale wierzę, że dasz radę !! Do czerwca masz sporo czasu, nie zmarnuj go ! Pozdro ! EL.

marcel024 - 2009-02-03, 13:58

żle musiałem sformułować to nie żona ma się zmienić poprostu ja sie zmieniam bardzo sie zmieniłem i jest mi trudno wszystko co mówiła że jej przeszkadza to zmieniłem sam walcze ze sobą żona wiele razy prubuje mnie prowokować do kłótni ale nie wdaje sie w jej intrygi .Jestesmy młodym małżeństwem ja mam 24 lata a żona 27 a syn 7. od tego czasu co żona powiedziała że odejdzie bardzo dużo sie zmieniło a wszególności ja sie zmieniłem> W naszym związku bywało róznie ale wieszkosci bardzo pozytywnie nie wiem co juz mam pisac jestem załamany tą sytacją

[ Dodano: 2009-02-03, 14:32 ]
ojciec dziecka jak sie dowiedział że jet w ciązy to odszedł i nie interesuje sie dzieckiem, tak mamy śłub kościelny
Co mam zrobic żeby zbliżyć sie emocjonalnie do żony o mozeie mi poradzic :?:
żona ostatnio powiedziała że chce jechac na ferie do siostry zgodziłem sie bo nie mialem wyjscia ale mysle że może jej zabraknie mnie . Tylko modlitwa mnie trzyma na duchu wspiera mnie psychicznie

nałóg - 2009-02-03, 16:08

Marcel.............. słuchac tego co mówi i jak mówi.
Nastęnie mówić do niej z zaangazowaniem i z sercem
Bo kobieta chłonie najwięcej uszami.(faceci oczami).Tylko badż spójny i prawdziwy w tym co mówisz i robisz.
I daj czas czasowi

marcel024 - 2009-02-03, 16:53

wiesz ale ona do mnie wszystko mówi złośćią staram sie nie reagowac na jej obelgi poprostu przemilczec wszystko. Wszystkie metody uprzejmości czułóść nie wiem jak jeszcze można dotrzeć do upartej osoby
EL. - 2009-02-03, 17:06

Marcel, więc Ty już wiesz, że to od Ciebie w dużej mierze zależy Wasze małżństwo. Ty się starasz....a nie ma odzewu.....hm....albo bardzo żonie zalazłeś za skórę....albo zmieniłeś się nie tak jak trzeba....albo jeszcze masz się zmieniać.....albo....no....z Nią coś nie tak.
Moim zdaniem wcale nie musisz słuchać z podkulonym ogonem złośliwych uwag żony !!!
A może byś się tak temu sprzeciwił....a może powiedział głośno, że nie chcesz, żeby Cię obrażała....a może też dasz żonie trochę odpocząc od siebie ??? Odsuń się nieco...trochę odseparuj. Pozwól Jej pobyć trochę samej ze sobą....daj Jej czas na przemyślenia.....daj odetcnąć od siebie....daj Jej poczuć, że nie będziesz przez całe życie Jej prosił i nadskakiwał....może tego potrzebuje ??

Wspieraj się modlitwą za Wasze małżeństwo i proś Boga o prowadzenie , wsparcie i siłę....On Cię poprowadzi. Ale Bóg przychodzi w ciszy ....uspokój więc swoje emocje...wycisz serce !! Ty też potrzebujesz ciszy i wytchnienia, oraz czasu na przemyślenia ! Powodzenia !! EL.

marcel024 - 2009-02-03, 17:13

moze jak pojedzie na dwa tygodnie na ferie to przemysli i odpocznie .
mami - 2009-02-03, 21:02

Marcel problem nie zniknie po feriach,
chyba, ze powodem była przyziemna przyczyna Waszego kryzysu jak zmęczenia fizyczne zony, w co osobliwie wątpie,
więc nie skupiaj sie na cudownym uzdrowieniu po powrocie zony z ferii, i nie trać czasu,
tylko na istocie problemu,
który zona przecięz ci komunikuje w trakcie kłótni...
jesli nie jestes świadomy jednak przyczyny otwarcie powiedz żonie- kochanie co jest przyczyna twojej decyzji, chciałbym wiedziec w którym momencie naszego związku popełniłem błąd... pomoże mi to kochanie w zmianie siebie na lepszego jesli nie dla ciebie, to dla mnie samego
moge przeciez nie byc świadomy, że popełniałem jakies błędy a bardzo zalezy mi by sobie ten problem poukładac dla własnego komfortu psychicznego, by stac sie dojrzalszym i mądrzejszym facetem....
pozdrawiam

słuchający1 - 2009-02-03, 22:39

marcel024 napisał/a:
Wszystkie metody uprzejmości czułóść nie wiem jak jeszcze można dotrzeć do upartej osoby
Marcel a może to ty jestes uparty?namolny?
i pragniesz wszystko już?
Nie taka droga słyszałes o oddechu,słyszałes o siedzeniu na plecach-jak nie to ja słyszałem i dzisiaj co?zapis juz po rozwodzie.Nerwy to najwiekszy terapeuta głupol,on nie leczy tylko popycha!Marcel zatrzymaj sie w czasie i z boku ocen marcela ,gdzie pedzi?dlaczego tak szybko wymaga? I jeszcze jedno kobiety nie sa uparte,kobiety kierują sie rozwagą.Oceniają za i przeciw-nie przechylaj wagi w złą stronę

marcel024 - 2009-02-04, 01:06

nie jestem ani uparty ani namolny ja juz przeanalizowalem co złe mogłem robić i to naprawiam . a najbardziej dziwi mnie to ze zona mowi że odejdzie i że decyzji nie zmieni a przy innych osobach którzy nie wiedzą że chce odejedz planuje naszą przyszłośc juz nic z tego nie rozumiem
..monika.. - 2009-02-04, 07:35

marcel,
widzisz, kazdy z nas ma jakis obraz samego siebie. i tego obrazu za wszelka cene broni. moze TWOIM zdaniem nie jestes uparty ani namolny, moze TWOIM zdaniem nie robisz nic zlego, moze TWOIM zdaniem nie masz sobie nic do zarzucenia.
a co uwaza Twoja zona?
moze jakies niby drobnostki sie kumulowaly, a teraz wszystko peklo? moze Ci kumunikowala, lecz nieudolnie? moze ona ma do Ciebie jakies niewypowiedziane urazy lub zale?
tak jak Ci radzila EL., porozmawiaj szczerze i spokojnie z zona, popros, zeby sprobowala sie otworzyc i zebyscie wspolnie mogli sprobowac znalezc rozwiazanie Waszych problemow.

słuchający1 - 2009-02-04, 08:23

marcel024 napisał/a:
nie jestem ani uparty ani namolny ja juz przeanalizowalem co złe mogłem robić i to naprawiam
Marcel to naprawiaj,czy nie jesteś uparty ano jestes bo starasz się chociaz na forum nas przekonać do swoich zdań,moze i tak samo robisz względem żony co?.Marcel zona ma plany-to czekaj,daj jej rozwinąc skrzydła,zasada nr 1(jeszcze nikomu nie udało sie zawrócić kobiety z obranej drogi działania)-próba tego zobaczysz czym śmierdzi,czymś co nie będzie ani miłe ani przyjemne,czyms czego sie obawiasz-SAMOTNOŚĆ
EL. - 2009-02-04, 08:27

Marcel, piszesz - "moze jak pojedzie na dwa tygodnie na ferie to przemysli i odpocznie "-

Wiesz...tak naprawdę to Ty za bardzo nie możesz oczekiwać tego co żona zrobi i co i jak przemyśli, bo to tylko od Niej zależy a Ty nie masz na to wpływu. Za to co TY zrobisz , przez ten czas, kiedy zony nie będzie....co Ty przemyslisz, jak zastosujesz itp....na to masz wpływ , więc warto cos zrobić, przemysleć.

Mówisz, że już się zmieniłeś i jesteś teraz ok.....ale Marcel..wiesz, jak sie cos psuło przez np rok, to jednym czynem, czy zachowaniem nie da się tak hop naprawić. Na naprawienie też potrzeba czasu....Ty potrzebujesz tego czasu, żeby żonie udowodnić, że naprawdę wiele zrozumiałeś i teraz będzie inaczej. Ale i żona potrzebuje czasu, żeby to zauważyć, uwierzyć, zaufać od nowa, poczuć się znowu bezpieczną ....No i to dziecko też potrzebuje czasu, żeby tę sytuację na nowo zaakceptować.

Zycie wcale nie jest łatwe i proste. Powodzenia !! EL.

słuchający1 - 2009-02-04, 09:10

EL. napisał/a:
Zycie wcale nie jest łatwe i proste
Marcel i to są prawdy ale uwaga
czy łatwe to zalezy od nas jak je pokierujemy,proste ano zalezy jaka drogę obierzemy
prosta i właściwa ,czy pogmatwaną własnymi pomysłami.Marcel własne pomysły juz niejednego faceta doprowadziły do tego do czego doprowadziły.Chcesz powiększyc grono nieudaczników?
Marcel wiesz czemu mam logo słuchający-bo nareszcie umiem słuchać-zbyt pózno dla mego małżenstwa ,ale z pożytkiem dla mnie i innych ludzi

nałóg - 2009-02-04, 09:19

EL NAPISAŁA:"Zycie wcale nie jest łatwe i proste"

Elu...............życie jest takie jakie być powinno.........tylko my,ludzie je sobie komplikujemy swoimi oczekiwaniami,pragnieniami.........często nierealnymi.
Często chcemy żyć nie realiami a wyobrażeniami.
Chcemy mieć tylko przyjemności i byc egzekutorami własnych praw i cudzych (małżonków) obowiązków.
Pogody Ducha

EL. - 2009-02-04, 12:02

Tak Nałogu, masz rację . Zgadzam się z Twoim zdaniem !
Słuchający, pozdrawiam !! EL.

martin - 2009-02-04, 12:34

Wiesz Marcel

Z sytuacji, ktora mnie spotkala widzialem, ze agresja u kobiety pojawia sie, gdy zaczyna odpuszczac, gdy uwaza, ze sie starala, ale sie nie dalo i ma juz dosyc.

Ale jest wtedy tez ryzyko, ze patrzy na swiat egoistycznie - tyle mnie ranil, to teraz mu dokopie i koniec i tak mu nie zalezy. Dlatego tez uwazam, ze powinienes absolutnie nie pozwolic sie lzyc. To jest niedopuszczalne, cokolwiek bylo wczesniej. Jesli jestes osoba cierpliwa i spokojna postaraj sie wysluchac co Ci powie (bez wtracania, zasygnalizowac, ze Jej sluchasz) ale jesli zaczyna rzucac obelgi bezwzglednie, ale spokojnie to uciac. Pokazac i powiedziec, ze jestes czlowiekiem zaslugujacym na szacunek i wyraznie Jej to powiedziec. Jesli trzeba to ostro, ale bez klotni. Stanowczo.

Bo kobiety nie lubia grzecznych chlopczykow co przepraszaja, ze zyja. Badz dla niej dobry, ale nie pozwalaj robic z siebie wycieraczki.

Pozdrawiam

słuchający1 - 2009-02-04, 13:51

martin napisał/a:
Ale jest wtedy tez ryzyko, ze patrzy na swiat egoistycznie - tyle mnie ranil, to teraz mu dokopie i koniec i tak mu nie zalezy
Miły Martinie ani to egoizm,ani chęć zemsty,ani chęć dokopania,jedynie stanowczośc kobiety.Kobieta stanowcza ma przekonanie o słuszności własnych decyzji-dlatego jest nieraz twarda w wykonalności tego,ale kobieta to skupisko uczuc-uczucia z czasem emanują i następuje niekiedy żal własnych czynów,decyzji.Jest jeszcze jedno w tym wszystkim kobiecie trudno jest przyznac się do błędów,jezeli nawet zostanie stwierdzone że ocena była niewłaściwa ,zbyt ostra to zawsze jest łatwiej przyjąc właśnie skulony kark partnera i słowa -daruje ale masz byc inny,niz powiedzieć pomyliłam się.A i Martinie nie zgadzam się czemu tak napisałes? własnie tacy mamy byc kiedy trzeba wycieraczka,kiedy trzeba miękkim dywanem po jakim stąpa,kiedy trzeba kocem otulającym,kiedy trzeba gwarancja wszystkiego-to jest ideał faceta!
Nirwanna - 2009-02-04, 14:08

Sądzę, że Martin chciał powiedzieć, że kobiety nie lubią mężczyzn, którzy nie mają szacunku do samych siebie, nie chcą/nie umieją bronić swej godności, ew. sami własnoręcznie tę godność niszczą. I uważam, że ma rację.
martin - 2009-02-04, 14:20

Sluchajacy

Nirwana dokladnie opisala co mialem na mysli.

Tacy nie mozemy byc i musimy siebie szanowac, bo to kwestia wlasnego poszanowania swojej wartosci, ktora przekonuje tez druga osobe, ze skoro sami dla siebie jestesmy dobrzy i stawiamy innym granice, ze nie dajemy soba pomiatac, to wzbudzamy szacunek.

Wiec na Twoje stwierdzenie - czasem dywanem - powiem prosto. Bolesnie sie mylisz i mozesz tego poniesc ciezkie konsekwencje. Wiem, bo tez tak mialem, dlatego wole Cie ostrzec.

Trzymaj sie

słuchający1 - 2009-02-04, 14:29

martin napisał/a:
Wiem, bo tez tak mialem, dlatego wole Cie ostrzec.
No akurat w moim przypadku zbyt pózno na ostrzeżenie.Co do granic ostrego stwiania granic tu tez uwaga.Moje wypowiedzi o wycieraczce,dywanie,kocu itd nie zobrazowały uległości,jedynie gwarancje dla kobiety,nie rozumiem o co wam chodzi?.Najprosciej jest napisac tak kiedy nawalisz bądz przez czas wycieraczka,bądz dywanem bezpieczeństwa jak trzeba,bądż kocem ciepła i gwarancji,twarde postawienie granic w przypadku własnej winy-Martin to moze byc przestroga dla ciebie!
Nirwano a napisz jak według ciebie winna wyglądac męska godność ,jestem strasznie ciekaw?

Nirwanna - 2009-02-04, 14:50

Słuchający, napiszę jutro, dziś muszę już uciekać, dobrze? :-)
marcel024 - 2009-02-04, 15:46

tylko że żona nie chce mnie słuchać jak chce z nią rozmawiać.
Marel mówisz ze agreja jest jak zaczyna odpuczać w jakim kierunku odpuszcza?
To jej ignorowanie jest dla mnie przerażające nie wiem o tym mysleć

nałóg - 2009-02-04, 17:14

Marcel.........Słuchający...... a może by tak w spódnice wskoczyć?aaaaaa i nie zapomnijcie przy sikaniu siadać lub kucać.
Wtedy żony napewno nie będzie chciały z Wami rozmawiać.
Facet ma być facetem,głową rodziny,opiekunem,słuchaczem i decydentem bioracym pod uwagę zdanie innych członków rodziny,wojownikiem i dostarczycielem tego co kiedyś było zdobywane na polowaniu.Ma być opoką dla rodziny.
A bycie głową to odpowiedzialność,służba na rzecz tych którym chce sie przewodzić.
Taki ma być facet mąż/ojciec.

słuchający1 - 2009-02-04, 20:09

nałóg napisał/a:
Marcel.........Słuchający...... a może by tak w spódnice wskoczyć?aaaaaa i nie zapomnijcie przy sikaniu siadać lub kucać.
Nałogu nazwe przegięciem to co napisałes-ale dobra to sie nazywa tolerancja,przeczytałem co napisałes ,posmiałem sie i wszystko
nałóg napisał/a:
Facet ma być facetem,głową rodziny,opiekunem,słuchaczem i decydentem bioracym pod uwagę zdanie innych członków rodziny,wojownikiem i dostarczycielem tego co kiedyś było zdobywane na polowaniu.Ma być opoką dla rodziny.
A bycie głową to odpowiedzialność,służba na rzecz tych którym chce sie przewodzić.
Taki ma być facet mąż/ojciec
a czy ja gdzies napisałem że mam z tym problemy,złe odczyty.Do tego wzoru jaskiniowca ,trzeba miec i trochę wzoru francuskiego romantyka,ja o tym pisałem,wymagający i czuły,mówiacy i słuchający
działający ale i pozwalający działac.Nałogu tak poczytałem twoje wypowiedzi zawsze mocno tego typu zdania akcentujesz,ale nie da sie teraz nadrobic pisaniem braków jakie pewnie miałes w sobie przez lata,wazne bys sam to pamietał na codzien co piszesz dla własnego spokoju i twoich najblizszych.Ale kazda rada jest dobra,wazna istotna i przyjmuję ją z chęcią.

marcel024 - 2009-02-04, 20:17

Dziękuje za wszystkie rady i sugestie dają mi wiele do myślenia
słuchający1 - 2009-02-04, 20:24

marcel024 napisał/a:
Dziękuje za wszystkie rady i sugestie dają mi wiele do myślenia
marcel ale nie przyswajaj wszystkiego,wazne co czujesz.To co czytasz wrzuc na sito i wez tylko istoty.Kazdy człowiek jest inny,kazda reakcja inna.Co do zony Marcelu spokój twój spokój to w tej chwili najlepsza terapia i lekarstwo.Spokojem mozna zarazic,spokojem mozna wyleczyc,i słuchaj co mówi zona nawet jak przykre dla serca i uszu.To sa wskazówki dla ciebie jakie masz byc,w czym uleczac wasze relacje.Stara zasada powoli,do przodu,w sokoju i z rozwaga!
marcel024 - 2009-02-04, 20:34

mądre słowa Słuchający1

[ Dodano: 2009-02-04, 20:57 ]
Czy komuś udało sie tu uratować małżeństwo?
JA nie wiem jak mam zrozumieć upór czy rozsądek czy sie kierować jak mysłeć o tym wszystkim

justyna73 - 2009-02-04, 21:39

Bardzo dobre pytanie czy możliwe jest uratowanie i jak się potem żyje, czy da się żyć,chciałam zapytać co myslicie o mężu który mówi że żoną można przestać być natomiast synem i bratem będzie się do smierci i to są więzi mocniejsze, zaczęlam trochę od srodka i drobiazgu ale niedawn zdałam sobie sprawe z niedojrzałości męża oraz zakodowaniu mu przez matkę że tylko ona i siostra są jesdynymi wartosciowymi kobietami dla których można wszystko , może narazie tyle .....justyna
słuchający1 - 2009-02-04, 21:43

marcel024 napisał/a:
mądre słowa Słuchający1
e tam mądre !!Marcel to zycie to co wiem i czego sie dowiedziałem na własnej skórze,to co przeszedłem a nie cytaty z książek-najlepsze jest to ze wszyscy cytujący sami sie do tego nie stosuja w życiu.
Marcel a spójrz tak może upór zony jest własnie rozsadkiem?
może zona nie chce schematy na życie,małżeństwo po Marcelowemu?
czy jestes w stanie zaufac żonie że chce dobrze?
Marcel spokój i słuch nad tym sie skup,niech żona decyduje ty masz jej pomagac doradzic nie dawac gotowy schemat i już
czy sa uratowane małżenstwa cała masa-ale aby to uratowac trzeba rozwagi,dorosłosci,wiary(lecz nie w siebie bo moge byc omylny-tak po ludzku)
tylko wiary w Boga ze on lubi Marcela i chce mu pomóc,on kocha zone Marcela i wie ze Marcel ja kocha.
Marcel słuchaj żony,patrz na wskazówki Boga i powoli,spokojnie do przodu
znasz to czy małą łyżeczką`mozna zjeśc zupe-pewnie ,ale duża łyżką szybciej prawda-tylko że dużą można się zakrztusić bo wiecej zupy,rozumiesz po co skakac !!-małymi kroczkami tez zajdziesz

[ Dodano: 2009-02-04, 21:57 ]
justyna73 napisał/a:
Bardzo dobre pytanie czy możliwe jest uratowanie i jak się potem żyje, czy da się żyć,chciałam zapytać co myslicie o mężu który mówi że żoną można przestać być natomiast synem i bratem będzie się do smierci i to są więzi mocniejsze, zaczęlam trochę od srodka i drobiazgu ale niedawn zdałam sobie sprawe z niedojrzałości męża oraz zakodowaniu mu przez matkę że tylko ona i siostra są jesdynymi wartosciowymi kobietami dla których można wszystko , może narazie tyle .....justyna
Justyna gdzies na tym forum było napisane o odcieciu pempowiny,problem jest najczesciej zawarty w rodzinie z jakis tam powodów cała miłośc jest przelana na dziecko,złośc na męża w wyniku jakis tam przewinien przelana jest w miłości na dziecko
to jest pokazywanie trzymajmy sie w kupie,kochamy sie bardzo.Najlepsze jest to ze rodzice to stosujący mają wrażenie że dali wolnośc ,że dziecko jest ich dojrzałe.J tez przez cos takiego przeszedłem słyszałem inaczej męzów można miec kilku ale rodzenstwo i rodziców jednych(to prawda) ale jak ktoś z takim podejściem wiezi emocjonalnej zbuduje rodzine?

Ola2 - 2009-02-04, 22:03

"Jest jeszcze jedno w tym wszystkim kobiecie trudno jest przyznac się do błędów,jezeli nawet zostanie stwierdzone że ocena była niewłaściwa ,zbyt ostra to zawsze jest łatwiej przyjąc właśnie skulony kark partnera i słowa -daruje ale masz byc inny,niz powiedzieć pomyliłam się."

O kurcze, mam takie same doświadczenia, to samo zauważyłam, tylko że w roli głównej facet.
Schemat taki: narozrabia, 5 min posłucha, następne 5 poudaje, że słucha, nie przyzna się do winy, wyrwie kość rodzinie z gardła i ukryje się głęboko w jaskini na dłuższy czas. Od czasu do czasu wyjrzy z jaskini, czy sprawa ucichła, a może się samoistnie wszystko naprawiło i jeśli tak - ostrożnie wyłazi i bada teren, jeśli nie - myk z powrotem do jaskini. Łaskawca może nawet zechcieć wyjść wcześniej z jaskini. W przypadku głodu - żeby następną kość rodzinie buchnąć lub gdy kobieta stęskniona samoistnie przyzna się do win, których nie popełniła, przeprosi na wysokości podłogi i obieca poprawę.

Bibliografia: na podstawie książki Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa + osobistych doświadczeń.

Słuchający sam sobie zaprzeczasz. Piszesz, że każdy inny, a potem idiotycznie uogólniasz.

justyna73 - 2009-02-04, 22:08

ja to wiem, lecz jak przekonać męża i jego matkę,, wychowywała syna i córkę sama ponieważ tak chciała w dwa lata po swoim ślubie doszła do wniosku że z pijakiem żyć nie będzie wyprowadziła się z dziećmi do swoich rodziców, po kilku latach zginął w wypadku samochodowym, wpoiła swoim dziećiom że się poświeciła obecnie jest już santo subito, i wszystko robi w dobrej wierze błędne koło a mąż ,,,szkoda gadać pa
słuchający1 - 2009-02-04, 22:23

Ola2 napisał/a:
Słuchający sam sobie zaprzeczasz. Piszesz, że każdy inny, a potem idiotycznie uogólniasz
czy idiotycznie pewnie nie bo mamy w sobie cechy-nabyte cechy(chłopczyca,zniewiesciały).A twój facet ,no tak słowa nałoga o spódnicy(troche wczesniej)
justyna73 napisał/a:
ja to wiem, lecz jak przekonać męża i jego matkę,, wychowywała syna i córkę sama ponieważ tak chciała w dwa lata po swoim ślubie doszła do wniosku że z pijakiem żyć nie będzie wyprowadziła się z dziećmi do swoich rodziców, po kilku latach zginął w wypadku samochodowym, wpoiła swoim dziećiom że się poświeciła obecnie jest już santo subito, i wszystko robi w dobrej wierze błędne koło a mąż ,,,szkoda gadać pa
Justyna tak tez myslałem-to przyczyna.Sama z tym nie walcz bo polegniesz ,naruszysz jego swietość!!
ja tez kiedys naruszyłem i to był mój błąd

[ Dodano: 2009-02-04, 22:35 ]
ola czas schowac kośc i nie dokarmiać to zacznie leczyc syndrom Pawłowa!!!

marcel024 - 2009-02-04, 22:52

ale jak mam zaufać zonie że chce dobrze mam jej dać odejdz jak słuchający to interpretujesz

[ Dodano: 2009-02-04, 22:53 ]
dla mnie ta miłośc jest najważniejsza to moj sens życia

miriam - 2009-02-04, 23:08

justyna73 napisał/a:
Bardzo dobre pytanie czy możliwe jest uratowanie i jak się potem żyje, czy da się żyć,chciałam zapytać co myslicie o mężu który mówi że żoną można przestać być natomiast synem i bratem będzie się do smierci i to są więzi mocniejsze, zaczęlam trochę od srodka i drobiazgu ale niedawn zdałam sobie sprawe z niedojrzałości męża oraz zakodowaniu mu przez matkę że tylko ona i siostra są jesdynymi wartosciowymi kobietami dla których można wszystko , może narazie tyle .....justyna


Justynko myslę dokładnie tajk jak Ty --niedojrzały i nieodpowiedzialny. Ale wszystko przed nim i nic straconego.
Mężczyzna dojrzewa stosunkowo późno pomiędzy 35-45 rokiem zycia podobno ;). Problem polega na niewłaściwym podejściu do małżenstwa, na niezrozumiemiu jego istoty i niewiedzy po prostu. Miłość to odpowiedzialność .

Recepta na udane małżeństwo jest złożona, ale w skrócie można powiedzieć, iż udany związek polega na poznaniu potrzeb wspólmałżonka i ich zaspokajaniu. Aby poznać wzajemne potrzeby i oczekiwania trzeba ze sobą szczerze rozmawiać. To jest sztuka i trzeba ją doskonalić, bo od problemów w komunikacji wzajemnej zaczynają się wszystkie kryzysy. Jednocześnie powinniśmy mieć na uwadze, iż nasze pragnienia i potrzeby ulegają zmianom z upływem czasu i należy je sobie wzajemnie komunikować.

Więź małżenska powinna być budowana jednocześnie na 3 płaszczyznach --duchowej , psychicznej i fizycznej. Gwaranten naszej miłości jest Bóg , który nam pomaga w wytrwaniu w przymierzu łaską płynącą z mocy sakramentu małżeństwa. Tylko nie wolno nam się od Niego odwracać!

Wracając do dialogu...aby szczerze ze sobą rozmawiać potrzebne jest zaufanie i otwarcie się na drugiego oraz dzielenie się swoim najgłębszym "ja". Małżonkowie powinni być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Wtedy rodzi się prawdziwa intymność , która jest swoistym emocjonalnym spoiwem łączącym, zapełniającym szczeliny i pomagającym w stawaniu się jednością. Z kolei rozwijanie intymności wymaga odwagi i gotowości na zranienia.
Słowem ... miłość jest trudna, wymaga od nas poświęcenia i ofiary. Ale ceni się przecież tak naprawdę tylko to , co jest w trudzie zdobywane.

Pytasz, czy możliwe jest uratowanie ?--owszem --na forum jest wiele świadectw starszych i zupełnie świeżych.
Jak się potem żyje? A tak, jak w przypowieści o weselu w Kanie Galilejskiej --czasem to dobre wino dostaje się na koniec i to jest wielka łaska, ale od nas zależy ile najpierw zaczerpniemy i czy Bóg jest w naszym życiu na pierwszym miejscu.

Czego Wam wszystkim serdecznie życzę i pozdrawiam .
Szczęśliwa żona -Miriam
ps. warto poczytać :

Złota recepta na zbudowanie szczęśliwego małżeństwa

słuchający1 - 2009-02-04, 23:10

marcel024 napisał/a:
ale jak mam zaufać zonie że chce dobrze mam jej dać odejdz jak słuchający to interpretujesz
Marcel a jak chcesz zaufac ze bedzie dalej super skoro na poczatku nie ufasz.
Zatrzymując na siłę dasz sobie gwarancje o to chodzi?
Marcel daj czas na myslenie ,daj czas na analizę-kochaj jak potrafisz tego nikt ci nie zabrania
marcel024 napisał/a:
dla mnie ta miłośc jest najważniejsza to moj sens życia
Marcel to tragicznie konczy sie miłośc i brak sensu życia??
człowieku sens zycia to ty,twoje radości narazie zachwiała sie jedna radośc twego zycia i co nic innego nie ma,Marcel nie mozna sie stac sługusem niczego nawet miłości,wiem trudne do zrozumienia ale to prawda miłośc może byc uzaleznieniem i jak kazde uzaleznienie zjada od srodka,żyj dla siebie roztaczaj dobro dla siebie,naucz sie kochac siebie a bedziesz zdolny do miłosci bez ograniczeń.Pamietaj jedno jak cos ma przetrwac to przetrwa wszystkie próby,jak cos ma upaśc to Marcel tego nie powstrzyma.
Na poczatek zaufaj sobie ze potrafisz zaufac komus innemu!!!!

Elżbieta - 2009-02-04, 23:25

justyna73 napisał/a:
Bardzo dobre pytanie czy możliwe jest uratowanie i jak się potem żyje, czy da się żyć,chciałam zapytać co myslicie o mężu który mówi że żoną można przestać być natomiast synem i bratem będzie się do smierci i to są więzi mocniejsze, zaczęlam trochę od srodka i drobiazgu ale niedawn zdałam sobie sprawe z niedojrzałości męża oraz zakodowaniu mu przez matkę że tylko ona i siostra są jesdynymi wartosciowymi kobietami dla których można wszystko , może narazie tyle .....justyna

z żoną jest więź fizyczna, czego nie ma w relacji mąż-brat, -matka....
To jedno, a drugie to wartości:
chyba, że mąż żyje wartościami , które z zachodu przyszły: "pierwsza żona" "druga żona" .... :-(
Nie układa się Wam w pożyciu intymnym?
zobacz tu:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=56602#56602
może skorzystacie?

justyna73 - 2009-02-04, 23:42

wszyscy piszecie bardzo mądre rzeczy, tylko w cdziennym życiu wygląda to inaczej, zgadzam się że różnica między uczuciami do mnie a matki czy siostry polega na fizyczności również ale obawiam się że u mnie tylko bardzo mnie to boli od 14 lat dopiero teraz dojrzałam albo zdobyłam się na to by powalczyć o siebie, mam takie wrażenie że jak nie teraz to nigdy xzasem mi się wydaje że już mnie w życiu nic nie spotka że już wszystko za mną , w wieku 21 lat wyszłam za mąż z miłości znaliśmy się 3 lata niepotrafie pooradzić sobie z tym że jego uczucia s a skierowane nie w moją stronę yo jest szklana szyba której nie można zbić, resztę jutro napiszę acha mamy 4 synów Alberta, Aleksandra Mikołaja i Stasia kocham ich bardzo choć ludzie mi dokuczają tesciowa też że am 4 dzieci Jestem nauczycielka i nie myslałam że moich kol na to stać dlatego dziekuje Wam za serdecznosc pa
Elżbieta - 2009-02-05, 08:27

justyna73 napisał/a:
wszyscy piszecie bardzo mądre rzeczy, tylko w cdziennym życiu wygląda to inaczej,

Justyno, każdy z nas prowadzi codzienne życie, możesz skorzystać z rad lub nie.
Warto próbować zmieniać swoje myślenie i odzyskiwać wiarę, nadzieję i miłość.
Masz te trzy? Zastanów się czy brakuje Tobie wiary,
czy nadziei, czy miłości?
Spróbuj odzyskać najpierw to w Tobie.

pozdrawiam

..monika.. - 2009-02-05, 09:37

Justyno, wszystkie te madre rady odnosza sie do codziennego zycia wlasnie :-)
w utopijnym, idealnym swiecie nie bylyby w ogole potrzebne - bo nie byloby tam takich problemow.
rzecz w tym, ze kazdy czlowiek ma tak, ze wydaje mu sie, ze to jego sytuacja jest najciezsza, najtrudniejsza. patrzy na innych, ktorzy maja rownie zle albo nawet gorzej i w ich sytuacji potrafi dostrzec pozytywy, mozliwe drogi rozwiazania problemu.. wszystko jest tak jasne, ze az by sie chcialo powiedziec "no ale jak ta osoba moze tego nie zuwazyc?!". natomiast jesli chodzi o nasze wlasne zycie: tu jest gorzej. klapki na oczach, ciagle przeswiadczenie o beznadziejnosci sytuacji i braku wyjscia. my patrzymy na nasze problemy ze zbyt malej odleglosci. idealny dystans ma Pan Bog, ktory z gory widzi wszystko, cala perspektywe i widzi, jak wszelkie koleje zycia sa ze soba powiazane. dlatego, jesli tylko Mu zaufamy, pozwolimy sie prowadzic, zamiast samemu bladzic po omacku, to On to zrobi i przeprowadzi nas przez trudnosci najlepsza dla nas sciezka. Pan Bog nawet z kazdego zla dobro umie wyciagnac, ale musimy pozwolic Mu dzialac :-)

nasze zycie jest jak wielki obraz. tworzacy malarz co jakis czas odsuwa sie od swego dziela, zeby zobaczyc czy wszystko ma dobre proporcje, jak wyglada calosc. my, przytloczeni problemami, nie potrafimy sami sie odsunac i ogarnac wszystkiego, wpatrujemy sie uporczywie w kilka plam i nie rozumiemy po co tam sa.
pomocni sa tez inni ludzie. oni tez maja spojrzenie z dystansu. dlatego wlasnie warto dzielic sie swoimi przezyciami [dzielenie sie nimi tez pozwala spojrzec na nie z pewnego dystansu] i sluchac rad, ktore sa nam udzielane.

nałóg - 2009-02-05, 09:41

Słuchający...... ten poniższy fragment jest Twoja odpowiedzią na mój wpis o słuchaniu innego człowieka:"E tam czysta teoria.Człowiek każdy inny ten gaduła,inny milczek,inny konkretny i oszczędny w wypowiedzi,inny chaotyczny aczkolwiek zawierający sedno wypowiedzi.Sztuka jest nie skupianie się na formie-mówienie-słuchanie.
Sztuką jest zrozumiec innego człowieka że jest inny,i tu dostosowac swoje potrzeby do jego potrzeb.Jak to ktos często pisze w tym forum,oprócz innych wyższych istot,oprócz istot w nas samych czy tez w innych,trzeba zrozumieć człowieka.Nałogu skup się chociaz raz nad swoimi teoriami -nawala słuchanie,nie takie mówienie-a może tylko to że ktoś jest inny niz my?-czyli akceptacja"

To powyzsze jak ma sie do Twojego nicka?
Co do skupiania sie nad teoriami............ wiesz Słuchający????? jestem tu,na forum juz dość dawno.
I wiesz co??? ja mam rodzinę w całości,mimo róznych kryzysów..... kryzysu wieku sredniego,kryzysu finansowego,zawodowego,biznesowego i związanego z tymi wszystkimi kryzysu małżenskiego.
I nawet będąc w pewnego rodzaju kryzysie rodzinnym nigdy nie przyszło mi do głowy aby zostawić żonę i rodzinę dla kogos innego........... w łeb chciałem sobie strzelić,pojechać samochodem na fuul w ścianę i zabić sie tak.......... ale nie zostawić rodziny dla innej.
Żona tez mnie nie zostawiła...............a jak jest u Ciebie??? Poddajesz krytyce,nie polemizujesz a tylko krytykujesz to co napisałem w tym poście............ a może by tak polemika???
Słuchający........... wrzucasz do jednego wora kobiety poprzez uogólnienie:"wszystkim kobiecie trudno jest przyznac się do błędów"
A facetom???Wszyscy faceci przyznają sie do błedów?
Popapraniec jest popaprańcem...............zdradzacz zdradzaczem,narkoman narkomanem,hazardzista hazardzistą,uzależniony od seksu i pornografi jest uzlaeżnionym od seksu i porno.................... i nie ma znaczenia czy jest kobieta czy mezczyzną.
Kłamie,brnie,krzywdzi,racjonalizuje aby tylko zaspokoic swoje wynaturzone instynkty.

I nie jest istotne czy to kobieta czy męzczyzna.

Wioęc -facet-nie uogólniaj i nie wrzucaj do jednego wora jak leci.Trochę wyobrazni by sie zdało.
Gdzieś piszesz że masz nik "słuchający" bo słuchasz............... ale nie słyszysz lub słyszysz wybiórczo.Czy to nie jest jakimś wynaturzeniem?


Słuchający......... piszesz:"Pamietaj jedno jak cos ma przetrwac to przetrwa wszystkie próby,jak cos ma upaśc to Marcel tego nie powstrzyma"

Czy to nie są bzdury??? Wg tej teorii to mozesz krzywdzić,zdradzać,ponizać np.współmałżonka ????........ bo jak ma coś przetrwać to przetrwa?????
Nic nie przetrwa bez pielęgnacji i pracy,pracy własnej.
Nie siej demagogii słuchający.

Słuchający......Ola2 utozsamiła sie z tym co napisałeś i obnazyła Twoja indolencję i męski szowinizm w tym co napisałeś o kobietach.
I podpisuję sie pod tym co napisała Ola2..........w każdym zdaniu.
I jeszcze jedno Słuchający.................... nie jesteś pierwszy co usiłuje zdyskredytować to czym sie dzielę na forum,więc próbuj ...........może Ci sie uda wypunktować moją niespójność.
Słuchający............. wiesz????? należę do tych co wygrali(choć wydawało sie że przegrałem) rodzinę ,miłość,siebie,wiarę ,zaufanie otoczenia,zaufanie do siebie.
A Ty????????
Pogody Ducha

[ Dodano: 2009-02-05, 09:53 ]
Justyna 73............ polecam Ci książkę Jacka Pulikowskiego "Warto pokochac teściową".
Polecam ją Tobie ale i męzowi.Jak sama przeczytasz to pewnie podsuniesz ja teściowej.
Dla męża polecam tego samego autora"Warto być ojcem" a dla Ciebie jeszcze Dobsona "Miłość wymaga stanowczości".

Justyna73...piszesz:"
wszyscy piszecie bardzo mądre rzeczy, tylko w cdziennym życiu wygląda to inaczej "

Justyna............ w zyciu jest inaczej wtedy gdy tych "mądrych rad" nie stosujemy na codzień.A nie stosujemy ich bo nie wiemy że one są takie proste.
One tylko wymagają żeby każdy ze stosujących te rady popatrzył na siebie w kontekście wyższych wartości(Dekalog,Bóg,Pismo Święte-rachunek sumienia,7 grzechów głównych ,cnot,).
Najcześciej zaczyna sie patrzeć przez ten pryzmat świadomie jak sie "umoczy" w kryzysie,nieszczęściu.
Wcześneij żyje sie ............ poprostu sie żyje.A życie to trud ,a trud to życie.
I jak ten trud przekarcza pewien poziom akceptacji to zaczyna boleć............. i wtedy zaczynamy sie rozglądać.Dlaczego boli................. Ciebie boli brak komunikacji z mężem-nie jesteś odosbniona.Każde małżństwo przechodzi przez taki kryzys........tylko o róznym natezeniu.
Z kryzysu można wyprowadzić dobro przy pomocy wiary i Boga.Pozwolic Mu to dobro wyprowadzić wkłądając własny wysiłek i prace.Oby chciało sie chcieć.
Pogody Ducha

słuchający1 - 2009-02-05, 10:33

nałogu przyznam że wiele racji w tym co napisałeś w ocenie mojej osoby,i przyda sie taka ocena by zwrócic uwage na wiele spraw wartych wyprostowania,jednego tylko nie mogę przyjąć szowinista,nie nałogu nie wrzucam kobiet do jednego wora choc prywatnie moze byc tak to oceniane(wiesz jak człowiek dozna szpili od kobiety) to długo wychodzi jeszcze to z człowieka.Moja rodzina czy przegrałem ,nie wiem sam jak na to spojrzec pewnie przegrałem-choc stram sie ciagle w tym odnajdywać dlatego bo własnie jestem facetem odpowiedzialnym,znającym konsenkwencje .Rodzina choc teraz to trudno nazwać rodziną jest nadal w mym sercu-nałogu ja tez wolałem skonczyc z soba nie widziałem sensu życia ,ilekroć stałem nad przepaścią zawsze widziałem oczy dzieci,ich nieszczęscie w zrozumieniu tego czemu ojciec to zrobił-wtedy powstała dorosła,mądra decyzja trzeba życ ,zyc za wszelką cenę-dla nich,dla siebie i może dla mojej żony.Nie szukałem uciechy w innej kobiecie ,myślęże i żona jest nadal sama,co sie stało zrezygnowała ze mnie -bo tak chciała ,bo nie spełniłem wzorców,bo cos we mnie było denerwującego,bo nie daliśmy rady.Teraz potrafie słuchac ,choc nieraz wygląda na to że egoistycznie mam swoje racje,potrafie powiedziec co czuje ,udokumentowac to co mówię,lecz potrafie także zgodzić sie z czyjims zdaniem.
Nałogu wiele mnie zycie nauczyło,wiele bym chciał jeszcze zrobic -robie to na co mam zgode ,więcej to pragnienie.Choc zawsze licze na słowa i wsparcie Boga że cos jeszcze ma dla mnie naszykowane.Uraziło cię co napisałem ,nie był mój taki zamiar-odczytałem cie jedynie jako człowieka schematycznego.Wszystkim te same rady,wszystkich właśnie do jednego wora,te same sugestje-a co teraz usłyszłaem człowieka po przejsciach ,rozumnego,dotkniętego skaża -lecz wyprostowanego.Ja się jeszcze prostuję!!

nałóg - 2009-02-05, 11:14

Słuchający............. kilka uwag do tego co wyżej napisałeś..............
1.Ja nie daję rad.Jak juz to sa pewne sugestie do ewnetualnego wykorzystania przez czytającego czy słuchającego.Bo ze słuchającymi też się spotykam systematycznie .
2.Dzielę się tylko swoim doświadczeniem,a także czerpie i biorę garściami od innych piszących czy mówiących tu i w innych miejscach gdzie jest mi dane bywać,słuchac i mówić.
3.Darmo dostałem,darmo oddaję by zrobić miejsce u siebie na coś innego,by robić miejsce w głowie i w sercu oraz duszy na coś jeszcze lepszego jak mam i czym sie juz podzieliłem( do pełnej szklanki nie doleję)
4.Ze są to często bardzo podobne schematy???? bo dysfunkcje,niezależnie od tego jakie jest czynne 'popapranie" są w duchowości bardzo podobne i prawie że maja identyczne podłoże(pycha,egoizm,egocentryzm,lenistwo,wynaturzone żądze,instynkty, racjonalizacja ,kłamstwo,chciwość,pożądanie,obwinianie innych itp.)
5.Staram sie też nie oceniać innych jako osób.Utożsamiam sie z osobą a staram się pisać o poczynaniach czy konsekwencjach ,bez oceniania osoby.Nie wiem czy widzisz róznicę w takim np stwierdzeniu: głupie posunięcie z Twojej strony a np.jesteś głupi żeby tak robić.
Twojej osoby tez nie oceniam.Natomiast analizuje to co piszesz.Mam wrażenie że podobnie zrobiła to Ola2
6.Nie uraziłeś mnie,bo nie jesteś w stanie mnie urazić.Ja niczego od Ciebie nie oczekiwałem ani nie oczekuję.Nie ma pomiędzy nami więzi emocjonalnych,więc nie możesz mnie urazić.
7.Ja odróżniam moje "JA od mojego "MNIE"
8.Ty wcale nie musisz zgadzać sie ze mną i masz prawo widzieć życie i świat swoimi oczami.
9.Zawsze możemy natomiast wymieniać sie poglądami i widzeniem rzeczywistości.
10.mamy prawo do własnego widzenia bo każdy z nas chodzi we własnych butach

Pogody Dcha Słuchający.

Ps.a wiesz że ja uznałem naukę słuchania za proces nieustający i ciągły??

słuchający1 - 2009-02-05, 11:27

nałóg napisał/a:
a wiesz że ja uznałem naukę słuchania za proces nieustający i ciągły??
Ja tez choć trudny to proces dla człowieka dawniej narzucającego swoje zdanie,lecz po to zyjemy by uczyć się .tu sie zgadzam z tobą życie to wieczny proces nieustających nauk.Szkoda tylko że właśnie do takich wniosków dochodzimy gdy stajemy przed scianą niemozliwości,załamania,kryzysu,wielkich problemów
miriam - 2009-02-05, 12:10

Słuchający............. wiesz????? należę do tych co wygrali(choć wydawało sie że przegrałem) rodzinę ,miłość,siebie,wiarę ,zaufanie otoczenia,zaufanie do siebie.
A Ty????????


Nałogu wybacz, ale to zdanie jest z tych poniżej pasa i słuchający mógł poczuć się dotknięty mówiąc delikatnie.
“Kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł.” I Kor. 10, 12.

Słuchający wcale nie jest przegrany na amen! Porażki są często początkiem naszego zwycięstwa, naszego wewnętrznego rozwoju duchowego zbliżenia się do Boga i bliźniego.
To, że bitwa przegrana, nie oznacza, że i wojna również. Na to mamy czas do końca swego życia!
Wszystko przed Tobą Słuchający ! Jak Bóg jest naszym najlepszym Przyjacielem to wrogowie nie mają szans !
Nałogu --więcej empatii i pokory. Mówmy do siebie z miłością ! Stanowczo, ale łagodnie i życzliwie. Po to tu jesteśmy, aby się w dobrym umacniać.

Pozdrawiam serdecznie.
Miriam.

nałóg - 2009-02-05, 12:43

Miriam,........ zmuszasz mnie pośrednio do odpowiedzi....................
Miriam.............. jest takie powiedzenie:Pan Bóg dał kupca a diabeł faktora.
Cos mi sie wydaje że usiłujesz za takiego faktora popracować.
Jeszcze w dodatku podpierasz sie cytatem z I Listu do Koryntian....... zupełnie nietrafionym.
Dalej piszesz:"Słuchający wcale nie jest przegrany na amen"

czytaj ze zrozumieniem Miriam,bo ja nie napisałem że jest "przegrany na amen".Przedstawiłem siebie i zapytałem o coś podobnego Słuchającego,o jego stan.
Z odpowiedzi Słuchającego wcale nie wynika by się poczuł '"przegrany na amen" ani nawet przybity tym co napisałem.Mam wrażenie że nawet odwrotnie.Że nawet utożasamił sie ze mną ,z moim "poparaniem"

A w zdaniu które zacytaowałaś jest zawarta prawda.Czy mam sie jej wstydzić?ukrywać ją?nie mówić o tym że można wygrać ze sobą?ze swoimi wadami i słabościami?ze zniewoleniem i ubezwłasnowolnieniem?
Czy o takie ukrywanie Ci chodzi Miriam?Bym baczył by nie upaść?
Czy nie jest wyrazem pokory uznanie własnych błędów i dysfunkcji??
Jak masz inne zdanie na ten temat................ to niestety ale sie różnimy zasadniczo.
Pogody Ducha

słuchający1 - 2009-02-05, 12:54

Nie czuje się przegrany,chociaz tak po ludzku to pewnie tak.Natomiast wygrałem siebie
i miłośc do Boga.Rodzine nałogu mam nadal w sercu,było trudno zyc z dala od nich ,lecz czas leczy,wiara umacnia i dzisiaj wiem że mam dla kogo życ.Nie szukam ucieczek,uciech -kiedys myslalem że tak najprościej,dzisiaj znam swoje znaczenie,swoja funkcje w moim zyciu.Zaliczałem upadki,wciąz sie podnosiłem i w koncu usłyszałem po co się podnosisz zostan na tych kolanach.Wtedy dostąpiłęm ukojenia.Dzisiaj jestem facetem nadal prostującym sie i moja wiara jest w to że skoro Bóg tak chciał to ma jakis w tym cel,cel mojego upadku,cel rozłąki-ku czemuś to było istotne,jestem teraz blisko Pana ,staram sie z całych sił pielęgnowac to co mi dał i daje,modle sie by kiedys Bóg zesłał zrozumienie dla mojej żony

..monika.. - 2009-02-05, 13:48

słuchający1 napisał/a:
nałóg napisał/a:
a wiesz że ja uznałem naukę słuchania za proces nieustający i ciągły??
Ja tez choć trudny to proces dla człowieka dawniej narzucającego swoje zdanie,lecz po to zyjemy by uczyć się .tu sie zgadzam z tobą życie to wieczny proces nieustających nauk.Szkoda tylko że właśnie do takich wniosków dochodzimy gdy stajemy przed scianą niemozliwości,załamania,kryzysu,wielkich problemów
a ja mysle, ze szkoda, ze do takich wnioskow dochodzimy dopiero w obliczu kryzysow. czasami jestesmy zbyt pewni, zbyt pyszni, zbyt zapatrzeni w siebie, zbyt spokojni.. i wtedy wlasnie dzieje sie COS. to cos burzy nasz swiat. to cos kompletnie nas dezorientuje i zalamuje. ale jednoczesnie dzieki temu czemus mozemy wyjsc z letargu, przestac bladzic po omacku, a zaczac isc wlasnie ta droga, ktora jest nam dana. chocby powoli.

Nałogu, moze nie to miales na mysli, ale powiem szczerze, ze ja zrozumialam Ciebie tak jak Miriam..

słuchający1 - 2009-02-06, 13:10

..monika.. napisał/a:
a ja mysle, ze szkoda, ze do takich wnioskow dochodzimy dopiero w obliczu kryzysow. czasami jestesmy zbyt pewni, zbyt pyszni, zbyt zapatrzeni w siebie, zbyt spokojni.. i wtedy wlasnie dzieje sie COS. to cos burzy nasz swiat. to cos kompletnie nas dezorientuje i zalamuje. ale jednoczesnie dzieki temu czemus mozemy wyjsc z letargu, przestac bladzic po omacku, a zaczac isc wlasnie ta droga, ktora jest nam dana. chocby powoli.
Moniko bo człowiekowi potrzebny jest kop-by zrozumiał.Fakt że kopy sa różne jedne ciężkie,inne straszne ale i ten kop jest zalezny od nas jak szybko nadstawimy swoje cztery litery na tego kopa!!!!!
..monika.. - 2009-02-06, 13:40

zgadzam sie z Toba.
mysle tez, ze wiele zalezy nie tylko od tego czy przyjmiemy kopa, ale co z nim zrobimy.
wazne, zeby po nim nie lezec na ziemi i rozmyslac co tez sie stalo i co by bylo gdyby sie to nie stalo. wazne, zeby jak najszybciej podniesc sie z ziemi i wykorzystywac tego kopa jako motywacje do zmiany samego siebie.
musimy zrozumiec, ze kop od zycia nie oznacza "jestem beznadziejny, wszystko sie zniszczylo, teraz moge juz tylko zniknac", a "bylo zle, ale masz kolejna szanse, zeby teraz juz bylo lepiej niz kiedykolwiek".

słuchający1 - 2009-02-06, 13:50

..monika.. napisał/a:
zgadzam sie z Toba.
mysle tez, ze wiele zalezy nie tylko od tego czy przyjmiemy kopa, ale co z nim zrobimy.
wazne, zeby po nim nie lezec na ziemi i rozmyslac co tez sie stalo i co by bylo gdyby sie to nie stalo. wazne, zeby jak najszybciej podniesc sie z ziemi i wykorzystywac tego kopa jako motywacje do zmiany samego siebie.
musimy zrozumiec, ze kop od zycia nie oznacza "jestem beznadziejny, wszystko sie zniszczylo, teraz moge juz tylko zniknac", a "bylo zle, ale masz kolejna szanse, zeby teraz juz bylo lepiej niz kiedykolwiek".
Właśnie tak moniko wielu z nas ,takich co spaprali swój los ,zostaje w pozycji wiecznego nachylonego karku,taki stan utrzymuje sie fakt przez pewien czas ,lecz życie to etapy a koncowym etapem jest zmiana w sobie,ocena co zrobiłem żle dlaczego,wnioski i działania ku eliminacji tego.Od nas zalży jak zawsze w jakim tępie będziemy sie uczyc.Jedna istota wszystko przy obecności Boga -czemu bo wiadomo że zło sie czaji!!!!
marcel024 - 2009-02-06, 14:33

WCZORAJ MOJA ŻONA WYJECHAŁA DO SIOSTRY NIBY DO NIEDZIELI ŻEBY WSZYSTKO PRZEMYSLEĆ. JESTEM ROZGORYCZONY MAM NADZIEJE ŻE PODEJMIE SŁUSZNĄ DECYJE ZGODĄ ZE SUMIENIEM. JUŻ SIE BOJĘ JAKA TO BEDZIE DECYZJA :-(
słuchający1 - 2009-02-06, 14:40

marcel024 napisał/a:
WCZORAJ MOJA ŻONA WYJECHAŁA DO SIOSTRY NIBY DO NIEDZIELI ŻEBY WSZYSTKO PRZEMYSLEĆ. JESTEM ROZGORYCZONY MAM NADZIEJE ŻE PODEJMIE SŁUSZNĄ DECYJE ZGODĄ ZE SUMIENIEM. JUŻ SIE BOJĘ JAKA TO BEDZIE DECYZJA
Marcel jaka by nie była decyzja,pamiętaj facet jest facetem i potrafi przyjąc każda decyzje nawet tą najgorsza.Marcel w upadku,niemocy mozna budowac siłę.Przepraszam forumowiczki za tą wypowiedż
Marcel wiesz co kobiety w nas denerwuje ,właśnie takich trzęsących się jak galareta,całkowity brak twardości,siły,odwagi-bierz na klate to co powinienes brać!!!!
Wiesz jak się mówi co winien miec facet ano j....a !!!

marcel024 - 2009-02-06, 15:22

staram sie być twardy ale moja miłość do żony jest najsilniejsza nigdy tak nikogo nie kochałem chociaż miałem kiedyś duzo dziewczyn. mam nadzieje ze da nam jeszcze szanse o ile jej siostra jej nie zbuntuje
słuchający1 - 2009-02-06, 15:37

marcel024 napisał/a:
ale moja miłość do żony jest najsilniejsza nigdy tak nikogo nie kochałem chociaż miałem kiedyś duzo dziewczyn. mam nadzieje ze da nam jeszcze szanse o ile jej siostra jej nie zbuntuje
piszesz Marcel najsilniejsza,e tam jak by była taka silna to teraz byś o nią nie walczył,zabiegał,udawadniał.Marcel nie cygań sam siebie sknociłeś to czekaj co będzie,a dalej pracuj by pokazać że to naprawde wielka miłośc.Marcel siostra buntuje może otwiera żonie oczy??
Marcel facet sie tak nie zachowuje ,panika,strach-człowieku tracisz? a dawałeś?
Popatrz ja straciłem -bo nie dawałem,ale teraz już wiem ze nie dawałem,lecz uważaj
zrozumiałem to i teraz moja decyzja chce dawac,bez względu na to jak będzie chcę dawać.Czy zrozumiałes różnice decyzja we mnie to ja chce i działam ,a nie oczekuje że ktoś przyjmie!!!!!!!!

marcel024 - 2009-02-06, 15:49

zobaczymy jak to bedzie

[ Dodano: 2009-02-06, 15:50 ]
moze tak jak mowisz siostra ją przekona zeby nie odchodziła ale jej siostra nie hce ze mną rozmawia jestem ciekaw co na mnie nagadala

nałóg - 2009-02-06, 16:48

Słuchający............ piszesz:"Popatrz ja straciłem -bo nie dawałem,ale teraz już wiem ze nie dawałem,lecz uważaj zrozumiałem to i teraz moja decyzja chce dawac,bez względu na to jak będzie chcę dawać"

Czy to znaczy że chcesz dawać nie oczekując rewanżu?chcesz dawać bez oczekiwań?
Czyli doszedłeś do konkluzji że nie musisz grać fair pley?
Wiesz.......... ale jak odczytałem z Twoich postów to musiałes sie "umoczyć" by zrozumieć to............ tak to jest...... świadomość siebie najczęściej przychodzi pod wpływem bólu.Bólu spowodowanego swoim działaniem i z tego wynikającymi konsekwencjami .
Drugą droga dochodzenia do tego jest ból i konsekwencje spowodowane czyims "popapraniem".
Ale to fajny stan ducha gdy dajesz i nie oczekujesz by dostać.
Tak działa miłość rodzicielska.


Marcel........... piszesz że jesteś rozgoryczony................. a jaki masz wpływ na to co o Tobie beda gadać siostra i żona???? Masz jakiś??????
Jak dojdziesz do wniosku i przekonania że nie masz................. to zaśniesz spokojniej.
Masz wpływ na siebie,co zrobisz z tymi przychodzącymi myślami.Na myśli juz nie masz wpływu,nawet wałsne że przychodzą do głowy takie akurat a nie inne.
Pokombinuj co możesz zrobić by zmienić podmiot myślenia................ jak nie masz nic ,to Ci zasugeruję............. możesz sie modlić o zdrowie,możesz czytać książkę(na głupią szkoda czasu),możesz pójść spać............ tylko nie chlaj i nie łaż po klubach.
Pogody Ducha

marcel024 - 2009-02-06, 17:44

Już wiem że nie Wróci zadzwoniła do mnie i powiedziala ze jedynie przyjedzie po swoje rzeczy
słuchający1 - 2009-02-06, 20:17

nałóg napisał/a:
Słuchający............ piszesz:"Popatrz ja straciłem -bo nie dawałem,ale teraz już wiem ze nie dawałem,lecz uważaj zrozumiałem to i teraz moja decyzja chce dawac,bez względu na to jak będzie chcę dawać"

Czy to znaczy że chcesz dawać nie oczekując rewanżu?chcesz dawać bez oczekiwań?
Czyli doszedłeś do konkluzji że nie musisz grać fair pley?
Wiesz.......... ale jak odczytałem z Twoich postów to musiałes sie "umoczyć" by zrozumieć to............ tak to jest...... świadomość siebie najczęściej przychodzi pod wpływem bólu.Bólu spowodowanego swoim działaniem i z tego wynikającymi konsekwencjami .
Drugą droga dochodzenia do tego jest ból i konsekwencje spowodowane czyims "popapraniem".
Ale to fajny stan ducha gdy dajesz i nie oczekujesz by dostać.
Tak działa miłość rodzicielska.
Nałogu dobrze pojete,tak znam konsenkwencje,znam i dalej .Moje konsenkwencje robie to co robie i nie oczekuje.Mówiac twoim jezykiem umoczyłem,moze nie do konca ja.Ale co to spowodowało widzenie innego swiata i głównie wpływ na to co ja moge zrobic,zmienic i to robię.
Cytat:
Już wiem że nie Wróci zadzwoniła do mnie i powiedziala ze jedynie przyjedzie po swoje rzeczy
_________________
Marcel przyjmij to z normalnoscia i spokojem wicie sie,ucieczka w zapomnienie jak napisał nałóg to własna bezsilnośc ,uznanie jej to krok milowy,krok wolnosci duchowej.Wyglada to tak dajesz wolnośc,uznajesz wolnośc i myslisz jak pomóc w tej wolnosci-kapujesz jak pomóc ,a nie ograniczać!!!!
Macius - 2009-02-07, 14:14

marcel024 napisał/a:
Już wiem że nie Wróci zadzwoniła do mnie i powiedziala ze jedynie przyjedzie po swoje rzeczy


Marcel, ja mam wrażenie że ty albo o czymś nie piszesz (nie chcesz? nie potrafisz?), albo sam nie masz rozeznania w tej trudnej sytuacji w jakiej jesteś.

Może pomyśl co w tobie ją zniechęca, czego jej brakowało w waszym małżeństwie, gdzie się wasze oczekiwania rozminęły? A potem - zaplanuj jak do niej dotrzeć, jak pokazać że warto żeby się zatrzymała z taką decyzją.

A może ona ma kogoś - a ty o tym nie wiesz? Może się w kimś innym zakochała? Ja bym od tego zaczął, żeby coś takiego sprawdzić.

mami - 2009-02-07, 19:48

marcel024 napisał/a:
Już wiem że nie Wróci zadzwoniła do mnie i powiedziala ze jedynie przyjedzie po swoje rzeczy


a co takiego się stało że podjęła przedwcześnie decyzje,
przecież pisałes, że masz jeszcze pół roku czasu na naprawe?...
czyżby za nadto naciskałes na żone ... co sprawiło, ze juz dziś podjęła decyzje o separacji...
te odpowiedzi na pytania pewnie są kluczem do rozwiązania twojego konfliktu z żona
Marcel rzadko podejmujemy szybkie decyzje o rozstaniu
zazwyczaj sa podyktowane odzewem na ruchy z drugiej strony...
spokój, opanowanie w działaniu pozwoli ci sie pozbierac emocjonalnie, przemyslec sytuacje
i rozpocząć zamiany w kierunku dojrzewania do zmian w sobie samym,
zmian u zony nie szukaj... one nadchodza wraz ze zmiana nasza, naszych błędów, wad i złego postępowania...
pragniesz za szybko powrotu do normalności, nawrotu miłości żony do ciebie a na dzień dzisiejszy jej nie ma za sprawa popełnianych naszych błędów dnia codziennego
Marcek musisz opanowac emocje, by móc spokojnie przeanalizowac swoje błędy
po to by dopiero potem zobaczyc jak one wpływały na zone, potem przyznac sie do nich i w efekcie czego dokonać zmian w kierunku naprawy siebie i odzyskania utraconej żony i rodziny
pozdrawiam
trzymaj emocje na wodzy Marcel
wiele da sie naprawic jak gorąco tego pragniemy i zmieniamy to co w nas jest złe i niewłaściwe w zachowaniu....

słuchający1 - 2009-02-08, 07:01

mami napisał/a:
Marcek musisz opanowac emocje, by móc spokojnie przeanalizowac swoje błędy
po to by dopiero potem zobaczyc jak one wpływały na zone, potem przyznac sie do nich i w efekcie czego dokonać zmian w kierunku naprawy siebie i odzyskania utraconej żony i rodziny
pozdrawiam
.Popieram ta wypowiedż,czym szybciej zrozumiesz,zaakceptujesz
to ze zona miała prawo do takich działań,tym wieksze masz szanse w przyszlości.Wyjatkiem jest tekst Maciusa -ale moim zdaniem błedny tor myslenia,decyzja wówczas jest podejmowana szybko,bez terminów wstepnych,bez nadzieji-a takowa ci była dana.Marcel cos narozrabiałes z jakiś wzgledów nie odkrywasz sie i piszesz prawdy,a szkoda bo to może dac ci pojecie swoich wad,niedociągnięc i spowoduje prace nad nimi,a praca nad nimi to może przyszłośc o jakiej myslisz-pomyśl o tym czego chcesz?
i stań w prawdzie chłopie,w prawdzie przed soba,żona i Bogiem.
Komuś musisz wyznac ta prawdę!!!

..monika.. - 2009-03-05, 12:17

Jadwisiu,
co tam u Ciebie???
jak terapia, jak maz, jak nauka angielskiego? :-)

pozdrawiam serdecznie!

Elżbieta - 2009-06-17, 17:20

Jadwisia napisał/a:
martin---------mój psycholog nie jest z polecenia tylko po prostu........psycholog,no..katolicki..a co będzie dalej zobaczę.Chciałabym żeby mi pomógł.

I Jadwisia poszła do psychologa i ZAGINĘŁA !


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group