Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Mój mąż mnie oszukał

agnieszka27 - 2007-07-27, 23:06
Temat postu: Mój mąż mnie oszukał
Witajcie. Właśnie dzisiaj się zalogowałam tutaj poraz pierwszy. Zgadniecie, że jak prawie każdy z Was tutaj mam poważny problem. Rok temu wyszłam za mąż za wydawałoby się wspaniałego człowieka. Przed ślubem pomagał mi w domu, szanował moją rodzinę i przede wszystkim szanował mnie. Poślubie zaszłam w ciąże i niedawno przyszła na świat nasza córka. Marcin od Marca tego roku bardzo się zmienił, zaczął mną manipulawoać, kazał mi zapisać na siebie dom, używał wulgarnego słownictwa przy mnie i potem przy dziecku. W tym wszystkim był jeden problem zasadniczy. Oboje pracowaliśmy w różnych miejscach Ja w Poraju a On w Wieluniu, więc co tydzień spędzał u swojej matki 3 dni a potem wracał do mnie. Pomagał mi trochę w pracy, ale od marca zażyczył sobie, żebym mu za to płaciła. Przestał łożyć na nasze utrzymanie, chociaż to co dawał do naszego domu to zaledwie 200 złotych, bo ja twierdził ma zobowiązania w Wieluniu. Od kwietnia było już makabrycznie, zaczął mnie bić, ale ja się nie dawałam, zaczęłam robić mu wyrzuty, kłóciłiśmy się strasznie. Obarczał mnie swoimi problemami a ja wygadywałam mu to, że mnie obraża i nie zważa, że jestem w ciąży i może doprowadzić któregoś razu, że stracę dziecko przez jego awantury. Pochodzę z pełnej rodziny, nigdy nie okazywałam ludziom braku szacunku, starałam się kochać ludzi i dawać im to co najlepsze, ale mój mąż wyraźnie przekroczył granice. Do kościoła nie lubił chodzić, w kwietniu wyjaśnił mi, że nie wierzy w Boga. Kiedy przyszła na świat Dobrawa wyraźnie nie był przygotowany do roli ojca. Bił mnie przy dziecku. Przeklinał w jej obecności i używał strasznych słów do niej. Zaczęły się również problemy w pracy. Prowadzę szkołę językową. Od kiedy mąż zaczął mi tam pomagać, uczniowie nagminnie zaczęli odchodzić. Telefony po prostu urywały się.
Dochodzę do wniosku, że popełniłam wielki błąd pozwalając mu mieszkać 3 dni z matką. Przez okres naszego małżeństwa mąż stracił prawo jazdy za alkohol, jego głownym powodem, że mieszkał w Wieluniu było to, że jego matka jest chora na schizofremię. Rozumiałam to. Wymagała pomocy, ale jak się okazało nie była tak bardzo chora skoro od miesięcy wraz z jego ciotką przekonywały go aby mnie zostawił, bo jest potrzebny im bardziej niż mnie. Kiedy w maju mąż oznajmił, że kolejny rok będzie mieszkał w Wieluniu i, że nie zostawi tamtej pracy bo ma zobowiązania, strasznie się zdenerwowałam. Nasza córka była maleńka a ja potrzebowałam jego pomocy i wsparcia. Mąż się wyprowadził. Wyraźnie mi powiedział, że go już nic nie będzie interesować. Próbowałam go zatrzymać, ale nawymyślał na mnie niestworzone historie. Cała jego rodzina nagle obróciła się przeciwko mnie, mimo, iż mieliśmy tak malenkie dziecko. To było strasznie. Nie odzywał się prawie 2 miesiące. Dopiero kiedy zorganizowałam chrzciny córki zainteresował się bardzo moim wyborem rodziców chrzestnych, chociaż wcześniej nawet nie chciał o niczym słyszeć. Powiedział, że zrobi mi awanturę w kościele, bo to ja się będę wstydzić a on tu nie mieszka. Jakoś udało mi się go ubłagać aby tego nie zrobił. Chrzciny udały się- prawie! Mój mąż nie został z nami na obiedzie. Zabrał swoją rodzinę gdzieś indziej. W końcu pomyślałam, że muszę coś z tym zrobić. Pojechałam po niego tydzień później. Powiedziałam, że może zbyt dużo od niego wymagałam i poprosiłam, żeby wrócił. Wrócił. Uwierzyłam, że tęsknił, że kochał mnie cały czas, że bardzo chciał zobaczyć dziecko. Był przez ostanie 2 tygodnie taki dobry i kochający. Wszystkim na około pokazywał jak kocha mnie i dziecko. O całej złej stronie naszego kryzysu zapomnieliśmi. Parę dni później pojechaliśmy do jego matki z córką, żeby zobaczyła wnuczkę. Potem wróciliśmy do Poraja. Ale on stwierdził, że musi u matki zrobić natychmiast malowanie w kuchni i wróci zaraz po kilku dniach. Zgodziłam się, w końcu musiałam zaufać. Co to za związek bez zaufania? Codziennie dzwonił po kilka razy. Opowiadał, że tęskni i nie może się doczekać, jak wróci. Spytałam kiedy ma zamiar przyjechać. Powiedział, że w każdej chwili. Poprosiłam, następnego dnia wzięłam koleżankę ze sobą. Córkę zostawiłam pod opieką mamy. Pomyśląłam, że jak mu pomogę, to koleżanka weźmie moje auto i wróci do domu a ja zostanę i wrócę z męzęm razem. Że szybciej będzie zrobić malowanie razem. Kiedy przyjechałyśmy do Wielunia Marcina już nie było. Jego matka i ciotka mi powiedziały, że poprzedniego dnia Marcin wyjechał do mnie autobusem. Odwiedziłam więc jego kolegę, ale jego też nie było. Jego matka przyznała, ze razem pojechali w góry na wczasy. Załamałam się. Jak mógł mnie tak oszukiwać. To ja chciałam mu pomóc. Zadzwoniłam do niego a on jeszcze miał do mnie pretensje i rzucał wyzwiskami. Powiedział, że teraz to ma to już na prawdę gdzieś a jego matka wiedziała, że on nie pojechał do mnie. Teraz już wiem, że zostałam potraktowana strasznie. Jego rodzina i on mnie okłamywali a ja jak na jego pech wszystko odkryłam i przyłapałam go na gorącym uczynku. On mnie nigdy nie kochał i chciał tylko moich pieniędzy. Dziecko było i jest dla niego zabawką, którą można się pobawić i rzucić w kąt , niech tęskni. Tego chyba nie da się już uratować. Ja zrobiłam wszystko, żeby było dobrze. Agnieszka

wabona - 2007-07-28, 06:58

Agnieszko, Twój mąż to, jak widać, przykład nieodpowiedzialnego człowieka, który nie dorósł do roli męża i ojca. To, co robi, jest karygodne. Widać, że na pierwszym miejscu stawia sam siebie, potem swoją matkę, Ty i dziecko jesteście "na końcu listy".

Na moje oko, sporo "wody musi upłynąć", aby on coś zrozumiał. W każdym bądź razie Ty go chyba w tej chwili nie zmienisz. Wydaje mi się, że jedyne, co możesz, to modlić się. No i oczywiście starać się być dobrą mamą, starać się spełniać w pracy. Z tego, co piszesz, jesteś w pełni świadomą, mądrą kobietą, on zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Najlepiej byłoby chyba odciąć się od niego emocjonalnie, bo na jego decyzje chyba nie masz wpływu. Taki ktoś musi dostać ostro "w łeb", żeby coś sobie uświadomić. To dziecko, a jak widać, matka jego niewiele robi, jeśli chodzi o jego wychowanie.

Aga, nie przejmuj się - choć nie masz wpływu na jego postępowanie, masz wpływ na to, co sama robisz. Pomyśl o sobie, o dziecku - tyle możesz. Wiem, że ciężko, ale co nam innego zostało...

Desdemona - 2007-07-28, 08:45

jesli czujesz, że mąż Ciebie oszukał to powinnaś szukać pomocy w sądzie metropolitarnym a konkretnie chodzi mi o orzeczenie stwierdzenia niewazności małżeństwa. Według mnie masz ku temu podstawy. Decyzja jednak należy do Ciebie. Musisz się zastanowić co Ty chcesz i czy widzisz swoją przyszłość z nim czy bez niego.
Elżbieta - 2007-07-28, 09:56

Desdemona napisał/a:
Musisz się zastanowić co Ty chcesz i czy widzisz swoją przyszłość z nim czy bez niego.


Myślę Agnieszko, że chcesz być z mężem. Jesteś "świeżo" po ślubie przecież...
Jednak coś złego dzieje się teraz. Dotykasz bolesnych kłamstw męża, jego rodziny.

Zawsze na kłamstwo najlepszą pomocą jest Prawda Boża.

Prawda Boża (Słowo Boże) skutecznie obroni Cię przed kłamstwami.
Spróbuj pomodlić się z Pismem Świętym.
"W Piśmie Świętym mieszka Duch Święty" (św.Kasjan).

Dlatego czytając Pismo Święte karmisz się Najczystszą i najpiękniejszą Prawdą - Prawdą Samego Boga.

Spróbuj Tego Pokarmu, na początek, zanim cokolwiek zdecydujesz..

agnieszka27 - 2007-07-28, 10:55
Temat postu: Re
Bardzo dziękuję za te słowa. Ja już na prawdę nie wiem w co mam wierzyć. Mój mąż postępuje źle i jeszcze wmawia mi, że on nie ma sobie nic do zarzucenia. Gdyby nie moja córka to nie wiem jakbym to zniosła. Odkryłam jego kłamstwa a on nawet nie pofatygował się, żeby przyjechać i wszystko wyjaśnić, dalej bawi się sam w górach. Dziękuję Wam.
Alda - 2007-07-28, 13:47

Agnieszko u mnie było trochę podobnie jak u Ciebie. Nasze małżeństwo było mozna powiedzieć zwyczajne jakich wiele. Przychodził kryzys zawsze wtedy gdy wracała siostra męża z zagranicy. Zaczynały sie humory męża, ciągle miał wtedy coś do załatwienia. Mnie i dziecko odtawiał na dalszy plan bo przyjechała jego siostra. To wszystko było do zniesienia gdy przyjeżdzała na krótkie okresy czasu kilka razy do roku. Ale niestety pod koniec ubiegłego roku wróciła na stałe. Zaczęła nieusttanie angażować mojego męża w swoje życie do tego stopnia, że po trzech miesiącach mój mąż podjął decyzję o wyprowadzce po to by zamieszkać właśnie z nią. Skłoniła go do tego by mieć go zawsze pod ręką i żeby spełniał wszystkie jej zachcianki. Zabierając go jeszcze mi nawyrzucała jaka to ja byłam dla niej zła i że ograniczałam im kontakty. Zostałam wię sama z 2-letnim obecnie synkiem. A mój mąż mieszka z siostrą, jest z nią dzięn i noc i płaci jeszcze za nią czynsz. A ja muszę radzić sobie sama nie dostając żadnej pomocy od męża także i finansowej.

[ Dodano: 2007-07-28, 14:55 ]
Ciężko mi jest bardzo. Jest mi żal mojego męża, że został tak opętany. On poprostu nie zauważa tego, że zrobił nam wielką krzywdę. Próbowałam mu uświadamiać wiele razy, że bardzo nas krzywdzi swoim postępowaniem a jedyną odpowiedzią było to, że mam obsesję na punkci jego siostry i że ona ma mnie już dość. Nie wiem co mogę zrobić w takiej sytuacji. Wiem jedno, że mój mąż poprostu nie dorósł do roli męża i ojca. Jest mu teraz wygodniej bo dziecko go nie budzi ze snu, bo nie musi się nim opiekować. Pozostaje mi tylko czekać, że może kiedyś zrozumie. Ale czy zrozumie? Coraz bardziej zaczynam w to wątpić.

agnieszka27 - 2007-07-28, 14:59
Temat postu: Do Aldy
Dokładnie Aldo, mojego męża drażniły obowiązki w domu, dziecko też mu przeszkadzało, chociaż on wszystkim naokoło pokazywał jaki jest wspaniały. Nie wiem co się dzieje z ludźmi na tym świecie. Dlaczego ludzie, w których niegdyś wierzyłeśmy stali się potworami i jeszcze nie czują wyrzutów sumienia. Mój mąż wyjechał i nawet nie zadzwonił, żeby mi to wyjaśnić. Swojej rodzinie od miesięcy opowiadał na mnie niestworzone historie. Chyba szykował sobie grunt do powrotu tam. Skompromitował mnie a ja jestem załamana. Myślałam, że chociaż będzie miał jakieś poczucie winy.
pestka - 2007-07-28, 15:41

Agnieszko, cóż Ci mogę napisać...
Moje życie potoczyło się tak samo jak u Ciebie. No... jest różnica - brak dziecka.
Juz blisko rok jestem tu w Sycharze. Sychar powstrzymał mnie przed czymś wtedy.
Dziś dojrzałam, żeby to jednak zrobić. Najpierw ludzie pomogli mi tu stanąć na nogi. Teraz nie piszę na forum, bo... Jednak ciągle mam kontakt w cudownymi ludźmi, których tu poznałam, są moimi przyjaciółmi.
Moja historia niestety nie kończy się happy endem.
7 sierpnia będzie dla mnie trudnym dniem.
Potem oddam sprawę w ręce sądu biskupiego.

I tylko serce mi krwawi, gdy widzę kolejną taką historię.
Będę się modlić za Ciebie, żebyś słuchając głosu serca słyszała też głos Pana Boga.
A ja proszę o modlitwę za mnie 7.08. Niech mnie Bóg prowadzi.

rzaba - 2007-07-28, 16:37

pestus smutny ten twoj post strasznie...
budujace jednak jest to, ze zeSychar pozwolil ci złapac oddech i zasatowcsie nad decyzja, ktora teraz podejmujesz swiadomie...
chyba kazdyz nas potrzebuje czasu przmyslen, czasu aby nie popelnic bledu... ja teraz wiszew zawieszeniu i ani w jedna ani w druga... rozum i serce mowica co innego...
destemono... wiele osob tu czuje sie skrzywdzonych i oszukanych przez mezow i zony... nie wiem czy wlasciwym rozwiazaniem jest odrazu bez walki uniewaznianie malzenstwa... to powazna decyzja do ktorej trzeba dojrzec...
Agnieszko... sprobuj choc to trudne narazie zawaczyc o to malzestwo, postaracsie przeczekacnajgorszyczas,, aby przypadkiem nie zalowaczbuyt pochopnych decyzji... pomodl sie w ciszy i skupieniu, to troszke Cie wycoiiszy...
nie wiem, moze nie daje dobrych rad, ale to jedyne co potrafie dac... pozdrawiam

Elżbieta - 2007-07-28, 16:51

pestka napisał/a:
Moja historia niestety nie kończy się happy endem.

Pestko, jestem pewna, że Bóg jest przy Tobie, a skoro Bóg jest przy Tobie, to...
Twoje szczęście też jest przy Tobie.

Rzabo, oczywiście, że dajesz dobre rady, bo "pośpiech jest złym doradcą".

Najlepsze decyzje podejmuje się
nie pod wpływem emocji i zmęczenia
lecz po wyciszeniu umysłu,
odpoczynku ciała oraz uspokojeniu emocji,
a to wszystko można uzyskać lub raczej odzyskać
na modlitwach, swoich, własnych, najlepiej w obecności Najświętszego Sakramentu, na Adoracji Pana Jezusa.

rzaba - 2007-07-28, 16:57

to prawda...pestus kiedys zaswieci dla Ciebie słoneczko;)
wabona - 2007-07-28, 17:44

Pestko - będę myślami i modlitwą z Tobą. Twoja decyzja na pewno jest przemyślana, przemodlona. Wiem, że to wszystko boli, ale Bóg jest z Tobą. Trzymaj się!
Desdemona - 2007-07-28, 19:06

rzaba napisał/a:
destemono... wiele osob tu czuje sie skrzywdzonych i oszukanych przez mezow i zony... nie wiem czy wlasciwym rozwiazaniem jest odrazu bez walki uniewaznianie malzenstwa... to powazna decyzja do ktorej trzeba dojrzec...


a czy ona do tej pory nie walczyła??pozatym ja nie namawiam jej do tego, aby od razu pobiegła do sądu. Napisałam tylko, że jest taka możliwość, a decyzja nalezy do niej.

rzaba - 2007-07-28, 19:49

wiem desdemono... ale moze ta walka jest jeszcze zbyt krotka... sama nie wiem, mi tez kilka osob mowilo ze sa podstawy do uniewaznienia mojego malzenstwa, ale nie potrafie, nie potrafie soebie tego nawet wyobrazic... ja wciaz mysle ze on zbladzil i kiedys sie opamieta... moze za jakis czaszmienie zdanie, nie wiem... narazie mogdle sie by Bog da ł mi sile...
ĆMA - 2007-07-28, 20:32

agnieszko27 smutno sie robi gdy czytna sie co raz to nowe posty tego typu, piszesz ze bil cie i wyzywał przy dziecku, niestety nie znam faceta który bił żone i przestał by to robic, niestety ja nie wierze w zmane zachowania takich ludzi,moja znajoma jest z meżęm który też wyzywa ja itp, a dziecko to słysz, ona mówi że jest z nim dla dziecka by miało pełna rodzine...tylko ja sie pytam jakim kosztem?:(
Alda - 2007-07-28, 20:38

Powiem szczerze, że ostatnio też moje myśli krążyły wokół tematu o unieważnieniu małżeństwa. Dziś znów przeżyłam straszną rozmowę telefoniczną z miom mężem. Czas od naszego rozstania upływa to już minęło 4 miesiące a on ciągle opowiada te niestworzone i coraz gorsze historię. Dziś mówił o rozwodzie za porozumieniem stron a póżniej zapytał, że może bym się wyprowadziła od żeby zamieszkać z nim a po chwili zaczął się drwiąco śmiać. Chore to jego zachowanie. Widzę, że jest w coraz gorszym stanie ale ciągle twierdzi, że właśnie teraz jest mu dobrze.
agnieszka27 - 2007-07-28, 21:08

Widzisz Aldo ja dzisiaj też rozmawiałam z moim mężem, jak zwykle to ja musialam zadzwonić, bo nie mogę znieść tej ciszy a w przypadku gdy jego rodzina cały czas nie sprzyja nam to czas robi nam tylko większą szkodę i krzywdę. W tym przypadku nie spełni się powiedzenie, że czas koi rany. Ja się ciąglę modlę do Boga i sama nie wierzę, że mój mąż się zmieni. Jak zwykle zaczął od wmawiania mi, że wszystko to moja wina, gadał takie bzdury, że każda inna kobieta rzucilaby słuchawkę i nigdy nie chciałaby z nim więcej rozmawiać a ja czekałam. potem sama sprowokowalam by w końcu przeprosil mnie za to co zrobił, chociaż za ten ostatni wyjazd beze mnie i dziecka. On jest taki uparty. Kolejny rok będzie mieszkał nie ze mną. Znowu zaczną się schody, bo ciągle ktoś będzie się do niego wcinał a on ulegnie i znowu zacznie się od nowa wielki kłopot. Reasumując rozmowa skończyła się tak, że obiecał, że przyjedzie w przyszłym tygodniu, że pogadamy. Że on chce być z nami. Zaproponowałam mu, ze jeśli zostawi tamtą pracę i wreszcie zamieszka a nami, to ja mu pomogę spłacić zobowiązania, bylebyśmy zrobili to razem. mam już dość tego ciąglego podziału, on ma dwa życia jedno tu a drugie tam. Ja nie wiem jak ja to zniosę. Moi rodzice już nie mogą patrzeć na to wszystko, nie chcą go znać. To bardzo dobrzy ludzie i bardzo chcieli, żebyśmy się pogodzili, ale po ostatniej niespodziance z jego wyjazdem, strasznie się zdenerwowali. Zakazali mi to ciągnąć, bo się w koncu rozchoruję i stracę zdrowie a mam małe dziecko. Mają rację. Jeśli on tylko będzie mnie tak odwiedzał przez ten najbliższy rok to jak on sobie wyobraża to wszystko? Jest taki uparty i ciągle mi coś wyrzuca a tak mnie przecież skrzywdził. Ja nie wiem co ja powiem rodzicom, którzy przeze mnie tak wiele przeszli, że dalej brnę w ten chory układ.

[ Dodano: 2007-07-28, 22:09 ]
Czasami mam wrażenie, że on jest szczery, że nie chciał tego wszystkiego, że mu żal, ale tak bardzo jest związany z tamtym miejscem, że nie może się oderwać. Co ja mam robić? Może Aldo niektórzy faceci nigdy sie nie zmienią?

[ Dodano: 2007-07-28, 22:11 ]
Tak ćmo, czasami się zastanawiam ile kobieta musi znieść, by mężczyzna wreszcie zrozumiał, że jest bardzo wiele warta.Jak na razie to ja się staram a on wcale. A nasze dziecko jeszcze na szczęście nic nie rozumie, ma zaledwie kilka miesięcy. Ale co będzie potem?

Alda - 2007-07-28, 21:27

Agnieszko moim zdaniem powinnaś postawić sprawę jasno ma mieszkać z tobą i twoim dzieckiem. Małżeństwo powinno być razem i tyle. Jak on może zostawiać ciebie samą z małym dzieckiem i pomieszkiwać gdzie indziej. Nie możesz mu na to pozwolić jeśli macie jeszcze jako takie stosunki między sobą. Mój mąż już z nami nie mieszka i mówi że samemu jest mu dobrze. Przekonywałam go ale to nic nie dało. Widzę że u ciebie jest jeszcze szansa. nie dopuść tylko do tego żeby wyprowadził się na dobre.
Elżbieta - 2007-07-28, 22:29

Agnieszko, pisałaś, że Twój mąż stosuje przemoc wobec Ciebie.
Nie pozwól mu na to!

ĆMA - 2007-07-29, 07:52

agnieszko tak ci sie tylko wydaje, dziecko choć jest za małe by rozumieć to bardzo dobrze czuje to co sie dzieje, wiem to po swoim dziecku tez miało kilka miesiecy gdy zostałam sama. jeszcze jak mieszkałam z męzem dziecko mało sie uśmiechało, było niespokojne kiepsko sypiało, u nas nie było rekoczynów ale i tak na dziecku to wszystko się odbijało.teraz gdy nie ma kłutni złości ciagłego zdenerwowania to jest zupełnie inne dziecko bardzo, bardzo pogodne :mrgreen: ciagle usmiechniete całe noce przesypia, poprostu jak nie te dziecko. tak wiec nie myśl że dziecko to nie dotyczy bo jest małe.

pozdrawiam

[ Dodano: 2007-07-29, 07:58 ]
alda "małżeństwo powinno być razem i tyle" a co z przemocą w domu to nie takie proste ze on wraca i jest bo jest mężem, wybacz ale moim zdaniem to dużo bardziej cięzka sprawa niz zdrada męża, w zmiane zdradzacza choć bardzo, bardzo ciężko to mogłabym uwierzyć(ale niestety nie swojemu mężowi) ale w to że nigdy wiecej nie podniesie na mnie reki NIE

agnieszka27 - 2007-07-29, 08:34

Aldo, Elżbieto i Ćmo wszystkie macie rację. Czytałam w pewnym artykule, że tylko człowiek zaburzony nie potrafi przyznać się do błędu. Uważam, że mój mąż jest bardzo zaburzony, mam nadzieję, że nie odziedziczył schizofremii po matce, bo to co robi jest straszne. Ja umiem przyznać się do błędów i wiem, że w całej tej sprawie też nie byłam bez winy, bo sama dopuściłam do tego, żeby tam mieszkał od początku. Przymykałam oko na jego rodzinę a od początku powinnam postawić sprawę jasno. Mój mąż się nie zgodził mieszkać z nami. Zaproponowałam mu pracę, że razem uporamy się z jego problemami, bylebyśmy mieszkali razem, że nawet możemy iść na terapię małżeńską czy zgłosić się do grupy wsparcia. Nie zgodził się. On nie zrezygnuje z tamtej pracy. On cały czas się upiera, że nie będzie mieszkal z nami. Co robić? Wczoraj bardzo dużo myślałam. Myślałam, że może rozwiązaniem również byłoby gdybyśmy obydwoje zrezygnowali z pracy w swoich miejscowościach i wyprowadzili się zupełnie gdzieś indziej, ale jak i gdzie? Druga sprawa jeśli ja zrezygnuję z pracy kto mi zapewni, że mąż będzie nas utrzymywał. Do tej pory wpłacał na dziecko tylko 200 złotych. to drugie rozwiązanie jest szalone. Jeśli ja zrezygnuję z pracy, to nikt nie utrzyma naszej rodziny. postanowiłam więc, że lepiej będzie jak przez kolejny rok będziemy zupełnie żyli osobno, będzie odwiedzał małą, ale żadnych noclegów u nas, bo to śmieszne, albo mieszka z nami albo sobie kpi. Żadnych przytulanek, bo w związku musi być więcej miłości i szacunku niż cielesności. Może jeśli zostawię go samego z tym problemem to sam przemyśli i w końcu przejrzy na oczy. Powiem szczerze, pierwsze rozwiązanie było najlepsze, ale mój mąż jest za głupi, żeby to zrozumieć. Pozostałe są początkiem końca naszego małżeństwa. pozostawiam to Bogu. Może on da mi jakąś wskazówkę, jak pomóc nam, bo ja już nic innego nie wymyślę. Dziękuję Wam za radę.
Maria Anna - 2007-07-30, 09:53

Bił Ciebie, ponizał, za kim albo za czym Ty tęsknisz?

Ja w Twoim przypadku tęskniłabym za bycie ale samej bez takiego człowieka...

agnieszka27 - 2007-07-30, 19:01

To fakt, nigdy nie powinien podnosić na mnie ręki. Dochodzę do wniosku, że trzeba już dawno sobie z nim dać spokój/ Dzięki Anno Mario.
Ann3 - 2007-07-30, 21:58

Mąż może się kiedyś opamiętać ale na dzisiaj jest jak jest i dlatego pracy bym nie rzucała, Agnieszko.Bądź ostoją bezpieczeństwa dla dzieciątka. :-D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group